E-book
13.65
drukowana A5
38.16
drukowana A5
Kolorowa
62.3
WARSZAWA Opowieść o gotyckim mieście

Bezpłatny fragment - WARSZAWA Opowieść o gotyckim mieście

Tom I Rezydencja książąt mazowieckich


5
Objętość:
170 str.
ISBN:
978-83-8221-367-6
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 38.16
drukowana A5
Kolorowa
za 62.3

Podziękowania

Najukochańszej Mamie

Za to, że bez cienia wahania wspierała mnie w najtrudniejszych chwilach życia i bez pomocy której książka ta nigdy nie mogłaby powstać (ach, te relikty!)


Wspaniałej promotorce, dr Ewie Zawadzkiej-Kowalskiej

Za rozpalenie we mnie miłości do historii sztuki oraz za bezcenne wskazówki do pracy licencjackiej, która stała się fundamentem niniejszej serii wydawniczej


Mistrzowi w przelewaniu myśli na papier, Dominikowi

Za natchnienie, którego doświadczyłem, gdy podzielił się ze mną genialnym w swej prostocie pomysłem na wydanie książki


Przyjaciołom

Za inspirację i niezliczone dobre słowa, które dawały mi motywację w chwilach zwątpienia


Dyrekcji i pracownikom Zamku Królewskiego w Warszawie — Muzeum

Za przychylność i nieocenioną pomoc w pracy nad książką


Wszystkim niewymienionym wyżej osobom i instytucjom

Za okazane zainteresowanie i wsparcie, dzięki którym niniejsza praca mogła przybrać ostateczny kształt.

Od autora

Duża cegła dwuręczna, niepozorna bryła wypalonej gliny, jest dziś znakiem rozpoznawczym gotyku na Mazowszu, dzierżąc bezsprzecznie tytuł ikony stylu, który zdominował architekturę średniowiecznych miast. A przecież jeszcze całkiem niedawno wypatrzenie jej śladów było w Warszawie niemal niemożliwe. Znikającą nieubłaganie przez kolejne stulecia pod nawarstwieniami historycznymi, przesłoniętą kostiumami zdobień, będących wyrazem szybko zmieniających się trendów i mód, zaczęto odkrywać na nowo dopiero pod koniec XIX w., a potem w okresie międzywojennym, dzięki grupie uczonych, miłośników historii, archeologii i architektury. Zacne to grono badaczy, oddających się realizacji przyświecających im idei z godnym szacunku zaangażowaniem, podejmowało szereg różnorodnych działań, których celem było poszerzanie wiedzy o najdawniejszej historii miasta. Za przykład takiej działalności niech posłuży choćby odważna inicjatywa Jana Zachwatowicza, architekta, historyka architektury i miłośnika zabytków, polegająca na odsłonięciu w latach 30. XX w. sporego odcinka staromiejskich murów obronnych, dotychczas gęsto obudowanych nadgryzionymi zębem czasu, chylącymi się ze starości domami. Na niwie odkrywania tajemnic przeszłości niemałe osiągnięcia notował też Kazimierz Skórewicz. Badania prowadzone przez niego po I wojnie światowej na Zamku Królewskim przyczyniły się do ujawnienia średniowiecznego rodowodu zamkowego skrzydła wschodniego, nazywanego odtąd często gotyckim. W jego zrębach, ku niemałemu zaskoczeniu, Skórewicz rozpoznał Dom Wielki — Curia Maior, pamiątkę po Zamku Książęcym z początku XV w. To niezwykłe odkrycie stało się impulsem do odsłonięcia i wyeksponowania od strony Dziedzińca Wielkiego dekoracyjnej, gotyckiej elewacji Curia Maior. Przerwę w pracach badawczych wymusiła brutalnie II wojna światowa, która, siejąc ogromne spustoszenie, paradoksalnie przyczyniła się do tego, że spod ruin i gruzu zaczęły wyłaniać się dawno zapomniane okruchy starej Warszawy. Świadkowie początków miasta, bezcenne średniowieczne pamiątki, których chyba tylko cudem nie zdołał zatrzeć czas ani niszczycielskie zapędy najeźdźców, stanowią niezwykły fundament, trwałą opokę, na której Warszawa przez stulecia budowała i wciąż buduje swoją tożsamość.

W serii wydawniczej, mającej w zamierzeniu składać się z czterech tomów, z których pierwszy, drodzy czytelnicy, właśnie trafia do waszych rąk, opowiadam o jedynej w swoim rodzaju podróży w czasie, wyprawie do dawnej Warszawy, kiedy miasto rozwijało się w obrębie murów obronnych i w ich najbliższym sąsiedztwie. Jest to opowieść o Warszawie z czerwonej, gotyckiej cegły, a także z drewna i kamienia.

Pomysł na zmierzenie się z tym — niełatwym skądinąd — tematem, przyszedł mi do głowy już kilkanaście lat temu i zaczął kiełkować na gruncie fascynacji historią miasta i jego architekturą. Jeszcze w trakcie studiów postanowiłem, początkowo w ramach hobby, opracować zestawienie prezentujące możliwie kompletny zbiór warszawskich obiektów, w których można by doszukać się choć cienia zachowanej substancji zabytkowej pamiętającej średniowieczną Warszawę. Przekuwając postanowienie w czyn, zaopatrzony w aparat fotograficzny, wyruszyłem pewnego słonecznego, zimowego poranka na przełomie 2004 i 2005 roku na poszukiwania, w — jak się później okazało — niezwykle ciekawą, owocną i trwającą wiele miesięcy, wędrówkę. Z dnia na dzień poczułem się jak odkrywca, a kolejne sekrety odsłaniane przez wciąż tajemnicze miasto dodawały mi energii do dalszych eksploracji. Po dwóch latach, obszerne już wtedy zestawienie, awansowało z czysto hobbystycznego do rangi pracy dyplomowej, ilustrowanej dziesiątkami fotografii i wzbogaconej o projekt Warszawskiego Szlaku Gotyckiego, by w końcu stać się dla mnie inspiracją do napisania książki.

Podczas pracy nad lekturą niejednokrotnie zastanawiałem się, jakie określenie najlepiej oddawałoby jej charakter. Z czasem doszedłem do wniosku, że sformułowanie trafiające w dziesiątkę, to eklektyzm. Tak, WARSZAWA Opowieść o gotyckim mieście jest książką zdecydowanie eklektyczną, książką, w której mieszają się pomysły i style, raz z gracją, to znowu bezceremonialnie, niewiele sobie robiąc z jakichkolwiek konwencji. W tomie niniejszym znalazło się niemal wszystko, co interesujące — od poważnych hipotez traktujących o początkach grodu książęcego, po legendy miejskie, kreślące w tonie gawędy pejzaż Warszawy sprzed wieków. Na książce nie zawiedzie się też nikt, kto docenia język obrazu — nie zabrakło w niej miejsca na dziesiątki szkiców i fotografii wzbogacających tekst. To jednak nie koniec. Cóż komu bowiem po solidnej dawce teorii, jeśli nie połączy jej z praktyką? Dlatego właśnie Warszawa…, to przede wszystkim przewodnik i spacerownik, którego ideą jest zachęcenie was do samodzielnego odkrywania sekretów stolicy i namówienie na wyprawę szlakiem tajemniczych zakątków Starówki.

Zdecydowałem, że nie będzie to pozycja stricte naukowa, z setkami przypisów i sztywnym językiem, dlatego też pozwoliłem sobie zrezygnować z uciążliwego zarówno dla odbiorców (nie ma za co!), jak i dla autora, odnoszenia się w tekście do źródeł. Doszedłem do wniosku, że zamieszczenie bibliografii na końcu opracowania w zupełności wystarczy. Chciałem, aby była to historia na tyle poważna, by mogła zająć osobę głębiej zainteresowaną tematem, ale jednocześnie opowiedziana językiem na tyle lekkim, by zechciał się z nią zaprzyjaźnić również przysłowiowy Kowalski. I oto jest! Zaczynajmy!

Rozdział pierwszy, czyli Warszawy i Zamku historia (nie)krótka

Charakterystyczna bryła Zamku Królewskiego, z Wieżą Zegarową w roli smukłej dominanty górującej nad placem Zamkowym, pojawiła się w warszawskiej panoramie nie od razu. W końcu, jak mówi znane przysłowie, Kraków też nie od razu zbudowano. Zamek, przekształcany przez stulecia zgodnie z obowiązującą modą i gustami zmieniających się wielokrotnie lokatorów, wyrastał stopniowo na zrębach średniowiecznego grodu książąt mazowieckich, rozlokowanego w końcu XIII w. na trudno dostępnym cyplu skarpy wiślanej, u stóp której przepływała, nie zawsze spokojna, rzeka.

Doniosły wpływ na rozwój warszawskiej rezydencji książęcej miała decyzja podjęta na przełomie XIV i XV w. przez księcia mazowieckiego Janusza I Starszego. Jej mocą władca przeniósł stolicę Mazowsza, będącego wówczas wciąż księstwem niezależnym od Korony, z tracącego znaczenie Czerska do szybko rozwijającej się Warszawy. Ranga Zamku i Warszawy wzrosła ponownie, gdy po śmierci ostatnich książąt mazowieckich, Stanisława w sierpniu 1524 r. i Janusza III w marcu 1526 r., Mazowsze zostało włączone do Korony, co ostatecznie potwierdziły postanowienia sejmu zwołanego w 1529 r. przez Zygmunta Starego. Od tej chwili Zamek, do niedawna książęcy, mógł się szczycić statusem jednej z najważniejszych rezydencji królewskich w Rzeczpospolitej, by ostatecznie na przełomie XVI i XVII w. wyrosnąć z inicjatywy Zygmunta III Wazy na główną siedzibę polskich królów.

Właśnie ze względu na wyjątkową rangę tego miejsca, trasa naszego pierwszego spaceru (jego opis, krok po kroku, zamieściłem w rozdziale trzecim) prowadzi wokół murów zamkowych. W trakcie wędrówki spróbujemy odnaleźć ślady gotyckiej architektury pamiętającej czasy, gdy w niezależnej dzielnicy mazowieckiej swoje rządy sprawowali piastowscy książęta.

Kiedy o Warszawie nikomu się nawet nie śniło, czyli Bródno, Kamion, Solec i Jazdów

Zanim jednak zajrzymy do prastarych książęcych komnat zamkowych, zapuśćmy się jeszcze głębiej w historię. Okazuje się, że najwcześniejsze ślady średniowiecznego osadnictwa na obszarze zajmowanym dzisiaj przez Warszawę znajdujemy nie w rejonie Zamku Królewskiego i Starego Miasta, lecz na drugim brzegu Wisły, na Starym Bródnie. Zachowały się tam pamiątki po grodzie i wsi zlokalizowanej w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Ten interesujący wczesnośredniowieczny zespół osadniczy rozwinął się przypuszczalnie już na przełomie IX i X w., zatem funkcjonował na długo przed lokacją Warszawy. Dopiero ponad trzysta lat później, w końcu XIII w., na przeciwległym, wysokim brzegu rzeki, książę mazowiecki Bolesław II założy gród i miasto pod wspólną nazwą Warszowa, ta zaś, rozwijając się intensywnie dzięki korzystnym decyzjom politycznym oraz znakomitemu położeniu na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych, zyska w kolejnych stuleciach status jednego z najistotniejszych ośrodków miejskich nie tylko na Mazowszu, ale w całej Rzeczpospolitej.

Ryc. 1. Relikty grodu na Starym Bródnie, IX — XI w. »Obecnie na obszarze zajmowanym przed wiekami przez gród bródnowski znajduje się interesujący rezerwat archeologiczny. Fot. autor«

Możliwe, że zespół osadniczy na Starym Bródnie, odkryty w początku XX w. przez Romana Jakimowicza, odgrywał rolę głównego ośrodka opola, które jako podstawowa jednostka administracyjna w państwie piastowskim wchodziło w skład kasztelanii. Życie mieszkańców opola bródnowskiego toczyło się w rozległej, luźno zabudowanej wiejskiej osadzie, rozlokowanej wokół grodu, najpewniej niezamieszkałego, zatem wolnego od zabudowy, pełniącego wyłącznie funkcję refugialną — dającego schronienie okolicznej ludności w razie zagrożenia z zewnątrz. Gród, umocniony wysokim na około 6 m wałem ziemno-drewnianym wzniesionym na planie owalu, założono w rozlewisku strumienia zwanego w średniowieczu Brodnia, na wydmowym cyplu otoczonym z trzech stron bagnami. Wymiary majdanu, placu wewnątrz grodu, wynosiły w przybliżeniu 40 x 47 m. W początku XI stulecia obiekt podupadł, być może wskutek najazdu wroga, od przypadkowego pożaru albo w związku z utratą dotychczasowej roli ośrodka administracji państwowej po tym, jak ziemie na których go wzniesiono, zostały włączone do dóbr kościelnych.

Dzisiaj o bródnowskim założeniu z czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego przypomina częściowo zrekonstruowany wał ziemny grodziska (ryc. 1) oraz ścieżka dydaktyczna. Na tablicach ustawionych wzdłuż ścieżki prezentowane jest życie codzienne mieszkańców osady i fotografie materialnego dorobku archeologów, którzy w tym miejscu prowadzili wieloletnie badania.

Ryc. 2. Kamionek (w średniowieczu Kamion), cmentarz parafialny, XIII w. »Najstarszy zachowany cmentarz w stolicy powstał w czasach, kiedy o zakładaniu Warszawy nikt nawet jeszcze nie myślał. Fot. autor«

Już w połowie XI w., wraz ze stopniową utratą znaczenia grodu na Starym Bródnie, na najważniejszą osadę na prawym brzegu Wisły wysunął się wzmiankowany w 1065 r. Kamion (Kamień), dzisiaj Kamionek. Osada została założona w sąsiedztwie brodu wiślanego, przez który wytyczono przeprawę prowadzącą do Solca leżącego na drugim brzegu rzeki. Jako ośrodek dóbr kościelnych należących do klucza kapituły płockiej, Kamion był siedzibą parafii z drewnianym kościółkiem i cmentarzem parafialnym, posiadał też zapewne prawo organizowania targów — stąd wieś Targowe, dzisiejszy Targówek. Pozostałości cmentarza parafialnego na Kamionie przetrwały do naszych czasów (ryc. 2). Mimo iż próżno szukać na nim średniowiecznych nagrobków — te uległy bezpowrotnemu zatarciu w dziejowych zawieruchach — to właśnie cmentarz kamionkowski szczyci się mianem najstarszej, zachowanej nekropolii Warszawy. Założony w XIII w., działał z przerwami do roku 1887, kiedy jego funkcje przejął otwarty trzy lata wcześniej cmentarz bródnowski. Choć od tego momentu cmentarz oficjalnie był nieczynny, w praktyce zmarłych grzebano tutaj sporadycznie jeszcze nawet w początku XX w. Na cmentarzu spoczywają między innymi żołnierze polegli w walkach ze Szwedami w 1656 r., uczestnicy insurekcji kościuszkowskiej i ofiary rzezi Pragi 1794 r., a także obrońcy Olszynki Grochowskiej z roku 1831.

Wróćmy do średniowiecza. Równocześnie z Kamionem, ale po drugiej stronie brodu wiślanego, rósł w siłę wspomniany już Solec. Przy soleckiej przystani rzecznej, która z czasem przekształciła się w ważny punkt przeładunkowy, cumowały podążające Wisłą barki przewożące różnorakie towary, między innymi sól pozyskiwaną w kopalniach na południu Polski. Prawo do jej wydobycia było w średniowieczu zastrzeżone wyłącznie dla panującego i objęte regale, czyli monopolem ustanawianym przez władcę dla wybranych dziedzin gospodarki. Obowiązująca po dziś dzień nazwa Solec, nawiązując do charakterystycznej funkcji miejsca i do wznoszonych tutaj od najdawniejszych czasów składów solnych (ryc. 3), przypomina o znaczącym udziale osady w obrocie tym, wówczas bardzo cennym, surowcem.

Ryc. 3. Solec, budynek magazynu solnego, około poł. XIX w., ul. Solec 63 »W północno-zachodniej części Rynku Soleckiego zachował się późnoklasycystyczny budynek składu solnego, skromny spadkobierca bogatej tradycji obrotu solą na tym terenie. W tle solecki kościół Świętej Trójcy. Fot. autor«

Prężnie rozwijający się Solec, ważny punkt na mapie średniowiecznych szlaków handlowych Mazowsza, nie mógł zbyt długo pozostawać bez ochrony. Przypuszczalnie już na przełomie XII i XIII w., w bezpośrednim sąsiedztwie Solca i Jazdowa, będącego wówczas niewielką osadą, książęta mazowieccy wznieśli gród obronny usytuowany na skraju skarpy wiślanej (ryc. 4). Jednym z jego zadań było zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom Solca i Kamiona, a także licznym podróżnym przeprawiającym się w tym miejscu przez Wisłę. Archeolodzy przypuszczają, że warownia w Jazdowie, otoczona wałem obronnym szerokim u podstawy na 4 m, mogła mieć wymiary około 39 x 43 m. Wewnątrz majdanu stał — zapewne drewniany — budynek książęcy, kaplica i wieża strażnicza. Podlegający grodowi w Jazdowie obszar zamykał się w okręgu o promieniu około 14 km. Na lewym brzegu Wisły w jego granicach znalazły się Solec oraz Jazdów należące do księcia, rycerskie grunty Służewia, Powsina i Milanowa (dzisiaj Wilanów), a także Raszyna i Babic, na prawym natomiast między innymi Kamion należący do kapituły płockiej, wsie rycerskie w parafiach tarchomińskiej i zerzeńskiej oraz puszcze stanowiące własność głównie książęcą.

Ryc. 4. Cypel skarpy wiślanej na pograniczu Łazienek Królewskich i Obserwatorium Astronomicznego UW »Według jednej z hipotez, właśnie w tym miejscu, na skraju urwiska, mógł na przełomie XII i XIII w. stanąć gród jazdowski strzegący przeprawy na Wiśle między Solcem i Kamionem. Fot. autor«

Pierwsza zachowana wzmianka dotycząca grodu w Jazdowie datowana jest na rok 1262, z tego też okresu pochodzą najwcześniejsze wiadomości o działaniach wojennych na obszarze dzisiejszej Warszawy. Latem tego roku, na tereny książąt mazowieckich sprzymierzonych wówczas z Krzyżakami najechały wojska litewskiego księcia Mendoga, przeciwnika Zakonu. Oddział dowodzony przez księcia ruskiego Ostafę Konstantynowicza zniszczył w trakcie walk gród jazdowski, istotne ogniwo w łańcuchu obronnym rozpiętym wzdłuż linii Wisły, stanowiącym zaporę przed atakami ze wschodu. Jeśli wierzyć legendzie, w zdobyciu grodu pomogła Konstantynowiczowi zdrada jednego z rycerzy księcia Siemowita I mazowieckiego, który przebywał wówczas ze swoim dworem w Jazdowie. W jej wyniku śmierć poniósł sam Siemowit, a do litewskiej niewoli trafił na dwa lata jego młody, niespełna 13-letni syn Konrad, późniejszy książę Konrad II czerski. W 1263 r. Litwini kolejny raz uderzyli na Mazowsze, wykorzystując przygotowany rok wcześniej w Jazdowie wyłom w linii obrony. Książęta mazowieccy, zdając sobie sprawę ze słabości punktów obronnych zlokalizowanych wzdłuż skarpy wiślanej, przystąpili niebawem do ich umacniania. Odbudowany gród nie miał jednak szczęścia. Już w 1281 r., tym razem za sprawą najazdu księcia płockiego Bolesława II, brata Konrada II czerskiego, uległ ponownie zniszczeniu w trakcie zaciętych, bratobójczych walk. Od tego momentu zaczął podupadać i tracić na znaczeniu. Relikty grodu istniały jeszcze w XVII w. Wspomina o nich Adam Jarzębski, autor wierszowanego utworu z 1643 r., najstarszego znanego przewodnika po Warszawie, niewyczerpanej skarbnicy wiedzy o XVII-wiecznym mieście. W dziele pt. Gościniec abo opisanie Warszawy 1643 r. (…), grodzisko w Jazdowie nazywa poetycko staroświeckim szańcem mazowieckim (ryc. 6).

Ryc. 5. Szczyt cypla skarpy wiślanej na pograniczu Łazienek Królewskich i Obserwatorium Astronomicznego UW »Na skraju skarpy, w miejscu domniemanej lokalizacji grodu jazdowskiego, stanął pomnik w kształcie kolumny z orłem i datą 1262, która przypomina o zniszczeniu grodziska przez Litwinów i o tragicznej śmierci księcia Siemowita I. Fot. autor«
Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 38.16
drukowana A5
Kolorowa
za 62.3