E-book
7.88
drukowana A5
19.01
Wiersze na pogodę ducha

Bezpłatny fragment - Wiersze na pogodę ducha


Objętość:
39 str.
ISBN:
978-83-8455-891-1
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 19.01

Pogoda jak przygoda.

Zbiór „Wierszy na pogodę ducha” Jarosława Bogusiaka jest ofertą dokładnie taką, jak mówi tytuł. Autor bawi odbiorcę różnorodnością wątków tematycznych, ale także zróżnicowanymi formami wiersza regularnego. Esencją przekazu jest przymrużenie oka na rzeczywistość oraz umiejętność zabawy słowem i wierszowaniem.

Słowna gra jest widoczna już w wierszu otwierającym zbiór pt „Bez mała”. Autor znakomicie gra słowami „bez”, „lilak”. Moim zdaniem mistrzowska robota.

Dalej znaleźć można lipogramy, zabawne teksty, które opisał Julian Tuwim w swojej głośnej książce „Pegaz dęba”. Chwyt polega na opuszczeniu głoski, częstej w danym języku.

Humor, żart, ironia, gra słowami wypełnia każdy utwór w zbiorze, a co za tym idzie, autor umie wyprowadzić z ustalonych, utrwalonych schematów. Literatura bowiem (szczególnie ta wysoka) zamyka nas w pewnych obrazach kogoś lub czegoś. Dobrym przykładem jest wiersz „Nie ma Romea”.

Czytelnik tego zbioru może się też przekonać, że frywolność jest niezbędna, by rozkwitał dobry humor. Bo jak nie być frywolnym i nie rozpalić wyobraźni, gdy pisze się o seksie nie z tej ziemi.

Nietrudno zauważyć, że autora „Wierszy na pogodę ducha” łączą więzy humoru z tuwimowską tradycją żartu i satyry. A ta sięga jeszcze czasów rzymskich, gdy swoje satyry tworzył Horacy.

Sposobów wierszowania i gatunków poetyckich jest więcej. Znajdziemy cykl limeryków, moskalików i formę o nazwie „Geografomaniaki”, co sugeruje, że podróżowanie jest autorowi bliskie, żeby nie powiedzieć mocniej — bliskie obsesji.

W wierszu „Cisza nad jeziorem” poeta używa metafory „krzywy horyzont”. To określenie znakomicie oddaje punkt widzenia i sposób wyrażania własnego odbioru świata. Różnorodność jest podstawą, pogodny duch nie lubi linii prostych. Linia łamana oddaje ducha autora.

Przygoda — to krzywy horyzont Jarosława Bogusiaka.

Bardzo polecam tę twórczą przygodę.

Hanna Prosnak

Bez mała

Raz Lilka mała

W ogrodzie bez miała.

A że była dociekliwa,

Spenetrowała archiwa,

Atlas kwiatów i słowniki,

Nawet Tuwima tomiki.

LILAK — wyczytała, to jakby brat Lilki.

Pokraśniały lica wrażliwej dziewczynki.

A lilak pełen siostrzanej miłości

Oddawał nadmierne zapachu ilości.


Jeden gość, tym zapachem odurzony

Narwać chciał bukiet bzu dla żony.

Po pierwszych gałęzi trzasku

Doczekał się Lilki wrzasku:

A TY TAKI OWAKI

ZOSTAW LILKI LILAKI!

Lecz cyniczny bęcwał

W te słowa się ozwał:

Coś ty sobie ubzdurała,

To zwykły bez, Mała.

Wieża Babel

Na budowie wieży Babel

Bóg pomieszał języki

Był to semantyczny bubel

Co wywołało głośne krzyki.


Panie, Master, Towariszcz

Rozbrzmiewało z wysoka

Zabierz nas z tych zgliszcz

Z tego świata rynsztoka.


Bóg zatyczki douszne

Bez pośpiechu założył.

— Choć protesty są słuszne,

Słów już nie będę mnożył.


Czyś ty rycerz czy kmieć

Taka jest wola nieba

Żeby się porozumieć

Zamenhofa wam trzeba.

Seks nie z tej ziemi

Starship muska chmury

Dziarsko opada z wysoka

Zadzieram głowę do góry

A cóż to za dziwna wywłoka?


Czepiła się nóg lądownika

I własne nogi rozkłada

Czy to złudzenie, omam błędnika?

Kosmita w formie owada.


Drodzy Ziemianie- rzecze poczwara

Przybyłem na wasze wezwanie

Nieziemskie marzy mi się bara-bara

Z samicą intymne spotkanie.


Na kopulodrom panią proszę

Darmostój mój już czeka

Kwantowy igrzec ci przynoszę

I fifułkę, co dynda z lekka.


Flańtanie czeka na babiznę

I chłostak całkiem nowy

Zedrę ja z ciebie gać i bieliznę

Bzdyk we mnie wzbiera zdrowy.


Mam tu sepulek duże ilości

Do których Lem tak wzdychał

I conradowskie jądro ciemności

Jako rezerwę na finał.


Ale ziemianka nosem kręci

Daj spokój Ufoludzie

Kiedy na seks biorą mnie chęci

Gustuję w ziemskiej urodzie.


Mój facet jak mi odpali

Trzy człony swojej rakiety

To niech się kosmos cały wali

I twoje fikuśne gadżety.

Na przełaj

Raz Ankę z miasta Biłgoraj,

Poślubił w trymiga Mikołaj.

Przełaj nosił on nazwisko.

Na skróty poszli, ot i wszystko.

Smutku nie znali,

bo się kochali

Bo Przełaj kochał ją,

a ona go.

W redakcji znanej gazety

(„Na przełaj” się zwała, niestety)

Gdzie Anka była dzielnym

Redaktorem naczelnym.

Zwalczała tam łatwizn plagę,

Częstego chodzenia „na szagę”.

I była załogi postrachem,

Szokując inwektyw rozmachem.

Bo nie jest to czcza połajanka,

Gdy zelży cię Przełaj Anka.

Nad wyraz

Raz pewien gość w Alcatraz

Odniósł w bójce lekki głowy uraz.

Choć rozcięty miał łuk brwiowy

A pod okiem siniak zdrowy

To pogodny był nad wyraz.


Bo przeciwnik, z którym bił się nieraz

Inteligencji miał niski iloraz

A facjatę jak z Picassa obrazów

I w dodatku od zadanych razów

Jeszcze głupszy wyraz twarzy miał teraz.

Nie do zdarcia

Radził mi kiedyś Marquez Garcia

Bym kupił farbę nie do zdarcia,

O której pisał w swej młodości

W powieści „Sto lat odporności”

Lata mijały. Przeminął wiek złoty,

Aż na suficie zalśniły kłopoty

Bo sąsiad z góry pijał trunki często,

Ale do szklanki nie trafiał zbyt gęsto.

I przyszło do mnie to zalanie.

Było odporne na ścieranie,

Plamy jak dłonie Lady Makbet

Koloru — mazowiecki pasztet.

Więc łapię szpachlę, raszplę, pilnik

Szoruję, ścieram, drę już tynki.

Wreszcie ustałem, bowiem w dziurze

Ujrzałem barchanowe róże

Na pupie starszej sąsiadeczki

Wielkiej jak stulitrowe beczki.

Ach, nie tknę tego materiału

Aby nie pójść do kryminału.

Bo majtki, jak mawiała babcia

W tym wieku już są nie do zdarcia

Dziadek i wnuczek

Raz głuchy dziadek nakarmić chciał wnuczka

I spotkała go w nagrodę okrutna nauczka.

Starzyk by niejadka namówić na jadło

Używa wybiegów, by do ust coś wpadło.

By odwrócić uwagę od łyżki kopiastej

Pełnej obrzydliwej kaszy kleistej

Dziadek rzecze: spójrz lecą kluczem gęsi

A wnuczek na to odpowiada: „ęsi”

I już po ptaku nie ma nawet znaku

Mało słów zna chłopiec, ale to zna: „Kaku”

…Pewnie odleciały w pole, za chałupę…

Malec już nie mówi, ale drze się „Kupę!!!”

Gdy do nosa dziadka dotarły złe wonie

Pomyślał:

Po aparat słuchowy jutro już zadzwonię.

Listopad na plus

Listopadzie!

Jesieni minorowy akordzie

Co brzmisz w Szopena nokturnach,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 19.01