E-book
15.75
drukowana A5
47.64
Wędrowiec na krańcu świata

Bezpłatny fragment - Wędrowiec na krańcu świata

Publikacja została utworzona przy pomocy sztucznej inteligencji (AI).


Objętość:
173 str.
ISBN:
978-83-8467-459-8
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 47.64

Rozdział 1 Dom na końcu ulicy

Na samym końcu Brzozowej Ulicy stał dom, którego dach podczas zachodu słońca robił się czerwony jak skrzydła ognistego ptaka. Mieszkał w nim Leon — chłopiec, który znał z książek więcej krain, niż zdołałby wymienić niejeden stary podróżnik.

Każdego wieczoru Leon siadał przy oknie i patrzył na drogę prowadzącą za wzgórze. Wyobrażał sobie miasta zbudowane nad wielkimi rzekami, góry dotykające chmur, pustynie rozświetlone gwiazdami i wyspy, do których nie dopływały zwyczajne statki.

— Pewnego dnia pojadę dalej niż wszyscy — powiedział kiedyś.

Wiatr poruszył firanką, jakby usłyszał tę obietnicę.

Leon nie wiedział jeszcze, że podróż zacznie się szybciej, niż przypuszczał. Następnego ranka miał pomóc uporządkować strych. Wśród starych kufrów, książek i przedmiotów, których przeznaczenia nikt już nie pamiętał, czekało na niego coś, co od wielu lat nie należało do żadnego człowieka.

A może — jak później pomyślał — właśnie czekało na niego.

Rozdział 2
Mapa znaleziona na strychu

Strych pachniał drewnem, kurzem i wysuszonymi ziołami. Leon przesuwał skrzynie, aż za wysoką szafą dostrzegł niewielki kufer obity ciemnym metalem.

Nie miał zamka.

Kiedy dotknął wieka, kufer otworzył się sam.

W środku leżała zwinięta mapa. Nie przypominała żadnej mapy ze szkolnego atlasu. Kontynenty wyglądały znajomo, lecz między nimi widniały wyspy, których Leon nigdy wcześniej nie widział. Na oceanie zapisano drobnymi literami: „Nie wszystkie drogi istnieją przez cały czas”.

W prawym dolnym rogu znajdował się znak siedmioramiennej gwiazdy.

Leon rozwinął pergamin na podłodze. Przez chwilę wydawało mu się, że cienkie linie rzek poruszyły się jak prawdziwa woda.

Pod mapą znalazł kopertę, lecz papier wewnątrz był pusty.

— Dziwne — szepnął.

Wtedy na pustej kartce pojawiło się jedno zdanie:

„Mapa przemawia dopiero do tego, kto naprawdę chce wyruszyć.”

Leon przestał oddychać na sekundę.

Na dnie kufra leżał jeszcze jeden przedmiot.

Rozdział 3
Kompas bez północy

Był to stary kompas w mosiężnej obudowie. Na jego pokrywie wyryto tę samą siedmioramienną gwiazdę.

Leon otworzył go i zmarszczył brwi. Wskazówka nie pokazywała północy. Kręciła się, zatrzymywała, po czym wskazywała okno strychu.

Leon obrócił kompas. Wskazówka nadal kierowała się ku oknu.

— Zepsuty.

Ledwie wypowiedział to słowo, wskazówka drgnęła gwałtownie, jakby poczuła się urażona.

Leon roześmiał się, ale po chwili spoważniał. Pod szkłem zauważył maleńki napis: „Nie pokazuję kierunku. Pokazuję drogę.”

Wieczorem próbował znaleźć informacje o symbolu gwiazdy. Bez skutku. Kiedy jednak położył kompas na znalezionej mapie, stało się coś niezwykłego.

Na pergaminie rozbłysła złota kropka.

Najpierw jedna.

Potem pojawiła się cienka świetlista linia biegnąca od domu Leona daleko na zachód.

Kompas przestał się obracać.

Wskazówka wskazała początek drogi.

Rozdział 4
Pierwszy znak

Tej nocy Leon prawie nie spał. Mapa leżała na biurku, a złota linia pulsowała delikatnym światłem.

O północy pojawił się na niej nowy napis:

„Szukaj miasta, w którym zatrzymała się godzina.”

Leon przeczytał zdanie kilka razy. Pod nim powoli zarysował się symbol wieży zegarowej.

Nagle kompas otworzył się sam.

Z jego wnętrza wydobył się cichy dźwięk, podobny do uderzenia maleńkiego dzwonu.

Leon poczuł jednocześnie strach i zachwyt. Dotychczas podróż dookoła świata była marzeniem. Teraz ktoś — albo coś — zapraszało go naprawdę.

Nie wiedział, kto stworzył mapę. Nie wiedział, dlaczego znalazła się właśnie w jego domu.

Wiedział natomiast jedno.

Jeżeli pozostanie, do końca życia będzie zastanawiał się, dokąd prowadziła złota droga.

Nad ranem zaczął się pakować.

Rozdział 5
Pożegnanie

Leon zabrał niewiele: ubrania, notes, ołówek, manierkę, kilka monet, mapę i kompas. Najważniejsze przedmioty schował w torbie, którą mógł mieć zawsze przy sobie.

Przed wyjściem stanął jeszcze raz w swoim pokoju.

Wszystko wyglądało tak samo jak wczoraj, a jednak miał wrażenie, że dom już stał się częścią przeszłości.

Pożegnanie nie było łatwe. Obiecał wrócić i pisać, kiedy tylko będzie mógł. Nie potrafił jednak powiedzieć, dokąd dokładnie jedzie.

— Dookoła świata — odpowiedział w końcu.

Brzmiało to szalenie.

Kiedy wyszedł za furtkę, kompas natychmiast wskazał drogę ku stacji.

Leon odwrócił się ostatni raz. Dach domu lśnił w porannym słońcu.

— Wrócę — powiedział.

Nie wiedział jeszcze, że kiedy ponownie zobaczy tę ulicę, będzie już zupełnie innym człowiekiem.

Rozdział 6
Pociąg o północy

Na stacji Leon odkrył pierwszy problem: według rozkładu pociąg wskazywany przez kompas nie istniał.

Mimo to o północy na pusty peron bezszelestnie wjechał granatowy skład. Na tablicy widniało tylko jedno słowo: „DALEJ”.

Leon wsiadł.

W wagonie siedziała starsza kobieta z klatką, w której zamiast ptaka spał maleńki lis, oraz młody chłopak imieniem Emil, podróżujący z ogromnym plecakiem.

— Dokąd jedziesz? — zapytał Emil.

Leon spojrzał na kompas.

— Tego właśnie próbuję się dowiedzieć.

Emil uznał odpowiedź za żart.

Pociąg ruszył. Za oknami mijały pola, miasta i góry, ale nad ranem Leon zauważył coś niemożliwego. Słońce wschodziło po niewłaściwej stronie wagonu.

Starsza kobieta uśmiechnęła się.

— Pierwsza podróż?

Leon skinął głową.

— W takim razie zapamiętaj: od tej chwili nie ufaj każdej drodze tylko dlatego, że wygląda znajomo.

Rozdział 7
Miasto zegarów

Pociąg zatrzymał się w mieście pełnym wież. Na każdej znajdował się zegar.

Wszystkie wskazywały 11:47.

Na ulicach ludzie normalnie rozmawiali, pracowali i robili zakupy, ale nikt nie potrafił powiedzieć, jak długo trwa już ta sama minuta.

— Zegary stanęły trzydzieści lat temu — wyjaśnił sprzedawca pieczywa. — Albo wczoraj. Trudno powiedzieć, kiedy czas nie chce współpracować.

Kompas Leona prowadził w stronę najwyższej wieży.

Po drodze chłopiec zauważył warsztat z szyldem: „AURELIUSZ — ZEGARMISTRZ. Naprawiam czas tylko w wyjątkowych przypadkach.”

W środku setki zegarów tykały jednocześnie.

Za stołem siedział siwowłosy człowiek.

Spojrzał na kompas Leona i natychmiast wstał.

— Skąd go masz?

— Znalazłem.

— Takiego kompasu się nie znajduje — odpowiedział zegarmistrz. — To on znajduje człowieka.

Rozdział 8

Zegarmistrz, który zgubił godzinę

Aureliusz zamknął drzwi warsztatu i zasłonił okna.

Opowiedział Leonowi legendę o Siedmiu Kluczach Drogi. Dawno temu miały otwierać przejście do miejsca nazywanego Sercem Mapy — punktu, z którego można było odnaleźć każdą zagubioną drogę.

Klucz rozbito jednak na siedem części i ukryto w różnych stronach świata.

— Dlaczego?

— Ponieważ ktoś chciał użyć go do panowania nad drogami innych ludzi.

Aureliusz wskazał wieżę.

— Pierwszy fragment jest tam. Od dnia, kiedy został ukryty, nasze zegary stoją.

— Mogę go zabrać?

— Możesz spróbować. Wieża nie ma drzwi.

Leon spojrzał przez okno.

— Każda wieża musi mieć jakieś wejście.

Zegarmistrz uśmiechnął się.

— Właśnie dlatego kompas wybrał ciebie.

Rozdział 9
Wieża bez drzwi

Wieża była gładka jak kamienny słup. Leon obszedł ją trzy razy i nie znalazł nawet szczeliny.

Dopiero kiedy przyłożył kompas do muru, wskazówka skierowała się w dół.

Pod kamienną ławką odkrył napis: „Wejście pojawia się przed tym, kto potrafi przestać go szukać.”

Leon usiadł zirytowany.

Przez kilka minut obserwował plac. Dzieci bawiły się, gołębie chodziły między ludźmi, a fontanna wyrzucała wodę dokładnie w tym samym rytmie.

Wtedy zrozumiał.

Nie miał szukać drzwi. Miał znaleźć moment, w którym wieża je pokaże.

Zamknął oczy.

Usłyszał jedno tyknięcie.

Kiedy je otworzył, w murze znajdowały się wąskie drzwi.

Leon wszedł do środka.

Za jego plecami wejście zniknęło.

Rozdział 10
Pierwszy fragment

Na szczycie wieży znajdowała się sala bez okien. Pośrodku, nad kamiennym postumentem, unosił się złoty kawałek metalu przypominający fragment gwiazdy.

Leon wyciągnął rękę.

W chwili dotknięcia fragmentu wszystkie dzwony miasta uderzyły jednocześnie.

11:48.

Czas ruszył.

Na placu ludzie zatrzymali się zdumieni. Niektórzy zaczęli się śmiać, inni płakać.

Kompas Leona otworzył się. W jego obudowie pojawiło się niewielkie wgłębienie. Fragment pasował idealnie.

Wskazówka rozbłysła.

Na mapie pojawiła się kolejna droga, prowadząca ku górom.

Aureliusz pożegnał Leona słowami:

— Od tej chwili nie tylko ty szukasz pozostałych części.

— Kto jeszcze?

Zegarmistrz spojrzał na zachodzące słońce.

— Człowiek, który uważa, że wszystkie drogi powinny należeć do niego.

Rozdział 11
Przez góry

Droga prowadziła coraz wyżej. Powietrze stawało się chłodniejsze, a ścieżka węższa.

Leon podróżował teraz razem z Emilem, który po wydarzeniach w Mieście Zegarów przestał uważać kompas za żart.

— Mogłem wrócić do domu — powiedział Emil. — Ale kiedy zobaczyłem, że trzydzieści lat ruszyło o jedną minutę, uznałem, że mój plan podróży jest trochę nudny.

W górach zastała ich mgła.

Mapa przestała pokazywać drogę.

Kompas jednak wskazywał naprzód.

Po kilku godzinach dotarli do kamiennej bramy. Widniał na niej napis:

„Dolina Szeptów. Nie odpowiadaj każdemu głosowi, który zna twoje imię.”

Emil przełknął ślinę.

— Bardzo zachęcające.

Weszli.

Rozdział 12
Dolina szeptów

Najpierw słyszeli tylko wiatr.

Potem dolina zaczęła mówić.

Leon usłyszał własne imię. Głos przypominał kogoś bliskiego i przekonywał go, żeby zawrócił. Inny szept mówił, że nie nadaje się na podróżnika i że pierwszy sukces był przypadkiem.

Emil również słyszał coś, czego nie chciał zdradzić.

— To nie są duchy — powiedział Leon. — Dolina wykorzystuje nasze własne obawy.

Szli dalej, nie odpowiadając.

Im bardziej ignorowali szepty, tym głośniejsze się stawały.

W końcu Leon zatrzymał się.

— Boję się — powiedział głośno. — Ale mogę iść dalej mimo strachu.

Dolina ucichła.

Przed nimi pojawiła się ścieżka prowadząca ku przepaści.

Nad nią wisiał most zbudowany z czegoś, co wyglądało jak światło.

Rozdział 13
Most nad chmurami

Most nie miał poręczy. Pod nim znajdowały się chmury, a znacznie niżej ostre szczyty.

Na kamieniu zapisano:

„Samotny nie przejdzie.”

Leon postawił stopę na pierwszej desce. Zniknęła.

— Świetnie — mruknął Emil. — Most, który nie lubi ludzi.

Szybko odkryli zasadę. Deski pojawiały się dopiero wtedy, gdy obaj ruszali jednocześnie.

Musieli ufać sobie nawzajem.

W połowie drogi zerwał się silny wiatr. Emil zawahał się i następna deska nie powstała.

— Razem — powiedział Leon.

Ruszyli.

Krok za krokiem dotarli na drugą stronę.

Tam czekał ktoś, kogo wcześniej nie widzieli.

Postać w czerwonym płaszczu opierała się o skałę, jakby czekała na nich od wielu godzin.

Rozdział 14
Nieznajoma w czerwonym płaszczu

Nieznajoma przedstawiła się jako Mira.

Miała ciemne włosy, podróżną torbę i srebrny pierścień z symbolem siedmioramiennej gwiazdy.

Leon natychmiast schował kompas.

— Trochę za późno — powiedziała. — Widziałam światło z wieży.

— Kim jesteś?

— Kimś, kto chce, żebyś przeżył wystarczająco długo, by zrozumieć, co znalazłeś.

Mira znała legendę o Sercu Mapy. Wiedziała również o człowieku nazywanym Kartografem, który od lat poszukiwał siedmiu fragmentów.

— Dlaczego sam ich nie znalazł?

— Bo kompas nie prowadzi człowieka, który chce posiadać świat.

Leon nie ufał Mirze, lecz kompas zachowywał się przy niej spokojnie.

To nie był dowód.

Był jednak powodem, żeby jej wysłuchać.

Rozdział 15
Ostrzeżenie

Wieczorem Mira rozłożyła własną mapę. Była pełna przekreślonych dróg i miejsc oznaczonych czarnym atramentem.

— Kartograf nie chce skarbu — wyjaśniła. — Chce kontrolować przejścia między miejscami. Wyobraź sobie, że możesz zamknąć drogę do całego miasta albo otworzyć przejście tam, gdzie nikt nie powinien wejść.

Leon spojrzał na pierwszy fragment klucza.

— A jeśli go po prostu wyrzucę?

— Ktoś go znajdzie.

— Zniszczę.

— Próbowano.

Mira wskazała port zaznaczony na mapie.

— Drugi znak pojawi się na morzu. Musimy dostać się na statek „Gwiazda Poranka”.

— Musimy? — zapytał Emil.

Mira uśmiechnęła się.

— Możecie też czekać tutaj, aż ludzie Kartografa was znajdą.

Następnego ranka ruszyli w stronę wybrzeża.

Rozdział 16
Statek „Gwiazda Poranka”

„Gwiazda Poranka” była starym żaglowcem o jasnych żaglach i dziobie ozdobionym drewnianą gwiazdą.

Kapitan Salomon nie zadawał wielu pytań.

— Płacicie za podróż czy pracujecie?

Emil spojrzał na swoje prawie puste kieszenie.

— Pracujemy.

Leon pomagał prowadzić dziennik podróży i obserwować mapy. Mira znała się na gwiazdach, a Emil szybko odkrył, że praca z linami jest trudniejsza, niż wygląda w książkach.

Przez kilka dni morze było spokojne.

Piątej nocy kompas zaczął drżeć.

Wskazówka skierowała się prosto w ciemność.

Kapitan spojrzał na horyzont.

— Zwijajcie żagle!

Na niebie pojawiła się pierwsza błyskawica.

Potem druga.

A później pięć następnych.

Rozdział 17
Burza siedmiu błyskawic

Morze zmieniło się w ciągu kilku minut.

Fale uderzały o burty, wiatr rwał żagle, a siedem błyskawic pojawiało się na niebie zawsze w tej samej kolejności.

— To nie jest zwyczajna burza! — krzyknęła Mira.

Kompas świecił tak mocno, że Leon musiał zasłaniać oczy.

Kapitan próbował utrzymać kurs, lecz wskazówka prowadziła dokładnie w środek nawałnicy.

— Jeżeli jej posłuchamy, zatoniemy! — zawołał Emil.

Leon spojrzał na mapę.

Na pergaminie pojawiły się słowa:

„Nie każda burza ma cię zatrzymać.”

— Płyniemy za kompasem!

Kapitan przez sekundę patrzył na Leona jak na szaleńca.

Potem obrócił ster.

Statek wpłynął między dwie ogromne fale.

Nagle zapadła cisza.

Rozdział 18 Wyspa, której nie było

O świcie zobaczyli wyspę.

Kapitan Salomon sprawdził trzy mapy.

— Nie istnieje.

— Zaczynam się przyzwyczajać do takich miejsc — odpowiedział Emil.

Wyspa była otoczona białą mgłą. Na brzegu rosły wysokie drzewa o srebrnych liściach.

Kiedy zeszli na ląd, „Gwiazda Poranka” zniknęła za mgłą, choć morze pozostawało spokojne.

Mira znalazła na piasku ślady.

Nie należały do żadnego z nich.

— Ktoś tu jest.

Ślady prowadziły w głąb wyspy.

Kompas wskazywał ten sam kierunek.

Po godzinie marszu dotarli do lasu. Drzewa wyglądały zwyczajnie, lecz kiedy słońce zaczęło zachodzić, ich pnie rozbłysły niebieskim i złotym światłem.

Wtedy usłyszeli pierwszy śmiech dochodzący spomiędzy drzew.

Rozdział 19
Las świecących drzew

W lesie mieszkały małe istoty nazywające siebie Luminami. Ich skóra połyskiwała delikatnie, a domy znajdowały się wewnątrz ogromnych pni.

Lumini nie byli jednak zachwyceni przybyszami.

— Ludzie zawsze czegoś szukają — powiedziała ich starsza, Aria. — Skarbów, odpowiedzi albo rzeczy, które mogą zabrać.

Leon pokazał kompas, ale nie poprosił o nic.

Opowiedział o podróży i Kartografie.

Aria długo milczała.

— Był tutaj ktoś z takim samym kompasem — powiedziała w końcu. — Dawno temu.

Zaprowadziła ich do najstarszego drzewa.

W jego wnętrzu znajdował się kamienny stół, a na nim metalowa szkatułka.

Nie było w niej fragmentu klucza.

Był list.

Na kopercie widniał napis:

„Dla następnego Wędrowca.”

Rozdział 20
Drugi znak na mapie

Leon otworzył list.

Pismo było wyblakłe, lecz czytelne.

„Jeżeli to czytasz, kompas wybrał ponownie. Nie szukaj siedmiu części po to, by otworzyć Serce Mapy. Najpierw dowiedz się, dlaczego zostało zamknięte.”

Niżej znajdowało się jeszcze jedno zdanie:

„Nie ufaj temu, kto twierdzi, że zna całą historię.”

Leon spojrzał odruchowo na Mirę.

— Rozumiem — powiedziała chłodno.

— Nie powiedziałem, że chodzi o ciebie.

— Ale pomyślałeś.

Kompas nagle się otworzył.

Mapa rozbłysła. Z wyspy poprowadziła nowa złota linia przez morze ku południu.

Na pergaminie pojawił się zarys ogromnego kontynentu i symbol słońca nad pustynią.

Afryka.

Pod nim ukazały się trzy słowa:

„Miasto pod piaskiem.”

Leon zwinął mapę.

Pierwsze dwadzieścia kroków wielkiej wyprawy było za nimi.

Prawdziwa podróż dopiero się zaczynała.

Rozdział 21 Morze prowadzi na południe

Nazajutrz po odkryciu listu Lumini odprowadzili Leona, Mirę i Emila na brzeg. Mgła rozsunęła się dopiero wtedy, gdy Leon uniósł kompas. „Gwiazda Poranka” czekała dokładnie tam, gdzie ją zostawili, choć kapitan Salomon twierdził, że dla załogi minęło zaledwie kilka minut.

— Na wyspie spędziliśmy całą noc — powiedział Emil.

Kapitan spojrzał na niego, potem na niebo.

— Na morzu czas czasami ma własne zdanie.

Nowa złota linia na mapie prowadziła na południe. Przez kilka dni płynęli spokojnie. Leon wracał jednak myślami do wiadomości: „Nie ufaj temu, kto twierdzi, że zna całą historię”.

Mira zauważyła jego nieufność.

— Możesz mnie pytać — powiedziała.

— Kim był poprzedni Wędrowiec?

Mira długo patrzyła na fale.

— Nazywał się Orion. I zniknął, szukając Serca Mapy.

— Znałaś go?

— Tak.

Nie powiedziała nic więcej.

Wieczorem na horyzoncie pojawiła się cienka złota smuga. Nie był to zachód słońca. Kompas wskazywał ją bez wahania.

Następnego ranka zobaczyli brzeg Afryki.

Rozdział 22
Brama pustyni

Port tętnił życiem, kolorami i głosami. Leon chciał zapamiętać wszystko, lecz kompas nie pozwolił im długo odpoczywać. Wskazówka prowadziła w głąb lądu.

Kupili zapasy i dołączyli do niewielkiej karawany. Jej przewodniczką była Nadira, kobieta o spokojnym spojrzeniu, która znała pustynię lepiej niż niejeden człowiek znał własną ulicę.

— Dokąd chcecie dotrzeć? — zapytała.

Leon pokazał mapę. Symbol słońca pulsował nad pustynią.

Nadira spoważniała.

— Miasto pod piaskiem?

— Znasz je?

— Znam opowieści. To nie to samo.

Według legendy miasto Al-Sahir pojawiało się tylko ludziom, którzy czegoś szukali, ale znikało przed tymi, którzy chcieli je posiadać.

Mira i Leon wymienili spojrzenia.

Wieczorem rozbili obóz przy skalnej bramie. Na jej szczycie wyryto siedem gwiazd.

Nadira dotknęła jednej z nich.

— Za tą bramą pustynia nie pyta, ile masz siły. Pyta, po co idziesz dalej.

Rozdział 23 Ślady, które znikają

Pierwszego dnia pustynia wydawała się spokojna. Drugiego wiatr zaczął zasypywać ich ślady niemal natychmiast.

Emil próbował zaznaczać drogę kamieniami.

— Za godzinę nie będziemy wiedzieli, skąd przyszliśmy.

— Dlatego nie wracamy tą samą drogą — odpowiedziała Nadira.

W południe kompas zaczął wskazywać dwa kierunki jednocześnie. Jego wskazówka drżała między południem a wschodem.

Leon rozłożył mapę. Złota linia rozdzieliła się na dwie.

— Która jest prawdziwa?

— Być może obie — powiedziała Mira.

Nadira uklękła i przesypała piasek przez palce.

— Nie. Jedna prowadzi tam, dokąd chcecie. Druga tam, dokąd chcecie uwierzyć, że prowadzi.

Leon przypomniał sobie Dolinę Szeptów. Zamknął oczy i pomyślał nie o skarbie ani o kluczu, lecz o pytaniu pozostawionym przez Oriona: dlaczego Serce Mapy zamknięto?

Kompas uspokoił się.

Wskazał wschód.

Kilka godzin później znaleźli pierwszy kamienny słup wystający z piasku.

Rozdział 24
Miasto pod piaskiem

O zachodzie słońca pustynia zaczęła się zmieniać.

Najpierw spod piasku wynurzyły się kamienne schody. Potem łuki, dachy i wysokie wieże. Jakby niewidzialna ręka zdejmowała z miasta ogromną piaskową zasłonę.

Al-Sahir pojawiło się przed nimi.

Nie było ruiną. W oknach płonęły lampy, na placach szemrała woda, a mieszkańcy spacerowali po ulicach.

— Niemożliwe — wyszeptał Emil.

— To słowo staje się podczas tej podróży coraz mniej użyteczne — odpowiedział Leon.

Przy bramie zatrzymał ich strażnik.

— Co chcecie zabrać z Al-Sahir?

Leon zastanowił się.

— Odpowiedź.

Strażnik uśmiechnął się.

— W takim razie być może wyjdziecie stąd z większą liczbą pytań.

W mieście kompas prowadził ich do pałacu stojącego na centralnym placu.

Nad wejściem znajdował się symbol drugiego fragmentu klucza.

Rozdział 25
Królowa bez korony

W pałacu nie było tronów ani strażników. W chłodnym ogrodzie siedziała starsza kobieta ubrana w prostą białą szatę.

— Jestem Samira — powiedziała. — Opiekuję się tym miastem.

Emil rozejrzał się.

— Królowa?

— Kiedyś. Korona nauczyła mnie, że człowiek może mieć władzę nad miastem i jednocześnie nie rozumieć ani jednego jego mieszkańca.

Samira spojrzała na kompas.

— Drugi fragment jest tutaj, ale nie dostaniecie go za rozwiązanie zagadki ani pokonanie potwora.

— Co mamy zrobić? — zapytał Leon.

— Zdecydować.

Pokazała im dwa naczynia. W jednym znajdowała się woda wystarczająca, by karawana bezpiecznie wróciła przez pustynię. W drugim leżał złoty fragment klucza.

— Możecie zabrać tylko jedno.

Leon spojrzał na przyjaciół.

Jeśli wybraliby fragment, mogli kontynuować misję.

Jeśli wodę — straciliby szansę.

Przynajmniej tak wyglądał wybór.

Rozdział 26 Woda ważniejsza od złota

Leon nie zastanawiał się długo.

— Zabieramy wodę.

Mira uniosła brwi.

— Bez fragmentu możemy nigdy nie znaleźć Serca Mapy.

— A bez wody ktoś może nie wrócić z pustyni.

Samira obserwowała ich bez słowa.

Leon podniósł naczynie z wodą.

W tej samej chwili drugie naczynie pękło. Złoty fragment uniósł się w powietrze i poleciał prosto do kompasu.

— To była próba? — zapytał Emil.

— Nie — odpowiedziała Samira. — To był wybór. Próba jest wtedy, gdy ktoś oczekuje właściwej odpowiedzi. Ja chciałam tylko zobaczyć, kim będziecie, kiedy cena stanie się prawdziwa.

Drugi fragment połączył się z pierwszym.

Mapa rozświetliła się mocniej.

Leon zauważył coś nowego: dwa fragmenty tworzyły część większego znaku. Nie wyglądał jak zwykły klucz.

Przypominał fragment mapy świata.

Samira pochyliła się ku Leonowi.

— Pamiętaj: Serce Mapy nie jest nagrodą. Jest odpowiedzialnością.

Rozdział 27 Noc, która trwała za krótko

Mieszkańcy Al-Sahir pozwolili podróżnikom odpocząć. Nad miastem świeciło niebo pełne gwiazd.

Nadira opowiadała o pustyni, która potrafi przechowywać historie lepiej niż biblioteki. Emil próbował nauczyć się nazw gwiazdozbiorów, lecz pomylił trzy z nich i w końcu stwierdził, że niebo powinno mieć podpisy.

Leon odszedł kawałek od grupy.

Mira usiadła obok.

— Orion był moim ojcem — powiedziała nagle.

Leon spojrzał na nią zaskoczony.

— Dlaczego wcześniej tego nie powiedziałaś?

— Bo ludzie inaczej słuchają historii, kiedy wiedzą, że jest osobista.

Orion zniknął dwanaście lat wcześniej. Zostawił Mirze tylko pierścień z siedmioramienną gwiazdą i zdanie: „Jeżeli wróci kompas, nie pozwól nikomu iść samotnie”.

— Myślisz, że żyje?

— Nie wiem.

Nad ranem Al-Sahir zaczęło ponownie zanurzać się w piasku.

Musieli odejść, zanim zniknęły ostatnie bramy.

Rozdział 28
Jeździec w czerni

W drodze powrotnej Nadira pierwsza zauważyła samotnego jeźdźca.

Poruszał się po wydmie równolegle do karawany. Nie zbliżał się, ale też nie znikał.

Mira natychmiast rozpoznała znak na jego płaszczu: czarny okrąg przecięty białą linią.

— Kartograf.

— To on? — zapytał Leon.

— Jeden z jego ludzi.

Wieczorem jeździec zniknął.

W nocy ktoś próbował wejść do namiotu Leona.

Chłopiec obudził się, gdy kompas zrobił się gorący. Zobaczył cień i krzyknął. Emil oraz Nadira wybiegli z sąsiednich namiotów.

Intruz uciekł między wydmy.

Nie zabrał kompasu.

Zostawił jednak czarną kartę.

Na niej znajdowała się wiadomość:

„Oddaj fragmenty. Drogi świata nie należą do dzieci.”

Leon odwrócił kartę.

Na odwrocie dopisano:

„Mira wie więcej, niż ci powiedziała.”

Rozdział 29
Cena tajemnicy

Leon podał kartę Mirze.

— Co jeszcze przede mną ukrywasz?

Mira nie próbowała zaprzeczać.

— Kartograf podróżował kiedyś z moim ojcem.

Zapadła cisza.

Orion i człowiek, którego teraz nazywano Kartografem, byli przyjaciółmi. Razem szukali Serca Mapy. Różnili się jednak w jednym: Orion uważał, że żadna osoba nie powinna decydować, które drogi wolno otwierać innym. Kartograf wierzył, że świat byłby bezpieczniejszy, gdyby ktoś mądry przejął nad nimi kontrolę.

— I dlatego rozbito klucz? — zapytał Leon.

— Nie wiem. Ojciec nigdy nie opowiedział mi końca.

Leon był zły, że Mira ukryła tak ważną część historii.

— Od teraz żadnych połówek prawdy.

— Zgoda.

— Nawet jeśli prawda będzie niewygodna.

Mira wyciągnęła rękę.

— Zwłaszcza wtedy.

Leon uścisnął ją.

Nie oznaczało to pełnego zaufania.

Oznaczało początek uczciwości.

Rozdział 30
Trzeci kierunek

Po powrocie na wybrzeże pożegnali Nadirę. Leon podarował jej mały rysunek Al-Sahir wykonany w notesie.

— Żeby ktoś pamiętał, że naprawdę tam byliśmy.

— Miasta nie potrzebują, żeby ludzie w nie wierzyli — odpowiedziała. — Ludzie potrzebują.

Na pokładzie „Gwiazdy Poranka” Leon położył dwa fragmenty w kompasie.

Złota linia poprowadziła ich wzdłuż wybrzeża, a następnie skręciła na wschód.

Na mapie pojawił się symbol ogromnego drzewa.

Pod nim zapisano:

„Tam, gdzie deszcz pamięta pierwszą pieśń.”

— Brzmi jak las — powiedział Emil.

Mira przyjrzała się mapie.

— I bardzo długa droga.

Kapitan Salomon uśmiechnął się.

— W takim razie dobrze trafiliście. Mój statek ma paskudny zwyczaj płynięcia daleko.

Wyruszyli ku kolejnemu etapowi podróży.

Nie wiedzieli, że ktoś wypłynął za nimi.

Rozdział 31
Statek bez flagi

Trzeciego dnia za rufą pojawił się ciemny statek.

Nie miał flagi.

Kapitan Salomon obserwował go przez lunetę.

— Nie podoba mi się.

— Może płynie w tę samą stronę — powiedział Emil.

— Na oceanie wiele statków płynie w tę samą stronę. Niewiele kopiuje każdy twój zwrot.

Wieczorem ciemny statek był bliżej.

Mira zauważyła na maszcie czarny okrąg przecięty białą linią.

— Ludzie Kartografa.

Salomon kazał zmienić kurs. Przeciwnicy zrobili to samo.

Leon spojrzał na kompas. Wskazówka nagle skierowała się w stronę miejsca, gdzie nie było żadnego lądu.

— Tam.

Kapitan westchnął.

— Za każdym razem, kiedy słucham tego przedmiotu, dzieje się coś niemożliwego.

— Ale żyjemy.

— To jest jedyny powód, dla którego jeszcze cię słucham.

„Gwiazda Poranka” skręciła.

Przed nimi morze zaczęło świecić.

Rozdział 32
Rzeka na oceanie

Pośród oceanu ciągnęła się smuga jasnej wody przypominająca rzekę.

Jej nurt płynął szybciej niż otaczające morze.

— Nigdy czegoś takiego nie widziałem — powiedział Salomon.

Wpłynęli w świetlistą wodę.

Statek przyspieszył bez pomocy wiatru. Ciemny okręt próbował ich ścigać, lecz nie potrafił znaleźć wejścia do niezwykłego nurtu.

Po kilku godzinach zniknął za horyzontem.

Emil wychylił się przez burtę.

Pod powierzchnią płynęły tysiące srebrnych ryb, wszystkie w tym samym kierunku.

Mira znalazła na mapie nowy napis:

„Droga Morza pojawia się tym, którzy nie próbują jej zatrzymać.”

— Kolejna ukryta droga — powiedział Leon. — Kartograf naprawdę mógłby zrobić z nimi straszne rzeczy.

Po raz pierwszy w pełni zrozumiał, o co toczyła się walka.

Nie chodziło o skarb.

Chodziło o wolność przemieszczania się po świecie.

Rozdział 33 Port tysiąca zapachów

Świetlista rzeka wyniosła ich ku odległemu portowi.

Powietrze pachniało przyprawami, owocami, drewnem i morzem. Na targu słychać było dziesiątki języków.

Kompas prowadził ich przez tłum do niewielkiej księgarni.

Właściciel, pan Ravi, spojrzał na symbol gwiazdy i bez słowa zamknął sklep.

— Wiedziałem, że kiedyś ktoś przyjdzie.

Z tylnego pomieszczenia przyniósł księgę oprawioną w zieloną skórę.

Był to dziennik Oriona.

Mira zamarła.

— Skąd go masz?

— Zostawił go tutaj dwanaście lat temu.

W dzienniku brakowało wielu stron. Jedna pozostała jednak nienaruszona:

„Trzeci fragment nie znajduje się w świątyni ani pałacu. Pilnuje go ktoś, kto od stuleci odmawia nazywania siebie strażnikiem.”

Na dole znajdował się rysunek smoka.

Emil popatrzył na Leona.

— Wiedziałem. W baśni dookoła świata musiał być smok.

Rozdział 34 Droga do krainy monsunów

Podróżnicy zostawili statek pod opieką Salomona i ruszyli lądem.

Im dalej jechali, tym bardziej krajobraz stawał się zielony. Pojawiły się pola, rzeki, wzgórza i lasy.

Pewnego popołudnia niebo pociemniało.

Deszcz spadł nagle i z taką siłą, że Emil w kilka sekund wyglądał, jakby wskoczył do rzeki.

— Mówiłem, żeby zabrać płaszcz — zauważyła Mira.

— Zabrałem. Jest na samym dnie plecaka, czyli technicznie bardzo dobrze chroniony przed deszczem.

Leon roześmiał się.

Kompas prowadził ich ku górom.

W jednej z wiosek usłyszeli opowieść o Smoku Pamięci, który mieszkał w dolinie niedostępnej zwykłymi drogami.

— Pożera ludzi? — zapytał Emil.

Starzec, który opowiadał legendę, pokręcił głową.

— Gorzej. Zadaje pytania.

Wieczorem mapa pokazała wąską ścieżkę prowadzącą między wodospadami.

Rozdział 35 Smok, który nie pilnował złota

Dolina była pełna mgły i kwiatów. W jej centrum znajdowała się jaskinia.

Z ciemności wysunęła się ogromna głowa pokryta zielono-złotymi łuskami.

Emil schował się pół kroku za Mirą.

— To strategiczne ustawienie — wyszeptał.

Smok otworzył oczy.

— Ludzie — powiedział głosem przypominającym odległy grzmot. — Znowu przyszliście po skarb.

— Po fragment klucza — odpowiedział Leon.

— Czyli po skarb.

Smok nazywał się Aro. Nie siedział na stosie złota. W jego jaskini znajdowały się tysiące małych szklanych kul.

W każdej poruszał się obraz.

— To wspomnienia — wyjaśnił. — Historie miejsc, których już nie ma.

Aro przechowywał pamięć o zaginionych miastach, językach, przyjaźniach i podróżach.

— Trzeci fragment jest mój — powiedział. — Ale zanim go oddam, musicie zrozumieć, czego naprawdę pilnuję.

Rozdział 36
Ostatnie wspomnienie

Aro wybrał jedną szklaną kulę.

W jej wnętrzu pojawiło się niewielkie miasteczko. Ludzie przechodzili przez most, dzieci bawiły się na rynku, ktoś piekł chleb.

— To miejsce zniknęło, kiedy zamknięto prowadzącą do niego Drogę — powiedział smok.

Leon poczuł chłód.

— Kartograf?

— Nie. To wydarzyło się znacznie wcześniej. Właśnie dlatego powstało Serce Mapy. Miało chronić drogi przed znikaniem.

To zmieniało wszystko.

Serce Mapy nie było tylko niebezpieczną mocą. Mogło również ratować miejsca od zapomnienia.

— Dlaczego więc je zamknięto?

Aro spojrzał na Mirę.

— Ponieważ każda wielka moc znajduje człowieka, który uważa, że wie najlepiej, jak powinni żyć inni.

Smok podał Leonowi kulę.

— Zapamiętaj to miasto. Dopóki ktoś pamięta, nie zniknęło całkowicie.

Leon przyjął wspomnienie ostrożnie.

Rozdział 37
Próba smoka

Aro nie zamierzał oddać fragmentu bez pytania.

— Możesz uratować jedno z dwóch — powiedział do Leona. — Drogę prowadzącą do miejsca, które kochasz, albo sto dróg prowadzących do miejsc, których nigdy nie zobaczysz. Co wybierzesz?

Leon milczał.

Nie chciał stracić drogi do domu.

Ale wyobraził sobie setki ludzi odciętych od swoich domów tylko dlatego, że ich miejsc nie znał.

— Sto dróg.

Smok pochylił głowę.

— Dlaczego?

— Bo to, że czegoś nie znam, nie znaczy, że jest mniej ważne.

Aro uśmiechnął się. Był to dość niepokojący widok przy tak wielu zębach.

— Dobra odpowiedź. Nie jedyna możliwa. Ale twoja.

Z jednej ze skalnych ścian wysunął się trzeci złoty fragment.

Kompas przyjął go.

Trzy części utworzyły wyraźniejszy wzór.

Leon zobaczył na nim kontury kontynentów.

Rozdział 38
Cień Kartografa

Zanim opuścili dolinę, Aro zatrzymał Mirę.

— On jest bliżej, niż myślisz.

— Kartograf?

— Tak. I nie jest potworem z opowieści, którą sobie stworzyłaś.

Mira zmarszczyła brwi.

— Chce kontrolować drogi.

— To prawda. Ale człowiek może robić złą rzecz, wierząc, że chroni innych przed czymś jeszcze gorszym.

Leon zapamiętał te słowa.

W drodze powrotnej znaleźli na ścieżce czarną kartę.

Tym razem nie było groźby.

Było zaproszenie.

„Leon. Chcesz poznać prawdę o Orionie? Przyjdź sam do Świątyni Czterech Wiatrów przed zachodem słońca.”

Mira natychmiast powiedziała:

— Nie idziesz.

Leon spojrzał na nią.

— Obiecaliśmy sobie żadnych połówek prawdy.

— To pułapka.

— Prawdopodobnie.

Emil westchnął.

— Wspaniale. Czy możemy kiedyś dostać zaproszenie na kolację, które nie jest pułapką?

Rozdział 39 Świątynia Czterech Wiatrów

Leon nie poszedł sam.

Mira i Emil pozostali w pobliżu, choć zgodzili się nie wchodzić bez sygnału.

Świątynia stała na skalnym wzgórzu. W środku nie było nikogo.

Na środku sali znajdował się stół, a na nim stary portret.

Przedstawiał dwóch młodych podróżników.

Jednym był Orion.

Drugiego Leon nie znał.

— Nazywam się Cassian.

Głos dobiegł zza kolumny.

Mężczyzna miał siwe włosy i czarny płaszcz ze znakiem przeciętego okręgu.

Kartograf.

Nie wyglądał jak ktoś, kto chciał podbić świat.

— Mira powiedziała ci, że jestem wrogiem.

— Chcesz kontrolować Drogi.

— Chcę powstrzymać je przed zniszczeniem świata.

Cassian położył na stole drugi dokument.

— Orion odkrył coś, czego twoja przyjaciółka nie wie.

Leon nie dotknął dokumentu.

— Powiedz.

Kartograf spojrzał mu prosto w oczy.

— Serce Mapy zaczęło umierać.

Rozdział 40 Prawda czy kolejna mapa?

Cassian twierdził, że ukryte Drogi stawały się coraz bardziej niestabilne. Wyspa Luminów pojawiała się rzadziej. Al-Sahir znikało na dłużej. Niektóre przejścia znikały bezpowrotnie.

— Orion chciał naprawić Serce Mapy — powiedział. — Ja również.

— Więc dlaczego jesteście wrogami?

— Ponieważ on uznał, że moc należy rozproszyć. Ja uznałem, że ktoś musi jej pilnować.

Cassian przesunął dokument w stronę Leona.

Była to strona z dziennika Oriona.

„Jeśli siedem części zostanie ponownie połączonych, Wędrowiec będzie musiał zdecydować: naprawić Serce, zamknąć je na zawsze albo oddać komuś władzę nad Drogami.”

Leon poczuł ciężar trzech fragmentów.

— Dlaczego mam ci wierzyć?

Cassian uśmiechnął się smutno.

— Nie powinieneś. Sprawdzaj wszystko, co mówię. Tak samo jak wszystko, co mówi Mira.

Za drzwiami rozległ się gwizd Emila.

Umówiony sygnał.

Ktoś nadchodził.

Gwizd Emila zabrzmiał po raz drugi. Leon schował stronę z dziennika Oriona, a Cassian zgasił lampę. W korytarzu pojawiły się cienie ludzi oznaczonych czarnym znakiem.

— To nie moi ludzie — powiedział Cassian. — Jeśli chcecie poznać dalszą część historii, musicie stąd wyjść.

Mira nie ufała mu ani trochę, lecz nie było czasu na spór. Cassian otworzył boczne przejście w ścianie świątyni. Leon i Mira wydostali się nim na zbocze, zanim przybysze weszli do głównej sali.

Na zewnątrz czekał Emil. To on wcześniej zauważył obcych i dał umówiony sygnał. Cała trójka ruszyła ku dolinie, a Cassian pozostał w świątyni.

W dzienniku Oriona Leon znalazł jeszcze jedną wskazówkę: znak kropli deszczu obok rysunku otwartej księgi. Mira rozpoznała symbol Biblioteki Deszczu — miejsca, w którym przechowywano opowieści o Drogach pojawiających się tylko podczas monsunu.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 47.64