drukowana A5
14.48
Nad głębiami

Bezpłatny fragment - Nad głębiami


Objętość:
37 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0046-5

I (Zmiennego bytu falo ty ruchliwa...)

Zmiennego bytu falo ty ruchliwa!

Co nas unosisz po wszechświata toni,

Daremnie wzrok nasz zatem wszystkiem goni,

Co pod powierzchnią twoją się ukrywa;

Choć nam w błyskawic blasku się odsłoni

Głąb niezmierzona, ciemna i straszliwa...

Trudno nam dotrzeć spojrzeniami do niej

Przez pianę zjawisk, co po wierzchu pływa.

Próżno nad głębią schyleni, jej ciemnic

Obraz chwytamy, gdyż ruchliwa fala,

Zamiast odwiecznych istnienia tajemnic,

Własną twarz naszą ukazuje zdala,

I nasz widnokrąg cały się powleka

Rzuconem w wszechświat odbiciem człowieka.

II (Wieczne ciemności, bezdenne otchłanie...)

Wieczne ciemności! bezdenne otchłanie!

Co otaczacie tajemnicą życie,

Próżno was ciągle pytamy: milczycie,

Głuche na nasze skargi i wołanie.

Próżna ciekawość! próżne serca bicie!

Nikt odpowiedzi od was nie dostanie,

Chyba nam echo odrzuci pytanie,

Przywtórzy myśli, tkwiącej w piersiach skrycie.

I nieraz biedni za prawdę bierzemy

Ten głuchy oddźwięk własnej wyobraźni,

Sądząc, że słyszym tajny głos natury,

Lecz wszechświat stoi tak jak przedtem niemy,

I otchłań póty milczeniem nas drażni,

Póki nas w mrok swój nie wciągnie ponury.

III (Łudząca Maja otworzy ci oczy...)

Łudząca Maja otworzy ci oczy,

Migając widzeń różnobarwną tęczą,

Splotami wrażeń zmysłowych otoczy

I siecią złudzeń usidli pajęczą.

Widzisz tłum zjawisk, co się wkoło tłoczy,

Słyszysz melodye, co ci w uszach dźwięczą,

I śnisz sen smutny, chwilami uroczy,

W którym cię widma zagadkowe dręczą.

Ścigając próżno przynęty zwodnicze,

Co się wciąż z twojej usuwają dłoni,

Pragniesz rozpoznać więzy tajemnicze

I swej piastunki zakryte oblicze;

Lecz ledwie rękę wyciągnąłeś do niej,

Łudząca Maja oczy ci zasłoni.

IV (Jak ptaki, kiedy odlatywać poczną...)

Jak ptaki, kiedy odlatywać poczną,

Bez przerwy ciągną w dal przestrzeni siną,

I horyzontu granicę widoczną

Raz przekroczywszy, gdzieś bez śladu giną...

Tak pokolenia w nieskończoność mroczną

Nieprzerwanemi łańcuchami płyną,

Nie wiedząc nawet, skąd wyszły?... gdzie spoczną?...

Ani nad jaką wznoszą się krainą?

W chmurach i burzy, lub w blasku promieni,

Podległe skrytych instynktów wskazówce,

Lecą, badając wązki szlak przestrzeni,

Który im znaczą poprzedników hufce,

I tę przelotną grę świateł i cieni,

Jaką w swej krótkiej zobaczą wędrówce.

V (Gdy nas ciemności otaczają wszędzie...)

Gdy nas ciemności otaczają wszędzie,

W swej zacieśnionej zatrzymując sieci,

Wzrok nasz nie sięga za drogi krawędzie

I nie pytamy: co za nią? jak dzieci.

Lecz niech kto światło na drodze roznieci,

To choć wzrok szerszy widnokrąg posiędzie,

Dokoła miejsca, które blask oświeci,

Otchłań ciemności jeszcze większą będzie.

Wraz z blaskiem wiedzy zdobytej płomienia,

W miarę jak widzeń krąg się rozprzestrzenia,

Wciąż obszar mroków nieprzebytych rośnie...

I to, co dostrzedz możemy, jest niczem,

Przed tem nieznanem, skrytem, tajemniczem,

Co nam mrok wieczny zasłania zazdrośnie.

VI (Na falach swoich toczy słońc miliony...)

Na falach swoich toczy słońc miliony

Wieczny Ocean bez dna i wybrzeży,

Którego nawet goniec uskrzydlony

Przestrzeni, promień świetlany nie zmierzy;

Ani fantazyi młodej polot świeży,

Ani błysk myśli, na zwiady rzucony,

Do krańców jego nigdzie nie dobieży

I tajemniczej nie przedrze zasłony.

Nieskończoności łańcuch wyciągnięty,

Biegnąc przez mroczne przestrzeni odmęty,

Wśród bezbrzeżnego znika nam ogromu,

Niemocą myśli przedwcześnie ucięty.

A z drugiej strony ginie pokryjomu

Gdzieś w nieskończonej małości atomu.

VII (Rzucone w przestrzeń złotych gwiazd kagańce...)

Rzucone w przestrzeń złotych gwiazd kagańce,

Te wirujących światów zbiorowiska,

Skupione bytów chwilowych ogniska,

Ten cały ogrom, za którego krańce

Nie możem sięgnąć przygodni mieszkańce,

Z nieskończoności toni bez nazwiska

Wzniósł się podobny wirującej bańce,

Która na fali tęczuje i pryska.

Niesie go z sobą ta nieznana fala,

Co poza bytem będąc, byt okala,

I wszystko z łona swego wyprowadza,

I nowe słońca w przestrzeniach zapala,

Gdy nią poruszy kierująca władza,

Co byt na głębiach nicestwa osadza.

VIII (Noc, noc wieczysta, głuszą przedbytową...)

Noc, noc wieczysta, głuszą przedbytową

Otacza kręgi drgające istnienia,

Noc i pierwotny eter bez skupienia,

Bez związku z światów fizyczną budową,

Swą jednolitą nicość rozprzestrzenia,

Z której dopiero falę światów nową,

Wirami mgławic skłębionych pierścienia,

W przyszłości twórcze wyprowadzi słowo.

Noc, noc wieczysta! W jej bezwładnej czczości,

Żaden istnienia odblask nie zagości;

Nic się nie zmienia, nie drga, nie posuwa

I nic nie mierzy tej pustej wieczności,

Tylko Duch świata bezustannie czuwa

I przyszłych istnień z siebie nić wysnuwa.

IX (Nieśmiertelności nie poszukuj w próchnie...)

Nieśmiertelności nie poszukuj w próchnie,

Albo w czynnikach, co się wnet rozprzęgną;

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.