E-book
20.48
drukowana A5
24.79
drukowana A5
kolorowa
46.42
W leśnym stawie

Bezpłatny fragment - W leśnym stawie

Objętość:
76 str.
ISBN:
978-83-8155-653-8
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 24.79
drukowana A5
kolorowa
za 46.42

Bajkę dedykuję mojemu synowi

Norbertowi juniorowi.

W leśnym stawie

Bardzo, ale to bardzo dawno temu, gdzieś bardzo, ale to bardzo daleko, za wieloma potężnymi górami i wieloma niezmierzonymi rzekami istniały obok siebie dwa królestwa. Jedno było królestwem ziemi, słońca, kwiatów, roślin i radości, a drugie królestwem wody, ciemności, szlamu, wodorostów i smutku. Jak się możecie domyślić, królestwo ziemi było krainą mlekiem i miodem płynącą, a jej mieszkańcom brakowało do szczęścia tylko wody. Królestwo wody natomiast nie potrzebowało niczego, jednak jego zły i chciwy władca, pragnął bogactw znajdujących się na lądzie.

Władcą królestwa wody był król Mułek. Był on prawdziwym wodnikiem i rządził swą podwodną krainą z zamku znajdującego się głęboko pod taflą olbrzymiego jeziora. Jezioro znajdowało się na środku olbrzymiej puszczy, która była drugim królestwem opisywanym w naszej baśni. Być może dlatego, że jezioro otaczały drzewa, krzewy, a ich końca nie było widać, mieszkańcy lasu nazwali je „leśnym stawem”. Król Mułek był zazdrosny o swą krainę, nie lubił, gdy mieszkańcy lasu przychodzili napić się czy wykąpać. Wyznaczył do tego tylko trzy miejsca na brzegu, a za korzystanie z wody kazał sobie słono płacić. Mieszkańców lasu było wielu, ale wszyscy bali się groźnego wodnika. Nawet sam król puszczy, Badylek, bojąc się, że wodnik nie dopuści jego poddanych do wody, nakazał słuchać poleceń Mułka i nie korzystać z innych kąpielisk i wodopojów niż te, które wskazał władca jeziora. Raz w roku król Badylek ze swoimi poddanymi przywoził olbrzymie ilości srebra i złota oraz klejnotów nad brzeg jeziora, gdzie wówczas pojawiał się wodnik.

Mułek był stworem niskiego wzrostu, o koślawych nóżkach, a jego długie rączki zwisały do samej ziemi. Czarne oczy króla błyszczały i wrogo spoglądały na mieszkańców puszczy. Jego łysa głowa, a na niej nieliczne kępki siwych włosów, wielki nos jak kartofel i wystające zębiska nie dodawały mu urody. Nie pomagały mu nawet piękne zielone jak on sam szaty przetykane złotem i drogocennymi kamieniami. Mimo swojej niepozornej postury budził strach i respekt wśród leśnych stworzeń, które na jego widok odsuwały się z trwogą. Wiedziały, że może rzucić na nich złe zaklęcie, co często robił, gdy miał taki kaprys lub zły humor. Kiedy wychodził na brzeg „leśnego stawu” przeważnie był w dobrym nastawieniu, w końcu wychodził po skarby. Wraz z nim z wody wyłaniali się jego pomocnicy i wodni rycerze. Byli to wodnicy, rusałkowie dosiadający klepie*, makary — stworzenia z paszczą krokodyla i ogonem ryby, krokodyle i hipopotamy oraz inne wodne stworzenia. Na rozkaz Mułka zabierały one skrzynie ze skarbami i z głośnym pluskiem znikały w głębinach jeziora. Później, głęboko pod wodą, w swoim zamku wodnik bawił się złotem i kosztownościami. Przesypywał je z ręki do ręki, całował i przytulał. Później zamykał komnatę na wielką starą kłódkę, do której kluczyk zawsze nosił na szyi. Nieraz powiadano, że wodnik zamiast serca posiadał zimny klejnot, który czynił go złym i nieczułym.

Król Mułek

Gdy król jeziora był zadowolony z darów, które otrzymał, pozwalał leśnym zwierzętom na dalsze korzystanie z wydzielonych wodopojów. Poddani Badylka pamiętali jednak czasy, gdy Mułek otoczył swe królestwo wielkimi głazami wyciągniętymi z głębin. Żadna puszczańska istota nie miała wtedy dostępu do wody przez wiele długich dni. Wtedy na pomoc wezwano wróżkę Patysię, która ku uciesze leśnych mieszkańców sprowadziła deszcz, który pozwolił wszystkim przeżyć do czasu, gdy wodnik otrzymał dodatkową daninę. Olbrzymie głazy od tej pory stały na brzegu leśnego stawu przygotowane przez poddanych Mułka. Okrągłe, wielkie kamienie ułożone jeden na drugim, po trzy i cztery na raz. Ich wielkość i ciężar podkreślały władzę wodnika nad jego krainą i groziły mieszkańcom puszczy. Leśny lud wiedział, że zły władca jeziora w każdej chwili może zrzucić te głazy i ponownie odciąć im dostęp do wody. Dlatego cały rok ciężko pracowali, by uzbierać daninę i dostarczyć ją ponuremu władcy wody.

W królestwie złego króla mieszkał jednak ktoś, kto miał w sobie samo dobro, jego córka, rusałka Rozalka. Była całkowitym przeciwieństwem swego ojca, piękna, złotowłosa, wysoka jak na swój wiek i smukła jak trzcina. Nie wiadomo ile miała lat, bo rusałki nikomu nie zdradzają swego wieku. Wyglądała na siedmioletnią dziewczynkę, a od ludzkich dzieci różniła się tylko tym, że miała niebieski odcień skóry, jak jezioro, w którym mieszkała. Lubiła wodę, ale kochała też słońce, dlatego często przebywała na brzegu leśnego stawu obserwując to, co działo się w puszczy.

Rusałka Rozalka

Czuła się tutaj wolna i szczęśliwa. Wiatr rozwiewał jej długie bujne włosy i swym ciepłem pieścił jej śliczną buzię. Widziała, jak leśny lud zbiera owoce, grzyby i szyszki, jak dzieci bawią się w chowanego i biegają pomiędzy drzewami. Podziwiała kolorowe ptaszki i zwierzęta. W podwodnym królestwie było zimno i słońce ledwo docierało do jej zamkowych komnat. Pomimo, że miała tam kilkoro przyjaciół, dwie rusałki i syrenę, czuła się samotna. Zabawa w głębinach pomiędzy wodorostami, powalonymi korzeniami i podwodnymi głazami, to nie to samo co bieganie w słońcu po zielonej trawie wśród roześmianych dzieci i wysokich drzew.

Roza, bo tak wołali na nią przyjaciele, nie mogła jednak długo przebywać poza swym królestwem. Ojciec srogo ją karał za nieposłuszeństwo lub przebywanie na powierzchni bez jego pozwolenia. Pomimo to wymykała się co jakiś czas i wypływała z głębin, by zobaczyć inny świat…

Przyjaźń, kara i zagadka

Pewnego ciepłego dnia rusałka Roza cieszyła się słońcem, leżąc na wielkim głazie i obserwowała, jak dzieci z puszczy kąpią się w leśnym stawie. Biegały boso po wodzie, co chwilę zanosząc się głośnym śmiechem i rozchlapując wodę, której krople lśniły w słońcu, a ich głośny śmiech docierał do uszu dziewczynki, która też się śmiała i radowała ich szczęściem.

Tę uroczą chwilę przerwało pojawienie się jakiegoś cienia, który przesłonił rusałce słońce. Wystraszona spojrzała w górę i ujrzała nad sobą chłopca w podobnym wieku, który przyglądał się jej z szerokim uśmiechem. Miał jasne, proste włosy, szarozielone oczy spoglądające na nią ciekawie, zadarty nosek, wąskie usta. Skóra jego była zielona, jak liście na drzewach, a na końcach uszu wyrastały małe zielone badylki. Ubrany był w żółto-czerwony kubraczek i krótkie spodenki do kolan, a na nogach miał szpiczaste buty, na których wisiały dwa kolorowe dzwoneczki.

Źdźbełko

— Kim jesteś? — zapytał. — Nigdy cię tu nie widziałem — pytając usiadł obok niej.

— Jestem Roza — dziewczynka również uśmiechnęła się pokazując białe ząbki. — Moim królestwem jest leśny staw.

— Jesteś inna niż te brzydkie i śmierdzące szlamem stwory z jeziora… — nie dokończył, bo dziewczyna skoczyła na równe nogi i krzyknęła:

— Jeśli masz obrażać moją krainę i jej mieszkańców, to…!!!

— Przepraszam, nie chciałem cię urazić — przerwał jej chłopak. — Miałem na myśli, że ty jesteś taka piękna i w ogóle… przepraszam… — dodał jeszcze raz i zaczerwienił się cały. Dziewczyna bardzo mu się podobała, a on popełnił taką gafę i w dodatku ją uraził. Teraz oboje zarumienili się, na buzi Rozy wyskoczyły pomarańczowe, a na twarzy chłopca brązowe kropeczki.

Rusałka zauważyła, że chłopak się zmieszał ze wstydu, ale nie zamierzała mu tak łatwo wybaczyć.

— Przynieś mi najpiękniejsze kwiaty ze swej krainy, to może ci wybaczę — uśmiechnęła się do niego.

— Dobrze, bądź tu jutro o tej samej porze, a ja przyniosę ci takie kwiaty, jakich w życiu nie widziałaś — po tych słowach wstał i już miał odejść, kiedy Roza zapytała:

— A jak masz na imię? Nie przedstawiłeś się, a to niegrzecznie — roześmiała się.

— Jestem Źdźbełko i mieszkam w puszczy. Miło było cię poznać, Rozo. Mam nadzieję, że będziemy się częściej widywać — dodał z uśmiechem.

Zeskoczył z kamienia i poszedł w stronę drzew, a za nim ruszyli wszyscy, którzy kąpali się i bawili w wodzie. Dziewczynka kilka chwil patrzyła za nimi, a później dała nura do jeziora i zniknęła w jego odmętach. Gdy tak płynęła w stronę swego zamku, rozmyślała o świecie, w którym było ciepło i kolorowo. Kiedy dotarła do kamiennej twierdzy obrośniętej szuwarami, mchem i wodorostami, syreni strażnicy rozstąpili się na jej widok i wpuścili do środka. Rozalka przepływała przez smutne korytarze i puste sale. W zamku mieszkała sama z ojcem, a poddani króla mieli swe domy jeszcze dalej w głębinach „leśnego stawu”.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 24.79
drukowana A5
kolorowa
za 46.42