drukowana A5
13.5
Sonety

Bezpłatny fragment - Sonety

Objętość:
28 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0035-9

An Frau Caroline Pichler

Im tiefen Nord, in weit entlegener Ferne

Wollte ich Blumen mir zum Kranze pflücken,

Die späth im Herbst den rauhen Fels noch schmücken,

Wann matt die Sonne glüht, und matter noch die Sterne!

Wenn ich’s vermöchte, schwach nur auszudrücken,

Was in mir lebt; ich thät’ es ia so gerne; — —

Im Blumenduft, im Glanz der ew’gen Sterne

Glaubt’ ich den Wiederschein des Innern zu erblicken!

In einer fremden Sprache hab ich jezt gesungen,

Doch, Lieder sind mit Tönen zu vergleichen,

Die aus dem Schosse der Natur erklungen;

Verschmähen wirst du nicht dies schwache Zeichen,

Der Dankbarkeit, für jene wen’gen Stunden,

Die mir so schön bei Dir dahin geschwunden!

Skwarżawa, 5. September 1827

Wstęp

Jakże mrozno i zimno — wiatr iuż sniegiem pruszy;

Hola służalce! — Ach, nikt mnie nie słucha! — —

Otwórżcie wrota; — ciągnie zawierżucha! —

No coż tam? prędzéy — nikt się z was nie ruszy?

Niech ciepły ogień me szaty obsuszy! —

Zamknieycie okna — wiatr szparami dmucha; —

Niechay z kominka iasny płomnień bucha,

Krew zamrożoną, w mych żyłach poruszy! — —

Która godzina? — Biło w pół do trzeci — —

Jakiż czas gnusny! — — Czy to snieg się bieli? —

Mrok padł! — niech lampę któren zwas zaswieci! —

Chłopcze! day lutnię! — ta nas rozweseli,

Ta smutne chwile gdy z nami podzieli

Z spiewem i dzwiękiem prędzey czas przeleci!

Ranek

And if I laugh it is not to weep!

Byron.

Ledwie gasnący zdmuchnąłem kaganek,

Aż iuż na wschodzie, blady dzień zaświtał;

Rzuciwszy łoże, wybiegłem na ganek,

Bym pierwszy promyk wiosienny przywitał;

Ponury i dzdzysty, owionął mnie ranek,

Swiat w mgłach zakryty, mą duszę zasmucił;

Szczyty gór ciemny chmur otoczył wianek;

A wtym skowrónek, w obłokach zanucił!

Ty spiewasz! a ia mam zamykać tak skrycie,

I żal i tęsknotę, co me serce sciska? — —

I dla mnie dopiero zaswitało życie;

Odkąd w twe oczy zayrzałem tak z bliska! — —

Ja z wami się bawię, ia się z wami smieię,

Pozwolcie! wtych spiewkach, niechay łzę wyleię! —

Życie

Ah ici bas la douleur a la douleur s’enchaine,Le jour succede au jour et la peine a la peine.

Lamartine.

I czemu płakać gdy szczęście odpływa?

Łza w chybkiem pędzie wstrzymać go nie zdoła;

Rzuć tylko okiem z roszonym do koła:

Szczęście, na bezdnie grobu spoczywa. — —

Czas na swych skrzydłach i młodość porywa;

Połysk łudzący szczęścia się rozpłynął;

A gdy się groźno, świat oczóm rozwinął,

Naytkliwsze serca potargał ogniwa! —

Wszak życie nasze ma szczęścia nie wiele;

I łzy przelane, głuche roszą głazy,

Marą, są szczęścia łudzące obrazy;

Lecz ból i smutek dostawszy w udziele,

Czemuż nad iednym, ronić łzy cierpieniem,

Gdy całe życie iest tylko westchnieniem?

Ucieczka

. . . . . . . . . The sky is clouded GaspardAnd the vex’d ocean sleeps a troubled sleepBeneath a lurid gleam of parting sunschine!

Albion a Poem.

Wróćmy do domu! patrz, niebo się chmurzy;

Słyszysz iuż grzmoty głuche z daleka? — —

A łyska trwożna, od brzegów ucieka,

I bliskiey burzy, przyiście nam wróży!

Uchodźmy szypko, póki cisza służy,

Niech lekki wiater wzdyma nasze zagle;

Bo kiedy burza, powstanie nagle,

Pewnie, w iezioro nasze łódź zanurzy!

Lecz bystrém okiem spoyrzy y w te oddale?

Ktoś, na nadbrzeżnéy spoczywa tam skale;

Pewnie to matka, matka ukochana!

Sama, iuż wpoźnéy nocy na nas czeka,

Patrzy, czy łódka przed burzą ucieka,

Łzami troskliwéy miłości zalana!

Burza

But list! a low and moaning sound

At distance heard, like a spirit’s song,

And now it reigns above, around,

As if it call’d the ship along!

Wilson.

Czarny obłok niebo kryie,

Jak gorąco, głucho wszędzie,

Burza w strasznym leci pędzie,

Wiatr spod chmury tylko wyie!

Grom za gromém, z dala biie,

Tam, gdzie drzewa stoią w rzędzie,

Burza w strasznym leci pędzie,

Fala o nadbrzeże biie!

Straszny grzmot iéy przyiście głosi,

Wod, obłoki, zdroie leią,

Twarde opoki się chwieią;

Ziemia zadrzała w swéy osi! — —

Czyż tylko człowiek ieden w niepokoiu?

Nie, i natura sama z sobą w boiu!

Grób

All’ombra de’ cipressi e dentro l’urneConfortate di pianto, o forse il sonnoDella morte men duro? . . . . . . . . . . .

Ugo Foscolo.

Po ciężkich burżach, głos nas smiérci wzywa;

Wszak tylko bolem życia przeciąg cały!

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.