drukowana A5
34.01
Pentesilea

Bezpłatny fragment - Pentesilea


Objętość:
214 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0354-1

OSOBY

PENTESILEA — królowa Amazonek

PROTOE — księżniczka Amazonek

MEROE — księżniczka Amazonek

ASTERIA — księżniczka Amazonek

ARCYKAPŁANKA Artemidy

ACHILLES — król ludu greckiego

ODYSEUSZ — król ludu greckiego

DIOMEDES — król ludu greckiego

ANTILOCHUS — król ludu greckiego

Grecy i Amazonki

Scena:Pole walki pod Troją

SCENA PIERWSZA

Zjawiają się: z jednej strony Odyseusz i Diomedes, z drugiej Antilochus, wraz z orszakami.

ANTILOCHUS

Cześć wam, królowie! Jakże sprawy stoją?

Dawnom tu już nie widział was pod Troją!

ODYSEUSZ

Źle, Antylochu. Spojrzyj na to błonie:

Zastępy Greków, Amazonek konie

Nastają na się, jak dwa wściekłe wilki.

Na boga, czemu? Obłędem rażeni?

Jeśli Jupiter, co gromami strzela,

Trzaskiem błyskawic ich nie porozdziela —

To trupem padną dzisiaj, rozwścieczeni!

Wody mi dajcie haust!

ANTILOCHUS

      Na duszę mą!

Te Amazonki czegóż od nas chcą?

ODYSEUSZ

Ruszylim obaj, za Atrydy radą,

Wraz z Mirmidonów niemałą gromadą,

Achil i ja; bo zważ: Pentesilea

Powstała w borach jak dzika zawieja

Na czele kobiet krytych skórą żmij,

Przez góry pędzi tu, na pogrom... czyj?

Priama chyba chce nastraszyć w Troi...

Słychać (a wieści jedne drugim przeczą);

Priamid ruszył z Ilion w pełni zbroi

Witać królową śpieszącą z odsieczą.

Gnany gościńcem w lot: nasze pancerze

Murem rozgrodzą nieszczęsne przymierze!

Przez całą noc trwał pochód nieustanny.

Lecz z pierwszym blaskiem jutrzenki porannej

Cóż za zdumienie! W świcie strzał i proc

Cała dolina kłębi się od bitwy —

Słysz! — Trojańczyków z tymi niewiastami!

Jak sforę chmur, co jasne niebo plami,

Rozdziera w strzępy napór huraganu,

Pentesilea w szaleństwie gonitwy

Pędzi przed sobą z rozpędem orkanu

Huf Priamidy, tak miotając niemi,

Jakby ich chciała zmieść z powierzchni ziemi

Poprzez Hellespont w topiel oceanu.

ANTILOCHUS

Dziwne to, dziwne!

ODYSEUSZ

      Słuchaj, będzie lepiej!

My, pragnąc odwrót zagrodzić Trojanom

Pędzącym na nas ławą niewstrzymaną,

Pod same mury wpieramy oszczepy.

Zdumiał się na ten widok Priamida;

Po krótkiej radzie my ruszamy w cwał

Młodą królowę Amazonek witać.

Ona wstrzymała triumfalny szał.

Więc — na Hadesa! — chyba teraz przecie

Pora do kogoś przystać tej kobiecie,

Która nam z nieba uzbrojona spada

Wprost w naszą wojnę, sama walce rada!

Toż z nami sojusz zawrze chyba chętnie,

Skoro już Trojan gromi tak namiętnie.

ANTILOCHUS

No tak, na Zeusa! To chyba jest jasne!

ODYSEUSZ

Więc — znajdujemy ją w bojowym stroju

Na czele dziewic, hełm dumnie wiejący,

Pod nią purpurą i złotem kapiący

Koń depcze ziemię pełen niepokoju.

Przez krótką chwilę spogląda w pogardzie

W naszą gromadę, okiem jak ze stali,

Jakbyśmy stali przed nią skamieniali;

Ta oto dłoń, powiadam tobie, bardziej

Jest wyrazista, a patrzy mniej hardzie.

Wtem oko jej spotyka wzrok Achilla —

I niby pożar z czerwonych płomieni

Nagły rumieniec jej lica odmieni,

Ciemną purpurą biel twarzy nasila.

Skacze na ziemię (koń przysiadł na zadzie),

Przez jedną chwilę stoi w ziemię wryta;

Cugle ciskając służebnej, zapyta:

Co nas prowadzi w tak wielkiej paradzie?

Ja na to: że radośnie my, Argiwi,

Nieprzyjaciółkę Dardanów witamy, Że nienawiścią dawno Grecja cała

Ku Priamidom podłym rozgorzała;

Mówię o sobie i o Achillesie,

Że obaj z nią sojuszu pożądamy,

Że pewnie ona takież chęci żywi —

I co mi jeszcze ślina do ust niesie...

Lecz ze zdumieniem w potoku swej mowy

Widzę: nie słucha mnie. Ale z wyrazem

Szesnastolatki i dziecka zarazem,

Jakby na igry szła albo na łowy,

Odwraca w bok kędziory złotej głowy

I woła: „O Protoe, matka moja

Takiego męża nigdy nie spotkała!”

A przyjaciółka stoi oniemiała...

Achil i ja — mierzymy się uśmiechem,

Królowa zasię oczy upojone

Znów zatrzymała z zapartym oddechem

Na Egińczyka promienistej głowie.

A przyjaciółka nieśmiało w jej stronę

Zwraca pytanie, czyli mnie odpowie.

Na to w płomieniach (gniewna czy wstydliwa? ) —

A błysk jej oczu w zbroi odgorywa —

Zmieszana, pyszna i dzika zarazem

Do mnie się zwraca i wzrokiem przeszywa:

,,Jam Amazonek królowa — i płazem

Tego nie puszczę! Odpowiem... żelazem!”

ANTILOCHUS

Tak, słowo w słowo, twój goniec też gadał.

Myśleli wszyscy, że rozum postradał...

ODYSEUSZ

A my nie wiemy, popadli w zdumienie,

Co sądzić mamy o tej dziwnej scenie.

Więc zawracamy w rozjuszonym wstydzie,

Patrząc na Trojan, jak, radzi, z oddali

Srom nasz odgadli i jak już wysłali

Herolda, który śmiało do niej idzie,

Ofiarowując nowy pakt przymierza.

I sądzą już, że gniewem w nas uderza

I że się zaraz wyjaśnią te czary.

Ale nim goniec zdążył zbiec ze wzgórza

Oraz pył drożny otrząsnąć z pancerza —

Ta centaurzyca rzuca się jak burza

Na nich i na nas, ile w koniach pary!

Jak leśny potok, gdy wiosną się wściecze,

Trojan i Greków tratuje i siecze!

ANTILOCHUS

Na Styks, to niesłychane! Mów!

ODYSEUSZ

      A zatem:

Furie im dały tak zajadłe miecze,

Jakich nie było jeszcze, jak świat światem...

O ile wiem, dwie moce są przyrody:

Siła oraz jej opór — nic poza tym.

Co ogień gasi, to zarazem wody

Nie zmienia w parę — i na odwrót. Ale

Tu wściekły wróg oboje chce zagryzać

I wobec niego ogień nie wie wcale,

Czy płynąć razem z wodą, a znów fale,

Czy mają z ogniem stropy niebios lizać...!

Przez wojownice Trojanin przyparty

Chroni się za puklerze Greków, zasię Grek

Broni go od dziewicy, bo by trupem legł.

I dwaj wrogowie muszą nie na żarty

Wspierać się, wbrew swej wojnie, o bogowie!

By czoło stawić wspólnemu wrogowi.

Jeden z Greków podaje mu wodę

Dzięki! Język się spiekł.

DIOMEDES

      Od tego dnia

Bitwa tu sroży się nad tą doliną

I, zda się, gromy nigdy nie przeminą,

Jak w burzy wpartej do przepaści dna.

Gdym się tu wczoraj poranną godziną

Naszym na pomoc przedarł po kryjomu,

W tej samej chwili spadła z trzaskiem gromu,

Jak gdyby chciała to helleńskie plemię

Strzaskać na miazgę, zgnieść i wdeptać w ziemię.

Oto Aryston, cały kwiat korony,

Tuż Astianaks, najdzielniejsze syny,

Oto Menandros burzą w proch strącony:

Z ciał młodych, pięknych na pole rzucony

Nawóz pod córy Aresa wawrzyny.

I więcej jeńców już wzięła nam ona,

Nim nam zostało ócz do płaczu, mieczy

Na krwawą pomstę, rąk dla ich odsieczy.

ANTILOCHUS

I nie wie nikt, skąd taka rozwścieczona?

DIOMEDES

Nikt, jako żywo! A my, przyjacielu,

Szukamy źródła przyczyny i celu.

Sądząc po gniewie osobliwym, który

Miota nią pośród bitewnej wichury

Wciąż za Achilem, myślę: wojna cała

Stąd, że ku niemu nienawiścią pała.

O, tak zaciekle, brodząc poprzez śniegi,

Gdy rozjuszona krwią oko nasyca,

Ofiary swojej nie tropi wilczyca,

Jak ona jego przez Greków szeregi.

Lecz w pewnej chwili, kiedy jego życie

Już było w mocy jej — czy uwierzycie?

Gdy już miał westchnąć ostatnim oddechem,

Oddała mu je, niby dar, z uśmiechem!

ANTILOCHUS

Cóż to? Oddała? Kto?... Królowa?...

DIOMEDES

      Ona!

Wczoraj pod wieczór na nowo się starli —

Pentesilea, jak wicher szalona,

Z boskim Achilem — a Priamid karli

Podstępnie z tyłu ugodził go w zbroję,

Aż echem niebios zadrżały podwoje.

Królowa zbladła, potem złote włosy

W tył odrzuciła i z okiem ognistem,

Uniósłszy się na koniu, jak w niebiosy,

Zamachnie się i ostry miecz ze świstem

W kark Priamidy zatapia głęboko!

Runął, Achila zbryzgując posoką...

Achilles teraz mieczem łuk zatacza,

By ją ugodzić; ale ona, dzika,

Schylona w głową swojego srokacza,

Co gryząc uzdę, pieni się i boczy —

Unika ciosu — i co koń wyskoczy

Rusza z kopyta... I odwraca oczy...

Uśmiecha się... i znika.

ANTILOCHUS

Przedziwne to!

ODYSEUSZ

      Co niesiesz ty spod Troi?

ANTILOCHUS

Mnie Agamemnon tutaj śle i pyta,

Czy w tych warunkach raczej nie przystoi

Rozsądek niźli odwaga niesyta.

O cóż nam chodzi? O Troi zniszczenie

I o pobicie Trojan! Chyba że nie

O dziewkę, która gdzieś tam maszeruje...

Czyliż odwrotu rozum nie dyktuje?

Jeśli się wszakże przekonasz naocznie,

Że nie w sojuszu ona z twierdzą Troi

Ku nam się zbliża — żąda, byś niezwłocznie

Z wojskami wracał tam, gdzie obóz stoi.

Pentesilea gdy ścigać was pocznie,

To on, Atryda, nic od ciebie nie chce;

Sam się przekona, na co w żeńskiej zbroi

Ta zagadka, Sfinks, ważyć się zechce.

ODYSEUSZ

Któż się do tego sądu nie przychyla!

Czyli sądzicie, że Laertiada

Za tak głupimi bitwami przepada?

Trzeba czym prędzej zabrać stąd Achila!

Jak dog ze smyczy spuszczony zapada

W jelenie rogi, łowiec za nim zmierza,

Woła i wabi, lecz już nim nie włada,

Bo ów, wgryziony w kark pysznego zwierza,

Tańczy z nim razem przez góry, doliny,

W głęboką puszczy noc — tak on szaleje,

Odkąd wojenną prześwietliło knieję

Zjawisko owej — tak rzadkiej zwierzyny.

Uda przestrzelić! Związać! Niech omdleje!

Przysiągł: ni kroku nie ustąpię pola

Tej Amazonce pięknej — do tej pory,

Póki jej z konia zwycięska ma wola

Za te jedwabne nie zwlecze kędziory.

Mój Antylochu, niechby usidliła

Go twa wymowność, skoro mdleje siła,

Gdy jego warga pianą się pokryła.

DIOMEDES

Razem spróbujmy raz jeszcze, pomału,

Spokojnej, zimnej rozwagi, bez krzyku

Wbić klin w decyzję jego szału.

Łatwo, przemyślny ty Larysejczyku,

Znajdziesz słabiznę, wtargniesz niewidocznie...

Gdy nie ustąpi, połów się rozpocznie:

Dwaj Etolczycy wezmą go na bary

I niby kłodę (bo zdjęły go czary!)

Cisną go w obóz Argiwów niezwłocznie.

ODYSEUSZ

Za mną!

ANTILOCHUS

      Stój! Kto to biegnie z tamtej strony?

DIOMEDES

To Adrast, patrzcie, blady i zmieniony!

SCENA DRUGA

Ci sami. Wchodzi Adrastos wódz.

ODYSEUSZ

Co nam przynosisz?

DIOMEDES

      Jaką wieść?

ADRASTOS

      Nowinę

Ze wszystkich nowin najgorszą.

DIOMEDES

      Niech zginę!

ODYSEUSZ

Gadajże prędzej!

ADRASTOS

      Królowie Hellady!

Mury Pergamu nie runą w perzynę!

Achil ofiarą padł okropnej zdrady!

DIOMEDES

Bogowie!

ODYSEUSZ

      Biada! Zwiastunie złej doli!

ADRASTOS

U Amazonek Achilles w niewoli!

ANTILOCHUS

Kiedyż i gdzie ta ohyda się stała?

ADRASTOS

Szturm nowy, dziki jak burzy nawała,

Owych Aresa rozwścieczonych cór

Jął dziesiątkować Etolczyków szyki,

Lejąc jak potop w bitewnym łoskocie

Na nas walecznych Mirmidonów krocie.

Próżnośmy w poprzek stanęli jak mur,

By ich zatrzymać: niby strumień dziki

Zmietli nas falą okropnej paniki...

I nikt zatrzymać się nie zdołał wcześniej,

Aż hen daleko na polanie leśnej.

Achil sam został, obszczerzon lancami;

Już z trudem z mroku walki się wyzwala,

Do nas nareszcie zmierza — my wesoło

Krzyk powitalny rzucamy mu z dala,

Gdy nagle głos nam zamarł w piersiach! Zgroza:

Jego kwadrygi zaryło się koło

Tuż nad przepaścią... Ze spadzistej skały

W straszliwą czeluść zajrzał oniemiały.

Na nic mu nie zda się kunszt wyścigowy,

W którym jest mistrzem: już konie sprzed woza

W tył, przerażone, odwracają głowy

Ku jego bata ciosom opętanym.

W uprzęży własnej kłębie pogmatwanym

Walą się konie, wóz i Jowiszowy

Syn, Achil, dumny i promiennolicy,

Ciasno schwytany, jak gdyby w pętlicy!

ANTILOCHUS

Szaleniec? Dokąd zmierza...?

ADRASTOS

      Wtem wylata

Sam Automedon, przesławny woźnica,

I rzuca się, splątany kłąb rozplata

I cztery konie za uzdy pochwyca.

Lecz nim ich nogi uwięzłe w rynsztunku

Zdołał wyzwolić z śmiertelnych obieży,

Zwycięska zgraja Amazonek bieży

Hurmem wprost na nich, na czele królowa...

I gaśnie iskra ostatnia ratunku!

ANTILOCHUS

Nieba!

ADRASTOS

      Nad chmurą kurzu pyszna głowa

Błysła, gdy nagle pęd wstrzymała cwału,

Przez chwilę mierzy okiem stromą ścianę:

Pióropusz własny, jakby grozą zdjęty,

Szarpie wstecz głową tej lwicy zaciętej.

Lecz oto cugle odkłada pomału

I jak w zawrocie — płomieniem owiane

Czoło ukrywa w obie małe dłonie.

Dziwnym widokiem zdumione dziewice

Zwracają ku niej z niemą prośbą lice,

Najbliższa pyta, zatroskana srodze,

Inna porywczo chwyta konia wodze,

Gwałtem chcąc dalszą zagrodzić jej drogę...

Lecz ona...

DIOMEDES

      Waży się?

ANTILOCHUS

      Mów!

ADRASTOS

      Ledwie mogę!

Usiłowania próżne, by ją wstrzymać...

Z łagodną siłą dziewice odtrąca

I niespokojnie szuka, gdzie by imać Ścieżki się mogła stopa szukająca:

Dróżkę chce znaleźć tęsknymi oczyma

Swemu życzeniu, które skrzydeł nie ma.

Nagle ruchami pocznie opętanej

Wspinać się wzwyż po skale stromej ściany,

To tu, to tam — szaloną któż odgadnie!

Wciąż niedorzecznie myśląc, że wplątany

W swe sieci łup w jej ręce łatwo wpadnie.

Już jej źrenice bacznie wybadały

Każdą szczelinę wyżłobionej skały:

Widzi, że stok jest niedostępnie stromy,

Lecz jak z rozumu obrana — powraca,

Pnie się na nowo na głaz już znajomy.

Po szlaku, który wędrowiec przypłaca

Życiem, do szczytu dąży krok po kroku...

I stoi teraz na kamiennym bloku,

Tak małym, że zaledwie by kozicę

Zmieścił ten głaz — a rozpadliny z boku

Straszą, nie dając w tył ni naprzód kroku...

I krzyk podniosły dziewki białolice —

A ona raptem z rumakiem pospołu

W trzasku walących się razem kamieni

Jak na dno piekła pada w otchłań dołu,

Karku nie łamie!... Lecz myśli nie zmieni

I znów porywa się na strome skały!

ANTILOCHUS

Cóż za hiena, obłędna i ślepa!

ODYSEUSZ

A Automedon?

ADRASTOS

      Nareszcie wóz cały

Uporządkował — Hefajstos by nowy

Wóz w takim czasie wykonał spiżowy!

Uprząż uładził, skacze na kwadrygę,

Za lejce chwyta i konie jak frygę

Zawraca — a nam kamień z serca spada.

Lecz nagle jedna z wojownic wybada

Ukrytą ścieżkę; krzyczą jej nowinę

I tam kierują szaloną królowę,

Pnącą się wciąż na głazy granitowe...

Echo radości napełnia dolinę.

Pentesilea na to słowo nowe

Zwróciła konia, oczy — i za wzrokiem

Jak wyciągnięta pantera śmignęła.

Achilles wprawdzie wycofał się bokiem,

Ale kwadryga z oczu mi zginęła...

Co się z nim stało, nie wiem.

ANTILOCHUS

      Och, zgubiony!

DIOMEDES

O przyjaciele, co czynić?

ODYSEUSZ

      Do dzieła!

Serce prowadzi: będzie wyzwolony!

Skruszymy dzikiej drapieżnicy szpony!

Choć przyjdzie walczyć na śmierć i na życie,

W pierwszym szeregu boju mnie ujrzycie!

Odyseusz, Diomedes, Antilochus wybiegają.

SCENA TRZECIA

Adrasios, gromada Greków, którzy tymczasem weszli na wzgórze.

MIRMIDON

rozgląda się po okolicy

O, tu — widzicie? — tu, gdzie góra owa!

Patrzcie! Czy to nie hełm się tam wynurza

I pióropuszem ocieniona głowa?

I kark się mocny wyłania zza wzgórza

Ramiona już — i ręce w błysku stali?

I tors, i pas, co się od złota pali?

ADRASTOS

Ha, czyj to hełm?

MIRMIDON

      Tak, czyj! Czy śnię, o Grecy?

Już widzę lejce... i koncerz... i plecy...

I końskie łby, ozdobne strzałką białą...

Góra już tylko skrywa końskie nogi...

O, czy kwadrygę widzicie, wspaniałą,

Jako wschodzące wiosną słońce?

GRECY

      Bogi!

Achilles to, syn bogów! Wraca w dom!

Jego zwycięstwo! Sam włada lejcami!

Ach, ocalony wraca!

ADRASTOS

      Jasny grom!

Bogom niech będzie olimpijskim sława!

Odys! Skocz mi tam który za królami!

Jeden z Greków wybiega

Zbliża się do nas?

MIRMIDON

      Aaa!...

ADRASTOS

      Cóż?

MIRMIDON

      Brak mi tchu!

ADRASTOS

Gadajże wreszcie!

MIRMIDON

      Adraście, patrz tu,

Jak pcha lewicę nad rumaków grzbiety!

Jak bicza kołem okrąża ich grzywy!

Jak samym świstem pędzone do mety,

Boskie bachmaty rwą grunt niecierpliwy!

Na bogi! Zda się: za same wędzidła

Wóz ciągną, jakby dym z nozdrzy je szczuł!

A jeleń szczwany nie szybsze ma skrzydła!

Wzrok już się w szprychach migocąc nie sidła,

Wkręcony lotnie w tarcze lśniących kół!

ETOLCZYK

Lecz za nim...

ADRASTOS

      Co znów?

MIRMIDON

      Tam na samej grani!

ETOLCZYK

Kurzawa...

MIRMIDON

      Tuman jak chmura gromowa!

Jak błyskawica przed nim gna...

ETOLCZYK

      Królowa!!

MIRMIDON

Bogi łaskawe!

ADRASTOS

      Kto?

ETOLCZYK

      Pentesilea!

Tuż za boskiego Peleidy tropem

Z całą czeredą kobiet gna galopem...

ADRASTOS

Wściekła Megera!

GRECY

krzyczą

      Do nas! Prędzej! Prędzej!

Boski Achilu! Tutaj! Chroń się między

Nasze puklerze!

ETOLCZYK

      Patrzcie, jak udami

Tygrysi kadłub ścisnęła namiętnie,

Jak pochylona w grzywę, w burzy tętnie

Wiatr wstrzymujący wypija ustami!

Gna jak z cięciwy strzelona za łanią:

Tak wartkie nie są numidyjskie strzały!

Wojska daleko jak kundle zostały,

Gdy dog w pościgu wyciągnie się cały!

Pióra jej hełmu ledwie zdążą za nią!

ADRASTOS

Zbliża się?

TESALCZYK

      Pędzi!

MIRMIDON

      Jeszcze nie dociera!

TESALCZYK

Dopędza! Każdym szczupakiem ogiera

Za Achillesem jak potwór zgłodniały

Kawał dzielącej ją drogi pożera!

MIRMIDON

Na wszystkich wielkich bogów, co nas chronią!

Już zolbrzymiała do jego rozmiarów!

I błyskawicznych już kopyt pogonią

Konie ciskają grudy ziemi o nią,

I grzmiący tętent już napełnia parów!

ETOLCZYK

Teraz — szalony! Ślepy obłąkaniec!

Skręca w bok, igra! Hej, uwaga! Bogi!

Pentesilea przecina kąt drogi...

Widzisz?... Przyjęła jego straszny taniec...

MIRMIDON

Zeusie! Na pomoc! Już u jego boku!

Wielki jak olbrzym cień jej w groźnym skoku

Już go zabija!

ETOLCZYK

      Teraz... nagle... wspak —

TESALCZYK

Całą kwadrygę zdarł w lewo co prędzej!

ETOLCZYK

Do nas znów leci — na skrzydłach, jak ptak!

MIRMIDON

Ha, lis przebiegły...! Zwiódł ją! Umknął jędzy!!

TESALCZYK

Niepowstrzymana minęła w rozpędzie

Wóz jego...

MIRMIDON

      A! Potyka się jej koń!

Patrz! Wyleciała z siodła!...

ADRASTOS

      Co to będzie?

TESALCZYK

Runęła! W ziemię zaryła się skroń!

MIRMIDON

Królowa leży! A na nią się wali

Jedna z wojownic, cała w lśniącej stali!

TESALCZYK

I jeszcze jedna —

MIRMIDON

      I trzecia —

ADRASTOS

      Padają?

MIRMIDON

Padają, wodzu! Jakby kowal krewki

Na szmelc je topił razem: konie, dziewki!

ADRASTOS

Niech spłoną w popiół!

TESALCZYK

      W gęstych kłębach pyłu

Los się rozprawia z Amazonek zgrają:

Już widzę tylko błysk żelaza, z tyłu

Za Achillesem; węzeł gęsty, śliczny

Dziewic, splątany z dziką masą koni...

Zaiste, chaos mniej był chaotyczny.

ETOLCZYK

Lecz teraz — wiatr się zerwał; oto dnieje,

Jedna z leżących zrywa się na nogi.

TESALCZYK

Ha! Niechaj każdy patrzy i się śmieje:

Jak tam wesoło ów kłębek szaleje,

Jak to szukają lancy, tarczy, kasku,

Porozrzucanych daleko po piasku!

MIRMIDON

Trzy konie jeszcze, jedna wojownica

Leżą jak martwe...

ADRASTOS

      Czy to jest królowa?

ETOLCZYK

Pentesilea, pytasz, złotogłowa?

MIRMIDON

Czy to królowa? Nie poznaję lica!...

Tam stoi!!

TESALCZYK

      Gdzie?

ADRASTOS

      No mów!

MIRMIDON

      Tam, na Kronidę!

Tam, gdzie runęła: w cieniu tego drzewa.

Na karku konia oparła swą dzidę,

Trzyma się grzywy... widzisz? — Włos owiewa

Czoło, a ręką — pył czy krew? — ociera...

Dumny się szyszak w prochu poniewiera!

TESALCZYK

Na boga, ona, tak!

ADRASTOS

      Niezwyciężona!

ETOLCZYK

Kot, co tak padnie, sczeźnie, lecz nie ona!

ADRASTOS

A co Achilles?

TESALCZYK

      Jego strzegą bogi!

Trzy rzuty strzały uszedł już z jej drogi!

Już go dosięga ledwie rzutem wzroku,

Już nawet myśl, pędząca za nim śmigła,

Bez tchu w jej piersi zziajanej zastygła!

MIRMIDON

Chwała! Patrz, Odys w wojowniczym tłoku

I całe wojsko Greków w jasnym słońcu

Nagle wychodzą tam z leśnego mroku!

ADRASTOS

Odys? Diomed? Bogi nieśmiertelne!

Gdzież on? Daleko sam został na końcu?

TESALCZYK

Na rzut kamienia! Konie jego dzielne

Już gnają cwałem na Skamandru wzgórza.

On wzdłuż szeregów już śmiga jak burza...

GŁOSY

z oddali

Chwała!

TESALCZYK

      Wołają jemu...

GŁOSY

      Bogów gońcu!

Sława, Pelido! Wawrzyn na twą skroń!...

TESALCZYK

Wstrzymuje bieg. Przed samo królów koło

Zajeżdża wóz! Podchodzi Odys doń!

Zeskoczył z wozu raźno i wesoło...

Oddaje lejce i odrzuca broń...

Zdejmuje szyszak, co gniecie mu czoło

Pyłem pokryte; a wszyscy rycerze,

Wszyscy królowie kupią się wokoło!

Sława ci, chwała, boski bohaterze!

O, wszystkich Greków porwał zachwyt szczery,

Tłum go unosi, kolana mu ściska,

Zaś Automedon dymiące ogiery

Przy jego boku prowadzi u pyska!

Już coraz bliżej — idzie — wznosi dłoń!

O, patrzcie! Boski! Wawrzyn na twą skroń!

SCENA CZWARTA

Achilles, za nim Odyseusz, Diomedes, Antilochus, Automedon z kwadrygą u jego boku. Wojsko greckie.

ODYSEUSZ

O bohaterze egiński! Serdecznie

Witamy! Nawet w odwrocie zwycięski!

Niech twego miecza sława żyje wiecznie!

O, na Jowisza! Samą mocą ducha

Nieprzyjaciółce ty zadajesz klęski,

Że w proch ci pada bezsilna i krucha;

Cóż będzie, skoro ty miecz swój wysoko

Podniesiesz na nią, prosto, oko w oko!

ACHILLES

trzymając hełm w dłoni, drugą ręką ociera pot z czoła. Dwaj Grecy, bez jego świadomości, chwytają jego zranione ramię i opatrują je

Co? Cóż takiego?!

ANTILOCHUS

      Zawsze w niepokoju,

Wygrałeś wyścig straszliwego boju,

Jak dziki orkan, który, grzmiąc po niebie,

Świat przerażony w wirach wichru grzebie.

Gdybym na siebie grzechy całej Troi

Przyjął i ciężko zgiął się pod brzemieniem,

O, na Erynie! Mógłbym uciec cieniem

Przed własną skruchą — w lot kwadrygi twojej.

ACHILLES

do Greków opatrujących go, chcąc się pozbyć ich natręctwa

Ach, trutnie!

JEDEN Z KSIĄŻĄT

      Kto znów?

ACHILLES

      Czegóż chcą, u licha?

PIERWSZY GREK

opatrując mu ramię

Stój, płynie krew!

ACHILLES

      No tak.

DRUGI GREK

      Więc pozwól chwilę!

PIERWSZY

Daj nam przewiązać!

ACHILLES

      Sama już zasycha.

DRUGI

Zaraz gotowe będzie.

DIOMEDES

      Najpierw tyle

Opowiadano, że w te rejterady

Wciągnął cię odwrót mej zbrojnej gromady...

Lecz to, co widzę, dowodzi niezbicie,

Że oną jazdę poprzedziła skrycie

Uplanowana myśl. Zapytać można,

Czyś kamień ów upatrzył już o świcie,

Przez który upaść miała nieostrożna

Królowa: takeś prosto w niego mierzył.

ODYSEUSZ

Mój bohaterze, jeśliś się tajemną

Żądzą odwetu do cna nie zaperzył,

Racz do Argiwów obozu iść ze mną.

Już nas Atrydzi wołają z powrotem.

My się ku rzece cofniemy odwrotem,

Dziewki podstępnie wciągając w gonitwę;

Tam Agamemnon z zasadzki jak młotem

Uderzy na nie i zakończy bitwę.

Na boga gromów! Nigdzie albo tam

Ostudzisz żądzę, co jak zwierza spienia

Ciebie i gna za tobą bez wytchnienia. Błogosławieństwo na drogę ci dam.

Tej nienawiści dłużej bym nie przeżył,

Widząc megiery tej harce szalone!

Chętnie bym ujrzał ślad twego kopniaka

Na jej policzku różanym.

ACHILLES

spojrzał na konie

      Spocone.

ANTILOCHUS

Kto znów?

AUTOMEDON

bada dłonią szyje końskie

      Jak ołów.

ACHILLES

      Dobrze. Jazda taka

Męcząca jest. Przeprowadź je, mój drogi,

Potem im winem przetrzyj pierś i nogi.

AUTOMEDON

Niosą bukłaki już.

DIOMEDES

      Teraz ty jasno

Widzisz, prześwietny, że to ciężka sprawa.

Gdziekolwiek sięgnąć najbystrzejszym okiem,

Wzgórza pokryte kobiet ciżbą ciasną.

A gęstsza nie jest i szarańczy ława,

Gdy z chmur opada niszczycielskim mrokiem.

Komuż zwycięstwo zupełne przypadło?

Czyż oprócz ciebie jeden jest, co powie, Że widział chociaż twarz tej centaurzycy?

Próżno dążymy, my, Grecji królowie,

Wśród trąb rozgrzmotu, w złocistej zbroicy:

Ona zapadła w głębię nieodgadłą.

A kto by chciał jej srebrny bodaj głos

Usłyszeć, ten by chyba musiał wprzódy

Zwalczać niesławnie te pospólstwa ludy,

Które jej strzegą tam, na polach Troi,

Jak cerbery, by jej nie spadł włos

Z jej wrażej głowy.

ACHILLES

patrzy w dal

      Czy jeszcze tam stoi?

DIOMEDES

Pytasz?

ANTILOCHUS

      Królowa?

ADRASTOS

      Hej, tam! Pióropusze

Na bok! Nie widać...

PIERWSZY GREK

kończąc opatrunek

      Zaraz! Chwilka mała.

JEDEN Z KSIĄŻĄT

Zaiste, tam!

DIOMEDES

      Gdzie?

JEDEN Z KSIĄŻĄT

      Ot tam, na mą duszę!

Stoi, gdzie padła, tam pod dębem, w dole.

Już, jak się zdaje, klęskę przebolała,

Pióra znów hardo wieją na jej czole.

PIERWSZY GREK

Nareszcie!

DRUGI

      Teraz władać możesz dzidą.

PIERWSZY

Teraz iść możesz.

Zawiązują ostatni węzeł i puszczają jego ramię

ODYSEUSZ

      Czyś słyszał, Pelido,

Com ci wyłożył?

ACHILLES

      Mnie?

ODYSEUSZ

      No, bez obrazy!

ACHILLES

Nic nie słyszałem. Cóż to? Czego chcecie?

ODYSEUSZ

Dziw! Czego chcemy? Jam ci tu rozkazy

Atrydów przyniósł! Agamemnon bowiem

Każe natychmiast wrócić nam, jak wiecie:

Taki jest plan, by zbrojnej tej kobiecie

Kazać do twierdzy podejść z całym mrowiem,

Gdzie, między dwoma wojskami, wyraźniej

Musi oświadczyć się, z kim jest w przyjaźni.

Skoro wybierze, co woli, musimy

Wiedzieć przynajmniej my, co uczynimy.

Wierzę w rozsądek twój, dzielny Achilu,

Że poddasz się mądrości wodzów tylu.

Wróg w Troi czeka; według zdania mego

Byłby to obłęd, w tę godzinę złą

Wdawać się w walki wojska dziewiczego,

Nim się dowiemy, czy chcą od nas czego!

I w takim razie, czego od nas chcą!

ACHILLES

nakłada hełm na głowę

Kto chce, obierze w walce lisią zdradę.

Ja się mężczyzną czuję — i kobietom,

Gdy nikt nie stawi czoła, sam dam radę!

Jeśli je chcecie poza bitwy metą

W chłodnym tu cieniu okrążać z daleka,

Niemocnej chęci pełni, jak kaleka,

Czyńcie, jak chcecie: sam wyruszę przeto.

Komu się walka, na Styks! nie opłaca,

Kto wracać chce do Ilion, niechaj wraca!

Czego ode mnie chce, wiem, boska dziewa!

W swatów śle do mnie upierzone cienie,

A furkot ich wyraźnie jej życzenie

Śmiertelnym szeptem do ucha mi śpiewa...

Odkąd dorosłem, mili przyjaciele,

Nigdym nie stronił od niewiast, jak wiecie,

A znałem przecie pięknych kobiet wiele!

Jeślim dotychczas tej jednej kobiecie

Odporny był, to stąd, na grom Zeusowy,

Że jeszcze w krzewach, jakby chciała ona,

Nie mam dość miękkich puchów dla jej głowy,

Bym w samotności wreszcie był gotowy

W ogniach ją spiżu pochwycić w ramiona.

Idę, gdy wracać do obozu chcecie.

Pasterska chwila nadejdzie niebawem.

Choć miałbym jeszcze przez całe miesiące

Zabiegać o nią bezprawiem czy prawem:

Nie wcześniej struny pokoju potrącę,

Nie wcześniej żądze się moje nasycą,

póki nie nazwę jej oblubienicą!

A ona, w wianku z ran, z których krew ciecze,

Zwieńczoną głową za mną się powlecze!

Naprzód!

GREK

zjawia się

      Pentesilea zstępuje ze zboczy!

ACHILLES

Czy wsiadła znowu na swego stępaka?

GREK

Jeszcze pieszo zbrojna ku nam kroczy.

Ale za uzdę prowadzi rumaka.

ACHILLES

Konia mi dajcie! Żywo, przyjaciele!

O Mirmidoni! Za mną! Naprzód, śmiele!

Wojsko rusza

ANTILOCHUS

Szaleniec! Gwałtem trzymać go!

DIOMEDES

      Idź z nami!

Już znikł!

ODYSEUSZ

      Przeklęta wojna z kobietami!

Wszyscy wybiegają.

SCENA PIĄTA

Pentesilea, Protoe, Meroe, Asteria, orszak, wojsko Amazonek.

AMAZONKI

Chwała ci, chwała, o zwycięska pani!

Królowo Święta Róż! Hej! Kwiaty dla niej!

PENTESILEA

Żadnych triumfów! Żadnych róż!

Bitwa raz jeszcze woła w pole:

Hardość na młodym jego czole,

O Amazonko, siłą skrusz!

O towarzyszki, z stu tysięcy

Słońc w jedną kulę przetopionych

Nie błyśnie taki żar szalony,

Jak triumf nad nim mój dziewczęcy!

PROTOE

Najdroższa, błagam!

PENTESILEA

      Nie, to wróg!

Z ust mych słyszałaś twardą wieść!

W prochu go ujrzę u mych nóg,

Zuchwalca, co ważyć się mógł

W moją wojenną godzić cześć...

Łatwiej ujarzmisz rzeki prąd,

Co z gór opada z hukiem fal,

Niż sprawisz, by mój zapał zwiądł,

I mojej woli ugniesz stal.

Jam to jest, straszna zwyciężczyni,

Ja, Amazonka, ja, królowa,

Której mi obraz w lustrze czyni,

Gdy się doń zbliżam, jego pierś spiżowa?

Wszech bogów klątwą obarczona,

Na widok tego bohatera

Cała drętwieję w głębi łona,

I oddech w piersi mi zamiera!

Mnie, co nie umiem z nim się zmierzyć,

W wir walki rzucić się szalonej,

Gdzie czeka drwiąco uśmiechniony...

Raz go zwyciężyć — albo nie żyć!

PROTOE

Gdybyś ty chciała raz, droga królowo,

Na tym ramieniu cicho oprzeć głowę!

Upadek, który wstrząsnął twoim ciałem,

Rozpalił duszę twą i wzburzył krew:

Pani, ty przecież drżysz na ciele całem!

Błagamy cię — nie postanawiaj nic,

Póki nie wróci pogoda twych lic!

Chodź, spocznij tutaj, niech przeminie gniew.

PENTESILEA

Dlaczego? Po co? Czy mam rany?

Co mam? — Co mówię?

PROTOE

      Dla wygranej,

Co twoją młodą duszę nęci,

Chcesz grę ponowić w złudnej chęci?

Że niespełnioną chęć, nikt nie wie jaką,

Żywisz w swym sercu — jak kapryśne dzieci

Odtrącasz lekko, jak rzecz lada jaką,

Tę łaskę bogów, co nad nami świeci?

PENTESILEA

Ha, patrz! (przeklęty taki dzień)

Jak zdradny się sprzymierza los

I przyjaciółek luby głos,

By skrzywdzić, zgnieść mej duszy rdzeń!

Ilekroć moja dłoń się ruszy,

Chcąca w przelocie zwiewną zjawę

Chwycić za włosy: złotą sławę —

Zawsze zła moc mą siłę kruszy...

I rozbrat, bunt — to treść mej duszy!

Precz mi!

PROTOE

do siebie

      Bogowie, chrońcie ją!

PENTESILEA

Czy tylko własny głos mnie zwał

Na powrót znów na pole chwał?

Czy to nie lud, czy nie zagłada,

Co przez mych zwycięstw dziki szał

Z szumem łopotu doń się skrada?

Już odpoczywać mamy śmiele

Po zakończonym jakby dziele?

Zżęty, związany w mocne snopy,

Plon żniw bogatych niby góra

W stogach nam rośnie w nieba stropy:

Lecz nad nim zwisa czarna chmura

I gromem grozi w dół ponura.

Pobitej tej młodzieńców chmary

Nie powiedziecie, strojne w kwiaty,

Do wonnych dolin w swoje chaty,

Przy dźwiękach trąby i cytary.

Zdradliwa czeka was zasadzka:

Widzę mściwego cień Achila,

Jak na was rzuca się znienacka,

Jeńców odbija, los przechyla;

Jak w Temiscyrze, w chramie Diany

Różane zrywa z nich kajdany,

Spiżowe da wam dla zamiany!

Pięć dni już sława jego dumna

Chwieje się, moją mocą chwiana;

Miałażbym, zląkłszy się tytana,

Teraz odstąpić, bezrozumna,

Gdy od podmuchu jednej strzały

Ma mi jak owoc spaść dojrzały?!

Nie! Jeśli walk, co tak ogromnie

Poczęły się, nie skończę cało,

Wieńca, co szumi tuż koło mnie,

Na skroń nie włożę sobie śmiało;

Cór Marsa, wiernych mi niezłomnie,

Jako przyrzekłam, wiekopomnie

Na szczęścia szczyt nie wwiodę z chwałą —

Niech piramida jego z grzmotem

Powali mnie i je pokotem!

Kto waha się, ma podłe serce!

PROTOE

Twe oko, pani, zgoła obco płonie,

Niezrozumiale — i w dziwnej rozterce

Ciemne się tłuką przeczucia w mym łonie...

Rzesza, przed którą lęk czujesz, na błonie

Rozpierzchła się jak liście przed orkanem;

Pusto na polu trupami zasłanem.

Achilles, odkąd stawiłaś mu czoło,

Skamandru falą odcięty jest wkoło;

Ty go nie drażnij, zniknij z jego wzroku!

Ja chronić będę odwrót twego kroku.

Na olimpijskich bogów! Ni jednego

Jeńca nie wydrze ci! Blask jego broni

Nie będzie straszył nas ni tętent koni

Nie zmąci z dala śmiechu dziewiczego

Nawet na wiele mil. Ja za to słowo

Ręczę ci święcie swoją głową!

PENTESILEA

zwraca się nagle do Asterii

Asterio, czy to być może?

ASTERIA

      Królowo...

PENTESILEA

Czyż mogę niecnym je odwrotem

Do Temiscyry wieść z powrotem?

ASTERIA

Daruj, gdy powiem, królowo...

PENTESILEA

      Mów śmiele!

PROTOE

nieśmiało

Gdy pytać będziesz po kolei rady

Wszystkich tu władczyń zebranej gromady,

Usłyszysz...

PENTESILEA

      Nie chcę rad za wiele.

Tej jednej pragnę, u Pallady!

Milczy, opanowuje się

Asterio, powiedz! — Czy bez sromu

Mogę swe wojsko wieść do domu?

ASTERIA

Skoro, o pani, każesz, szczerze powiem,

Jak dziwię się tym widowiskiem ślepem,

Którego pojąć nie mogę... Albowiem

Z kaukaskich gór ruszyłam z moim szczepem

O jedno słońce później, wraz ze wschodem

I już za twoim nie mogłam pochodem

Nadążyć, boś jak wicher gnała stepem.

I dziś dopiero, jak wiesz, skoro świt,

Na placu boju stanęłam gotowa;

A tu z tysiąca ust brzmi ku mnie nowa,

Radosna wieść: Zwycięstwo! Chwała! Stój!

Już nie potrzeba nam strzał ani dzid!

Skończony cały Amazonek bój!

Że wypełniły się modły narodu,

Rada, gotuję wojsko do pochodu.

Ciekawość gna mnie jednak w twoje strony,

Chcę ujrzeć żywe tej wiktorii plony...

I oto widzę ciurów garść wylękłą,

Drżące ze strachu Argiwów zakały,

Których na tarcze, gdy im serce zmiękło,

Twe Amazonki z pola pozbierały!

A tam, spójrz tylko, przed murami Troi

Wojsko Hellenów, Agamemnon stoi,

Stoją Menelaj, Ajaks, Palamedes

I Antilochus, Odys, Diomedes —

Patrzą ci w twarz i żaden się nie boi!

Ba, ów potomek młody Nereidy,

Co go twa dłoń różami wieńczyć miała —

Czoło ci stawia, łotr pełen ohydy!

On nogę swoją — jak sam głośno prawi —

Na twój królewski dumny kark postawi!

A moja wielka córa Aresowa

Pyta, czy droga do domu gotowa...?

PROTOE

namiętnie

Niecna! Królowa do Hadesu wiodła

Najtęższych, dzielnych wojów i...

PENTESILEA

      Milcz, podła!

Asterio, słusznie. Mnie się widzi,

Że jeden ulec mi jest godny:

Ten w polu stoi tam — i szydzi!

PROTOE

Namiętność twoja to doradca głodny

Krwi, pani...

PENTESILEA

      Żmijo, język spętaj!

Gniew swej królowej popamiętaj!

Precz mi!!

PROTOE

      Na gniew twój zatem się narażę!

Wolę już twojej nie oglądać twarzy

Niźli w tej chwili stchórzyć jak zdrajczyni,

Co cię pochlebstwem nikczemnie oślini...

Jesteś w płomieniach, więc jesteś niezdolna

Wieść dalej wojnę, zwycięska i wolna!

Jak nie jest zdolny włóczni sprostać lew,

Skoro go łowca trucizną stumani,

By potem zdradnie wytoczyć zeń krew.

Na wiecznych bogów! O tak, Peleidy

Nigdy dla siebie nie zdobędziesz, pani:

Raczej się boję, że na nowe wstydy,

Nim słońce zajdzie, nas syn Nereidy

Narazi: chłopców, którychśmy rękami

Własnymi z trudem wzięły do niewoli,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.