drukowana A5
18.45
Dziecię wieszczek

Bezpłatny fragment - Dziecię wieszczek


Objętość:
73 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0300-8

Pieśń pierwsza

Był sobie... tak się zwykle zaczynają

Bajki; lecz któż ich chętnie dzisiaj słucha?

Świat dziwnie dojrzał; a cuda nie mają

Żadnego wpływu na ludzkiego ducha.

Romans, nowela nawet, rozkwitają

Pod hasłem: „naprzód” — Na pieśni — posucha!

A kto nadzieją sławy się kołysze,

Niech póki życia nic wierszem nie pisze.

Gdzie czas, gdy starcom, mimo siwych włosów,

Zaczarowany flecik Oberonawiat rzeczywisty zdmuchiwał z przed nosów?...

Czas ów, gdy dziewczę tuliło do łona

Swego Schillera?... gdy z Goethem niebiosów

Sięgał młodzieniec? ... Odzie myśl rozmarzona,

Co boskie dźwięki pieśni wieszczów chwyta?

Zamiast ich czytać — dziś o nich się czyta.

Odkąd się życie po relsach, wrąc, toczy

I leci z parą — śniąc tylko o złocie,

Któż muz wybrańca chce widzieć na oczy

Lub słuchać w zgrzycie maszyn i łoskocie?

— «Oddział palących» — tłum trzeźwy się tłoczy

Ty Auerbacha dobywasz w przelocie...

Zaledwo został przez ciebie odczuty,

Świst... słychać okrzyk: «Stacja! Trzy minuty!»

Bogi wszechmocne! Cóż pocznie w tej wrzawie

Mówiące rymem tylko «wieszczek dziecię»?

Sądzę, te nikt z was trzech pieśni w oktawieZ rękawa łatwo nie wytrząśnie; przecie

Tłum ani głową nie skinie łaskawie...

Przyjaciel nawet z zwątpieniem poecie

Rękę podaje... a wielka krytyka

Brak mi trzeźwości współczesnej wytyka.

Mniejsza! Dni lepsze ujrzy, kto dożyje...

Co do mnie, choćby ludzie śmiać się mieli,

Czar stary łatwo duszę mą podbije...

Strofa Ariosta zawsze mnie weseli!

Pył — i dym, który nad głową się wije

W wiecznego piękna spłukuję kąpieli...

Na wielkiej drodze, wbrew karnej ustawy,

Pas rozwiązuję — i pluskam w oktawy.

Kto się tym gorszy, niech z dala zostanie,

I niech na sucho ratuje swą duszę.

Wam jednak, zacni panowie i panie,

Maleńkie słówko powiedzieć tu muszę:

Ściśle prawdziwym jest opowiadanie,

Które fantazją upiększyć się kuszę;

I mimo polot tych strof idealny,

Kierunek cały na wskroś jest realny.

Już Jakub Cazotte rozsnuwał ten wątek;

Duch jasny; przecież — źródło mętnej wody,

Większą część jego pieśni i pamiątek

Czas zatarł; pisma jego wyszły z mody...

I tylko jeden pozostał nam szczątek,

Na wieki piękny i na wieki młody:Le diable amoureux — (ostrzegam w nawiasie,Że niedorostkom od książki tej zasię).

Otóż, opowieść naszą fantastyczną,

Cazotte, z uśmiechem satyra, podaje

Pełną psot, figlów, cyniczną, drastyczną,

Rażącą czasów naszych obyczaje...

Lecz ja całą wartość artystyczną

Na nowo, z źródeł pierwotnych, dostaję.

Co tu nadmieniam, niech przyzna lub przeczy

Znawca Cazotta — a teraz — do rzeczy!

Był sobie pewien książę w Astrachanie;

Kalibad-chanem zwali go poddani;

A był tak piękny, jak wiosny zaranie.

Królowa matka, mądra bardzo pani.

Gdy mąż jej zaległ grobowe posłanie,

Tak wychowała syna, by był dla niej

Podporą, chlubą, wsparciem i obroną,

Gdy włos zbieleje pod ciężką koroną.

Zaledwo chłopca puszczała od boku:

Na radzie państwa, na modłach w meczecie.

On wszędzie musiał dotrzymać jej kroku,

Pieszo, czy konno, czy w dworskiej karecie.

W cnoty wzrastało w promieniach jej wzroku

To ukochane i pieszczone dziecię;

I nocą nawet przy niej zasypiało,

Kotarą tylko oddzielone białą.

Płoszony jednak troskami i trudem,

sen odlatywał od powiek królowej.

Komuż, z tych wielkich, co stają nad ludem,

Spać obowiązek pozwala surowy?

Nie było zatem dziwem, ani cudem,

Że próżno księżna w puchar kryształowy

Mieszała opium... aż w szczęśliwej chwili

Znalazł się sposób, co snem ją posili.

Trzy stare wiedźmy, wsławione bajkami,

Co opowieści, jak przędzę, w lot snuły,

Kazała przyzwać, hojnymi datkami

Uposażyła je z własnej szkatuły;

Zamianowawszy «hof-usypiaczkamiKrólewskiej mości» — te stare gaduły...

A gdy noc przyszła, z kolei wezwana

Bajarka dziwy prawiła do rana.

Królowej jednak — szczególnej kobiecie,

Którą poddanych losy rozbudzały —

Baśnie o cudach niebywałych w świecie

Zbyt dziecinnymi nieraz się zdawały.

W miejscach, gdzie każdy wzdrygnąłby się przecie,

Jej cicho do snu powieki spadały;

I często — wolna od sztucznej ekstazy —Ziewnęła przez nos, raz po raz, trzy razy.

Ale bajarzom nie zbraknie rezerwy

Publiki, która oklaskuje radaDowcip — i głupstwa, w równym stopniu werwy.

Jakie inaczej tyłaby gromada

Partaczy w sztuce?... Bywają też nerwy,

Których narkotyk do snu nie układa.

Dość, że ziewania królowej przyczyna

W dziwną bezsenność wprawiała jej syna.

Wstrzymując oddech, by lekkiej kotary

Nie wzruszyć, leżał — i nie zmrużył oka.

Śledząc z przejęciem straszliwe poczwary,

Karłów, olbrzymów, skrzydlatego smoka

I pięknych książąt czyny nie do wiary,

I dobrą wróżkę, co czuwa z wysoka,

Aż przez płomienie i burze szalone,

Luby zdobędzie królewską koronę.

O piękny wieku! O wieku złudzenia!

Gdy wymysł z prawdą majaczą złączone...

Gdy się do cudów zbliżamy bez drżenia,

A rzecz zwyczajna przed oczy olśnione

Jak cud się zjawia... gdy senne marzenia

Na jawie snują niteczki złocone! ...

Obcą ni jeszcze ta mądrość wytarta:

«Żadna rzecz twego podziwu nie warta».

Tak fantastycznych i lotnych mar tłumy

Nad Kalillbadem, znęcone, bujały,

Że często w zmierzchu głębokiej zadumy

Młodzieniec tonął w słoneczny dzień biały.

Wówczas odgarniał grzywy, co jak szumy

Kaskady na kark rumaka spadały,

Wbijał ostrogi — i puszczał wędzidła —

A koń go nosił, jak gdyby miał skrzydła.

I jak dzień długi, lubił się przedzierać

Przez las, w dumaniach pogrążony cały,

Bez celu, ścieżki nie racząc wybierać.

A za nim Murzyn łuk nosił — i strzały

I milcząc, z nudów zdawał się umierać,

Tak mu wycieczki owe dokuczały;

Bo musiał gonić za pana rozpędem,

Który się dziwnym stał pod każdym względem.

Przed lada jamą wydrążoną w skale

Zsiadał, by drzeć się przez ciernie i głogi,

I wołać: «Sezam, otwórz się!» — zuchwale

I wypatrywać tajemnicze drogi

Do Aladyna skarbów; wierząc stale,

Że trafi wreszcie w dobrej wróżki progi —

Ptakom i gadom przyglądał się bacznie;

I czekał — rychło który mówić zacznie.

I to w tym wieku, gdy chluba narodu,

Młodzież współczesna od dawna urąga

Podobnym baśniom — i wie już od rodu,

Że skarby wróżek niewarte szeląga;

Że koń skrzydlaty, godzien jej zachodu,

Jest ten, co stawkę w wyścigu osiąga;

Że siłą — wiedza, czas — złotem, a stary

Ideał, to wy — o srebrne talary!

Lecz taki książę, któremu nie trzeba

Zdobywać sobie karyjery w świecie,

Ni w pocie czoła dorabiać się chleba,

Ten — śmiać się może z tego! Jemu przecie

Czego zapragnie — to wnet spada z nieba;

On żyje we śnie rozkosznym, jak dziecię...

I — jeśli duchem nie chce spać na wieki,

Musi cel pragnień mieć bardzo daleki!

Negr realistą był najczystszej wody —

I za wariata miał pana swojego,

Sądząc, i słusznie, że książę ten młody

Mógłby coś bardziej robić książęcego,

Jak pukać w skały; sam lubił przygody

I nie był wrogiem uciech, lecz innego

Trochę rodzaju; a choć łeb miał siwy,

W lot chwytał każdą, jak ptaka myśliwy.

Kiedy więc księżna spostrzegła stroskana

Zadumę syna, wnet Negra przyzwała,

Który znał jeszcze nieboszczyka pana,

I rzekła: «dusza księcia posmutniała,

(Znać, że w Szekspirze była oczytana),

Dlatego-m ciebie do rady wybrała...

Co robić?» — Hussajn kłania się co słowo; —

«Pozwól mi działać wszechwładna królowo!»

I korzystając z pierwszej sposobności,

Drogę skierował do uroczej wioski,

Która wśród winnic świeżej zieloności

Kryła się, jakby eden jaki boski.

Tam z ojcem starym żyły w samotności

Trzy piękne dziewy, młode — i bez troski;

Z ich-to pomocą, w chlubnym przedsięwzięciu

Miał mądry mentor rozum wrócić księciu.

Lecz dziki książę, gdy śliczne dziewczęta

Puchar mu wina podały z uśmiechem,

Nie spojrzał nawet w błyszczące oczęta;

Jakby był ślepym, lub mniemał to grzechem;

I czarę, która była owinięta

Wieńcem róż młodych, odstawił z pośpiechem...

A kiedy piękne puściły się w skoki,

Ostrogą konia spiął w obadwa boki.

«Ha — myślał Hussejn — od jednego cięcia

Drzewo nie pada; a pierwszy krok pono

Zawsze najcięższy... ja-bo od chłopięcia

Miałem nicponia sławę ustaloną..

Lecz do takiego białego panięcia,

Co-to ma brodę ledwo opuszoną,

Kobieta zawsze w pół drogi wyjść musi.

Inaczej — mądry będzie, kto go skusi!

Z trzech sióstr, dwie były zbyteczne w intrydze;

A wszystkie nadto pierzchliwe — i młode.

Inny tu atut grę weźmie, jak widzę!»

Pod wieczór zatem obmyśla wygodę

(Księcia i koni folgując fatydze)

W oberży, kędy lubiąca swobodę,

Gosposia, hoża i nie nazbyt święta

Oskubywała wędrowne ptaszęta.

Przezacny mentor wciągnął ją do spisku;

Jak łatwo zgadnąć, prosić się nie dała.

Chłopiec był piękny — i godzien uścisku

Tej nawet, która nigdy nie kochała...

Opinia wprawdzie, lubo bez nacisku,

Coś-nie-coś niby przeciw temu miała,

Lecz pałac, stroje i tytuł «metresy»,

To też coś znaczy dla serca — i kiesy.

Dała im tedy oddzielnie pokoje.

Hussejn zachrapał wnet, jak sprawiedliwy,

Co wiernie spełnił obowiązki swoje.

Wtem, o północy, okrzyk przenikliwy

Budzi go ze snu... przez pchnięte podwoje

Kalilbad wpada; Negr nasz ledwo żywy,

«Na Boga — wola — co to?» książę blady

«Jedziemy» — rzecze. — «W nocy?» — «Nie ma rady!»

— «Wasza wysokość gorączką oddycha!

Noc jest tak zimna... wicher dmie na dworze...

A płaszcz... lecz gdzież on podział się u licha?

Książę jest w nader dwuznacznym ubiorze!»

Ale Kalilbad gwałtem go wypycha.

Istotnie, gdyby podzielić z nim łoże

Smok przyszedł nocą ciemną, bez wątpienia

Młodzieniec nie drżałby tak z przerażenia.

Odtąd się Hussejn utwierdził w swój wierze,

Iż młody książę po prostu ma bzika.

Strzegł go, jak zwykle wariatów się strzeże,

Nie dając w rękę nawet scyzoryka.

A gdy wzrok chłopca utonął w gwiazd sferze,

Lub szukał ziela, co groty odmyka,

Starego Negra mina tajemnicza

Zdała się mówić: «szkoda nam panicza!»

Wtem, nagle, marzeń idyllę różową

Przerwał krzyk życia — i jego niedoli;

Królowa, która była już niezdrową,

Od dawna niknąc i gasnąc powoli,

Poznała, że śmierć większą jest królową,

I że wszechmocy nie ma w ludzkiej woli;

Zmarła; a wielka dostojników rada

Berto złożyła w ręce Kalilbada.

Choć w Astrachanie barbaryzm panuje,

Kulturą naszą ledwo złagodzony

(Zarząd i władzę najwyższą sprawuje

Sznurek, z cienkiego jedwabiu skręcony); —

Przecież jest jeden punkt, który znajduje

Przykładnym nawet Zachód oświecony;

Ten mianowicie, że książę nie robi

Nic, tylko ludom dziedziców sposobi.

Co oprócz tego czyni — nie popłaca.

Rządy królowej bywały ganionie,

Więc się już wszystko na dobre obraca,

Kiedy młodzieńczy pan bierze koronę,

Jest bowiem pewność, że zrazi go praca,

Że trud surowy odłoży na stronę;

Rząd zda na Boga, rad swemu imieniu

«Ojca narodu» w najmilszym znaczeniu.

Jakież zdumienie, gdy siadłszy na tronie

(Cud ten zrozumiał tylko Hussejn stary),

Książę wziął krzepko cugle państwa w dłonie.

Praw i powagi pilnując się miary;

A piękne panie zostały na stronie,

Choćby tak chętnie dzieliły ciężary

Rządu, ze ślicznym księciem, który tylko

W oczach im mignął jakąś wolną chwilką.

Wysoka Rada pierwsza z przerażeniem

Niebezpieczeństwo ojczyzny pojęła;

Widząc ze smutkiem i z wielkim zgorszeniem,

Że książę serio bierze się do dzieła;

(Mówiono nawet, że bladym płomieniem

Lampa po nocach w komnacie płonęła)

Więc uradziły głosy zjednoczone

W imieniu Indu błagać, by wziął żonę.

Gdy wezyr zamysł ten objawił panu

I krasomówstwem poparł go cudownie,

Z wzrostu dynastii robiąc kwestię stanu,

Zląkł się o księcia Hussejn niewymownie!...

Zakaszlał, począł biegać — i z dywanu

Podjąwszy cybuch, dym puszczał gwałtownie.

Jakby powiedzieć chciał: wszystkie te plany

Tak się rozwieją, jako dym fajczany!

Lecz jakże zdumiał, gdy pełen powagi

Książę zapewnił, że jest oswojony

Z obowiązkami tronu; że odwagi

Mieć będzie dosyć, by ciężar korony

Podźwignąć z jarzmem tak ogromnej wagi,

Jak jest małżeństwo; lecz w wyborze żony

Łatwym nie będzie — a jeśli dziewicy

Serca nie znajdzie, żyć woli w tęsknicy.

«Dziewicy serca? — rzeki wezyr z uśmiechem —

O tę, jak mniemam, nie będzie zbyt trudno...» —

Tu spis księżniczek wydobył z pośpiechem,Małych i dużych... litanię dość nudną;«Chciej spojrzeć, panie! Wszak nie jest-to grzechem!

Wybierzem młodą, bogatą, przecudną;

A jeśli kiedyś wypadnie inaczej,

Książę w haremie pocieszać się raczy»,

«Nie! — rzeki młodzieniec — poznajcie mą wolę!

Przysiągłem, kiedy-m był chłopięciem jeszcze,

Że urodzonej na ziemskim padole

Kobiety jako żony nie popieszczę...

Dla mnie dziewicę wybrały w swym kole

Czarowne wróżki i geniusze wieszcze;

Ona z błękitów spłynie do mnie cudem.

Idź i oznajmij to przed moim ludem».

«Książę żartuje! — rzekł dworak zmieszany —

Co? Dziecię wieszczek?... Myśl przednia! A przecie

Śmiem się spodziewać, iż pewne odmiany

W przysiędze owej — sprawi — ziemi dziecię».

«To nie żart — rzekł książę zadumany —

I choć z boleścią zostawię na świecieKraj mój obcemu — jednak rzecz skończona!

Dla mnie — lub wieszczka, lub też żadna żona».

Rzekł to — i wyszedł. Jakby piorun psotny

Padł nagle z nieba i brwi mu osmalił,

Tak zdrętwiał wezyr; umysł jego lotny

Był porażony; spojrzeniem się żalił

Negrowi, który błysk jakiś przelotny

Miał w czarnym oku — i fajkę wciąż palił.

«I cóż ty na to?» — rzekł do powiernika. —

«Dawno wiedziałem, że książę ma bzika».

Tegoż wieczora, gdy w chłodnym ogrodzie

Spoczął Kalilbad, nadszedł mufti siwy,

O długiej, białej, jak śnieg górski, brodzie,

Prosząc o posłuch. Starzec też sędziwy

Niejedną duszę w świętym swym zawodzie

Chwale Allaha pozyskał; nie dziwy,

Że za igraszkę miał sobie dziecięcąZ dziwnych mar głowę uleczyć książęcą.

Nie chcąc jednakże tak obces napadać,

Zasiadł do fajki — i sorbetu czary,

I krotofilnie począł opowiadać

Dworskie i miejskie plotki nie do wiary;

I anegdotki, które umiał składać

Naprędce; wreszcie wytykał przywary

Młodego wieku, skarżąc się, że zawsze

Obłęd ogarnia umysły najprawsze.

«Na przykład: mówią o Kalilbad-chanie,

Że jakąś wieszczkę chce wybrać za żonę...

Bardzo to pięknie! Lecz czyż w AlkoranieJest choćby słówko o nich wyrażone?...

Kto, kiedy, wieszczki widział w Astrachanie,

Albo też dziecię z wieszczki urodzone?

I książę miałby, dla bajek poety,

Wyrzec się szczęścia i pięknej kobiety?»

«Jak to! — rzekł książę — ty, starzec, zwiesz szałem

Wiarę w to, czego nie widzi się w świecie?

Koran! — lecz jakąż surę w nim czytałem

O tej tu fajce, lub o tym sorbecie,

Lub o mnie samym? Jeśli to, co ciałem

Dotykam, prawdą jedyną na świecie,

Cóż więc jest przestrzeń, czas, wiedza, sumienie,

Duch, umiejętność?... czy tylko złudzenie? —

Wszak sam chcesz, aby świętość była czczona;

Dla mnie świętymi są wieszczek dziewice...

I kto się waży wydrzeć z mego łona

Wiarę, że w nich są szczęścia tajemnice?...

Gdzie milczy ziemskość głucha i skażona,

My światom duchów stawiamy granice,

Jakby nad naszą tą znikomą bryłą

Wyższej i świętszej sfery już nie było.

Czyż nie dość mamy dowodów pewności

W wspólnych mniemaniach powszechnego świata?

Cóż są porywy tajemne ludzkości

Do czystszych wyżyn, kędy duch ulata?

Czyliż proroka w rajskie wysokości

Nie uniósł rumak — jak mara skrzydlata?

Wszak ja w to wierzę... a cóż mi odpowiesz

Na wzlot Majmuna?... Czy kłamstwem to zowiesz?

Taką mieć żonę, jaką matka była!

Lecz wiem, że drugiej nie znajdę na świecie.

Dlatego pragnę, by mi uskrzydliła

Ducha istota wyższa, wieszczek dziecię.

W objęciach kobiet ginie wodzów siła,

Tak mi mówiono — ja ufam poecie,

Że mnie do czynu zahartuje szczęście

Z niebianką, którą pojąć chcę w zamęście!»

«No! — odrzekł Mufti, któremu ten temat

Zdał się krytycznym (gdyż kazuistyka,

Która na każdy wypadek ma szemat,

Tu go nie miała, nawet sofistyka

Przed taką wiarą milkła) jak problemat

Postawmy kwestię tę... Wieszczek mistyka

I tak ustąpi, na szczęście korony,

Gdy książę będziesz więcej doświadczony.

Przysiąż mi tylko, że gdy za trzy lata

Wieszczki w marzeniach twoich wypieszczone

Dla ciebie swego nie porzucą świata,

Weźmiesz po prostu ziemiankę za żonę.

A gdy się zjawi istota skrzydlata.

Wszak związki z lewej ręki dozwolone!»

— «Dobrze — rzekł książę — ja dotrzymam wiary,

Masz moje słowo!» — I z tym odszedł stary.

Jak tylko wieść ta wiadomą się stała,

Wszedł u lwów miejskich rodzaj «wieszczek» w modę, .

Młódź tylko «walce wieszczek» tańcowała,

Dworski poeta pisał: «wieszczek odę».

Publiczność serio całkiem roztrząsała,

Kwestię płodności wieszczek, ich przyrodę...

A to, czy wieszczka zamężna podległą

Jest śmierci, głośne dysputy zażegło.

Filozof tylko wzruszał ramionami

I dał do druku, przy tej sposobnościMetafizykę wieszczek z przypisami

I ofiarował «Jego Wysokości».

Miał też za swoje! — mówiąc między nami —

Książę nie znosił mądrych wątpliwości;

Rozkazał przeto, by autor poślubił

«Hof-usypiaczkę» — lubił czy nie lubił!

W miarę, jak wieść ta po kraju się niosła,

Powstały krzyki i wielkie rozruchy...

Chór starych panien wołał: «to rzecz wzniosła,

Hamować zmysłów szalone wybuchy!»

Mężczyźni drwili... straszna burza wzrosła

W wszystkich haremach; chodziły posłuchy,

Że panie mocno uczciły zniewagę,

Iż je odrzucić książę miał odwagę.

Krewkość młodzieńcza sąd nader łaskawy

U pięknych kobiet znajduje w ogóle;

Don Juan tylko na scenie plugawy...

W życiu nań patrzą ze smutkiem a czule...

Cnota z krwią rybią — okaz nieciekawy!

Kto nie zapłynął nigdy wbrew regule,

Wprawdzie chłopiętom za przykład się daje,

Lecz grzesznik więcej współczucia doznaje.

Dopieroż książę! Wszakże dlań goręcej

Serce u każdej uderza kobietki...

Mógł zrobić wybór z pomiędzy tysięcy...

Fanatyk! Wszystkie blondynki, brunetki,

Odrzucić!... Jakby te nie miały więcej

Wdzięków od wieszczki, powietrznej kokietki.

I to bez próby! Młody jest, jak róża,

A kobiet nie chce!... ależ to oburza!

Tak wyrzekały piękne Astrachanki,

Które się różnią bardzo bez wątpienia

Od naszych kobiet; ale kurtyzanki

Mogą się od nich uczyć doświadczenia...

Czy równie biegłe są śliczne sułtanki

W intrygach dworskich, niechaj sam ocenia

Każdy, kto tylko będzie dość cierpliwy,

Żeby doczytać ten opis prawdziwy.

Ogród, gdzie z szumem biły chłodne zdroje,

Leżał pod zamkiem; i z tej właśnie strony,

Miały swe okna sypialne pokoje.

Tu nieraz książę w dumach pogrążony,

Słowiczych pieśni słuchał — i gwiazd roje

Pozdrawiał, blady, samotny, stęskniony;

Nieraz, w godzinie duchów go widziano

W oknie objętym girlandą różaną.

Była noc letnia; srebrzysty i blady

Księżyc wszedł w pełni; Kalilbad wpół senny

Czytał, jak zwykle, tom Szecherezady,

(Duszy to jego pokarm był codzienny)

W komnacie łuny miesięcznej kaskady

Biły, zmierzch tworząc przejrzysty, promienny...

Wstał wreszcie książę — i w oknie wsparł głowę

Śniąc światy duchów — cudne, księżycowe.

Wtem widzi — nisko, kędy złote piaski

Znaczą trzy ścieżki na rozstaj przecięte,

Zjawisko srebrne, jak księżyca blaski...

Kobieta — czy też widziadło zaklęte

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.