E-book
5.46
drukowana A5
18.45
Widok z okna

Bezpłatny fragment - Widok z okna


Objętość:
73 str.
ISBN:
978-83-8189-193-6
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 18.45

.

Widok z okna

Mury obronne

dotykam muru

oglądam rany po oblężeniu

i odciśnięte palce

nieznanego człowieka


cegła skruszona przez czas

trwa na stanowisku

nie opuszcza miejsca

wyznaczonego przed wiekami


w wypalonej glinie

utrwalone są opowieści

wyczuwam chropowatość

zapisanej historii

Korzenie

Pamięć zahacza o ziemię,

grudki rozbite w dłoniach,

wieczny niepokój o urodzaj.

Pory roku i wahania barometru

wyznaczają rytm życia.


Obrazek — biedna wieś nad rzeką.

Na sznurku nad piecem

dyżurują dwie sukienki.

Gorsza — codzienna, lepsza — odświętna.

Buty śpią w kącie, by raz w tygodniu

powędrować na kiju do kościoła.


Nieistniejący świat wędrownych kramarzy

i biednego żydowskiego krawca.

Parę zdjęć uchwyciło szczęśliwe chwile

— jedyny spadek po dziadkach.

Poczucie bezpieczeństwa

nad ranem kot wślizgnął się przez uchylone okno

bezszelestnie zeskoczył z parapetu

zwinął w kłębek i schował pod krzesłem

w zielonych ślepiach zamknął nocne przeżycia


we śnie powróciła niepewność wczorajszej nocy

strach skazał na wędrówkę po płotach i dachach

poza zasięgiem wściekle ujadających psów

i potężnych bestii mknących po miejskich ulicach

spieszący się ludzie nie wzbudzali zaufania


na krześle przewieszona męska koszula

poruszała się lekko w rytmie oddechu wiatru

szeleściła kołysankę i utulała do snu

długimi ramionami w pustych rękawach

Łapacz snów

Czas popycha wskazówki zegarów.

Po pracowitym dniu zapada zmierzch,

szarość pochłania kolory.


Dźwięki rozpraszają się w powietrzu,

nastają długie godziny ciszy.

Świat powoli zastyga w bezruchu.


Księżyc, blady satelita Ziemi,

podąża w kierunku ciemności

w odwiecznym rytmie kwadr.


Noc daje ukojenie ludziom.

Zmęczone ciała układa do snu,

a myślom pozwala ulecieć.


Człowiek sięga do podświadomości.

Otwiera księgę zdarzeń przyszłych,

przenika głębię myśli.


Sny znikają dyskretnie nad ranem.

Odpływają po ciemnym niebie

Bez powtórki

Dzień układa się warstwami — godzina po godzinie

zawsze świt rozświetla szarość poranka,

a zmrok przywołuje sny.


Dni jak płatki śniegu — topią się i znikają.

Marzenia wsiąkają w glebę kroplami wody,

niewiele zostaje po niespełnionych pragnieniach.

Trudno znaleźć ciszę w środku dnia,

zatrzymać w myślach umykające minuty.

Czas rozsypuje się w mozaice kolorów, dźwięków.


Wiara znika, gdy nadchodzi wiedza,

nadzieja przemija po spełnieniu.

Miłość pozwala przetrwać codzienny trud.


Przytul, daj poczucie bezpieczeństwa.

Przegońmy smutek niszczący radość życia,

wyrwijmy dzień ze szponów złych wspomnień.

Dziedzictwo

Rodzinna pamięć sięga wieku.

Na sepiowych fotografiach

uśmiechają się bezimienni krewni

o zapomnianych życiorysach.

W ustnych przekazach

ożywa historia.


Nobliwy praszczur w surducie

przegrał wieś w karty.

Zdjęcie zrobione w Paryżu

przechowało rysy twarzy

i adres nieistniejącego atelier.


Mam jego oczy i uśmiech,

jedną wyszczerbioną filiżankę

ocaloną z rewolucyjnej powodzi.

Przechowuję podświadomy strach

przed hazardowymi grami.

Na strychu

W zakurzonym lustrze przegląda się duży pająk.

Na srebrną taflę zarzucił gęsty woal utkany z białych nici.

Świat stał się zamazany i widać niewiele, zaledwie kontury.


Czas zatrzymał się w zepsutym zegarze z wahadłem.

Milczy uwięziony pomiędzy

wieloma kółkami mechanizmu.

Dwa razy na dobę rozłożone wskazówki mówią prawdę.


W głębokich szufladach starego, dębowego kredensu

śpią czarno-białe zdjęcia uśmiechniętych ludzi bez imion.

Nie potrafią opowiedzieć dawno zapomnianych historii.


Sukienki z solidnych materiałów

wiszą w skrzypiącej szafie.

Niemodne, skazane na zapach naftaliny i bezruch,

marzą o słońcu.

Wierzą, że kiedyś moda się zmieni i ujrzą światło.


Drzemiące w kartonach książki, o pożółkłych kartkach,

zapamiętały dotyk wielu rąk, krople łez, zamyślenie.

Czasami opuszczają strych,

by dzielić się wiedzą, wzruszeniami.

Opowieść o domu

Znam dobrze kolejne metamorfozy.

Nowa estetyka zdjęła bogate ornamenty,

remonty pozbawiły finezyjnej urody secesji.

Oplątany winogronem, drzemie od lat w cieniu lip.


Kamienne schody ugięły się pod ciężarem wielu stóp.

Po deszczu w lustrze kałuży odbija się niebo.

Mosiężna klamka w kształcie smoka strzeże szczęścia,

a dębowe drzwi bronią dostępu obcym.


Bywam w snach o szczęśliwym dzieciństwie,

przemierzam długie korytarze i eleganckie salony,

chodzę po strychu wypełnionym wspomnieniami.

Wsłuchuję się w szelest wachlarzy.


Nie tak dawno minął wiek wytwornych dam.

Ze starych zdjęć uśmiechają się dalecy krewni.

Wędruję po cienkiej nitce utkanej przez czas.

Mam klucz do nieistniejącego zamka.

Pokusy

Nie mają ciężaru właściwego poważnych grzechów.

Szybko, w trybie doraźnym, usprawiedliwiają przewinienia,

a w sumieniu nie pozostawiają śladów bytności.


Każą porzucić obowiązki,

zapomnieć o datach w kalendarzu.

Siadają wygodnie w fotelu, odlatują w sferę marzeń.

W aromat mocnej kawy wplątują zapach szarlotki.


Nie zważają na kalorie.

Rozpuszczają w ustach słodycz nadziewanych czekoladek,

wieczorem podają lampkę szampana z truskawkami.


W słoneczne i ciepłe dni zapraszają na spacer do parku.

Kupują od kwiaciarki bukieciki fiołków za ostatnie grosze.

Są nagannie lekkomyślne, nie przejmują się finansami.


Małe pokusy i drobne kłamstewka znają się doskonale.

Wspólnie przeceniają niezwykłej urody torebki,

sukienki i buty.

Czasami okazyjnie nabywają kolorowe apaszki lub koraliki.


Niewinne grzeszki pełne

zniewalającego uroku i wdzięku

jak kropelki wody systematycznie padają na kamień,

kruszą monolit poważnych norm i niezłomnych zasad.

Pieczone jabłka

W jesienno-zimowe wieczory

salon pachniał pieczonymi jabłkami.

W piecu dojrzewał zapach owoców

wzbogacony elegancką nutą cynamonu i miodu.


Rozsypały się błyszczące kafle.

Czas skruszył szamotowe cegły.

Przepadł ażur żeliwnych drzwiczek.


Czasami wiatr przywiewa jak wspomnienie

dzieciństwa słodki aromat smakołyków

ukrytych pod cieniutką skórką.

Zapach chleba

O świcie lekko powiało.

Spoza ciemnych chmur

wyjrzał pierwszy promień słońca,

ogrzał zielone morze traw.

W górę wzniosły się złote pyłki

kwitnących zbóż.

Rozwinął płatki ogromny kwiat.


Wiatr snujący się wśród kłosów

zerwał się jak dziki koń.

Pocwałował z rozwianą grzywą

po rozległej równinie.

Spod kopyt wzbił gęsty kurz.


Spójrz na falujące pole.

Z milionów drobinek powstał kielich.

Uniósł się słodki zapach.

Chleb codzienny

W kuchennym misterium obchodzono

święto pieczenia chleba.

W drewnianej dzieży drzemało ciasto zrobione na zakwasie.

Budziło się, by połknąć kilogramy mąki, napić się wody.

Syte, pęczniało i zasypiało na kolejnych parę godzin.


Na drewnianych łopatach rozścielały się liście łopianu

jak pluszowe kanapy zapraszające do dalszego snu.

Piec otwierał szeroko gorące usta, lizał językiem ognia.

Ciasto skropione wodą udawało się ku przeznaczeniu.


Znak krzyża na brązowej skórce zapraszał na ucztę.

Pocałunek przepraszał kromkę upuszczoną na ziemię.

Czas niedostatku nauczył szacunku, pokory.

W rodzinnych opowieściach wracało widmo głodu.

Stuletnia podłoga

w starym domu zamieszkali nowi ludzie

zapuszczają korzenie

chcą wtopić się w krajobraz


po rozłożystej lipie pozostał suchy pień

umilkły pszczele chóry

wiatr rozwiał zapach majowych bzów

z ogródka zniknęły białe floksy

czerwienią się mury z klinkierowej cegły

nie zagląda przez okna winogrono


zacierają ślady po dawnych właścicielach

w innych kolorach kwitną ściany

wymienili okna na plastikowe

w drzwiach lśni inny zamek

czas uwięziony w dębowych deskach

skrzypi tak samo

Dom

gniazdo uwite z betonu i stali

w środku trochę szkła i drewna

ma przetrwać wieki

rozsypuje się natychmiast

gdy odchodzi człowiek

Śmierć domu

na skraju wsi drewniana chata

pochyla się jak zgrzybiała staruszka

pod ciężarem trosk


przez dziurawy dach

ciekawski deszcz zagląda do środka

podlewa wysmukłe brzozy

które wiatr posadził w pokoju


w oknach resztki firanek

konkurują z gęstymi nitkami pajęczyny

w potłuczonych szybach przeglądają się na zmianę

księżyc i słońce


zdziczałe maliny oplatają ściany

gąszczem zielonych ramion

wysokie malwy barwią się czerwienią

wśród rudych traw


pojedyncze sztachety zakreślają

teren dawnego ogrodu

bujne chwasty wzięły we władanie żyzną ziemię


co roku spróchniała jabłoń rodzi owoce o cierpkim smaku

potężny orzech rozpościera wielkie palce pełne cienia

niegdyś niepozorna lipka zamieniła się w ogromne drzewo

a złote pszczoły nucą cicho pieśń o słodkich kwiatach


pracowite czarne mrówki powoli oddają dom naturze

przenoszą go kawałek po kawałku wprost do nieba

Rodzinne spotkania

przybywamy do domu dzieciństwa

moje siostry — wędrowne jaskółki

wracają co roku do rodzinnego gniazda

nie zważają na trud dalekiej podróży


snujemy wspomnienia

aż do godziny liliowych obłoków

otulone zielonym chłodem lipy

miodowym zapachem kwiatów


rozmowom przysłuchuje się wiatr

trącający struny gałęzi

i ciekawskie słońce prześwietlające

koronę ogromnego drzewa


wiemy że jesienią musimy się rozstać

znajdę schronienie w odległym mieście

czarno-białe ptaki podążą na południe

przetną kolejne błękity nieba


minie parę miesięcy

słońce wyznaczy podniebne szlaki

ofiaruje siłę podtrzymującą skrzydła

wyśle zaproszenie do powrotu


spotkamy się ponownie

przetrwamy kolejne trudy

wzmocnione energią miejsca

w którym wszystko się zaczęło

Spotkanie klasowe

zobaczyliśmy się po wielu latach

szukaliśmy rozpaczliwie w pamięci

chłopców o posturze herosów

dziewcząt gibkich jak nimfy


czas — złośliwy szyderca

przemalował postacie

pijakom dorobił czerwone nosy

łakomczuchom domalował brzuchy

na twarzach postawił kreski grymasów

złe słowa zacisnął w wąskich ustach

bezlitośnie obnażył ludzkie wady


wspominaliśmy dawne dzieje

każdy odszedł do swojego życia

zabrakło wspólnych punktów

opowieści

Widok z okna

O szyby głośno dzwonią wielkie krople deszczu.

Dotykają się i łączą w szerokie warkocze strug.

Świat za szybą stopniowo traci przezroczystość.


Znad ziemi podnosi się gęstniejąca mgła,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 18.45