drukowana A5
28.39
Sabinki

Bezpłatny fragment - Sabinki


Objętość:
163 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0301-5

OSOBY:

Romulus, król Rzymu.

Ankus, jego przyjaciel.

Talassjusz, Rzymianin.

Pinarius, kapłan etruski.

Tytus Tacjusz, król Sabinów.

Hersylia, jego córka.

Tullia, jego córka.

Marcja, Sabinka.

Chłopiec, syn Pinariusa.

Rzymianie, Sabinowie i Sabinki.

Scena odbywa się na szczycie wzgórza kapitolińskiego, które w głębi zamknięte jest wysokim, prostym murem. Po lewej stronie sceny stoi otworem brama o prostych drzwiach zamykanych na rygle; przez otwór bramy widok na płaszczyznę tyberyjską i pomniejsze pagórki. Wewnątrz grodu, z przodu, na prawo stoi dom Romulusa, jednopiętrowy, bez żadnych ozdób, słomą kryty. Drzwi na kilkustopniowym podniesieniu wychodzą na plac, w pośrodku którego stoi czworokątny prosty ołtarz, również na podniesieniu. Wielkie kamienie ciosowe leżą nieregularnie na prawo i na lewo, jako siedzenia dla obradujących. Naprzeciwko domu, na lewo, grupa wysokich sosen i świątynia w rozpoczętej budowie.

AKT PIERWSZY

SCENA I

Pinarius, ślepy, siedzi na przodzie sceny przed świątynią, na jednym z ciosanych głazów. Syn jego mały stoi w otwartej bramie i patrzy w dół na równinę.

CHŁOPIEC

Przestali się mocować. Ankus znowu

Już po raz trzeci górą. Stanął sobie

Tak, ręce założywszy; a przeciwnik

To ledwie że się biedak z ziemi dźwiga...

Pomiędzy tłum się powlókł! No, ten pewno,

Do domu jak powróci, to nie bardzo

O naszym dzisiaj święcie się rozgada!

Tymczasem Ankus pobiegł... a, do Tybru...

Rękami czerpie wodę; twarz i głowę

Z kurzu i potu zmywa... Teraz wraca...

Odgarnął sobie włosy; idzie z wolna...

O pięknie bo wygląda! Jak bóg wojny!

Wszyscy mu wiwat krzyczą, że zwycięzca.

Być takim mocnym, ach — i takim pięknym!

Dokoła żeby wszystko tak wołało

I biegło na spotkanie! Wszak i tu już

W czasie pochodu z rana, na ulicach

Na niego każdy patrzał; każdy pytał:

A kto to ten przystojny? Kiedy inni

Wciąż z gośćmi kuryjskimi rozprawiali

I ten i ów się chlubił z swych popisów; —

To on przez cały czas z królewną obcą,

Z tą młodszą — nieodstępnie. To się śmieją,

To się spierają z sobą. Sam widziałem,

Dziewczęta zazdrościły aż królewnie,

A jemu znów mężczyźni zazdrościli.

Ankus jak dziecko śmiał się. --- Teraz wszystkich

Zwyciężył jak bohater!

PINARIUS

      Prosta dusza!

Co błyszczy, to mu dobre; choćby to był

Wężowych oczu połysk. Pójdź no, chłopcze!

Pójdź, mój kochany chłopcze; coś ci powiem.

CHŁOPIEC

wychylając się za bramę

Kiedy teraz najpiękniej: — konie, konie!

Dziesięć bialutkich takich, dziesięć karych!

Aż wszyscy z miejsc powstali: takie śliczne.

Mój ojcze, czy też u nich, u Sabinów,

Są w Kurach takie konie, jak tu w Rzymie?

Ach! żebym ja był duży, też bym jechał.

PINARIUS

Podziękuj wszystkim bogom, żeś jest dzieckiem,

Żeś z dala tam od złego, co się spełnia.

CHŁOPIEC

Od złego? Jak to, ojcze? Przecież święto

Dla boga się odprawia. Przecież tylu

Sąsiadów, co nas przedtem znać nie chcieli,

Na obchód do nas przyszło. Jakżeż mówisz,

Że złem jest, gdzie nienawiść się uśmierza.

PINARIUS

Nienawiść się zapala! Lecz ty tego,

Mój synu, nie przeczuwasz.

CHŁOPIEC

      Jeśli takie

Masz złe przeczucia, ojcze, to uchodźmy.

PINARIUS

Ach, ślepy, dokąd pójdę! Trzeba było

Od Rzymian ujść, gdy gród nasz zdobywali!

O czemuż, zamiast skryć się, czemuż biegłem

Wśród dymów i płomieni do ołtarza,

By wynieść bóstwa posąg! Czemu płomień

Wypalił tylko oczy, a samego

Nie zniszczył razem z drogą mi świątynią!Jesteśmy teraz łupem tego ludu,

Co nie dba o świętości, co z nich szydzi.

CHŁOPIEC

Znak dają! Teraz — teraz — polecieli!

Toż pędzą! ach jak pędzą! grzywy w górę!

Jak gdyby sam Neptunus ich poganiał!

U jeźdźców włosy na wiatr! Ach, że ja też

Z daleka stać tu muszę!

PINARIUS

      Zapomnijcie

O bogach! gardźcie nimi! Bogi milczą;

Ich piorun mówić będzie.

CHŁOPIEC

      Gdybyś widział,

Jak pięknie się kurzawa w słońcu złoci!

Po drugi raz znów lecą. Przed wszystkimi

Ankusa biały ogier. A sam jeździec

To jakby był przykuty; głowa prosto!

Zwyciężył! znów zwyciężył! Wspiął się ogier;

Różowym nozdrzem parska, zarżał dumnie;

Zwycięstwem też się pyszni! Stają wszyscy...

A konie jak spotniały! Aż z nich dymi

Biaława od rzecznego chłodu para.

Ach ojcze, gdybyś widział! Zsiedli teraz

I wodzą swe rumaki w parach, stępa,

Wzdłuż siedzeń.

PINARIUS

wstając

      Odwróć oczy, moje dziecko,

I nie patrz na to dłużej i nic nie mów;

Bo źle jest przypatrywać się zdrożności,

Nie mogąc jej zaradzić.

CHŁOPIEC

      Co to! Co to!

Co oni robią, ojcze?

PINARIUS

wznosząc głowę

      O odwróćcie

Oblicze wasze, bogi, co strzeżecie

Pokoju i praw świętych gościnności

I pory uroczystej!

CHŁOPIEC

      Z ław ściągają

Dziewice! Każdy z naszych jedną chwyta,

Porywa, sadza na koń i sam skacze!

I pędzą z miejsca żywo! — Czy to żartem?

Te krzyczą; goście grożą aż pięściami...

Wrzask, bójka! Co to będzie?

PINARIUS

      Zaprosili

Na święto, aby zgwałcić i znieważyć.

CHŁOPIEC

I miecze! Czyż to wolno na igrzyskach

Być z bronią?

PINARIUS

      Zdradzić wolno! Wszystko wolno!

CHŁOPIEC

A goście są bez broni. To haniebnie!

Porwawszy biednym matkom córki z objęć,

Wywijać gołą szablą przed oczyma!

I wciąż tak robią wszyscy! Coraz inni

Rzucają się na zdobycz za tamtymi!

Tutaj na górę dążą; każdy swoją

Chwyciwszy, ciągnie, wlecze tu do bramy.

O! widzę: to Talassjusz, a tuż za nim...

Czyż można tak zwycięstwo chlubne plamić!

I Ankus! — Gdzież to, ojcze, król się podział?

Król nie dałby im broić.

PINARIUS

      Jest ich królem

Dlatego, że ich zbrodniom przewodniczy.

CHŁOPIEC

biegnąc śpiesznie od bramy na przód sceny

Już idą, zaraz wejdą. Słyszysz krzyki?

Ach ojcze, aż drżę cały. Krew się we mnie

Gotuje z bólu, z wstydu! Uciekajmy!

PINARIUS

Słyszycie, nieśmiertelni? Ach ocalcież

To dziecię, co się wzdryga na ohydę,

Ocalcie je od kary, jaka spadnie!

O chciałbym! Władza króla mnie tu trzyma.

Odprowadź mnie przynajmniej gdzie na stronę,

Aż burza ta ucichnie.

CHŁOPIEC

      Idźmy, idźmy!

Odprowadza starego na prawo. W tejże chwili wpada młodzież w otwartą bramę; każdy ciągnie za sobą opierającą się dziewczynę.

SCENA II

1-SZY RZYMIANIN

sadzając swoję brankę na jednym z kamieni

No, toś już w Rzymie!

1-SZA SABINKA

      Niedługo i w grobie!

2-GA SABINKA

Bracia, ratujcie!

2-GI RZYMIANIN

      Dajże pokój sobie,

Duszko ty moja; ten hałas płaczliwy

Wszak to nie z serca.

2-GA SABINKA

      Zbójco niegodziwy!

Tam matka płacze i ciebie przeklina!

2-GI RZYMIANIN

Góra wysoka! poczciwa babina

Zejść nie podoła.

2-GA SABINKA

      Usłyszcie me jęki,

Bracia! ratujcie! Matko!

3-CI RZYMIANIN

wnosi dziewczynę na ręku

Bogom dzięki!

1-SZY RZYMIANIN

Na Herkulesa! Widzę, przyjacielu,

Najmniejsząś wybrał zdobycz spośród wielu!

3-CIA SABINKA

Bodajeś zginął!

3-CI RZYMIANIN

huśtając ją na rękach

      Hop! Nic się nie boję,

Twoje przekleństwa, jak i ciałko twoje,

Leciuchne pewno. Śmiejcie się! Co do mnie

Wiem, że choć mała, lecz kocha ogromnie.

Ot jak mi ząbki zapuściła w ramię —

Z wielkiej miłości! No, to się przełamie!

Spocznij tymczasem; zmięknie twarda dusza.

Talassjusz wchodzi, prowadząc Marcję.

2-RZYMIANIN

Jest i Talassjusz!

1-SZY RZYMIANIN

      Ha, zuch z Talassjusza!

TALASSJUSZ

do Marcji

Teraześ moja, nie ma na to rady!

MARCJA

wraz z innymi dziewicami coraz to na scenę wnoszonymi

Ratujcie! Zbawcie! Obrońcie od zdrady,

Od zbójców!

TALASSJUSZ

      Dosyć już z tymi krzykami!

Obroną waszą my jesteśmy sami,

Nikt inny w świecie. W nas wasze zbawienie,

Z nami zyszczecie własny dom i mienie

I synków dzielnych.

MARCJA

      Precz z oczu, zuchwały!

1-SZA SABINKA

Bodaj te mury w gruz się rozsypały

Na głowy wasze!

TALASSJUSZ

      Ciszej bądźcie, ciszej,

Moje najmilsze! Nikt was tu nie słyszy.

A w nas niebawem pociechę znajdziecie.

Przestańcież jęczeć.

2-GI RZYMIANIN

wyglądając

      To i Ankus przecie!

INNI RZYMIANIE

Wiwat!

SCENA III

Ankus wchodzi i prowadzi Tullię, przytrzymując w prawej dłoni obie jej ręce, a lewą objąwszy jej ramiona. Hersylia tuż za nimi sama przestępuje przez bramę.

MARCJA

      Królewny obie! Ach, sromota!

ANKUS

Czy są już wszyscy? — Więc zamykać wrota!

Zobacz, Talassjusz?

TALASSJUSZ

      Winszuję, mój Anku!

Walnieś się spisał — ty, bogów kochanku!

Aż dwie?

ANKUS

      Za jednym zachodem, mój bracie!

Tę jam ułowił, tę w przydatku macie.

Poszła, jak kokosz, kiedy jej spod skrzydła

Pisklę zabiorą.

TULLIA

      Poczwaro obrzydła!

Puść moje ciało; bo duszy nie spęta

Twa przemoc nigdy.

ANKUS

      Nie szarp się; rączęta

Sobie odgnieciesz.Do Talassjusza

      I cóż ty na taką

Utarczkę?

TALASSJUSZ

śmiejąc się

      Walna!

ANKUS

      Dość nudna; wszelako!

Oręż nierówny: bo tu z paznokciami,

Zębami, łzami...

TULLIA

      Kłamiesz! z mymi łzami?

Czym ja płakała? widziałeś?

ANKUS

      Po trosze;

Z gniewu, koteczko.

Sadza ją na schodkach Romulusowego domu.

HERSYLIA

występując

      Jeszcze raz cię proszę,

Błagam; uwolnij moją siostrę młodą!

Przyszłam tu sama, a choć jej urodą

Nie dorównywam, lecz zdrowie i siła

Do pracy lepsze. Będę ci służyła

Jak niewolnica na wszystko gotowa;

Lecz puść to dziecko.

TULLIA

      Siostro, ani słowa!

To poniżenie i marna ofiara!

Dla takich wzgarda, wzgarda, tak — i kara!

HERSYLIA

Nie zważaj na nią; mnie słuchaj, młodzianie!

I jam w królewskim wychowana stanie,

Nie prosić zwykłam, ale rozkazywać;

Nie wiem, jak niższych błaganiem zjednywać;

Umiałam tylko o łaski rodzica

Prośby zanosić; — ale z mego lica

Snadnie mą boleść wyczytać możecie

I trwogę serca... Miałeś matkę przecie?

ANKUS

A jużci miałem; ale cóż mi potem!

Nigdym jej nie znał.

HERSYLIA

      Więc ojca...

ANKUS

      O! o tym

Lepiej nic nie mów; na takie wezwanie

Najpewniej żadna łaska się nie stanie.

Żebyś go znała!... Ho, moja wygrana,

Żem w czas spod tego wyrwał się tyrana!

Nie taki ze mnie będzie ojciec ostry —

Mogę zaręczyć — dla synów twej siostry.

TULLIA

Głupiec bezwstydny!

HERSYLIA

Ach!

ANKUS

      Gadajcie sobie!

Jakem was przywiódł, tak i trzymam obie.Do HersyliiGdybyś nie poszła sama, to bym wtedy

Musiał cię zabrać na konia od biedy,

Ażeby święcie uiścić się w słowie,

Com dał królowi — że i ciebie złowię.

Ba! kiedym waszych sześciu brał na siebie,

Toć z dwojgiem dziewcząt umiałbym w potrzebie

Dać sobie radę.

HERSYLIA

      O bogi, o bogi!

TULLIA

Siostro jedyna! cios wspólny, choć srogi;

Umrzemy razem!

ANKUS

      Ho, wróżko skrzydlata!

Sięgasz, jak widzę, w dalekie gdzieś lata,

Gdy obie, długie spędziwszy tu życie,

Wśród rzymskich wnuków ten świat opuścicie;

Wszak tak?

TULLIA

      Nie, nie tak, szyderco bezczelny!

O dzisiaj myślę; dziś ten dzień śmiertelny,

Co nas pochłonie.

ANKUS

      Wybornie się składa!

Słyszysz, Talassjusz, co ona powiada?

Szyderca ze mnie; a tom właśnie dla niej

W sam raz na męża, jak jeleń dla łani.

Ot, mury miasta na świadki tu stawię;

Jeszcze z nich echo nie wywiało prawie

Jej głośnych śmiechów dzisiejszego ranku,

Jak sobie z Rzymu drwiła bez ustanku.

TALASSJUSZ

Tak, wciąż szydziła.

ANKUS

      Wychwalała niby,

Że jakoś nazbyt porządne siedziby

Dla takiej zgrai. Udaje Tullię

      „To coś niesłychane:

Wilki stawiają domy murowane!

Może smakują w pieczonym mięsiwie?”

To znów cysternę wytyka złośliwie

Paluszkiem: „Proszę, czy to jest pieczara

Owa, gdzie niegdyś ta wilczyca stara,

Wasza mateczka, dawała wam wymię?”

Tak to panienka w naszym młodym Rzymie

Z wszystkiego sobie robiła żarciki.

We mnie utknęły te ostre przytyki.

Teraz je strząsam. —Obracając się do Tullii

      Twoje własne strzały —

Tak, harda lubciu — na ciebie zleciały.

TALASSJUSZ

Milczy, bo czuje sprawiedliwość czystą.

ANKUS

Nie sprawiedliwość, łaskę oczywistą.

Gdyśmy do Kurów — przypominasz sobie —

Żon przyszli szukać w uczciwym sposobie,

Jak to nas dumnie przyjął król ich stary!

Jak sucho nasze odrzucił ofiary!

A te szczebiotki, ot właśnie te same,

To jeszcze wyszły za nami, za bramę

I nuż dogryzać:

      „Bajka osobliwa!

Że się też córek królewskich zachciéwaRabusiom takim. Wszak na zaludnienie

Gniazda tam swego dali w nim schronienieŁotrom i zbiegom z wszystkich końców ziemi;

To niechże będą równie uprzejmemiDla równych kobiet; niech tylko ogłoszą

Na całe Lacjum; niech tylko zaproszą...

To wnet złodziejki wszystkie, nierządnice

Zlecą się do nich! Będą śliczne pary.”

TALASSJUSZ

No, teraześ im oddał podług miary!

ANKUS

Milczałem wówczas; a za zniewag tyle

Przyrzekłem sobie na tę właśnie chwilę

Odwet odłożyć. — Lecz gdzie się podziała

Uraza słuszna i zawziętość cała!

Jakąż czynimy im tu sprawiedliwość?

Gdzie kara za ich pychę i złośliwość?

Patrzcie, o bogi! na przykład jedyny

Najczystszej łaski! Oto te dziewczyny,

Które nas lżyły! My zamiast nawzajem

Obelgą płacić, za mąż je wydajem;

Siebie, latyńską młodzież wyborową,

Ofiarujemy; za każde złe słowo

Dajemy całus!...

TULLIA

      Przechwałki kłamliwe

Próżnego głupca!

MARCJA

      O! są bogi mściwe,

Zdradę i podstęp karzące surowie!

Są jeszcze nasi bracia i ojcowie

Niezwyciężeni dotąd!

TULLIA

      A jeżeli

Nikt nam pomocy rychłej nie udzieli,

To się potrafim wyzwolić i same,

Śmierć przekładając nad honoru plamę.Do AnkusaO, trzymaj silniej! tylko siła może

Tu mnie zatrzymać! I nigdy nie złożę

Mej dłoni w twojej z własnej dobrej woli!

Was dotąd jeszcze wzgarda owa boli,

Jakiej w sabińskiej doznaliście ziemi?

Dziś dowodzicie czynami własnemi,

Żeście stokrotnej wzgardy warci byli;

O bohatery! W uroczystej chwili

Święta pokoju zgotowany skrycie

Rozbój wykonać!... Ale zobaczycie,

Że to zarzewie, któreście porwali

Z ognisk sąsiadów, ono wam popali

Dachy i ściany, i na wasze głowy

Runie wam w gruzach cały gród wasz nowy

Prędzej, niż powstał!

ANKUS

No! nim się to ziści,

Toć zawsze tyle odniesiem korzyści.

Że się pogrzejem. — Lecz mógłby też wrócić

I król nasz dotąd; żeby przecie skrócić

Tę pieśń weselną, którą pewnie raczy

Ma luba jutro zaśpiewać inaczej.

TULLIA

Niech przyjdzie! niech go nie miną te słowa,

Przekleństwa moje! — Wszystkiem mu gotowa

W oczy powtórzyć!Obracając się do innych branek

      Lecz czemuż z was żadnej,

Z was, ofiar tylu tej zdrady szkaradnej,

Głosu nie słychać? Już się poddajecie

Ciche, potulne?... Niema ryba przecie

Chwycona wędką rzuca się i miota;

A was nie boli gwałt ani sromota?

I ty, Hersylia! czyż gniew wolnej duszy

Tak się już prędko w twojej piersi głuszy?

Lecz nie; masz słuszność! bo ci nikczemnicy

Nie są godnymi głośnych skarg dziewicy,

Ale pogardy milczeniem wymownej

I — w nocnym mroku zagłady bezsłownej!

PIERWSZY RZYMIANIN

koło bramy stojący

Król, król powraca! Na górę już wchodzi.

DRUGI RZYMIANIN

Z nim reszta naszych; zastęp dzielnej młodzi,

Co nas zasłaniał w przytrudnym odwrocie,

Sami nie mają nic!

ANKUS

      To jeszcze krocie

Dziewcząt w sąsiedztwie; więc w stosownej porze

Im się też wzajem do swatów pomoże.

SCENA IV

Romulus wchodzi z oddziałem zbrojnych.

RZYMIANIE

Niech żyje król nasz!

ROMULUS

wychodząc naprzód

      Założyć ryglami

Bramę natychmiast!Do Ankusa

      A, z dwiema brankami?

Słowaś dotrzymał!

ANKUS

      Tak królu; zwycięstwo!

I górą nasi!

TULLIA

      O chlubne zwycięstwo!

Ty, królu zbójców! Ty i wszyscy twoi

Niech...

HERSYLIA

przerywając

      Pozwól, siostro; mnie mówić przystoi.

Do RomulusaTy jesteś królem: więc słuchaj! To dziecię

Mnie, mnie wydarto. Matka w pierwszym lecie

Ją odumarła; jam ją wychowała,

A ten mi wydarł! — Niech ta rzesza cała

Zaświadczy zaraz... Zapytaj i jego:

Niech powie, czylim do grodu waszego

Nie sama przyszła, ofiarując siebie

W zamian za siostrę. Królu, błagam ciebie;

Każ mu, niech zaraz Tullię oswobodzi.

Ona się z jarzmem nigdy nie pogodzi!

Ona wprzód umrze! Ja, ja znam już życie

I jego troski: jeśli ją puścicie,

Za łaskę taką, niewoli surowej

Poddam się chętnie; — lecz w razie odmowy —

Wiedz o tym: — żadnej z nas mieć nie będziecie!

Więc mów.

ANKUS

do Romulusa

A dobrze; powiedz jej raz przecie!

Bo moje słowa jakby niesłyszane.

Uprzędła sobie sama tę zamianę;

Jam się nie wdawał w żadne obietnice.

ROMULUS

do Sabinek

Jesteście branki — wy, wszystkie dziewice!

Żadna już ziemi nie ujrzy rodzinnej!

Lecz nie w niewoli, nie; — we czci powinnej

U naszych ognisk zasiądziecie z nami.

Gwałt wam zadano; prawda! Ale sami

Winni tu wasi niebaczni ojcowie.

Kiedyśmy w zgodnej szukali umowie

Pokrewnych związków, jak dobrzy sąsiedzi,

Dano nam suchą wzgardę w odpowiedzi.

Więc lepszy podstęp niźli słowo bratnie!

Bóg was zaślepił i wpadliście w matnię.

Bóg też uświęci zrządzenie łaskawe.

Wołać kapłana, niechaj kończy sprawę;

Niech przez stosowne modły i ofiary

Połączy ślubem wszystkie młode pary.

SCENA V

Wchodzi Pinarius, prowadzony przez chłopca niosącego pochodnięi naczynie ofiarne.

ROMULUS

Więc do ołtarza!

TULLIA

w czasie, gdy chłopiec roznieca ogień na ołtarzu

      Czy myślicie może

Błogosławieństwo nawet ukraść boże?

Jakimż obrządkiem uświęci się godnie

Zelżenie święta przez ohydną zbrodnię?Do PinariusaChcesz chyba bluźnić, kapłanie niewierny,

Chcesz zwiększyć zgrozę igraszki mizernej,

Do której zniżasz twój urząd.

PINARIUS

      Bo muszę!

Ciężkie przeczucie uciska mi duszę.

ROMULUS

Niechaj się starość w złych przeczuciach gubi;

A Rzym jest młody; młodość działać lubi.

Czyń, co ci każą.

PINARIUS

      Słucham. Losy mściwe

Padną na wasze głowy nieszczęśliwe

A nie na moję.Do chłopca

      Chłopcze, podaj czarę!

Chłopiec podajeWam, wielkie bogi, czynię tę ofiarę!

Tobie, Jowiszu!

Słychać uderzenia w bramę

ANKUS

idąc ku bramie

      Co tam za pukanie?

TULLIA

Bogów mściciele — na wasze skaranie —

Już idą!Pokazuje na ołtarze

      Od tych bluźnierczych płomieni

Wasz gród zbójecki w popiół się zamieni!

ROMULUS

stając obok Hersylii, nie ruszając się z miejsca, głowę tylko odwraca

Któż znów taki?

TYTUS TACJUSZ

z zewnątrz

      Otwórzcie! Król stoi —

Sam sobie herold — u waszych podwoi.

HERSYLIA

do siebie

Ojciec!

ANKUS

      Nie trzeba starcowi otwierać!

Ma nam tu próżno swym jękiem doskwierać!

TULLIA

z oburzeniem

Król i mąż taki!

ROMULUS

      Ale powiedz z góry,

Tacjuszu, po co chcesz wejść w nasze mury?

TACJUSZ

za bramą

Otwórzcie!

ROMULUS

      Są tu twoje córki obie.

Oszczędź daremnych rozmów — nam i sobie!

TACJUSZ

Otwórzcie!

ROMULUS

      No, to puśćcie!

SCENA VI

Otwierają bramę. Wchodzi Tacjusz ze sługą, powolnym i poważnym krokiem; postawa wyniosła.

HERSYLIA

      Ojciec drogi!

Chce biec ku niemu, lecz ją zatrzymują.

TULLIA

Jeśli nas kochasz, ojcze, żadnej trwogi

O nas tu nie miej! Jesteśmy gotowe

Umrzeć, tak, umrzeć wprzód, nim schylić głowę

Przed rabusiami. Próżnymi wyrazy

Nie pomścisz dzieci i własnej obrazy!

Nie proś — to hańba; słowa nie pomogą!

Idź i powracaj z mieczem i pożogą!

TACJUSZ

do Romulusa

Więc taka u was królewska jest władza,

Że swój najpierwszy obowiązek zdradza

Bezwstydnym prawa narodów zdeptaniem!

ROMULUS

Najpierwszym króla musi być staraniem

Swój lud zachować. A ludu każdego

Najpierwsze prawo — to własny byt jego.

Któż temu winien, że aż tylko siłą

Ten byt zapewniać potrzeba nam było —

Kosztem waszego?

TACJUSZ

      Nie my.

ROMULUS

      Wszak nie dalej

Jak miesiąc temu, przed tobąśmy stali

W twym dworcu, w Kurach, jak ty dziś przed nami.

Więc troskliwymi trapiąc się myślami,

Co je ma wspólne król z najprostszym z ludzi,

By mieć na jutro, nad czym dziś się trudzi,

Mówiłem wówczas z otwartością całą,

Bez zamniemania tak, jako przystało

Młodszemu wiekiem — mówiłem ci o tém,

Co już od dawna wieści bystrym lotem

Rozniosły wszędzie, że albańskich zbiegów

Garstka ochocza u tej rzeki brzegów

Dogodne sobie znalazłszy siedziby,

Pól żyzność, zwierza obfitość i ryby

I wolną przestrzeń do morza samego,

Chce sił swych młodych i szczęścia nowego

Spróbować w pracy, walce i swobodzie;

Że żwawo idzie wszystko w naszym grodzie,

Tylko niestety, na budowę domu,

Co go dziedziczyć nie będzie już komu,

Daremny większy zachód i robota,

Niż dla jednego zdało się żywota!

Bo gdy ten żywot samotny ustanie,

Wicher i burza wejdą w posiadanie

Pustego domu; w powolnym niszczeniu

Odrywać będą kamień po kamieniu,

I gruz po gruzie — i wszystko zmarnieje;

A ręka czasu niebawem rozwieje

I pamięć człeka, co składał te ściany,

I w państwie zmarłych cień jego nieznany

Błąkać się będzie.

      Jam ci wszystko szczerze

Przekładał wówczas, prosząc o przymierze

I wolność małżeństw. Odpowiedzią były

Szyderstwa tylko.

ANKUS

      Które w gruncie kryły

Trwogę i zawiść. Bo tutaj zuch w zucha

I naród wolny i zgodnego ducha,

A u was co tam? Stare oto zrzędy,

I partie drą się, a niewola wszędy.

Za to też macie przezorność nie lada;

Ażeby kiedyś ta nowa osada

Was nie przerosła, żeby nie rzuciły

Za czasem cienia na wasz wierzch pochyły

Te bujne pędy — więc im wzrost ukrócić,

Odżywcze źródła z pobliża odwrócić!...

A tu tymczasem źródła powpadały

W nasze łożysko.

TACJUSZ

      Młokosie zuchwały!

Z twym królem mówię, nie z tobą, w tej chwili;

I po tom przyszedł, byście tu czynili

Sprawę przede mną, nie zaś ja przed wami.

A żeśmy waszych sojuszów nie chcieli,

Większa w tym pewno słuszność, aniżeli

W brzydkiej swej pysze dopatrzeć umiecie.

Spójrzcie po sobie — to może wam przecie

Wstyd coś dopowie. — Ktoście wy? — Hołota!

Same wymiotki szumowin i błota

Z całego Lacjum; grzech i bojaźń kary —

To wasza jedność!

Szemranie między Rzymianami

ANKUS

      Milcz, wariacie stary!

Bo cię nauczym!

ROMULUS

      Ankus! ani słowa!

A ty się miarkuj, królu! Twoja mowa

I niedorzeczna, i nieostrożna.

Hołota teraz? A wszak było można

Na nasze tutaj przybywać obchody;

Z nami do mety puszczać się w zawody?

TACJUSZ

Przewrotny! więc ty masz jeszcze sumienie

Nam wypominać zgubne zapomnienie,

By wstyd ufności podle oszukanej

Rozjątrzył ranę zniewagi zadanej,

Że się nam zdało, iż pod strażą proga

Waszego staniem, że własnego boga

We własnych przecież siedzibach uczcicie,

Że wam już zresztą łotrowskie to życie

Może się przykrzy? — O zgubny obłędzie!

Kiedyż to sytym wilk drapieżny będzie!

Kiedyż Rzymianin zdrajcą być przestanie?

I nie dziw! Czyjeż to tu panowanie?

Wszak bratobójcy!

ANKUS

      Ha, przez wszystkie bogi!

Tośmy go po to puścili w te progi,

By obelg słuchać od głupca siwego!

Wypchnąć, wyrzucić!

RZYMIANIE

ruszają się

      Wypchnąć!

ROMULUS

      Precz od niego!

Nie tykać posła! A owszem, niech sobie

Folgę uczyni w bezsilnej żałobie;

Niech lży! Toż jego usta nie skłamały;

Zabiłem brata — jawnie i w dzień biały,

Za jawną winę, za gorszącą wzgardę

Dla mnie, dla Rzymu, za skakanie harde

Przez niskie wonczas mury tej osady.

I tak bogdajby nie uszedł zagłady

Każdy, ktokolwiek grozić się odważy

Siedzibie naszej, albo ją znieważy!

Pomnij, Tacjuszu, i powiedz to swoim.

RZYMIANIE

tłumnie

Wszyscy przy Rzymie i przy wodzu stoim!

ANKUS

A mur tymczasem rósł; — patrz, kto masz oczy,

Czy go szyderca lub wróg dziś przeskoczy.

HERSYLIA

do ojca

Nie maszli środka? — nie dla nas, lecz dla niej?Wskazuje na Tullię.Ojcze! ją tylko wyrwij z tej otchłani.

TULLIA

Idź i powracaj! powracaj, mój ojcze!

Zniszczyć to gniazdo, to plemię rozbójcze.

Z ogniem i mieczem wracaj. Nas nie złamie

Gwałt ich i przemoc.

TACJUSZ

      Ja iść, ja me ramię

Uzbrajać mieczem zemsty? — Nadaremnie!

Głos, wzrok twój siłę rozbroiły we mnie.

Ja cię zostawić na pastwę ich zbrodni?

O Tullio! dziecię ty moje!

Wyciąga ku niej ręce.

ANKUS

odpychając

      Precz od niej!

Ona jest moją! Gniewy twe ni szlochy

Nie wydrą jej z rąk moich.

TACJUSZ

      Chłopcze płochy!

Zbójco bezczelny!Do Romulusa

      Ale ty, ty, królu,

Ty ojcowskiego ulituj się bólu.

Z tobą, nie z nimi mówię. Ty tu władniesz;

Ty z siewu musisz zgadnąć plon i zgadniesz!

Ciebie nie złudzi głos przechwałki pustej;

Nie zwiedzie tryumf gwałtu i rozpusty.

Ty wiesz, że cały mój naród mąż w męża

Na słowo moje stanie do oręża.

Ile serc mężów, braci, synów, ojców,

Tylu mścicieli wywoła gwałt zbójców.

Sił swych i naszych tyś dobrze świadomy.

Zginiesz — a w przyszłych wiekach imię Romy

Będzie oznaczać tylko zbrodnię, zdradę,

I kaźń ich słuszną: — hańbę i zagładę.

Patrz! widzisz tłumy — dziś jeszcze bezbronnych,

Lecz gdy sam jeden wrócę...

ROMULUS

      Dość słów płonnych,

Gdy nie masz innych.

TACJUSZ

kończąc

      Gdy sam jeden wrócę

Ze świtem jutra — ku świata nauce,

Ku przerażeniu równych wam zbrodniarzy,

Nie tylko ludzie, lecz bogi z ołtarzy,

Strażnicy wiary, gościny, pokoju,

Zstąpią i przyjdą, by nas wieść do boju,

By pomścić na was swoje prawa boże.

Aż gruzy murów waszych pług zaorze,

Aż zawalony trupami waszemi

Tyber się cofnie i z tej sprosnej ziemi

Zmyje krew waszą i wstyd krzywdy naszej.

ANKUS

Bezsilny starcze! O! nie nas ustraszy

Czcza groźba twoja! — Białym by twym włosom

Mądrzej przystało ukorzyć się losom.

I gdyś wpadł w sidła, których już nie starga

Słaba dłoń twoja, po co próżna skarga?

Mądry ten tylko, kto rzecz, jak jest, bierze.

Bierz, co się stało, za żart! lub gdy szczerze

Chcesz mówić z nami, toć i my wzajemnie

Powiemy tobie, że nie nadaremnie

Dziewice wasze mężów w nas dostały.

Wnuki pogodzą was z nami.

TACJUSZ

      Zuchwały!

W obliczu starca i ojca, któremu

Wydarłeś więcej niż życie, śmiesz jemu

Urągać jeszcze urąganiem, które

Obraża równie bogów i naturę!

Lecz tak! jam słaby; tak! czuję, że próżno

Grożę, by zmiękczyć zuchwałość bezbożną.

Wstręt zbrodni waszej i boleść tej chwili

Więcej niż starość ku ziemi mnie chyli.do RomulusaA więc cię błagam, o królu! miej litość!

Oddaj mi dziecię! — Wiesz, że mam obfitość

Skarbów; bierz wszystkie! Bierz państw mych połowę!

Tyś mnie zwyciężył bez miecza; ja głowę

Schylam przed tobą; — niechże się twa władza

Nie wzdyma w pychę, w gwałt się nie przeradza.

Lud cię mój błaga przez mię; czyż nie dosyć

Tryumfu dla cię?

TULLIA

      Ojcze! przestań prosić!

ROMULUS

Królu, wiesz dobrze, że co chcesz ode mnie

Stać się nie może. Nie trwoń więc daremnie

Gróźb twych i błagań. Nasze są dziewice

I oto kapłan, co wnet ich prawice

Zwiąże z naszymi; gwałt ślubem uświęci.

Ty idź do swoich — i wedle ich chęci

Czyń twą powinność, jak my swoją czynim.

Skarb, cośmy wzięli, jest naszym, i przy nim

Dostoim kroku; lub jeśli nas bogi

Skarać zań zechcą, umrzemy bez trwogi.

Ale ty pomnij, że każdy cios, który

Godzić w nas będzie, trafi w wasze córy,

Małżonki nasze. — Idź zdrowo! albowiem

Com miał rzec, rzekłem.

TACJUSZ

      Ha! toż i ja powiem

Słowo ostatnie; ale nie do ciebie,

Nie do twej hordy! — do bogów na niebie,

I do tych dziewic. — Sabińskie dziewice!

Oto ja, król wasz, podnoszę prawicę

I wzywam pomsty i przekleństwa bogów

Na każdą, która pokocha swych wrogów;

Na każdą, która ich żoną być rada!

Biada jej samej i jej dziecku biada!

Jeśli to zbrodni i rozpusty plemię

Ma, na wstyd niebu, przyjść i skalać ziemię,

Niech, gdy krew ojca pomści matki sromu,

W hańbie i wzgardzie, od domu do domu,

Z piętnem na czole zbrodniczego rodu,

Błąka się, żebrząc i umiera z głodu.

Przekleństwo żonom Rzymian!

HERSYLIA

      Wielkie bogi!

TULLIA

Przekleństwo żonom Rzymian!

ROMULUS

do kapłana

      Czas jest drogi;

Kapłanie! dokończ obrządku ofiary!

PINARIUS

wchodząc na stopnie ołtarza

O wy, niebiańscy! wy na te poziome

Świata z wysoka patrzący obszary,

Wy, piastujący młodocianą Romę,

Pobłogosławcie młodociane pary!

A niech łask waszych zasilone zdrojem,

W wielkie, potężne rozrodzą się plemię,

Kwitną miłością, szczęściem i pokojem.Wylewając wino z czaryA jak to wino rozlewam na ziemię,

Tak niech pod mieczem krew zbrodnia wypływa,

Co gwałtem, zdradą, skrycie czy widomie

Śmiałby te święte rozrywać ogniwa.

Pokój Rzymianom! wzrost i chwała Romie!

TACJUSZ

odwracając się w progu

Przekleństwo żonom Rzymian!

ROMULUS

      Chwała Romie!

AKT DRUGI

SCENA I

Taż sama dekoracja. Wieczór.

Hersylia, siedzi na jednym z kamieni przed domem Romulusa, z którego drzwi na pół otwartych widać odbłysk ogniska. Ankus wchodzi z lewej strony.

ANKUS

Czy mąż twój w domu jest, Sabinko?

HERSYLIA

nie patrząc nań

      Kogo

Szukasz, człowieku? Jam niczyją żoną.

ANKUS

Gdzież tedy król jest, piękna narzeczono?

HERSYLIA

Król Tytus Tacjusz ruszył z ludem drogą

Do Kurów, zemsta skąd idzie straszliwa.

ANKUS

Tęż samą piosnkę o sto kroków śpiéwa

Mój młody ptaszek w klatce. Ale mniejsza!

Jam myślał żeś ty, Hersylio, baczniejsza

Niż twoja siostra.

HERSYLIA

      Siostra moja? Bogi!...

Tyś Ankus?...

ANKUS

      Szwagier twój, małżonek drogiej

Siostry, druh męża; — tego jako żywo

Dość, byś mi dała odpowiedź życzliwą,

Gdzie jest Romulus. — Za długo już pono

Zostawiam żonę samą.

HERSYLIA

      Ona żoną

Twoją nie będzie nigdy. Nieszczęśliwy,

Nie śmiej się! Jutro gorycząć się stanie

Ten śmiech.

ANKUS

      Gdy duch twój widzi przyszłe dziwy,

Przecześ do Rzymu przyszła na wezwanie,

Przecz nie ostrzegła swoich?

HERSYLIA

      Nadaremnie

Je ostrzegałam, bo śmiały się ze mnie,

Jak ty, i jęczą, jak ty będziesz srodze.

Ej, Rzymianinie! wierzaj mej przestrodze,

Najmniejszym względem nie łudź się od dziecka,

Które porwała twoja dłoń zdradziecka.

W jej główce wola święci się dojrzała,

Ona drwi z ciebie; — jaka śmierć, nie pyta,

Ma ją wyzwolić.

ANKUS

      Niejedna kobieta

Tym się chełpiła, jednak nie przestała

Kobietą być.

HERSYLIA

      Lecz być kobietą ona

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.