drukowana A5
11.83
Diabeł na wieży

Bezpłatny fragment - Diabeł na wieży


Objętość:
13 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0692-4

Która godzina?

Stara zapytanka

Każdy z nas wie mniej więcej o tym, że najpowabniejszym zakątkiem świata jest — lub bywał niestety — gród holenderski Vondervotteimittiss. Atoli ze względu, iż kęs przestrzeni, dzielący ów gród od wszystkich szerokich traktów, przyprawia go w położenie — rzec można — wyjątkowe, tedy zapewne garść jeno szczupła moich czytelników gród ów nawiedzić zdołała. Sądzę, iż wniknięcie w niektóre szczegóły onego przedmiotu nie będzie od rzeczy gwoli wynagrodzenia tych, którzy nie byli mocni wspomnianych odwiedzin popełnić. Jest to — doprawdy — tym niezbędniejsze, że, jeśli zamierzam dać rysopis dotkliwych przypadków, które ostatnimi właśnie czasy zwaliły się na terytorium rzeczonego grodu, czynię to w nadziei zwerbowania dla jego mieszkańców sympatii powszechnej. Nikt z tych, którzy mię znają, nie zwątpi, że do wypełnienia powziętego na się obowiązku przyłożę wszelkich, na jakie mię stać, uzdolnień, oraz tej bezstronności nieugiętej, tego sumiennego sprawdzenia faktów — tych wreszcie żmudnych a porównawczych zestawień autorytetów, które wymienić zawsze przystoi każdemu, ktokolwiek ubiega się o miano dziejopisa.

Pomoc łączna numizmatów, rękopisów i napisów upoważnia mię do twierdzenia stanowczego, że gród Vondervotteimittiss od czasu swego powstania zachował bez zmiany ten sam tryb istnienia, który jeszcze po dziś dzień oglądać można. Wszakże — co się tyczy roku owego powstania — przykro mi, iż mogę jeno rozważać go z nieskończenie małym błędem, błędem, do którego niekiedy uciekają się z musu matematycy dla nowych formuł algebraicznych. Rok ów, że pozwolę tu sobie użyć tego wyrażenia — ze względu na swą wybitną zamierzchłość — nie może się zawrzeć w liczbie mniejszej niż jakakolwiek, byle pochwyceniu dostępna.

W sprawie etymologii nazwy Vondervotteimittisu przyznaję się, nie bez bólu, do luki. Wśród natłoku zdań, dotyczących tej drażliwej okoliczności, część nader uczonych zasię, część wreszcie do za dość sprzecznych, żadne atoli, według moich postrzeżeń, nie może ujść za — wystarczające. Chyba pomysłowi Grogswigga, zbiegającemu się z pomysłem Kroutaplenttena, należy oddać pierwszeństwo z zastrzeżeniem. Pomysł ów tak się oto przedstawia: Vondervotteimittiss — Vonder lege Donder — Votteimittis, quasi und Bleitzitz — Bleitzitz, obsoletum pro Blitzen. Mówiąc rzetelnie, etymologię ową w dość znacznym stopniu potwierdzają te i owe poszlaki fluidu elektrycznego, dotąd jeszcze widzialne na wierzchole wieżycy ratuszowej. W każdym razie ani mi w głowie narażenie własnej osoby na śmieszność w sprawie do tyla poważnej, toteż upraszam ciekawego szczegółów czytelnika o udanie się do Oratiunculae de Rebus Praeter-Veteris Dundergutza. Patrz zarówno Bluderbuzzarda De derivationibus, od stronicy 27 do stronicy 5010, in folio, wydanie gotyckie, litery czerwone i czarne, z przenośnikami i bez numeracji alfabetowej — porównaj też we wspomnianym dziele własnoręczne uwagi na marginesach Stuffundpuffa z podkomentarzami Gruntundguzzella.

Pomimo mgły, spowijającej rok powstania Vondervotteimittissu oraz etymologię jego nazwy, nie można powątpiewać, iż — jakom już nadmienił powyżej — bywał on zawsze taki, jakim go obecnie oglądamy. Najstarszy grodu obywatel nie pamięta najmniejszej odmiany w wiadomej powłoce tej lub innej połaci swej ojczyzny i — zaiste — sam nawet dopust myśli o możliwości istnienia podobnych zakusów uważano by owdzie za policzek. Gród się znajdował w dolinie wzorowo okrągłej, której obwód wynosił mniej więcej ćwierć mili, a którą szczelnie otaczały wzgórza nadobne, mieszkańcy jednak nigdy nie zdobyli się na odwagę dotarcia do ich wierzchołków. Swe zachowanie się popierają doskonałym skądinąd uzasadnieniem, a mianowicie niewiarą w istnienie czegokolwiek po tamtej stronie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.