E-book
13.65
drukowana A5
40.8
Wiersze II

Bezpłatny fragment - Wiersze II


Objętość:
194 str.
ISBN:
978-83-8189-617-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 40.8

Na początku

Na końcu tego początku

Było słowo.

Za nim

Cały świat.

Proste

To ma być proste,

Pewne jak spojrzenie w oczy.

W szczypcie milczenia

Pokiwać głową,

Podać rękę,

Westchnąć…

Kurtyna

Widzę koniec,

Puste nic.

Twardą jak mur

Ciemną kurtynę,

Którą trzeba podpalić

Rozstania

Więc to nie kłapnięcie drzwi,

Ani brzęk talerza w kuchni,

Całującego świeżo wypastowaną podłogę.

To raczej skrzypnięcie starej furtki,

Która nie może się doczekać ognia.

To wielki znak zapytania

Nad twoimi żyłami,

Które dla mnie chciałaś kiedyś ciąć.

/***/

Trzymając się za ręce,

Dzieciny schodzą w dół ulicy.

Chowają się pod latarniami

I w ciemnych parkach, na ławkach,

Dzieciny szepczą do siebie.

Ślą obietnice, słowa i łzy.

Zasłuchani w ciszę

Odwracają głowy kąsani przez kłamstwo.

Mój dom

Mój dom ma jej twarz,

Kilka drobnych zmarszczek uśmiechu.

Paradoksy

Pędząc na zachód

Doganiam wschód.

Brnąc na północ

Znajduję południe.

Szpieg

Skradam się jak szpieg,

Łamię powoli twój szyfr.

W tym śnie,

Ten sam sens.

Po mym ramieniu

Przebiega cichy dreszcz.

Położę głowę na twym sercu.

Chcę tylko słyszeć jak bije.

Noc śpi

Może coś znika

Jak znak na drodze.

Nie ma gdzie pójść,

Więc śpi.

Noc śpi.

Koniec

Za blisko, by widzieć,

By coś przegapić.

Ty, Słonko, już wiesz.

Zachodzisz…

Rozstaje

Co za sen na mnie zsyłasz?

Pod dotknięciem cały się rozpływam.


Usta drżą pustym słowem.

Czemu każdy krok bólem krwawi

Nie na swojej drodze?

/***/

Tak sobie wróciło.

Usiadło między nami

Jak kot — zawsze na tym,

Co nas boli.

I tak pręży się,

Wyciąga i ziewa

Z przejedzenia.

Już mu więcej nie trzeba.

Północ

Po kolana w śniegu,

Idę na północ.

O mroźne słońce!

Pogłaszcz moje serce

W wieczną noc,

Wciąż czekam na świt.

W życiu,

Które skuwa lód.

/***/

Tam pokazali ci drzwi,

Tu nie dali nawet stać.

To tylko te ich wargi

I bezruch ślepego serca.

Pełzanie

Śmiejesz się, że klęczę

Zamiast iść do przodu.

Jak ty, krok w krok.


Dobrze być blisko ziemi,

Gdy tylko się pełza.

Widzenie

Kiedyś widziałem,

Bo patrzyłem.

Teraz tylko się rozglądam.

Królestwo

Moje życie to królestwo,

Na wojnie z głupcami o tron.

Każdą wydartą chwilę wolności

Tulę do siebie bez litości.

/***/

Ugryzł mnie w palec,

„Tak” — pomyślałem,

„On chce być sam.”


Człowiek za oczami zwierzęcia.

Wieczność

Nas tu nie ma,

Na raz — dwa — trzy

Zamykamy oczy.


A to nie żaden czar.

Jeden skok,

Znów żyjemy wiecznie.

Wzory

Wczoraj znalazłem starą koszulę.

Taką, jakiej już się nie nosi.

Kilka haseł

Na dnie serca.

Wzory stapiają się w jedno,

Przepoczwarzają na drugą stronę.

To, co widzę

Ma swój koniec

Zawsze.

Koc

Daj mi koc.

To wystarczy.

Ciepło jak zawsze

To najlepsza odpowiedź.

Przebłysk

W locie

Między jednym a drugim,

Tylko chwila.

Na przystanku

Jak smak z innego świata.

Drewniany Chrystus

Drewniany Chrystus ze ściany patrzy w moją twarz,

Drewniana rana z jego boku krwawi ciężką łzą.


Drewniane usta znów zadają to pytanie.

Na pożegnanie

I znów się ode mnie oddalasz.

Kręcisz i szydzisz nieubłaganie.

I pytasz, czy coś na koniec powiem,

A w mojej głowie tylko jedno słowo — „spadaj.”

Ruch

Ty tu toniesz,

Choć to nie koniec.

Toniesz cały w swojej łzie.

Póki dom jeszcze cały

I pewny, tak jak ty.

Wszyscy widzą

To, co mogą.

Pod sam sufit wniebowzięci.

A ty taki — jak to mówią —

Niewyraźny, gdy wybucha wielki śmiech,

Tu naprawdę już nie ma cię…

Z daleka

Oto wszystko — co można tknąć.

Sen, który chce trwać.

Tu, na końcu świata,

Gdzie wywiał los.

Ale razem — to oni,

Choć nie w pełni,

Jakieś jutro, dla nich lub nie,

Pewnie jest,

Więc są

I wciąż będą,

Zimni i na zawsze piękni.

Kontakt

Żegnam się krótko,

Zawsze, gdy kończę,

Te kontakty

Są takie męczące.

Prawdziwe batalie,

Noże — nie słowa.

Gdy Bóg to usłyszy,

To już tylko się schować!

/***/

Wyprowadzony z lasu

Na żer miastu.

Czasem wolałbym kamień i nóż.

Zimne klamki

Z domu odszedłem nagle.

Ojca nie było, matka płakała.

Od tej pory,

Wszystkie klamki są zimne.

/***/

Cicho tu,

Nikogo między tobą i mną.

Milczę przez zaciśnięte usta.

Pieniądze

Ty, słuchaj, pieniądze.

Sałata z nieba sama nie spada.

Stać pod murem umie każdy,

Ale po co go podpierać?

Słucham, słucham więc,

Tylko ryki bydlęcego serca.

Twardy grunt

Nie zapiał kur,

Nie musiałem się zapierać trzy razy.

Wystarczył lekki wiatr.

Teraz już nic nie wiem,

Tylko idę.

Czuję twardy grunt po każdym kroku.

Jak siebie samego

Dzielimy się miastem,

Jak chlebem po którym się pierdzi.

Jakiś menel napluł na ławkę,

Wiadomo — nie siadać.

Kochaj bliźniego jak siebie samego,

Powtarzam w myślach

Przez zaciśnięte zęby.

Koniec świata

Tu nie chodzą autobusy,

Tylko szeleszczą brudne firanki.

Dzień do dnia składane na zapas.

Oby tylko nie zabrakło.

A w tamtym domu

Ciemna noc, że oko wykol.

Ten nie wrócił,

Nie wróci.

Tak tu wszyscy mówią,

Stamtąd nikt nie wraca.

Przepaść i mrok,

Tam kończy się świat.

/***/

Wychodzą i idą

Drugie śniadania, gazety,

Lizanie oliwy z wody.

Skrzyżowanie

Skrzyżowaliśmy się.

Nie ma już dokąd iść.

Kilka dróg do końca

Za nami…

/***/

Szukając dotyku Nieba,

Bez sił na kolejny ruch.

Schowam głowę pod skrzydła anioła,

Bez wystrzępionych piór.

Do końca

Przytulam się do siebie,

A wiatr jest za zimny.

Rachunek nie kłamie,

Nie opłaca mi się bez ciebie żyć.


Pojedynczy oddech,

Jak twój cichy szept.

Moje okno szeroko otwarte

Łapie tę samą falę.


To miłość mnoży się.

Tak miłość mnoży się.

Poker

To tylko

Tasowanie słów.

/***/

Oślepłem wreszcie,

Tyle razy widziałem

Nowy świt.

Promień zimnego słońca

Nie dał mi za wiele,

W mojej piersi

Wyrósł twardy głaz.

Profil

Opisuje mnie profil

I kilka numerków na plastiku.


Włącz.

Zgaśnij.

Zapomnij.

Będzie

Zerwana noc do kresu siebie

Jak tych kilka śladów na skórze.

Niedopałki w okolicach serca.

Chleb

Powiew jutra,

Bo jeszcze można.

Trochę chleba,

Bo jeszcze jest.

Nadal wystarczy,

Nadal musi.

Prawda

Niektóre są przeżyte,

A inne przezwyciężone.

Coraz dalej od źródła

W kolejnych wersjach prawdy.

/***/

Chłopiec patrzy,

Dziewczynka śpiewa.

Mają już swoje miejsce,

Tam na samotnej łące,

Przytulają się do nieba.

Ptaki czują jesień

Tej zimy nie będą już grzać.

Wszystko pokrył śnieg.

Nawet usiąść to przecież mokro.

Tylko ptaki

Rozkładają skrzydła.

Odlatują, gdzie chcą.

Próżnia

W próżni

Żyje skóra

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 40.8