E-book
6.83
drukowana A5
40.57
drukowana A5
kolorowa
65.09
W szponach Gryfa

Bezpłatny fragment - W szponach Gryfa


Objętość:
192 str.
ISBN:
978-83-8155-308-7
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 40.57
drukowana A5
kolorowa
za 65.09

Patronem medialnym książki jest blog Biblioteka Słów.

Projekt okładki wykonała Marta Korabowicz

PROLOG

Rok 1996.

Zimny styczniowy poranek dał się we znaki mieszkańcom znajdującej się w okolicach Słupska wsi. Ludzie niechętnie wychodzili z domów, więc ograniczali wycieczki niemal wyłącznie do sklepu i szybko z niego wracali.

Pogoda jednak nie przeszkadzała piętnastoletniemu chłopakowi, który dzielnie przemierzał kolejne kilometry w ostrym mrozie. Uwielbiał biegać i żadne warunki atmosferyczne nie potrafiły sprawić, by jego pasja osłabła. Tego dnia poważnie zastanawiał się czy w ogóle wychodzić, gdyż termometry wskazywały kilka kresek poniżej zera. Jednak chęć biegania wygrała i wyruszył w trasę.

Mróz w połączeniu z lekkim wiatrem powodował, że skóra szczypała nawet mimo grubej warstwy ubrań.

— Jeszcze tylko pół godziny i dam sobie spokój — powiedział sam do siebie przemierzając ścieżkę między dwoma lasami.

Nagle odwrócił się i w oddali zobaczył mężczyznę. Był ubrany w czarny dres, a na głowie miał siwą czapkę. Trzymał coś w ręce. Odległość była zbyt duża, by określić, co to za przedmiot. Chłopak zatrzymał się na chwilę, by przyjrzeć się mężczyźnie. Była to pierwsza osoba spotkana podczas dzisiejszego biegu, gdyż ludzie w taką pogodę nie zwykli spacerować po lasach. Właśnie ten fakt zaintrygował chłopaka. Stanął i spoglądał na nieznajomego, który również stał w miejscu i jedynie spoglądał w jego stronę.

Nagle ruszył wolnym krokiem.

Chłopakowi mocniej zabiło serce i również postanowił ruszyć. Jednak nie był to ten sam spokojny bieg, a niemal sprint spowodowany strachem. Po około dwóch kilometrach postanowił przystanąć i trochę odpocząć. Jego serce biło jak szalone i do końca nie wiedział, czy to przez szybsze tempo czy przez strach.

— Co ten facet robił na oddalonej od wsi polanie? — pytał się cały czas w myślach.

Chciał jak najszybciej dobiec do domu i się uspokoić, lecz coś kazało mu wrócić w tamto miejsce. Uczucie to znajdowało się gdzieś między ciekawością a intuicją. Wiedział, że to niebezpieczne, ale jednak coś ciągnęło go do powrotu. Przez chwilę bił się z myślami, lecz w końcu zdecydował się, że sprawdzi swoje przeczucia.

Powolnym truchtem ruszył w drogę powrotną. Kilka razy chciał zawrócić i czym prędzej udać się do domu, ale męska duma dojrzewającego piętnastolatka nie pozwoliła mu zrezygnować. Gdy zbliżał się do zapamiętanego miejsca, z ulgą zaobserwował, że po nieznajomym nie było już śladu. Pewnie skorzystał z którejś z pobocznych dróżek i nią udał się do wsi.

Podbiegł bliżej i zobaczył ślady potwierdzające tezę, że mężczyzna skorzystał ze skrótu i udał się w stronę wsi. Jednak jego ślady podążały również w drugą stronę, gdzie znajdowały się głównie krzaki. Chłopak przez chwilę zastanawiał się, czy podążyć tym topem, jednak szybko ciekawość zwyciężyła.

Kilka minut przedzierał się przed gęste zarośla aż natrafił na coś, co niemal zatrzymało jego serce.

Ślady krwi.

Upadł na ziemię i wydał jęk przerażenia. Świat jakby zatrzymał się na moment w miejscu. Zamiast uciekać postanowił jednak podążać za śladami, aż doszedł do śnieżnej zaspy. Po jej drugiej stronie ślady się kończyły. Stanął skamieniały i walczył ze swoją ciekawością, by nie zajrzeć, co kryje się po drugiej stronie.

W końcu jednak postanowił przejść kilka kroków. Zamknął oczy i gdy okrążył zaspę, zastanawiał się czy w ogóle je otworzyć. Chciał odwrócić się i uciec, lecz ciekawość zwyciężyła. Otworzył oczy i ukazał mu się przerażający obraz.

Wśród śniegu i krwi leżała kobieta. Martwa kobieta. Świadczyły o tym liczne rany, litry krwi oraz przerażające spojrzenie skierowane w próżnię. Kobieta wyglądała jak porzucona kukiełka. Chłopak padł na ziemię niczym uderzony piorunem i wydał głośny jęk przerażenia. Miał nadzieję, że to tylko głupi sen, lecz nawet uszczypnięcie zmarzniętej ręki nie pomogło wydostać się z krainy przerażenia.

W końcu pogodził się z faktem, że to jednak jawa i wiedział, że tego obrazu nie zapomni do końca swoich dni.

Rozdział I

— I zbaw nas ode złego — rzekł ksiądz, gdy w kieszeni Patryka Harta zaczął wibrować telefon.

Wzdrygnął, gdyż myślał, że wyciszył telefon. Poza tym nie spodziewał się żadnego telefonu w niedzielny poranek. Rozejrzał się po ludziach zgromadzonych w słupskim kościele mariackim. Wszyscy byli skupieni na modlitwie, więc dyskretnie wysunął komórkę z kieszeni swojego płaszcza. Na ekranie pojawił się znajomy numer.

Aleksander Kowal, czyli komendant słupskiej policji.

— Co Olek może chcieć ode mnie o tej porze? — pomyślał i ponownie porozglądał się po kościele. Nigdzie nie widział komendanta Kowala, który był stałym bywalcem niedzielnych nabożeństw.

Odwrócił się w stronę żony, a ta spojrzała na niego zaskoczona.

— Muszę wyjść — szepnął.

Na jej twarzy pojawiła się konsternacja.

— Ale jak to? Czy coś się stało? — zapytała zdenerwowana.

— Policja dzwoni, muszę sprawdzić co się dzieje — odparł i wyszedł z ławki.

Ściągnął na siebie uwagę kilkunastu osób, w tym swoich dzieci. Jednak po chwili wszyscy znów skupili się na mszy, a on pewnym krokiem opuścił kościół. Wyszedł na plac przed świątynią i szybko wybrał numer komendanta.

Po pięciu sygnałach w końcu odebrał.

— Cześć Patryk. Dobrze, że oddzwoniłeś — przywitał go policjant.

— Nie spodziewałem się telefonu w niedzielny poranek. Czy coś się stało? Ratusz jest okupowany czy może ktoś ukradł tramwaj z Nowobramskiej? — zaśmiał się Patryk.

Kowal zamilkł.

— Morderstwo — odezwał się w końcu.

Hart momentalnie przestał się śmiać. Przez jego głowę przebiegło tysiąc myśli naraz. Morderstwo? W Słupsku? Przecież od pięciu lat jest prokuratorem okręgowym i głównie zajmował się drobnymi kradzieżami, bójkami i dziwnymi donosami.

Milczał.

— Przyjedź do Parku Kultury i Wypoczynku — ciszę przerwał policjant.

— Już jadę — odparł Hart i się rozłączył.

Szybkim krokiem zmierzał na stary rynek, gdzie zaparkował samochód.

Czuł chłód. Jednak nie był to chłód marcowego poranka, lecz zimny dreszcz, który przebiegł całe jego ciało.

Po chwili był już przy samochodzie, wsiadł i ruszył w stronę parku. Droga do niego była krótka, lecz myśl o tym, co go tam spotka strasznie ją wydłużała.

Gdy w końcu dojechał, to spostrzegł tłum gapiów gromadzących się przy policyjnej taśmie. Zaparkował obok policyjnych wozów i ruszył w tłum.

— Prokuratura — mówił przeciskając się przez osiedlowych łowców sensacji.

Przy taśmie czekał na niego już Kowal, który nie wyglądał tak wesoło jak zwykle.

— Proszę za mną — powiedział podnosząc taśmę tak, by wysoki prokurator mógł pod nią przejść.

Szli kilkadziesiąt metrów po mokrej od porannej rosy trawie, aż doszli do miejsca, gdzie skrupulatnie krzątali się policyjni technicy.

Na trawie leżała dość urodziwa blondynka w spódniczce i kolorowej bluzce. Obok niej leżała skórzana kurtka pokryta licznymi cięciami, takimi samymi, które znajdowały się na skórze dziewczyny. Jej odsłonięte ramiona pokryte były zaschniętą krwią, a dodatkowy wyrazisty odcień czerwieni na jej bluzce nie był zamierzonym pomysłem projektanta, tylko wielką plamą krwi. Dziewczyna wyglądała jak serowa figurka oblana keczupem.

Prokuratorowi zrobiło się słabo i zaczęło kręcić się w głowie.

Zamknął oczy, ale wtedy ukazał mu się inny obraz. Obraz sprzed dwudziestu lat, który dręczył go przez tyle nocy. Ten, który próbował wymazać z pamięci, ale cały czas wracał. Teraz wrócił w jeszcze okrutniejszy sposób.

Dziewczyna wyglądała niemal identycznie jak znaleziona przez niego kobieta przed dwudziestoma laty. Te same mocne cięcia na całym ciele, nawet te same kształty ran zdobiące skórę denatki.

Hart zachwiał się, co momentalnie zauważył komendant.

— Wszystko w porządku? — zapytał Aleksander.

Patryk pokiwał twierdząco głową, choć tak naprawdę nic nie było w porządku. Świat zaczął mu wirować przed oczami i sparaliżował go paniczny strach. Koszmar z przeszłości wrócił.

— Morderstwo — wydusił w końcu z siebie.

Kowal spojrzał na niego smutnym wzrokiem.

— Ze szczególnym okrucieństwem — odparł.

Prokurator odszedł kilka metrów dalej i złapał głębszy oddech, by się trochę uspokoić. Oparł się o drzewo i patrzył w przestrzeń, gdzie przyroda leniwie budziła się do życia. Park wyglądał coraz piękniej i zwiastował nadchodzącą wiosnę.

Jednak wśród tych wszystkich pięknych elementów znajdował się element tragiczny. Zmasakrowane ciało młodej dziewczyny leżące w trawie.

Nagle poczuł wibracje w kieszeni. Wyciągnął telefon.

To Sara.

Przez chwilę zastanawiał się czy odebrać, ale wiedział, że pewnie już martwi się o niego i nacisnął zieloną słuchawkę.

— Patryk, co się dzieje? — powiedziała ze słyszalnym zdenerwowaniem w głosie.

— Wyskoczyła mi bardzo ważna sprawa na mieście.

Nie chciał od razu mówić żonie o morderstwie, bo wiedział, że to ją wystraszy.

Jednak ona była nieugięta.

— Co się stało, że ściągają Cię w niedzielę i to prosto z kościoła? — zapytała.

Hart chwilę milczał, lecz w końcu postanowił jej odpowiedzieć. Krótka piłka.

— Morderstwo w parku kultury i wypoczynku — odpowiedział.

Sara zamarła. Morderstwo w bezpośredniej okolicy ich mieszkania nie było dobrą wiadomością.

— Jedź z dziećmi do domu. Ja niedługo będę. Kocham cię — odparł i nie czekał na odpowiedź, tylko szybko przerwał połączenie.

Spojrzał w stronę miejsca zbrodni i dostrzegł, że zbliża się do niego komendant. Musiał zgrywać twardego prokuratora, mimo że w środku wolałby stąd uciec.

— Patolog czeka, możemy już ją zabrać do szpitala? — zapytał Kowal.

Hart potwierdzająco pokiwał głową.

— Ekspertyzy będą gotowe za kilka godzin. Możesz na razie jechać do domu — dodał policjant.

Ucieszyła go ta wiadomość, gdyż nie chciał już patrzeć na te zwłoki.

— Gdyby coś, to jestem pod telefonem — odparł i ruszył w stronę samochodu.

Znów musiał przeciskać się przez tłum gapiów, którzy próbowali wyciągnąć z niego jakieś informacje. On jednak w milczeniu pokonywał kolejne metry i w końcu znalazł się w samochodzie. Zobaczył zbliżających się do niego dziennikarzy lokalnych mediów, więc szybko odpalił samochód i ruszył w stronę domu. Ostatnią rzeczą, na którą miał ochotę było odpowiadanie na pytania pismaków.

Po chwili już był na swoim osiedlu, które znajdowało się niemal bezpośrednio przy parku.

Z nerwów pomylił nawet kod do domofonu, lecz po chwili był już na drugim piętrze, gdzie znajdowało się mieszkanie państwa Hart.

W progu czekała Sara, która od razu mocno go przytuliła. Właśnie tego w tej chwili potrzebował najbardziej.

— Obiad już gotowy, dzieci czekają — powiedziała.

Patryk uśmiechnął się, czule pocałował ją w czoło i razem poszli do kuchni, gdzie przy stole czekały już ich pięcioletnie bliźniaki, Klara i Ksawery.

— Tato, czemu wyszedłeś z kościoła? — zapytał uroczy brązowooki szatyn.

— Tatuś musiał jechać na chwilę do pracy — odpowiedziała Sara.

Odpowiedź ta na szczęście usatysfakcjonowała pięciolatka, który niecierpliwie czekał na niedzielny obiad.

Sara podała do stołu. Dzieci zajęły się pałaszowaniem pieczonej kaczki, ale Patryk ledwo przełykał każdy kęs. Uwielbiał kuchnie swojej żony i twierdził, że gotuje najlepiej na świecie, ale teraz nawet jej wykwintna kuchnia straciła dla niego smak.

Sara widziała, że z mężem jest coś nie tak, więc od razu po obiedzie odprawiła dzieci do pokoju.

Gdy zostali sami podeszła i troskliwie przytuliła Patryka.

— Co się stało? — zapytała.

Patryk posadził ją na swoich kolanach i spojrzał prosto w jej oczy.

— Na trawie w parku znaleziono zmasakrowaną młodą dziewczynę.

Poczuł jak po ciele Sary przeszedł dreszcz, a w jej oczach pojawiły się łzy.

— Niby nic niezwykłego, gdyż w końcu jestem prokuratorem i niejedne zwłoki już widziałem, ale… — przerwał.

— Ale? — zapytała Sara.

— Były w identycznym stanie, jak te sprzed dwudziestu lat.

Rozdział II

Godzinę później prokurator wchodził do szpitala wojewódzkiego na ulicy Hubalczyków. Niechętnie tam pojechał, gdyż to wiązało się z kolejnymi oględzinami zwłok, ale w końcu był prokuratorem i to jego obowiązek.

Szybko przeszedł przez główny hol i doszedł do windy. Nacisnął przycisk i czekał aż winda zjedzie z góry. Wsiadając zacisnął pięści i czekał, aż zawiezie go do podziemi. Winda szybko zjechała do podziemi szpitala, otworzyły się metalowe drzwi i ukazały jasny korytarz, który kończył się dużymi drzwiami.

Właśnie tam znajdowała się ofiara.

Hart powolnym krokiem zmierzał do głównej sali prosektoryjnej niczym skazaniec do celi śmierci. Gdy znalazł się na końcu korytarza to stanął, wziął głęboki oddech i wszedł pewnym choć udawanym krokiem.

— Dzień dobry — przywitał go mężczyzna siedzący przy biurku.

Patryk uśmiechnął się.

— Czy ja wiem, czy taki dobry — odparł.

Na środku sali znajdowało się metalowe łóżko, na którym leżała przykryta prześcieradłem dziewczyna.

Patryk zbliżył się nieco, choć nieśpiesznie mu było podchodzić do samego stołu.

— Co wiemy? — zapytał.

Patolog wstał i podszedł do stołu. Delikatnie ściągnął materiał z dziewczyny, odkrywając kolejne fragmenty sinego ciała.

Z każdym centymetrem serce Patryka biło coraz mocniej. Czuł się tak, jakby to on sam miał zaraz wylądować na tym stole.

Lekarz zatrzymał się na wysokości pasa i delikatnie złożył materiał niczym kołdrę.

Rany w świetle szpitalnych lamp wyglądały jeszcze gorzej.

— Pięćdziesiąt dwie rany na całym ciele — zaczął.

Patryk spojrzał na niego z niedowierzaniem.

— Zadane bardzo ostrym narzędziem, gdyż widać, że rozcięcia nie wymagały dużo siły — dodał. Prokurator spojrzał na rany, które w tym świetle wyglądały jak zastygłe wulkany. Zrobiło mu się niedobrze. — Ofiara zmarła między 1 a 2 w nocy.

— Cierpiała? — przerwał Patryk.

Pytanie zdecydowanie zaskoczyło medyka.

— Bezpośrednią przyczyną zgonu było przebicie mięśnia sercowego, ale nie wiemy, czy nastąpiło po pierwszym dźgnięciu, czy po pięćdziesiątym drugim — odpowiedział spoglądając na stół.

Hart spojrzał na niego smutno.

— Nie znalazłem śladów wskazujących na atak na tle seksualnym — dodał.

— Chociaż tyle — odpowiedział momentalnie Patryk, choć po chwili zrozumiał, że to co powiedział było absurdalne.

Dziewczyna leżała martwa, a on cieszył się, że przynajmniej nie została zgwałcona.

Patolog podszedł do stołu i zakrył dziewczynę, co zdecydowanie przyniosło ulgę prokuratorowi.

— To najważniejsze fakty, reszta szczegółów znajduje się w dokumentacji — powiedział lekarz przekazując prokuratorowi teczkę.

— Dziękuję — odpowiedział Patryk odwracając się w stronę drzwi. — Do zobaczenia. Tylko mam nadzieję, że nie tutaj.

Tym razem jasny korytarz przemierzał zdecydowanie szybciej i gdy znalazł się już w windzie to poczuł ulgę. Jeszcze większa ulga przyszła, gdy wysiadł w głównym holu i miał świadomość, że bolesne oględziny już za nim. Teraz musi tylko znaleźć mordercę.

Przy recepcji czekał na niego Aleksander Kowal.

— Jak tam wizyta w hadesie? — rzucił na powitanie policjant.

Hart, który w normalnych okolicznościach śmiałby się z tego żartu, teraz rzucił tylko smutny uśmiech.

— Masz dla mnie jakieś wieści? — zapytał.

— Ustaliliśmy tożsamość denatki — odparł. — Nazywa się, a tak właściwie to nazywała się Anna Maron, miała dwadzieścia pięć lat i pracowała w jednym z supermarketów.

Patryk chwilę się zamyślił przetwarzając dane przekazane przez Kowala.

— Co robiła w nocy w parku? — zapytał się w końcu.

— Wracała z klubu w centrum — odparł.

Patryk spojrzał na teczkę.

— Okej, wiemy jak się nazywa, jak zginęła i co robiła w parku. Czas znaleźć mordercę — odpowiedział, choć w jego głosie brakowało tej pewności siebie, która cały czas mu towarzyszyła. Wiedział, że będzie to cholernie ciężka sprawa.

Komendant to zauważył, więc postanowił rozluźnić atmosferę.

— Na pewno go znajdziemy, ale już chyba nie dzisiaj. W końcu jest niedziela i czas trochę odpocząć. Co powiesz na małe piwko? — zapytał.

Hart uśmiechnął się.

— Tylko małe, bo jutro rano widzę cię w prokuraturze z nowymi faktami — zaśmiał się. Żwawym krokiem wyszli na parking i rozeszli się do swoich samochodów. Hart wsiadł i rzucił teczkę na siedzenie pasażera.

— Poczekasz do jutra — powiedział sam do siebie i ruszył.

Przemierzając drogę do starego miasta podziwiał jak wiosna wygrywa z zimą i powoli budzi świat do życia. Uwielbiał obserwować jak Słupsk zmienia się pod wpływem nadciągającej wiosny. Jednak myśli pełne zachwytu mieszały się z obawami i lękiem, które wzbudzała w nim ta sprawa. Nie chodziło o samo morderstwo, gdyż jest prokuratorem i jest przygotowany, lecz analogia tego morderstwa z tragedią sprzed dwudziestu lat.

W końcu dojechał do swojego ulubionego pubu „»Nad Słupią«” w klimatycznej części starego miasta. To tutaj jeszcze w szkole średniej zabierał Sarę na randki i to tutaj świętował swoje sukcesy, ale także popijał porażki. Zaraz po nim na miejsce dojechał Aleksander i razem weszli do lokalu.

Za barem stał Jan Markowski — starszy właściciel pubu, który zdecydowanie ucieszył się z wizyty przyjaciół.

— Kogoż ja tu widzę. Obrońcy prawa naszego miasta. Witam — zawołał na przywitanie. Patryk i Aleksander równocześnie wybuchnęli śmiechem.

W pubie o tej porze było jeszcze pusto, gdyż ludzie schodzili się dopiero około dwudziestej, więc wszyscy mogli spokojnie porozmawiać o zaistniałej sytuacji. Hart wiedział, że nie może powiedzieć za dużo staruszkowi, ale miał do niego zaufanie i nieraz doradzał się u niego w sprawach zawodowych. Komendant Kowal miał inne zdanie na ten temat, ale w końcu to Hart był prokuratorem i nie miał za bardzo nic do gadania.

— Chyba już pan słyszał o całym dzisiejszym zamieszaniu — powiedział Patryk siadając przy barze.

— Telewizja, radio i mieszkańcy nie daliby mi szans na przeoczenie — odpowiedział sięgając po trzy kufle.

Zaczął nalewać piwo i smutno uśmiechnął się spoglądając w stronę przybyszów.

— Okropna sprawa — dodał i podał im piwa. — Na koszt firmy — zaśmiał się i pociągnął duży łyk ze swojego kufla.

Patryk spróbował piwa, lecz nie smakowało mu tak jak zwykle, gdyż nadal był strasznie spięty i zakłopotany.

— Patryś, coś ty taki mizerny? — zapytał Jan z ojcowską troską.

Aleksander milczał sącząc powoli swoje piwo.

— Chyba powinienem pojechać do domu. Nie za dobrze się czuję — odparł Patryk po chwili milczenia i wstał.

— Odwieźć cię? — zaproponował Kowal. Patryk przecząco pokiwał głową i podszedł w stronę drzwi.

— Dzięki. Do jutra — odpowiedział i wyszedł.

W drodze do samochodu myślał o zmarłej dziewczynie. Teraz nie była dla niego anonimową ofiarą. Gdy doszedł na parking to wsiadł i wyciągnął z kieszeni komórkę.

— Czas zmierzyć się z przeszłością — powiedział i wybrał numer swojego znajomego emerytowanego policjanta.

Po dwóch sygnałach staruszek odebrał. Odkąd przeszedł na emeryturę nie mieszkał już w Słupsku, gdyż wyprowadził się do spokojnej wioski na południu Polski. Jednak mimo to utrzymywał kontakt z Patrykiem, którego przesłuchiwał dwadzieścia lat temu.

— Cześć Patryk — rzucił wesoło na przywitanie. — Czy coś się stało?

Patryk zastanawiał się czy staruszek wie już o morderstwie.

— Czy słyszał Pan o… — zamilkł.

— Morderstwie nad Słupią — dokończył za niego emeryt. — Tak słyszałem. Okropna sprawa. Jak sobie radzisz?

Hart zastanawiał się czy udawać twardego prokuratora, czy od razu powiedzieć prawdę. Wiedział jednak, że staruszka nie da się tak łatwo wprowadzić w maliny.

— Tak właściwie to sobie nie radzę — odparł. — Dlatego, że widzę pewną analogię. Właściwie to mam swoiste deja vu. Staruszek milczał, gdyż wiedział, że Patryk będzie kontynuował monolog. — Ta dziewczyna…

— Co z tą dziewczyną? — zapytał policjant.

— Zginęła w identyczny sposób, co ta kobieta przed dwudziestoma laty.

Staruszek zamarł. Była to jedna z najtrudniejszych spraw w jego życiu i do tego od dwudziestu lat nie została rozwiązana.

— Chcę połączyć obie sprawy, by w końcu odnaleźć mordercę. Potrzebuję pomocy i dokumentacji sprzed dwudziestu lat. Możesz mi pomóc? — kontynuował.

Staruszek zastanawiał się przez chwilę.

— Niestety nie mogę wybrać się teraz do Słupska. Niedługo mam zabieg i muszę pozostać tutaj — odpowiedział i wziął głęboki oddech. — Ale możesz skontaktować się z prokuratorem, który kierował tą sprawą.

Wiadomość ta zdecydowanie ucieszyła Patryka, który nawet na moment uśmiechnął się do bocznego lusterka.

— Świetny pomysł. Jak to on się nazywał? — odpowiedział momentalnie.

— Jerzy Wałcz. Mieszka gdzieś na osiedlu niepodległości. Jego numer będziecie mieli w prokuraturze — odparł policjant. — Powodzenia — dodał i rozłączył się.

Hart rzucił komórkę na fotel pasażera, zapiął pasy i odpalił samochód.

— Kto wygra z przeszłością, jak nie prokurator Patryk Hart? — powiedział z entuzjazmem sam do siebie i ruszył w stronę domu.

Rozdział III

Biegniesz.

Wokół wśród drzew i śniegu panuje błoga cisza. Jest tak cicho, że słyszysz swoje przyśpieszone tętno.

Nagle czujesz, że musisz spojrzeć za siebie. Masz wrażenie, że ktoś cię obserwuje. Wahasz się, gdyż to tylko wrażenie. Po chwili jednak wygrywa z Tobą i spoglądasz przez ramię.

Widzisz ubranego na czarno mężczyznę. Przyśpieszasz bieg, lecz tajemniczy przybysz również zaczyna biec. Twój trucht szybko zamienia się w sprint, lecz mężczyzna się zbliża. Jesteś przerażony. Czujesz, że słabniesz i za chwilę zostaniesz dogoniony.

Nagle potykasz się o coś i upadasz z hukiem na śnieg. Ogarnia cię uczucie beznadziejności. Czujesz drżenie ziemi zapowiadające zbliżanie się tajemniczego mężczyzny.

Odwracasz się, ale jest już za późno.

Dostajesz ostateczny cios.

Patryk obudził się krzycząc z przerażenia i budząc przy tym żonę.

Sara szybko przytuliła się do męża, który był cały zalany potem.

— Co się stało? — zapytała przestraszona.

Patryk zbierał myśli spoglądając na cyfrowy zegar stojący na stoliku nocnym. Wskazywał godzinę szóstą

— Miałem koszmar — odparł w końcu.

Sara pocałowała go w czoło.

— Już wszystko dobrze — odparła i wtuliła się w jego tors.

Patryk leżał na wznak i wpatrywał się w sufit powoli dochodząc do siebie. Modlił się o to, by udało mu się znaleźć w końcu mordercę, z którym miał do czynienia już dwadzieścia lat temu.

— Czas wstawać — powiedział do żony, która zdążyła już zasnąć.

Powoli uwolnił się z jej uścisku i udał się pod prysznic. Po drodze tradycyjnie zajrzał do pokoju dziecięcego, by sprawdzić czy jego pociechy śpią dobrze. W porównaniu do niego smacznie spały.

Pod prysznicem myślał o śnie. Często dręczyły go koszmary związane z wydarzeniem sprzed dwudziestu lat. Jednak pierwszy raz, to on stał się ofiarą.

Już chciał wychodzić, gdy nagle usłyszał dźwięk otwieranych drzwi i się przeraził. Wyskoczył spod prysznica przygotowany na najgorsze, ale tajemniczym przybyszem okazała się Sara widocznie zaskoczona reakcją męża.

— Wystraszyłaś mnie — wydukał wycierając się ręcznikiem.

Sara zmarszczyła brwi.

— Co się dzieje kochanie?

Patryk spojrzał na nią smutnym wzrokiem.

— Chyba wpadłem w drobną paranoję — odparł i podszedł do niej.

— Ale to minie — dodał i pocałował ją w usta, po czym wyszedł do kuchni, gdzie czekała na niego świeżo zaparzona kawa i jajecznica.

— Dziękuję! — krzyknął w stronę łazienki.

Po szybkiej konsumpcji spojrzał na zegarek, który wskazywał za kwadrans siódma.

— Muszę już jechać — rzekł do wchodzącej do kuchni Sary.

Ona tylko kiwnęła głową, jakby przyjęła komunikat. Patryk szybko wstał, pocałował ją w czoło i wyszedł.

Pod blokiem spojrzał w stronę Parku Kultury i Wypoczynku. Miejsce, które tak lubił zaczęło go przerażać. Nie wiadomo ile czasu będzie musiało minąć, by znów poszedł tam na rodzinny spacer.

Wszedł do samochodu i ruszył w stronę prokuratury. Po drodze spoglądał na ludzi zmierzających do pracy. Każdy był dla niego podejrzanym mordercą. Z podejrzliwością oglądał każdą twarz, każdego przechodnia i każdego czekającego na autobus. Miasto budziło się do życia, a wraz z nim budził się morderca. Dojeżdżając do prokuratury, spojrzał przez ramię, jakby ktoś go śledził.

Nikogo jednak nie było.

— Paranoja — pomyślał i zaparkował samochód tuż przed gmachem.

Wysiadł i przeskanował wzrokiem cały parking, lecz nie zauważył samochodu Aleksandra. Wzruszył ramionami i wszedł do środka.

Tam czekała już na niego asystentka Alicja.

— Dzień dobry, wszystkie dokumenty od policji są już na pańskim biurku — rzuciła na powitanie.

Patryk uśmiechnął się, gdyż mógł od razu zabrać się do pracy.

— Witaj. To wspaniale. — odparł.

Jednak wchodząc do gabinetu zatrzymał się na chwilę i odwrócił w stronę Alicji.

— Czy Kowal je przywiózł? — zapytał.

Alicja przecząco pokiwała głową.

— Był jakiś młody chłopiec na posyłki — zaśmiała się.

Patryk zmarszczył brwi.

— Dziwne — odparł zamykając drzwi.

Na biurku leżało kilka teczek. Wiedział, że w środku znajdowały się zdjęcia ofiary, których nie miał ochoty oglądać. Usiadł przy biurku i przypomniał sobie, że musi skontaktować się ze starym prokuratorem.

— Alicjo — zawołał. Asystentka szybko pojawiła się w drzwiach. — Znajdź mi w bazie numer do emerytowanego prokuratora Wałcza, proszę.

Alicja uśmiechnęła się i wyszła. Po chwili wróciła z małą karteczką w dłoni.

— Oto on, mam nadzieję, że aktualny — powiedziała.

— Zaraz to sprawdzimy — odparł spoglądając na kartkę.

Przez chwilę zastanawiał się, czy czasami staruszek nie będzie spał jeszcze o tej porze, ale wybrał numer, gdyż nie chciał czekać z tym telefonem. Po dwóch sygnałach ktoś podniósł słuchawkę.

— Słucham — odezwał się głos w słuchawce.

— Dzień dobry, czy mam przyjemność z panem Wałczem?

Staruszek odkaszlnął.

— Tak, w czym mogę pomóc?

Patryk przez chwilę zastanowił się nad odpowiedzią i postanowił być bezpośredni.

— Tu prokurator okręgowy Patryk Hart — przerwał. — Potrzebuję pańskiej pomocy.

Staruszek aż kaszlnął z wrażenia.

— Czy chodzi o zabójstwo tej dziewczyny z parku? — zapytał.

Patryk wyczuł ekscytację w jego głosie. To dobry znak.

— Tak wydaje mi się…

— Że to jest powiązane z morderstwem sprzed dwudziestu lat? — przerwał mu staruszek. Patrykowi szybciej zabiło serce. Nie tylko on widzi analogię między tymi dwoma zbrodniami.

— Dokładnie. Dlatego chciałbym się spotkać — odparł po chwili milczenia.

Staruszek chrząknął.

— Hmm, oczywiście — odpowiedział. — Wybieram się właśnie na śniadanie do baru mlecznego. Może chciałby mi pan potowarzyszyć?

— Ależ oczywiście — odparł błyskawicznie Hart.

— W takim razie za pół godziny widzimy się w Poranku. Do zobaczenia — powiedział Wałcz odkładając słuchawkę tak błyskawicznie, że Patryk nie zdążył się pożegnać.

— Do zobaczenia — powiedział sam do siebie. Bardzo ucieszyła go chęć współpracy ze strony emerytowanego prokuratora. Rozkoszował się myślą, że znalazł mocnego sojusznika w swojej teorii. Jednak nagle przypomniał sobie, że musi wykonać jeszcze jeden telefon. Wyciągnął swoją komórkę i wybrał numer komendanta Kowala.

— Wybrany abonent ma wyłączony telefon lub znajduje się poza zasięgiem sieci — oznajmił głos automatycznej sekretarki.

Hart rozłączył się, schował telefon i wyszedł z prokuratury. Po drodze oznajmił Alicji, że udaje się na lunch służbowy i nie wie kiedy będzie. Ona nie zwróciła jednak uwagi na tak wczesną porę lunchu, gdyż była zaabsorbowana poranną prasą i tylko pomachała mu na pożegnanie. Szybkim krokiem przeszedł parking, wsiadł do samochodu i ruszył w stronę starego miasta. Po drodze znów z podejrzliwością obserwował każdego przechodnia, który był dla niego potencjalnym mordercą.

W końcu dojechał do baru mlecznego znajdującego się wśród klimatycznych kamienic na ulicy Wojska Polskiego. Zaparkował przy samym barze i wchodząc do środka zauważył starszego mężczyznę zajadającego się jajecznicą. Podszedł do niego żwawym krokiem, a ten wstał, gdy tylko go zauważył.

— Dzień dobry prokuratorze — rzucił na powitanie. — Proszę iść sobie zamówić, co tam pan chce. Ja tu czekam.

Hart podszedł do okienka, wziął naleśniki, zapłacił i usiadł obok emerytowanego prokuratora.

— Smaczne, co nie? — uśmiechnął się Wałcz.

— Owszem.

Staruszek spojrzał na zegarek.

— Lecz w końcu nie przyszliśmy tu rozmawiać o kulinariach — zaśmiał się.

Patryk się uśmiechnął i czekał aż towarzysz zacznie mówić.

— Widzę, że nie jestem jedyną osobą, która widzi w tym analogię ze sprawą sprzed dwudziestu lat — powiedział Wałcz poprawiając okulary. — Jak wpadł pan na to?

— Byłem świadkiem w tej sprawie — odparł szybko Hart.

Staruszek zamilkł, wyglądał na zaskoczonego.

— Więc to ty jesteś tym nastoletnim biegaczem? — zapytał w końcu.

— Tak się składa — odpowiedział i zajął się naleśnikami. Czekał aż staruszek przejdzie do sedna sprawy.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 40.57
drukowana A5
kolorowa
za 65.09