E-book
23.63
drukowana A5
33.74
drukowana A5
Kolorowa
53.78
Wiersze

Bezpłatny fragment - Wiersze


Objętość:
40 str.
ISBN:
978-83-8440-552-9
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 33.74
drukowana A5
Kolorowa
za 53.78

Traktor

Stoi na polu, wielki i ciężki,

W błocie po rosie, gubi nakrętki.

Tłusty od smaru, brudem okryty,

Wielki jak góra, z żelaza wybity.


Stoi i dymi, sapie i stuka,

W kurzu czeluściach iskierki szuka.

Już mu w cylindrach paliwo gra!

Już mu w chłodnicy woda wrze! Ha!


Tłoki ruszają! Najpierw powoli,

Jakby go nogi bolały z niedoli.

Pyr-pyr-pyr-pyr...

Puk-puk-puk-puk…


Lecz nagle – BUCH!

Wprawił się w ruch!

Koła jak młyńskie kamienie się kręcą,

Zębatki w środku metalem brzęczą!


Ugryzł lemieszem czarną rędzinę,

Wypiął swą dumną, stalową klatę,

Ciągnie za sobą pługów gromadę,

Ciężką, żeliwną, lśniącą paradę!


I pędzi! I ryczy! I ziemię pruje!

Żadnej przeszkody dzisiaj nie czuje!

Wrrr-ta-ta! Wrrr-ta-ta! – niesie się echem,

Aż się skowronek dławi ze śmiechem!


Z tyłu siewniki, z przodu chłodnica,

To nie jest ciągnik – to jest konnica!

Przez bruzdy! Przez doły! Przez glinę! Przez piach!

Aż w uszach dzwoni, aż w głowie strach!


A skądże to? Jakże to? Czemu tak gna?

Bo w rurach olej i ogień on ma!

To siła jest koni – nie dwóch i nie trzech,

Lecz siła to dwustu! — zapiera mi dech!

Bóbr

Nad rzeczką, pod wierzbą, gdzie woda się pieni,

Pracuje inżynier w tej leśnej zieleni.

Nie nosi on kasku, nie trzyma wykresu,

A jednak nie czuje przy pracy tu stresu!


To Bóbr jest! Patrzcie! Jaki on żwawy!

Zęby jak dłuta, ogonek dla wprawy.

Chrup! – i olszyna już leci na ziemię.

Trach! – i wierzbiny dźwiga już brzemię.


Tu gałąź przyłoży, tam błotem zalepi,

By konstrukcja stała mocno, tak ją ulepi.

Pomiary on robi bez calówki w dłoni:

„Tu woda przyciśnie! Tu nurt nas dogoni!”


Układa, pasuje i ciągle muruje,

Żadnej fuszerki bóbr nie toleruje!

Bo tama to nie jest zwyczajna zapora,

to lekcja pilności i niezła pokora!


I płynie nauka z bobrowej roboty,

Dla tych, co do pracy nie mają ochoty:

Gdy plan masz solidny i działasz z mozołem,

To nawet i rzekę zatrzymasz swym czołem!

Motylek

Na liściu, na samym brzeżku,

Siedzi grubasek w miłym uśmieszku.

To gąsienica – żarłok nienasycony!

Wcina sałatę z każdej, ach, strony!


Chrup, chrup! — gryzie, mlask, mlask! — liże,

Brzuch jej pęcznieje, coraz jest bliżej...

Bliżej czego? – spytacie w biegu.

Bliżej wielkiego, dziwnego noclegu!


Nagle – stop! Koniec jedzenia!

Zaczyna się proces przepoczwarzenia.

Wije się nitka, gęsta i biała,

W kokon się zmienia postać jej cała.


Śpi tam dni kilka, śpi tam tygodnie,

Czy jej tam ciasno? Czy jej wygodnie?

Cisza... bezruchu... ciemność dokoła...

Aż nagle słońce ze snu ją woła!


Trach! – pękła ścianka. Szu! – coś się rusza.

Wychodzi z cienia barwna jej dusza!

Rozprostowała mokre skrzydełka,

Lekka jak piórko, lśni jak muszelka.


Już nie ma brzucha! Nie ma turlania!

Jest tylko radość z napowietrzania!

Frrr! – nad makiem,

Hops! – nad krzakiem.

Leci motylek podniebnym szlakiem!


Zamiast sałaty – nektar już spija,

Czas jej na tańcu słodko wciąż mija.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 33.74
drukowana A5
Kolorowa
za 53.78