drukowana A5
16.25
Kaprys

Bezpłatny fragment - Kaprys


Objętość:
53 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0568-2

OSOBY:

Pan de Chavigny

Matylda

Pani de Léry

Rzecz dzieje się w sypialnym pokoju Matyldy.

SCENA PIERWSZA

Matylda, sama, robi szydełkiem.

MATYLDA

Jeszcze jedno oczko i skończyłam!

dzwoni; wchodzi służący

Czy był kto od Janisseta?

SŁUŻĄCY

Nie, proszę pani; jeszcze nie.

MATYLDA

To nieznośne; proszę jeszcze raz posłać; prędko.

Służący wychodzi

Trzeba mi było wziąć pierwsze, jakie były; jest ósma; ubiera się; jestem pewna, że przyjdzie tu, zanim wszystko będzie gotowe. Znowu dzień opóźnienia.

wstaje

Robić po kryjomu sakiewkę dla własnego męża, to uchodziłoby w oczach wielu osób za więcej niż romantyczne. Po roku małżeństwa! Co by o tym, na przykład, powiedziała pani de Léry, gdyby wiedziała? A on sam, co pomyśli? Ba! będzie się może śmiał z tajemnicy, ale nie z podarku. Po co ta tajemnica, w istocie? Nie wiem; mam uczucie, że przy nim nie pracowałabym z takim zapałem; wyglądałoby to jakbym mówiła: „Patrz, jak myślę o tobie”; trąciłoby to wyrzutem; natomiast gdy mu pokażę moją robótkę po ukończeniu, to on sobie powie, że myślałam o nim.

SŁUŻĄCY

wraca

Przyniesiono to dla jaśnie pani od jubilera.

Oddaje Matyldzie małą paczkę.

MATYLDA

Nareszcie!

siada

Kiedy pan de Chavigny przyjdzie, proszę mi dać znać.

Służący wychodzi

A teraz, droga sakiewko, wystroimy cię ostatecznie. Czy ci będzie do twarzy z tymi gałeczkami? Nieźle. Jak cię też przyjmą teraz? Czy opowiesz, z jaką przyjemnością pracowałam nad tobą, jak bardzo się troszczyłam o twoją osóbkę? Nie spodziewają się ciebie, moja panienko. Nie chciałam cię pokazać inaczej niż w pełnym blasku. Czy dostaniesz całusa za swoje trudy?

całuje sakiewkę i urywa

Biedna mała! nie wartaś wiele; nie danoby za ciebie ani dwóch ludwików. Czym się dzieje, iż tak mi smutno jakoś rozstawać się z tobą? Czyż nie zaczęłam cię po to, aby cię skończyć możliwie najprędzej? Ach! zaczynałam cię weselej, niż skończyłam. A dopiero dwa tygodnie upłynęło od tego czasu; dwa tygodnie tylko, czy podobna? Nie, nie więcej; i ile rzeczy w tych dwóch tygodniach! Czy nie za późno przybywamy, maleńka?... Skąd takie myśli? Ktoś idzie, zdaje mi się; to on; kocha mnie jeszcze.

SŁUŻĄCY

wchodzi

Pan hrabia, proszę pani.

MATYLDA

Ach, Boże! przyszyłam tylko jedną gałeczkę, a zapomniałam drugiej. O ja niemądra! Znowuż nie będę mogła dać mu jej dziś! Niech zaczeka chwilę, minutę, w salonie; prędko, zanim wejdzie...

SŁUŻĄCY

Pan hrabia.

Wychodzi. Matylda chowa sakiewkę.

SCENA DRUGA

Matylda, Chavigny.

CHAVIGNY

Dobry wieczór, kochanie; czy przeszkadzam?

Siada.

MATYLDA

Mnie, Henryku? Cóż za pytanie!

CHAVIGNY

Wyglądasz zmieszana, jakby czymś zajęta... Zapominam zawsze, wchodząc do ciebie, że jestem twoim mężem, i za szybko otwieram drzwi.

MATYLDA

To, co mówisz, jest nieco złośliwe; ale ponieważ jest i bardzo miłe, uściskam cię i tak.

ściska go

Czymże tedy wydaje się panu, że jesteś, kiedy zapominasz, że jesteś moim mężem?

CHAVIGNY

Twoim kochankiem, ślicznotko; czy się mylę?

MATYLDA

Kochankiem i przyjacielem, nie mylisz się.

na stronie

Mam ochotę dać mu sakiewkę tak jak jest.

CHAVIGNY

Co ty masz za suknię? Nie wychodzisz wieczór?

MATYLDA

Nie, chciałam... Spodziewałam się, że może...

CHAVIGNY

Spodziewałaś się?... Cóż takiego?

MATYLDA

Idziesz na bal? Wyglądasz wspaniale.

CHAVIGNY

Nie bardzo; nie wiem, czy to moja wina, czy krawca, ale nie mam już tej figury, co dawniej, w mundurze.

MATYLDA

Wietrzniku! nie myślisz o mnie, przeglądając się w tym lustrze.

CHAVIGNY

Ba! a o kim? Czyż idę na bal po to, aby tańczyć? Przysięgam ci, że to męka i że wlokę się, sam nie wiedząc, po co.

MATYLDA

A więc zostań, błagam cię. Będziemy sami i powiem ci...

CHAVIGNY

Zdaje się, że twój zegar spieszy; nie może być tak późno.

MATYLDA

Nie idzie się na bal o tej porze, co bądź by mówił zegar. Ledwo wstaliśmy od stołu.

CHAVIGNY

Kazałem zaprząc; mam przedtem wizytę.

MATYLDA

A! to co innego. Nie... nie wiedziałam... sądziłam...

CHAVIGNY

Co takiego?

MATYLDA

Przypuszczałam... z tego co mówiłeś... Ale zegar idzie dobrze; dopiero ósma. Daruj mi jeszcze chwilkę. Chciałam ci zrobić małą niespodziankę.

CHAVIGNY

wstając

Wiesz, moja droga, że zostawiam ci swobodę i że wychodzisz z domu, kiedy ci się podoba. Sprawiedliwość wymaga, aby to było wzajemne. Jaką niespodziankę chciałaś mi zrobić?

MATYLDA

Nic; wszak nie mówiłam nic o niespodziance...

CHAVIGNY

Przesłyszałem się tedy; zdawało mi się. Czy masz tu te walce Straussa? Pożycz mi, jeśli ci niepotrzebne.

MATYLDA

Proszę cię; chcesz zaraz?

CHAVIGNY

Owszem, jeżeli pozwolisz. Proszono mnie o nie na parę dni. Dłużej nie będę cię ich pozbawiał.

MATYLDA

Czy to dla pani de Blainville?

CHAVIGNY

biorąc nuty

Co takiego? Wspomniałaś coś o pani de Blainville?

MATYLDA

Ja! nie. Nic o niej nie mówiłam.

CHAVIGNY

O, tym razem dobrze słyszałem.

siada

Co mówisz o pani de Blainville?

MATYLDA

Myślałam, że te walce są dla niej.

CHAVIGNY

A czemu tak myślałaś?

MATYLDA

Bo... bo je lubi.

CHAVIGNY

Tak, i ja także; i ty także, o ile mi się zdaje. Jeden zwłaszcza: jakże to idzie? Zapomniałem... jak się to zaczyna?

MATYLDA

Nie wiem, czy sobie przypomnę.

Siada do fortepianu i gra.

CHAVIGNY

To, to właśnie! Urocze, boskie; i grasz to jak anioł, lub, aby rzec lepiej, jak urodzona tancerka.

MATYLDA

Czy tak dobrze jak ona, Henryku?

CHAVIGNY

Kto „ona”? Pani de Blainville? Zajmuje cię, jak widzę.

MATYLDA

Och! nie bardzo. Gdybym była mężczyzną, nie ona zawróciłaby mi głowę!

CHAVIGNY

I słusznie. Nie trzeba nigdy, aby mężczyzna dał sobie zawrócić głowę, ani kobietą, ani walcem.

MATYLDA

Czy zamierzasz grać dzisiaj, Henryku?

CHAVIGNY

Moje dziecko, co ty masz za pomysły? Grywa się, ale nie zamierza się grać.

MATYLDA

Masz w kieszeni nieco złota?

CHAVIGNY

Przypuszczam. Czy chcesz?

MATYLDA

Ja, dobry Boże! a cóż bym ja z tym zrobiła?

CHAVIGNY

Czemu nie? O ile otwieram drzwi nazbyt szybko, nie otwieram za to twoich szufladek; i może popełniam podwójny błąd?

MATYLDA

Kłamiesz, mój panie mężu; niedawno bowiem spostrzegłam, żeś je otwierał, i zostawiasz mnie zawsze aż nadto bogatą.

CHAVIGNY

Nie, droga moja, dopóki istnieją biedni. Wiem, jaki użytek robisz ze swego majątku, i proszę, abyś mi pozwoliła pełnić dzieło miłosierdzia twoimi rękami.

MATYLDA

Drogi Henryku! jakiś ty szlachetny i dobry! Powiedz no mi, czy przypominasz sobie ów dzień, kiedy miałeś drobny dług do spłacenia i skarżyłeś się, że nie masz sakiewki?

CHAVIGNY

Kiedyż to było? A prawda. W istocie, kiedy się ma gdzieś iść, to nieznośna rzecz polegać na kieszeniach, które prawie zawsze...

MATYLDA

Czy podobałaby ci się sakiewka czerwona, dziergana czarno?

CHAVIGNY

Nie, nie lubię czerwonego. Prawda! przypominasz mi, że mam właśnie nowiuteńką sakiewkę; dostałem w podarku. Jak ci się wydaje?

wyjmuje sakiewkę

Czy w dobrym guście?

MATYLDA

Proszę, zechcesz mi pokazać?

CHAVIGNY

Służę ci.

Podaje sakiewkę. Matylda ogląda i oddaje z powrotem.

MATYLDA

Bardzo ładna. Jakiego to koloru?

CHAVIGNY

śmiejąc się

Jakiego koloru? Wyborne pytanie.

MATYLDA

Nie, nie... Chciałam powiedzieć... Kto ci ją dał?

CHAVIGNY

Nie! to paradne! na honor! twoje roztargnienia bywają cudowne.

SŁUŻĄCY

oznajmiając

Pani de Léry.

MATYLDA

Zapowiedziałam odźwiernemu, że nie ma mnie dla nikogo.

CHAVIGNY

Nie, nie, niech wejdzie. Czemu nie mamy jej przyjąć?

MATYLDA

Więc cóż, ostatecznie, ta sakiewka, czy można usłyszeć imię jej autora?

SCENA TRZECIA

Matylda, Chavigny, Pani de Léry w stroju balowym.

CHAVIGNY

Prosimy, prosimy, nie można trafić bardziej w porę. Matylda właśnie miała dystrakcję, doprawdy nieopłaconą. Niech pani sobie wyobrazi, pokazuję jej tę sakiewkę...

PANI DE LÉRY

O! wcale ładna. Proszę na chwilę.

CHAVIGNY

Pokazuję jej tę sakiewkę; patrzy, dotyka, obraca w palcach i oddając mi ją, czy pani wie, co mówi? Pyta, jakiego jest koloru!

PANI DE LÉRY

Więc cóż! Niebieska.

CHAVIGNY

No tak! niebieska... to zupełnie pewne... i to właśnie jest tak ucieszne. Czy pani sobie wyobraża, aby można o to pytać?

PANI DE LÉRY

Paradne! Dobry wieczór, droga Matyldo; idziesz dziś wieczór do ambasady?

MATYLDA

Nie, zostaję w domu.

CHAVIGNY

Pani się nie śmieje z mojej anegdoty?

PANI DE LÉRY

Ależ owszem. Któż to robił tę sakiewkę? A, już poznaję, to pani de Blainville. Jak to! doprawdy, nie ruszysz się?

CHAVIGNY

żywo

Po czymże to pani poznaje, jeśli łaska?

PANI DE LÉRY

Po tym, że jest niebieska. Widziałam ją włóczącą się wieki całe w jej pokoju; siedem lat trwała ta praca i możesz się pan domyślić, że przez ten czas niejeden raz zmieniła przeznaczenie. Należała w intencjach do trzech osób spośród moich znajomych. Ma pan prawdziwy skarb, panie de Chavigny; to istna sukcesja.

CHAVIGNY

Myślałby kto, że jest tylko jedna sakiewka na świecie.

PANI DE LÉRY

Nie, ale tylko jedna niebieska. Dla mnie zasadniczo niebieski kolor jest wstrętny; nie ma żadnego charakteru, ot, głupi kolor. Nie mogę się mylić w podobnej rzeczy; wystarczy, abym raz widziała. O ile ubóstwiam kolor lila, o tyle nie cierpię niebieskiego.

MATYLDA

To kolor stałości.

PANI DE LÉRY

Ba! kolor perukarzy. Wpadłam tylko po drodze; widzicie, jestem w pełnym rynsztunku; trzeba przybywać zawczasu do tej krainy, ścisk taki, że można ręce i nogi połamać. Czemu nie idziesz? Ja nie darowałabym sobie tego balu za nic w świecie.

MATYLDA

Nie pomyślałam o tym, a teraz już za późno.

PANI DE LÉRY

Cóż znowu, czasu masz aż nadto. Pozwól tylko, o, zadzwonię. Każ podać suknię. Wyprosimy pana de Chavigny za drzwi wraz z jego cackiem. Uczeszę cię, upnę parę kwiatków i zabieram cię moją karetą. Więc cóż, rzecz załatwiona?

MATYLDA

Nie na dziś; stanowczo, zostaję w domu.

PANI DE LÉRY

Stanowczo! więc to poważna decyzja? Panie de Chavigny, niechże pan zabierze Matyldę.

CHAVIGNY

sucho

Nie mieszam się do niczyich spraw.

PANI DE LÉRY

Och! och! pan, widzę, lubi niebieski kolor. A zatem, słuchaj, wiesz, co zrobię? Daj mi herbaty, zostanę tutaj.

MATYLDA

Och, jakaś ty poczciwa, droga Ernestyno! Nie, nie chcę pozbawiać balu jego królowej. Idź, przetańcz parę tur walca i wracaj o jedenastej, jeżeli będziesz miała jeszcze ochotę; pogawędzimy sobie we dwie przy kominku, skoro pan de Chavigny nas porzuca.

CHAVIGNY

Ja? wcale nie; nie wiem jeszcze, czy wyjdę.

PANI DE LÉRY

A więc, rzecz ułożona, do zobaczenia niebawem. Ale, ale, słyszeliście wszak o moich niedolach: okradziono mnie jak w lesie.

MATYLDA

Okradziono! co ty powiadasz?

PANI DE LÉRY

Cztery suknie, moja droga, cztery cud-suknie prościuteńko z Londynu, przepadły na komorze. Gdybyś je była widziała, to można się zapłakać! jedna gołąbkowa, druga kremowa; nigdy nie zrobią nic podobnego.

MATYLDA

Żal mi cię z całego serca. Skonfiskowano je zatem?

PANI DE LÉRY

Ale gdzie tam. Gdybyż tylko to, krzyczałabym póty, ażby mi je oddano, bo to istne morderstwo. Na całe lato zostałam po prostu nago. Wyobraź sobie, naszpikowali mi suknie; wpakowali mi swój rożen, nie wiem już którędy, do skrzyni; porobili dziury takie, że można palec włożyć. Taką wiadomość podano mi wczoraj na śniadanie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.