E-book
16.38
drukowana A5
32.41
W sidłach grzechu

Bezpłatny fragment - W sidłach grzechu


5
Objętość:
186 str.
ISBN:
978-83-8221-351-5
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 32.41

Rozdział I

„Raj na Ziemi”

Basia

Życie jest nieprzewidywalne, a można powiedzieć, że wręcz zaskakujące. Czasem wystawia nas na próbę, byśmy mogli poznać swoją prawdziwą naturę i własne „ja”. Kawałek, po kawałku pozwala nam siebie odkrywać, zapisując nasze losy w permanentnej księdze, której rozdziałów nie można już potem, tak po prostu wymazać. Wszystko to, co będzie nam dane doświadczyć, znajdzie się potem na kartach naszej własnej historii i to, czy będą one emanowały dumą i szczęściem, czy wręcz przeciwnie, zależy w głównej mierze od nas. Nigdy nie sądziłam, że będę musiała stoczyć, bardzo trudną walkę wewnętrzną i podjąć decyzję, co jest dla mnie cenniejsze: miłość, czy wiara? W tym wypadku powiedzenie „Nigdy, nie mów nigdy” nabiera wyjątkowego znaczenia. Należy traktować je z wielką powagą, gdyż życie jest przewrotne i potrafi postawić nas w sytuacjach, w których nie przypuszczaliśmy się znaleźć.

Odkąd pamiętam w mojej rodzinie zawsze prym wiodły kobiety, to one były silne i musiały nosić przysłowiowe spodnie. Mój dziadek Henio, mąż babci Basi zginął w czasie powstania warszawskiego, zostawiając ją z trojgiem małych dzieci. Biedna babunia pogrążyła się w czarnej rozpaczy, zatracając się w melancholijnych nastrojach, nic już w jej życiu nie było takie samo. Wtedy nie mówiło się zbyt wiele o depresji, ale przypuszczam, że wpadła w przepaść z której było jej potem ciężko się wydostać. Mimo wszystko znajdując w sobie resztki chęci do życia, umiała zadbać o moją mamę Irenę i jej dwóch starszych braci. Nie związała się już jednak z żadnym mężczyzną, rozpamiętując dziadka i całkowicie zatracając się we wspomnieniach. Wieś Lipowica, to moje miejsce na Ziemi, to tutaj się urodziłam i spędziłam w miarę dobre dzieciństwo. W miarę, gdyż słońce przysłaniały mi chmury rozwodu moich rodziców. W spadku po babci dostałam imię. W mojej rodzinie panowało przekonanie, iż wiąże się ono z niepowodzeniem w miłości. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego świadomie skazano mnie na pecha w uczuciach? Całe życie nie brałam jednak tego na poważnie, często stroiłam sobie żarty z ich poglądów. Uważałam, że każdy ma to, na co się godzi, potem życie jednak wyprostowało moje naiwne i dziecinne podejście. Rodzice rozwiedli się, kiedy miałam dziesięć lat. W głębi duszy zawsze obwiniałam za to moją rodzicielkę, gdyż jej ciężki charakter doprowadzał do szewskiej pasji nie tylko mojego ojca, ale wszystkich wokół, narażonych na słuchanie jej drażliwych wywodów i pretensji. Tak naprawdę niejednokrotnie podziwiałam jego stoicki spokój i szanowałam go za to, że udało mu się tyle czasu z nią wytrzymać. Po ich rozstaniu, zostałam z matką, byłam jedynaczką i wszystkie jej złe humory odbijały się na mnie. Dlatego ukochałam sobie Lipowicę i jej cudowną naturę, w niewielkim stopniu zniszczoną przez cywilizację. Lubiłam przesiadywać w samotności nad rzeką i wsłuchiwać się permanentnie w szum wody. Odlatywałam wówczas myślami gdzieś daleko, by móc znaleźć się w miejscu, jakie mi się tylko zamarzy. Często podziwiałam krwawe zachody słońca znikającego, gdzieś za widnokręgiem, by rankiem móc zachwycać się tą rozgrzaną gwiazdą, po przeciwległej stronie, gotową do swej codziennej, wyznaczonej z góry drogi. Chciałam zostać tu na wsi, już zawsze, jawiła mi się ona, jako moje miejsce na ziemi, do którego miałam sentymentalny stosunek. Niesamowicie lgnęłam do rówieśników, wynikało to z tego, że w domu nie miałam z kim porozmawiać o swoich problemach, ani komu się wyżalić, czy poprosić o radę. Miałam dwie bliskie mi przyjaciółki: Kasię i Jolkę, które potrafiły poprawić mi nastrój, nawet kiedy miałam cały dzień muchy w nosie. Były u mnie w domu mile widziane, dlatego mogły wpadać o każdej porze dnia. Ojciec zabierał mnie do siebie raz w tygodniu, na weekendy, starając się mi wynagradzać utracony czas. Często było mi go szkoda, wiedziałam jego przeszklony wzrok, kiedy się ze mną rozstawał. Mówił, że najgorsza jest dla niego tęsknota, która w jego mniemaniu jawiła się jako uczucie rozdzierające serce. Jego nowa żona traktowała go tak, jak na to zasługiwał, przy niej wreszcie był szczęśliwy i mógł poznać, co to znaczy partnerstwo. On po prostu nie pasował do mamy, która miała w stosunku do niego zbyt silną osobowość, przytłaczała go pod każdym względem, mój tato był pod przysłowiowym pantoflem. Początkowe zauroczenie, zakochanie i miłość sprawiały, że miał klapki na oczach i na wszystko się godził, jednak kiedy uczucie uleciało niczym piórko na wietrze, zaczęła mu przeszkadzać wyjątkowa dominacja żony. Rozwód rodziców sprawił, że pojawił się u mnie syndrom braku ojca. Na światło dzienne zaczęła wychodzić niepewność i lęk z powodu tęsknoty za tatą oraz typowy brak poczucia bezpieczeństwa. Mimo, że kontakt między nami był dobry, to jednak dla mnie, nie było to wystarczające. Po każdym rozstaniu pojawiała się u mnie wszechogarniająca pustka, która zakorzeniła się głęboko w sercu.

Miałam jednak w życiu sporo szczęścia. Mogłam liczyć na towarzystwo przyjaciółek. Nikt nigdy nie dał mi tyle wsparcia, co one. Zawsze trzymałyśmy się razem, byłyśmy jak typowe papużki, nierozłączki. Wiele czasu spędzałyśmy na wieczornych pogawędkach o mężczyznach naszego życia, śmiejąc się i żartując z najbardziej nielubianych w klasie dziewcząt. W szkole podstawowej dręczące nas problemy wyolbrzymiałyśmy do granic możliwości, nie przypuszczając, że jest to dopiero namiastka tego, co nas spotka w przyszłości. Teraz, kiedy wspominam tamten czas, to traktuję to jako błahostkę, coś, co miało nas zahartować przed mającymi nastąpić trudnościami i dylematami. Nigdy nie zapomnę wspólnych pikników z dziewczynami i ukradkowego picia wina pod lasem. Było to dla nas niesamowicie pociągające zajęcie, zakazany owoc kusił najbardziej, o czym miałam się przekonać za kilka lat. W mojej głowie przewijają się kombinacje związane z porządnym ukryciem pierwszej, kupionej paczki papierosów. Byłam wtedy jeszcze niepełnoletnia i gdyby wpadła ona w ręce mojej mamy, wybuchłaby trzecia wojna światowa. Lubiłyśmy podpalać w ukryciu, czułyśmy się wtedy takie dorosłe i odważne, jakbyśmy robiły coś naprawdę ważnego.

— Hej Jolka rzuć zapałki, i pospiesz się — strofowałam przyjaciółkę, która z wielką opieszałością zapalała papierosa.

— No już, nie awanturuj się tak, trochę cierpliwości — odpowiedziała Jolka — Zresztą jak nie zapalisz, to będziesz zdrowsza — kontynuowała cynicznie koleżanka.

— Dziewczyny, ileż można czekać? — pospieszała nas Kaśka.

Uwielbiałyśmy te babskie wieczory w poświacie księżyca. Gdzieś nieopodal słychać było żabi koncert, na który zawsze czekałyśmy z wielką niecierpliwością. Prawdziwym wyzwaniem dla nas, było zamaskowanie zapachu dymu papierosowego, jeszcze przed powrotem do domu. Najgorzej z nas miała Jolka, gdyż jej rodzice byli najbardziej konserwatywni i gdyby zdarzyłaby jej się jakaś wpadka, to miałaby pewnie miesiąc szlaban. Nie mogłyśmy sobie na to pozwolić, bo byłyśmy jak trzy muszkieterki, dwie, bez tej jednej, nie miałyby szansy istnieć. Dlatego zawsze chowałyśmy w kieszeni miętowe gumy do życia, czy trochę tymianku, którego żucie niwelowało również opary alkoholu. Kaśka z nas trzech miała największy luz. Jej mama wychowywała ją bardzo liberalnie, można powiedzieć, że była bardziej jej przyjaciółką niż matką. Córka zwierzała się jej nawet z najbardziej intymnych spraw i całą wiedzę dotyczącą dorastania i stosunków damsko — męskich zdobywała od rodzicielki, która wyszła za mąż, aż trzykrotnie, zostawiając kolejnych mężów w samych skarpetkach. Była także bardzo przebiegła i umiała tak omamić faceta, aby ten tańczył, tak jak ona zagrała. Mężczyźni mieli tylko realizować jej wszystkie zachcianki i zabierać w dalekie podróże, pełnili funkcję złotej rybki służącej do spełniania życzeń. Ojciec Kaśki nie wytrzymał w końcu takiego traktowania i odszedł, jednak jego żona długo po nim nie płakała, szybko pocieszyła się w ramionach innego. Wychowywała się w domu, w którym mówiło się, że jeśli coś nie daje ci szczęścia to należy odpuścić i szukać go gdzie indziej.

Rozdział II

„Przekraczanie granic”

Basia

Przed pierwszym ważniejszym wyborem stanęłyśmy po szkole podstawowej, decydując się na jedno z liceów. Wspólnie zdecydowałyśmy, że pójdziemy do tego samego „ogólniaka”, aby nie stracić ze sobą kontaktu. Był to zdecydowany strzał w dziesiątkę, bo nie zmieniło się praktycznie nic, oprócz szkoły. Dalej spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu i miałyśmy wiele wspólnych tematów do rozmów. Dla innych dziewcząt spragnionych naszego towarzystwa, stworzyłyśmy barierę nie do przebicia, nie chciałyśmy żadnych intruzów, które mogłyby tylko między nami niepotrzebnie namieszać. Babskie wieczory organizowałyśmy raz w tygodniu w każdy piątek. Był to czas relaksu, po całym tygodniu spędzonym w szkole, kiedy mogłyśmy się troszkę wyluzować i posiedzieć na starym, drewnianym moście z puszką piwa, rozkoszując się pięknem gwieździstego nieba. Pewnego, ciepłego wieczoru Jolka ujrzała spadającą gwiazdę i na całe gardło krzyknęła:

— To moja gwiazda, ja ją pierwsza ujrzałam. Chciałabym, aby zakochał się we mnie Michał z naszej klasy — powiedziała, a my z Kaśką wytrzeszczyłyśmy na nią oczy ze zdziwienia.

— Nie żartuj, że Michał ci się podoba, dlaczego nic wcześniej nie mówiłaś? — zapytałam.

— Wiesz chciałam rozeznać się i sprawdzić, czy jest tylko moim obiektem westchnień, ale z waszej reakcji widzę, że chyba tak — odpowiedziała zadowolona.

— To koleś zupełnie nie w moim typie — rzuciła od niechcenia Kaśka.

— W moim na szczęście też nie — odpowiedziałam asekuracyjnie– Ale powiem wam, że niczego sobie jest nasz facet od wychowania fizycznego! — wycedziłam, a oczy dziewcząt wpatrywały się we mnie jakby zobaczyły ducha.

— Baśka, czy ty upadłaś na głowę? — zapytała Jolka — Przecież on jest starszy co najmniej dziesięć lat, chociaż to, by nie stanowiło takiego problemu, jak fakt, że ma żonę i troje dzieci — wykrzyknęła — Zaznaczam troje! Baśka zejdź na ziemię, to nie facet dla ciebie! Ogarnij się kobieto, znajdź sobie inny obiekt westchnień — pouczała mnie koleżanka.

Kaśka nadal nic nie mówiła, tylko przyglądała się nam w osłupieniu.

— No dobrze, mogłam wam nic nie mówić — odburknęłam urażona reprymendą Jolki — Co ja na to poradzę, że zawsze podobają mi się dużo starsi faceci? — zapytałam — Według mnie są dużo bardziej seksowni od naszych rówieśników — tłumaczyłam się.

— Ja kochana nie wnikam w twoje miłostki, dobrze wiesz, że będę ci kibicować kogokolwiek nie wybierzesz — powiedziała w mojej obronie Kaśka — Wiesz, że jestem tego zdania, aby szukać własnego szczęścia, a nie uszczęśliwiać innych na siłę.

— Pamiętaj tylko Basiu, że cię ostrzegałam — rzuciła Jolka i zaciągnęła się papierosem tak mocno, że drażniący dym spowodował ostry atak kaszlu.

— A teraz ty nam powiedz droga koleżanko, czy jest jakiś chłopiec, który wzbudziłby twoją szczególną sympatię? — zapytałam z przekąsem.

— Jeszcze na to zdecydowanie za wcześnie, muszę najpierw poznać lepiej otoczenie i dopiero wtedy, będę w stanie się zorientować, czy ktoś zasługuje na moje szczególne względy — odpowiedziała Kaśka.

Czas szkoły średniej był dla nas wspaniałym okresem. Co prawda skazane byłyśmy na dojazd komunikacją miejską, więc wczesne pobudki, były na porządku dziennym, ale już po pierwszym miesiącu stałyśmy się nawykowymi, rannymi ptaszkami. Trochę czasu zajęło Jolce nim zaczęła dawać subtelne sygnały Michałowi, że wpadł jej w oko, w rezultacie czego chłopak zaprosił ją na pierwszą randkę. Kiedy między nimi coś zaczęło iskrzyć, nie posiadała się ze szczęścia. Teraz zastanawiała się co na siebie ubierze. Nie chciała zanadto, go kusić strojem, ale ubranie zakonnicy również odpadało, należało znaleźć między tym odpowiedni balans. Doradziłyśmy jej z Kaśką romantyczną, kwiecistą sukienkę mini w kolorze bieli i błękitu z głębokim i kusicielskim dekoltem w serek. Wiosna zapanowała nie tylko za oknem, ale także w jej sercu. Cała chmara motylów atakowała jej podbrzusze, a kosmate myśli wypełniały głowę. Jak przypadło na córkę mocno konserwatywnych rodziców, Jolka była do tej pory dziewicą i na razie nie planowała tego zmieniać. Myślała, że jak już się zakocha, to na zabój i nic nie będzie w stanie zmienić jej uczuć. Jakie niedojrzałe poglądy wtedy reprezentowała, to tylko ona potem mogła ocenić. Życie weryfikuje wiele spraw i tylko własne doświadczenie jest w stanie nam pokazać, jak bardzo myliłyśmy się wcześniej. Będąc głupim podlotkiem zupełnie inaczej patrzymy na problemy, za bardzo idealizujemy ludzi, nie przypuszczając, że większość z nich będzie w stanie nas skrzywdzić. Pewnego razu, gdy chodziłyśmy do trzeciej klasy, na babskim wieczorze Jolka zwierzyła się nam, że mają z Michałem za sobą „pierwszy raz”. Byłyśmy trochę zaskoczone tym, że to właśnie ona wyszła przed szereg. Cała była w skowronkach opowiadając z wypiekami na twarzy przebieg tej historycznej chwili, podczas, gdy my z rozdziawionymi ustami słuchałyśmy całego przebiegu tego zdarzenia. Na koniec skwitowała tylko, że seks jest przereklamowany i że Michał był taki napalony, że skończył całą akcję w ciągu pięciu minut.

— I właśnie dlatego szukam mężczyzny starszego i doświadczonego, który nie zaliczy takiej wpadki. To co, nie jesteś zadowolona, że „to” zrobiliście? — pytałam ją dociekliwie.

— No jestem, ale spodziewałam się chyba jakiś fajerwerków, a nic takiego się nie wydarzyło — skwitowała Jolka.

— Jak miały być fajerwerki? Skoro Michaś nie dał ci czasu na to, byś je odpaliła — rzuciła Kaśka — Czytałam, że kobieta rozgrzewa się bardzo powoli i potrzebuje o wiele więcej czasu, niż mężczyzna, więc się nie zrażaj. Trening czyni mistrza — żartowała.

Od tego czasu Michał stał się czwartym ogniwem naszej paczki, ale tylko dlatego, że towarzyszył Jolce praktycznie zawsze z wyjątkiem naszych tradycyjnych, babskich wieczorów. Chodził za nią, jak cień w słoneczne dni. Z Kaśką nazywałyśmy go potajemnie „Struś pędziwiatr”, ze względu na jego krótkodystansowość w seksie. Oczywiście Jolka nie miała o tym najmniejszego pojęcia, pewnie wówczas, by się na nas obraziła, na śmierć i życie. Kaśka do tej pory nie znalazła nikogo wartego jej uwagi, a ja póki co, nadal wzdychałam do nauczyciela wychowania fizycznego. W swojej głowie układałam sobie scenariusze naszych wspólnych randek i czułych słówek, jakie by mi prawił. Byłam w nim zakochana na zabój, już prawie trzy lata darzyłam go platoniczną miłością i miałam nadzieję, że znajdzie ona kiedyś swój magiczny finał. Szukałam tylko okazji, by się z nim zobaczyć. Szkolna dyskoteka była właśnie jedną z nich.

Już dzień wcześniej szykowałam adekwatny strój na tę okoliczność, nie mogłam się zdecydować, co wybrać. W końcu uważałam, iż strzałem w dziesiątkę będzie mini spódniczka i kabaretki oraz kusy top z dużym dekoltem. Rozpuściłam swoje długie blond włosy i zrobiłam wyzywający makijaż. Zdawałam sobie sprawę, że wyglądam, jak pierwsza, lepsza, ale widziałam także, jak prosty jest męski umysł. Miałam z góry określony cel, aby mój obiekt westchnień zwrócił na mnie swoją uwagę. Na dyskotekę odwoził nas tata Joli i kiedy mnie zobaczył, zawiesił na mnie przez dłuższą chwilę swój wzrok, wiedziałam wtedy, że jest dobrze. Niewiele różniło się spojrzenie mojego nauczyciela, kiedy mnie zobaczył. Wiedziałam, że ryba połknęła przynętę. Cieszyłam się w duchu, że moje starania zostały docenione. Trzeźwym okiem śledziłam całą sytuację starając się uchwycić najkorzystniejszy dla mnie moment. Kiedy dostrzegłam, że belfer wszedł do kantorka z piłkami, materacami i innym sprzętem sportowym, ruszyłam za nim i wchodząc zgasiłam światło, a drzwi zamknęłam na klucz.

— Kto tutaj jest? — zapytał z niepokojem Adam.

— To ja — odpowiedziałam, nie zdradzając swojego imienia, mając nadzieję, że w ciemności mnie nie rozpozna.

Blask księżyca wpadał nieśmiało przez okno, wyodrębniając jedynie zarys naszych sylwetek. Podeszłam do niego i bez żadnych skrupułów wpiłam mu się namiętnie w usta, a on o dziwo odwzajemnił pocałunek i rozpoczął odważny taniec naszych języków. Z każdą chwilą czułam jego rosnącą i napierającą na mnie jego męskość. Chciałam go mieć, tutaj, teraz, natychmiast. Nie przerywając pocałunków, zaczęłam rozpinać mu pasek spodni. Kiedy dobrałam się do ich zawartości, włożyłam jego penisa do ust i zaczęłam poruszać nimi w górę i w dół, nie mogąc się nim nasycić, Adam jęknął z rozkoszy i wykrztusił:

— Tak myślałem Basiu, że to ty, nie przestawaj, jesteś cudowna.

Ręką pieściłam jego napięte jądra, mając nadzieję, że ta cudowna chwila, będzie trwała jak najdłużej. Całe jego ciało naprężało się z rozkoszy, a ja wyczuwałam pod dłonią każdy jego napięty mięsień. Wyglądał jak półbóg, pociągał mnie tak bardzo, że byłam gotowa mu się oddać. Nagle chwycił moją twarz i wyszeptał:

— Poczekaj — delikatnie przystopował, wziął jeden z materacy i położył go na podłodze, po czym delikatnie mnie na niego popchnął. Ściągnął mój top i biustonosz i zaczął ssać moje twarde sutki. Delektowałam się jego wyglądem w księżycowej poświacie, a moje podniecenie narastało z każdą chwilą. Podciągnął i tak już moją kusą spódniczkę do góry i zdarł jednym ruchem moje kabaretki i stringi. Wsadził gwałtownie swoją męskość w moją ociekającą sokami szparkę i kolejny raz jęknął z rozkoszy, a ja poczułam wówczas przeszywający mnie od środka ból. Zaczął coraz szybciej poruszać się we mnie, na przemian ssąc moje sutki i składając na moich ustach głębokie i namiętne pocałunki. Uczucie bólu mieszało się z rozkoszą, po to, by pokazać mi dwie zupełnie przeciwstawne strony zbliżenia. Kiedy był już blisko finału, wyciągnął penisa ze środka i zaczął pieścić mnie językiem, szybko doprowadzając mnie do ekstazy. W momencie orgazmu moim ciałem wstrząsnął kilkukrotny skurcz, a z moich ust wydobył się stłumiony ręką krzyk. Dumny z siebie, że udało mu się mnie zadowolić, obrócił mnie na brzuch i wsadził z powrotem swoją męskość w moje rozgrzane do czerwoności ciało. Był bardzo podniecony, wypełniał mnie całkowicie, a kiedy był o krok od finału pociągnął mnie mocno za włosy, pokazując w ten sposób swoją dominację. Czułam, że jego rozkosz nadchodzi niczym tsunami, podobał mi się błogi, męski dźwięk, wydobywający się z jego ust. Nagle jego ciało naprężyło się do granic możliwości, a on wyszedł ze mnie i spuścił swoje soki na moje plecy. Zmęczony opadł na materac i rozkoszował się chwilą, Największe zdziwienie dopadło mnie, gdy po wszystkim przytulił się do mnie i powiedział szeptem „dziękuję”. Nie posiadałam się ze szczęścia. Pierwszy raz spełnił moje oczekiwania, było cudownie. Największe marzenie w końcu się ziściło, posiadłam go i nic nie mogło tego zmienić, był jak najważniejsze trofeum zdobyte w trakcie jednej z największych bitew. Ukradkiem wymknęłam się z kantorka, tak, aby nikt mnie nie zauważył, czułam się spełniona, jeszcze po tym wszystkim nie ochłonęłam. Na samo wspomnienie upojnych chwil przechodził mnie cudowny dreszcz.

— Gdzie ty się podziewałaś? — zapytała zdziwiona Kaśka, którą spotkałam na korytarzu — Wszędzie cię szukam — dodała.

— Oj, gdzie ja nie byłam — westchnęłam.

— Baśka, co z tobą? Gorzej ci — żartowała koleżanka, przykładając mi rękę do głowy.

— Chodź, poszukajmy Jolki, to wszystko wam opowiem — odrzekłam — Nie chcę dwa razy tego samego powtarzać.

— Widzę, że coś się ważnego wydarzyło, skoro jesteś cała w skowronkach — spostrzegła Kaśka.

— O jest Jolka! — wykrzyknęłam i skierowałam kroki w jej kierunku.

Przyjaciółka w najlepsze wywijała na parkiecie z Michałem. Kiedy podeszłam, szepnęłam jej do ucha, że musimy pilnie porozmawiać, a ta dając znać Michałowi, że nie może iść z nami, wyszła pośpiesznie z sali. Swoje kroki skierowałyśmy na zewnątrz, przed budynek szkoły i usiadłyśmy na pobliskiej ławce, na której w czasie przerw najchętniej przesiadywali uczniowie. Znajdowała się w najbardziej nasłonecznionym miejscu, a tuż obok niej, był pięknie urządzony ogródek, w którym rosły tulipany, bratki i gardenie. Teraz w poświacie księżyca, nie miało to najmniejszego znaczenia, gdyż ledwie było widać nasze twarze, a co dopiero kwiaty. Liczyła się po prostu sama świadomość tego, że znajdujemy się w uroczym miejscu, które zasługuje na to, by stać się powiernikiem wszystkich moich tajemnic.

— Co takiego ważnego masz nam do powiedzenia? — zapytała zdziwiona Jola.

— Słuchajcie, właśnie przestałam być dziewicą! — wykrzyknęłam i nagle ściszyłam głos, zdając sobie sprawę, że ktoś może nas słyszeć.

— Co?? Baśka! Z kim? — zapytała Kaśka — Mów tu szybko, bo umrę z ciekawości — dodała.

— Słuchajcie, jestem taka szczęśliwa — zdołałam wydusić — Adam, nasz nauczyciel uczynił ze mnie kobietę! — wyjaśniłam — Było cudownie — dodałam.

Dziewczyny tak tego nie zostawiły, rozdziawiły tylko buzie i czekały na rozwinięcie tematu, musiałam im wszystko, po kolei, ze szczegółami opowiedzieć. Były ciekawe, jak w ogóle do tego doszło. Nie zwierzyłam im się, że już dawno to obmyślałam, czekałam tylko na dogodną okoliczność, a ta nadarzyła się niespodziewanie. Niby wiedziałam, że robiłam źle, ale teraz dla mnie najważniejsze było spełnienie moich pragnień, zakochałam się w nim, a teraz kiedy odsłonił mi widok na świat dorosłych, jeszcze bardziej go pożądałam i gdzieś w głębi duszy czułam, że on mnie też. Wróciłam do domu pijana ze szczęścia, już nie mogłam doczekać się kolejnego tygodnia i lekcji z Adamem. Z wrażenia nie mogłam zasnąć, odtwarzając w myślach mój pierwszy w życiu seks. Cieszyłam się, że zrobiłam to z mężczyzną, który był dla mnie ważny. Byłam gotowa zaakceptować to, że jest żonaty, byleby chciał być ze mną. Miał przewagę, gdyż to ja darzyłam go uczuciem. Czekałam z niecierpliwością na kolejne spotkanie, zastanawiałam się, jak on się zachowa, kiedy mnie zobaczy. Myśli kotłowały się w mojej głowie, a mój umysł nasuwał mi różne rozwiązania tego problemu. Mogłam udawać przed nim, że nic się nie stało, że jest mi obojętny lub ujawnić, iż jest dla mnie ważny i dążyć mimo wszystko do fizycznego kontaktu między nami. W rezultacie wybrałam to drugie rozwiązanie.

Kolejne dni ciągnęły się w nieskończoność. Czekałam z niecierpliwością na spotkanie miłości mojego życia. Kiedy nastała środa, czyli dzień w którym w planie zajęć było wychowanie fizyczne, emanowałam szczęściem. Chciałam, aby on wiedział, że jestem szczęśliwa z całego obrotu sprawy. Kiedy wraz z dziewczynami weszłam na salę gimnastyczną, mój wzrok automatycznie uciekł w jego kierunku. Stał z dziennikiem wyprostowany i sprawdzał obecność. Odczytując moje imię, jego głos nieco zmienił barwę. Spojrzał na mnie, a jego wzrok zatrzymał się mimowolnie na moim wydatnym biuście. Byłam szczupła, ale po mamie odziedziczyłam walory kobiece, których inne dziewczyny zawsze mi zazdrościły. Wiedziałam, że nie jestem mu całkowicie obojętna, a mimika jego twarzy i łobuzerski uśmiech wskazywały na to, że nachodziły go wspomnienia z wydarzeń w kantorku. Kiedy lekcja dobiegła końca, Adam poprosił mnie, abym została jeszcze chwilę. Gdy zostaliśmy sami ciszę przerwał jego głos:

— Czy wszystko ok? — zapytał — Mam nadzieję, że nie żałujesz tego, co się między nami wydarzyło? Zaskoczyłaś mnie tym wtargnięciem do kantorka.

— Niczego nie żałuję, chcę żebyś wiedział, że uczyniłeś mnie najszczęśliwszą kobietą na świecie — wreszcie wydukałam — Było cudownie, mam nadzieję, że będzie nam dane to powtórzyć — dodałam.

— Nic ci nie mogę obiecać, wiesz, że jesteś moją uczennicą i nikt nie może się o tym dowiedzieć, bo będę miał problemy. Poza tym wiesz, że mam żonę i myślę, że byłoby lepiej gdybyśmy zakończyli to na tym obecnym etapie — zaproponował.

— Nie zostawiaj mnie tak! — powiedziałam podniesionym głosem — Wiesz, że cię kocham — niepotrzebnie pokazałam swoją słabość — Zrobię, co zechcesz, zaakceptuję twoje warunki, jeśli tylko zgodzisz się na nasze potajemne spotkania — powiedziałam przejęta, gotowa przyjąć każdą jego propozycję, byleby był mój. Niepotrzebnie jednak tak się obnażyłam, dałam mu do zrozumienia, że może sobie poczynać, tak jak będzie mu pasowało.

— Dobrze Basiu, przemyślę to jeszcze. Wiesz, że wiele ryzykuję, bo jeśli wszystko się wyda, stracę nie tylko posadę, ale także rodzinę — tłumaczył się — Jesteś wspaniałą dziewczyną, zawsze marzyłem o kimś takim jak ty, masz ciało bogini i na pewno zdajesz sobie z tego sprawę. Jestem zaszczycony, że mogłem być pierwszym, który uchylił ci bram nieba. W głębi duszy liczę na powtórkę. Nie chciałem się przed sobą przyznać, ale poruszyłaś mnie do głębi. Od piątku nie mogę przestać o tobie myśleć, nawet moja żona wyczuła zmianę w moim zachowaniu, teraz nie jestem w stanie się do niej zbliżyć. Zawładnęłaś moją duszą i pragnę cię mieć. Jestem w stanie wiele dla nas zrobić. Mam nadzieję, że dam ci szczęście. Nie chcę cię skrzywdzić, kochana moja — powiedział i pogłaskał mnie po twarzy.

Pokazał siebie z zupełnie innej strony, w seksie był stroną dominującą, a teraz w rozmowie, ujawniał swoje prawdziwe uczucia, obnażył swoją łagodność i uległość, wobec wielkości uczucia, jakie zaczęło się między nami rodzić.

— Dziękuję ci za rozmowę, ale musze już zmykać. Zaraz mam kolejną lekcję, a nie chcę, żeby ktoś zaczął snuć jakieś podejrzenia. Nie możemy się narażać na to. Jeśli masz ochotę, to możemy się spotkać w piątek wieczorem, w jakimś ustronnym miejscu, najlepiej gdzieś w twojej okolicy. Ja podjadę, tylko powiedz mi gdzie, a właściwie napisz — powiedział Adam i wsunął mi do kieszeni spodni swój numer telefonu.

— Ok, dzięki, dam ci znać, do zobaczenia — pożegnałam się i czym prędzej wyszłam.

Rozdział III

„Grzeszna sielanka”

Basia

Przez kolejne dni czułam się jakbym dostała obuchem w głowę. Ciągle chodziłam zamyślona, a wszystko wokół wydawało mi się nierealne. Zdawałam sobie sprawę, że właśnie stałam się tą drugą, typem kobiety, które zawsze gdzieś w głębi duszy potępiałam. Swoje zachowanie sama przed sobą tłumaczyłam zakochaniem oraz tym, że jest to całkowicie niezależne ode mnie, bo jak możemy mieć wpływ na to w kim się zadłużymy. Rola kochanki była mi solą w oku, ale godziłam się na to, byleby być blisko niego. Czasem w życiu to uczucia decydują o naszym zachowaniu, sprawiają, że stajemy się niejako więźniami i postępujemy w sposób niemoralny, gdyż chcemy być szczęśliwi. Z Adamem spotykałam się regularnie dwa razy w tygodniu. Mieliśmy swoje miejsce schadzek w pobliskiej wsi, nad jeziorkiem. Nikt nas tam nie znał, więc bez skrępowania mogliśmy leżeć przytuleni na kocyku pośród romantycznej scenerii, otulając się zapachem kwiatów i ziół oraz wsłuchując się w śpiew ptaków. Czekałam z niecierpliwością na jego wyznanie miłości, miałam nadzieję, że nie jestem tylko zabawką i pocieszeniem na gorsze dni. Dawał mi sygnały, że mu na mnie zależy. Często przytulał, głaskał po głowie, całował w czółko, czułam się przy nim bezpiecznie, nie mówiąc o seksie, który był dla mnie wisienką na torcie. Zawsze czekaliśmy, aż większość osób pójdzie już znad jeziora, ale zazwyczaj udało się znaleźć jakieś ustronne miejsce, gdzie mogliśmy się sobą nacieszyć. Dawał mi szczęście, radość i spełnienie. Miał wszystko, czego oczekiwałam od mężczyzny, był czuły, szarmancki i seksowny, w głębi jego niebieskich oczu można było się zatracić i utonąć. Uwielbiałam, kiedy przyglądał mi się pełnym pożądania wzrokiem, wiedziałam wtedy, że już przepadłam. Często po udanym seksie, kiedy leżeliśmy i wsłuchiwaliśmy się w szybkie bicie naszych serc, gładziłam delikatnie opuszkami palców, każdy odznaczający się mięsień na jego wyćwiczonym brzuchu. Nie zadawałam zbędnych pytań, wolałam cieszyć się obecną chwilą. Rozumieliśmy się bez słów, a ta cisza tylko nas jeszcze bardziej scalała. Nie chciałam wiedzieć, co w tym momencie robi jego żona, wypierałam z umysłu te dręczące mnie myśli. Nie chciałam się nim dzielić z żadną inną kobietą. Mówił mi, że ostatnio nie układa się między nimi najlepiej, a mnie to wcale nie smuciło.

— O ile byłoby łatwiej, gdyby był sam — myślałam egoistycznie — Mogłabym go przedstawić rodzicom, a tak, muszę ukrywać przed światem miłość mojego życia. Jeszcze rok i skończę liceum, a wtedy nasz związek byłby dozwolony, nie musiałby się martwić o posadę. Jedyną przeszkodę stanowiła teraz jego żona — kontynuowałam swoje rozmyślania.

— Co jesteś taka skryta? Czyżby coś cię dręczyło? — zapytał Adam z troską.

— Zastanawiałam się, co będzie z nami… Wiesz, że cię kocham i pragnę spędzać z tobą każdą chwilę — odpowiedziałam smutno.

— Nie myśl teraz o tym, cieszmy się sobą. Nigdy nie wiemy co przyniesie przyszłość. Nie zadręczaj się problemami, których nie ma. Teraz jestem z tobą i to jest najważniejsze — powiedział Adam — Wiedziałaś na co się piszesz od pierwszej chwili, kiedy weszłaś do mojego kantorka i zgasiłaś światło — dodał — Wiesz, że nie zostawię żony, jest matką moich dzieci, a je kocham najbardziej. Są najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Pamiętaj, że dziecko to dar, nie ma większej nagrody, jakiej może nam ofiarować życie — dorzucił.

— Czyli nigdy jej nie zostawisz? — zapytałam z nadzieją.

— Nie mogę, zrozum mnie, nie zrobię tego dzieciom, za bardzo je kocham — odrzekł.

— Dobrze, lepiej już chodźmy, bo jeszcze twoja kochana żonka zorientuje się, że za długo cię nie ma w domu i zacznie się czegoś domyślać. Swoją drogą dziwię się, że jeszcze się nie zorientowała, że wcale nie masz treningu piłki nożnej, tylko rozkoszujesz się moim ciałem, bez żadnych wyrzutów sumienia — powiedziałam z przekąsem.

— Wierzy mi na słowo, zawsze darzyła mnie dużym zaufaniem, nie sprawdza, nie kontroluje — odrzekł mężczyzna.

— Idealna żona widzę… ale jednak coś musiało być nie tak, skoro skusiłeś się bzyknąć swoją uczennicę — dodałam ze złością w głosie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 32.41