E-book
3.94
drukowana A5
Kolorowa
53.79
Walenty K., Imigrant Część 1

Bezpłatny fragment - Walenty K., Imigrant Część 1

Przed wybuchem wojny francusko-pruskim


Objętość:
114 str.
ISBN:
978-83-8455-233-9
E-book
za 3.94
drukowana A5
Kolorowa
za 53.79

Ta książka jest licencjonowana wyłącznie do Państwa osobistej przyjemności. Nie wolno jej odsprzedawać ani przekazywać innym osobom. Jeśli chcieliby Państwo podzielić się nią z kimś innym, proszę zakupić dodatkowy egzemplarz dla każdego odbiorcy. Jeśli czytają Państwo tę książkę ponownie i nie kupili jej, lub nie została ona zakupiona wyłącznie do Państwa użytku, proszę wrócić do swojego ulubionego księgarskiego i nabyć własny egzemplarz. Dziękuję za uszanowanie ciężkiej pracy autora.

Rozdział Minus Trzy

Przedmowa Autora

Nie ma wątpliwości: ta książka, podobnie jak wszystkie tomy cyklu Ujawnienia Zuriela, jest dziełem fikcyjnym. Starałem się, aby przedstawienie wydarzeń historycznych było możliwie najwierniejsze faktom, jednak tam, gdzie źródła były skąpe, niepewne lub w ogóle nieistniejące, uzupełniłem je wyobraźnią. Proszę więc, aby Czytelnik nie traktował wszystkiego, co przeczyta w tej książce, jako bezwzględnej prawdy historycznej. Zachęcam do weryfikowania faktów.

Tłumaczenie na język polski zostało wykonane przy pomocy Grok AI, z moją osobistą korektą. Jest to więc polszczyzna specyficzna — „poloniańska”, przefiltrowana przez amerykańskie wzorce myślenia i mówienia. Taką właśnie odmianę języka słyszy się często wśród Polonii chicagowskiej. Nie jest to klasyczna, literacka polszczyzna rodem z Krakowa czy Warszawy, ale mam głęboką nadzieję, że mimo to oddaje ducha oryginału i będzie zrozumiała oraz bliska polskim Czytelnikom, zarówno w Polsce, jak i na emigracji.

Dodatkową przyjemność sprawi Wam śledzenie losów Walentego Karnowskiego na mapach Polski, Francji i Niemiec oraz w Google Earth. Szczególnie polecam miejsca związane z bitwami i ważnymi wydarzeniami historycznymi.

Dziękuję wszystkim, którzy zechcą towarzyszyć Walentemu w jego trudnej drodze z pruskiej niewoli do wolnej Ameryki.

Z wyrazami szacunku

Gerald Schmidt

Rozdział Minus Dwa

Przedmowa Anioła Zuriela

Jestem Zuriel, anioł stróż Walentego Karnowskiego, którego życie stanowi spajającą nić tej, poprzednich i kolejnych książek. Ta opowiada o opuszczeniu przez niego ojczyzny i przybyciu do Ameryki. Jako anioł przebywający w obecności Trójjedynego Boga, Który jest Prawdą, wiem znacznie więcej niż wy na ziemi: znam prawdę, a nie powszechnie przyjmowane opinie o wydarzeniach ludzkich. Jestem istotą precyzyjną, dlatego często podaję godziny wschodu i zachodu słońca, najwyższe i najniższe temperatury, prędkości wiatru oraz inne fakty pogodowe — wiem bowiem, jak wielki wpływ mogą one wywierać na ludzkie sprawy.

Cóż, dlaczego piszę te książki? Walenty Karnowski prowadził nadzwyczajne życie, przechodząc przez wiele wydarzeń o historycznym znaczeniu. Chcę pokazać trudy, jakie zmuszono go znosić oraz cały naród polski, którego był częścią. Chcę ukazać wierność Polaków katolickiej wierze Jezusowej. Chcę pokazać, że — względem bogactwa — „wyższa klasa” jest w rzeczywistości klasą niższą, a — względem moralności — „niższa klasa” jest w rzeczywistości klasą wyższą.

Książka ta ma formę dziennika, ponieważ życie człowieka toczy się dzień po dniu. Gdy coś dzieje się w jednym miejscu, gdzie indziej dzieje się coś innego. Problem wielu powieści polega na tym, że np. w rozdziale pierwszym zajmują się one pogodą przez pewien okres, w rozdziale drugim wracają do dnia pierwszego i zajmują się geografią, a w rozdziale trzecim znów wracają do dnia pierwszego i zajmują się panem X itd. Ja opowiadam Wam o rzeczach, które dzieją się jednocześnie.

Jak je piszę? Udzielam natchnienia panu Schmidtowi, a on to wszystko przepisuje.

Część pierwsza: Przed wybuchem wojny francusko-pruskiej

Rozdział Pierwszy

Żołnierz wielu pruskich wojen

Poniedziałek, 14 lutego 1870. Imieniny Walentego Karnowskiego. W wolnej Polsce mógłby to być dzień radości, czas dla rodziny, przyjaciół i śmiechu. Lecz w prusko-zajętej Łasinie był to dzień refleksji. Walenty — albo Walek, jak nazywali go najbliżsi — w maju kończył 28 lat. Był Polakiem w kraju, z którego odebrano suwerenność, język i godność. Urodzony jako nieślubne dziecko i osierocony, zdołał się wznieść pomimo wszelkich przeszkód stawianych przez obcy reżym, który postanowił wymazać takich jak on.

29 czerwca 1856 roku ukończył ósmą klasę w kierowanej przez Niemców szkole państwowej Hildebrandta — rzadki wyczyn jak na polskiego chłopca pod okupacją. I nie tylko to — we wszystkich klasach oprócz pierwszej otrzymał najwyższe oceny. Lata, które nastąpiły, spędzone u boku mentora Michała Rogali, dały mu rzadki spokój: polski dom, polskie wartości i uczciwą pracę w sklepach wokół łasińskiego rynku. Lecz i to mu odebrano. W dniu swoich dwudziestych urodzin — 31 maja 1862 roku — pruska machina wojenna wcieliła go do swoich szeregów. Polak w obcym mundurze, służący królestwu, które miażdżyło jego naród.

W te imieniny Walenty nie prosił o podarunki, lecz o coś zakazanego: prawo do życia jako wolny Polak w wolnej Polsce.

Walenty opuścił regularną armię pruską 31 maja 1865 roku. W jej szeregach brał udział w drugiej wojnie szlezwickiej, walcząc w bitwach pod Dybbøl (18 kwietnia 1864), Als (29 czerwca 1864) i Lundby (23 lipca 1864). Wrócił do Polski, w której panował głód — głód, który w różnym nasileniu towarzyszył mu od dzieciństwa.

Po 31 maja 1865 roku trafił do rezerwy czynnej, z której wyszedł 31 maja 1867 roku. W czasie służby w rezerwie czynnej uczestniczył w wojnie austro-pruskiej w siedmiu bitwach — od Hühnerwasser (27 czerwca 1866) aż po Üttingen (26 lipca 1866).

Po zwolnieniu z rezerwy czynnej w dniu swoich 25. urodzin w 1867 roku został przeniesiony do rezerwy nieczynnej, w której miał pozostać aż do ukończenia 40 lat — czyli do 31 maja 1882 roku. W rezerwie nieczynnej nadal istniała możliwość powołania na kolejną wojnę. Co roku musiał spędzać 15 dni w polu, aby odświeżyć szkolenie.

Miło byłoby wrócić trzy lata temu do Łasina i zamieszkać z Michałem, gdyby nie fakt, że Michał sprzedał swój udział w łasińskiej gospodzie wspólnikowi i przyjacielowi (a wujowi Walentego) — Nathanowi Karnowskiemu — i we wrześniu 1862 roku, prawie osiem lat temu, przeniósł się do Pelplina. Nie wykorzystywał wysokiego ilorazu inteligencji, którym obdarzył go Bóg i który pozwolił mu uzyskać dyplom Sorbony w Paryżu. Posady nauczycielskie dla Polaków w prusko-rządzonej Polsce były prawie nieistniejące, lecz jedną znalazł — w katolickim seminarium w Pelplinie.

Rozdział Drugi

Przyjaciel Walentego — Edward Wilkoszewski

Jeszcze przed rokiem 1854 Walenty, jego przyjaciele Michał Rogala i Edward Wilkoszewski, którzy mieli wówczas odpowiednio 12, 24 i 30 lat, spotykali się regularnie, by dyskutować o ideach, w tym o religii i polityce. Byli to najinteligentniejsi ludzie w okolicy i odnaleźli się nawzajem. Okazało się, że Edward dzieli z Walkiem marzenie o wyjeździe kiedyś do „cudownego miasta” Chicago w Stanach Zjednoczonych.

W 1830 roku Edward był studentem Uniwersytetu Krakowskiego. Wziął udział w ówczesnym Powstaniu Listopadowym i musiał ratować się ucieczką, by ocalić życie. Przeniósł się do Paryża, gdzie miał kilku przyjaciół, między innymi pewnego aptekarza oraz wytwórcę ram do obrazów. Zatrudnił się w aptece, gdzie oprócz innych rzeczy nauczył się wytwarzania kosmetyków. Drugi przyjaciel, producent ram, również dał mu pracę w swojej fabryce i nauczył go wytwarzania misternie rzeźbionych i złoconych ram, które były wówczas bardzo modne.

Pragnąc się rozwijać, młody Edward wyemigrował do Ameryki i osiadł w stanie Nowy Jork. Jednak będąc energicznym i niespokojnym duchem, nie pozostał tam długo. Poznał pannę Romualdę Górczyńską i poślubił ją. Następnie przeniósł się do Filadelfii, gdzie w 1855 roku urodziło się jego najstarsze dziecko, Bronisława. Po roku lub dwóch opuścił Filadelfię i przybył do Chicago, gdzie ostatecznie się osiedlił. Założył fabrykę ram do obrazów. Interes okazał się bardzo udany, ponieważ była to pierwsza fabryka ram w Chicago. Wykonywał ramy dla O’Briena i Thurbera, czołowych handlarzy dziełami sztuki w tym mieście.

Był żarliwym patriotą, a jego serce zawsze otwierało się na biednych Polaków, którzy zaczęli napływać do Ameryki z powodów ekonomicznych i politycznych. Byli to w większości ludzie nieznający angielskiego i nieposiadający żadnego fachu. Zaraz po przybyciu do Chicago odnajdywali drogę do niego, a on przyjmował ich do swojej fabryki, dając pracę, dopóki nie znaleźli czegoś lepszego lub bardziej odpowiedniego. Wielu z nich pozostawało u niego, aż opanowali rzemiosło wyrobu ram, a jeden czy dwóch założyło później własne fabryki i wzbogaciło się.

Uważał, że imigranci naprawdę potrzebują przewodnictwa na wielu polach, dlatego jednym z jego osiągnięć było zorganizowanie ich w stowarzyszenie znane jako Gmina Polska, gdzie spotykali się, by omawiać sprawy polityczne oraz swoje problemy. Utrzymywał kontakt z kulturą i sztuką Polski, a jego dom stał się miejscem spotkań wszystkich odwiedzających miasto artystów, pisarzy i celebrytów. Gościł między innymi Henryka Sienkiewicza, Helenę Modrzejewską, jej męża hrabiego Karola Bozenta-Chłapowskiego oraz Pawła Sobolewskiego.

Chicago City Directory[i] z 1870 roku figuruje jako producent i hurtownik ram, listew i tym podobnych wyrobów. Jego sklep mieścił się przy 186 Lake Street, na rogu Wells Street. Fabryka znajdowała się pod numerami 1009 i 1011 West Madison Street. Mieszkał na północno-zachodnim rogu Harrison i Des Plaines Streets — nie w „Polskiej Plamie” w okolicach Chicago Avenue i Halsted Street. Przybył w czasach, gdy Polaków było jeszcze bardzo niewielu; „Polskiej Plamy” jeszcze nie było, więc mieszkał wśród anglojęzycznych. Zaletą tego było to, że stosunkowo szybko nauczył się angielskiego.

Walenty bardzo pilnie śledził postępy Edwarda. Listy krążyły w obie strony, zaostrzając apetyt Walentego na życie w Chicago.

Rozdział Trzeci

Dom Walentego: Majętność Sikorskich

Podczas ostatniego pobytu w armii Walenty zaprzyjaźnił się z Mikołajem Rzepińskim z wioski Wielkie Chełmy, położonej około 129 km na zachód od Łasina. Okazało się, że szlachcic Stanisław Sikorski herbu Cietrzew, który odziedziczył majętność Wielkie Chełmy po rodzinie Lewalt-Jezierskich herbu Rogala, zbudował tam w latach 1852–1853 pałac. Zatrudnił Rzepińskiego (pańszczyzna, czyli przymusowa praca pańszczyźniana, należała już do niedawnej przeszłości), a ten z kolei powiedział Walentemu o możliwości pracy. Walenty przeniósł się tam we wrześniu 1862 roku, gdy Michał Rogala wyjechał nauczać do Pelplina.

Mikołaj miał krewnego — Szymona nr 1 — który w kwietniu 1868 roku zabrał żonę i troje dzieci i wyemigrował do Chicago. Walenty również pilnie śledził informacje o życiu Szymona w Ameryce.

W 1880 roku Wielkie Chełmy zostaną odnotowane w Słowniku Geograficznym jako posiadające własną szkołę katolicką. Majętność liczyła 13 337 morgów (około 8414 akrów), 14 domów mieszkalnych i 205 mieszkańców — wszystkich katolików, co oznaczało, że wszyscy byli Polakami.

W Wielkich Chełmach mieszkali Maciej Jażdżewski (zapis polski) lub Jażdziewski (zapis kaszubski — lat 50), jego żona Ewa z domu Rzepińska (43 lata), ich córka Marcyanna (22 lata) i syn Józef (19 lat). Józef i Marcyanna odpłyną do Stanów Zjednoczonych 6 czerwca 1871 roku na barku Christel. Józef rozpaczliwie pragnie uniknąć wcielenia do pruskiej armii; dzięki jakiemuś rzadkiemu pruskiemu bałaganowi, choć 5 lutego 1871 roku skończył 21 lat, uniknął poboru i czuje na karku oddech władz. Marcyanna natomiast jest dziewczyną pełną przygody i widzi w tym wyjazdzie być może jedyną szansę na lepsze życie. W Chicago wyjdzie za mąż za Walentego Karnowskiego.

W pałacu w Wielkich Chełmach mieszkał właściciel Idzi Stefan Sikorski (52 lata), jego żona Marja Magdalena z domu Dękowska (38 lat) oraz ich dzieci: Władysław Placyd (19 lat), Bolesław Jan (17 lat), Stanisław Marian (16 lat), Mieczysław (15 lat), Stefania Antonia Roberta (13 lat), Kazimierz Fabian Sebastian (11 lat), Józef Stefan (10 lat) i Bronisława (6 lat). Ich przyszły syn Witold urodzi się w 1872 roku. Wszyscy nosili herb Cietrzew.

Stefan Sikorski reprezentował postępowe skrzydło polskiej szlachty ziemiańskiej z Królewskich Prus (przez Prusaków przemianowanych na Prusy Zachodnie). Zarządzał swoimi majątkami z wielkim zmysłem biznesowym, zwiększając ich rentowność, co pozwoliło mu kupować kolejne folwarki. W ten sposób nabył wymienione niżej folwarki i zyskał uznanie wśród polskiej szlachty. W powiecie chojnickim tylko Władysław Wolszlegier z Nieżychowic, leżących 19,4 mili na południe, był bogatszy od Stefana. Dzięki temu w całych Kaszubach[i] Sikorski należał do najzamożniejszej grupy.

Pan Sikorski posiadał folwarki we wsiach: Czarniż, Brusy, Kosobudy, Czyczkowy, Żabno, Czarnowo oraz oczywiście Wielkie Chełmy. Walentego skierowano do mieszkania w koszaropodobnym budynku na folwarku w Czyczkowem. Stamtąd chciałby w niektóre soboty po pracy jeździć do Pelplina, przenocować i odwiedzić Michała Rogalę. Chciałby uczestniczyć we Mszy św. w katedrze i wracać w niedzielę wieczorem. Niestety, było to zbyt daleko.

Walenty dzielił pokój w koszaropodobnym budynku z trzema innymi mężczyznami: Tytusem Łasińskim, Chryzostomem Prondzińskim i Polikarpem Szwedą. Stały tam dwa piętrowe łóżka, a Walenty spał na dolnym poziomie jednego z nich. Podłogę stanowiła ubita ziemia przykryta sitowiem. W pomieszczeniu znajdował się duży kominek, na którym gotowano posiłki, stół i krzesła. Walenty nadal rysował — nawyk, który zaszczepił mu w dzieciństwie Rogala. Szweda często go z tego powodu prześladował.

— Uważasz się za wielkiego artystę? Rysować mogą tylko wielcy artyści!” — oskarżał.

Walenty odpowiadał:

— A jak sądzisz, jak oni zostali wielkimi? Z dnia na dzień? Ćwiczyli. Poza tym nie, nie uważam się za wielkiego artystę. Nie teraz i pewnie nigdy. Po prostu lubię rysować.

Z pozostałymi dwoma Walenty był w dobrych stosunkach.

Walenty nie zarzucił gry na bębnie i harmonijce i zawsze można było na niego liczyć, gdy na weselu potrzebna była kapela[ii]. Te umiejętności także zawdzięczał Rogali i były one jednocześnie źródłem zazdrości Szwedy.

Pan Sikorski, człowiekowi przede wszystkim interesu, a nie patriotyzmu, zatrudniał Niemców jako ekonomów na swoich folwarkach, gdy tylko było to możliwe. Uważał, że Polacy są zbyt miękkoserczy, zbyt sentymentalni i za łagodnie traktowaliby robotników, którzy prawie zawsze byli Polakami lub Kaszubami. W związku z tym ekonomem folwarku w Czyczkowem był Prusak: Odovacar Sigivald. Nikt nie wiedział, że należał on do miejscowej sabatnicy, która spotykała się w Borach Tucholskich. Nie minęło wiele czasu, a zauważył pobożność Walentego i zaczął mu z tego powodu dokuczać.


[i] Kaszuby stanowią najdalej na północ wysuniętą część Królewskich Prus.

[ii] Grupa amatorskich muzyków grających głównie na instrumentach ludowych i wykonujących muzykę folkową. Skład, dobór instrumentów i repertuar często zależą od regionu, w którym występują.

Rozdział Czwarty

Okolica Walentego

Pałac, czyli dwór w Wielkich Chełmach, był dużą, dwupiętrową budowlą bez wyraźnego stylu historycznego (większość wykształconych ludzi nazwałaby go po prostu brzydkim). Fasada składała się z trzech sekcji. Centralna była najszersza i sama podzielona na trzy części za pomocą dwóch pilastrów w kolorze piaskowym. Każda skrajna sekcja miała taką samą szerokość jak każda z trzech środkowych. Między trzema głównymi sekcjami znajdowały się dwa dziwne, cylindryczne elementy, każdy o średnicy około czterech stóp. Na skrajach całej fasady umieszczono jeszcze po jednym takim cylindrze, co dawało w sumie cztery. Każdy zwieńczony był krenelażem.

Na pierwsze piętro prowadziło około dziesięciu schodów szerokości środkowej sekcji, kończących się wąskimi czerwonymi drzwiami. Ze względu na podwyższenie parteru, pod budynkiem znajdowała się suterenna kondygnacja, w której mieszkali służący dworscy. Fasada była biała, cylindryczne elementy miały kolor piaskowy, a ściany sutereny — jeszcze ciemniejszy odcień piasku. Dach pokrywały czerwone, płaskie dachówki Ludowici, opadające od fasady ku tyłowi. W budynku nie było kaplicy.

Pałac sikirskich w Wielkich Chełmach

Miejscowy kościół parafialny w Brusach — 2,1 mili na północny wschód od Czyczkowego — w tym czasie zbudowany był z dębowego drewna i kryty gontem. Był bardzo stary. Od zachodniej strony wznosiła się wysoka wieża z sygnaturką. Nad każdą z dwóch bocznych kaplic znajdowała się również mała sygnaturka. W połowie XIX wieku kościół stał się zbyt skromny jak na potrzeby parafii, liczącej wówczas około 7000 wiernych.

Proboszczem był w tym czasie ks. Augustyn Wika-Czarnowski (zmarł w 1876 roku). Wikariuszami byli ks. Antoni Graduszewski i ks. Stanisław Budnik. Organistą — Alojzy Marzanek, a kościelnym — Marcin Lemańczyk.

Na parafialnym cmentarzu znajdowało się mauzoleum-kaplica rodziny Sikorskich. Zbudowane z czerwonej cegły, dość okazałe. Centralna wieża zwieńczona była prostym dachem opadającym od kalenicy. Szczyt dachu skierowany był ku patrzącemu. Poniżej widniało szerokie, cofnięte wejście zwieńczone łukiem. Za wieżą znajdowało się właściwe, niskie, spadziste ciało kaplicy.

Najbliższy kościół luterański — Świętej Trójcy — znajdował się na Starym Rynku w Chojnicach. Zbudowany w 1620 roku, posiadał trzykondygnacyjną barokową wieżę oraz małą sygnaturkę. Na głównej fasadzie umieszczono zegar słoneczny, który wskazywał mieszkańcom miasta dokładny czas. Proboszczem był pastor Goteleib Helmfriedssohn.

Rozdział Piąty

Otto von Bismarck, Plaga Polski

W 1849 roku, gdy Michał Rogala wciąż mieszkał w Łasinie, Otto von Bismarck — wówczas stosunkowo mało znany członek pruskiego parlamentu — nakłonił szpiega Hieronima Boszka do zamordowania proboszczów parafii w Szczepankach, Łasinie i Grucie — wszystkich Polaków — którzy podtrzymywali w narodzie ducha Polski. Rogala również znajdował się na jego liście.

Boszk był Kaszubem z Wieli. Już we wczesnej młodości opowiadano mu o dawnej chwale Kaszub, o książętach takich jak Siemomysł, Świętobor i Świętopełk. Gdy Prusacy zaproponowali mu współpracę jako szpieg, zapewnili go, że ich ogólnym planem jest przywrócenie Kaszubom niepodległości, przy czym Prusy miałyby być gwarantem tej niezależności.

Można by pomyśleć, że ktoś zajmujący się szpiegostwem musi być pijakiem, lecz Boszk nigdy nie tknął ani kropli alkoholu — wiedział, że musi mieć zawsze jasny umysł. Podobnie unikał wszelkich romansów. Zbyt wielu szpiegów zgubiło się przez alkohol i kobiety.

Pruska tajna policja, już wówczas dość dobrze zorganizowana, chciała, aby Boszk miał oko na Rogalę. Zwrócili się więc do ks. prałata Izbanera w Pelplinie. Ten monsignor miał nieślubne dziecko, a tajna policja wykorzystała tę sprawę do szantażu. Nakłonili go, by użył swojego wpływu na bp. Marwicza i obsadził parafie po zamordowanych polskich księżach Niemcami. (Oczywiście sami zainteresowani księża nie mieli pojęcia o tej intrydze i starali się jak najlepiej pełnić swoją posługę). Teraz Prusacy chcieli, aby monsignor ponownie wpłynął na biskupa i załatwił Boszkowi posadę, która pozwoliłaby mu śledzić ruchy Rogali. Zatrudniono go jako sekretarza biskupa.

*

Otto von Bismarck pragnął władzy. Aby ją zdobyć, 24 września 1847 roku zawarł pakt z Szatanem. Zły duch odwiedzał go okresowo, aby podtrzymywać jego morale. Wizyty te zawsze odbywały się o godzinie 3:00 nad ranem — godzinie będącej przeciwieństwem godziny miłosierdzia Jezusowego.

Stracił zainteresowanie życiem seksualnym z żoną Joanną po tym, jak w 1852 roku zaszła w ciążę z ich ostatnim dzieckiem, Wilhelmem, i nalegał na osobne sypialnie. Poślubił ją tylko dlatego, że jako polityk pragnący awansu musiał mieć żonę — a jej rodzina miała koneksje. Podobnie było z dziećmi — pielęgnował wizerunek kochającego ojca.

Tego wieczoru o godzinie 3:00 w jego pokoju zrobiło się lodowato zimno i rozniósł się obrzydliwy smród. Pojawił się Szatan i zachrypiał:

„Pozdrowienia. Dawno się nie widzieliśmy, he, he. Dziś chcę ci opowiedzieć o Henryku VIII i jego tłumieniu klasztorów, które rozpoczęło się tego dnia w 1536 roku. Rozwiązanie klasztorów było zbiorem procesów administracyjnych i prawnych w latach 1536–1541, w wyniku których Henryk zlikwidował klasztory, przeoraty, klasztory żeńskie i zakony w Anglii, Walii i Irlandii, zagarnął ich dochody, rozporządził majątkiem i wyrzucił dawnych mieszkańców. Chociaż początkowo zamierzał w ten sposób zwiększyć regularne dochody Korony, znaczną część dawnego majątku klasztornego sprzedano, aby sfinansować kampanie militarne Henryka w latach czterdziestych XVI wieku. Uprawnienie do tego w Anglii i Walii dał mu Akt Supremacji uchwalony przez Parlament w 1534 roku, który uczynił go Najwyższym Głową Kościoła w Anglii, oddzielając tym samym Anglię od władzy papieskiej.”

Ja chciałbym oddzielić naszych katolików od władzy papieskiej.”

„Czy mogę zasugerować, abyś uderzył w jezuitów? Oskarżaj ich o wszelkie możliwe bzdury. Junkrzy kontrolują prasę. Dacie radę. Potem weź się za pozostałe zakony. Wy, Niemcy, jesteście rasą panów. Żaden inny naród nie dorównuje wam wspaniałością. Gdy inne narody zobaczą, co robicie, będą was naśladować. Niżsi zawsze ciągną do wyższych.”

Arcydemon zniknął w chmurze mgły. Koła psychopatycznego umysłu Bismarcka zaczęły obracać się w przyspieszonym tempie, opracowując długoterminową strategię realizacji tego, co zaproponował Szatan.


Niedziela, 20 lutego 1870. Niedziela Sześćdziesiątnicy. Temperatura była powyżej zera od 8:47 do 16:48, czyli przez 8 godzin. Dużo topniejącego śniegu zamieniło się w breję; potem breja zamarzła, pozostawiając wyboiste powierzchnie, trudne do jazdy wozem lub chodzenia. Walenty wybrał to drugie i o godzinie 9:00 uczestniczył we Eucharystii św. w kościele Wszystkich Świętych w Brusach.

W czytaniu z Listu św. Pawła Apostoł wymienia trudy, które musi znosić dla Ewangelii, ale mówi, że będzie się chlubił ze swoich słabości. „Oprócz tego krótkiego okresu, gdy mieszkałem z Rogalą, moje życie było pasmem cierpień — pomyślał Walenty. — Muszę pamiętać, że każdego ranka ofiaruję je wszystkie Bogu w jakimś dobrym celu. To uczyni je znośnymi i pożytecznymi”.

Po Nabożeństwie, na dziedzińcu kościelnym, parafianie kręcili się, wymieniając lokalne nowiny. Gdy Walenty rozmawiał z małą grupką młodych mężczyzn, spojrzał ponad ramieniem jednego z nich i zauważył Marcyannę Jażdżewską (22 lata). Widział ją już wcześniej, ale nigdy nie zwracał na nią większej uwagi. Dziś coś kazało mu się jej przyjrzeć. Miała brązowe włosy zaplecione w jeden długi warkocz. Skóra jej twarzy była gładka i opalona od ciężkiej pracy na polu. Miała około 172 cm wzrostu i była dobrze proporcjonalna. Gdy mówiła, emanowała żywą wesołością. Dużo się uśmiechała i śmiała. Zawsze słuchała, aż rozmówca skończył, zanim sama zabrała głos. Ogólnie sprawiała wrażenie bardzo szczęśliwej młodej osoby.

Rozdział Szósty

Pierwsze kroki na drodze do wojny

Czwartek, 24 lutego 1870. W Düsseldorfie dzień wstał o godzinie 7:04. Hiszpański ambasador Eusebio Salazar przybył do rezydencji księcia Karola Antoniego (59 lat) z oficjalnymi listami skierowanymi do syna księcia, Leopolda (35 lat), a także do króla Wilhelma I i Bismarcka. Zawierały one wreszcie ofertę korony hiszpańskiej dla Leopolda, pod warunkiem zatwierdzenia przez hiszpańskie Kortezy (parlament).

*

W Czyczkowem był Tłusty Czwartek — polski odpowiednik Mardi Gras. W kraju panował głód. Przed klęską głodu gospodynie piekły pączki — drożdżowe ciasto smażone zaledwie przez kilka sekund w oleju lub smalcu, aby nie nasiąkło tłuszczem. Walenty i pozostali mężczyźni z jego baraku mogli jedynie marzyć o tym smakołyku z jakiegoś poprzedniego roku.

Słońce zaszło o 17:35. O 18:30 Walenty wraz z współlokatorami usiedli przy świetle świec i zjedli skromną kolację złożoną z zebranych w polu chwastów. Poszli spać głodni — co nie było niczym niezwykłym.

Rozdział Siódmy

Wielki Post, i codzienne trudy

Środa, 2 marca 1870. Środa Popielcowa, dzień postu i wstrzemięźliwości. Był to także wolny dzień Walentego. Na ziemi leżała gołoledź, co bardzo utrudniało chodzenie do kościoła. Ludzie się ślizgali i przewracali. Wielu w kościele pocierało obolałe pośladki lub kolana.

Podczas Mszy Walenty od czasu do czasu spoglądał na Marcyannę Jażdżewską. Wydawała się bardzo skupiona na swojej książeczce do nabożeństwa. To zrobiło na nim wrażenie.

Po Nabożeństwie o godzinie 6:00 rano w Brusach ludzie stali w kolejce po popiół. Walenty rozejrzał się i zobaczył osoby, które prawie nigdy nie chodziły na Mszę, ale nie przyszłoby im do głowy opuścić posypanie popiołem. „Czy wam nie świta, że macie zmienić swoje życie i szukać Bożego planu dla siebie? — pomyślał, zbliżając się do kciuka ks. Wika-Czarnowskiego. — W moim przypadku… jaki właściwie jest mój cel? Czy mam tylko cierpieć?”

Dzień wstał o 6:51, gdy ostatnie osoby przyjmowały popiół. Na dziedzińcu, w drodze do domu, Walenty powiedział „Dzień dobry” do Marcyanny Jażdżewskiej, a ona nieśmiało odpowiedziała. On dołączył do swoich współlokatorów, ona do rodziny i wszyscy ruszyli w drogę powrotną.

Od 8:45 do 10:45 padał śnieg, ale topniał natychmiast po zetknięciu z ziemią. Dziś był pierwszy dzień wiosny i mimo lodu na drogach ludzie czuli pewną nadzieję.

Wciąż panował głód. Na kolację Walenty usmażył warmuz z wierzchołków pokrzyw, kaszy i tłuszczu. Jego obazina zawierała suszone i zmielone kotki leszczyny. Do picia miał sok z grabu zwyczajnego zmieszany z wodą. Nie lubił smaku, ale choć trochę łagodził głód.

Zachód słońca nastąpił o 17:46.

O 19:00 Walenty poszedł na próbę chóru do kościoła, który leżał 4 km na północny wschód.


Piątek, 4 marca 1870. W dalekim Chicago pierwsze światło dnia pojawiło się o 6:20. Tego dnia w 1837 roku Chicago zostało oficjalnie miastem. Nieliczna polska społeczność, w której skład wchodzili Edward Wilkoszewski, Szymon Rzepiński nr 1 oraz pierwszy Polak w Chicago — Antoni Smagorzewski-Sherman — wraz z rodzinami zebrała się na Eucharystii św. o 6:30 rano w maleńkim drewnianym kościele św. Stanisława Kostki, by obchodzić dzień św. Kazimierza.

*

Pan Sikorski trzymał na folwarku w Czyczkowem dwadzieścia krów mlecznych i jednego byka o imieniu Wojtek. Lubił pokrywać krowy w marcu, a obecnie kilka z nich było w rui. Dziś Walenty otrzymał zadanie dopilnowania, by pokrycie przez Wojtka przebiegło pomyślnie i bez szkody dla zwierząt.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 3.94
drukowana A5
Kolorowa
za 53.79