E-book
16.38
drukowana A5
28.43
Więzień Strachu Tom 1

Bezpłatny fragment - Więzień Strachu Tom 1

Objętość:
150 str.
ISBN:
978-83-8155-494-7
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 28.43

Rozdział 1

Był letni mglisty poranek. Michał nie spał od godziny trzeciej. Do chwili obecnej siedział na łóżku przylepiony do nowego bestselera. Czytał na tyle długo, że zapomniał o płynącym czasie oraz spotkaniu z kobietą, którą poznał przez internet.

Około godziny ósmej dopiero wstał do toalety. Po załatwieniu potrzeby wrócił i spojrzał na zegarek ścienny. Wtedy oprzytomniał. Odłożył książkę i wszedł rześko do kuchni. Następnie otworzył lodówkę.

Michał miał lat dwadzieścia dwa. Krótkie kręcone pawie włosy oraz zmysłowe niebieskie oczy mówiły o nim wszystko i nic.

Patrząc w lodówkę nie miał zbyt dużego wyboru. Mleko, ser żółty, ketchup lub parówki. Przypomniał sobie, że wczoraj była niedziela.

Wyjął parówki i mleko, które nalał do różowego kubka z żółtym kwiatkiem. Zjadł.

Po posiłku ubrał się, zabrał portfel i wyszedł.

Sklep spożywczy miał tuż za rogiem swojego mieszkania. Wszedł do niego i zaczął zakupy.

— Witam Michał- Odezwała się sprzedawczyni- Co dzisiaj kupujesz?

— Dzień dobry. Poproszę jajka, masło, chleb ciemny, jakąś wędlinę, majonez, mleko i parówki.

— Spotkanie rodzinne?

— Nie. Zwyczajnie braki w lodówce- Sprzedawczyni wyłożyła na stół masło, jajka oraz wędlinę Sopocką.

— Dawno nikt u Pana nie był. Racja?

— Prawda. Rodzina olewa mnie zimnym. Coś ich ugryzło. Wie Pani jak to jest być zdanym na samego siebie? — Teraz na stół położone zostały parówki, mleko i majonez.

— Chleb jak zwykle?

— Tak- Potwierdził Michał.

— Niestety wiem. Mąż umarł w sobotę.

— Kondolencje.

— I tak nic nie robił- Sprzedawczyni nabijała już ceny- Kawał lenia i drania. Nawet majątku nie zostawił.

— A to skąpiec.

— No nie? Za życia wydawał a po śmierci pieniądze na cele dobroczynne oddał. Kto by się spodziewał?

— Kartą.

— Ale życie różne figle płata- Michał zapłacił.

— Racja. Nie ma co, będę leciał. Porozmawiamy następnym razem. Do zobaczenia.

— Do widzenia.

Michał powrócił do mieszkania. Schował żywność i odebrał wiadomość od Mileny. Pytała co ze spotkaniem.

Michał wybrał numer kierunkowy i zadzwonił lecz nie odbierała. Po chwili dostał kolejnego SMS-a. Nie mogła teraz rozmawiać.

Michał odpisał, że zgodnie z umową spotykają się o dwunastej w restauracji Aloha.

Nie dostał informacji zwrotnej.

Poszedł do pokoju i otworzył szafę. Potem zaczął szukać garnituru, ale za żadną cenę nie mógł go odnaleźć. W końcu zdecydował się ubrać na galowo. Jednak również nie mógł odszukać białej bluzy z krawatem. Pamiętał, że po wyprasowaniu odkładał ją na miejsce.

Michał zdecydował, że poszuka w komodzie. Tu ta sama historia. Ubrania jak nie było tak i nie ma.

Podirytowany przejrzał raz jeszcze komodę i szafę w pokoju, a następnie drugą szafę na przedpokoju. Ku jego uspokojeniu znalazł spodnie od garnituru. Odłożył je na bok i przemeblował całą szafę.

Odnalazł!

Górna część była fakt faktem bardziej pognieciona lecz to nie miało znaczenia w tej chwili.

Michał zobaczył na zegarek. Dochodziła jedenasta. Nie miał czasu na prasowanie. Musiał znaleźć się przed początkiem spotkania w restauracji oddalonej o kilka ulic. Nienawidził się spóźniać.

Ubrał się, zabrał kluczyki od samochodu, jego poczciwego siedmioletniego fiata i wyszedł z domu zostawiając otwartą oraz rozbebeszoną szafę.

Zanim Michał znalazł miejsce na płatnym parkingu minęło pół godziny. Do restauracji wszedł za trzy dwunasta. Przy jednym ze stolików czekała już młoda rudowłosa kobieta o zielonych jak wiosenne listki oczach. Podobna osoba miała się zjawić o dwunastej.

Michał przekonany, że przy dwuosobowym stoliku siedzi ta jedyna podszedł do niej.

— Dobrego popołudnia- Powiedział będąc przy stoliku.

— Witam- Odezwała się kobieta.

— Czeka Pani na kogoś?

— Oficjalnie? Tak. Mam się spotkać o dwunastej z miłym facetem.

— Ten „miły facet” to ja. Jestem Michał Krępa. Ty to pewnie Milena…

— Zarębska. Zgadza się.

— Przepraszam za lekkie spóźnienie. Nie mogłem odnaleźć garnituru.

— Jest za minutę dwunasta.

— Po prostu chciałem być wcześniej- Michał uśmiechnął się. Milena odwzajemniła uśmiech.

— Co zamawiamy?

— To co chcesz. Ja wybieram napój. Będzie to… Co powiesz na lampkę czerwonego wina?

— Wiesz jak podejść Kobietę- Zauważyła Milena.

— Czyli kelner.

— Najpierw ja… Krewetki? A potem może… Tuńczyk w sosie Włoskim z młodymi ziemniaczkami?

— Twój wybór. Kelner!

Do stolika podszedł kelner ubrany w biały fartuch.

— Co Państwo zamawiają? — Spytał z uprzejmością.

— Poprosimy czerwone wino z roku dwutysięcznego, krewetki i tuńczyka w sosie Włoskim z młodymi ziemniaczkami- Poinformował Michał.

— Może zechcą Państwo jeszcze danie szefa kuchni? Dzisiaj podajemy makrelę z pieca w chrupiącej panierce.

— Podziękujemy- Odrzekł Michał.

— W takim razie danie będzie gotowe za dwadzieścia siedem minut.

Kelner odszedł.

— Opowiedz mi trochę o sobie- Zaproponowała Milena.

— Od czego zacząć? — Spytał retorycznie Michał, ale szybko załapał trop- Lubię czytać książki kryminalne, nie toleruję papierosów zaś alkohol piję okazjonalnie. Moje zainteresowania to fotografia krajobrazowa, szybkie samochody i sprawdzanie snów. Zdjęcia robię tylko na wycieczkach, których w ostatnim czasie miałem mało. Jest to mój dodatkowy zarobek. Sny… O nich mogę dużo powiedzieć. Lubię disco polo, piłkę ręczną oraz czerwone wino. Je po prostu kocham. Nie jest ono na pierwszym miejscu mojej listy. Znajduje się dopiero na trzecim. Drugie miejsce zajmują naleśniki z serem i polewą czekoladową. Jeżdżę fiatem.

— Nie wspomniałeś o pierwszym miejscu Twojej listy. Czemu?

— Jest ono zajęte dla specjalnej osoby. Kogoś kto będzie przy mnie na zawsze… A ty co lubisz, a czego nie cierpisz?

— Zacznę od zainteresowań bowiem znam się dobrze na kosmetykach. Wiem jak zrobić domowej roboty maseczkę odmładzającą, jaki balsam do ciała używać i tym podobne.

— Papierosy? Alkohol?

— Nie palę i nie przepadam za środkami typu piwo, wino lub whisky. Lubię książki z literatury fantastycznej. Moimi ulubionymi potrawami są spaghetti w sosie bolońskim oraz tuńczyk w sosie włoskim. Jaki masz stosunek o homoseksualistach?

— Nie mam wyrobionego zdania. Są mi obojętni jak cały świat. Nie pomagają, nie potrzebują pomocy. Nic nie wnoszą do życia.

— Ja ich toleruję. Uczono mnie od młodości, że każdego trzeba tolerować. Nie myl z lubieniem lum kochaniem. To są trzy różne rzeczy. Tolerancja to dawanie szacunku drugiej osobie nawet jeśli nie potrafimy pogodzić się z jej poglądami.

— To wiem. Masz jakieś marzenia?

— Wyprowadzka od mamy… Założenie rodziny… Jest tego trochę. A Ty?

— Mieć kochającą się rodzinę. Zaś służbowo salon z samochodami.

Właśnie w tym momencie kelner przyniósł na tacy krewetki oraz tuńczyka. Kelnerka w podobnym stroju rozłożyła lampki, serwetki i rozlała wino, które położyła na stoliku. Następnie oddaliła się. Kelner jeszcze podał sztućce.

W zestawie był widelec, nóż i pałeczki.

Kelner oddalił się.

— Co powiesz na toast? — Spytał z uśmiechem Michał- Za wspólną przyszłość.

— Za przyszłość.

— Podnieśli lampki z winem, lekko stuknęli i upili trochę.

Milena wzięła pałeczki i zabrała się ze spokojem za krewetki. Michał zrobił to mniej pewnie lecz po pierwszym kęsie poczuł smak.

Krewetki były miękkie, tłuste, ale nie tak aby oliwa ściekała po nich. Równocześnie miały chrupką i delikatną powierzchnię. Smakiem przypominały… Coś czego Michał jeszcze nie znał.

Zostawił po chwili krewetki aby wziąć łyk wina i rozpoczął kolejną rozmowę:

— Skoro planujesz wyprowadzić się od mamy to po moim powrocie z nowej pracy możesz śmiało się do mnie przeprowadzić.

— Nie znamy się zbyt dobrze. Myślisz, że to dobry pomysł? Najpierw chcę aby moja mama poznała Ciebie i zdecydowała. Wiem, że to trochę dziecinne, ale w końcu to ona mnie wychowywała po śmierci ojca.

— Rozumiem.

— A jako kto masz pracować?

— Mam zwiedzać różne kraje w nowej maszynie wirtualnej. Dostanę za to prawie pięć razy tyle co obecnie na sprzedawaniu warzyw.

— Ile dokładnie?

— Mowa jest o kwocie ponad dwanaście tysięcy złotych.

— Spora ilość. Ja zarabiam trzy tysiące brutto za doradztwo osobom prywatnym i firmom potrzebującym obliczenia kosztów zysku oraz możliwych strat na giełdach internetowych.

— Nie mniej jednak chcę się przeprowadzić z małej klitki.

Michał chwycił za widelec oraz nóż i zaczął powoli jeść tuńczyka.

Milena napiła się wina i wytarła usta oraz ręce.

— Nie jesz? — Zdziwił się Michał

— Najadłam się. Wybaczysz na chwilę? Pójdę do toalety.

— Jasne.

Milena wstała i odeszła od stolika. Michał siedział i dokończył posiłek.

Kiedy wróciła właśnie wycierał usta.

— Wiesz która godzina? — Spytała Milena.

Michał spojrzał na zegarek w telefonie.

— Jest piętnasta siedem. Jakaś pilna sprawa? Wyglądasz na zaniepokojoną.

— Muszę już iść. Na szesnastą mam umówionego lekarza. Z mamą jest nie najlepiej.

— W takim razie zdzwonimy się.

— Pewnie. Cześć.

Milena wyszła z restauracji. Michał poprosił o rachunek. Zapłacił i również opuścił lokal.

Wsiadł do samochodu i przez kilka minut zastanawiał się co by było gdyby…

Szybko odegnał te myśli przypominając sobie, że jest po alkoholu. Postanowił zajechać tylko do domu i pozostawić samochód na parkingu.

Zanim ruszył zauważył, że przyjemnie rozmawiało się z Mileną i takich spotkań mogłoby być więcej.

W końcu wyjechał z parkingu. Uważał, by nie popełnić błędu. Nie planował tego dnia spotkać się dokument w dokument z policją.

Pech chciał inaczej.

Na ostatnim skrzyżowaniu prowadzącym prosto do domu przejechał na czerwonym świetle. Nic by się nie stało gdyby w jego bok nie wpakował się czerwony ford.

Sprawa musiała pójść dalej.

Po dwunastu minutach pojawił się oznakowany radiowóz policyjny. Kara musiała zostać poniesiona.

Do samochodu Michała podszedł policjant. Poprosił o dokumenty i nakazał opuszczenie pojazdu.

Michał grzecznie wysiadł.

Rozdział 2

— Proszę dmuchnąć- Poprosił policjant- Alkomat prawdę nam powie- Michał dmuchnął- Widzę, że piło się trochę. Chłopie zero cztery promila we krwi. Wina leży to Pana stronie.

— Wiem Panie policjancie. Wracam z randki. Pierwsze spotkanie z kobietą.

— Niech Pan uważa. Samochód zabierze laweta Zaś Ty chłopie dostaniesz mandat i upomnienie na papierze. Módl się tylko aby drugi kierowca nie wniósł sprawy do sądu.

— Myślę, że nie będzie tak źle. Jeśli mogę spytać. W jakiej wysokości mandat?

— Trzysta złotych i pięć punktów karnych. Zanim zadasz kolejne pytanie chcę aby Pan wiedział, że samochód trafiana na parking policyjny. Chyba, że wyłożysz sto złotych. W takiej sytuacji trafi do mechanika na Piwnej.

— Może być w drobnych? Nie mam w papierku.

— Może. Zapłaci Pan kiedy będą zabierać samochód.

— Możemy przejść dalej?

Policjant wypisał mandat, upomnienie i dał je Michałowi, który nie był zadowolony.

— To wszystko z mojej strony- Powiedział policjant ze Śliskim uśmiechem- Do widzenia.

Michał czekał na lawetę dobre dwadzieścia minut. Myślał, że mija wieczność.

Kiedy zapłacił i laweta odjechała na pieszo wrócił do domu.

Przed blokiem przystanął na kilka minut. Musiał ochłonąć zanim wejdzie do klatki.

Jednak minuty przedłużyły się. Stał bezczynnie. Zatrzymany niczym w stop klatce. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić.

Zachodziło słońce i wreszcie Michał otworzył drzwi od klatki schodowej. Zanim ruszył do mieszkania przypomniał sobie dzisiejszy dzień. Spotkanie z Mileną. Pierwsze udane od trzech lat?

Michał nie pamiętał już ile lat temu próbował zdobyć swoją miłość. Zapomniał nawet nazwiska. Imię? Po co miał rozpamiętywać dawne czasy. Postanowił po rok temu, że nie będzie rozdrapywał starych ran.

W domu panował nieład. Szafa stała otwarta z wyrzuconymi ciuchami.

Michał z niechęcią zaczął sprzątać. Mijały minuty. Nie wiedząc ile czasu stracił na uporządkowanie szafy musiał przyznać przed sobą, że lepiej jest raz na tydzień sprawdzać co gdzie się ma.

Wchodząc do swojego pokoju Michał znowu zobaczył bałagan. Ciuchy leżały na podłodze, krześle, biurku oraz łóżku.

Nie mając siły Michał zrzucił je na jedną kupkę, a następnie poszedł do łazienki. Tam umył się dokładnie i wychodząc zahaczył toaletę.

Kiedy wrócił do pokoju usiadł na łóżku z nogami na krzyż, ręce ułożył wygodnie na nogach, wyprostował się starając odprężyć ciało i umysł.

W pewnej chwili znalazł się poza swoim ciałem.

Próbował to osiągnąć wiele razy lecz nigdy mu się to nie udawało.

Obracając się widział jak bierze głębokie oddechy. Co więcej, on to czuł.

Dotknął swoich włosów. Były delikatne i puszyste. Następnie wyjrzał przez okno.

Przy tym ruchu o mały włos nie wypadł. Poczuł powiem ciepła zmieszany z falą ciemności.

Czuł jak to uczucie narasta.

Nie był to jednak zwykły dobowy mrok. To coś czuł w sercu.

Szybko usiadł w pozycji z jakiej opuścił ciało. Nic to jednak nie dało. Drugą próbą powrócenia do siebie były płytkie oddechy.

Zrobiło to tyle co nic.

Michał nadal odczuwał jak coś ciemnego grzeje miejsce w jego sercu.

Trzecią próbą jaką postanowił była wyobraźnia. Spróbował tej techniki. Starał się odczuć jak siedzi we własnym ciele.

Po kilku minutach dało to efekt nagłych płytkich wdechów i otworzenia oczu.

Poczucie ciemności zaczęło oddalać się szybkim tempem.

Teraz Michał ukląkł, złożył ręce i zaczął odmawiać zdrowaśki.

Po modlitwie poszedł do lustra w łazience. Chciał się przekonać czy na pewno wrócił do swojego ciała. Wszystko wskazywało jedno. Znalazł się z powrotem.

Położył się spać z dręczącym go pytaniem: Jak udało mu się wyjść z ciała?

Zasnął.

„Wszystko nie jest proste. Łatwe i trudne to złudzenie. Jest tylko jedna ścieżka. Droga plątaniny, prób oraz błędów. Nie ma wyborów. Wszystko jest niczym zaś nic wszystkim. Światem rządzi szatan”… — Z tymi słowami Michał obudził się. Nie myślał nad nimi długo. Nie obchodziło go co oznaczają. Chciał wiedzieć jedno.

Jak wyszedł z ciała?

Zrobił śniadanie, zjadł i wyszedł. Na zegarze wybijała dopiero szósta. Słońce zaczynało dopiero swój kurs po niebie.

Michał zaszedł do bankomatu i wypłacił sto złotych. Potem udał się do księgarni ksiąg zakazanych.

Dotarł tam na ósmą siedemnaście.

Księgarnia ksiąg zakazanych mieściła się na drugim końcu miasta. Autobusy jeździły tylko z przesiadkami.

Na miejscu Michał wszedł niepewnie do księgarni i zaczął się dopiero zastanawiać co potrzebuje. Szybko poprosił o pomoc księgarza.

Szybko w przekonaniu Michała oznaczało kilkunastominutowe gapienie się na jedną półkę.

— Przepraszam, szukam czegoś o wychodzeniu z ciała- Zaczął Michał.

— Jaki autor? Rok Wydania? — Dopytał Księgarz i pośpieszył z wyjaśnieniem- Mamy tu kilku autorów. Lata wydania od tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego pierwszego.

— Chodzi mi o coś dobrego w przeciętnej cenie.

— Cena jakość… — Księgarz zamyślił się- Za czterdzieści mam w ofercie Mikołaj Rej „Ciało i Dusza, czyli wszystko o ludzkich możliwościach”.

— A coś co nauczy i wyjaśni?

— „Podręcznik Duszy” Adama Nowaka i „Dusza w Ciele” Roberta Nikołaja.

— Po ile te dwie książki?

— Siedemdziesiąt dwa złote. Obie w twardej oprawie. Za piętnaście dodam kartę z kodem do trzygodzinnej, relaksującej, działającej na kreatywność oraz uspokajającej muzyki.

— Zostanę przy książkach.

— Płatność gotówką, czy kartą?

— Gotówka.

— Proszę poczekać przy kasie. Zaraz podejdę- Poinformował Księgarz.

Michał podszedł do kasy i dosłownie dwie minuty później odebrał książki.

Teraz podszedł na przystanek i wsiadł w autobus do centrum. Tam czekał siedem minut i pojechał prawie na sam koniec miasta.

Wysiadł na przystanku przed blokiem.

Wszedł do mieszkania, położył książki na stół w kuchni i zaczął robić porządki w pokoju.

Nie trwało to długo. O godzinie dziesiątej trzydzieści był już na luzie. Wtedy do ręki wziął pierwszą książkę, którą kupił.

Podręcznik Duszy.

Zaczął czytać:

„Dusza to niepowtarzalna osobowość. Nie można jej zdobyć. Duszę od ego dzieli jedna podstawowa rzecz. Mianowicie postać i możliwości. Duszą można kierować, wyjść nią z ciała. Ma postać taką samą jak jej właściciel. Ego Jest krótkotrwałe biorąc pod uwagę czas. Dusza jest wieczna”… — Pisało na wstępie. Michał zaciekawiony przeczytał dwa rozdziały i trochę do chwili pójścia do toalety.

Kiedy wrócił nastawił alarm na czternastą. Chciał jeszcze coś zjeść nim pójdzie na rozmowę o pracę.

Wczytał się na tyle mocno, że jedną czwartą książki przeczytał w trzy godziny. Potem przerwał.

Za dwanaście czternasta zajrzał do lodówki. Zapomniał, że nie kupił nic na obiad. Wyjął więc parówki, ukroił dwie kromki chleba, posmarował je masłem i zjadł na spokojnie.

O czternastej dwie wziął prysznic i ubrał ponownie garnitur. Natomiast wpół do piętnastej siedział w autobusie.

Dwadzieścia minut później wysiadł na ulicy Pstrąga i skierował się do oszklonego budynku.

Wszedł do recepcji.

— Dzień dobry. W czym pomóc? — Spytał strażnik.

— Ja na rozmowę o pracę jako tester technologi wirtualnej i fotograf.

— Piętro pierwsze pokój siedem. Imię i nazwisko?

— Michał Krępa.

— Faktycznie. Zapraszam.

Michał wszedł schodami na pierwsze piętro, odnalazł pokój numer siedem i zapukał. Nikogo jednak jeszcze nie było.

Spojrzał na zegarek. Minęła dopiero piętnasta. Spotkanie miało się odbyć za kwadrans czwarta.

Mając jeszcze sporo czasu Michał zaczął przygotowania.

Kiedy zobaczył, że podchodzi do niego kobieta w eleganckim stroju stanął na baczność.

— Niech się Pan nie wygłupia- Powiedziała otwierając pokój.

— Ja na…

— Rozmowa o pracę? Pan Michał Krępa ma się rozumieć?

— Tak- Przytaknął Michał.

— Zapraszam do środka.

Kobieta i Michał weszli do pokoju.

Pomieszczenie miało ściany w tapecie wyglądającej jak drewno, podłoga ze śliskiej jasnej wykładziny, a na niej na wprost wejścia dwa drewniane krzesła obite niebieskim materiałem oraz ławka szkolna. Okno było lekko uchylone.

— Proszę niech Pan usiądzie- Zaproponowała kobieta- Branża jaką Pan wybrał jest niebezpieczna. W niecały miesiąc po rozpoczęciu pracy nasi pracownicy z tej dziedziny umierali podczas kolejnych testów. Nie chcę Pana straszyć lecz uprzedzić. Jeżeli poczuje się Pan źle po którymś z testów proszę niezwłocznie poinformować o tym przełożonego.

— Przepraszam, że się wtrącę w Pani słowa lecz nie powinny padać pytania?

— Potrzebujemy ludzi na to stanowisko. Gdybyśmy przebierali w nielicznej grupie nic byśmy nie mieli.

— Na czym polega ten test?

— Wprowadzamy Pana w stan duszy i przeprowadzamy symulacje w różnych wirtualnych światach. Zaczyna Pan w następny poniedziałek. Życzę powodzenia.

Kobieta wyprowadziła Michała, który z wielkim zdziwieniem i zaskoczeniem wyszedł z budynku.

Przed sobą miał wspaniały dzień i wielkie możliwości. Michał nie wiedział co ma teraz zrobić. Stał nie wierząc w to co się właśnie stało.

W końcu powiedział w duchu stop dotychczasowemu życiu. Nie planował jakichś wielkich zmian. Mogło to być cokolwiek. Coś co zaczęło by nowy rozdział w życiu.

Tu przyszedł z pomocą pomysł. Właściwie dwa. Jeden zakładał imprezę ze znajomymi z dawnej pacy. Drugi… Samotne przesiedzenie w domu i wypicie wina. Oczywiście czerwonego.

Mając dwie różne drogi coś skłaniało Michała aby samotnie zabalował. Nie było to nic dziwnego. Lubił siedzieć w domowej ciszy trochę bardziej od zadawania się z przykładowym Kowalskim.

Druga część chciała otworzyć się przed ludźmi. Michał nie był aspołeczny. Wręcz przeciwnie. Tworzył dobrze rozegrane partie i zawsze wychodziło na jego zdanie.

Michał ruszył na przystanek. W drodze do domu obie części jakby połączyły się i wyszedł miks, który zadecydował o planach na wieczór.

Kiedy Michał znalazł się na osiedlu kupił w spożywczym pięć dwulitrowych butelek z czerwonym winem i karton cebulowych chipsów.

Z trudem zatargał je do domu.

W mieszkaniu zaczął wycierać kurze. Po tej czynności wybrał numery bardzo dobrych kolegów z pracy. Miał ich trzech. Szef też miał zostać zaproszony.

Pierwszą osobą do której zadzwonił był Maciek Piwowarczyk. Powiedział, że pracuje do dwudziestej drugiej. Za to Konrad Lupa zgodził się przyjść na dziewiętnastą. Trzecią osobą był Andrzej Klapa. On podobnie jak Maciek odmówił przyjścia informując z uprzejmością, że jest chory lecz chętnie by przyszedł. Szef nie odbierał.

Michał odłożył telefon i zabrał się za czytanie.

Rozdział 3

Wieczorem do mieszkania zadzwonił domofon. Michał otworzył drzwi i niecałą minutę później w progu pojawił się Konrad Lupa.

Konrad ma dwadzieścia siedem lat, zielone oczy, długie brązowe włosy, okulary i pryszcz. Wygląda jak hipis z jedną różnicą. Czuć od niego zapach perfum z dzikiej róży oraz migdałów. Ma dobrze zbudowaną sylwetkę.

— Witaj w ten piękny wieczór- Zaczął Konrad- Jak dobrze jest się spotkać.

— Cześć. Zapraszam do środka. Rozgość się.

— Nikogo nie ma? — Zdziwił się Konrad i wszedł do mieszkania.

— Nikt więcej nie przyjdzie. Jesteśmy tylko my.

— Z jakiej okazji parapetówka?

— Zwalniam się pracy. I nie mów mi, że źle robię. Mam fuchę.

— Jaką? — Zainteresował się Konrad.

— Może alkohol?

— Pewnie. Co nalewasz?

— Czerwone. Nie przepadasz?

— Lubię. Ogólnie piję wszystko co lepsze. Coraz rzadziej lecz jednak. Moim faworytem jest białe- Konrad usiadł na kanapie, a Michał podał otwartą butelkę- Całość?

— Pij do dna Czekają jeszcze trzy litry.

— Co?! — Zdziwił się Konrad.

— Paczkę?

— Chesterfieldów?

— Chipsów.

— Ile tego masz?

— Szykowałem się na większą imprezę. Karton?

— Michał, ty oszalałeś! Jaki smak?

— Cebulowe karbonowe.

— Zapodaj- Michał podał z kartonu paczkę chipsów. Sam też wziął- Opowiadaj co u Ciebie?

— Nie mam samochodu- Michał upił trochę wina- Wczoraj zderzenie. Jechałem po alkoholu.

— Ile promila we krwi?

— Wypiłem tylko kieliszek- Obaj napili się niemal jednocześnie. Konrad zaczął jeść.

— Policja nie stanęła po Twojej stronie?

— Obojętna. Wracałem z randki.

— Szukasz kogoś?

— Ta kobieta odnalazła mnie na portalu randkowym. A ty szukasz czy dalej singiel?

— Ja jak to ja. Od ostatniej wspólnej zmiany nic się nie zmieniło- Mlaskanie i gulgotanie.

— Czyli sam jak palec.

— Przepraszam, jak robak. Palców jest więcej.

— Nawet nie. Robaki potrafią się…

— Daj spokój z mądrzeniem się. W końcu opuszczasz sklep raz na zawsze.

Rozmowa trwała do późna. Dopiero w momencie wypicia całego wina i zjedzeniu ponad połowy kartonu chipsów Michał i Konrad zasnęli przyciśnięci niepamięcią.

Rano o dziesiątej Michał wstał z wielkim bólem głowy i szybko pobiegł zwymiotować. Siedział w toalecie dobre półgodziny.

Kiedy wrócił do pokoju gościnnego robiąc slalomy Konrad spał w najlepsze. Siedział i starał sobie przypomnieć jakie tematy poruszyli. Jedno co udało mu się odzyskać to świadomość tego, że przesadził z winem.

„Wino to mocny trunek” — Zauważył, wstał i podszedł do lustra kulejąc- „Już nigdy więcej. Popatrz stary co z Tobą zrobiła parapetówka. W ogóle była jakaś muzyka?”

I tego zapomniał.

Teraz podszedł do kuchni po wodę z kranu. Wyjął szklankę, nalał i wypił. Dwie czynności powtarzał do momentu w którym nie widział już plamek przed oczami. Następnie wyjął mleko i wypijając cały litr próbował otrzeźwieć.

Niestety skutek był marny.

Kulejąc wrócił do budzącego się Konrada, który usiadł na podłodze między butelkami, a stolikiem.

— Ale impreza… — Zaczął Konrad głosem ponad pięciu promili- Dawno się tak nie upiłem. Michał?… Dziękuję…

— Co… Ty… Harry… Przesadzasz.

— Na prawdę. Impreza była super. Tyle wina, aż nie wiem kiedy się skończyło.

— Pamiętasz coś?

— Tylko wino. O czym rozmawialiśmy?

— Nie wiem. A po co zaprosiłem Ciebie?

— Chyba żegnasz się z nami? Michał? Przecież Ty nie możesz nas opuścić. Nie możesz!

— To nic nie da Harry. Hogward na mnie czeka.

— Co ty chrzanisz? Michu, Ty przecież nie latasz.

— Zacznę. Zobaczysz! Jadę do świata magii. Koniec kropka!

Rozmowa mogła trwać w najlepsze gdyby nie zadzwonił telefon do Michała. Odebrał.

— Michał?

— Kto mówi?

— Milena. Piłeś?

— Oj tylko trochę…

— Właśnie słyszę. Dostałeś pracę?

— Jaką Pracę? To jakiś spisek?

— Stanowisko związane z Twoim zainteresowaniem. Płaca ponad dziesięć tysięcy. Pamiętasz?

— Jak ogarnę to sobie pewnie przypomnę.

— Acha, jeszcze jedno. Dzisiaj o siedemnastej chcę abyś poznał moją mamę. Zdecyduje co dalej z nami.

— Wystawiasz mnie na próbę? Dzisiaj? Nie mam ochoty na imprezy.

— To spotkanie. Kolacja w moim domu. Błagam, ubierz się, wytrzeźwiej szybko i przyjdź punktualnie na Osiedle Potrzeby dziesięć A mieszania dwa.

— Postaram się. Ale po balandze nie jestem wstanie wytrzeźwieć tak szybko.

— Woda z solą. Dodaje minerałów i pobudza organizm do działania. Usuwa kaca. Do wieczora.

— Cześć.

Michał rozłączył się. Poszedł do kuchni, nalał do termosu wody, dodał tyle soli ile tylko mógł zmieścić. To samo zrobił z dzbankiem. Podał termos Konradowi i kazał pić. Sam zaś pił prosto z dzbanka.

Solanka nie była dobra. Sól szybko rozpłynęła się dając poczucie niesmaku. Jednak godzinę po wypiciu Michał czuł jak trzeźwieje. Poczekał jeszcze półgodziny i zauważył wielkie zmiany. Nie mówił już promilowym głosem, chód nie przypominał pingwiniego, a posmak imprezy odszedł w niepamięć.

Teraz był w stanie opowiedzieć wszystko ze szczegółami do chwili, w której zaczął pić trzeci litr czerwonego wina.

Spytał Konrada o możliwość podwiezienia po wcześniejszym uporządkowaniu mieszkania. Ten zgodził się po chwili wahania, bo tak czy inaczej umówiony był na odbiór używanych opon zimowych.

Dość szybko się uporali ze sprzątaniem. Wybiła właśnie piętnasta kiedy zakończyli. Konrad poszedł do toalety, a Michał ubrał garnitur, umył zęby i popsikał się angielskim perfum.

O piętnastej trzydzieści siedem byli już na parkingu.

— Czy to na pewno bezpieczne? — Spytał Konrad- Gdzie mam jechać?

— Osiedle Potrzeby blok dziesięć.

— Michał? A wiesz, że to jedenaście minut pieszo?

— W którym kierunku?

— Za sklepem spożywczym. Tam mieści się komisariat policji.

— W takim razie dobrze wiedzieć.

— Nie chcesz iść sam? To krótki odcinek. A zanim znajdę miejsce parkingowe to minie trochę czasu.

— Wysiadam- Poinformował Michał i zrobił to. Konrad odjechał.

Michał zaszedł po drodze do sklepu i kupił dwie bombonierki. Na miejscu znalazł się pięć po szesnastej.

W czekaniu na godzinę spotkania usiadł na ławce. Los chciał aby spotkał Milenę wracającą z zamówieniami.

— Cześć- Powiedział wstając.

— Dobrze, że jesteś. Chodź.

Michał zabrał zamówienia, a Milena otworzyła drzwi. Weszli do mieszkania.

Przedpokój ozdobiony był tapetą przypominającą ciemne drewno. Kuchnia na której stole Michał położył zamówienie przypominała mu dziwnym trafem toaletę za czasów kiedy mieszkał w rodzinnym domu.

Do pomieszczenia weszła starsza kobieta o blond włosach z siwymi końcówkami. Na nosie miała okulary zaś w ręku książkę kucharską.

— Mamo to Michał o którym ostatnio wspominałam. Zaczęła Milena- Michale to moja mama. Nie lubi obcych.

— Dzień Dobry- Odezwał się Michał.

— Nie wyglądasz mi na szczęśliwego.

— Mamo… Mogłabyś nie oceniać pochopnie?

— No dobrze, ale pozostanę szczera.

— Michał, rozłóż talerze i sztućce. Jadalnia mieści się obok.

Na prośbę Mileny zabrał talerze, widelce, noże oraz szklanki i zaniósł je do wspomnianej jadalni.

Pokój nie miał wielu ozdób. Na zielonej ścianie wisiał obraz kwiatów przypominających Narcyzy, po środku stał szklany stół oraz cztery metalowe krzesła z miękkimi oparciami. Podłoga błyszczała. Jednym słowem przytulnie.

Nie musiał wracać. Milena przyniosła właśnie ciepłą pizzę na okrojonym kartonie z zielonym sosem w specjalnym naczyniu. Zaraz za nią weszła jej mama.

— Opowiedz mamie gdzie pracujesz i od kiedy- Zaproponowała Milena siadając do stołu. Michał przejął to pytanie.

— Zaczynam w ten poniedziałek na stanowisku testera światów wirtualnych. Moje zadanie będzie polegało na sprawdzaniu co kryje się w danym świecie. Jest to dobrze płatna praca.

— Ile będziesz zarabiać? — Spytała mama Mileny.

— Dziesięć tysięcy na czysto. Do tej pory mój zarobek nie przekraczał trzech tysięcy.

— Dlaczego wybrałeś moją córkę i zaproponowałeś jej wspólne mieszkanie?

— Czuję do niej coś więcej niż można powiedzieć. Od pierwszego spotkania poczułem, że jesteśmy zapisani w gwiazdach. Marzyłem o takiej kobiecie.

— Umiesz gotować? — Kolejne pytanie od mamy Mileny.

— Średnio na jeża. Za to wszystko czego się nie podejmę wychodzi dobrze i za pierwszym razem. Dodatkowo jestem chętny do nauki.

— Milena mówiła mi o Tobie, że planujesz zamieszkać w większym domu. Jaka kwota za wynajem Ciebie interesuje

— Do dwóch tysięcy z opłatami.

— Masz samochód? Słyszałam, że tak.

— Jest u mechanika. Miałem lekką stłuczkę dwa dni temu. Nic poważnego.

— Mąż mojej dobrej znajomej sprzedaje rodzinnego fiata za tysiąc sto. Wszystko działa. Zaś domek jednorodzinny za półtorej tysiąca z opłatami wynajmuje kolega z klubu Bingo. Jeśli naprawdę zależ Tobie na Milenie to przyjmiesz moją propozycję kaucja domku pięćset złotych. Na start łącznie trzy sto.

— Mamo… Nie wiedziałam, że masz znajomości- Zdziwiła się Milena.

— Starsze osoby po trzydziestce też mają prawo dorobić. Wchodzisz rybciu?

— Pewnie, że tak. Kiedy mam zapłacić?

— We wtorek mam Bingo i zobaczę się też na babski wieczór ze znajomą od samochodu. Kelnerem ma być jej mąż. W środę Milena da Tobie znać kiedy i gdzie.

— Dziękuję mamo Mileny.

— Proszę mów do mnie mamo. W końcu widzę, że zależy Tobie na mojej córce.

— Michał? — Przerwała beztroską rozmowę Milena, która wstała i tupała nogami z niecierpliwości oraz ze zdziwioną miną.

Michał przeprosił mamę i wyszedł z Mileną do kuchni.

— Jak ją przekonałeś? — Zapytała trzymając złożone ręce.

— Tak samo jak innych. Jestem szczery. Mam taki dar. Zwyczajnie rozgrywam otwarte karty. Życie to gra słów. Nie można tego tolerować. W poniedziałek wezmę pożyczkę z nowej firmy. Przyznają mi ją bez większych problemów.

— Ale… Ja co bym nie robiła mama nie jest tak szczera. I podejrzewam, że jest do mnie uprzedzona. Nie lubi obcych. Tym bardziej zawsze znajdywała coś na moich niedoszłych chłopaków. Ty jesteś inny.

— Dziękuję za uznanie. Jeżeli chcesz coś osiągnąć to powiem wszystko gdy już zamieszkamy razem. Miesiące treningów, wiary i medytacji. Cały sekret. Książki mam w domu. Uczyłem się nich za dzieciaka. Jedyny problem to rodzina. Z nią zawsze miałem na pieńku.

— Ty słyszysz siebie? Gra słów? Życie nie jest proste.

— Milena, przekonasz się. Zrozumiesz co z czym się je tylko daj sobie czas. Życie jest naprawdę przyjemne. Wstaję z tą myślą i z nią zasypiam.

— Dobra. Przekonujesz mnie. Chodźmy coś zjeść, zgłodniałam.

Milena z Michałem wrócili i do końca spotkania panowała przyjemna, uroczysta atmosfera. A trzeba przyznać, że siedzieli do dziewiętnastej czterdzieści dwa.

Rozdział 4

W Poniedziałek Michał wstał równo o piątej. Pierwszym krokiem jaki wykonał była kąpiel w zimnej wodzie. Zaraz po niej ubrał się, pościelił łóżko i usiadł na podłodze przygotowany do medytacji.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 28.43