E-book
13.65
drukowana A5
24.54
W potrzasku kłamstw

Bezpłatny fragment - W potrzasku kłamstw


Objętość:
101 str.
ISBN:
978-83-8245-412-3
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 24.54

Prolog

Stało się… znowu… po tak długiej przerwie, myślałam że mam to już za sobą. Powróciły, te cholerne koszmary powróciły, znowu mnie dręczą a myślałam, że się pozbierałam, że mam to wszystko za sobą. Czy kiedyś zdołam się otrząsnąć po tym wszystkim? Czy kiedyś zaznam spokoju i nie będę myśleć, że on istnieje? Budzę się zlana potem i znów sprawdzam czy drzwi i okna zamknięte. Który to już raz tej nocy? Boże … Zegar tyka głośno… 4.30… nie kładę się … Pójdę zrobić kawę i tak zaraz trzeba wstać…

Rozdział 1

— Hej Ciociu! — woła Jose.

Mój mały blond bratanek krzyczy, biegnąc do mnie.

— Ciociu, zobacz jak pięknie kwitną!

— Śliczne — odpowiadam.

Mój piękny bratanek. Uwielbiam go… Radosne dziecko… Pomyśleć, że kiedyś ja… mogłam mieć takiego urwisa … Boże zabierz ode mnie te myśli. Nie pozwól mi do tego wracać… Nie teraz, kiedy już prawie wszystko jest dobrze, proszę.

— Hej Carli. — Wita się mój brat Ed. To dzięki niemu w większej mierze doszłam do siebie po tym co się stało.

— Hej Edi. Co slychać? Jak się miewa Emilly?

— W miarę dobrze. Ale wcina bardzo dużo lodów. Musisz z nią porozmawiać, bo niedługo nie poznam włanej żony — śmieje się.

— Nie żałuj przyjemności kobiecie w ciąży — odpowiadam z uśmiechem.

Emilly, usposobienie dobra. Czasami zastanawiam się jak ona ujarzmiła tego lekkoducha Eddiego. Wieczny z niego był urwis, rodzice rwali włosy z głowy, żeby skończył jakąś szkołę i wyszedł na ludzi. Ale on zawsze miał jakieś pomysły na swoje życie, niekoniecznie dobre. I nagle zjawiła się ona … Emilly. Fakt faktem, zrobiła z nim porządek nie ma co. Przykładny ojciec i mąż, kto by pomyślał. Kochają się. Patrząc na nich to im bardzo zazdroszczę, mają siebie nawzajem. Może kiedyś nadejdzie taki dzień, że i ja … ja kogoś pokocham … ale czy aby napewno potrafię po tym wszystkim? Kochałam najbardziej na świecie dwie osoby: jedna mnie skrzywdziła a drugą mi zabrano.


— Carla! Carla! — woła Ed.

— Co się dzieje? Mam wrażenie, że jesteś jakaś przygaszona.

— Wszystko w porządku. Odpłynęłam. Myślę nad nowym projektem. Szefowa dała mi dość duże zlecenie na projekt domu, to jakaś duża szycha według niej i nie chce go stracić. Facet płaci kupę forsy. Pewnie znowu jakiś gbur.

— Ooooo siostra coraz lepiej! A kto to?

— Jakiś Martin Fhart czy coś takiego…

— Żartujesz! — wykrzykuje Edi.

— No nie żartuję, a kto to jest, że się tak ekscytujesz?!

— No nie mów, że nie znasz największego przystojniaka i bogacza w jednym Martina Fahrta! Wszyscy go znają!

— No widocznie nie wszyscy skoro ja go nie znam. — Odgryzam się.

— Oj siostra powiem Ci, że wpadłaś jak śliwka w kompot, podobno facet jest nie do wytrzymania, ale jego narzeczona jest jeszcze gorsza.

— Super. Dzięki za informację. — Odpowiadam z przekąsem.

— Spoko siostra. Kto jak kto, ale ty ze wszystkim sobie poradzisz — uśmiecha się czule.

I właśnie zalewa mnie fala wspomnień. Znów czuję ten ból, ten strach nie tylko o siebie, ale też o… proszę Boże zabierz ode mnie te wspomnienia … Proszę … Nie teraz … Nie tu … Nie przy nich.


No i nadszedł dzień spotkania się z bogaczem i przystojniakiem w jednym jak to powiedział Edi. Znów budziły mnie koszmary, wspomnienia tego co było a czego już nie ma … jego… jej…

Wstałam ledwo żywa ze zmęcznia.

Szefowa prosiła, żebym ubrała się elegancko bo to bardzo ważny klient, mam nadzieję, że okaże się bardziej ludzki niż nasz ostatni. Nic mu się nie podobało. To źle tamto źle … Nie przeżyję chyba kolejnego takiego klienta… Co jest z tymi facetami.

Rozdział 2

Wpadam szybko do ulubionej kawiarni po kawę, moja szefowa nienawidzi spoźnień. Dzisiaj to pewnie urwałaby mi głowę za coś takiego.

— Hej Tom! Mogę prosić szybko kawę na wynos? Nie mogę się spoźnić.

— Jasne Carli. Co ważny dzień?

— Taaa raczej nie dla mnie a dla firmy. Duże zlecenie.

— Super. Dasz radę. Kawa na koszt firmy.

Stary, dobry Tom. Uwielbiam go.

— Dzięki serdeczne ale za bardzo mnie rozpieszczasz — śmieję się.

Właśnie w tej chwili, gdy wychodzę wpada na mnie jakaś wypindrzona paniusia rozlewając na mnie moją własną kawę … kurwa … jeszcze tego brakowało…

— Jak chodzisz niezdaro?! — krzyczy.

W tej chwili to mam ochotę złapać ją za jej blond włosy i nią potrząsnąć!

— To raczej ja powinnam zadać to pytanie Pani! — wykrzykuję.

— Jak śmiesz się do mnie w ten sposób odzywać! Wiesz kim ja jestem?!

— Nie wiem i gówno mnie to obchodzi!!! — odpowiadam wściekła na nią i na cały świat.

Pięknie jak nie zdąże się przebrać to szefowa mnie zwolni jak zawalę ten kontrakt!

— No co się nie odzywasz!!! Masz mi coś do powiedzenia?

— Nie chcesz usłyszeć tego co mam Ci do powiedzenia paniusiu!

Oooo blondi robi się czerwona chyba się zapowietrzyła … No to ma problem dziewczyna. Nie.. no wyłania się jej rycerz w śliniącej zbroi jeszcze tego mi brakowało.. Boże…

— No i co Pani narobiła! Nie widzi Pani?!

— Nie nie widzę! Soczewki zmatowiały a okulista na urlopie!

Jeszcze mi tu jakiegoś faceta brakuje, obrońcy uciśnionych… ale co jak co trzeba przyznać, że facet robi wrażenie … kurde…

— To ona na mnie wpadła i może ja mam za to przepraszać?! — wypowiadam jak z automatu choć na jego widok zapiera mi dech w piersiach. Język za zębami nigdy nie był moją mocną stroną i może dlatego wiele rzeczy skończyło się tak jak się skończyło…

— Chyba Pani sobie za dużo wyobraża.

— Ja?! Ja sobie za dużo wyobrażam?! Wie Pan co?!

— Co? — odpowiada szybko.

— A to, że nie będę nikogo przepraszać bo nie moja wina, że moja własna kawa została na mnie wylana. A teraz do widzenia — odchodzę i to szybko, cały czas mając w pamięci jego ciemne piękne oczy.


Udało się, jestem, mam jeszcze 20 minut. Muszę poprosić Kate o jakieś ciuchy. Ona zawsze jest przygotowana na wszystko… moja dobra Kate… i znów przychodzą wspomnienia … gdyby nie ona… gdyby nie jej determinacja… nie byłoby mnie pewnie tu…


— Hej. Kate mam prośbę do Ciebie — mówię do słuchawki.

— Co tylko Pani sobie życzy — odpowiada ze śmiechem.

— Potrzebuję się przebrać i to szybko.

— A co robiłaś bez mojej wiedzy?! — pyta żartobliwie Kate.

— Jakaś wredna, wypindrzona laska na mnie wpadła jak wychodziłam od Toma, ale opowiem Ci wszystko jak przyjdziesz. Błagam, daj jakieś ciuchy bo za 20 minut mam spotkanie.

— Ok, zaraz będę — odpowiada.

Jezu jak dobrze, że ją mam i pracuje dwa piętra wyżej niż ja.


Idę jak na ścięcie… tak ważny projekt, postarałam się chyba jak nigdy … kurwa… projekt domu … kiedy to przestanie boleć… chyba nigdy … mam nadzieję, że klient będzie w porządku bo po ostanich nocach nie mam siły na kłótnie. Rebeka, moja szefowa wita mnie z uśmiechem. Rozmawiamy, kiedy wchodzi Ali, sekretarka:

— Pan Fhart do Pani.

— Proszę, niech wejdzie.

Wchodzi… wchodzi i kurcze zamieram. Bo to on, przystojniak tej blondynki. Nie wierzę… Kurde nie wierzę to on.

— Witam Panie Fahrt. To zaszczyt Pana gościć u nas. — Rebeka moja szefowa przymila się jak zawsze.

— Jestem Rebeka Krauz a to Carla, główny architekt — dodaje

— My się…

— Witam. Jestem Carla. Miło mi Pana poznać. — Mówię speszona ale staram się to ukryć jak najlepiej.

— Cieszymy się, że wybrał Pan właśnie naszą firmę. Carla naprawdę dała z siebie wszystko, sądzę, że Panu również się spodoba — chwali mnie Rebeka. Ciekawe od kiedy ona taka uprzejma.

— Zaraz się przekonamy … Czy Pani Carla rzeczywiście dała z siebie wszystko tak jak Pani mówi — odpowiada akcentując każde słowo.

No niebywałe co za facet. Dopiero teraz zauważam, że ma dość mocno zarysowaną szczękę, piękny uśmiech.

Zza kołnierza jego koszuli widać tatuaż… ach jak ja je uwielbiam…

— Carlo możemy zaczynać? — do rzeczywistości przywołuje mnie głos szefowej.

— Taak… Tak, oczywiście. — Odpowiadam besztając się w myślach.

I tak przez prawie całą godzinę opowiadam o projekcie i zaznaczam zmiany. Oczywiście PAN WSZECHŚWIATA nie przyjął całości projektu, znowu będę ślęczeć godzinami!!! Mam ochotę go udusić!!!

— No chyba jednak nie jest Pani taka najlepsza, jakby mogło się wydawać — zwraca się do mnie po zakończeniu prezentacji.

— Słucham?! — odpowiadam próbując opanować gniew.

No co za cham!

— Spodziewałem się po Pani czegoś lepszego.

Atakuje mnie dalej. Jeśli myśli, że tak łatwo wyprowadzi mnie z równowagi to jest w grubym błędzie.

— Panie Fahrt jeśli mogę się tak do Pana zwracać … Nie znam Pana i nie wiem jaki ma Pan gust a to dla architekta jest bardzo ważne, żeby zrobić odpowiedni projekt. To po pierwsze. Po drugie na przygotowanie tego miałam naprawdę mało czasu więc nie na miejscu jest oczekiwanie cudu. Nasiosę poprawki i gdy projekt będzie gotowy odezwiemy się. Dziękuję — mówię najbardziej opanowanym głosem jakim tylko potrafię, chociaż trzęsie mnie w środku… Tyle, że nie ze złości co z podniecenia. Carla! Uspokój się! Krzyczę na siebie w myślach.

— Dobrze, będę czekać na telefon. Dziękuję. Do widzenia Paniom — uśmiecha się i wychodzi a ja czuje, że tak łatwo z nim nie będzie.

Rozdział 3

Dziś o dziwo spałam cudownie. Muszę odpocząć po ciężkim tygodniu. Projekt, koszmary, Martin Fahrt. No właśnie…

Dostaję gęsiej skórki na myśl o nim i czuję kłucie w podbrzuszu. Kiedy ostatni raz tak się czułam? Jak poznałam … No właśnie … Nie … Nie chcę tego pamiętać!

I żeby to zrobić to muszę trzymać się jak najdalej od mężczyzn. Przynajmniej na razie.


Piękny dzień dzisiaj, w sam raz na poranny jogging. Przebiegnę się trochę, wezmę prysznic i może wybiorę się na małe zakupy. Tak, to jest myśl. A potem wezmę się za projekt, chcę go skończyć jak najszybciej i mieć już to za sobą.

Biegnę. Biegnę przed siebie. Układam sobie cały natłok myśli kłębiących się w mojej głowie. Prawie mi się to udaje, gdy nagle jak z pod ziemii wyrasta nie kto inny jak Martin Fahrt. No kurwa!!! A on co tutaj robi? Nie ma już innych ulic w tym mieście?!

— Widzę, że wpadanie na ludzi ma Pani we krwi — mówi do mnie z uśmiechem.

— Przepraszam. Nie zauważyłam Pana — mówię cicho.

— Musi pani bardziej uważać, w przeciwnym razie zrobi Pani sobie krzywdę.

Dopiero teraz zauważam, że trzyma mnie w swoich ramionach i o dziwo jest mi z tym dobrze. Carla, uspokój się!!! Pamiętaj, narazie żadnych mężczyzn w twoim życiu.

— Przepraszam Pana jeszcze raz — powtarzam.

— Hm… Jak projekt? — pyta.

— W porządku. Za dwa dni będzie gotowy. — No to pięknie Carla, świetne posunięcie. Dwa dni? Co ci przyszło do głowy?!

— O miło mi to słyszeć. Ale czy nie powiedziała Pani wczoraj, że architekt powinien poznać gust klienta przed wykonaniem zlecenia? — pyta rozbawiony.

Miękną mi kolana i czuję ukłucie w podbrzuszu. Czy on może przestać się uśmiechać?!

— Przecież powiedział mi Pan, gdzie mam nanieść poprawki — odpowiadam szybko. Zbyt szybko.

— Czy Pani się denerwuje? — mówi dalej nie wypuszczając mnie z objęć.

— Nie. Skąd to panu w ogóle przyszło do głowy. — Tak, tak, denerwuje się bo jesteś zbyt blisko mnie.

— Może wybierzemy się na kawę Carlo. Chyba możemy mówić sobie po imieniu?

— Serdecznie dziękuję ale mam napięty grafik na dzisiejszy dzień. W końcu za dwa dni muszę oddać bardzo ważny projekt Martinie. Miłego dnia — odejdź Carla i to szybko.

Biegnę zostawiając go na środku ulicy z jego zawadiackim uśmiechem. Biegnę jak najdalej od niego próbując się uspokoić. Jednak w głębi duszy coś mi mówi, że to nie koniec. To dopiero początek całej znajomości z Martinem Fahrtem.


Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i ruszyłam na zakupy. Po drodze zadzwoniłam do Kate.

— Cześć. Moja droga może miałabyś ochotę na małe szaleństwo zakupowe?

— W twoim towarzystwie zawsze — odpowiada rozbawiona Kate.

— To świetnie, będę po Ciebie za 15 minut — rozłaczam się.

Tak spędzę z Kate popołudnie a potem wezmę się za ten cholerny projekt. W końcu jak ja to powiedziałam: Będzie gotowy za dwa dni. Jasna cholera ja i ten mój nie wyparzony język. Będę musiała zarwać nockę, żeby go skończyć na czas.

Docieram pod dom Kate, która już na mnie czeka.

— Hej Carli — wita się — skąd ta nagła ochota na zakupy, przecież Ty ich nie cierpisz — unosi brew.

No i zaraz zaczną się pytania. Cała Kate, nic przed nią się nie ukryje.

— Nie no tak po prostu pomyślałam, że mały wypadzik nam nie zaszkodzi. — No nieźle, w to zapewne mi nie uwierzy.

— Uhm… tak jasne… — ciągnie Kate.

— O co Ci chodzi? — pytam zagniewana.

— Nie o nic, o nic — urywa nagle temat.

Na szczęście o nic więcej nie pyta. Całe popołudnie spędziłyśmy w galeriach i o dziwo świetnie się bawiłam. Po całym tym maratonie postanowiłyśmy pójść na małą kawę do naszej ulubionej kawiarni.

— Dobra teraz nawijaj — zaczyna Kate.

— Ale niby o czym? — udaję zdziwienie. Wiedziałam. Wiedziałam, że będzie dociekać prawdy.

— Nie udawaj głupiej — niecierpliwi się jak zwykle.

Jezu … Kate i ta jej cholerna ciekawość.

— Nie naprawdę nic. Mam poprostu dość duży projekt na głowie, który muszę oddać za dwa dni i trochę się denerwuję. Tym bardziej, że klient jest dość wymagający — myślę, że ta odpowiedź powinna jej wystarczyć.

— Taaa i dlatego masz maślane oczy, uśmiechasz się sama do siebie i błądzisz myślami … — Kate się śmieje.

No jak słowo daję, ona powinna pracować w FBI a nie w agencji reklamowej!

— Ja robię maślane oczy?! Przypominam Ci, że to Ty wiecznie chodzisz z głową w chmurach przez swojego Boba. A właśnie co u niego słychać?

— Wszystko w porządku i nie zmieniaj tematu — no jak to zwykle moja przyjaciółka nie daje się zbić z tropu.

— Ok, ok opowiem Ci wszystko… — w końcu kapituluję bo wiem, że inaczej nie da mi spokoju.

— A więc… — zaczynam.

Rozdział 4

— Aaaa!!! — piszczy. — Poznałaś najgorętsze ciacho w mieście i nic mi nie powiedziałaś! Jak mogłaś! — krzyczy na mnie.

— Jakie ciacho?! O czym Ty mówisz?! — parskam wręcz. Moja przyjaciółka zaczyna mnie wkurzać.

— Dobra, dobra już teraz wiem czemu jesteś taka zamyślona. Podoba Ci się! — śmieje się ze mnie.

— Martin Fahrt to najgorętszy mężczyzna w mieście. Przystojniak i bogacz w jednym ale słyszałam, że ta jego narzeczona to niezła flądra — ciągnie dalej temat.

— Posłuchaj może i jest przystojny, ale to nie znaczy, że mi się podoba. — Zaczynam się irytować.

— Uhm… — nabija się.

— Posłuchaj, doskonale wiesz, że unikam mężczyzn i wiesz z jakiego powodu, więc przestań mi tu wyjeżdżać, że podoba mi się niby pogromca kobiet Martin Fahrt, dobrze! — wkurzyłam się i to naprawdę.

— Nie chcę mieć nic wspólnego z żadnymi facetami, czy z nim czy z kimkolwiek innym, może by było inaczej gdyby to się nie zdarzyło… gdyby on nie zrobił… tego co zrobił… — brak mi tchu, nie chce mówić dalej. Mój wzrok wraca na Kate, siedzi jak zamurowana i patrzy na coś za mną. Co do … — odwracam się … i … zastygam.

O nie!!!

— Dzień dobry — mówi z uśmiechem nie kto inny jak Martin.

— Dzień dobry — zdążyłam wydukać. Kate dalej siedzi jak zamurowana.

— Hm… Nie wiedziałem, że o mnie myślisz Carlo, bardzo mi miło — rzuca ze swoim pięknym uśmiechem. A mi od razu całe ciało sztywnieje.

— Carlo? — pyta zdziwiona Kate.

— Tak, poznaliśmy się już. Nie sądziłem, że znów się spotkamy w osobistych okolicznościach — mówi.

W jakich kurwa znowu osobistych okolicznościach! Co on sobie wyobraża?!

— Jestem Martin Fahrt a Pani? — zwraca się do Kate.

— Kate. Kate Tarley. Miło mi Pana poznać — uśmiecha się do niego.

No i czego się szczerzysz dziewczyno. Ciekawe co na to by powiedział twój ukochany Bob?!

Nagle Kate patrzy na zegarek. Ciekawe co ona kombinuje.

— Kurczę jestem spoźniona, serdecznie was przepraszam ale muszę uciekać. Carla zdzwonimy się. Miło było Pana poznać — zwraca się do Martina.

Pieprzona Kate co ona sobie wyobraża, dlaczego mi to robi?! Już ja się z nią policzę.

— Witaj Carlo. — Martin siada naprzeciwko mnie.

— Jak się miewasz?

— W porządku — odpowiadam beznamiętnie.

— Świetnie. Skoro już tu jesteśmy to może napijemy się kawy? Ja stawiam. — Uśmiecha się mam wrażenie, że złowieszczo.

— Nie, dziękuję. Właśnie skończyłam — odpowiadam.

— To ja się napiję a Ty dotrzymasz mi towarzystwa — stwierdza.

— Przepraszam, ale w tej chwili nie mam ochoty na dotrzymywanie towarzystwa komukolwiek — odpowiadam.

A zwłaszcza Tobie! Dodaję w myślach.

— A więc Carlo pozwól, że spytam … Cóż za mężczyzna tak zniechęcił Cię do jakichkolwiek relacji damsko-męskich? — pyta nagle.

No co za człowiek! Co go to obchodzi!

— To chyba nie jest Twoja sprawa — irytuję się, ale staram zachować spokój.

— Lubię wiedzieć coś o ludziach z którymi pracuję — uśmiecha się.

— Ale my razem nie pracujemy. Z tego co pamiętam to można powiedzieć, że to ja pracuję dla Ciebie. Zresztą niedługo ta praca się zakończy — odpowiadam już prawie wkurzona do granic możliwości.

— Hm… Nie byłbym tego do końca taki pewien. Mam nowy pomysł co do sypialni i chyba będę chciał go wdrożyć… Tak więc do zobaczenia Carlo — powiedziawszy to nagle wstaje i odchodzi.

W co ten dupek sobie ze mną pogrywa! Mam ochotę go udusić! Co za egoistyczny, pewny siebie człowiek. I do tego piekielnie przystojny.

Wkurzona do granic mozliwości wracam do samochodu, gdzie czeka na mnie Kate. Do tego wszystkiego cieszy się nie wiadomo z czego.

— Dlaczego to zrobiłaś?! — wrzeszczę.

— Ale co? — udaje niewiniątko.

— No to! Dlaczego nas zostawiłaś samych!

— No przecież nic Ci się nie stało z tego co widzę. Nie chciałam wam przeszkadzać.

— Niby w czym?!

— No w rozmowie. Widać było, że chcecie zostać sami… — ciągnie bez sensu.

— Jacy sami?! Jacy sami?! Co ty bredzisz? — jestem totalnie wkurzona.

— No sami … Oj Carli przecież widzę, że on Ci się piekielnie podoba, dlatego zostawiłam was samych. — Mówi spokojnie jak do dziecka.

— Nie no ja wiedziałam, że jesteś szurnięta, ale aż tak — rzucam zrezygnowana.

— Carli, obie doskonale wiemy, że jest mega przystojny. Szkoda tylko, że ma narzeczoną… — urywa patrząc na mnie oczekując mojej reakcji.

— No właśnie. Ma narzeczoną więc zamknijmy w końcu ten temat, dobrze? A teraz wracajmy, mam naprawdę dużo pracy dzisiaj — ganię Kate i wiem, resztę dnia i noc spędzę nad projektem domu Martina Fahrta.

Rozdział 5

— Proszę, zostaw mnie! — krzyczę.

— Zamknij się. Czas się skończył, miałaś go wystarczająco dużo, żeby zrobić to o co prosiłem. Ale ty nie, ty nigdy przecież nie możesz zrobić tego o co się ciebie prosi!!! — wrzeszczy na mnie.

— Dobrze wiesz, że nie mogłam! Ono nie jest niczemu winne!

I w tym momencie pada cios. Upadam na podłogę czując ból i smak krwi. Kolejny cios dostaję w brzuch i następny… a potem zapada ciemność.


Nie!!!! Budzi mnie mój własny krzyk. Jezu znowu to samo. Budzę się zlana potem. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, tak byłam pochłonięta projektem. I jeszcze ten sen a raczej koszmar. Kiedy to się skończy.

Patrzę na projekt. Na szczęście skończyłam, więc będę miała cały wolny dzień. Patrzę na zegar 3.30 w nocy. Sprawdzam czy wszystkie drzwi i okna napewno są zamknięte, jak zwykle po koszmarach. Idę do łazienki wziąć prysznic. Jestem cała spocona i przestraszona. Może zrobi mi się lepiej. Powoli się rozbieram, bolą mnie wszystkie mięśnie, wchodzę pod prysznic. Gorąca woda zaczyna spływać po moim ciele i powoli zaczyna przynosić ulgę mojemu zbolałemu ciału. Zaczynam namydlać się cała, w końcu zatrzymując się na bliźnie na brzuchu. Jest niewielka, ale do końca życia będzie mi przypominać o tym co się stało, co utraciłam. Spłukuję się. Woda jest taka kojąca. Powoli się odprężam, ale wiem że będzie mi teraz trudno zasnąć. Wychodzę spod prysznica i podchodzę do niewielkiej apteczki. Otwieram i biorę do ręki małą fiolkę leków uspokajających. Przez długi czas były nieodłączną częścią mojego życia, ale to już przeszłość. Otwieram fiolkę, zostało jeszcze kilka tabletek. Po chwili namysłu zażywam jedną. Może ona pomoże mi zasnąć. Przebieram się w swoją ulubioną piżamę, którą dostałam od Kate na urodziny. Jest błękitna w kolorowe tulipany, uwielbiam tulipany, po czym kładę się do łóżka. Leżę jeszcze przez chwilę i zaraz zapadam w błogi sen. Zanim to jednak następuje widzę parę przepięknych, ciemnych oczu, które mnie świdrują przyprawiając o gęsią skórkę.


Ze spokojnego snu wyrywa mnie dźwięk telefonu. Z ociąganiem się odbieram.

— Halo — rzucam do słuchawki.

— Carla! Dzwonię do Ciebie i dzwonię. Ty wiesz w ogóle, która jest godzina?! Od zmysłów odchodzę, wszystko w porządku? Miałaś być u nas godzinę temu?!

To Ed, miałam być dzisiaj na obiedzie!

— Ed, przepraszam. Zarwałam noc nad poprawkami projektu.

— Pierwszy się nie przyjął? — pyta z troską w głosie.

— No niestety, musiałam nanieść kilka poprawek — odpowiadam zrezygnowana.

— Ok. Jestem w stanie Ci to wybaczyć ale nie rób nam tego więcej. Naprawdę bardzo się martwiliśmy, kiedy się nie pojawiłaś a do tego nie odbierałaś telefonu — delikatnie mnie beszta.

— Wiem, jeszcze raz bardzo Cię przepraszam. Wpadnę do was niedługo tylko trochę się doprowadzę do ładu. — Śmieję się.

— Dobrze więc do zobaczenia niedługo — żegna się Ed.

— Do zobaczenia.

Rozłączam się. Nieźle, ale sobie pospałam. Jednak muszę przyznać, że w końcu jestem wypoczęta. Szybko idę do łazienki i zaczynam się szykować.


— Hej Edi. Jeszcze raz Cię serdecznie przepraszam — całuję brata na powitanie.

— No już Ci wybaczyłem, ale nie rób tak więcej — przytula mnie Ed.

— Tak nie rób tak więcej — z salonu wychodzi ciężarna Emilly.

— Twój brat od zmysłów tu odchodził jakby nie wiadomo co się stało. Żadne tłumaczenia nie docierały. — Śmieje się i przytula mnie delikatnie z racji swojego pokaźnego brzucha.

— Witaj Emilly, jak się dziś czujesz? — pytam.

— A świetnie tylko kruszynka dziś bardzo ruchliwa od rana — głaszcze swój brzuch.

— Chodź zjesz z nami. Z racji paniki jaką siał Twój brat obiad też jest spóźniony — patrzy z wyrzutem na Ediego a ten całuje ją w czoło.

— Ciocia! — wykrzykuje Jose.

— Hej urwisie. Mam coś dla Ciebie, ale dostaniesz dopiero jak wszystko zniknie z Twojego talerza — odpowiadam.

Mały robi naburmuszoną minę ale po chwili przystaje na moją propozycję.

— Ed mówił, że zarwałaś noc nad projektem?

— Tak, niestety musiałam nanieść kilka poprawek, w sumie to nawet sporo poprawek — odpowiadam niechętnie.

— To chyba masz dość wymagającego klienta? — mówi Emilly i uśmiecha się do mnie znacząco.

Co jest z nimi wszystkimi do jasnej cholery?! Najpierw Kate a teraz moja własna szwagierka! Nawet ona przeciwko mnie?

— No można tak powiedzieć… — mówię.

— Dobra. Dość tej rozmowy o pracy — wtrąca Ed.

O dzięki Ci braciszku. Chociaż Ty jesteś po mojej stronie.

Reszta obiadu minęła w przyjemnej atmosferze, Jose dostał swój prezent. Model samolotu, uwielbia je. Więc zabrał się razem z Edim za sklejanie a ja pomagałam Emilly w kuchni.

— No dobra, to opowiedz mi o tym Martinie. — Nagle mówi Emilly.

O mało nie zachłysnęłam się kawą, skąd ona wie… No tak cholerna Kate.

— Ale nie ma o czym opowiadać. To klient firmy, w której pracuję,

ja robię projekt jego domu. Normalne zlecenie — odpowiadam,

ale szwagierka nie daje za wygraną.

— Słyszałam, o waszym spotkaniu w jakiejś kawiarni…

— Co ta Kate Ci naopowiadała?! Spotkaliśmy się przypadkiem, kiedy byłam na kawie właśnie z Kate. — Mówię coraz bardziej poirytowana.

— Nie denerwuj się Carla, proszę. No ale powiedz, naprawdę jest tak okropnie przystojny jak na zdjęciach?

Patrzę na nią ale w końcu odpowiadam:

— No jest, powiedziałabym, że jeszcze bardziej niż na zdjęciach…

— Kto jest przystojny? — nagle do kuchni wchodzi Ed i patrzy to na mnie to na swoją żonę.

— No ten aktor, który grał w filmie co oglądaliśmy — odpowiada szybko Emilly.

Brawo szwagierka! Wiesz jak uratować sytuację.

— Ech wy kobiety… — wzdycha Edi. Bierze sok, dwie szklanki i wychodzi.

Patrzymy na siebie z Emilly i wybuchamy głośnym śmiechem.


No i mamy poniedziałek. Czas oddania projektu. Przysięgam, że jak znowu coś wymyśli to nie ręczę za siebie. Mimo korków docieram do pracy pół godziny przed czasem. Będę miała czas na zrobienie kawy i rozmówienie się z Kate, na pewno juz jest w pracy. Szybko zaparzam kawę i wybieram się do jej biura.

— Hej Carli. Co tam? — uśmiecha się na mój widok.

— A to Ty mi powiedz? — zaczynam atak.

— Nie rozumiem?

— Dlaczego opowiedziałaś mojej szwagierce o moim przypadkowym spotkaniu z Martinem? Czy przestaniesz sobie wyobrażać w końcu, że mnie i jego coś łączy? — mówię wzburzona.

— Carla to nie tak…

— A jak?! — przerywam jej.

— Posłuchaj. Tam w kawiarni odeszłam dlatego, że widziałam jak na Ciebie patrzy. Nie sądzę byś była mu obojętna.

— Co ty wygadujesz. On ma narzeczoną — prycham.

Kate patrzy na mnie jak na wariatkę.

— Carli, obie dobrze wiemy, że i on nie jest Ci obojętny — łapie mnie za ramiona.

— Nie możesz cały czas zamykać się na mężczyzn. Wiem, że to co się stało bardzo Cię zraniło ale ile to już lat minęło? — pyta

W moich oczach czuję, że zaczynają wzbierać łzy.

— Pięć… — odpowiadam. Wczoraj minęło pięć lat.

— No właśnie. Czas najwyższy zacząć żyć Carla — przytula mnie.

— Nie chciałam Cie zdenerwować, ale wiesz jak wszyscy się o Ciebie martwimy i chcemy Twojego szczęścia.

— Wiem… — mówię i zaczynam płakać.

— Ciiii — uspokaja mnie Kate.

Odsuwam się od niej.

— Przepraszam, że na Ciebie naskoczyłam, nie powinnam. Ostatnio nie sypiam zbyt dobrze — mówię.

— Spokojnie. Koszmary prawda?

Przytakuję skinieniem głowy.

— Dlatego musisz zacząć żyć i otwierać się na ludzi, a wtedy i one znikną, zobaczysz. A teraz chodź. Z tego co wiem to za jakieś 15 minut masz spotkanie z Martinem. Musimy poprawić Twój makijaż, a raczej to co z niego zostało — uśmiecha się prowokacyjnie.

Dziesięć minut później siędzę w sali konferencyjnej z szefową i czekamy na naszego klienta.

— Carla? Dobrze się czujesz? Jeśli chcesz idź do domu nie wyglądasz najlepiej — mówi zatroskana szefowa.

— Nie, w porządku wszystko — odpowiadam.

Niestety czerwonych od płaczu oczu nie dało się zamaskować.

Odzywa się sekretarka w interkomie.

— Pan Fahrt do Pani.

— Proszę go wpuścić — odpowiada szefowa.

Słyszę jak wchodzi, moje ciało go wyczuwa, ale staram się na niego nie patrzeć.

— Witam Panie — słyszę jego szarmancki głos.

— Dzień dobry. Możemy zaczynać? — pyta go szefowa.

— Oczywiście. Niestety nie mam całego dnia na to by tu siedzieć, więc zobaczmy szybko jak wygląda ten projekt. — Odpowiada z bezczelnością w głosie.

— Carlo. Zaczynaj.

Podchodzę do biurka i staram się na niego nie patrzeć. Powoli, spokojnie pokazuję mu całość i zaczynam omawiać.

— Tak, wszystko się zgadza i wygląda w porządku, jednak moja narzeczona zmieniła plany co do sypialni…

Że co kurwa! No on sobie chyba żartuje!

— Wieczorem prześlę Pani instrukcję co do poprawek…

W tej chwili rozlega się głos sekretarki:

— Przepraszam, że przeszkadzam ale szefowa jest pilnie proszona do działu kadr.

— Już idę — odpowiada.

— Carlo dokończ z Panem Martinem — zwraca się do mnie.

— Oczywiście — odpowiadam.

Zaraz to z nim skończę na amen.

Tylko jak zamykają się drzwi Martin ujmuje mnie za brodę.

— Mówiłem, że to jeszcze nie koniec …

Patrzę na niego tymi swoimi czerwonymi oczami i pytam.

— W co ty sobie ze mną pogrywasz?! Myślisz, że jak jesteś jednym z najbogatszych ludzi w tym kraju to można Ci w ten sposób traktować innych? — niemal krzyczę.

Wyrywam mu się i podchodzę do okna.

— Prześlij mi te instrukcje ale ostrzegam, ostatni raz robię poprawkę projektu dla Ciebie. Nie będziesz sobie ze mną pogrywał!

Nagle doskakuje do mnie.

— Carlo, czy Ty płakałaś? — pyta.

Wyraz twarzy mu się zmienił w jednej sekundzie. Nagle jest jakiś zatroskany… Ale po co …

— Carlo? Pytam o coś — mówi stanowczo.

— Nie Twoja sprawa. Myślę, że nasze spotkanie na dziś się zakończyło. Wiem co mam robić. A teraz żegnam — mówię jednym tchem.

— Nie wyjdę dopóki mi nie powiesz, dlaczego płakałaś?! — grozi.

On mi grozi. On mi kurwa grozi. Myśli, że po tym wszystkim co przeszłam przestraszę sie jego?!

— Bo miałam na to ochotę. Zadowalająca odpowiedź? A teraz proszę Cię wyjdź.

Cisza.

— Dobrze. W takim razie żegnam. — Mówiąc to wychodzę.

Szybko uciekam do windy. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza i ukoić nerwy.

Wchodzę a Martin wpada za mną.

— Carlo nie uciekaj.

— Ja nie uciekam. Poprostu wychodzę, z tego co pamiętam Ty nie chciałeś tego zrobić.

Nagle chwyta moją twarz w swoje dłonie i przyciska mnie do ściany.

— Czy to przeze mnie płakałaś? — pyta niemal szeptem.

— Nie schlebiaj sobie. Mam wiele innych powodów do płaczu.

— Tak? Chciałbym wiedzieć jakie. — Jego twarz jest coraz bliżej mojej, coraz bardziej czuję rosnące między nami napięcie. Słyszę jak dyszy… w moje usta… Nie. Nie mogę na to pozwolić. Moje ciało całe sztywnieje z pożądania. Nieśmiało oblizuję wargi.

W tym momencie otwierają się drzwi windy. Martin odskakuje ode mnie tak szybko jak przy mnie się znalazł.

Od razu słychać znajomy, piskliwy, kobiecy głos.

Rozdział 6

— Martin! Co Ty robisz w windzie z tą niezdarą! — wykrzykuje narzeczona Martina.

Nie no pięknie, jeszcze jej tutaj dzisiaj brakowało.

— Wypraszam sobie — odgryzam się.

— Nancy, pozwól, że Ci przedstawię. To jest Carla Male, główny architekt naszego domu.

— Ona?! Przecież miałeś nas umówić z architekt, którą polecił mój ojciec! — wrzeszczy jak poparzona.

— Ale to jest właśnie ta architekt.

Muszę przyznać, że zabawnie wygląda ta panieneczka jak się złości. Tłumię śmiech.

— Przepraszam, ale nie chcę brać dalej udziału w tej przekomicznej sytuacji, więc żegnam Państwa. Ma Pan mój e-mail, więc proszę o przesłanie instrukcji jeszcze dziś, żeby jak najszybciej zakończyć projekt. — Powiedziawszy to odchodzę.

Wychodzę na dwór i staram sie opanować oddech. Kieruję się do kawiarni, muszę napić się kawy, ta cała sytuacja bardzo mnie zmęczyła. Nagle rozlega się dźwięk mojej komórki. To Rebeka.

— Słucham.

— Carla, gdzie jesteś?

— Wyskoczyłam po kawę, wziąć Ci coś?

— Tak. Czarną, dużą, bez cukru i wracaj szybko.

— Ok. Zaraz będę.

Rozłączam się. Wyczuwam kłopoty i wracam szybko do biura.

— Proszę — stawiam przed szefową kubek z kawą.

— Siadaj — mówi szefowa.

Oooo chyba naprawdę dzieje się coś niedobrego.

— Jak zakończyło się spotkanie z Panem Fahrtem? — pyta.

— No jak zwykle kolejnymi poprawkami… Ma przesłać mi instrukcje na e-mail — wzdycham.

— Ciężki z niego klient, naprawdę… Jeśli tym razem będzie miał jakieś obiekcje to przydzielę mu innego architekta. Za dobra jesteś w tym fachu, w kolejce do Ciebie są inni klienci, którzy napewno będą zadowoleni.

— Dziękuję — odpowiadam zaskoczona jej nagłym przypływem szczerości.

— A więc dobrze, tak zrobimy. Teraz wracaj do pracy — uśmiecha się do mnie.

— Jasne.

Wstaję i idę do swojego biura. Siadam przy biurku i łapię się za głowę.

Boże, co za dzień. Ciekawa jestem co mnie jeszcze dzisiaj czeka. Starając się nie myśleć o tym, pogrążam się w pracy.

Z natłoku zajęć wyrywa mnie głos Kate, która wpadła do biura.

— A ty pracocholiczko idziesz dziś do domu? — pyta z uśmiechem.

— Zupełnie straciłam poczucie czasu … Już idę.

Wyłączam wszystko i podążam za Kate.

Po drodze rozmawiamy o tym jak minął nam dzień i o różnych babskich rzeczach.

Do domu docieram późnym popołudniem i sprawdzam czy plan poprawek od Martina przyszedł. Nie ma nic. Piszę do niego, żeby jak najszybciej mi je wysłał.

Idę pod prysznic, potem zjadam sałatkę i znowu sprawdzam e -mail, dalej nie ma nic. Jeśli myśli, że znowu będę zarywać noce to jest w grubym błędzie.

Kładę się wygodnie na kanapie, włączam film i czuję, że odpływam…

Ze snu wybudza mnie dzwonek do drzwi. Dochodzi dwudziesta. Ciekawe kto to o tej porze.

Otwieram i zamieram.

— Martin? A co Ty tutaj robisz? — mówię zdziwiona.

— Chciałem Cię przeprosić za tę sytuację z Nancy i osobiście dostarczyć Ci instrukcję do poprawek domu.

— Ach tak … Dobrze wejdź — zapraszam go do środka.

— Dziękuję.

— Napijesz się czegoś?

— Tak się składa, że przyniosłem trunek ze sobą. Daj kieliszki — mówi do mnie.

Szybko podaję to o co prosi i siadamy na kanapie.

— Proszę, o to wszystko czego potrzebujesz. — Podaje mi kartkę z wytycznymi co do jego domu.

— Dobrze, jutro się tym zajmę. Jak skończę dam Ci znać.

— Nie musisz się śpieszyć — mówi uprzejmym głosem.

— Nie mam zamiaru — odpowiadam upijając pierwszy łyk wina.

— Zadziorna z Ciebie kobieta — śmieje się.

— A ty jesteś bardzo denerwujący — odpowiadam.

Patrzmy sobie przez chwilę w oczy i czuję, że odpływam na widok tego ciemnego, świdrującego spojrzenia. Carla opamiętaj się. Z niechęcią odwracam wzrok.

— Hm… Także kiedy chcesz zacząć budowę?

— Myślę, że jeszcze w tym roku — odpowiada cały czas patrząc na mnie. To zaczyna być krępujące ...ale i podniecające.

— O ile nic się nie zmieni — dodaje po chwili.

— Zmienić to się ewentualnie może pogoda, więc musisz się pospieszyć — śmieję się do niego.

— Jak na razie to nie mam jeszcze gotowego projektu. Pani architekt bardzo się ociąga — mówiąc to przysuwa się do mnie bliżej.

— A może klient jest zbyt wymagający i ciągle coś mu nie pasuje — podejmuję wyzwanie, to chyba przez to wino…

— A może klient po prostu lubi być wymagający… szczególnie wobec niektórych, pięknych kobiet.

— Ale nie każdej kobiecie to się może podobać… — ciągnę temat dalej.

Ostawiam kieliszek z winem, coraz bardziej skrępowana zaistniałą sytuacją. To zbyt daleko zaszło, on ma przecież narzeczoną. Wstaję i podchodzę do okna.

Po chwili czuję, że staje za mną. Łapie mnie za ramiona i wtula twarz w moje włosy.

Jego dotyk, zapach staje się nie do zniesienia. Muszę to zatrzymać.

— Martin, co Ty robisz… — mówię chrapliwie.

— Ciiii Carlo…

— Nie możemy tak, ja pracuję dla Ciebie… — ledwo stoję na nogach. Jego oddech pieści delikatnie moją skórę szyi. Podniecenie narasta we mnie coraz bardziej.

— Ale nie w tej chwili … Jesteś piękna Carlo… I charakterna, całkowite przeciwieństwo Nancy…

Nancy!!! To co powiedział zadziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. Na niego zresztą chyba też. Natychmiast odsuwam się od niego.

— Carlo… Ja bardzo Cię przepraszam … Nie wiem co we mnie wstąpiło — tłumaczy pokrętnie.

— Powinieneś już iść. Odezwę się jak skończę zlecenie — mówię szybko. Tylko tyle jestem w stanie wydusić.

— Tak masz rację. Do zobaczenia — zabiera marynarkę i wychodzi.

A ja zostaję sama na środku salonu i czuję jak łzy zaczynają ściekać po policzkach.

Łapię za telefon i dzwonię do Kate, muszę z kimś porozmawiać.

Odzywa się po drugim sygnale.

— Hej złociutka — zaczyna.

— Kate… mogłabyś przyjechać… — kończąc to wybucham płaczem.

— Carla! Carla! Co się stało?! Halo… Zaraz u Ciebie będę. — Rozłącza się, a ja leżę i płaczę czekając na przyjaciółkę.

Kate wpada jak burza. Podbiega do mnie i bierze w ramiona nie pytając o nic.

— Ciii maleńka, jestem już. Płacz jeśli ma Ci to pomóc — mówi do mnie spokojnie.

— Kate… Nie wiem co mam myśleć… — zaczynam.

— Chodzi o Martina?

Kiwam głową.

— Zrobił Ci coś?! — pyta gniewnie.

— Nie. Po prostu przyszedł niby przeprosić mnie za sytuację, która miała miejsce dziś w biurze. Siedliśmy, rozmawialiśmy, piliśmy wino i nagle…

— Nagle… — drąży Kate.

— Przytulił mnie, zaczął mówić jaka jestem piękna i w ogóle…

— No i dlatego płaczesz? — wtrąca Kate.

— W pewnym momencie powiedział, że jestem całkowitym przeciwieństwem Nancy, jego narzeczonej… Wtedy oprzytomnieliśmy… Gdyby nie to nie wiem jakby się to skończyło — tłumaczę jednym tchem.

— Yyyy… nieźle — Super. Nawet Kate nie wie co powiedzieć.

— Kate… Ja chyba … chyba coś do niego czuję! — wykrzykuję wstając z łóżka.

Oczy Kate robią się szerokie a na twarzy pojawia się uśmiech.

— I co w tym złego. To normalne, że ludzie się sobie podobają i zaczynają czuć coś do siebie — uspokaja mnie podchodząc.

— Kate, on ma swoje życie, swoje plany i niedługo bierze ślub. Nie powinnam nic do niego czuć…

— Przypominam Ci, że to nie od nas zależy w kim się zakochujemy…

Znowu wybucham płaczem i przytulam się do Kate.

— Carla. Nigdy nie wiadomo jak nasze znajomości się rozwiną. Serce nie sługa — pociesza mnie.

Marne to pocieszenie.

— Wiem co muszę zrobić. Skończyć zlecenie i raz na zawsze zapomnieć o nim.

— Jesteś tego pewna? — pyta Kate.

— Tak jestem.

Nigdy nie byłam chyba niczego taka pewna. Tak… to jest jedyne wyjście z tej sytuacji.


Nazajutrz idę do pracy prawie godzinę przed czasem. Chcę zostawić dla Rebeki gotowy projekt i nie mam zamiaru spotykać się z Martinem. Wezmę tydzień wolnego. Tak. To bardzo dobry pomysł. Jeśli znów będzie miał jakieś uwagi, niech Rebeka przydzieli mu innego architekta. Wchodzę do biura, na szczęście szefowa jest już u siebie. To jest przykład pracoholiczki. Uśmiecham się w myślach. Piękna, wysoka, zadbana kobieta, która wie czego chce. Stanowczo dąży do celu. Ale przy tym bardzo wrażliwa. Nie mogłam trafić na lepszego pracodawcę.

— Witaj Rebeko. Mogę zająć Ci chwilę? — pytam nieśmiało.

— Jasne. Wchodź — odpowiada.

— Przyniosłam gotowy projekt dla Martina Fahrta.

— Super. Mam nadzieję, że w końcu to zakończymy bo ten facet blokuje mi moją najlepszą architekt. Umówię z nim spotkanie na jutro rano — puszcza do mnie oko.

— No właśnie. Chciałabym poprosić Cię o tydzień wolnego.

— Stało się coś? — patrzy na mnie badawczo.

— Nie, wszystko w porządku. Tylko ostatnio po prostu nie najlepiej się czuję, mam jeszcze trochę zaległego urlopu i chciałabym go wykorzystać — mówię pokrętnie mając nadzieję, że mi uwierzy.

— Hm… No dobrze, wprawdzie projekt mogę przedstawić sama. Ale na pewno wszystko w porządku? — pyta z troską w głosie.

— Tak na pewno. Chcę tylko odpocząć. — Odpowiadam sama nie do końca wierząc w to co mówię.

— Dobrze. Dam Ci urlop, W końcu należy Ci się, w ostatnich miesiącach pracowałaś na najwyższych obrotach, chwila wytchnienia dobrze Ci zrobi — mówi z uśmiechem.

— Dziękuję — wstaję i odchodzę.

— Miłego wypoczynku Carlo.

— Dziękuję.

Wychodzę, jednak Rebeka zatrzymuje mnie w jeszcze w drzwiach.

— Carlo?

— Tak?

— Czy gdyby jednak były uwagi jeszcze co do tego zlecenia, to dać Ci znać czy przydzielić kogoś innego?

Uśmiecham się w myślach.

— Jeśli możesz przydziel kogoś innego.

— Dobrze. Jeszcze raz miłego wypoczynku. A teraz zmykaj i ciesz się urlopem — kończy temt Rebeka.

— Dzięki — żegnam się i zamykam za sobą drzwi.

Kierując się do wyjścia piszę szybko smsa do Kate, że nie będzie mnie przez najbliższy tydzień, nie chcę jej teraz tłumaczyć dlaczego, chociaż wiem, że to mnie nie ominie.

Zadowolona wychodzę z budynku i cieszę się, że nie będę musiała oglądać Martina.

Rozdział 7

Postanowiłam, że na urlopie odświeżę trochę swoje mieszkanie i zrobię porządki. Dawno tego nie robiłam. Zawsze mnie to uspokajało. Wybrałam się więc po potrzebne materiały. Tak… przemaluję salon i kuchnię. Już dawno chciałam to zrobić.

W trakcie zakupów odzywa się mój telefon. To Rebeka. Kurczę.

— Słucham?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 24.54