E-book
5.46
drukowana A5
23.38
W objęciach czasu

Bezpłatny fragment - W objęciach czasu

wiersze wybrane

Objętość:
145 str.
ISBN:
978-83-8126-016-9
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 23.38
linie co kilka milimetrów zapisane, będące drogowskazem dla pióra, wraz z atramentem pamięci…

 - meme -

o niczym i o czymś…

Podaruję ci siedem wspomnień tygodnia, które

malowały na duszy obrazy dni mijających;

nigdy nie wróciły i nie zapisały słów żadnych,

echem swoich kroków:

— na ognistym niebie płonęło, chodź z minutą każdą

kończyło swoją wędrówkę, z nadzieją, że kres

upragniony nadejdzie między kłębiącymi się

chmurami.


A może to one jedyne ramionami próbowały

nadaremno i bezszelestnie objąć?…

— gdzieś przebłysk nadziei namalował ktoś na

niebie, które twardo stąpało, dzień po dniu

zanim zima zamroziła cały ogród złudzeniami;

między gałęziami drzew, jeszcze nuty leciały

radosne ku pastelowym snom coraz wolniej

gasnącym…


Niebo czasami zapalało pragnienia życia ponad

wszystko, ponad rzeczywistości gdzieś schowane.

Wiatr lekko je ku przyszłości jaśniejszej popychał,

ale nie przerwał drutów kolczastej prawdy

— prawda więc niech słońcem nie wschodzi

budzona, by nie kaleczyć ciepłych płomieni łzami.


Czasami nawet takie światło jest potrzebne, stoi

w rzędzie cierpliwie z upragnioną chęcią bycia,

która zgaśnie ze świadomością wraz z kolejnym

wchodem słońca

— w jego cieniu zginie?


A może w piasek zmienione poleci wraz z wiatrem

kolejne kroki rozjaśniać powoli… Nim wędrówki

kres nadejdzie, zatrzyma się samotnie przed samym

sobą i zobaczy jak marnie wzrastało w kolejnych

dniach i jak wielkim niebo stało się. Tam już ciepło

maluje obrazy kojące nadzieją i czuć je wyraźniej

niż zobaczyć można.

A może nie ma żadnej nadziei? Może nie ma nic?

Może samo piękno obdarte z liści pragnień

pozostało wolne, chodź zamknięte już w szklanej

ramce czasu do niepokonania?…

Nie odczytuj więc żadnych słów, bo nie wiadome

one będą zawsze. W nich siebie nie znajdziesz.

napisz, że noc

jest inna niż świt,

gdy zatroskany

przechodzień

szuka cienia we śnie.

budzę się, by dotknąć tego,

co ociera się o myśli

parapet…

miejsce, na którym siadasz

co noc

pukasz zbyt cicho,

ale wejdź, kiedy chcesz


pukasz zbyt cicho,

ale wejdź, kiedy chcesz


powiedz, gdzie to miejsce, w którym dusza tańczy?

melodia ta

zatarty obraz skrzywionych rąk złudzenia

pod warstwą starych nut bezdźwięcznych

od niepamięci

ucisza szepty dwa złożone u stóp zgasłej świecy

kurzem zwyczajnych dni

co przed drzwiami zostały

między schodami myśli spróchniałych

a tym co wyżej wzrok piąć nie zdołał

ale ponad jednym i między drugim

upadkiem rzęsy spod łkania dusz

od kroków ciepłych słów i ciepłych łez…

chwila

jest chwila

która

na duszę spływa

w ciszy,


zamknij oczy

i poczuj

lekki podmuch wiatru

co płomień świecy trąca

niczym oddech pewny —

to życie

na palcach wraca…

wspomnienie

tańczyliśmy

skakaliśmy

płomieni świec ciepło

łapiąc oddechami


patrzeliśmy

słuchaliśmy

ciszy najpiękniejszej

w objęciu marzeń


złudzenia świt

zbudziły pretensjami

o zbyt mało

cierpienia

na pożegnanie…

skrzydła bez piór

lekki podmuch ciszy prawdy

uniesiony blaskiem świec

ponad gesty uwięzione

trąca pochylony głos


spod powieki słowa w biegu

kładą wymazane sny

chodź zawzięcie bronią wczoraj

w szeptach łapiąc dłoń


mgła rozwiesza swe ramiona

z których bieli kapie krew

podmuch ciszy prawdy opadł…

w konieczności tętno wsiąkł

wędrując

na plaży uśpionych myśli

przy brzegu ramion czasu

gdzieś cicho stąpa


czasami tylko rozrywa

ułożone rzeczywistości powieki

by z wiatrem snów

zbudzone obrazy przemijania

wyrwać szponom wczoraj

i na oślep przed jutro zaprowadzić,


o świcie prawdy

w półcieniu nieskończonej drogi

wyszepcze swoje imię

wypatrzony ślad…

u stóp ciszy wiosennej

dziś wiatr śpi zapomniany

ukołysany szeptem wczorajszym


drzewa układają gałęzie kruche

jak zimne dłonie niczyje

poza tańcem świec przygarbionych…


nie zbudzą się ścieżki jutrzejsze

wydeptane wierszy deszczem

złożonych przy duszy tej

co snem tylko

zapragnęła być

niewyśnionym…

gdy snu zabrakło…

dziś robię mały krok

i truchleję…

nakrywam stół,

ale czy ktoś

do niego dosiądzie?

mam twoje niebo,

chcesz?…

świece nadal tańczą

to ciebie…

chciałam

delikatnie świecami

tańczyć


przy mnie — mogłam powiedzieć

poezja ciebie tworzy

może to te chwile

co kroplami deszczu

nam pod stopy spadały

z wędrówek po niebach

zasiadają wytęsknione

do zimnych filiżanek wspomnień?

a poezja wyszła na spacer

mchem schody ubrać…

jutro powiedz …

zamazały się po drodze

wspomnienia jasne

w myśli dymu powiek

pospadały kroplami słów

rozciętych chwil

które szynami sączyły się

wszystkie do ciebie


a dłonie twoje

ścieżkę pisały mi

gdzie ułudą zroszone

uśmiechy układały

szepty w gwiazdy

nim wszystkie usnęły

poza mgłą rzeczywistości


zabrakło kilku nut

wplecionych w oddech dusz

by jutro pewnym

może stało się

lub może tak…

jeszcze nie wiosna

jak po cienkim lodzie

stąpają myśli

zaślepione już cieniem

marzeń


wiosna rzeczywistością

skrada się na palcach,

by w serce wlać

jasne promienie prawdy

o niespełnionych snach


jeszcze zima trwa

w krajobrazach

wyrzeźbionych z łez


najcichszy dotyk

chłodnych dłoni

wymazuje pamięć

o wiośnie,

która każdym

nowym przebiśniegiem

zakwitnie na łące

nowych cierpień…

nenufary

kołysane szeptami księżyca

w sen złożyły płatki

niczym skrzydła anioła

zbyt połamane od barw

odchodzących lat,

pod powiekami

od nich dalekich


nad taflą wody

już pochylone

konieczności cieniem

widziały jeszcze dom

którego zamknięto

okna poza wzrok

matowy od bólu

wspominanych chwil


a noc rozpuściła

włosy swoje ciemnością,

by ciepłe myśli

rozścielić na gwiazdach

i ułożyć miękko na drodze mlecznej

ku marzeniom odległym


jeszcze w czerń wody

rzuciła niepotrzebne smutki

i w ostatnim blasku światła

pod taflą zimną

cichym pluskiem zniknęły


wczesnym świtem rozwiną

płatki znów,

bielą zajaśnieją

niczym nadzieją nową

nim kolejna noc

zamknie je

jak w modlitwie

dwie dłonie splecione…

wciąż nowe

zakwitły bielą tęsknoty

w ciemności chyląc

płatki nadziei

zamknięte ponad

marzeniami zbyt kruchymi

gdy rzeczywistości kołatka

nawet najciszej zapuka


będą wzrastać

jak puste słowa

w bezdźwięcznych oczach

nim runie

bezpieczna osłona gestów

i magia spokojnych nut


gdy biel odchodząc

w szarość będzie

zatapiać kolejne

szepty spojrzeń głębokich

zechcesz znów

podarować dwa kroki

w objęciu ciepłych słów

każdy z nich

jeszcze nie postawiony

zawiśnie gdzieś

między dźwiękami

a mrugnięciami powiek

nasiąkniętych wspomnieniami chwil

bo droga po której

wędrowały wszystkie sny

przeszłością nuconą umknęła


na próżno

melodii ich szukać

i wspólnych miejsc…

nie zapisany dźwięk

nawet w zimowych ogrodach

są owoce co barwami tętnią

i z chłodnych dni

układają ciepłe melodie


czekają cierpliwe

na dłonie, które

znajdą je pośród śniegów

by na chwilę wrócić im wiosnę


nim pośród złudzeń

znikną cicho niczym

urwany szept

usłyszysz szukaną pieśń

to ją w dłoniach zamknij


słuchając nut lat

co tańczą wciąż

w zimowym ogrodzie…

sama…

szłam

sama

skalnym szlakiem

— serce swoje

skruszone sklejałam


stałam

sama

stąd

szeptałam

— słowami skaleczonymi

szkła szarpnięciem


samotności skowyt

— szkło skruszone

szybko strąciłam

skalną skarpą

szepcząc sercem:


spotkałam

stringhamitowe

spojrzenie —

stało się siłą…

miłość?

wygiętą szyną złudzeń

pobiegła zaskoczona,

prawdą wykoleiła szczęście

z nadmiaru wrażeń

a słowo uleciało

zbędne teraz jakiekolwiek

pozbieraj tylko

zdjęcia nasze

już czarno-białe,

bo wypłowiały z zachwytów

wspólnych wschodów

rozsyp je popiołem po przyszłości,

która mrozem nadejdzie

w suknię białą lub ecru okryta,

a ty u boku rozpromieniony

i słowo powróci…

nocą

wiatr dziś

pod stopy liściem

ukłony śle wdzięczne

by żaden krok postawiony

niepewnym odliczaniem

nie stał się


jeszcze nim lot

krótki skończy się

we włosy wplecie

zamiast kwiatów

zapach nut

rozlanych w myśli jasnej

tuż „przed”, znaczonej piórem


a księżyc

cicho zapuka

do drzwi domu

swojego

i noc mu otworzy…



motyl marzeniem w dłonie sfrunął, 
nie płoszę go łzą przelewaną, 
jeśli zechce sam odleci

motyl nocy

bez-dźwięk szeptu głosu twego

śpi już w cieniu ułożonym

szarą ćmą


rzęsy u wezgłowia powiek

ciszą karmią oczy jutra

zamazane krwią


księżyc kroków bladych

tańcem cieni ścieli

ciemne sny…


noc rozkłada swe ramiona

zimnem gasi gwiazdy

w zwierzeń pył


dłonie chmur kołyszą cicho

uwięzione w kroplach słów

skrzydła ust zamkniętych drzwi


w progu świtu myśli nowe

unieść pragnie motyl

zatopiony w posmak nocy…

sen

ten

nigdy nie zgubiony

klucz pasuje

do wszystkiego,

co dalekie i bliskie

do dna i góry

— na szczycie,


ponad czasem

sen, to ten, który

pasuje w jednym

i zmysłów nie rozmywa

wraz ze świtem,

nam ogromnie

zmęczonym,

choć w nadziei

sukna odzianych

już nosi

powieki odnalezione

między blaskami łez

i zza rzęs świat słowa…

szeptany ku niebom

piszę…

— bo trwa

wierzę…

w ciepło między

dłonią a dłonią

nie zatrzymane


szept tęsknoty

nuta po nucie składanej

niechciany


taniec dwóch cieni

w blasku przeszłości

niespełniony


bukiet wierszy

świtem ku nocy

rozsypany


serce

kropla po kropli

zapomniane


— wędrówką…

droga od — do

ostatnie słowa jeszcze

nakreślę zapachem twoim

unoszony cieniem świecy,

kołyszącym się w wolnym tańcu

marzeń wplecionych w spełnienie


o zmroku światła duszy łkającej

powraca obraz już niewyraźny

choć tak bólem tęsknoty spętany,

gdzie w objęciach zgubnych

cisza pocałunku jedynego

pieczęć składa minionych lat,


wspomnienia…


jak one potrafią do ciebie

unieść, promieniem jasnym wrócić,

ciepłem śpiewu spłynąć nuta po nucie,

jak z czułością wbijają się w tętno

myśli jeszcze pod skronią pulsującą,

by ją jednym szarpnięciem zapomnienia

na jakiś czas wyrwać wschodem słońca


jak ciężko bez końca wciąż ginąć

pod dotykiem słów kojących,

by powstawać nie swoją nadzieją,

nie swoim szczęściem zatopionych ust w twoich,

nie swoim spojrzeniem, gdzie czas zagląda,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 23.38