drukowana A5
18.78
Antymonachomachia

Bezpłatny fragment - Antymonachomachia


Objętość:
76 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0403-6

Pieśń I

I

 Często pozory łudzą słabe oczy,

Zwłaszcza, gdy staną na widok gromadnie;

Często i malarz, w dziele zbyt ochoczy,

Zmyli się, obraz chcąc wydać dokładnie;

I w kunszcie nieraz rzemieślnik wykroczy,

Kiedy się w złoto szych podły zakradnie;

Nie traci przeto kruszec swej korzyści,

Szych pełznie w ogniu, a złoto się czyści.

II

 Jędzo niezgody! Twoje to są sztuki:

Ty, co się w dziełach zjadliwych objawiasz,

Mieszasz się w kunszta, mieszasz i w nauki,

Słodycze żółcią mieszasz i zaprawiasz,

Wkładasz obmierzłe jarzmo twej przynuki,

A gdy się tylko niesnaski zabawiasz,

Nie dość dla ciebie państw, narodów klęski,

W cienie zakonne rzucasz grot zwycięski.

III

 Twój to kunszt zdradny, żeś zacisze święte

Nowym podejściem mieszać zamyślała.

Jużeś poczęła dzieło przedsięwzięte,

Jużeś na poły z twych sztuk korzystała —

Niebo, sług swoich niewinnością tknięte,

Nie dopuściło, byś tryumfowała.

Opowiem, jakeś padła z piekłów łona,

Opowiem, jakeś była zwyciężona.

IV

 Nie podła gnuśność rządziła klasztorem,

Gdzie się te sceny wydały tragiczne.

Klasztor był cnoty zawołanym wzorem,

Klasztor, obfity w dzieła heroiczne,

Klasztor, od wieków wsławiony wyborem,

Budował wszystkie miejsca okoliczne.

Dzielny przykładzie! Ach, któż cię wychwali!

Tyś tarczą twoich, co ciebie dawali.

V

 Święte więzienia miłość cnoty wzniosła,

Niewinność twierdzą otoczyła wieczną,

Żarliwość z świeckiej marności uniosła,

Pokora skryciem czyniła bezpieczną,

Przykładność dzielna w ich cieniu urosła,

Wiara obronę znalazła waleczną.

Ukryte światło stanęło na korcuW nauczycielu świętym cudotworcu.

VI

 W takim schronieniu lepszy, niż wiek złoty,

Trawiły prawe dla Boga ofiary

W straży ubóstwa, posłuszeństwa, cnoty,

W zaszczycie pewnej nadziei i wiary,

W czułych zapędach żarliwej ochoty,

A niebieskimi obdarzona daryMiłość, rękojmia cnoty i załoga,

Słodziła prace dla bliźnich i Boga.

VII

 Te Jędza przerwać zabawy gdy chciała,

Zbliża się, kędy w głębokim ukryciu

Księga zakonnej wojny zostawała,

Płód żartobliwy... Chcąc ją mieć w użyciu,

Tyle przewrotnych kunsztów używała,

Że wpadł w jej ręce — a, w klasztornym życiu

Chcąc wzniecić pożar, raduje się zjadła,Że dzieło przyszłej niezgody wykradła.

VIII

 Wzbiła się wgórę a, jak jabłko owe,

Co poróżniło i ludzie, i bogi,

Niesie płód żartów; gmachy klasztoroweSkoro zoczyła, wydała krzyk srogi,

Cieszy się, widząc klęsk przyszłą osnowę.

Forty warownej już przebyła progi

A myśląc, wściekła, o przyszłym pożarze,

Przebiega szybkim krokiem kurytarze.

IX

 Staje przed drzwiami mieszkania doktora,

Pewna, że starzec rozkosznie spoczywa;

Omyliła się: najpierwszy z klasztoraDo służby Bożej śpieszy i przybywa.

W chórze północna trzymała go pora,

W chórze wraz z bracią chwały Boże śpiewa.

Wielka rzecz — z zasług być od prawa wolnym.

Większa — z zasługą być prawu powolnym!

X

 Weszła — a widząc i sprzęty, i łoże,

Jęknęła z złości, czując baśnie płonne:

Zamiast kotary wytarte rogoże,

Wszędzie ubóstwo zastała zakonne.

Ksiąg mnóstwo, których zrachować nie może,

Ledwo objęły pokoje przestronne;

Sprzęt godny mędrca, godny zakonnika,

Jadem ją nowym żarzy i przenika.

XI

 Rzuciła pismo — a, zawywszy wściekła,

Powróciła się do swego łożyska;

Z nią zazdrość zjadła i zemsta przewlekła,

Fanatyzm, straszny z daleka i z bliska.

Wpadły, skąd wyszły, jędze w otchłań piekła,

Wpadły w zwyczajne sobie stanowiska;

Tam z źródła jady na nowo czerpały,

Aby tym dzielniej truły, zarażały.

XII

 Wrócił się doktor, a gdy pismo czyta,

Rozśmiał się: taka zemsta wielkiej duszy.

Trwoga występnym tylko przyzwoita,

Kto się złym czuje, tego zarzut wzruszy;

Cienia się swego boi hipokryta,

Gdy go wewnętrzne przeświadczenie głuszy;

Ubezpieczona w niewinności swojej,

Prawdziwa cnota krytyk się nie boi.

XIII

 Tak brzeżna skała, gdy niebo się chmurzy,

I groźne coraz zbliżają obłoki,

Wzrusza się morze, grzmi chmura wśrzód burzy,

A choć uderza bałwan w brzeg wysoki,

Chociaż się w fluktach zapienionych nurzy,

Chociaż szturm srogi rwie twarde opoki,

Trwa niewzruszona: pełzną wiatry chyże,

A bałwan hardy piasek pod nią liże.

XIV

 Wchodzi Honorat, a pismo podane

Z rąk od doktora kiedy czytać bierze,

Na pierwszą strofę znać po nim odmianę:

Miesza się, płoni, blednieje w cholerze,

Karty nie skończył, już rzuca o ścianę.

Chce drzeć, lecz doktor hamuje w tej mierze.

Sroży się starzec, dziki i surowy,

Tymi na koniec obwieszcza gniew słowy:

XV

 „Tać to nam korzyść za tyle podjętych

Prac, trudów! Takie wdzięczności zadatki!

Targa się śmiałość na mądrych i świętych,

Wyszydza zjadła i ojce i matki,

A, niekontenta z bluźnierstw przedsięwziętych,

Hańbi różaniec. Jeżeli ostatkiW nas jeszcze cnoty żarliwej zostały,

Niechaj jej dozna bluźnierca zuchwały!

XVI

 „Heretyk sprośny, Turczyn, jansenista,

Ateusz, piekła zarażony jadem,

Oszczerca, z cudzych defektów korzysta,

Godzien największej być kary przykładem;

Niechaj go hańba ogarnie wieczysta

I wszystkich, którzy tym będą iść śladem!

Niech go...” Dech ustał ojcu żarliwemu;

Wtem tak się doktor odezwał ku niemu:

XVII

 „Złorzeczyć, nie wiem, jeżeli przystoi

Tym, którzy tylko winni błogosławić;

Jad bardziej ranę rozjątrza, niż goi —

Na cóż się próżnym narzekaniem bawić?

Nie z zemsty pozna Bóg, którzy są swoi:

Jeśli należy, Jemu ją zostawić,

A choć nas boleść najsrożej dotyka,

Cierpieć, a milczeć — podział zakonnika.

XVIII

 „Ten, który swoim naśladowcom wiernym

Za złe stokrotnie dobrem kazał płacić,

Potrafi ulżyć troskom, choć niezmiernym,

Potrafi oddać, co możem utracić.

Zyskiem się zemsty nie zmożem mizernym,

Cierpliwość lepiej nas zdoła zbogacić.

Darujmy!” Uciekł Honorat i mruczał,

A doktor westchnął, który go nauczał.

XIX

 Mógł był ukarać, ile przełożony,

Ale, że starszy, nie spieszył się z karą.

Starzec był laty i pracą zwątlony,

A, zwykłą wieku swemu tchnąc przywarą,

Nadto był w zdaniu swoim uprzedzony,

Gdy kładł zakonność w równej szali z wiarą.

Choć zdrożność widział, ale, że przy cnocie,

Przebaczył doktor żarliwej prostocie.

Pieśń II

XX

 Jak chmura, co grom po polach roznosi,

Obiegł Honorat wszystkie kurytarze,

Wszędzie wiadomość nieszczęśliwą głosi,

Wszędzie o wszczętym znać daje pożarze.

O zemstę wszystkich nalega i prosi,

Niechaj to dzieło i autora skarze.

,,Kupcie się — woła — ku wspólnej odsieczy!

Kupcie się, bronić pospolitej rzeczy!”

XXI

 Na taki odgłos, jak piorunem tknięte,

Tłumy się braci ze wszystkich stron spieszą,

Rzucają prace i zabawy święte,

A, coraz większą gromadząc się rzeszą,

Tam idą, kędy żale rozpoczęte

Wynurzał starzec: wzmagają i cieszą.

Próżne starania! Honorat się trwoży,

Im bardziej miękczą, tym zjadlej się sroży.

XXII

 Tak łań po puszczach dzikich obłąkana

Z płodem, którego pilnie dotąd strzegła,

Nagłym łoskotem myśliwców zmieszana,

Z miejsc się porywa, na których obiegła;

Próżno ucieka, wkoło opasana,

Unosząc życie, choć płodu odbiegła,

Chociaż rąk uszła i buja po lesie,

Tkwi grot śmiertelny, który z sobą niesie.

XXIII

 Wrzask, krzyk, hałasy: i prośbą, i wsporem

Nie da się starzec ubłagać rozjadły,

Niezbytym punktu ujęty honorem.

Gdzież się zdrożności nasze nie zakradły?

Pędzi, księgarni drzwi zastał otworem,

Tam wpadł, strwożeni bracia tam z nim wpadli.

Jednym zamachem starzec nieużyty

Wywrócił cztery ksiąg pełne pulpity.

XXIV

 O ty, wszech rzeczy płodnej rodzicielki

Dzielny tłumaczu, i w lewą i w prawą,

Którego wielbić musi człowiek wszelki,

Ty, coś jest świata nauką, zabawą,

Perło pisarzów, o Albercie Wielki,

Coś tajemnice objawiał tak żwawo,

Uczczenia godny, nieuszanowany, —

Spadłeś pod szafę z twoimi kompany!

XXV

 Wielki Tostacie! Ty, coś znamienicie

Pisał o wszystkim, o czym pisać można,

Nie osiedziałeś się na twym pulpicie,

Złość cię zrzuciła, ale złość pobożna;

Poznał cię starzec, zapłakał obficie,

Twym spadkiem myśl się powiększyła trwożna.

A gdy się coraz wzmaga i rozżarza,

Tak z płaczem mówił do bibliotekarza:

XXVI

 „Nie tylko ludziom i księgom uwłacza

Bezbożnik, co się uwziął na zakony.

Co winien Tostat, że mu nie przebacza?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.