E-book
13.65
drukowana A5
45.65
drukowana A5
Kolorowa
70.93
Wendy's Wonderful World

Bezpłatny fragment - Wendy's Wonderful World

Po raz jeszcze


Objętość:
238 str.
ISBN:
978-83-8104-854-5
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 45.65
drukowana A5
Kolorowa
za 70.93

Rozdział 1

Chińska Wu

Taka kobieta zdarza się raz na milion! Mówię ci! Dzisiaj dla przykładu, jak na idealną damę przystało, podmioty z klasy A mają o wiele więcej pracy domowej. Tak, dokładnie. PRACY DOMOWEJ. Twoje zdziwienie wcale nie jest tu nie na miejscu. Tak samo zareagowały wszystkie dzieci, które usłyszały to słowo po raz pierwszy. A to wszystko zdarzyło się wcale nie tak dawno temu, a konkretnie cztery dni wstecz.

Klasa właśnie omawiała tak znikomy temat jak stare, dobre „Dziady”. Z początku nauczyciele podchodzili sceptycznie do kontrowersyjnej lektury, ale w międzyczasie zdecydowali się na jej publikację wśród młodych. I to nie tylko na lekcjach, ale i w bibliotece. Odbiegło się od tematu. Uh, no więc pani Wendy zrobiła wszystkim niezapowiedzianą kartkę. Jak się można było domyślić- nie każdy był na tyle bystry, by to ogarnąć na pałę. No to pały poleciały. A im więcej pał, tym Wendy była bardziej uśmiechnięta.

Tomcio nie godził się na dwójkę, a to dlatego, że długopis mu się „zapodział”. Znów odbiegniemy od tematu: Gdy tak Tomcio pisał po kartce swoje ślamazarki, Wendy zwróciła się do niego tyłem. Nie byłoby w tym nic nadnaturalnego, czy dziwacznego, ale inaczej opisać się nie da. Jego pisadełko dosłownie ugrzęzło. Długopis miotał się i kolebotał, aż wyleciał mu z ręki i wleciał między galony tłuszczu na plecach kobitki. Ta rzecz jasna nic nie zauważyła i dała Tomciowi dwóję za mało rozbudowane zdania. I właśnie tu zaczyna się opowieść.

Chłopczyk zaczął grzebać jej w plecach, choć ta nigdy jeszcze nie doznała tak miłego uczucia, jak drapu drapu. Bo albo się brzydzili, albo sama nie sięgała, by się drapnąć. Mimo wszystko, skrzyczała bambra za naruszenie nietykalności i wlepiła mu sowitą uwagę, a do tego… Dała mu pracę domową! Tak jej się spodobało, że od tamtego dnia dawała je codziennie i to nałogowo.

***

Śniadanie było niezwykłe. I to nie dlatego, że połowa ludzi nosi ze sobą zadania domowe, żeby zdążyć je zrobić. Chodziło o same dania, które dziś dali jak z dalekiego wschodu. Ptak jako mistrz orientu zaproponował niedawno Pudding małą zmianę.

— Czytałem taką świetną książkę o Azji i po prostu muszę wypróbować każdy z tych przepisów! — opowiadał, trzymając tomik „Orient w domowym zaciszu”. Pudding nie była tym zbyt zachwycona.

— Takie domowe zacisze to tu nie jest, ale setki paszczurków do wykarmienia.- odparła, przyglądając się okładce.

— Och. Aleś ty niewrażliwa na piękno świata.- Ptak zaczął uporczywie nalegać.- Poza tym gdy tak już o tym mówimy… Wpadłem na lepszy pomysł.- Panna Pudding uniosła brew.- Zrobię tydzień azjatycki niczym w Lidlu! Będą sushi, kurczaki, owoce morza… Mangi też narysuję!

— Hej! Czy ja jestem żółty?! — Zbenek wyjrzał z tyłu. Wtem dostrzegł, że za jego plecami stoi rozgorączkowana kolejka po jedzenie.- Wyź te ryby i rozgwiazdy, ja chce mjyncha, jak prawdziwy chłop! A nie jakieś ośmiornice.

***

W tym czasie dzieciaki opróżniały talerz trzynastu kanapek, który stał na samym środku stolika. No, może nieco bardziej po lewej. Akurat tam, gdzie siedziała Traupa, która delektowała się już drugą bułką.

— Jak myślicie, o czym oni rozmawiają? — wtrąciła się Lexi do porannej pogawędki.

— Pewnie to samo, co zwykle.- odparła Nancy.- Kobiety i te sprawy. Choć słyszałam kilka słów typu „Azja” „Orient” „Mjyncho” i „Chłop”. Bo ja wiem, co to znaczy?

— Ostatnio widziałam jak Ptak targał za sobą jakąś książkę, którą zamówił zza murów Ośrodka.- dodała Caroline i zabrała się za jedzenie.

— Ja jednak wolę się tym nie przejmować i zrobić pracę domową.- Ivka trzymała przed sobą zeszyt, w którym widniało wielkie „ZAD.DOM” i kilka podpunktów. Wszyscy bardzo się zdziwili, jak wiele muszą jeszcze zrobić. A to wszystko przez Tomcia, który nie mógł pohamować swojej chęci i zaczął wiercić otwory w plecach Wendy.- CO!? Zza murów? — dziewczyna wytrzeszczyła oczy.

— Tak.- Traupa pokiwała głową.- Co jakiś czas wysyłają nam wielkie pudło książek z zewnątrz, że tak powiem.- stwierdziła i nabrała ochoty na pójście do biblioteki.- Były wielkie braki w bibliotece szkolnej.

Na te słowa Julie wyskoczyła z siedzenia i zabrawszy ostatni kęs bułki, wybiegła ze stołówki. Zapadła nieco niezręczna cisza.

— Aha.- Jeż zasłonił twarz zeszytem.

***

— Hej, Wendy. Może chciałabyś no ten… No… Pomóc mi w przygotowaniach? — Ptak zjawił się w drzwiach niespodziewanie. Akurat gdy kobieta stała przed lustrem i recytowała zdania złożone podrzędnie z podrzędnym imiesłowowym równoważnikiem zdania. Przerwawszy czynność, wzdrygnęła się i zwróciła w stronę drzwi.

— Jakich? — uniosła brew. Ptak zakręcił palcami.

— Może słyszałaś o tym, że interesuję się orientem i chciałbym zrobić taki event w Ośrodku.- zaczął.- Chciałbym ci pokazać, jak się robi sushi.

— Och! Brzmi smakowicie.- oblizała się Wendy.- Ja cię nauczę wstawiać kapustę i robić zaklepkę do mojego specjalnego sosiku. Nigdy się jeszcze nie zdarzyło, by mój sos komuś nie posmakował.

— Czyli się zgadzasz! — Ptak podskoczył i wykonał zoing aż do sufitu! Głowa błysnęła mu dobrą nadzieją i odbitym światłem lampki w pokoju kobiety. Już miał odejść z godnością, gdy nagle przystanął, gdyż coś sobie przypomniał. Wręczył Wendy liścik.

— A co to za tajne korespondencje? — zdziwiła się, obracając w palcach kopertę.

— Anonim. Wiem tylko, że z zewnątrz.- odpowiedział.- Cóż, z początku Zbenek chciał podetrzeć sobie dupę tym listem, znaczy chciał „skonfiskować”, ale powstrzymałem go, dzielny ja.

Gdy już wyszedł, kobieta rozdarła papier i wyjęła z niego szarą karteczkę z dość znajomymi inicjałami. Przełknęła z trudem ślinę. Każdy zakamarek jej ciała zaczął się namiętnie pocić. Wendy miała ochotę zdjąć z siebie wszystko, włącznie ze skórą.

Lepką i tłustą, zapoconą.

C.A.- To mogło znaczyć tylko jedno. Pytanie tylko, Dlaczego? Dlaczego jej życie znów ma znosić dodatkowy ciężar? Wendy rzuciła kopertę w kąt, jakby było to najgorsze gówno jakie czytała. Jęknęła i opadła na aksamitne łóżko, tym samym wyciągając zza pleców zeszyt i coś notując. Tak, wymyślanie kolejnego 'zad.dom” dobrze jej zrobi. Zapomni o liście, gdy będzie dodawała kolejne i kolejne podpunkty! A to opis, a to czytanka, a to lektura… Ale nawet to nie pomagało.

Jej sielskie życie obróci się przeciwko niej już jutro…

***

Gdy obie wskazówki zegara przesunęły się na trójkę, rozpoczęła się lekcja języka. Wendy uporczywie próbowała sprawdzać pracę domową, ale ciągle odlatywała z głową w chmurach. Nie potrafiła się skupić na wszystkich tych literkach, które mieszały się w jedno wielkie gówno.

— Czy coś pani jest? — zapytała nieśmiało Caroline, co chwila odwracając zmęczony wzrok.

— Uch, nie wiem czy dokończę tą lekcję.- Nauczycielka wyjęła różową chustkę i otarła spocone czoło.- Wybaczcie dzieci, ale muszę przypudrować nosek.

Wendy wyszła, niemal wybiegła z sali. Chyba cała klasa zobaczyła jej mokre plamy pod pachami. Wymieniono spojrzenia. Gwara jednak zamiast się zamartwiać, dyskutowała między sobą o wszystkim i o niczym. Lekcja języka zwykła być tak głupkowata, że no trzeba, no trzeba raz odetchnąć.

— Czy to już menopauza? — zdziwiła się Traupa, spojrzawszy w krajobraz za szybą. Lał soczysty deszcz.

— Może otworzę okno, bo kurwi potem jak nie wiem co.- zaproponowała Ivka.

***

Jej odbicie rozpływało się jak rozpuszczone masło. W ręku gniotła pomarszczony list, który dostała kilka godzin temu. Zastanawiała się właśnie, czy by wszystkiego nie pierdolić i wyjechać z Ośrodka na emeryturę. Marzyła, by kiedyś wyjechać ze Zbenkiem do Rio, na karnawał i potańcówy przez okrągły rok. Ale to tylko marzenia. Obmyła twarz lodowatą wodą, chociaż w tych godzinach powinna być ciepła. Nawet woda jej nie lubiła.

— Spokojnie, to tylko zmęczenie. To tylko zmęczenie.- wmawiała sobie, gdy nagle pobladła. A jeśli to powikłania po chorobie? Jeśli pomyliła receptę od Pani Pudding, wzięła złe lekarstwa i umrze niechlubnie w brudnym kiblu?

To były najczarniejsze ze scenariuszy, które już się na nią czaiły. No, może poza tym, że czeka ją nieprzyjemna wizyta. Zebrała resztki godności i utraconych płynów, wzięła się w garść i wróciła na lekcję całkowicie odmieniona: z uśmiechem od ucha do ucha i niespoconymi pachami.

***

— Zarządzam procedurę: D.C.D.W. Dowiedza Co Dolega Wendy.- rozpoczęła Ivka, rozwijając pusty arkusz papieru. Bristol zapierniczyła prosto spod nosa Ptaka, który tego nawet nie zauważył, gdyż wciąż cierpiał z miłości. Łysość jego nie pozwalała mu na jakiekolwiek przyjemności życiowe. Całe jego życie skazane było na artystyczne osamotnienie.

— Po prostu się spociła i tyle.- odrzekła Lusia, uderzając zręcznie palcami o konsolkę.- Nie musisz do tego dorabiać żadnych skrótowców.

— A ja myślę, że to z jakiegoś konkretnego powodu.- Ivka poprawiła szkiełka.- Mam na to niezbite dowody.

— Jakie dowody? — dopytywała się Lexi. Ivka zamilkła i przysiadła na łóżku. Zagubiła się we własnych myślach.

— Ach, już pamiętam.- wyprostowała kręgi szyjne.- Dowód numer jeden… Wendy zachowuje się tak od czasu, kiedy Ptak podarował jej liścik. Tak, tak, widziałam to i słyszałam na własne oczy i uszy. Pytanie tylko, co w tym liściku było? Musiało to być coś naprawdę okropnego i tak niewiarygodnie strasznego, że aż prawie zemdlała!

— Może ulotka od ministra zdrowia z zakazem dwunastu posiłków dziennie? — zgłosiła się Traupa. Ivka pokręciła przecząco głową.

— Albo nagie zdjęcia Ptaka? — dodała Caroline.

— Albo wyniki badań testu na HIV.- Lexi uniosła rękę.- Tak to już jest, śmiejesz się z tego a tu niespodzianka.

Ivka zaczęła analizować każdą z wypowiedzi. Wbrew pozorom, tak banalne rzeczy mogły okazać się prawdą. Wtem jakaś cząstka jej mózgu wysłała jej sygnał, że coś tu jest nie w porządku. Pstryknęła palcami.

— Chwila, kilku osób tu brakuje.- rozejrzała się wokół własnej osi.- A gdzie Jeż, Nancy i Julie? Silan, wiesz?

— Co? — Silan wyrwał się z ekranu tabloida.- Ach, zapomniałem wam powiedzieć. Nie będzie ich przez jakiś czas.

— Że co? — niespodziewanie odezwał się Discord.- Tak nagle i nic nie powiedzieli?

— Zbenek powiedział, że to tak zwany program wymiany podmiotów.- odparł chłopak.- Inne Ośrodki chcą mieć u siebie jakąś osobę i kupują ją za grube pieniądze. Jeż i Julie są warci 15 milionów złotych, za swoje osiągnięcia. Natomiast Nancy wzięto, gdyż jej moc bardzo się przydaje w świecie. Brzydko mówiąc, kupili naszych przyjaciół za nowe stoliki i bułki do stołówki.

Przyjaciele nie mogli oderwać wzroku. Że też dowiedziano się o tym dopiero teraz! Program wymiany? Czy podmioty to coś, co można legalnie sprzedać bez ich wiedzy? Czy rodzice wiedzą, że ich dziecko jest towarem luksusowym?

— Chwila, na co komu moc zmieniania się w sroki? — zdziwiła się Lexi.

— Jakaś tańsza forma gołębi pocztowych dla wojsk.- Lusia wzruszyła ramionami, bez jakichkolwiek emocji, siedząc w skupieniu. Caroline nie wiedziała, jak zacząć wypowiedź.

— I gdzie jechali? Czy oni w ogóle wrócą? — zapytała po chwili namysłu. Silan westchnął, szukając odpowiedzi.

— Szczerze to nie wiem. Jeż nic mi nie mówił o tym, bo sam nie wiedział, ale wiedział tylko, że wyjedzie. Prawdopodobnie już tu nie wrócą. Tak mi się wydaje… Moim zdaniem, on nawet nie znał większości szczegółów.

Nastała nieznośna cisza. Nie umiało się racjonalnie myśleć o tym, że pokój Jeża jest… pozbawiony Jeża. Wyglądało na to, że jedyne pomieszczenie na klucz będzie należało dla kogo innego, albo do nikogo. Gdy się tak rozglądało, można było dostrzec, że poznikały wszelkie plakaty, obrazki, książki. Dopiero teraz zauważyli istotne zmiany.

— Ale mam pomysł, jak wykorzystać ten pokój.- przerwała milczenie Caroline.- Będziemy się tu spotykać jako tajne stowarzyszenie. Nadal. Tylko że nasze grono się pomniejszy.

— Dobrze.- Skinęła głową Traupa.- Choć dość mi przykro, że musiało się tak stać.- Discord pogłaskał ją po głowie. Ivka zdobyła się na odwagę i znów wykrzyknęła nazwę swojego planu działania D.C.D.W. Niezłe zamieszanie stłumiło dziwny klimat tego miejsca.

***

W nocnym blasku zaparkował czarny samochód. Wołga, która czasami przywozi jakiegoś nowego urwisa. Jednak tym razem się tak nie stało. Z tylnego siedzenia wyjrzała niesmukła noga odziana w zmysłowe i cienkie jak plastry szynki rajstopy. Starannie zawiązane podróbki glanów ciężko uderzały o podłogę. Przechadzała się przez korytarz.

Na końcu stała Wendy. Miała na sobie ledwie szlafrok, bo dopiero co wyszła z aromatycznej, różanej kąpieli. Uniosła brew, gdy postać podeszła dostatecznie blisko, by ujrzeć jej twarz w ciemnościach.

— Dlaczego tu przyjechałaś? — parsknęła Wendy, wydalając ślinę po świeżo umytych zębach.

— Bardzo dobrze wiesz, po co.- czyjś szept zabrzmiał koło jej ucha.- Ale nie musisz się przejmować. Wystarczy, że utorujesz mi drogę a ja spokojnie przejdę, niczego nie naruszając.

— Już ci wierzę.- kobieta spojrzała się przed siebie, na koronkowy stanik wystający spod gotyckiej bluzki.-Zawsze był z ciebie numer, Candy…

Rozdział 2

Cudzopiórka

Wstał nowy dzień. Deszcz tym razem lał się strumieniami. Albo to Ptak znowu płacze na dachu jak ten skrzypek, albo zapowiada się komputerowa burza. Nikt tak naprawdę nie wiedział, po co komu pogoda w Ośrodku. I tak wszystkie rośliny są sztuczne albo modyfikowane, a świeże powietrze wpuszczane poprzez specjalne otwory. Wyglądało to tak, jakby starano się tu desperacko zapewnić całkiem codzienne życie.

— Mieliśmy dziś iść na piknik.- jęknęła zrezygnowana Traupa.

— Nie, przecież piździ.- odparła Ivka.

— Ledwie mżawka, powinniśmy nie rezygnować ze świetnej zabawy.- Traupa nadal miała nadzieję, że jej przyjaciele zgodzą się, żeby dzień spędzić na boisku.- Nie ma słońca, ani ciepła… Idealnie.

Wtem odbiła się od Ivki, gdy ta odbiła się od Caroline, a Caroline odbiła się od Lexi. Wszystkie niemal upadły na siebie, gdy spojrzały na drzwi do miejsca, gdzie opiekunowie mają pokoje i swoje biuro. Przed wejściem leżała ogromna pierzyna, która przykrywała równie wielki brzuch. Nie zobaczyły twarzy, ale odetchnęły z ulgą. To tylko Wendy. Czasami, gdy zasiedzi się nad brazylijskimi romansami typu „Czarna miłość w Rio”, zasypia przed wejściem i ktoś ją musi przykryć. Ostatnio, gdy tak było, wystawał jej kawałek, gdyż pierzyna gdzieś się zapodziała. Znając życie, wykopnęła ją trzy metry dalej pod wpływem upałów.

— Chodźmy, ale ciszej. Nie chcemy obudzić Wendy.- Lexi przyłożyła palec do ust.- Ona tego nie lubi, jak ktoś przerywa jej drzemanie.

Dziewczęta szły gęsiego, jakby nie było dostatecznie miejsca na korytarzu. Nagle Caroline zadudniło w piersi. Ciemne, długie włosy. Wendy takich nie ma. A takie właśnie wystawały spod kołdry. „Kto to jest?” pomyślała i zawróciła, krzyżując plany.

— Gdzie ty idziesz? — zapytała Ivka. Caroline dała znak, żeby te podeszły bliżej. Gdy przeszły kilka kroków, wskazała na śpiącą niby Wendy.

— Co… — Traupa złapała się za policzki, rozciągając je.- Może to pani Brilliant?

— Puknij się. Czy pani Allie śpi na ziemi? — Ivka pstryknęła przyjaciółkę w czoło.- Nie, to nie Wendy, żeby spała w takim miejscu. Toż… To jest jej kompletne przeciwieństwo.

— Czy chcemy to sprawdzić? — zapytała retorycznie Lexi.

Podeszły zdecydowanie za blisko. Śpiąca postać poruszyła się, jakby usłyszała rzeczywiście hałas. Wzdrygnęły się, lecz zrobiły jeszcze krok. Czuły się, jakby przebywały obok tykającej, chrapiącej bomby. Czekaj, chrapiącej? Przecież ona nie chrapie. Tylko Wendy może wydalać tak odstraszające dźwięki.

— Pewnie zastanawiasz się czemu tu śpię, co? — spod pierzyny wydobył się stłumiony głos, bardzo przypominający tonację ich nauczycielki.

— To żyje! — Ivka straciła panowanie, rwąc się do ucieczki. Pozostałe przyjaciółki tylko cicho jęknęły ze strachu.

— Pewnie, że żyję! — okrycie poruszyło się, uwalniając bardzo dziwną i znajomą postać. Wyglądała jak Wendy. Jedyne tyle, że miała ubraną gotycką sukienkę i podrobione glany. Wendy nigdy by takich „paskudztw” nie założyła. Nie chce zakrywać tych pięknych nóg. A do tego te długie, czarne jak noc włosy. Lśniły w blasku lamp nad ich głowami, uwydatniały połysk niczym łysina Ptaka.

— Jak już mówiłam… — jakby zignorowała ich strach.- Żyję. Ale nie mam się za dobrze. Moja sis nie pozwoliła mi wejść do swojego pokoju. No i postanowiłam zasnąć tutaj.

— Pani sis? — powtórzyła Caroline.- Czy pani jest siostrą… — przełknęła ślinę- …Przewodniczącej Parlamentu?

— Przewodniczącej! Hah! Coś takiego w naszej rodzinie nigdy się nie zdarzyło.- kobieta była najwidoczniej zdumiona nowiną.- Wendy zawsze była koziołkiem ofiarnym. Nigdy nie sądziłam, że zajdzie tak daleko.

— Ale to teren prywatny.- odparła nieśmiało Traupa. Pani uśmiechnęła się lekko.

— Wiem. Ale ja mam przepustkę członkowską. W końcu jestem tu specem od spraw księgowych. Zrobiłam doktorat cztery miechy temu i jestem zadowolona.- Kobieta najwidoczniej nie była zła, że musiała spać na podłodze.- Ale takiego powitania się nie spodziewałam.

— Księgowa? — zdziwiła się Ivka.- Nigdy nie wiedziałyśmy, jak wygląda przyjazd nowego pracownika. Ale jeśli mamy pani jakoś pomóc…

— Niech pani idzie do gabinetu parlamentu. Pan Zbenek, wiceprzewodniczący, powinien mieć klucze do pokoju.- przerwała jej Lexi, chcąc udzielić pomocy niedawno poznanej kobiecie. Ta podziękowała i powstała, biorąc pod pachę swoje posłanie. Skierowała się do pokoju, gdzie powinna odebrać własne, prywatne klucze. Tupała dość głośno i ciężko. Dziewczęta nadal nie mogły uwierzyć, kto raczył ich odwiedzić. Czy Wendy rzeczywiście ma siostrę? A może właśnie pomogły jakiejś wariatce, albo przestępczyni? Przecież kobieta nawet nie zdradziła imienia. Nic o niej nie wiedziały. Niepokojące też było to, że ta posiadała dokładnie tą samą twarz, co ich nauczycielka.

— Musimy szybko iść powiedzieć to reszcie.- Caroline była widocznie zafascynowana tą sprawą. Przyjaciółki przytaknęły i popędziły do swojej bazy.

***

— Halo? Przyszłam po moje klucze.- weszła do środka bez większego napięcia. Gabinet był pusty. Kilka krzeseł, otaczających okrągły stół, było postawione krzywo i w różnych miejscach. „Ktoś musiał tu być przed chwilą.” Pomyślała i dotknęła siedziska. Wszystkie miejsca były ciepłe. Nagle kobieta ujrzała włączony laptop. Ktoś nie wylogował się z panelu administracyjnego Wikipedii OZWWW. Siostra Wendy przysiadła i zaczęła wciskać dane klawisze.


NOWY WPIS: 22/03 dodał/a: Zbenonek777

Witam, czy któryś z was, skarby, może mi podać klucze? Jestem tu nowa. Czekam w gabinecie parlamentu:*”


— Hej, Zbenku. Podejdziesz tu na chwilę? — Ptak zasiedział się przed komputerem. W końcu zareagował na odgłos „Zong!”, co zwiastowało, że ktoś dodał nowy wpis na stronie Ośrodka. Gdy ujrzał, że post napisał ktoś z konta jego kumpla, przeraził się. Otóż Zbenek siedział tutaj, sączył Finlandię zmieszaną z kilkoma kroplami cytryny. Taka jego bomba witaminowa.

— Co to ma znaczyć? — odskoczył, gdy zobaczył, że ktoś się włamał na jego panel i napisał mu takiego karniaka.- To wyglundo jakby kto chcioł mnie wrobić.- postawił szklankę niedopitku na stole, gdzie leżało kilka starych gazet.

— Gdzie idziesz? — Ptak obrócił się na krześle.

— Jak to gdzie? Idę ukarać tygo smarkacza.- Zbenek już w myślach szykował jakąś karę.- Żodyn poważny człowiek by się na cudze konto nie włamoł. Ja mu dam! — Ptak postanowił pójść za nim. U jego boku czuł się pewniej, poza tym lubił patrzeć, jak Zbenek okłada pięściami kogoś, a nie jego.

Gdy otworzyli drzwi gabinetu…. Ich nogi się ugięły. Kilkudziesięcioletnie serca zaczęły bić im tak szybko, ze niemal wyskoczyły z piersi. Otóż tak boskiego bytu nigdy jeszcze nie widzieli. Długie, czarne włosy, pokaźne, kobiece kształty. Aż ślinka cieknie. A najbardziej im się spodobały te stringi wystające znikomo spod czarnej sukienki. Tak gotyckiej sroczki nie mogli puścić wolno.

— Ojacie, Jyzusmaria.- Zbenek nie mógł się powstrzymać przed pokazaniem podziwu. Uśmiechnął się, oblizał i poprawił brwi.- No cześć. To ty napisałaś tego posta o kluczach?

— Taaa… — kobieta przeciągnęła sylabę.- Pan jest tym Zbenkiem? Da mi pan te klucze czy nie?

— Ona zna moje imię! — Zbenek się jeszcze bardziej podniecił. Nie tylko włosy mu stanęły dęba. Nigdy, nigdy nie widział takiej kobiety jak ona.

***

— Zbenku, czy smakuje ci moja potrawka z ziołami? — Na stoliczku postawiono srebrny talerz z parującą pieczenią. W środku zapewne znajdowały się obiecane ziółka prosto z donicy. Wendy robiła to danie kilka godzin, korzystając z internetowych tutoriali. Jednakże zanim się udało, zawsze musiała coś skisić. Pierwsza próba zawsze jest najgorsza i budzi wiele wątpliwości. Wtedy zamiast pieczeni powstał placek o wyglądzie płodu, co dla jej mężczyzny było mało apetyczne.

— Szkoda, że nigdy tego nie zjesz.- Wendy zdała sobie sprawę, że mówi do Zbenkowej kukiełki. Natychmiast wchłonęła danie, pozostawiając tylko kilka okruszków. Wtem przypomniała sobie o swojej siostrze. Pewnie marznie przed drzwiami, oblepiona muchami. Dobrze jej tak!

Kobieta wyjrzała na zewnątrz, by sprawdzić, co z jej siostrą. Jakie było jej zdziwienie, gdy nie zastała jej przed drzwiami. Nawet kołdra zniknęła. Postanowiła więc poszukać jej tam, gdzie mogłaby się udać: Na pewno poszła do Zbenka, ladacznica! Według myśli, weszła do Sali parlamentarnej, gdzie o tej godzinie powinno być prawie pusto, gdyż każdy miał jakiś dyżur. Za to Zbenek i Ptak byli niemal zawsze. Opuszczali połowę obowiązków, ale przewodnicząca karała za to tylko biednego pana Ptaka. Za to Zbenek mógł chlać, palić, gwałcić, molestować, a ta nie kiwnie paluszkiem bo to jej boy.

— Jest coś jeszcze, co możemy dla ciebie zrobić? — usłyszała po drugiej stronie pomieszczenia. Zbenek i Ptak odwróceni byli do niej tyłem. Pochylali się, jakby na krześle było coś interesującego. Wendy wzdrygnęła się na samą myśl o tym.

— Candy! Ty kur… kobieto lekkich obyczajów! — krzyknęła, przepychając się przez mężczyzn.- Nie podrywaj pracowników Ośrodka, to po pierwsze. A po drugie, dlaczego siedzisz przy służbowym komputerze bez zezwolenia!? — Candy wzruszyła ramionami.

— To oni się do mnie przykleili jak muchy do dżemu, siostro.- odpowiedziała. Spojrzała na komputer i czym prędzej usunęła kompromitujący Zbenka post. Zachichotała niczym małe dziecko, które zbiło mamie szklany wazonik.

Zbenek i Ptak stanęli w wytrzeszczu. Po głowie chodziła im jedna myśl. „TO SĄ SIOSTRY?”. Zdumieli się, gdyż żaden z nich nie był na tyle bystry, by dostrzec podobieństwo. Wendy chwyciła swoją nierozgarniętą bliźniaczkę za rękaw i powlokła w stronę wyjścia. Wyszły na korytarz, gdzie znajdowały się pokoje nauczycielskie. Kobieta wskazała nowej przybyszce jedne z najciemniejszych, najbardziej oddalonych od świata drzwi, gdzie nawet wokół klamki owijały się pajęczyny. To właśnie jest jej nowy pokój?

***

Pod wieczór wreszcie się rozpogodziło. Ivka przejęła zadanie zajebania ze stołówki drobnych przekąsek na piknik. Spojrzała przez okno i dostrzegła, że woda po ulewie całkowicie wsiąkła w glebę, pozostawiając ją suchą i troszkę chłodnawą. Także zważając na to, że wilk jej wejdzie w dupsko, przygotowała koc, który kiedyś wydziergała Nancy, zanim odeszła.

— Mam już wszystko. — odpowiedziała, unosząc kosz z przekąskami. Wszyscy oblizali się, nie mogąc się doczekać, aż wszystkiego spróbują. Uczta rozpoczęła się o dziewiętnastej, kiedy jeszcze nie było ciemno, ale boisko puste.

— Co pomyślą nauczyciele, jak zobaczą mnie tu z wami? — zaniepokoił się Discord, ale i tak wszamał czwarte ciastko z nadzieniem. Otóż obawiał się, ze niestosowne jest siedzenie z uczniami na pustym placu w godzinach wieczornych.

— Pomyślą, że jakieś lekcje w terenie.- odpowiedziała Lexi.- Wendy nigdy nam takich nie organizuje, bo ona nie lubi się wysilać, żeby gdzieś wyjść.

— Ej, wpadłam na zajebisty pomysł! — Traupa rzuciła się w środek przyjęcia.- Discordzie, możesz ubiegać się o posadę naszego wychowawcy. Będziesz mógł nam planować wyprawy, lekcje i być zamieszanym w klasowe sprawy. Co ty na to?

— Ja? — Discord wskazał na siebie ze zdziwieniem.- Ja… Nie mogę. Nie podołam takiemu zadaniu, ja nawet nie jestem nauczycielem! — przyjaciele wymienili spojrzenia.

— Może i nie masz predyspozycji, ale przynajmniej włożysz trochę życia w naszą klasę.- odezwała się Lusia, mając nadzieję na zmiany.- Wendy nie potrafi się bawić.

Ivka zachichotała.

— Prawda. Przypomniała mi się pewna historyjka z życia wzięta.- spojrzała w niebo. Chmury znów powoli zaczęły się gromadzić.- Kiedy to przesunęli spotkanie parlamentarne o godzinę, bo w telewizji leciała „Czarna miłość w Rio”. A że Wendy NIGDY nie opuściła odcinka, odwołała zebranie żeby oglądać.

Usłyszeli błyskawicę. To był zły znak. Burze nie pojawiały się od tak, ale zwiastowały zazwyczaj gwałtowny bieg wydarzeń. Któżby nie pamiętał tego feralnego dnia, gdy Wendy odwołała się do duchów, które zabrały ją do innego wymiaru? Od jej znalezienia wszyscy plotkowali o tym samym, nie wiedząc, że faktycznie tak się stało. Kobieta zachowała wszystko w tajemnicy, gdzie była i co robiła.

— Wiecie, gdy tak się zastanawiam, to coś czuję, ze to fajny pomysł.- odezwał się Discord.

— Czyli co? — obróciła się Caroline.

— No… To całe bycie waszym wychowawcą. Podoba, podoba mi się ten pomysł.- podrapał się po brodzie jak wielki, grecki filozof.- Jednakże… Jak mam to zrobić?

— To prostsze niż ci się wydaje! — uśmiechnęła się Ivka.- W regulaminie pisze, że nauczyciel może ubiegać się o stanowisko wychowawcy. W tym celu powinien, wprowadzam cytat: „wyzwać obecnego wychowawcę na Igrzyska Nauczycielskie. Wygrany bierze całą klasę.

— Łał, Ivka, nie spodziewałam się tego po tobie.- Lexi, tak jak wszyscy, była w zdumieniu.

— Kiedyś znudzona w bibliotece przeglądałam sobie książki no i akurat ten cytat zapamiętałam.- przypomniało się Ivce.- Gdy to przeczytałam, parsknęłam śmiechem, bo myślałam, że ktoś robi sobie jajca.

— A okazało się, że może to zrobić każdy.- podsumował Silan.

— Kochany, ty się już nie przejmuj.- Traupa spojrzała na Discorda.- Wystarczy porównać ciebie i twoją kondycję z kondycją Wendy.

Było w tym trochę (dużo) prawdy. Bądź co bądź, pani nie należała do najsprawniejszych fizycznie. Już od lat nie potrafiła wejść po schodach bez przerwy na kiełbaskę. Tak, to było świetne. Wziąć w usta mięsną pałeczkę z trzaskającą, tłustą skórką i rozmaitymi przyprawami. A ten aromat! Od razu dodawał energii.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 45.65
drukowana A5
Kolorowa
za 70.93