Wstęp
Niniejszy tomik to w przeważającej większości podróż w przeszłość, powrót do wierszy pisanych w latach 2002—2004.
Zostały one przeredagowane i na nowo ubrane w słowa, zyskując dojrzałą formę, która, mam nadzieję, trafi prosto do Twojej duszy.
Dedykuję ten tomik moim przyjaciołom, bo to właśnie dzięki nim stałam się kompletną osobą, pełną siły, miłości i wizji samorozwoju.
1. Fragmentacja jaźni
W pustce absolutnej swój dom odkryję,
Tam gdzie słowa tracą ostry, twardy kształt.
Spróbuję żyć, niech nowy świt się wleje,
Wiarę dam burzom, co rozszarpią świat.
A głowa ma, ta szara, pusta czara,
W niej szukam stron, co prawdy sens utkają,
jak stara mara.
2. Objęcia fetoru
Śmierć tańczy tańca zgniłego, z mokrych głębin ona,
W jej cuchnące ramiona wlewam się bez oporu.
W jej martwym wzroku, z pustką i jednym tchnieniem,
Dusza rozpływa się, zmieniając czas w torfowe odory.
Bezlitosna esencja rwie mój byt, gnilne strzępy.
Wiatry topią resztki człowieka, bez szans na potrzeby.
3. Skaza istnienia
W mroku umysłu,
słowo spłowiałe.
Plugawy szept,
stłumiony lament.
Okuty w cierń,
krwią naznaczony.
Pierwszy oddech, ostatnie tchnienie.
4. Czułość
Miłość i samotność, niczym siostry złączone,
Splatają swe drogi, niemożliwe do zerwania.
Nie rozdzielaj ich, nie sięgaj po sznur!
Miłość bez samotności blednie w nieprawdzie,
Samotność bez miłości staje się rozpaczą.
5. Skazany na los
Cień śmierci, szept nienawiści,
Pięść przemocy serce czyści.
To bezwładna, przeklęta niemoc,
Praca bez wynagrodzenia co noc.
Samotność bez kresu, długa,
Jak choroba, co duszę ruga.
Kwiaty, płatki w proch obrócone,
Przez słońce palące — tym nasączone.
Serce, jadem stygmaty w nim,
Bije bólem, wnika dym.
Jego spojrzenie, bez litości śladu.
Światło — otchłań zatracenia i gradu.
Tylko zapomnienie i sztywny kark losu,
Zachodzi nowy dzień patosu.
6. Bój duszy
Chcę gonić spokój, choć jego drogi kręte,
Drogi pełne grozy, z otchłani wzięte.
Walić głową w mur, z pokus szatańskich wzniesiony.
Nie ulec im, by nie być złamanym,
Jak delikatny krokus, na wietrze pochylony.
7. Melodia powrotu
Odnaleźć pieśń, zapomnieć ból, odrzucić mroku woal.
By do życia wrócić, nim słońce skryje, wtórnej brzydoty szal.
Znać drogę wśród gwiazd, przez nieba rozkosze,
Być wiatrem, co z morza swe pieśni przynoszę.
Niech umysł nie kusi, ni trucizna się wlecze,
Jak lekki obłoczek, co wiatrem uciecze.
Zaciągnąć się wonią świata, co znów się budzi,
W odmętach szaleństwa, wariata nie trudzić.