drukowana A5
20.21
Elektra

Bezpłatny fragment - Elektra


Objętość:
89 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0945-1

OSOBY DRAMATU:

PIASTUN

ORESTES

PILADES (osoba niema)

ELEKTRA

CHÓR MYKEŃSKICH NIEWIAST

CHRYSOTEMIS, siostra Elektry

KLITAJMESTRA

EGIST

Rzecz dzieje się przed pałacem królewskim w Mykenach.

Wchodzą: Orestes, Pilades i Piastun.

PIASTUN

O synu tego, co kiedyś pod Troją

Szykom przewodził, ciesz teraz twe oczy

Tym, za czymś tęsknił od dawna serdecznie.

Bo otóż Argos stare, upragnione,

Szalonej córy Inacha siedziba;

To zaś, Oreście, boga wilkobójcy

Rynek likejski; z lewego masz boku

Hery świątynię przesławną; więc wolnoć

Złotem błyszczące oglądać Mykeny

I krwią zbroczone Pelopidów gniazdo,

Skąd kiedyś, w strasznym rodzica pogromie,

Ja cię z rąk siostry rodzonej przejąłem,

By cię stąd uwieść, zbawić i wychować,

Ażbyś mi wyrósł na ojca mściciela.

Nuże, Oreście, i ty, druhu miły,

Piladzie, radźcie, co czynić wypada,

Bo już nam słonko błysło zza osłonek

I budzi ptasząt poranne świergoty,

A noc już zwija gwiaździstą oponę;

Więc zanim z domu kto wyjdzie, rzecz całą

Ułóżcie dobrze, byście nie zwlekali,

Kiedy nie pora; dziś czynów trza stali.

ORESTES

O wierny sługo, niechybne ty znaki

Dajesz twej dobrej dla panów swych woli.

Bo jako rumak szlachetny w złej chwili,

Pomimo wieku, nie pada na duchu,

Lecz kark podniesie, ty również podniety

Nie skąpiąc, w pierwszym zstępujesz szeregu.

A więc wyjawię ci moje zamysły,

Ty zaś słuchając uważnie słów moich,

Gdy w czym pobłądzę, nie poskąp mi rady.

Kiedym więc stanął przed Pytii wyrocznią,

By się wywiedzieć, jakim to sposobem

Pomściłbym mego rodzica morderców,

To rzekł Apollo, co zaraz usłyszysz:

Że sam, bez tarczy i zbrojnych zastępów,

Podstępem słusznej dokonać mam łaźni.

Że więc tak bóstwo do nas przemówiło,

Ty, skoro tylko nadarzy się pora,

Wejdź tam do wnętrza i zbadaj, co czynią,

Byś nam dokładną dał o tym wiadomość.

Wiek i czas długi nie dadzą cię poznać,

A siwe włosy podejrzeń nie wzbudzą.

Powiesz im tedy, że z dala przybywasz

Od Fanoteusa, człowieka z Fokidy,

Co z nimi dawnym przymierzem związany.

Rzeknij, przysięgą stwierdzając twe słowa,

Że Orest poległ za losu dopustem,

Skoro wśród igrzysk pytyjskich się zwalił

Z wartkiego wozu. Tak niechaj brzmi mowa.

My zaś grób ojca — jak to przykazano —

Ofiarnym płynem i włosów kędziorem

Uwieńczym, potem zaś tutaj wrócimy

W ręku dźwigając miedzianą tę urnę,

Która, jak wiesz to, ukryta wśród krzewów,

By w zmyślnej mowie wygłosić im chytrze

Orędzie miłe, że znikłem ze świata,

Żem na proch starty i żarem zwęglony.

Bo cóż mi szkodzi, gdy w słowie umarły

W rzeczy żyć będę i sławy dostąpię?

Nie groźnym, mniemam, słowo, co zysk niesie.

Toż mówią często, że i mądrzy ludzie

Śmierć swą zmyślali; a kiedy do domu

Potem wrócili, cześć mieli tym większą.

Więc i ja tuszę, że wbrew ludzkim głosom

Wrogom żyw błysnę, jak gwiazda niebiosom.

Ojczysta ziemio, opiekuńcze bogi,

Dajcie mi szczęście na przyszłości drogi!

Gniazdo rodowe, tchnij we mnie hart męski,

Bom tu zesłany na pomstę twej klęski.

Nie dopuść na mnie hańby ni pożogi,

Że rząd i świetność przynoszę w te progi.

To się wyrzekło, a teraz wnet, starcze,

Patrz, byś dokonał swojego zadania.

My zaś odejdźmy, nim pora odbieży,

Co w każdej ludzi potrzebie ster dzierży.

ELEKTRA

Biada mi, biada!

PIASTUN

Jakiś głos, synu, doleciał mych uszu

Z wnętrza, zapewne jęk domowej sługi.

ORESTES

Może Elektry nieszczęsnej: czyż czekać

Tu nie należy, by skargi wysłuchać?

PIASTUN

Bynajmniej. Wprzódy Loksjasza rozkazy

Wykonać trzeba i od nich poczynać,

Roszcząc ofiarą grób ojca — a z płynu

Zejdzie zwycięstwo i siła do czynu.

Orestes z towarzyszami odchodzi. Z pałacu wychodzi Elektra.

ELEKTRA

O święte słońce i wietrzne powiewy,

 Co okalacie tę ziemię,

Wyście słyszały żałoby mej śpiewy,

 Znacie rozpaczy mej brzemię.

I wy widzicie me piersi skrwawione,

 Gdy noc uchyli zasłonę.

A kiedy pomrok nad światłem przemoże,

 Z żalami wtedy i boleścią domu

 Dzielę nieszczęsna wciąż łoże.

Płaczę nad ojcem, bo krwawym zamachem

 Ares nie uczcił go w dali,

Lecz jak dąb runął, a matka mu z gachem

 Egistem byli za drwali.

Ostrym mu głowę rozszczepią żelazem

 A nikt nie płacze, że srodze

Pod tak strasznym zginął razem,

 I sama w bólu zawodzę.

Lecz w tym żalu nie ustanę,

 Nie zniecham skargi gorącej,

Dopóki patrzę w gwiazd smugi świetlane,

 Patrzę w jasnego dnia słońce.

I ze słowikiem, co płacze swe dzieci,

W drzwiach tego domu się puszczę w zawody.

 Aż głos mój wszędzie doleci.

O wy, Hadesa, Persefony grody,

 Hermesie zmarłych, i ty, Pani zemsty,

Srogie Erynie, potomstwo wy boże,

 Zbrodniczych ciosów śledzicie pochrzęsty

I tych, co w cudze wkradają się łoże;

Przyjdźcie, wspomóżcie, pomścijcie śmierć ojca,

 I w rodzinną ziemię

Wróćcie mi prędko bratniego mołojca,

 Bo rozpaczy brzemię

Tak mnie ugniata, że jedna wśród żarów

 Nie dźwignę takich ciężarów.

Wchodzi Chór Niewiast.

CHÓR

Elektro, matki nieszczęsnej ty dziecię,

Czemuż tak ciągle roztapiasz się w jęki

Nad tym, co w matki podstępne wpadł siecie,

 Ze zbrodniczej zginął ręki?

Klnę temu, co się pokalał w tym czynie,

 Jeśli mi rzec to przystoi — niech zginie!

ELEKTRA

O miłe drużki, z pociechą w żałobie

Przyszłyście do mnie — to pewnym.

Lecz ja nie ścierpię, bym na ojca grobie

 Płaczem nie łkała wciąż rzewnym;

Choć wy gotowe do wszelkiej miłości,

 Dajcie mi szaleć w żałości.

CHÓR

A przecież Hades z wszechwspólnej czeluści

 Na żadne prośby, ofiary,

  Ojca ci już nie wypuści.

Czemuż się gubisz, tak jęcząc bez miary?

Czemuż, gdy nic już klęski nie przemoże,

 Gonisz mary w twym uporze?

ELEKTRA

Głupi, kto zgon rodziców w niepamięci fali

 Grzebie! A we mnie współczucie obudzi

Ptaszę, co nad Itysem, Itysem się żali,

 Płochy śpiewak przez Zeusa zesłany do ludzi;

Cześć oddam bożą nieszczęsnej ja Niobie,

 Gdy w kamiennym płacze grobie.

CHÓR

Nie w ciebie jedną życia gromy biją,

Lecz ból twój jednak nadmiernym się wyda,

Jeżeli spojrzysz, jak siostry twe żyją,

 Ifianassa i Chrysotemida,

A w młodzi wieńcu, nietknięty od ciosów,

 Ten, w którym kiedyś mykeńska kraina

Powita zbawcę z ramienia niebiosów

 I cnych ojców przyjmie syna.

ELEKTRA

On to, za którym wciąż myślą ja gonię,

 Błądząc bez dziatek, nie związana śluby,

Brnąc w łez i klęski niezgłębione tonie.

 A on tymczasem, mych ofiar i zguby

Niepomny, żywot daleko gdzieś pędzi,

 Głuchy dla moich orędzi.

I wciąż tęsknotą się łzawi,

Lecz — tęskniąc — tu się nie jawi.

CHÓR

Odwagi, dziecię! Przecież Zeus na niebie

 Dojrzy wszystkiego, on rządca ogromny;

Zwierz mu cierpienia, które gniotą ciebie:

 Nie sarkaj — lecz nie zapomnij!

Czas — to zręczny bóg: on zmieni

 Myśl Oresta, co u skłonu

Skał kryzejskich dziś się leni,

 On zmiękczy nawet władcę Acheronu.

ELEKTRA

A mnie tymczasem uchodzą nadzieje,

 Sił już na życie nie starczy,

I bez rodziców w sieroctwie marnieję,

 I bez męża bronnej tarczy.

Toż pogardzonej równa służebnej

W ojcowskim domu padam od mozołów

I w przetartej szacie zgrzebnej

 Do pustych zbliżam się stołów.

CHÓR

Żałosnym był powrotny jęk,

 Żałosną ta biesiada,

Od żelaznych kiedy szczęk

 Trupem mąż upada.

Zdrada radziła, a miłość zabiła,

 Z nich się ta zbrodnia poczęła,

Czy to że boska działała tu siła,

 Czy rąk śmiertelnych to dzieła.

ELEKTRA

O, najstraszniejszy z wszystkich dni,

 Które przeżyłam na świecie!

O, nocy! Uczty zlanej w krwi

 Klątwa nas gniecie.

Zabłysły ojcu dwie podłe prawice,

Zrobiły ze mnie nędzną niewolnicę,

 Życie me starły na nice.

Niech więc Olimpu potężny pan włości

 Kary im srogie wyliczy,

Niech nie zaznają już żadnej radości

 Za czyn zbrodniczy.

CHÓR

Miarkuj, dziecko, gniewny szał

 I hamuj głos zawzięty,

Czyż nie widzisz, jak on rwał

 W nieszczęścia cię odmęty?

 Nie widzisz, jako ciągła burza,

Gdy niecisz ją w zgorzkniałej duszy,

 Coraz cię głębiej zanurza?

Źle, gdy kto władców na siebie obruszy.

ELEKTRA

Zło mnie przemogło, wiem ja, wiem,

 Gniew mnie porywa.

Nie stłumię go, dopóki w złem

 I pókim żywa.

Bo, miłe drużki, jakimi wy słowy,

Któż rozumnymi pociechy namowy

 Troski mi ujmie grobowej?

Przestań więc, przestań co prędzej!

 Głos wasz rany nie zagoi,

Nie ma końca dla mej nędzy,

 Kresu skardze mojej.

CHÓR

A przecież ja cię jakby matka wierna

 Upominałem serdecznymi słowy,

Byś do klęsk dawnych nie przydała nowej.

ELEKTRA

 Czyż złość tamtych nie bezmierna?

Przepomnieć zmarłych, czyż to rzecz przystojna?

 Kogóż ich pamięć nie wzruszy?

Niechbym, dopóki źdźbło cnoty mam w duszy,

 Nie żyła z tymi we czci i spokojna,

Rozdźwięcznych żalów połamawszy pióra,

 Ojców mych wyrodna córa!

Bo jeśli zmarłych czas w marny proch zetrze,

 Ci krwią nie spłacą za krew i ohydy,

To ludzi zbożność i wszelakie wstydy

 Wnet się ulotnią w powietrze.

PRZODOWNICA CHÓRU

My tu przyszłyśmy, o dziecię, w twej sprawie

I własnej także; nie uznasz słów naszych,

To zwycięż, a my pójdziemy za tobą.

ELEKTRA

Wstyd mi, niewiasty, jeżeli zawodząc

Tak bezustannie, niesforną się wydam;

Lecz życia groza do tego mnie zmusza.

A więc wybaczcie; bo któraż szlachetna

Tak nie postąpi na widok klęsk domu,

Które tak we dnie oglądam i w nocy,

Że rosną raczej, niźliby znikały.

Bo naprzód matki, która mnie zrodziła,

Wstrętne postępki — a potem w mym domu

Z ojca zbirami przebywać mi przyszło;

Ci mi panują i od nich zależę.

Czy mi co dadzą, czy w nędzy pogrążą.

A dalej, jak się wydadzą dni moje,

Że tutaj w ojca oglądam sadybach

Egista, widzę w ojcowskich go szatach,

Patrzę, jak w miejscu, gdzie jego powalił,

Spełnia ofiary przy domu ognisku! Aż przyszło ujrzeć mi hańbę ostatnią —

Tego mordercę w ojcowskiej łożnicy

Z nieszczęsną matką, jeżeli już matką

Nazwać tę trzeba, co z nim się związała.

Z wstydu tak ona wyzuta, iż żyjąc

Z nim drżeć przestała przed kaźnią Erynii,

I jakby świętym urągając rzeczom,

Dzień obliczywszy, w którym to zgładziła

Ojca naszego podstępnie — taneczne

Stroi obchody i składa ofiary,

Dla zbawczych bogów miesięczną podziękę.

A ja, nieszczęsna, oglądać to muszę,

Płaczę i ginę, i jęczę nad ojca

Słynną biesiadą, nieszczęściem brzemienną,

Sama ze sobą; bo płakać do syta,

Jakbym zechciała, i tego nie wolno.

Wyniosła bowiem ta w mowach swych pani

Takie przekleństwa w twarz głośno mi rzuca:

,,Bogów zakało, czyż tobie jedynej

Zmarł rodzic? Inni czyż próżni żałoby?

Zgiń ty ze szczętem i niechby cię nigdy

Z nędzy podziemne nie zwolniły bogi!”

Taki gwałt czyni, chyba że kto szepnie,

Iż Orest wraca; wtedy w gniewu szale

Przystąpi z krzykiem: „Nie tyś temu winna?

Nie twoimż dziełem, twoim, co mi z ręki

Skradłaś Oresta, aby go ratować?

Lecz wiedz, że hojnie mi za to zapłacisz”.

Tak ona wyje, a wręcz jej wtóruje

Ów gach jej głośny, z pomocą gotowy,

Ów całą duszą niewieściuch i truteń,

Ów kobiet drużba w rycerskiej potrzebie.

Ja zaś, Oresta czekając jak zbawcy,

W nieszczęściach moich i nędzy marnieję.

Bo czyn zwiastując ciągle już zniweczył

On wszystkie, które żywiłam, nadzieje.

I wobec tego ja, dziewka, ni miary,

Ni folgi zdolna, a w złego zalewie

Wkrótce zło inne zgotuję w mym gniewie.

PRZODOWNICA CHÓRU

Powiedz nam, proszę, czy Egist w pobliżu,

Kiedy to mówisz, czy poszedł gdzie w pole?

ELEKTRA

Tak, on na polu, bo gdyby był w domu,

Nie myśl, bym z wnętrza wychodzić tu śmiała.

PRZODOWNICA CHÓRU

Toż się odważniej wdam z tobą w rozmowę,

Jeżeli rzeczy po prawdzie tak stoją.

ELEKTRA

Jego tu nie ma, więc badaj, co zechcesz.

PRZODOWNICA CHÓRU

Pytam się tedy, co mniemasz o bracie,

Czy przyjdzie, czy się ociąga? Mów o tym.

ELEKTRA

Przyrzeka, ale nie spełnia przyrzeczeń.

PRZODOWNICA CHÓRU

Zwykł mąż, co wielką myśl knuje, rzecz zwlekać.

ELEKTRA

A ja bez zwłoki ratowałam jego!

PRZODOWNICA CHÓRU

Ufaj, on dzielny i pomni na drogich.

ELEKTRA

Ufam, inaczej już dziś bym nie żyła.

PRZODOWNICA CHÓRU

Nie mów nic więcej, bo widzę, jak z domu

Siostrzyca twoja, Chrysotemis, zdąża

Dary ofiarne dźwigając w swym ręku,

Jakie się zmarłym pod ziemią należą.

Z pałacu wychodzi Chrysotemis.

CHRYSOTEMIS

Czemuż, o siostro, przed domu bramami

Znowu twą dawną zawodzisz piosenkę?

Przecz nie pouczył cię jeszcze czas długi,

By próżnym gniewom nie folgować darmo?

Przecież wiem tyle, że cierpię ja równie

Nad rzeczy stanem i, gdyby sił stało,

To bym zjawiła me dla nich uczucia.

Lecz wśród tej nędzy trza zwijać nam żagle,

W czyn się nie stroić, co wrogom nie szkodzi.

Obyś i ty więc czyniła to samo!

Choć słuszność, wiem to, nie w mojej jest mowie,

Lecz w twoim sądzie — wolności że pragnę,

Przeto do władców we wszystkim się nagnę.

ELEKTRA

Straszne, że będąc ojca swego córą,

Jego nie pomnąc o matkę się troszczysz;

Bo wszystkie twoje dla mnie upomnienia

Przejęłaś od niej, nie z własnej masz duszy.

Więc jedno z dwojga: albo myśl twa błędna,

Albo nie pomnisz świadomie o drogich.

Mówisz ty przecie, że nabrawszy siły Wnet byś odkryła swą dla nich nienawiść.

A mnie, gdy pomstę gotuję rodzica,

Ty, miasto poprzeć, odwracasz od czynu.

Poucz mnie bowiem lub ucz się ode mnie,

Czy zysk bym miała zniechawszy żałoby?

Nie żyjęż? Życia mi starczy, choć we mnie

Ból; a tych gryzę, skąd płynie na groby

Cześć, jeśli zmarłym ta miłość co znaczy.

Twoja nienawiść li w słowach się iści,

W rzeczy przestajesz wśród ojca siepaczy;

I choćby miano wszelakie korzyści,

Z których ty dumna, mnie przynieść w daninie,

Ja nimi wzgardzę. Niech tobie zastawą

Stół błyszczy, życie dostatkiem opłynie;

Bo dla mnie będzie jedyną to strawą,

Że się nie truję. Twe szczęście nie budzi

Pragnień w mej duszy; gdybyś rozum miała,

Wzgardziłabyś nim. Najtęższego z ludzi

Zwano cię dzieckiem; dziś będziesz się zwała

Twej matki córką, w twarz rzucą ci winy,

Żeś zdrajcą ojca i zdrajcą rodziny.

PRZODOWNICA CHÓRU

O, nie zbyt gniewnie, na bogi! Z mów waszych

Dla obu płynie nauka i każda

Z przemowy drugiej coś zyskać by mogła.

CHRYSOTEMIS

Ja, o niewiasty, do mów jej przywykłam

Niemal i już bym na nie była głuchą,

Gdyby nie wieści, że wielka jej grozi

Kaźń, która głośne te skargi uciszy.

ELEKTRA

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.