E-book
12.6
drukowana A5
45.32
W porywach poezji

Bezpłatny fragment - W porywach poezji

Objętość:
264 str.
ISBN:
978-83-8440-727-1
E-book
za 12.6
drukowana A5
za 45.32

Wstęp

Drogi Czytelniku,


przed Tobą tom poezji, na który składają się wiersze Poetek i Poetów — członków Tarnowskiej Grupy Autorów. „W porywach poezji” jest zbiorem przekazów prezentowanych podczas comiesięcznych spotkań, od kwietnia do grudnia 2025 r. (z wyłączeniem lipca i sierpnia). Każdy poetycki miesiąc wyznaczał inny temat, a ten z kolei przekładał się na różnego rodzaju refleksje. Meandrujące po wrażliwych zakamarkach ludzkich serc i dusz myśli, zamknięte zostały w strofach wierszy.


Pozwól, Czytelniku, że zabierzemy Cię także w podróż przez zmieniające się pory roku. W wiosenno–letnią radość pełną życia, która za sprawą nieuchronnego przemijania, wprowadza w jesienną wielobarwność, a następnie w otuloną białym puchem zimę — w poetycki nastrój zadumy i melancholii, ogrzewający wzruszenia w blasku świec.


W każdej strofie autorzy pozostawili cząstkę siebie z nadzieją, że ich wrażliwość odnajdzie pokrewną duszę wśród miłośników poezji.


Życzymy przyjemnej lektury!

W porywach poezji

Pomysłodawcą powstania niniejszej antologii jest

Monika Orman.


Tekst do druku złożyła Monika Orman.

Autorką tytułu antologii jest Maria Kwater.

Autorką obrazu zamieszczonego na okładce

jest Janina Piwowarczyk.


Prawa autorskie zastrzeżone.

Przy publikacji lub rozpowszechnianiu wierszy zawartych

w antologii „W porywach poezji” należy koniecznie

podać imię i nazwisko ich autora.

KWIECIEŃ 2025

Motyl

(pantum)

Motyl atłasowy rozsypuje barwy

Niby malarz chwili w natchnieniu ulotnym,

Flirtuje z fiołkami, czaruje stokrotki,

Elegant ogrodu w garniturku krasnym.


Niby malarz chwili w natchnieniu ulotnym

O obrazach wrażeń w głębi serca marzy,

Elegant ogrodu w garniturku krasnym,

Artysta kolorów jaskrawej symfonii.


O obrazach wrażeń w głębi serca marzy,

Za kropką biedronki pośród kwiatów goni.

Artysta kolorów jaskrawej symfonii,

Paź, pawik, modraszek nicią tęczy tkany.


Za kropką biedronki pośród kwiatów goni,

By barwnie przeżyć to, co i tak się zdarzy.

Paź, pawik, modraszek nicią tęczy tkany

W kosmosie miniatur — nie tylko w przenośni.


By barwnie przeżyć to, co i tak się zdarzy,

Flirtuje z fiołkami, czaruje stokrotki.

W kosmosie miniatur — nie tylko w przenośni

Motyl atłasowy rozsypuje barwy…


— Agnieszka Kowalska — Raszka —

Miłość się kocha

(sonet włoski)

W młodej zieleni malowane słońcem

Bzy kolorami pachną słodkoczule,

W spojrzeniu maja rozpuszczają pukle

Kwiatowej woni w liliowej koronce.


Powietrze barwy i aromat chłonie,

Fiolet się mieni eterycznym tiulem

Liścia, co z kształtu jak serce pulsuje,

Gdy wiatr puch mdławy bierze w swoje dłonie.


Miłość się kocha w tym miodnym zapachu

Bzów, odurzonych perfumami wiosny.

Sączy nektary życiodajne z kwiatów


W czas rozbudzonych feromonów lotnych.

I pośród pąków, miękkich traw i krzaków

Rozdaje hojnie pocałunków słodycz.


— Agnieszka Kowalska — Raszka —

Pandemia

Papież się za nas modli,

na pustym placu w Watykanie.

A ty pijesz herbatę.

Prezydent klęczy przed Czarną Madonną,

ty wysyłasz mema.

Tysiące ludzi umiera

właśnie teraz…,

a ty się złościsz,

że musisz siedzieć w domu…

kwarantanna…

że cię sprawdzą…!

Czy ty wiesz…

rozumiesz…

że właśnie teraz…

zdajemy maturę z człowieczeństwa?


— Maria Korol —

Wielki Piątek 28 marca 2020r. Tarnów

nie na kwarantannie, nie chora, jeszcze?

Wiosna

głowa zajęta niezapominajkami

zapachem bzu

konwalii

i innymi wiosennymi drobiazgami

serce otwarte na radość

zajęte maturą

miłością i kasztanami

i co?…

i pstro!

Wylany atrament na test

serce zgniecione

kwiaty kasztanowca

mają barwę borówek

i co?…

i pstro!

Bzy i konwalie przekwitły

akacje nie rozpoczęły wakacji

niezapominajki zapomniały pachnieć

i co?…

I nic!

Za rok znowu będzie wiosna.


— Maria Korol — Tarnów, 18 czerwca 2021r.

Stół/ Wiosna

Stół


Oto stół wspaniały

A na nim same wiktuały.

Makowce zawijane

I baby lukrowane.

Szynka wędzona

I rzeżucha zielona.

Koszyk pełen pisanek

a po środku święcony baranek.

Jedzcie mili goście

coście schudli w poście.


***

Wiosna


Spadły ostatnie zeschłe liście.

Przymrozek zważył trawy.

Deszcz przemoczył drzewa.

Potem białymi płatkami zawirowało.

Ziemię otulił śnieg.

I tak było długo długo.

Mogłoby tak być,

gdyby nie promyki wiosennego słońca.

Przybiegły, pofiglowały.

Zrobiło się ciepło,

zielono

i mamy wiosnę.


— Maria Guzek —

Wiara

Wysoki strzelisty gotyk

Muzyka

Spływająca z organów

Płożąca się po ścianach

I posadzce.

Tabernakulum

kryjące świętość.

A na ołtarzu

najprawdziwsza cud

— przeistoczenie.

Chłonę słowa ewangelii.

Patrzę na ołtarz

na witraże

w smukłych oknach

I krzyczę

— nie chcę innej wiary.


— Maria Guzek —

dzisiaj

dzisiaj

słońce

patrzyło długo

na moją twarz

jakby chciało tchnąć we mnie

odrobinę człowieka


— Monika Chytroś —

Krokusy/ Wiosenna mżawka

Krokusy


Są kluczem do wiosny

i świętują ze słońcem

odejście zimy


Rozchylają odważnie


płatki kwiatu

zbierając dla spragnionej pory


krople rosy


***


Wiosenna mżawka


Bez zbędnych powitań

budzi do życia

gałęzie i łąki

podaje rękę

nadchodzącej wiośnie

która w tłumie

burzliwych kropli deszczu

przeciera szlak

promieniom słońca

zniewolonym przez mróz


— Izabela Zubko —

Drzewo życia

tłum krzyczał

gdy wbijano gwoździe w Twoje ciało

i stawałeś się jednością z krzyżem


tylko Matka Bolesna

rozumiała Syna


rozbawieni żołnierze

częstując octem

drwili byś się wyzwolił


nie mogłam patrzeć

łzy zmieniły rysy mojej twarzy

modlitwa stała się prośbą

o szybkie zmartwychwstanie

gdy rozległ się głos

Eli, Eli lama sabachtani


zatrzęsła się ziemia


— Izabela Zubko —

Marzanna

Nadchodzę z mrozem,

zamykam świat w lodowej ciszy.

Jestem boginią ośnieżonych pól,

zamarzniętych rzek i jezior.

Moim dzieckiem — wegetacja,

którą delikatnie kołyszę do snu.

Pierwszego dnia wiosny

tonę w nurcie rzeki,

splątana w słomiane wstążki,

gorejące jak pochodnie.

Ale nie znikam.

Co rok powracam,

by rozegrać tę odwieczną grę.

W zimnej dłoni

ściskam ziarno odrodzenia —

początek życia

dla śpiewających ptaków.


— Izabela Zubko —

Bannik

Stojąc w oparach,

zamykam oczy.

Zamieniam przyszłość,

w którą wkrada się dżuma,

leżąca na rozgrzanych

kamieniach.


W myślach szykuję dla niej

brzozowe witki,

twarde jak włos

pachnący koniem,

by przegoniły ją

za próg świata

i uratowały łaźnię

przed zamknięciem.


— Izabela Zubko —

Poszukiwania/ Nic nie działa

POSZUKIWANIA


Zamykam oczy, by zobaczyć marzenia.

Obraz jest jak przypływ i odpływ —

zbliża się i oddala.

Otwieram oczy i szukam,

gdzie schowały się sny —

niektóre czasem znajdę

bo wychodzą na światło dzienne.

Tylko dalej czegoś brak,

może czegoś co głębiej schowane?


***


NIC NIE DZIAŁA


Można mówić do niego jak do kamienia.

Aluzji nie odczyta, mówienie prosto z mostu

nie pomoże, łzy nie wzruszą.

Trudno skruszyć skałę, która nie przyjmuje

żadnych argumentów.


— Wojciech Gieroń —

Kiedy się zazieleni tego jeszcze nikt nie wie

Wiatr porusza gałęzie,

uwalnia drzew energię.

Zmusza je do ruchu, z odrętwienia budzi.

Ich skłony, gesty i znaki przejmują dookolną przestrzeń.

Falą chłodu przenikają ludzi,

żeby mogli zrozumieć, co tkwi w bezlistnym szumie,

w obdarciu, obnażeniu i pozornej śmierci.

Choć jeszcze nagie — śnią o ciepłym wiewie,

kiedy się zazielenią, tego jeszcze nikt nie wie.

Gdy znowu im zaszumi w konarach i w koronach,

gdzie gniazdo można uwić,

przemówią ptasim śpiewem, z ptakami i za siebie.

Przepływem soków, drżeniem,

wzrokiem ukrytym w gąszczu głębokim,

obejmą całość pór roku,

od korzeni schowanych w glebie

po wierzchołek wysoki zawieszony w niebie.


— Zbigniew Mirosławski — 2017 r.

Bezczas

Jest ani kwiecień, ani grudzień…

bezczas dokoła trwa ponury,

po niebie suną ciemne chmury,

senni, zmęczeni wkoło ludzie.


W takiej przestrzeni ćma się miota,

kiedy pogasły wszystkie światła

trudno ulecieć, wkoło matnia,

zostaje tylko czuły dotyk.


Kiedy nostalgia nas dopada

i zdaje się, że nic już po nas,

nie chce się wstawać, nie chce gadać,


causa finita, gra skończona…

to mimo wszystko choć po grudzie,

zdoła nas, cień miłości zbudzić.


— Zbigniew Mirosławski —

Razem

Poderwij duszę jak palec samotną

zabierz w krainę niespodzianych zdarzeń

gdzie skrzydłem motyl zapuka dziś w okno

wolno rapsodię baśniową wymarzy


Zabierz mnie w granat wieczornych witraży

żeby banicja nie była ciężarem

orszakiem wspomnień nie pozwól się sparzyć

zakop topory i czuwaj wytrwale


Zostań i zabierz gdzie smutku kraina

nie sięga pnączem na przekór miłości

zapadłym bytem niech kolan nie zgina

ludzka niestałość co złe gniazdo mości


Bądź ze mną wszędzie gdzie oczy poniosą

przetrwaj najgorsze fale bez wytchnienia

wkopiuj w azylu toń dziś polną wiosną

by cały świat na nasz widok oniemiał


— Ewa Fronk —

Jak sęp arze, ara karze

Zeszła się trafem niesforna para:

ona papuga, on zasępiony.

O gniazdo żadne nie chce się starać,

wciąż wytykają czcze farmazony.


Ara powtarza: -Gdzie ty wciąż latasz?

Trzeba naprawić syfon w łazience!

Jeśli przekroczysz próg, wołam brata!

Nie chcę cię w domu zobaczyć więcej!


Sęp tylko schylił głowę ponuro,

naciągnął kaptur prawie na oczy.

— Ja nie hydraulik, domowa kuro!

I znów z kumplami na piwo skoczył.


Minął dzień jeden, a może cztery,

w garażu światło wysiadło właśnie.

Sępim zwyczajem prawi bajery,

że jest zmęczony i zaraz zaśnie.


— Wezwij kobieto dziś elektryka,

może prąd wyrwał się spod kontroli!

Ja żyrandola nigdy nie tykam!

Jeszcze mi prądem… i mnie zaboli…


Nad ranem wraca po głębszych wielu,

zdziwiony, garścią przeciera ślepia.

W garażu jasno jak na weselu!

Przed zlewem żona i się nie czepia?


W koronkach cała jak kurtyzana,

nawet przystojna, aż się sęp spocił.

Można rzec, prawie w nic nie ubrana,

wesoła jeszcze, ze wzrokiem kocim?


— Co tu się dzieje, gadaj papugo!

Kto to naprawił? Miałaś pieniądze?

— Sąsiad był w nocy, pracował długo,

kazał zaśpiewać lub puścić żądze.


— Co zaśpiewałaś? — Wyrzekł jak struty.

Kiedy odrzekła z zadziornym gestem,

sępowi poszło zapewne w buty:

— Ja piosenkarką przecież nie jestem!


— Ewa Fronk —

eureka

„Z myśleniem jest tak jak z chodzeniem: najpierw człowiek trzyma się ręki matki, a potem odkrywa, że już sam potrafi.”

ks. Józef Tischner

szablony skojarzeń

przetarły szlaki

sukcesów i potknięć


rozum

zapuszcza korzenie

na wyspach Robinsonów

krojąc nietuzinkowość

na własną miarę


teoria stawiania kroków

nie poszła w las

skoro można po lądzie

czemu nie w powietrzu

telepatycznie

wirtualnie


chodzę więc myślę

myślę więc latam

latam bo chcę


— Ewa Fronk —

Przebudzenie/ w tunelu źrenic

dla Janka

Przebudzenie

Masz w sobie światło

jesteś

blaskiem moich oczu

morską latarnią

kradnąc energię

światłem odbitym świecę

jesteś mi słońcem

zostań.


W tunelu źrenic


Wchodzę w tunel twych miodowych źrenic,

nie dzieli nas nawet powietrze,

to unoszę się, to spadam w głąb ziemi,

gdy wypełniasz moją pustą przestrzeń.

Tulisz moje myśli potargane

i w ramionach zamykasz mnie całą,

smakujemy siebie nawzajem,

w głodzie wstydu wciąż mi ciebie mało.

Żeglujemy na fali uniesień,

wokół kłębią się myśli szalone,

to nie ważne, że już życia jesień,

my łapiemy krople wiosny utraconej.


— Maria Kwater —

Maleńka cząstka szaleństwa

„Optymista uważa, że jest to najlepszy ze wszystkich możliwych światów. Pesymista wie, że to prawda.”

Oscar Wilde

Odrobina szaleństwa pomaga przetrwać trudne chwile,

złamanej miłości, rozstania, choroby, śmierci

czy inną życiową zawiłość.

Mówią mi, że jestem niepoważna,

a mnie z tym dobrze,

bo czym jest szaleństwo?

Chorobą, czy sposobem na życie?

Czy można będąc szalonym

kochać, jednocześnie prowadząc spokojne życie?

Miłość, to istne szaleństwo,

a i tak rzucamy się w wir jej namiętności

i w tym szaleństwie trwamy.

A co jeżeli szaleństwo po prostu nas przerasta?

Co wtedy?

różowe tabletki na optymizm, gumowe ściany

i świat zamknięty za bramą,

bramą wstydu?

Odrobina szaleństwa nikomu nie zaszkodzi,

w każdym z nas maleńka cząsteczka gdzieś tam…

we wnętrzu sobie mieszka i czasem z nas wychodzi.

Mówią mi -" jesteś niepoważna”,

mam na to receptę

ze szczyptą szaleństwa,

w różowych okularach,

garścią optymizmu,

doprawionego uśmiechem.

Z taką miksturą nie przetrwać

dopiero byłoby doprawdy

prawdziwym szaleństwem i grzechem.


— Maria Kwater —

W zapachu kwiatów

Pierwsze konwalie, pierwsze miłości,

pierwsze porażki, zauroczenia,

w zielonych szatach maj się rozgościł,

od lat w temacie nic się nie zmienia.


Majowe słońce rozwija pąki

spijając o poranku rosę,

nad łąką niosą pieśń skowronki,

a od dąbrowy słychać kosy.


Pierwsze konwalie, miłości pierwsze

zapach rozdają z pocałunkami,

niewinne jeszcze i najszczersze,

usta otula ich aksamit.


Pierwsze konwalie w bukiet zebrane

błyskają bielą dzbanuszków małych,

obdarowane nim zakochanie

i w tym jest urok wiosny cały.


— Maria Kwater —

Na wzór i podobieństwo lilii

ukryta w górskich ostępach

na styku oddechów ziemi

z błękitami nieba

gdzie krzyżują się aniołów drogi

strzegąc jej cnoty

przed dwunożnym drapieżnikiem

i łowcą trofeów

by sen jej spokojny i błogi

nie wiedział

co to marność świata


rosą obmyta i napojona

lśni bielą perły w promieniach słońca

od wschodu do zachodu

od początku do końca

najpiękniejsza

nieświadoma swej urody


na wzór i podobieństwo lilii

jedwabiu i aksamitu

szeptu i muzyki

kryształ z potoków górskiej wody


rodząca się na kamieniu —

niewinność


— Monika Orman —

W czasu przypływach

czas odmierzam miarowym tętnem

smukłą iglicą w biegu zaklętą

sunę po tarczy

liczę oddechy

minuty w cieniach

naszych uśmiechów

sekundnik biegnie wciąż niespokojny —

goniec przyszłości

w tempie bezwzględnym

zaś godzinami w mniejszym pośpiechu

chwytam za brzegi dnia kolejnego

jak rwąca rzeka

płynę przed siebie

i nie powrócię

w żadnej potrzebie

w lustra odbiciu zmieniam wciąż rysy

choć w oczach płoną

te same iskry

jak wtedy kiedy

noc zaplątałeś

pocałunkami

o smaku wiśni

które po latach na ustach czuję

w czasu przypływach

w nagłych przebłyskach

cichej miłości

która wciąż jeszcze

pragnie się ziścić


— Monika Orman —

Nokturn Es-dur

inspiracja Nokturnem Es-dur op.9 nr. 2, F. Chopina

Ktoś rozlał indygo na błękity nieba

Całymi nutami zmierzch kroczy już wolno

By cienie rozwieszać między zieleń drzewa

Świetliki zawiesić między kwiaty polne

Zaś pieśniom słowiczym niosącym nad ziemią

Wiatr słodkie szesnastki w miłości przemienia


Ktoś rozlał indygo na nieba błękity

I w tarczy księżyca odbija czułości

I płynie ach płynie z nocą się nie liczy

Tańcząc ósemkami gwiazdy srebrne pieści

Złotym pyłem sypie w nokturna pasaże

Anioły muzyką chcąc bosko rozmarzyć


Na błękity nieba ktoś rozlał indygo

Z baletnicy wprawą kręci piruety

Pośród kręgów wody połyskliwie miga

Nimfa to czy zjawa o kształtach kobiecych

Kojąc słodkim śpiewem romantyczną duszę

Dając jej tęsknotom słone łzy osuszyć


Na nieba błękity ktoś indygo rozlał

Ornamentowanej utworu śpiewności

Upoiwszy zmysły zapachami fiołka

Pragnąc piękno chwili pośród nut ugościć

Echem w dal poniesie w porannej godzinie

Cicho coraz ciszej nim w ciszy tej zginie

— Monika Orman —

Porwij…

Porwij karty codzienności

zdemobilizuj wspomnienia

ubierz się w trzepot głuszca

zatańcz na wietrze

i nie pytaj o żelazny dowód


— Maksymilian Tchoń —

Rudy miłości odnalezione

Stanęliśmy

tak samo ludzcy

w istocie

tworzenia


patrzyliśmy na siebie

tak samo zaopatrzeni

w wenę

z innego wymiaru


kochaliśmy się w sobie

językiem,

duszą

i czwartym wymiarem


opuściliśmy pozycje

taktyczne

strategicznym szeptem

tłumacząc sobie

to,

czego nie ma w naszej retoryce


To jest

prawda w świecie bez

aksjomatów

jakich chciałbyś użyć

do walki przeciw sobie?


górnolotne metafory

dłużą się

przeciętnemu Czytelnikowi,


które pełnią funkcję

odstraszania

za to pokochał mnie

cały Zachód


pokładał we mnie nadzieję

syty

i głodny

patrząc w gwiazdę,

w którą w tej samej chwili wpatrzony


mój blef jako poety

to ustroju mego serca —

utopii

części zamienne


taniej kupię

drożej sprzedam

akcje uczuć


ustanawiam cenę

Myśli Czystej

w połowie

anatomicznych

rud miłości

powleczonych

szlachetną

ideą w Państwie,

z którego wyrzucono poetów


twój muzealny

krzyk

ma już epokową przynależność


sprowadzony

z Nieba

bezcenny —

najwyższej jakości,


bo nikt zawsze będzie cię

kochał najbardziej

ból

Szczęścia


chiaroscuro

grunt:


inteligencją

nie grzeszyć


— Maksymilian Tchoń —

Walls

1.


Neopoeci akredytowani wiarą

w Słowo. Depozytariusze rymu

Jowialni słudzy Prawdy —

spoglądają z boku

krwawej literackiej ofiary


2.


Z daleka od gwiazdy dążą tu

podszepty miłości —

Ulep mnie jako człowieka pewnego,

Jako człowieka wahającego,

Jako człowieka

tylko, bądź zarazem


3.


Przyszło mi remontować wschody

i zachody słońca. Dźwigam

promienie, które i tak muszą

upaść. Bywam przestępny —

moje linie papilarne zna każdy


— Maksymilian Tchoń —

Na mojej drodze

Na zimnej drodze rosną kamienie,

A na nich mech jest zieloną bazą.

One wiosennej iskry krzemieniem,

Na ziemi pączki podbiału sadzą.


Psy ogrodnika, nic nie zwąchają.

Natura wkrótce ożywi kamień.

Już się do boju rzuca batalion,

By wzrost rozmnożyć dodaje strzemię.


Jak koń wyskoczy! Byle do wiosny!

Dotrwać w szarości, nogom da sily.

Cwałem podskoczy też wiersz miłosny.

Wezwie na odsiecz krajobraz miły.


Mokre kamienie kwiatem obrosną,

Wystrzeli w niebo ambrozji siła.

A wtedy krzyknę: Ach, witaj wiosno!

Witajcie pszczoły — proszę zapylać!


— Janina Piwowarczyk —

Co się wydarzy

Nikt tego nie wie, co się wydarzy.

Co los przyniesie? Czy dar czy balast?

Nie myślisz o tym, gdy masz na twarzy

serdeczny uśmiech, rozdasz od zaraz.


Dzień się zaczyna! Życie jest piękne!

Promyk przez chmury łaskocze oczy.

Noc już zamknęła granatu przestrzeń.

Zbudź się, bo warto. Świat cię zaskoczy!


Czy zła, czy dobra wiadomość nowa,

ważne, by przyjąć ją ze spokojem.

Na drzwiach widnieje szczęścia podkowa,

dzień poczęstuje miodnym napojem.


Ciepłe życzenia, słowa radosne,

gromadźmy wokół siebie niezmiennie.

Na horyzoncie ujrzymy wiosnę.

Z nadzieją ku niej zmierzajmy wiernie!


— Janina Piwowarczyk —

Wiosna o zachodzie

Słońce zachodzi: dlaczego i za co?

Za dnia zmęczone, za góry, za lasy.

Każdy z nas tego widoku jest łasy —

Krwiste ladaco.


Jeszcze walizek nie pakuje wiosna,

A już się lato nieźle szarogęsi.

Zanim wymaże wiosnę w swej pamięci,

Żar tka na krosnach.


Dopieka wiośnie lato w powijakach,

Od rana niebo żelazkiem prasuje.

Utkaną zieleń nie traktuje czule.

Dla cienia wakat.


Na dobry wieczór zakwita purpurą.

Złotem przetyka ją, jak arras stary.

Bordowe wino rozlewa do czary,

Zakrywa chmurą.


Wiosenny chirurg, instrument nie lada!

Skalpel błyskawic wieczór tnie na strzępy.

W toni jeziora lśni barwami tęczy.

Cisza zapada.


— Janina Piwowarczyk —

Moja oda do chwili/ Angelus custos

Moja oda do chwili


Chwila trwa długo

jak przodków spojrzenia

na fotografiach wiszących

przy piecu;

jak podskok dziecka, kiedy

tata wraca…

On — potem tęskni

i tuli wspomnienia…

Chwila trwa długo.

I niech tak się stanie…


***


Angelus custos


Świetlisty

i tajemnicą owiany!

A tylko czasem żal Mu,

że nie może zranić

kolan, serca, stóp

o kamień.


— Maria Rec —

MAJ 2025

Na kartach książek

(sonet włoski)

Rzecki umiera — ja rozpaczam szczerze,

Że świat opuszcza romantyk ostatni,

A gdy się szarpię w beznadziejnej matni,

„Nic to” powtarzam za Małym Rycerzem.


W Exupery`ego powiedzenia wierzę,

W „Potopie” słyszę szwedzki huk armatni,

Na „Życiu Violette” uczę się empatii,

„Nędzników” losem swą codzienność mierzę.


Na kartach książek „kaganiec oświaty”

Tli się uparcie i rozświetla cienie,

Uskrzydla myśli, budzi „uczuć kwiaty”,


Na szekspirowskiej ożywia nas scenie,

By w universum wplecione cytaty

Głowie zbyt ciężkiej niosły oczyszczenie.


— Agnieszka Kowalska — Raszka —

Wiersze

Pisze się wiersze z bólu,

pisze się z cierpienia,

nakłada na kulki różańca,

wciera się je we łzę.

Pisze się wiersze z pragnienia,

pisze się je z marzenia,

w blasku czyjegoś szczęścia,

z braku nadziei na cud.

Są potem jak zapachy

snujące się po łąkach.

Jak kwiaty zaschnięte w bukiecie,

jak sople lodu na szybie, jak szron.

Nęcą one nadzieję,

bawią się z przeznaczeniem,

imprezują i tańczą z czasem,

omamiają zły los.


Dają natchnienie nadziei,

a kołomyjkę losowi,

który z dziecięcym śmiechem

poskromi swą złość.

Zabliźnią stare rany,

osuszą serca łzy.

Zaczarują sobą przyszłość

w której będzie dobrze żyć.


— Maria Korol — 29 sierpnia, 2013, godz. 3:20

Oddział Pulmonologii, Szpital im. E. Szczeklika

Marzenia z literatury/ Słowo

Marzenia z literatury


Czarna kropka

na białej kartce.

Może druga kropka?

Dwukropek rozgląda się

za dwukropkiem.

A czterokropek…

samotnie tkwi w erracie.


***


Słowo


Czym jest słowo?

Zbiór liter, sylab, dźwięków.


Co niesie słowo?

Miłość, przyjaźń, nienawiść.

Czego dotyka słowo?

Ciszy, mądrości, przeznaczenia.


Jaką ma siłę?

Twoją!

Siła słowa jest tobą

i jest w tobie.


— Maria Korol —

Książka/ Wskazówka

Książka


Leżę na wznak

I patrzę w sufit

we mnie jest

tyle niepokoju

strachu

niepewności.

Jest też

Nadzieja i wiara.

To ja

Twoja książka.


***


Wskazówka


Życie jest

za krótkie

aby przeczytać

wszystkie książki.

Dlatego czytajcie

te najlepsze książki.


— Maria Guzek —

Wiosna

Zieleni soczysta

Zieleni wiosenna

Źdźbło trawy

Na którym

Usiadł motyl.

Kwitnące kasztany

Zapach bzu

I konwalii.

Ziemia pachnąca

po deszczu.

Tęcza

nad koraną drzew

I kot na płocie.

To wszystko

od Ciebie Panie.


— Maria Guzek —

Popołudnie na łące

Czytam…

a wokół zastyga cisza,

pamiętająca więcej ode mnie.

Czas przeciąga się po horyzont,

przysiada obok,

jakby znów był dzieckiem.

Czytam…

Każdy wers jest śladem małej stopy

ukrytej wśród traw,

które poznały moje imię,

zanim nauczyłam się mówić.

Jestem sama,

a wiatr przypomina radość,

co zawitała tu kiedyś.

Zrywa chabry i maki,

rozrzuca je między kartki,

próbując coś dopisać.

Zamykam książkę —

słyszę w sobie głos

dziewczynki sprzed lat.


— Izabela Zubko —

O poezji

kurz nie ma alergii

lubi poezję

wkrada się w jej szczeliny

chroniąc przed światem

pełnym krzywdy


poezja lubi kurz

czasami otwiera duszę

rozrywając pajęczynę

ukrytego dziewictwa

by krzyknąć


i bezpiecznie zasnąć

w szeleście stron


— Izabela Zubko —

Zwaśnione rody

Postaraj się unieść niebo

na barkach

niczym Atlas


Zrzeknij się grzechu

za huragan na morzu, gdzie statek widoku

czyta skargę dusz narodów

Powierz mi tajemnicę

we wnętrzu spojówki

Zetrzyj z policzka zmazę

pierwotnej północy


kiedy to

potajemnie spotkaliśmy się za dnia

mimo, iż wolałbym nocą

przeciw ziemi ognistej

kiedy to

potajemnie kochaliśmy się

w paradoksie testamentu

kiedy to

budowaliśmy na skale

nasz dom z komend rozgromu

muzyki myśli docierającej się

z taktyczną głuszą

kiedy to

odkrywaliśmy się w sobie aliterycznie

jako mężczyzna i kobieta

zrodzeni, nie stworzeni

kiedy to

planowaliśmy zamach na burzę

w szklane whiskey

kiedy to

zerwaliśmy czystość z pościeli błękitu

jako Adam i Ewa

odgrywając rajskie role

w teatrum bez kurtyny

i kiedy to

zrozumiałem, że

medycyna się pomyliła

i będziemy żyli wiecznie

będziemy żyli wiecznie


w Mieście bez imienia

w kraju bez rady

w domu bez fundamentu

nie znam człowieka, któremu

warto byłoby zazdrościć

stawiam pokera z kości słoniowej matko

i rachuję myśli,

by ułożyć je w dywan


z róż czerwonych,

bo tak

i drzewa, które nie daje cienia,

bo nie

rzeki, która nie gasi pragnienia

bo nie może

góry, która nie zmęczy…

rozkoszy, która jest doskonała

bo pozaziemska

historii, która nie zatacza koła

bo mitem jest zapas pamięci


byś idąc pokłuła się

jedynie o mój magnetyzm dłoni i ust,

szlifierze naszego uczucia

szlifierze naszego uczucia

stoją na baczność


a celem naszym

zbawienie i dom rodzinny,

gdyż tam gdzie my, tam granice naszej Ojczyzny


— Maksymilian Tchoń —

Cytując klasyka

Nie mam już

tylu stron


bylebym chciał mieć

cztery


Nie mam już

tylu miesięcy

bylebym mógł mieć

dziesięć jedenaście


ile jest prawd

przykazań

nauk


Nie mam już

siedmiu dni

bylebym ustanowił

pięć albo sześć

albo osiem


błogosławieni cisi


Nie mam już

aż swojego pokolenia

na młodość


umarła

odeszła zmieniła kraj


Nie mam już

ino noweli życia

odeszło

umarło

zmieniło ziemię


bo poszło

w ziemię

bez litości

mojej zgody

bez imienia


nazwisko pozostało

nieczytelne

napis zabrało morze

zmyła ulewa

wypaliło słońce


Nie mam już

dnia

ani nocy

W dzień jest

taniec z gwiazdami

Nocą

moje piękno

niewidoczne


dla oczu szklanych

dla ust głodnych

i języka sytego

dla dłoni pełnych

i rąk przyzwoitych

dla stóp odzianych

na drodze ubitej

i głowy pełnej

serca oddanego


jestem w stanie


porzucić odwieczny

cykl siewu

i zbierania polu


Urodziłem się jutro

Umrę wczoraj

Dzisiaj żyję

w marzeniu

wiele razy


bo tyle książek

ile pomieścił

mój pokój

nie zabiła

biblioteka

swym kluczem

do


366 dnia


Wydając prawomocny

wyrok


na czterech literach

artysta

poeta

tłumacz


błogosławiony jesteś


Nie mam

ten który

pisze wiersze

i ten który

nie pisze


Mam

ten który

zrzuca więzy

i ten który

więzy

sobie nakłada


Albo morze

ten który wierzy

i ten który

uwierzyć

nie może


dajmy mu

rym surowicę i karę


bywania

mężem

zaufania


Pozbawiony wolności

lat przestępnych


Już dorosłem

ot

zbawienia

dzieli mnie

idea

myśl

żar

cytując klasykę


Niech tli

się

i ani ziębi ani parzy

lecz holistycznie

kwitnie

duchem


swej

epoki


— Maksymilian Tchoń —

kiedy

i kiedy otworzyłem książkę

strona

przecięła mi palec

krew rozpłynęła się po czarnych słowach

a każda jej kropla

była niczym bijące serce


— Monika Chytroś —

Antykwariat

Książki osierocone

w przytułku pogłaszczą po grzbietach,

zapiszą numerek,

postawią je na półce,

aby mogły powspominać

dzień

w którym po raz pierwszy

opuściły drukarnię

i o własnych siłach

zaczęły przepychać się łokciami,

marząc o długim żywocie

„białego kruka”.


— Zbigniew Mirosławski —

Stare księgi

Stare księgi ułożone stertami.

Moc ich słowa jest z nami.

Delikatnie obracam stronę za stroną.

Opuszkami palców dotykam pergamin.

Barwne inicjały ożywiają zacienione sklepienia.

Łacińskie sentencje albo grecka mowa

przemawiają odległym echem.

W tamtych cichych skryptoriach

czas zależał od płomienia świecy,

odczuwam tamten zapach dymu,

ból w plecach cierpliwego pisarza.

Jestem z nim spokrewniony

benedyktyńskim przywiązaniem

do zaczerniania papieru,

do dokonywania tłumaczeń.

Piszę od nowa historię człowieczą.


— Zbigniew Mirosławski —

Mój kapelusz

Mój kapelusz zatrzymuje słońce

Lśni od marzeń po obłokach błądzi

Bez nich zwiędnę uschnę przed dnia końcem

Marzeń łaknę tak jak kania wody


Świat zmarznięte serca niech ogrzeje

Aby ptakom nie zabierał nieba

Bo do marzeń serce mi się śmieje

Ptak stalowy duszy przecież nie ma


Niech się ptaki rozśpiewają trelem

I w marzeniach w niebo poszybują

Dajmy ptakom miejsce by na ziemię

Spłynął czar ich śpiewu potrzebuję


Ile byłby wart świat bez marzenia

Niech kapelusz nimi się napełnia

Dajmy ptakom złapać muchę w locie

A w powietrzu dajmy ptakom lecieć


— Janina Piwowarczyk —

Nadchodzi lato

wiersz biały

Na błękitnym niebie zawisło lato

Skowronek wysoko o żniwach śpiewa

Odchodzi zielona kwitnąca wiosna

W zbożu już królują chabry i maki


Maluje się obraz pigmentem lata

Żółcienią pszenicy i srebrem żyta

Czerwienią makowych plam pośród zboża

W oczach pozostawia film zapisany


Wspomnieniem sprzed laty gości w mym sercu

Zapach sianokosów nostrzyku wonią

Lato przebogate w kwiaty owoce

Dąży ku jesieni czerwienią malin


— Janina Piwowarczyk —

Czymże jest słowo

„Słowo nie jest niczym innym dla tęgiego umysłu

jak rękawiczka z koźlej skóry.

Jakże łatwo ją wywrócić na niewłaściwą stronę!” — Wiliam Szekspir

Słowo tematem jest ciekawym.

W bitwie na słowa grunt się zmienia.

Jednym dostarcza ciepłej strawy,

Innym podważa sens istnienia.


Wypowiedziane drażni ucho.

Nie chce w nim długo pozostawać.

Może być klątwą, gdy szeptuchom

Zdarzy się złowić je… w pół słowa.


Słowo leciutkim wierszem płynie,

Albo kamieniem jest na szaniec.

Ono buduje lub zabije

Wszystko co piękne — jednym zdaniem.


Słowo jest dobrem, kiedy język

Giętko dociera do adresu.

Wulgarne — niszczy, grozę piętrzy.

Nie igraj słowem, źródłem stresu.


Łatwo je wplatać w słów lawinę,

Już niemożliwe poprawianie.

Trudno ustalić, kto jest winien.

Słowo się rzekło — padło, amen.


— Janina Piwowarczyk —

Oto czyni wszystko nowe…/ Z dziejów książek…

Oto czyni wszystko nowe…


Jest taka Księga, w której dzieją się cuda, a Słowo z Niej smakuje jak miód lub piołun. Jest taka Księga, dawno nieodkurzana lub pokryta śladami łez i pocałunków. Jest taka Księga — żyjąca.


***


Z dziejów książek…


Książki niczym wspomnienie — ojca w półmroku sennego pokoju, czytającego dziecku na dobrą noc najpiękniejszą baśń świata; — rzęsistych łez nad dobrodusznym kogutkiem, uprowadzonym przez nieczułego lisa; — wyboistych podróży dookoła świata na wyciągnięcie ręki po kartki z przygodami pana Fiedlera. Książki niczym wspomnienie czasów, gdzie „wszystko było możliwe”…


— Maria Rec —

Ono

Póki co

nie mówi,

nie chodzi,

nie potrafi stać…

Leży

i macha

czym może!

A do niewymownej radości

i niewymownego szczęścia

wystarczy mu —

samo życie!


— Maria Rec —

Wspominki

Przez okienną szybę w domu u mojej Babci, na ukwieconym parapecie, przysiadało słońce. Tam pozwalało się oglądać! W domu Babci słońce było u siebie, biegało po domowych sprzętach, a czasem jego iskra oświetlała babciny uśmiech. Chętnie wybiegało na podokienną rabatkę, żeby pokołysać się na goździkach o krótkich nóżkach. Słońce na dachu domu Babci wylegiwało się podczas jesiennych deszczy i wiosennych burz.

Słońce na dachu domu Babci pozostanie do końca świata…


— Maria Rec —

Uzależnienie

Nie mogę wchodzić do księgarni,

bo rzadko z niej wychodzę z pustymi rękami

zwłaszcza, gdy cena powoduje zdziwienie oczu.

Promocje książek dają organizmowi wrażliwość

od której trudno się uwolnić.

Muszę się zdobyć na szczyt rozwagi,

by nie wpaść w tę pułapkę.

Stoiska z książkami mijam szybko.

Mało miejsca w domu.


— Wojciech Gieroń —

Czasochłonny projekt/ Poranna panorama

Czasochłonny projekt


Długo trwała budowa mostu

łączącego różne charaktery,

ale i na nim są różne znaki —

nie tylko ustępstw.

Gdy na nim za bardzo widać szaleństwo

musi byś postawione ultimatum —

dla dobra całej konstrukcji.


***


Poranna panorama


Budzę się z rana i widzę

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.6
drukowana A5
za 45.32