E-book
27.3
drukowana A5
55.74
Wierzyłam…

Bezpłatny fragment - Wierzyłam…

Wiedza dla ambitnych i tych, którzy czują inaczej...


Objętość:
206 str.
ISBN:
978-83-8189-375-6
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 55.74

Notka autora

Książka napisana jest pismem automatycznym. Jest przekazem od istot nie z tego świata. Zawiera doświadczenia, przeżycia i doznania z prawej i lewej półkuli mózgu, miłości i rozumu.

Czas jest pojęciem względnym, czas nie istnieje. Każdy postrzega go inaczej w zależności od percepcji i miejsca emocjonalnego oraz mentalnego w jakim się znajduje.

Miłość podobnie jak strach- istnieje, lecz istnieć nie musi, zależy jaki mamy do niej stosunek i gotowość otwarcia bądź zamknięcia serca.

Nasza wirtualna rzeczywistość jakiej doświadczamy w sennej podróży dostarcza nam wiele emocji i tylko od nas samych zależy, po której stronie skali jesteśmy.

Miłość jest wartością najwyższą podobnie jak umysł i logiczne abstrakcyjne rozumowanie. Jednak najważniejsze jest znaleźć się we właściwym miejscu i właściwym czasie. Znalezienie klucza do świata równoległego jest prawdziwym wyzwaniem. Pokonanie swojego cienia jest samotną drogą na szklaną górę. W świecie Mazgajów z bólu i cierpienia rodzi się najpiękniejszy filigran…

Wszystkie drogi prowadzą do tego samego Boga, jedną z dróg jest Tarot…

W podziękowaniu wszystkim kosmitom, którzy byli kulą u nogi.

Dziękuję

Część I

Zaczęło się to zapewne w momencie narodzin Tiferet, lecz ocknęła się w wieku 42 lat, gdy poznała Mateusza.

Stało się to zupełnie przypadkowo, gdy pilnie potrzebowała pomocy stomatologicznej.

Długo szukała wśród znanych jej wcześniej dentystów, niestety trafiała tylko na kartki informujące, że gabinety są nieczynne. Jej dentysta też wyjechał, więc rozpaczliwie szukała kogoś, kto pomoże jej wyjść z opresji.

Koleżanka podpowiedziała, że pewna protetyk na pewno poradzi sobie z jej problemem. Pojechała więc do niej. Była to kobieta rok starsza od Tiferet, bardzo sympatyczna. Znały kogoś z czasów liceum, lecz siebie nie pamiętały. Kobieta wskazała adres stomatologa w miejscowości oddalonej o 100 km. Powiedziała słowa: „On pani pomoże”. Patrzyła jej głęboko w oczy, zajrzała jakby w głąb samej duszy Tiferet. Na twarzy pani Oli pojawił się dość zagadkowy uśmiech. Wtedy Tiferet od razu zrozumiała, że to jest on — mężczyzna którego szukała całe życie…

Zawsze była bardzo kochliwą kobietą. Była zamężna, lecz nigdy męża nie kochała, tak jej się wówczas wydawało… Wyszła za mąż bez miłości, po rozczarowaniu miłosnym i próbie samobójczej szybko poznała męża i szybko, bo po pół roku znajomości wzięli cichy ślub w gronie głównie jego rodziny.

Lekarz uratował ją, gdy zażyła dużą dawkę tabletek. Ocknęła się w karetce pogotowia. Była tak jakby jedną nogą na tamtym świecie. Wokoło było czarno, a ona sama, jej ciało i dusza zawisły gdzieś w czarnej przestrzeni. Z przerażeniem wypowiadała słowa: „Mamo, mamusiu ja chcę żyć…”. Czuła fizyczną obecność matki w karetce obok niej, lecz nie czuła jej bliskości, nigdy nie czuła, żeby ona ją kochała. Być może to Tiferet nie kochała matki…

W szpitalu po płukaniu żołądka wróciła do życia. Pielęgniarka nakrzyczała na nią, że akurat w Sylwestra zachciało się jej umierać, truć. Do Tiferet nie docierały te słowa, cieszyła się, że przed połknięciem tabletek zażyła kąpiel i miała czyste schludne ubranie. Pomyślała — O Boże, jak dobrze, że oni widzą mnie czystą i wykąpaną… Jej życie niewiele wówczas dla niej znaczyło. Wychowała się bowiem w rodzinie, gdzie ojciec pił i bił ją prawie każdego dnia. Dużo można by mówić o tym jak wyglądało jej życie w dzieciństwie…

Gdy dostała numer telefonu do doktora Mateusza od razu do niego zadzwoniła, lecz nie odbierał. Po trzech dniach prób dodzwonienia się do doktora, za namową Pani Oli, postanowiła napisać do niego wiadomość SMS- ową. Brzmiała ona tak: „Witam serdecznie Panie Doktorze. Zwracam się do Pana z prośbą o pomoc. Z góry dziękuję. Pozdrawiam serdecznie. Tiferet”.

Po kilku godzinach doktor oddzwonił do niej. Usłyszała jego miękki i uwodzicielski głos. Wówczas znów poczuła, że to na pewno jest On — ten jeden jedyny, którego szukała całe życie… Podczas rozmowy dowiedziała się, że pan doktor wyjeżdża na urlop, lecz wyznaczył jej termin wizyty tuż po powrocie. Zapamiętała słowa: „Proszę o mnie myśleć, ja też będę o pani myślał…”. Zawiesił dwuznacznie głos w słuchawce, po czym pożegnał się ciepło.

Zaczęły się ferie, a Tiferet od razu poczuła się gorzej, dostała wysokiej gorączki i przeleżała ten tydzień w łóżku, mając przebłyski myśli: „On jeździ na nartach, a ja konam w gorączce”.

W dniu wizyty dowiedziała się, że pan doktor przyjmie ją dopiero następnego dnia, czyli 5 lutego. Długo szukała informacji o doktorze w Internecie, lecz niewiele znalazła. Leżała w gorączce, ale chęć poznania doktora była tak ogromna, że pomimo wewnętrznego złego samopoczucia postanowiła pojechać na wizytę.

Droga do miejscowości, w której bywała bardzo często od kilkudziesięciu lat nagle wydała się na tyle trudna i nieznajoma, że nie umiała trafić do znanego jej miasta. Po drodze zatrzymywała się wiele razy i pytała o drogę.

Trafiła do kobiety sprzedającej kwiaty przed cmentarzem, pomimo że wcale nie było to po drodze do celu. W to samo miejsce jak się potem okazało musiała trafić jeszcze raz aby odnaleźć srebrną bransoletkę, którą zgubiła podczas rozmowy z kobietą. Już wówczas zaczęła do niej docierać myśl, że ta znajomość zaprowadzi ją… na cmentarz.

Zatrzymywała się jeszcze wiele razy, walczyła sama ze sobą by w ogóle poczuć w jakim jest miejscu. A przecież wcześniej tę drogę pokonywała co najmniej raz w tygodniu…

Jednak wciąż jakaś wewnętrzna siła pchała ją do przodu…

Nie od razu trafiła do gabinetu, długo krążyła wokół sąsiednich budynków. W końcu udało się jej znaleźć w środku.

W drzwiach minęła starszą od siebie pacjentkę, ubraną tak samo jak ona w zwykłą nijaką czarną skromną sukienkę. Poczuła się nawet nieswojo. Pomyślała, że wygląda tak samo beznadziejnie jak ta kobieta… Pomyślała, że w takim ubraniu nie spodoba się doktorowi.

Gdy otworzyła drzwi gabinetu zobaczyła młodego przystojnego uroczego mężczyznę, który uśmiechnął się do niej i do siebie, lekko nawet nerwowym śmiechem. Widać było, że takiej Tiferet oczekiwał… Widać, że bardzo ucieszył się na jej widok. W gabinecie była także starsza kobieta, która zdaniem Tiferet wyglądała na sprzątaczkę. Doktor poprosił Tiferet na fotel, a gdy usiadła zapytał o miejsce zamieszkania, numer telefonu… Założył kartę… Odpowiadała śmiało na jego pytania, czasami nawet ze zbytnią pewnością siebie i lekką arogancją w głosie z powodu zdziwienia, że pyta o jej numer telefonu skoro już go przecież zna… Nazwa ulicy wydała się doktorowi zbyt prosta, nijaka, prozaiczna. Zapytał z ironią i lekkim rozczarowaniem w głosie: Kwiatowa 42. I co dalej…?

Stanął przy Tiferet blisko, zadała Jemu pytania tak osobiste jakby znali się od dawna. Zapytała o jego datę urodzenia. Wyszeptał jej prawie do ucha, że wszystko zaraz powie, gdy jego asystentka, czyli kobieta którą uznała za sprzątaczkę wyjdzie z gabinetu. Był lekko zmieszany, lecz wydawał się być otwarty i szczery. Powiedział, że ma żonę i dziecko. Podobne informacje usłyszał od Tiferet. Zadawał jej mnóstwo pytań, lecz po zrobieniu znieczulenia nie miała możliwości otworzyć ust. Miała wrażenie, że coś z nią zaczęło się dziać, zaczęła się mocno ślinić. On wycierał jej twarz rękoma, a Tiferet miała wrażenie, że zemdlała, chyba naprawdę straciła na moment przytomność… Czas tak jakby stanął w miejscu, wydłużył się dla niej znacznie. Miała wrażenie, że spędziła tam kilka godzin. Była oszołomiona, wyszła z gabinetu i zapomniała zapłacić. Wróciła więc, a pan Mateusz siedział już przy biurku i trzymał w ręku telefon. Poczuła ogromne oburzenie, że nie jest jej wierny… Poczuła jakieś niesamowite emocje rozżalenia do niego, pomimo że znali się od paru chwil, nie licząc oczywiście znajomości mentalnej od tygodnia ferii…

Znalazła zgubioną bransoletkę i wróciła do domu. Czekała na jego wiadomość dotyczącą wizyty, ponieważ przy wyjściu usłyszała: „Dam znać”. Te słowa znów zabrzmiały bardzo dwuznacznie..

Zadzwoniła sama, ustalili termin następnej wizyty. Znów były niesamowite emocje, dużo pytań o ich życia, rodziny, przemyślenia.

Zapytała czy wierzy w reinkarnację. Odpowiedział, że bierze to pod uwagę…

Obydwoje byli w ogromnych emocjach, lecz doktor wyraźnie panował nad sytuacją.

Podczas zabiegu zdejmował rękawiczki i gołą dłonią dotykał je twarzy, lecz bez podtekstów erotycznych. Kładł rękę na jej głowie, a Tiferet miała odczucia, że robi to mało delikatnie jakoś tak twardo i nieudolnie… Pomimo tego była zadowolona, ponieważ nikt nigdy wcześniej w ogóle nie poświęcił jej tyle uwagi i dotyku co On. Powiedziała, że wiele razy w życiu była zraniona i nie chce cierpieć po raz kolejny…

Pan Mateusz odpowiedział, że długo to potrwa… Nie wiedziała wówczas co to długo oznaczało… Wtedy ucieszyły ją słowa doktora i dały jej po raz kolejny jakąś nadzieję na miłość.

Podczas zabiegów doktor podawał Tiferet znieczulenia, po których ona prawie traciła przytomność, miała żal do niego, że aplikuje jej zbyt dużą dawkę. Zapytała innego dentysty czy to normalne, że po podaniu znieczulenia ona nie wie co się z nią dzieje, traci orientację przestrzenną i poczucie rzeczywistości. Oczywiście nie wiedział, uznał że to nie jest możliwe. Tiferet podejrzewała nawet, że doktor Mateusz razem z zastrzykiem podaje jej jakiś narkotyk, coś co działa na jej mózg, jak johimbina.

Podczas kolejnych wizyt, podczas zakładania korony na zębach, były między nimi niesamowite emocje jak nie z tego świata, nie mówili dużo, padały jakieś dwuznaczne wyrazy i gesty… Była jednak niesamowita energia. Prawie pewność, że stworzą związek.

Dzwoniła do niego dość często, nie mógł rozmawiać, była jednak między nimi bardzo krótka wymiana słów.

Od samego początku poczuła ogromne energetyczne uderzenie w serce i natłok myśli. Nie mogła opanować swoich działań ani przestać o nim myśleć. Słyszała w głowie pytania, które zadawał jej mentalnie na odległość, a Tiferet pisała odpowiedzi w bardzo długich wiadomościach. Były to bardzo długie monologi na temat jej życia, trudności w dzieciństwie, itd. Obnażała się przed poniekąd nieznajomym mężczyzną. Opisała co je, jak żyje, opisała wszystkie swoje relacje z mężczyznami… Czuła wewnętrzny ból, a łzy same ciekły jej po policzkach.

Wysłała do niego wiadomość, która podobnie jak wszystkie pozostałe nagle pojawiła się w jej głowie: „A kiedy nocą przypięto ci skrzydła…”, itd.

Skądś przychodziły jej do głowy te słowa, myśli że jest aniołem, lata z aniołami, kimś z innego czasu i innego wymiaru. Na kolejnej wizycie zapytał: „A skąd pani o tym wie…?”. Zabrakło mu jednak odwagi by wypowiedzieć więcej niż jedno retoryczne pytanie.

W nocy płakała przez sen i śniła o nim. W snach widziała jego życie, poniekąd nieudane dzieciństwo w za dużych butach… Widziała jego rodziców i słyszała słowa jego matki: „Musimy wyjechać, ponieważ Mateusz się zakochał, przeżywa rozczarowanie miłosne i musi dojść do siebie”. Przypomniała sobie, że znała go wcześniej. Jak przez mgłę widziała ich spotkanie. Spotkała go ponad dwadzieścia lat temu, nie widziała go wówczas, lecz teraz poczuła tę samą energię co wówczas. We śnie mówiła Mateuszowi, że nie mogą być razem, że nie chce zgrzeszyć po raz kolejny, ponieważ jej limit grzechów już się wyczerpał. Mówiła, że ma umowę z aniołami i gdy zgrzeszy jeszcze raz oni przestaną jej pomagać…

W pewnym śnie zobaczyła nad sobą grupę kilku lekarzy ubranych w zielone fartuchy i jego pośród nich. Wiedziała, że w tym śnie operują jej głowę. Wizja ogromnych lamp z biało –żółtym światłem mocno ją przerażała. Płakała i broniła się przez sen. Wyraźnie czuła, że kości jej czaszki przesuwają się i czuła dziwną energię przy sobie. Zobaczyła siebie odwiedzającą Mateusza w innej rzeczywistości, w świecie w którym był ojcem pięciorga małych dzieci i jego żonę spodziewającą się kolejnego dziecka. Widziała zupełnie inny budynek, niż ten w którym go odwiedzała w realu. Ona sama czekała na poczekalni, aż przyjmie ją na wizycie. Do jego gabinetu wiodło wiele drzwi, a Tiferet krążyła między nimi. W tej sennej rzeczywistości obiecał jej, że odejdzie od żony, a ona tłumaczyła, że przecież musi zostać z rodziną.

W realu Tiferet także czuła, że coś zmienia się w budowie jej czaszki. Opowiadała o tym mamie, lecz ona ignorowała i drwiła z jej odczuć.

Rozmawiała z Mateuszem we śnie i na jawie pisząc miliony SMS-ów jak do kogoś znajomego… Sama nie rozumiała co ona właściwie robi i nie mogła nad tym zapanować… On oczywiście nie odpisywał…

Po kolejnej wizycie, po wyjściu z gabinetu długo nie mogła się ocknąć. Zapomniała drogę do domu, krążyła po tym znanym przecież jej mieście około godziny… Wreszcie ocknęła się i zobaczyła znajomy napis dużego marketu, w którym bywała z mężem. Wtedy poczuła ulgę i wiedziała, że trafi do domu. Droga jednak wiodła bardzo śliską szosą, jechała jak w amoku 30 km/ godz. jakby jakimś białym tunelem, była przecież zima…

Gdy wróciła do domu napiła się wina by zagłuszyć te wszystkie bóle, znieczulenia i emocje, po czym wymiotowała całą noc.

Na następnej wizycie Mateusz powiedział, że to będzie trudna noc dla niego, a Tiferet odparła, że dla niej pewnie taka jak ostatnio — nad sedesem.. Poczuł się rozczarowany jej słowami, lecz mimo tego próbował ją pocałować. Zbliżył usta do jej ust, lecz rozmyślił się w pół drogi i odwrócił twarz zostawiając ją rozczarowaną, lecz z nadzieją…

Podczas kolejnej wizyty z ogromnym rozżaleniem zapytał, dlaczego już nie jest taka otwarta jak na początku? Dlaczego nic nie mówi i milczy? Nie mogła jednak mówić, ponieważ kazał jej otworzyć usta podczas zabiegu… Mogła co najwyżej pomruczeć. Zadawał pytania, a ona nie mogła na nie odpowiedzieć… Wymachiwała w dziwaczny sposób rękoma, palcami, dawała jemu znaki, sygnały zdając sobie sprawę ze swojej śmieszności, lecz nie mogła zupełnie zapanować nad swoim fizycznym ciałem. Po takich wizytach nie mogła dojść do siebie, zdając sobie sprawę ze swojej postawy i obrazu jaki zostawiała w jego głowie.

Myśleli o sobie obydwoje i przyciągali się myślami, kilka razy spotkali się mijając autami na jezdni, lecz obydwoje mieli założone czarne okulary nie mogąc zobaczyć swojego spojrzenia.

Tiferet pomyślała, że wstydzą się obydwoje tego, co się dzieje w ich sercach.

Na jednej z wizyt Mateusz próbował rozweselić Tiferet i powiedział, że u niego też może mieć założone okulary. Szybko wyszedł z gabinetu i przyniósł czarne oKULAry, które założył jej na oczy. Powiedział: „Teraz może pani pojechać w góry”. Z czasem dowiedziała się, że były to okulary jego żony. Poczuła się bardzo rozczarowana…

Na wizycie powiedziała, że On ma piękny samochód, chciała sprawić Mateuszowi przyjemność. On odrzekł z lekkim rumieńcem, mam z nim kłopoty, psuje się… Pani auto też jest ładne. Tiferet była zmieszana, ponieważ jej mały samochodzik nijak wyglądał przy jego Mercedesie.

Tęskniła za nim bardzo mocno. Zdarzyło się, że odpowiedział na jej pytanie SMS- owe: „Co u pana słychać?” słowami: „Ok. Tylko wiosna nie chce przyjść…”. Była oszołomiona, lecz uderzenie jego słów sprawiło, że odpisała głupio, sloganowo i bez zastanowienia: „Podobno, im dłużej się czeka, tym lepiej smakuje…”. Była zła na siebie, że tymi słowami straciła szansę na dalszy dialog. Wiedziała, że nie są to jej słowa, lecz nie wiedziała jeszcze o tym, że ktoś podsuwał jej te myśli i ma władzę nad jej umysłem i sercem.

Obydwoje mieli jakiś żal do siebie, były ogromne emocje i natarczywość myśli, a nic nie działo się w realu, nic nie szło do przodu. On podczas wizyt starał się, kładł przedramię na jej piersi, robił to nieudolnie trochę oszukując, że podpiera się na niej podczas zabiegu. Tiferet wówczas nieruchomiała z przerażenia. Gdy okazywała zainteresowanie jego fizycznym ciałem i dotykała jego ręki On nieruchomiał i czuł zakłopotanie. Zachwycała się jego delikatną skórą, a On tłumaczył się nerwowo, że ma taką pracę, że chroni ręce w rękawiczkach. Odniosła wrażenie, że czuje się winny, z powodu wyglądu dłoni, ponieważ Tiferet opowiadała jemu o swojej ciężkiej fizycznej pracy w ogrodzie. Mateusz wówczas pokazywał swoje oburzenie i ironię. Wyraźnie dał odczuć, że nie jest to jego świat, brzydzi się i dystansuje od takiego brudnego świata.

Tiferet nie reagowała… Mateusz mówił o tym, że ma łódkę i podobnie jak Tiferet lubi jeździć rowerem. Zaproponowała aby spotkali się miejscowości znajdującej się między ich miastami. On dokończył: „w pół drogi…”. Spuścili oczy w poczuciu zawstydzenia i zażenowania.

Po wyjściu napisała wiadomość, że podczas następnej wizyty powinien jej mocno i głęboko spojrzeć w oczy.. W nich zobaczy ich miłość i prawdę… Tak zrobił –spojrzał jej głęboko w oczy, a Tiferet zobaczyła w jego spojrzeniu oczy zmarłego ojca i szyderczy diabelski nieco ironiczny uśmiech… Tak zapamiętała ojca z czasów dzieciństwa i swojej młodości.

Pan Mateusz nadal mówił o sobie. O tym co je, czyli żeberka i golonkę, bo tego nauczył się jeść w Niemczech. Tiferet spróbowała przyrządzić takie danie by jeść to samo co On, lecz niestety nie było to jej menu, nie poczuła żeby mogła to jeść…

Pewnego wieczoru Mateusz zadzwonił około godz. 20.00, powiedział że jest po pracy i dlatego dzwoni, teraz może porozmawiać. Nadal jednak nic nie wynikało z ich rozmowy…

W Tiferet pojawiła się jakaś lekka agresja i zbytnia pewność siebie, a jednocześnie strach… Bardzo się jego bała…

Podczas kolejnej rozmowy telefonicznej powiedział: „On pojedzie do Krakowa…”. Zawiesił głos, dał jej do zrozumienia, że ma tam kogoś i zakończy z tą kobietę znajomość. Nie miała odwagi potwierdzić, że tego oczekuje…

Pewnego razu odebrał telefon, a Tiferet z dużą nieśmiałością zapytała: „Co u pana słychać?”. Nabrał wówczas odwagi i powiedział z pewnością w głosie: „Musimy porozmawiać”. Ona zmieszała się bardzo, uciekła mentalnie i zaprzeczyła zdecydowanie: „Nie, absolutnie nie”, pomimo, że pragnęła tej rozmowy z nim i spotkania jak niczego na świecie, to wstyd i zażenowanie kazały jej zaprzeczyć. Nie miała odwagi, by uwierzyć, że taki mężczyzna jak Mateusz mógłby zechcieć z nią rozmawiać…

Rozmawiali więc ze sobą w myślach. Podczas wizyt On w myślach pytał, a Tiferet odpowiadała na głos i odwrotnie… Byli bardzo przestraszeni tym czego doświadczali.

Po dwóch miesiącach takich niezwykłych emocji, 13 marca dał jej odczuć, że to jest ich ostania wizyta. Chciał ją jednak zatrzymać jak najdłużej przy sobie, taki głos usłyszała w głowie jeszcze zanim do niego pojechała. Długo patrzył w jej zęby, ironicznie komentował braki w uzębieniu, upokarzając ją tak jak zazwyczaj. Podczas wcześniejszych wizyt zakładał maskę ochronną na twarz, miała żal do niego, że brzydzi się jej… Z jej ust rzeczywiście wydobywał się jakiś niesamowity odór… Przychodziły jej do głowy myśli, że podczas wizyt u innych dentystów nie doświadczała niczego podobnego. Mateusz upokorzył ją bardzo mocno, a mimo tego cały czas pisała do niego to, co do każdego mężczyzny w życiu jaki stawał na jej drodze: „Przychodzę do pana po radę i oczekuję pomocy. To jest przeznaczenie. Jesteśmy tacy sami. Będziemy razem bardzo szczęśliwi…” I tak jak zazwyczaj, od pana Mateusza także nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Milczenie uznawała zawsze za przyzwolenie aby pisać nadal… Milczenie oznacza zgodę…

W nocy nadal słyszała jego myśli, czuła jego ataki energetyczne, czyli jakąś dziwną energię, która wchodziła w jej ciało… Nie miała siły aby się przed tą energią bronić. Płakała przez sen…

Po kolejnej wizycie, gdy dał jej odczuć, że nie chce dalszego kontaktu, widziała jego przerażenie tym ich mentalnym połączeniem. Wróciła do domu i miała myśli, że da radę jakoś się trzymać emocjonalnie… Przecież takich emocji i uczuć doświadczyła w życiu wiele…

Niestety, gdy nadchodził wieczór i leżała w łóżku, łzy same zaczęły płynąć jej po policzkach. Była załamana, lecz nagle poczuła w głowie przebłysk aby posłuchać ulubionego You Tube. Samoistnie włączyła się piosenka z filmu:”Uprowadzenie Agaty- oczy. Dedykacja dla Beatki” i słowa: Nie płacz Beatko,.. Zaczęła płakać jeszcze bardziej, lecz w pewnym momencie zobaczyła na poduszce białe piórko. To było niesamowite, ocknęła się i natychmiast przestała płakać. Pomyślała, że to znak od Anioła Stróża, by nie raniła serca łzami.

Od tego momentu jej serce zaczęło zakochiwać się coraz bardziej… Pojawiały się w myślach monologi i dialogi prowadzone z Mateuszem, pojawiło się milion SMS- sów, lecz tylko z jej strony, ponieważ on nigdy na żaden nie odpowiedział… Odważyła się marzyć o nim jak o swoim mężczyźnie. Wysłała MMS z życzeniami urodzinowymi ze zdjęciem czerwonych ust oczywiście obrazek zaczerpnięty z Internetu. Niestety nie odpowiedział na te życzenia. Wcześniej wysyłała wiele obrazków, np. klasyczny obrazek z napisem:” Jesteś tak blisko, a jednak daleko.. Wtedy odpisał- „Jakie to śliczne!”

W międzyczasie notorycznie sprawdzała jego profil i aktywność na Facebooku i złościła się tym, że wśród jego znajomych były same kobiety, z którymi flirtował uwodzicielko.

Pewnego razu zamieścił piosenkę o zamkniętych drzwiach i kolejną o Bogu.. dość tragicznie brzmiącą. W ogóle jej nie zrozumiała, poczuła, że drwi z niej i szydzi, że zamknął przed nią drzwi, a ona nie ma prawa wejść do niego, do jego gabinetu…

Tymczasem Tiferet kochała go coraz bardziej. Cały czas słyszała w głowie głos, że to jest przeznaczenie, że tylko razem mogą być szczęśliwi…

Odważyła się znów pojechać do niego na wizytę po upływie prawie roku. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, była ożywiona i udzielił się jej świąteczny klimat. Napisała SMSa: „Dzień dobry, Panie Doktorze czy zgodziłby się Pan przyjąć mnie na wizytę?” Zgodził się, wyznaczył termin jak zazwyczaj za trzy tygodnie. Jak zazwyczaj, ponieważ zawsze mówił odezwę się po niedzieli, to ustalimy termin kolejnej wizyty i oczywiście nigdy tego nie zrobił… Zawsze milczał i nie odbierał telefonu, gdy ona próbowała się dodzwonić, nie odpisywał na SMSy. A gdy godził się, bywało, że Tiferet w poczuciu rozżalenia i braku odwagi kilka razy przekładała wizytę. Tym razem udało się im spotkać. Zawiozła kupioną dla niego choinkę, taka zwyczajną, prostą zrobioną z siana i ozdobioną pomarańczami. Ucieszył się, lecz nie mógł znaleźć dla niej miejsca. Postawiła ją na blacie regału, a Mateusz przestawił ją po swojemu na biurko…

Po każdej wizycie była jak w letargu, niezwykle szczęśliwa i znów naładowana pozytywnie, by pisać do niego monologi w bardzo długich SMS-ach i długich e-mailach. Sam dał jej już dużo wcześniej adres swojego maila mówiąc, że długie wiadomości z pewnością łatwiej będzie jej pisać w mailu. Na żadne wiadomości jednak nie odpowiadał, zablokował swój profil na Facebooku. Zrobił to po tym, gdy napisała dość śmiałe i aroganckie słowa na temat jego żony. Z zazdrości o nią napisała, że jego żona jest płytka, a on sam otacza się flirtującymi z nim kobietkami… Uznał, wówczas, że Tiferet jest dobrym psychologiem.

I tak minęły trzy lata… Jeździła raz w roku na wizyty, tzn. w okolicach Świąt Bożego Narodzenia.

Jednak każdego dnia wysyłała Jemu wiele wiadomości SMS-owych, tzn. zmiennych emocjonalnie wiadomości na temat jej przemyśleń co do życia, ogólnych refleksji i coraz odważniejszych słów o miłości. Bywało, że zaprzeczała sama sobie. Raz pisała, że jest pewna swojej miłości, że kocha go i zaczeka, żeby otworzył na nią serce, że da jemu tyle czasu ile potrzebuje, a zaraz potem pisała- „Ok. jak nie to nie… Znam swoją wartość i nie będę Ciebie o nic prosiła, nie potrzebuję Twojej miłości”… Długo nie wytrwała w takich postanowieniach, bo zaraz następnego dnia pisała jak bardzo go przeprasza i prosi o wybaczenie. I znów wyznawała miłość. On oczywiście nigdy nie odpisał na żadną wiadomość…

Na wizytach zazwyczaj wygłaszał jednozdaniową odpowiedź na temat jej wcześniejszych monologów. Tym razem powiedział: „Długo na to wszystko pracowałem…”. Podkreślił, że świat materialny jest ważny dla niego i nie zrezygnuje z tego czego dorobił się w życiu. Tiferet przekonywała go, że też ma dom i też długo na niego pracowała. Wysłała wiele zdjęć z wyglądem domu i ogrodu. Mateusz odpisał: „Ładna chatka”…

Tłumaczyła go w jakiś sposób… Zawsze znajdowała dla niego wytłumaczenie. W jej wiadomościach pojawiały się słowa, że będą razem, gdy tylko wykona jakieś ważne dla niej zadanie, dotyczące jej spraw osobistych. Pisała, że ma na głowie pracę, dom, dzieci i w myślach wyznaczała sobie jakieś odległe terminy spotkania, tzn. myślała, np. że gdy zadba o dom, uporządkuje ogród, wróci z wycieczki, opali się, schudnie i zadba o swoją atrakcyjność, kupi nową sukienkę i buty, samochód i nowe meble wówczas będzie mogła pokazać się Mateuszowi. Czuła w sobie jakąś blokadę. Uważała, że musi na nim zrobić wrażenie aby ją zechciał. Rzeczami materialnymi chciała Jemu dorównać i zachęcić do relacji i związku. Myślała o nim bardzo poważnie. Tiferet widziała w Mateuszu mężczyznę swojego życia, z którym chce stworzyć rodzinę.

Pewnego dnia zobaczyła przed swoim domem małe BMW, w którym siedziało kilku mężczyzn. Była pewna, że widziała tam także Mateusza…

Pan doktor bardzo inspirował Tiferet, motywował ją do podnoszenia jakości swojego życia i podejmowania wielu działań, aby jemu zaimponować. Tiferet jako nauczycielka była aktywna i miała poczucie, że znajduje się we właściwym miejscu, na właściwym stanowisku. Organizowała dla uczniów wyjazdy, wycieczki zagraniczne. W jej głowie pojawiła się myśl aby poprosić Mateusza o symboliczne wsparcie, wówczas będzie mogła pochwalić się jemu swoją zawodową aktywnością. W wiadomości SMS-owej poprosiła go o symboliczne 50 zł., lecz oczywiście nie zareagował. Mimo wszystko Tiferet wysłała doktorowi podziękowanie

e-mailem, takie samo jak wielu innym sponsorom:


Ciągle jeszcze istnieją wśród nas anioły, nie mają wprawdzie żadnych skrzydeł,

lecz ich serce jest bezpiecznym portem dla wszystkich, którzy są w potrzebie.

Wyciągają ręce i proponują swoją przyjaźń…


OFFICIUM OFFICIO PROVOCARUR

/Życzliwość wywołuje życzliwość/


PODZIĘKOWANIE

Dla

Sz. P. Mateusza

Dyrektor

Rada Pedagogiczna

oraz uczniowie pragną wyrazić gorące i serdeczne wyrazy wdzięczności za pomoc i wsparcie finansowe.Dzięki ofiarności ludzi dobrej woli możliwa jest realizacja naszych zamierzeń i celów. Nasi wychowankowie cieszą się z ofiarowanych darów, które pozwolą na spełnianie marzeń. Głęboko wierzymy, że okazana siła serca będzie nas wspierać w dalszej pracy. Wyrażając swą wdzięczność za dobrą wolę życzymy wielu sukcesów i powodzenia w realizacji życiowych zamierzeń.


Oczywiście na te słowa jej Mateusz także nie zareagował. Poczuła jednak ulgę, że mógł zobaczyć jej zawodowe działania. Zajęła się więc pracą zawodową i swoim życiem.

Potem było już coraz gorzej, ponieważ jej mąż zaczął pracować dodatkowo, a ona po zajęciach w szkole zajmowała się pracą męża w ich sklepie. Wracała do domu późnym wieczorem sześć dni w tygodniu. Jej życie kręciło się wokół pracy: szkoła, sklep, dom, dzieci które w międzyczasie skończyły maturę i wyjechały na studia, a także jej dodatkowe studia podyplomowe zabierały jej dużo czasu. Jednak myśli i wiadomości wysyłane do Mateusza każdego dnia, dawały jej ogromną, niewyczerpaną siłę by żyć.

Mateusz zmienił auto, jej sytuacja materialna także poprawiła się diametralnie. Wcześniej 25 lat żyła ze skromnej pensji nauczycielki, ponieważ sklep raczej nie był dochodowy. Mąż był pracowity i we własnym zakresie wykonywał wszystkie remonty w domu. Cieszyła się wówczas każdą nową rzeczą w domu. W domu, który remontowali praktycznie przez 25 lat od momentu wprowadzenia się i nigdy tym nowym inwestycjom nie było końca… Tiferet zmieniała płytki, panele, przestawiała ściany działowe, zmieniała kolory i mimo wszystko nawet cieszyła się swoim materialnym życiem. Cieszyła się ogrodem, w którym spędzała większość swojego wolnego czasu, 25 lat swojego życia spędziła ciężko w nim pracując, lecz warto było… To jedyna rzecz, która cieszyła jej serce.

Cały czas miała w głowie, w myślach swojego Mateusza. Pisała do niego miliony wiadomości. Bywało, że gdy czasami zaczynała mieć jakieś przebłyski, że coś z nią nie jest ok. skoro pisze od kilku lat do obcego poniekąd mężczyzny, a On nie odpisuje, wówczas zdarzało się, że odpisał jakieś krótkie słowo: „Ok. Pozdrawiam” — oczywiście w odpowiedzi na jej długie monologi. Te słowa znów motywowały ją do dalszego pisania, dodawały jej odwagi.

Podczas jednej z pierwszych wizyt Mateusz powiedział: „To jak to jest. Wpuszczamy do siebie energie, czy nie?” Zapytał, lecz nie oczekiwał odpowiedzi, a sam zajął się zębem, oczkując od Tiferet szeroko otwartych ust… Długo potem zastanawiała się co ma myśleć o tych energiach, o których mówił Mateusz i pogubiła się w tym, czy powinna myśleć o nim czy też nie. Nie chciała, żeby przez nią cierpiał, nie chciała jemu zrobić przykrość o czym wielokrotnie jemu pisała…

Po pół roku od momentu poznania się pojechała do niego z bukietem kwiatów w dniu Jego imienin. Czuła taką potrzebę, ponieważ wcześniej pisała do niego długie monologi na temat tego, że w życiu trzeba umieć się dzielić, pamiętać o sobie. O tym, że gdy odnajdą się dwie połówki pomarańczy, wówczas jedna powinna drugiej pomagać i wspierać się wzajemnie. Stanęła więc przed Mateuszem z jakąś niezręcznością i zażenowaniem w głosie wybełkotała kilka nieporadnych życzeń. On zajrzał w bukiet czerwonych róż szukając w kwiatach bileciku. Podziękował z uśmiechem i zaniósł kwiaty do gabinetu swojej żony, ponieważ w swoim miał wizytę, kontrolę z Urzędu Skarbowego. Pożegnał Tiferet pośpiesznie, a ona czuła się jak wariatka, zakłopotana i zostawiona w pół słowa.

Podczas powrotu do domu słyszała w radio słowa piosenki Sylwii Grzeszczak, pt.: „Księżniczka” o księciu i bukiecie czerwonych róż…

W jej sklepie także pojawiła się w tym samym czasie kontrola z Urzędu i jakaś grzywna do zapłaty, zapewne u Mateusza także, lecz Tiferet nie uzyskała od niego na to pytanie odpowiedzi… Czuła się winna, że przez jej mentalne połączenie z Mateuszem ściągnęła na niego lub/i na męża Urząd. Sama pogubiła się w tym kto, komu szkodzi lub/ i pomaga…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 55.74