E-book
20.48
drukowana A5
35.72
Wertepy Istnienia

Bezpłatny fragment - Wertepy Istnienia


Objętość:
148 str.
ISBN:
978-83-8221-976-0
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 35.72

— Inicjatywa

Patryk Rogowski nie był pewien, jaki powinien być jego następny krok. Nie zamierzał jednak składać broni — to wiedział na pewno. Stąpał po niezwykle cienkim lodzie, a jednak jakaś niewidzialna siła była jego motorem napędowym w działaniu. Rozświetlała ona ciemne zakamarki zarówno jego wnętrza, jak i rzeczywistości której musiał stawiać czoło każdego dnia. Był absolwentem polonistyki, miał lekkie pióro, ale w jego życie nader często wkradały się liczby. Nie znalazł pracy w zawodzie, ale to mu nie przeszkodziło w zbiciu całkiem pokaźnego majątku pozyskanego poprzez inwestycje na szeroką skalę zarówno na giełdach akcji, jak i surowców. Jako polonista Patryk zdawał sobie sprawę, że na giełdach co prawda nie ma rymu, ale za to był rytm, co dodawało mu motywacji w rzeczywistości. Patryk był z siebie zadowolony — tłumaczył sobie bowiem, że taki „praktyczny” humanista to prawdziwy biały kruk w dzisiejszej popkulturze. Głowa w chmurach charakteryzowała słabeuszy szukających ucieczki. Uciekali się oni nieraz do używek, czy występków przeciwko literze prawa, no ale Patryk przecież taki nie był i miał tego pełną świadomość. Jego muskularna sylwetka była myląca — nie przywodziła na myśl człowieka o wielkim sercu, wrażliwej duszy i wiedzy rozległej niczym ujście Nilu. Ale Róg, jak go nazywali przyjaciele, lubił siłownię. Rowerek, atlas, ławeczka i wiele innych przyrządów pozwalały mu się oderwać od rzeczywistości i tego, co nieraz potrafiła ona ze sobą nieść. Herosi występują w książkach i filmach, natomiast normalny człowiek, choćby nie wiadomo jak porządnym był obywatelem, musi się najzwyczajniej w świecie wyżyć. Rogowski miał wiele nieruchomości nie tylko w Polsce, ale też we Włoszech, we Francji, w Anglii a nawet w samym sercu Zjednoczonych Emiratów Arabskich — w Dubaju.

Był 20 luty 2018 roku i właśnie w tamtym momencie Patryk dostał propozycję tak zwaną „nie do odrzucenia”. Pewien magnat rynku finansowego i wysoko ustawiony publicysta zaproponował mu wykup apartamentu w centrum Poznania za okrągłą sumę opiewającą na 500 tysięcy złotych. W normalnych okolicznościach absolwent polonistyki by się nie zawahał nawet przez moment, gdyż jak wiadomo miał żyłkę do interesów, jednak akurat ta nieruchomość miała dla niego wartość sentymentalną. Tamto miejsce przypominało mu dzieciństwo — smaki i zapachy potraw, pierwsze miłości, egzamin maturalny, pierwszy samochód. Tam mieszkał razem z żoną tuż po ślubie, który miał miejsce w sierpniu 2006 roku. Miał świadomość faktu, że gotówka mu jest bardzo potrzebna, ale nie chciał zerwać ze wspomnieniami — te bowiem są tym dla duszy, czym dla ciała jest szklanka krystalicznie czystej wody. Nie miał jednak za dużo czasu na podjęcie decyzji, więc zdecydował się zachować apartament, a środki finansowe zdobyć w inny sposób. Nazajutrz 21 lutego oznajmił to Robertowi Wilczkowi — owemu magnatowi finansowemu — przez telefon. Krezus nie był zachwycony, niemniej jednak wiedział, że Patryk podejmuje przemyślane decyzje i nie nalegał zbyt długo.

Pół roku później, w lecie 2018 roku, Rogowski wydał swoją pierwszą książkę zatytułowaną „W obliczu nieznanego”. Okazała się ona bestsellerem na skalę międzynarodową. Przyniosła mu sławę i pieniądze znacznie większe od tych, które uzyskałby ze sprzedaży apartamentu położonego w stolicy Wielkopolski. „W obliczu nieznanego” to pozycja obowiązkowa dla ludzi poszukujących sensu istnienia. Recenzenci przyjęli to dzieło euforycznie. Zmusza do refleksji i wielokrotnie się do niej wraca — opisywali książkę. Na początku września owego roku autor hitu literackiego miał wszystko, a jednak wciąż coś nie dawało mu spokoju. Ciągle poszukiwał tego pierwiastka, który dopełniłby jego egzystencję na tej gęsto zaludnionej planecie. Jego żona pracowała jako bibliotekarka w szkockim Glasgow i nie mieli okazji widywać się zbyt często, a jednak Patryk wiedział, że ta pusta przestrzeń w samym sobie, którą należałoby wypełnić, nie jest spowodowana brakiem bliskości drugiej osoby. Rogowski był też pobożnym człowiekiem i doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż sprawy duchowe nie spędzają mu snu z powiek. Zatem co mogło wypełnić jego życie jeszcze bardziej — pytał sam siebie. I nagle — niczym fala gorąca, która uderza po wyjściu z samolotu w Dubaju w okresie letnim — spłynęła na niego odpowiedź. W jego życiu było za mało bólu. Róg nie wiedział jeszcze, jak można ten ból dozować, aby był znośny, ale wiedział jedno — musiał w tej kwestii przejąć inicjatywę i podjąć konstruktywne działanie.

— Ból

Temat bólu był przedmiotem wielu publikacji, dyskusji, ekranizacji, a także audycji radiowych. Można powiedzieć, że w historii cywilizacji przesiąknął on do naszej kultury na stałe. Boleść, zarówno fizyczna, jak i ta bardziej metafizyczna, osnuta mgiełką tajemnicy, wpędza całe społeczeństwa w depresję, melancholię i sprawia, że zaczynamy zadawać sobie pytania dlaczego to akurat nas spotyka i jaki możemy znaleźć w tym wszystkim sens. Słynne przysłowie głosi, że co nas nie zabije to nas wzmocni, ale czy to jest zawsze prawda? Zastanawiamy się co zrobić, aby nasz ból do pewnego stopnia uśmierzyć, błądzimy w tej kwestii, a potem odnajdujemy się na nowo. Czasami ból zęba potrafi być tak nieznośny, że znieczulenie niewiele pomaga. Podobnie rozterki natury egzystencjonalnej mogą wywołać tak ogromny ból, iż mamy wrażenie jego nierozłączności z naszą osobą. Tylko nasze przemijanie może sprawić, że to negatywne uczucie przeminie razem z nami. W epoce romantyzmu nazywano to zjawisko bólem istnienia. Księża często huczą z ambony o sensie cierpienia, ale czy sami do końca są w stanie go pojąć — wielokrotnie można tą tezę poddać w wątpliwość.

I właśnie tymi torami podążały myśli Patryka Rogowskiego jesienią 2018 roku. Absolwent polonistyki zastanawiał się intensywnie jak zagłębić się w bólu, albo chociaż zanurzyć w nim przysłowiową stopę. Chciał, żeby jego egzystencja była pełniejsza. Doskonale zdawał sobie sprawę, że tego typu życiowa zmiana wymaga w pierwszej kolejności przemyślenia i gruntownej analizy, następnie treningu osobowości, co w ostateczności przeniosłoby go na inny poziom odbierania rzeczywistości. Jego myśli kłębiły się wokół „poligonu doświadczalnego” jaki mógłby znaleźć, żeby ból zamieszkał w jego sercu i scalił się z jego nieśmiertelną — jak wierzył — duszą. Róg nie chciał odbierać tego niesławnego zagadnienia jako chorobę cywilizacyjną, ale bardziej jako możliwość lepszego poznania samego siebie. W celu uzyskania szerszego obrazu zagadnienia czytał książki, oglądał filmy i chodził na sztuki teatralne, w których ból był na porządku dziennym. Duże wrażenie zrobił na nim hit kasowy „Pianista” w reżyserii Romana Polańskiego, jednak w tamtym czasie jeszcze nie wiedział jak odnieść losy bohaterów ekranizacji do własnej osoby.

Ostatecznie po kilku miesiącach rozmyślań i dociekań Patryk postawił na sztukę przetrwania poza cywilizacją — na surwiwal zielony. Skonstatował, że jest to znakomity pomysł. Tęsknota, która by się w nim wytworzyła mogła być bowiem porównana do bólu. Tęsknił by za ludźmi, cywilizacją, pracą, literaturą a także za taką metafizyczną więzią z własną ojczyzną. Wyrywając drzewo z lasu i sadząc je na drodze krajowej można w nim wywołać ból i tęsknotę — myślał Rogowski. Postanowił wybrać się w dorzecze Amazonki — to miejsce przyprawiało go o dreszcze, miał bowiem lęk przed dzikimi zwierzętami i insektami wszelkiego rodzaju. W lutym 2019 roku podjął ostatecznie decyzję o wylocie do Wenezueli, a na początku marca 2019 roku jego wizja znalazła odzwierciedlenie w rzeczywistości.

— Caracas

Po wylądowaniu tanimi liniami lotniczymi na lotnisku Aeropuerto Internacional de Maiquetía Simón Bolívar Patryk poczuł powiew chłodnego powietrza połączony z rzęsistym deszczem. Widok górzystych terenów zapierał jednak dech w piersiach i odwodził myśli od niekorzystnych warunków meteorologicznych. Był 7 marca 2019 roku. Rogowski dobrze wiedział, że jego nadrzędnym celem jest teraz sztuka przetrwania. Nie miał jednak klapek na oczach i przed złożeniem wizyty w odmętach puszcz amazońskich miał ochotę poznać trochę kultury kraju południowoamerykańskiego zwiedzając jego stolicę. Była ona oddalona od największego wenezuelskiego portu lotniczego o około trzydzieści kilometrów, czyli 40—50 minut jazdy autobusem.

Stolica Wenezueli była położona wśród terenów górzystych, ale na horyzoncie rozciągał się również widok na Morze Karaibskie, co dodawało miastu dodatkowego kolorytu. Patryk Rogowski tuż przed podróżą do kraju położonego w północnej części Ameryki Południowej przekartkował przewodnik w celu uzyskania informacji o kulturze, historii, oraz sztuce związanej z Metropolią. Zainspirowały go między innymi budynki znajdujące się w Caracas — dowiedział się, że tutejszy uniwersytet został wybudowany przez Carlosa Raúla Villanueva’, a sama budowla została okrzyknięta pomnikiem Dziedzictwa światowego UNESCO w 2000 roku. Oczywiście Róg nie omieszkał odwiedzić kampusu uniwersyteckiego o oszałamiającej powierzchni około dwustu hektarów. Muzeum Sztuki Współczesnej Sofii Imber to kolejny obiekt, który nie uszedł uwadze autora „W obliczu nieznanego”. Nie inaczej było w przypadku Mauzoleum Simóna Bolívara.

Absolwent polonistyki przekonał się na własnej skórze, że zwiedzanie diametralnie różni się od czytania przewodnika, choćby nie wiadomo jak był ilustrowany. Był on zafascynowany ilością terenów zielonych miasta stołecznego, niemniej jednak nigdy wcześniej nie widział tyle brudu, slumsów, czy też ubóstwa. Musiał również uważać na drobnych złodziejaszków wałęsających się po ulicach, z czego zdecydowaną większość stanowili kieszonkowcy. Niemniej jednak Rogowski był z natury optymistycznie nastawiony do rzeczywistości i nie zraził się negatywnymi aspektami Caracas — w końcu, jak sam twierdził, każde miejsce na Ziemi takowe posiada. Fascynowały go parki miejskie, w tym bardzo malowniczy Parque del Este, a także Parque los Caobos — ten drugi park charakteryzujący się dużą ilością zieleni otacza Plaza de los Museos (Plac Muzeów).

Znajomość języka hiszpańskiego na poziomie biegłym (poziom C2 według Rady Europy) pozwoliła Rogowskiemu na bezproblemową komunikację w takich miejscach jak sklepy, muzea, restauracje, hotel Cumberland Chacao w którym się zatrzymał na czas zwiedzania i w wielu innych. Erudycja lingwistyczna otworzyła Patrykowi metaforyczne drzwi do wiedzy na temat obyczajowości, historii i kultury nie tylko stolicy Wenezueli, ale też całego kraju. Dowiedział się on między innymi, że urodzony w 1783 roku Simón „Wyzwoliciel” Bolívar walczył z hiszpańskimi kolonizatorami. By to bohater narodowy, po którym nazwę przejęła nawet waluta (bolivar). Modernizacja miasta pod względem zarówno architektonicznym, jak i infrastrukturalnym była możliwa dzięki odkryciu złóż ropy naftowej w roku 1920. W połowie XX wieku, w okresie wspomnianego już rozwoju metropolii, do miasta zaczęli przybywać ludzie z terenów wiejskich i stąd wzięły się olbrzymie dysproporcje pomiędzy bogatszymi, a biedniejszymi dzielnicami Caracas — czego Rogowski był naocznym świadkiem. Generalnie rzecz ujmując, historia stolicy Wenezueli jest całkiem burzliwa, włączając w to zamach stanu mający miejsce już w XXI wieku — skonstatował Patryk. I on dobrze wiedział, że też potrzebował takiej burzy, takiego wstrząsu, który zadałby mu ból. Dlatego jego następnym krokiem, który miał postawić już lada chwila i który miał wywrócić jego życie do góry nogami była Amazonka i jej dorzecze. Puszcze i dzikie zwierzęta. On i natura. Coś, czego wcześniej nigdy nie doświadczył.

— Nieznane

15 marca 2019 roku Patryk Rogowski udał się na południe Wenezueli. Jego wola nareszcie miała się ziścić. Rio Negro — to wokół tej rzeki polski inwestor chciał zapuścić swoje korzenie. Zamierzał ją opleść niczym Boa Dusiciel swoją ofiarę. W nocy z 15 na 16 marca dotarł w końcu do San Carlos de Río Negro, malutkiej miejscowości położonej tuż przy granicy z Kolumbią. Miasteczko owe, zamieszkiwane przez nieco ponad 1000 ludzi, znajduje się nieopodal innej wielkiej południowoamerykańskiej rzeki, Orinoko. Gęsto zalesiony teren wokół San Carlos de Río Negro wraz z jego florą i fauną idealnie wpisywał się w plany polskiego poszukiwacza bólu. Po kilku dniach marszu po terenach zalesionych Patryk zaczął w końcu odczuwać to, czego mu brakowało. Pojawiła się tęsknota za cywilizacją, za ludźmi, za warunkami bytu do których był wcześniej przyzwyczajony. W dżungli żywił się on głównie owocami leśnymi, a słodkowodne źródła zapewniały mu napitek. Prowiant zdobywał również od tubylczych plemion, których mieszkańcy okazali się nad wyraz życzliwi. Jednak Rogowski nie nadużywał gościnności miejscowego ludu, gdyż to złagodziłoby ból, który miał w nim narastać. W dwa tygodnie, to co było dotąd nieznane i obce dla Polaka, zaczęło być integralną częścią jego życia. Zmienił on nastawienie do rzeczywistości pod wpływem impulsu wywołanego przez zanurzenie się w „inny” świat. Ta batalia pozwoliła mu na zgłębienie tej części samego siebie, której nigdy wcześniej nie był w stanie rozpoznać. Bardziej też docenił samo życie na skutek pewnego incydentu, podczas którego omal nie został zjedzony przez kolosalnych rozmiarów aligatora.

Patryk stanął zatem przed nie lada dylematem. Czy, a jeżeli tak to kiedy wrócić do normalnej rzeczywistości. W tym celu musiał rozpatrzeć wszystkie argumenty za i przeciw. Pozostanie pustelnikiem mogłoby uszlachetnić jego duszę na tyle, że zostałby kimś w rodzaju męczennika, kogoś o kim by się pisało i pamiętało, żywy przykład na to, że można żyć inaczej nie bacząc na zjawiska społeczno-kulturowe. Był to niewątpliwie argument dodatni. Jednak były też słabe strony takiego posunięcia. Pozostanie „człowiekiem dżungli” oznaczało ograniczone pole manewru, jeżeli chodzi o ewentualne wiano wniesione do rozwoju świata „realnego”. Nie mógłby on bowiem pisać, uczyć, budować, inwestować — zachód stracił by gracza może niezbyt ważnego, jak skromnie twierdził Róg, ale jednak. Polski podróżnik powziął więc wcale niełatwą decyzję. Postanowił on wrócić do kraju nie zamykając sobie jednak furtki do życia w ubóstwie i izolacji. Takie oczyszczenie było mu bardzo potrzebne. To był zupełnie inny poziom egzystencji, coś co się wdziera do zakamarków ciała i duszy. Piętno odciśnięte w ten sposób pozostaje już z nami na zawsze, choćbyśmy mieszkali w przepastnych willach i jeździli luksusowymi samochodami.

Pod koniec kwietnia 2019 roku Patryk Rogowski czekał na samolot na lotnisku Aeropuerto Internacional de Maiquetía Simón Bolívar. Chciał wrócić do Polski, ale jego część chciała pozostać w dżungli. Na pewno jeszcze tu wróci — pomyślał. Trochę posmutniał zorientowawszy się, że pewien rozdział w jego życiu się zamyka niczym powieka przed zaśnięciem. Coś mu jednak podpowiadało, że to nie koniec przygód przed powrotem do ojczystego kraju. I wcale się nie mylił…

— Turbulencje

Lot do Państwa położonego między Odrą a Bugiem wcale nie był spokojny. Był turbulentny niczym sytuacja na Bałkanach u schyłku XX wieku. Kulminacja nastąpiła po niespełna czterech godzinach po starcie — wtedy najbardziej zaczęło rzucać maszyną. Rogowski, podobnie jak pozostali pasażerowie oraz członkowie załogi, zaczął się modlić. A była to modlitwa żarliwa, ale nie rozpaczliwa. Coś w rodzaju introspekcji. Rozmowa z Absolutem miała mu pomóc w lepszym poznaniu samego siebie, ale też sensu istnienia. Patryk pytał więc po trosze Boga, a po trosze sam siebie po co jest lęk i po co życie na Ziemi jest ograniczone, skoro zostało nam odkupione życie wieczne. Dlaczego, o Panie, ludzie stworzeni do rzeczy wielkich kończą tak samo jak pozostali na tym łez padole? Te i inne rozważania sprawiły, że wnętrze Rogowskiego stało się spokojniejsze pomimo faktu, że ciało cały czas drżało. Poczuł on takie nieco nadnaturalne ciepło, coś, co ciężko by mu było opisać słowami. Uwierzył, że bycie „truchłem” nie jest jego ostatecznym przeznaczeniem. Zderzenie cywilizacji oznacza też najczęściej zderzenie religii, ale jakby nie nazwać Stwórcy i w jakich by proroków nie wierzyć, dobrze jest czasami odczuć „czyjąś” obecność, pomimo fizycznego braku tego kogoś.

Wielkie turbulencje trwały około dwudziestu minut, jednak większość uczestników lotu odebrała ten czas jako godziny. Potem sytuacja się nieco uspokoiła, ale generalnie cały lot był turbulentny. Po wylądowaniu w Polsce wszyscy zgodnie odetchnęli z ulgą, a Patryk Rogowski znowu poczuł się odmieniony. Ta cała wyprawa niewątpliwie go ukształtowała. Dzięki niej najprawdopodobniej łatwiej mu będzie stawić czoła przeciwnościom losu i takim życiowym wybojom — stwierdził. I tym razem się nie pomylił. To co go czekało w Poznaniu może nie było taką Hiobową wieścią, niemniej jednak włos jeżył się na głowie. Jego apartament bowiem spłonął, jak się okazało. Doszczętnie.

— Zgliszcza

Kropelki potu pojawiły się na trupiobladej, skamieniałej w wyrazie niedowierzania twarzy Patryka. Kto? Jak? Dlaczego? — takie myśli przechodziły przez jego głowę. Stał i wpatrywał się, jak miejsce mające dla niego wartość sentymentalną zostało zrównane z ziemią. I nie zostało już kompletnie nic.

Aromat porannej kawy, zapach pierwszej wody kolońskiej mającej ułatwić pierwszą randkę, gumowa kaczka do kąpieli, jajecznica na maśle i z podgrzybkami, pierwszy rower trzykołowy, pstrokate bokserki z guziczkami, gołębie na parapecie, połyskujący żyrandol w salonie, pierwszy pocałunek, ledwo zdana matura, ryk silnika samochodowego dochodzący z kuchni, niewysuszona bielizna. Tego już nie było.

Welon panny młodej niedbale rzucony na łoże małżeńskie, dźwięk budzika o piątej rano, dzwonek do drzwi umysłowo upośledzonego sąsiada, widok z okien w stylu wiktoriańskim na poznańską starówkę, karma dla ptaków, skwarki skwierczące na nierdzewnej patelni, pierwszy łyk piwa wzmacnianego nalewką wiśniową własnej produkcji, pierwszy wspólny film na DVD, kąpiele w mleku, zegarek firmy Rolex, niezastąpione żadnym innym instrumentem organy Hammonda, obraz Rubensa z obnażonymi niewiastami słusznych rozmiarów, pierwszy tomik poezji, szkice o tematyce przyrodniczej, egzemplarz „Pana Tadeusza” wart więcej niż niejedna kolekcja biblioteczna, stylizowane pióro marki Waterman, dźwięk pogotowia i straży pożarnej na sygnale, pierwsza wieża Hi-Fi, kolekcja książek nieodżałowanego Terry’ego Pratchetta, kot syjamski spędzający większość czasu w kuchni, a w następnej kolejności na kuwecie, szachy, cukierki odpustowe o smaku dzikich malin, zestaw kredek świecowych, pierwszy podręcznik do samodzielnej nauki szybkiego czytania, plakaty takich zespołów jak Metallica czy The Rolling Stones, walająca się po podłodze śmierdząca skarpetka, skisłe mleko, pierwszy rachunek za gaz. Tego już nie było.

Kto powiedział, że życie

Musi wartkim strumieniem podążać zawzięcie

Niczym serca oszalałe bicie

A jeżeli się postawi i obróci się na pięcie?

Przeminie niczym kamień w bezkresie oceanu

I co ja wtedy powiem Pani i Panu

I czy prawda moralna będzie dla nas bliższa

Jak już nic nie zostanie, tylko lęk i zgliszcza

Kto? Jak? Dlaczego? — ponownie pytał siebie Rogowski. Odpowiedź spadła na niego nagle i nieoczekiwanie. Do Patryka podszedł średniego wzrostu mężczyzna — policjant. Przedstawił się jako komendant Maciej Turek. Oznajmił on, że do podpalenia apartamentu przyznała się żona autora „W obliczu nieznanego”. Obecnie przebywała w więzieniu. Patryk, jako że nie można było powiedzieć, że nie miał grosza przy duszy, uiścił kaucję za wyciągnięcie małżonki zza krat. Musiał sobie z nią jednak poważnie porozmawiać.

— Żaneta Rogowska

Żaneta Rogowska z domu Nowak była żoną Patryka Rogowskiego. Córka maszynisty i księgowej charakteryzowała się drobną sylwetką i dużą urodą. Miała mały nos, szeroko rozstawione niebieskie oczy i subtelne brwi. Jej włosy o odcieniu kasztanowym upięte były w koczek. Swój wygląd podkreślała delikatnym makijażem. Usta miała pomalowane na kolor śliwkowy, a czasami ich w ogóle nie malowała. Była obiektem spojrzeń wielu mężczyzn pomimo faktu, że ubierała się raczej skromnie i tradycjonalnie.

Żona Patryka Rogowskiego była miło usposobiona do ludzi i raczej trudno było w niej dostrzec rodzaj niebezpieczeństwa. Miewała jednak ataki furii, których źródła nie udało się lekarzom zdiagnozować. Jej silna osobowość co prawda sprawiała, że niektórzy czuli się przy niej trochę nieswojo, niemniej jednak nie była ona ani zaborcza, ani nie traktowała nikogo z góry. Co do jej stanu małżeńskiego, to starała się pielęgnować miłość, jednak jej poniekąd wymuszony wyjazd za granicę pozostawiał jej ograniczone pole manewru.

Rogowska skończyła bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, ale pracę w zawodzie znalazła dopiero po kilku latach od ukończenia studiów i to za granicą. Wcześniej dorabiała jako kelnerka, pracowała też w wielu pubach. Podobnie jak Patryk, miała inklinacje do tworzenia wszelakich form literackich. Wydała nawet zbiór opowiadań dla młodszych odbiorców. To co łączyło ją z mężem, to również łatwość przyswajania języków obcych. Mówiła biegle po angielsku, francusku i po rosyjsku, ale znała też hiszpański, włoski a nawet podstawy języka chińskiego mandaryńskiego.

Reasumując, nic nie zapowiadało tego, że Rogowska spali poznański apartament należący do współmałżonka. Co prawda miała ona napady furii, niemniej jednak nie było to nic poważnego, ani też częstego — a tutaj wydarzyło się coś, czego nikt by nie mógł przewidzieć. Małżeństwo Rogowskich udało się zatem do Krakowa, gdzie w mieszkaniu należącym, a jakże, do Patryka, małżeństwo odbyło dosyć krótką acz żarliwą rozmowę, można by rzec dysputę.

— Kłótnia

W mieszkaniu mieszczącym się przy ul. Szerokiej panował niezmierny bałagan. Rupiecie walały się po podłodze. Nikt tam nie sprzątał od dawna i trzeba było to zmienić, ale nie to w tamtym momencie zaprzątało głowę Patryka Rogowskiego. Był maj 2019 roku. Patryk i Żaneta mierzyli się przenikliwym wzrokiem.

— Co ci kurwa przyszło do głowy, żeby podłożyć ogień w miejscu, z którym wiążę najpiękniejsze wspomnienia swojego życia!? — wykrzyczał Patryk.

— A co ty myślisz, że ta nasza rozłąka była dla mnie czymś łatwym!? A potem ten twój cały wyjazd do Wenezueli w poszukiwaniu jak to stwierdziłeś „bólu”. Nawet nie wysiliłeś się, żeby mi to wszystko wytłumaczyć, zadzwoniłeś i rzuciłeś kilka niedbałych słów do słuchawki! Musiałam z siebie to wyrzucić jakoś!

— Myślę, że to nie jest żadne wytłumaczenie! Nasze sprawy osobiste nijak nie idą w parze z niszczeniem dobytku życia,

— Ale nigdy byś nie opuścił dżungli, gdybym w spektakularny sposób nie zwróciła twojej uwagi!

— Bzdura! I tak wróciłem zanim się dowiedziałem o zgliszczach, które pozostały po tym, co miało dla mnie tak ogromne znaczenie.

— A niby skąd miałam wiedzieć, że wrócisz!?

— Chyba można się było tego domyśleć, prawda!?

— Wcale niekoniecznie…

Kłótnia robiła się coraz bardziej zażarta. Wydawała się prowadzić donikąd. Jakby to określił Sofokles, było to ścieranie się dwóch przeciwstawnych racji. W końcu Rogowska nie wytrzymała napięcia i na oczach męża wbiła sobie nóż kuchenny prosto w serce. Pomimo szybkiej reakcji małżonka, nie udało się jej uratować. Czasami jest tak, że to co nazywamy końcem okazuje się dopiero początkiem.

— Pogrzeb

Ulewny deszcz głucho tłukł się o szyby karawanu pogrzebowego. Wszyscy pogrążeni byli w głębokim smutku. Patryk Rogowski, którego uwolniono z zarzutu morderstwa, nie płakał. Za to bardzo cierpiał. Szukał bólu, a ból w końcu też go odnalazł. Złowieszcze chmury zwiastowały smutne chwile ceremonii pogrzebowej, która miała lada chwila nadejść. Od chwili narodzin pewne jest tylko to, że umrzemy. Ludzie zawsze to wiedzieli, a jednak nigdy do końca nie byli na to przygotowani. Każdy człowiek wypełnia w życiu pewną przestrzeń, a po jego odejściu pozostaje pustka. Owa pustka jest tematem refleksji osób, które były powiązane z osobą zmarłą jeszcze za jej życia. Częstokroć czcimy pamięć osób zmarłych zachowaniem ciszy. Taka postawa może być nie tylko oddaniem szacunku dla żegnanej postaci, ale również, a może przede wszystkim, pozwala nam na zastanowienie się nad samym sobą oraz nad tym, po jakich torach powinno podążać nasze życie, aby pamięć o jednostkach zmarłych nie zgasła niczym płomień świecy na wietrze — szybko i nieodwracalnie.

Pogrzeb miał przebieg nader szybki. Ksiądz nie należał do osób zanadto moralizujących to też kazanie było zwięzłe i ograniczone do przysłowiowego minimum. Na stypie Rogowski poznał wuja świętej pamięci małżonki, niejakiego Karola Zbrojeckiego. Panowie przypadli sobie do gustu i długo dyskutowali na wiele różnych tematów. W pewnym momencie zapoznany przez Patryka starszy, około siedemdziesięcioletni mężczyzna o budowie tak krępej, że można by go dostrzec z kilometra na otwartej przestrzeni, powiedział coś co sprawiło, że Rogowski wiedział już jaki będzie jego najbliższy życiowy cel.

— Patryku, krótko się znamy, ale cię polubiłem i wydajesz się osobą godną zaufania. Zdradzę ci zatem, czego chciała dokonać Żaneta za życia, a wiem że nie była skłonna się tym dzielić praktycznie z nikim. Chciała założyć partię polityczną i mieć realny wpływ na kształt społeczno-ekonomiczny naszego kraju. Może była trochę marzycielką, ale miała ogromną wiedzę i pewne doświadczenie. Marzyła o tym po cichu i niestety za życia nie udało jej się zrealizować tego ambitnego, aczkolwiek nieco szalonego planu.

Z uwagi na fakt, że Rogowski miał znajomości w wielu „branżach”, a wuj świętej pamięci małżonki też znał wielu wszechstronnie uzdolnionych ekonomistów i innych ekspertów, Patryk podjął męską decyzję. Postanowił założyć partię polityczną. Doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż temat jest rozległy niczym delta Nilu i potrzeba mnóstwo czasu na jego zgłębienie. Jednak coś go tchnęło w tym kierunku, jakiś niewidzialny impuls, który był sam w sobie trudny do wytłumaczenia — mówiąc krótko, enigmatyczny. Autor książki pod tytułem „W obliczu nieznanego” doszedł do wniosku, że kontynuowanie woli zmarłych jest najlepszą drogą do oddania im czci, a przynajmniej szacunku w czystej postaci. Z drugiej strony, mając na uwadze bagaż własnych doświadczeń, chciał aby Ziemia stała się nieco lepszym miejscem — a do tego niezbędna była praca u podstaw (czego ilustrację znajdujemy w powieści Bolesława Prusa pod tytułem „Lalka”). Nie wybuduje się domu wówczas, gdy nie będzie się miało na uwadze postawienia następnej cegły, gdy nie będzie się w „tu i teraz”. Długofalowe plany są konieczne, ale każda wizja wymaga koncentracji na tym, co mamy do zrobienia w chwili obecnej. Innej drogi po prostu nie ma i Patryk jej nie widział.

— Wrota do wiedzy

Rogowski przez kilka następnych miesięcy skupił się na wprowadzenie samego siebie do świata szeroko rozumianej polityki. W tym celu zgłębiał on publikacje różnych autorów, począwszy od klasyków a skończywszy na literaturze współczesnej. Nie omieszkał też rzucić przysłowiowym okiem na dzieła twórców, których tematem były nauki pokrewne w stosunku do polityki — takie jak zarządzanie, gdzie prym wiódł Peter Drucker, czy też psychologia. Konsumpcja wiedzy była dla niego najlepszą z możliwych konsumpcji, a zapach kartek papieru wywoływał u niego nostalgię — bardzo lubił ten stan. Kiedyś wyczytał — choć już nie pamiętał gdzie i kiedy — że średnia książek przeczytanych przez jedną osobę w Polsce rocznie wynosi 0,5. Pół książki na rok!? — dziwił się Rogowski. Quo vadis, świecie, quo vadis? Patryk Rogowski spojrzał w lustro i z lekkim poczuciem dumy stwierdził, że on ten wskaźnik podnosi w niewyobrażalny sposób. W jednym roku zdarzyło mu się przeczytać nawet 180 książek. A jak wiadomo, im rozleglejsza jest wiedza, tym łatwiej powiązywać ze sobą fakty, nawet gdy uprzednio nie były znane.

Cel był jasny. Trzeba było naszpikować głowę jak największą ilością przydatnych informacji, żeby potem przekuć to na efektywną, a czasami i efektowną praktykę. Patryk, uodporniony na „lanie wody” wiedział, że musi z publikacji wyciągnąć samą esencję. A jak wiadomo nie koniecznie ten leje wodę, kto opisuje bezkresy oceanów. Aby zapewnić odpowiednią kalibrację obrazów wytwarzanych w mózgu należało nie tylko posiąść wiedzę, ale też odnieść ją do rzeczywistości. Wiele modeli ekonomicznych wydawało się tymi jedynie słusznymi, jednak miały one założenie ceteris paribus — wszystkie inne czynniki pozostają bez zmian. Nie trzeba chyba dodawać, że mocno ograniczało to ich przydatność. Z książki wybitnego polskiego ekonomisty, Stanisława Owsiaka tytułem „Finanse publiczne” polski „nosiciel amazońskiego bólu” wyniósł bardzo wiele użytecznych informacji. Dowiedział się między innymi, że nawet tak wybitnym ekonomistom tworzącym obraz gospodarki na przestrzeni dziejów, jak John Maynard Keynes czy Milton Friedman, nie udało się stworzyć modelu uniwersalnego, który mógłby posłużyć pomocą władzy wykonawczej w każdych możliwych warunkach. Publikacje klasyków również wywarły wpływ na Patryka Rogowskiego, a najgłośniejszą z nich była książka Adama Smitha pod tytułem „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Twórca klasycznej teorii ekonomii podkreślał rolę, jaką odgrywa w społeczeństwie podział pracy. Stanowiło to podstawę do wzrostu wydajności.

W listopadzie 2019 roku głowa Patryka pękała w szwach — w kilka miesięcy przyswoił on wiedzę, której nie jedna osoba nie zdobyłaby przez całe życie. Nawiązał też sporo kontaktów i miał już ogólny zarys tego jak miałaby wyglądać jego partia i kto miałby do niej należeć. Nic się samo z siebie nie zrodziło a plan był przygotowywany misternie i od podstaw. Następnym krokiem Rogowskiego było przygotowanie sensownego programu partii, której nazwa — „Indukcja prospołeczna” — okazała się trafna i zyskała dużą popularność wśród obywateli.

— Program partyjny

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 35.72