E-book
6.83
drukowana A5
54.74
W drodze po przeznaczenie

Bezpłatny fragment - W drodze po przeznaczenie


5
Objętość:
397 str.
ISBN:
978-83-8189-673-3
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 54.74

Jak to wszystko się zaczęło?

Historia ta bierze swój początek od pewnego kwietniowego dnia, dwa dni po moich 16 urodzinach. A tak w ogóle mam na imię Mia i mieszkam razem z moją mamą Kat i wujkiem Robertem w małym mieście o nazwie Angels. Jestem zwyczajną nastolatką, z normalnymi problemami, jakie mają wszystkie szesnastolatki (tak sądzę :-) ). Chodzę do liceum o profilu sportowo-artystycznym, mam grupkę zaufanych znajomych, gdzie po lekcjach spędzamy czas w Centrum Sportowym (jedynym przystępnym miejscu w Angels, gdzie znajdziemy dosłownie wszystko). Tak jak wspominałam wychowuje mnie mama, która jest architektem i wujek- który od dziecka trenuje mnie we wschodnich sztukach walki ( dyscyplina, kształtowanie charakteru i te sprawy bla bla bla, chociaż w razie potrzeby będę potrafiła skopać komuś tyłek- to akurat żart, do treningów podchodzę bardzo poważnie). Tylko, żebyście nie pomyśleli, że mama i wujek kręcą ze sobą, nic z tych rzeczy. Robert po skończeniu liceum nie wiedział, co ze sobą zrobić i wrócił do Angels i spotkał moją ciężarną mamę i jako oddany przyjaciel postanowił jej pomóc.

A co z moim ojcem? Nawet nie wie o moim istnieniu. W czasie wakacji (wyliczam, że sierpień, bo urodziłam się w kwietniu) mama miała romans z moim ojczulkiem w wyniku którego, po 9 miesiącach pojawiłam się ja. To pokrzyżowało jej szansę na naukę w Akademii Tanecznej, zniszczyło marzenia o byciu zawodową tancerką. Była zdruzgotana, ale nie zamierzała ze mnie zrezygnować, ani też powiedzieć o moim istnieniu mojemu ojcu. Mama zawsze tłumaczyła, że ojczulek miał inne priorytety i ta wiadomość, wszystko by mu pokrzyżowała. Ja uważam, że jak się o mnie dowiedział, to najzwyczajniej w świecie zwiał. Tchórz jeden!!!

Dzięki pomocy najbliższych przyjaciół, mama jakoś stanęła na nogi, znalazła mieszkanie, później dorywczą pracę, gdzie w między czasie zajmował się mną wujek Robert, który od tamtej pory jest trenerem wschodnich sztuk walki i ma nawet swoją, dobrze prosperująca szkołę. Mama skończyła również wieczorowe studia i na chwilę obecną pracuje jako architekt. Dwa lata temu udało nam się nawet wybudować dom na obrzeżach Angels. A ja przechodząc okres buntu, zaczęłam nienawidzić ojca, koniecznie chciałam poznać jego imię, znaleźć jego adres, pojechać tam i skopać mu porządnie tyłek. Ale mama nie chce nic powiedzieć na jego temat, a żeby było mało jeszcze go broni. Chyba nadal coś do niego czuje i nie docierają do niej żadne logiczne argumenty, że ten facet jest nikim i zasługuje na nauczkę. Mama twierdzi, że było zupełnie inaczej, że dopowiadam swoje własne historie. Mama nadal kocha tego debila, tak sądzę. Inaczej związałaby się z kimś, miała nawet sporo adoratorów, ale wszystkim bardzo szybko dała kosza. No cóż, mama nadal wygląda jak nastolatka i dużo osób częściej bierze nas za siostry niż za matkę z córką. Ja uważałam, że mogłaby się przecież związać z wujkiem Robertem, on jest zarąbisty, choć też nie chce zdradzić tożsamości mojego ojca. Tak, Robert też go zna, podobno stanowili zgraną paczkę przyjaciół- on, moja mama, mój biologiczny i jeszcze jeden z moich wujków, ale o nim trochę później. Robert mówi tylko, że bardzo przypominam biologicznego, ponoć odziedziczyłam po nim charakter, kolor oczu i włosów( coś nowego, jestem brunetką a mama to blondynka, każdy głupi się domyśli, że nie po niej odziedziczyłam kolor włosów). Wiem, też, że mój ojciec uwielbiał sztuki walki, miał na imię Tomas i sam w liceum amatorsko trenował inne dzieciaki. Jak wspominałam wcześniej, trenuję pod czujnym okiem wujka Roberta, który pod tym względem jest prawdziwym tyranem, nie ma u niego taryfy ulgowej, ale ja uwielbiam wyzwania im trudniej, tym lepiej. Z początku moja mama była stanowczo przeciwna moim treningom, ale jak ja się uprę to koniec. W celu udobruchania niezadowolenia mamy w liceum wybrałam nachylenie sportowo-artystyczne, ćwiczę taniec( standard, łacina, balet, jazz, współczesny) dodatkowo gram też na pianinie. Choć mam wrażenie, że to do końca nie dla mnie. Zwłaszcza gra na pianinie. Robię to przeważnie dla mamy, która w ten sposób odbija sobie swoje niespełnione marzenia.

I w taki właśnie sposób minęło 16 lat mojego życia. Aż do dnia, który wywrócił moje życie o 180°. A nic nie zapowiadało takiego zawirowania.


Wracałam właśnie ze szkoły do domu, gdy ma mojej drodze stanęła jakaś szurnięta baba, wyglądająca jak czarownica z kiepskiego horroru. Pojawiła się zupełnie znikąd, albo ja aż tak bujałam w obłokach, że zauważyłam ją dokładnie w ostatniej chwili.

— Witam cię, Mio Hamillton. Przypatrz mi się dobrze, bo jestem ostatnią osobą, którą widzą twoje oczy.

— Przepraszam panią bardzo, ale Halloween było jakieś pół roku temu… — zaczęłam, zastanawiając się, czy ta osoba nie ma jakiś zaburzeń psychicznych i czy uda zadzwonić mi się na policję, zanim ta baba zrobi coś niespodziewanego

— Jak śmiesz ty wredna, smarkata…

— Dość tego! — zawołała spanikowana mama, która pojawiła się niewiadomo skąd- Mia, biegnij szybko do domu! — nakazała

— Nigdzie nie pójdziecie, ani ona, ani ty Kat. Kupę lat nieprawdaż? A gdzie nasz nieustraszony Thomas? Myśleliście, że ukryjecie swoją córkę przede mną? Za bardzo przypomina swojego ojca- odezwała się nieznajoma- Za dużo dobrze znajomej energii, za dużo potencjału…

— Kim, co ty tu robisz? — spytała ostrożnie moja mama

— Jeszcze masz czelność pytać? — wysyczała- Wszyscy zniszczyliście moje życie, teraz pora na rewanż- czarownica zaśmiała się okropnie ( jejku, nigdy nie widziałam takiej szajbuski, trzeba by zadzwonić nie na policję, ale do psychiatryka, na bank z niego uciekła, a po drugie w jaki sposób mama pojawiła się tutaj aż tak szybko?)

— Odejdź stąd Kim, nikt nic złego ci nie zrobił- momentalnie przed nami pojawił się wujek Robert

— Widzę, że cię nie doceniłam Kat, masz kolejnego Obrońcę do ochrony, a na dodatek działasz na dwa fronty, gdybym jeszcze coś czuła do Thomasa, poza chęcią zabicia go, nawet by mi się przykro zrobiło- zaśmiała się szyderczo czarownica- Ale dzisiaj i tak odniosę małe zwycięstwo! Zabije waszą trójkę! Parszywce do ataku! — i nagle jak z pod ziemi wyrosło ze 20 gości na pierwszy rzut oka ubrani w coś, co z daleka mogło przypominać szare kombinezony

— Mia, biegnij do domu ile sił w nogach- krzyknął wujek Robert

— Robert, nie mamy wyjścia, musimy aktywować Moc- krzyknęła mama

To co zobaczyłam, spowodowało, że opadła mi kopara. Mama i wujek Robert na moich oczach zamienili się…. Hmm, ale jak to opisać, w Ninja w dziwnych skórach? I od kiedy to mama zna wschodnie sztuki walki? Nie, to jakiś głupi sen, a ja za chwilę się obudzę, takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach fantasy. Obudzę się za chwilę, wszystkim opowiem ten durny sen i będziemy się śmiać z tego przez kilka dni. Nagle wujek Robert podbiegł do mnie z czymś co wyglądało na zwykły pasek od spodni z dziwnie błyszczącą klamrą.

— Trzymaj, to zabierze cię bezpiecznie do domu, nigdzie nie wychodź i czekaj na nasz powrót- po czym przepiął mnie tym czymś, uderzył ręką w klamrę, a ja poczułam, że tracę grunt pod stopami

Gdzie ja jestem? Co to za dziwne miejsce? Pełne komputerów i jakiś dziwnych przyrządów. Może trafiłam do domu wujka Johna, on przecież jest szalonym informatykiem i leniwcem kanapowym w jednej osobie. Miałam mętlik w głowie, ale to i tak za mało powiedziane. Kim do cholery jest moja najbliższa rodzina? Kim jest ta psychiczna czarownica? Ach!!! Miałam tak wiele pytań, ale z drugiej strony bałam się o bezpieczeństwo moich najbliższych.

Po niespełna godzinie, mama z wujkiem pojawili się w tajemniczym pokoju a ja zaczęłam bombardować ich pytaniami, żądając natychmiastowej odpowiedzi na nie.

— Co tak w ogóle się stało? W co wyście się pozamieniali? Kim była ta stuknięta czarownica?

— Mia, uspokój się, wszystko po kolei- uspokajał wujek Robert- Nadszedł czas, by poznała całą prawdę, nie sądzisz? — zwrócił się tym pytaniem do mojej mamy

— Nie mamy innego wyjścia, Mia siadaj i słuchaj uważnie- poprosiła mama

I tak dowiedziałam, się, że Ziemi zagraża wielkie niebezpieczeństwo. W Kosmosie tak naprawdę jest życie, planety są zamieszkiwane i są tam za równo dobrzy jak i źli. Ci drudzy dysponują takimi umiejętnościami, że bez żadnego wysiłku mogą zniszczyć tysiące żyć w jednej sekundzie. Wielokrotnie ich celem była również i Ziemia, gdzie niewinni ludzie byli atakowani przez innych ludzi, będących pod kontrolą umysłu i wyposażonych w różnego rodzaju złowrogie moce. Ich ciała stawały się silne i twarde jak pancerz, bardzo ciężko było się przed nimi obronić, praktycznie było to niewykonalne. Z tego powodu na naszej planecie wyznaczani są Obrońcy, posiadający odpowiednie moce, umiejętności i uzbrojenie przeznaczone do walki z siłami zła. Co jakiś czas ich Mentor (opiekun, doradca, pomocnik, dobry czarownik, potrafiący stworzyć moce i uzbrojenie) dokonuje zmian i wyboru nowych Obrońców, którzy przechodzą odpowiedni trening i proces inicjacyjny.

— Czyli mam rozumieć, że wy też byliście tymi Obrońcami tak? — próbowałam ułożyć sobie to wszystko w jedną logiczną całość. Wiedziałam, że nie śpię, bo cały czas szczypałam się, by się obudzić. Nie dało rady. To co widziałam, nie mogłam zaliczyć do halucynacji, czy też do omamów spowodowanych gorączką, bo takowej nie miałam.

— Dokładnie tak Mia- potwierdziła mama

— Ale to wszystko chore- dodałam- A czy tata…

— Tak, twój ojciec jest jednym z pierwszych Obrońców na Ziemi- potwierdził wujek

— Najzdolniejszym, najlepszym, najodważniejszym- wyliczała mama

— Ale zaraz, zaraz chwileczkę, co to ma związek z tym, że rzekomo nie powiedziałaś mu prawdy o mnie! — wybuchnęłam słysząc, że znów ta osoba jest broniona

— Mnie i twojego ojca łączyło wielkie uczucie, ale życie Obrońcy jest pod ciągłym niebezpieczeństwem. Ja w momencie gdy dowiedziałam się o ciąży, wiedziałam już o fakcie, że akurat nastąpił transfer mocy i ktoś inny zajmie moje miejsce jako Obrońcy. Gdy w wieczór po oddaniu naszych mocy w inne, dobre ręce, chciałam powiedzieć wszystko twojemu tacie, ten stwierdził, że będzie dążył do tego, by znów stać się Obrońcą. Twierdził, że pozostał mu jeszcze dług do spłacenia i chce go spłacać dopóki będzie mógł. Nie mógł pogodzić się z decyzją ówczesnego Mentora, Mistrza Z. A, że twój ojciec jest bardzo uparty i wiem, że w końcu, po jakimś czasie osiągnął swój cel, postanowiłam mu o niczym nie mówić i chronić cię najlepiej jak umiem. Życie Obrońcy jest bardzo niebezpieczne, wymaga wiele. Sama byłaś świadkiem napaści. Te istoty nie mają sumienia, zostają zaprogramowani do walki i zniszczenia. Mogą odebrać życie, bądź przemienić kogoś w coś na ich podobiznę. Chroniliśmy cię przez tyle lat najlepiej jak potrafiliśmy. Musisz nam to wybaczyć i zrozumieć.

— Dodatkowo też, nasza wspólna przyjaciółka, pierwsza miłość twojego ojca, przeszła na stronę wroga i przysięgła nam wszystkim zemstę i dopięła swego, odnalazła naszą kryjówkę i nadszedł czas na walkę z nią — dodał smutno wujek Robert

— Czyli teraz ona jest tym złem we wszechświecie, z którymi Obrońcy muszą walczyć, tak? — chciałam wiedzieć- I ta ropucha z zazdrości postanowiła wykończyć właśnie nas?

— Lepiej bym tego nie ujął- powiedział wujek Robert- Choć według moich źródeł na Ziemi ciągle grasuje inny Byt i aktualna ekipa Obrońców nadal dzielnie stawia im czoła.

— Ale co ona ma tak naprawdę do nas? — ciągle nawiązywałam do osoby, która dziś mnie zaatakowała

— Z tego co wiem, kilka lat temu próbowała wrócić do twojego ojca, ale ten powiedział jej, że jej nie kocha, a swoją miłość stracił bezpowrotnie. Kim nie przyjęła tego do wiadomości, przysięgła zemstę i zagroziła, że wkrótce pokaże swoje prawdziwe oblicze. W jakiś sposób udało jej się to. W jaki? Tego jeszcze nie wiemy.

— Czyli wiecie, gdzie przebywa mój ojciec?! — huknęłam- I jak ona zdołała nas znaleźć? — jak na razie chciałam wyjaśnić kwestie mojego ojca.

— Ten kto znał twoich rodziców, może bez problemu domyślić się, czyją jesteś córką, jesteś wierną kopią Kat i Thomasa i nadszedł czas, byś wypełniła swoje przeznaczenie- usłyszałam tajemniczy głos

— Miecz, ona jest na to stanowczo za młoda- sprzeciwiła się mama

— Zaraz, zaraz, gadający miecz? I jakie znowu przeznaczenie? — byłam skołowana. A gdyby tego było mało, gadający miecz nagle znalazł się w moich rękach

— Witaj Mio- powiedziało to Coś

— No bez jaj, czym mnie jeszcze zaskoczycie?!

— Więcej szacunku moja panno! Jestem Miecz, doradca, partner i przyjaciel Złotego Obrońcy, czyli swego czasu twojego ojca. Jestem dziełem Mistrza Z, posiadam niebywały ogrom wiedzy oraz znam twoje przeznaczenie.

— Jakie znowu przeznaczenie? — spytałam kolejny raz

— Miecz, proszę… — mama próbowała mu przerwać

— Na początek, tak do końca twój ojciec nie zostawił twojej matki samej, bo zostawił ją ze mną, ja pomogłem stworzyć tę Bazę Operacyjną w razie takiej sytuacji jaka nastąpiła dzisiaj. Thomas był przekonany, że twoja matka dołączy do niego na tej samej uczelni, którą wybrali wspólnie, by być razem. Ale ona nigdy nie przyjechała, zataiła przed nim twoje istnienie oraz przeznaczenie. To w twoich rękach leży teraz los planety oraz pokonanie Kim. Ale najpierw odnajdziesz swojego ojca, któremu los przypisał, kolejny raz bycie Mentorem i Obrońcą oraz odpowiednie przygotowanie cię do twojej roli. Po długotrwałym treningu, twoim zadaniem będzie stworzenie nowej drużyny Obrońców, największej w historii dziejów, poprzez podróże w czasie…

— Podróże w czasie?!

— Tak, twoim zadaniem będzie obserwowanie wszystkich Obrońców na naszej planecie oraz selekcja tych, których uważasz, że sprostają zadaniom dnia dzisiejszego. Robert i Kat otrzymali na nowo dostęp do swoich mocy. Przeważnie Obrońcy odchodzą wraz z zamkniętymi w specjalnym przedmiocie mocami. Mogą być one odblokowane i przywołane w przypadku nieprzewidzianego ataku ze strony Przybyszów. Tak nazywamy istoty, które przybyły na Ziemię, by siać panikę i spustoszenie.

Teraz, gdy Kim wie, gdzie jesteście, choć nie jest jeszcze wystarczająca silna jak na prawdziwe potyczki, i tak będzie wysyłała swoich sługusów do walki z wami.

— Kim są sługusy?

— Ludzie, którzy zostali poddani złym czarom i zamienieni w mutantów, by walczyli z Obrońcami i pomogli złu przejąć panowanie nad światem.

— Czy ci ludzie na zawsze pozostaną w takiej formie? — przypomniałam sobie tych człowiekopodobnych, które próbowały nas dziś pozabijać.

— Przeważnie, Obrońcy, gdy pokonują takiego sługusa, pokonują równocześnie zły czar, a taka osoba, dzięki Mentorom ma wymazane wspomnienia i wraca do domu przeważnie z potężnym bólem głowy.

— Wyczuwam jednak jakieś ale- powiedziałam

— Niestety, bywa tak, że jeśli serce człowieka ma tendencje do czynienia zła, takiej osoby zazwyczaj nie da się uratować i zostaje sługusem do końca swoich dni. Ewoluuje i staje się kimś straszniejszym, silniejszym…

— To okropne- zdołałam powiedzieć tylko tyle

— Ale to nie jedyne zadanie, które cię czeka. Wyselekcjonowanej grupie pomożesz w poznaniu najważniejszej ludzkiej prawdy- tego, czego potrzebuje każdy człowiek, by zaznać szczęścia, ty również sama zaznasz skutków tej Prawdy. Dopełnisz do końca swoje Proroctwo.

— Nic nie rozumiem- byłam wszystkim za bardzo skołowana. Za dużo informacji, za szybko, nie mogłam tego logicznie do niczego przyporządkować.

— Z czasem zrozumiesz, zapewniam cię.

— A teraz co niby mam robić?

— Na początek odnajdziemy twojego ojca- zadecydował Miecz


Z tego, co udało mi się dowiedzieć, mój ojciec mieszka w Roadside, gdzie pracuje w miejscowym liceum jako nauczyciel (hmm, niby legenda, a jest belfrem?). Nie miałam jednak pojęcia, czy go tam zastanę. W podróży towarzyszył mi ukryty w plecaku, mimo jego ogromnego niezadowolenia Miecz. Przecież nie będę z nim paradować po mieście jakby nigdy nic. Ludzie pomyśleliby, że jestem jakąś wariatką. Przecież nikt, nie uwierzyłby w istnienie Obrońców, bo ich działalność jest ściśle chroniona, a nawet gdyby ktoś w czymś się zorientował, zostałaby mu wymazana pamięć. Zresztą ja sama do końca sobie nie dowierzałam, a czego miałabym się spodziewać po innych. Na chwilę obecną przekonywałam samą siebie, że nie zwariowałam i że nie mam żadnych urojeń.

Do Roadside postanowiłam wyruszyć sama, choć mama usilnie chciała jechać ze mną. I tak to jest mega pokręcone, muszę to wszystko przetrawić na swój sposób.

O nie! To ten adres. Dom Thomasa Hillarda. Ciekawe jaki on jest? Jak wygląda? Jak zareaguje na wieść, że ma córkę? Z kołaczącym sercem nacisnęłam dzwonek do drzwi.

— W czym mogę pomóc? — drzwi otworzył zdecydowanie za młody mężczyzna niż mogłam się tego spodziewać, jednak w którego wyglądzie mogłam łatwo dostrzec swoje cechy- Jeśli jesteś moją uczennicą, zapraszam na konsultacje, w domu ich nie udzielam- dodał, gdy nie odpowiedziałam na jego pytanie i próbując zamknąć mi drzwi przed nosem

— Jestem Mia Hamillton. Twoja córka- powiedziałam tylko

Thomas zbladł.

— Przecież to niemożliwe- myślał gorączkowo- Dziewczyna ma najwyżej 16 lat i stoi w progu mojego domu i mówi, że jest moją córką? Przecież to nie możliwe, ale zaraz Kat… A ta dziewczyna ma moje oczy, kolor włosów, rysy twarzy. Jakbym widział swoje podobieństwo. A ten niepewny uśmiech, przecież tak uśmiechała się moja Kat- nawet nie zdawał sobie sprawy, że myśli na głos

— Jesteś córką Kat? — zapytał wstrząśnięty

— Tak- odpowiedziałam krótko

— Co cię tu sprowadza? Czy to jakiś ponury żart?!

— To nie żart Thomas, stary przyjacielu- z plecaka wyskoczył wprost w moje dłonie Miecz

— Miecz?! — spytał zaskoczony tata

— Mia to twoja córka, jeśli tego nie widzisz, to padło ci na wzrok i musisz kupić sobie okulary. A teraz ruszamy, potrzebujemy twojej pomocy, bo Kim atakuje. Resztę opowiemy ci po drodze. Nie ma czasu na wieczorki zapoznawcze, kryzys nadchodzi.

Początek podróży

Thomas pojechał z nami do Angels. W czasie drogi wypytywał o mamę, był ciekawy jak potoczyły się jej losy, chciał jak najwięcej dowiedzieć się o mnie. Ciągle był zszokowany informacją, że ma córkę i nic przez tyle lat nie wiedział o jej istnieniu.

Było też trochę niezręcznych chwil. 5 minut wcześniej nawet nie znałam swojego ojca, a teraz nagle wkracza z impetem do mojego życia. Zresztą całe moje życie wywróciło się do góry nogami. Nienawidziłam go, chciałam się na nim zemścić, a on rzeczywiście o mnie nic nie wiedział.

Gdy wróciliśmy do Angels, mama razem z Mieczem, Thomasem i wujem Robertem na wiele godzin zamknęli się w sekretnym pokoju (sorry w Bazie Operacyjnej) i rozmawiali przez długie godziny. Następnie poproszono mnie do środka. Był to początek wypełniania mojego przeznaczenia. Od tej chwili byłam poddawana intensywnemu treningowi, nie tylko fizycznemu, ale też psychicznemu. Poznawałam opowieści o Obrońcach, uczyłam się budowy i konstrukcji maszyn i naprawy uzbrojenia, a przede wszystkim budowałam swoją relację z ojcem, poprzez wspólne treningi, rozmowy, spędzanie wolnego czasu( to wszystko musiałam też pogodzić ze szkołą i od czasu do czasu spotkaniami ze znajomymi). Ale nikt, ani nic nie zastąpi 16 lat rozłąki, o co Thomas miał żal do mojej mamy i wujka Roberta.

Wyniosłam też lekcje, że każdy Obrońca, rzeczywiście pozostaje nim na całe życie i jaka wielka odpowiedzialność na nim drzemie. Widziałam moją rodzinę w akcji, gdy walczy ze sługusami Kim, ale było widać, że czarownica staje się coraz silniejsza i trzeba dokonać selekcji nowych Obrońców. Przyszedł czas na kolejny etap wypełnienia mojego przeznaczenia.


No dobra, podróże w czasie mogą być. Mam nadzieję, że ktoś przypadkiem nie uzna mnie za wariatkę, ale po co odbyć takie coś, by być tylko biernym obserwatorem. Przecież mogłabym pomóc i zmienić bieg wydarzeń.

— Nie możesz interweniować, ani w żadnym przypadku ujawniać się. Może to spowodować katastrofalne zmiany- bla, bla, bla, słyszałam to już miliony razy. Bezsens i jeszcze raz bezsens! Tyle czasu na jakieś durne ćwiczenia, medytacje i inne duperele, a ja mam być biernym widzem( wiem, że się powtarzam ale mnie to wnerwia na maxa) i obserwować jak ktoś dostaje po nosie i udawać, że się ogląda film sensacyjny-genialne! A na dodatek za towarzystwo mam mieć gadający Miecz. A może wszystko jest jakimś głupim snem, albo zbzikowałam? Zastanawiałam się nad tym chyba miliardowy raz w ciągu tych dwóch lat. Ale chyba nie. Nie jest możliwe bym wymyśliła realną postać mojego ojca, poznawała go i trenowała pod jego okiem. Nie wymyśliłam sobie też jego niechęci do mojej matki (całkiem słusznej według mnie, jak mogła ukrywać nie tylko siebie oraz moje istnienie przez tyle lat plus te głupie tłumaczenia, że to niby dla mojego bezpieczeństwa, no i co z tego wyszło, ta głupia wiedźma i tak mnie znalazła i groziła, że mnie ukatrupi). Okej trzeba wziąć się w garść, cofnąć w przeszłość i poczynić obserwacje. Tylko jak ja mam utworzyć drużynę jakiś Obrońców skoro nie wiem na co mam zwracać uwagę. Oddanie, siła, męstwo? Hmm, przecież każdy posiada te cechy, czym ja mam się kierować? Jakoś nie wierzę w gadki, głupiego, gadającego Miecza, że ja sama odkryję to, czym mam się kierować.

No to zaczynamy naszą wielką wyprawę. Ciekawe dokąd udam się najpierw?


Okej i mamy czasy pierwszych Obrońców… Zaraz, zaraz, chwileczkę, przecież to moje miasto, tylko jakieś ze 20 lat wcześniej. O rany, ale moda, jakie stroje: D Na pewno w takim czymś nie wyszłabym na ulice. No i gdzie jestem? Stare, dobre Centrum Sportowe, gdzie tyle lat trenowałam taniec towarzyski i ten sam bar (nic się nie zmienił) gdzie robią extra buble tea. Wow!!! A to kto? Ja cię! Przecież to mój tata! Kurcze, praktycznie nic się nie zmienił, choć teraz jeszcze bardziej wywija na macie.

— Mia, znając ciebie wiem, że popełniłabyś jakieś głupstwo, nałożyłem na ciebie zaklęcie niewidzialności- odrzekła w pewnym momencie „moja opiekunka” — czyli jak łatwo się domyślać Malkontent Miecz.

— No wiesz, co, co jak co, ale słuch mam jeszcze dobry-obruszyłam się- te drastyczne zmiany w przeszłości itp. Itd., powtarzane mi miliardy razy w ciągu jednego dnia…

— Przestań używać sarkastycznego tonu! — odrzekł Miecz

— A ty się przymknij, chce zobaczyć co się dzieje! — zripostowałam- Przecież po to tu jesteśmy.

A to co do cholery?!!!! Przecież to ta wiedźma, Kim, Kitty, czy jak jej tam? Ale co ona tu robi? Co to ma być?!!!!

Okej, wychodzi na to, że tata przeprowadził się do Angels i był nowym uczniem w szkole. Tego się domyśliłam. Przecież gdzie indziej spotkałby moją mamę? Uaa, ale tata dostał bęcki od kolesia w czerwonym. Ciekawe kto to?

Jak na razie wiem, że ma na imię Jacob. Ale tata się odkuł i szybko się zrewanżował. Sporty walki jednak mają coś w sobie. A jeśli ma się równie dobrego sparing partnera, tym lepiej. No i mamy remis. Ładne przywitanie. Jacob-Thomas, uścisk w dłoń i nadzieja, kolejnego spotkania. Miłe, dziś takiego czegoś człowiek nie ujrzy.

Blee, a teraz to mi się nie dobrze zrobiło. Ta wiedźma ewidentnie ślini się na widok mojego ojca, a ten ją zaczyna bronić przed jakiś półgłupkiem. O co tu wszystko chodzi?! A ta wiedźma coraz bardziej zafascynowana. Tato!!! Litości nie zapoznawaj się z nią. Do cholery? On też robi do niej maślane oczka. Co za…?

Okej pojawiła się Wiedźma numer 1. Nie, nie chodzi tutaj o tą całą Kim. Z tego co się orientuje to ta istota pozaziemska była pierwsza z którą walczyli pierwsi Obrońcy. Ale paskuda, a gruba jak szafa czterodrzwiowa. Hmm nawet w bajkach Villani był na ogół paskudni. Ale i tak nie mogę się skupić, ciągle myślę o Kim i moim ojcu. Oni będą razem, czy co? Oby nie.

— Mia, przestań myśleć o niebieskich migdałach i skup się na zadaniu, mam cię kierować w odpowiednie miejsca tak, byś poczyniła obserwacje i wyciągnęła odpowiednie wnioski. Jesteś odpowiedzialna za ochronę ludzkości! Pamiętaj, że nie tylko na Ziemi jest Życie!

— Już dobra, skończ przynudzać, męczą mnie te twoje kazania. Czyżbyś był księdzem, zanim cię przemieniono w gadający miecz? Albo musiałeś komuś podpaść i to bardzo.

— Mia, ostrzegam cię…

— Już dobra, dobra, będę grzeczna.


Okej, obserwacja taty jak skądś wraca…

Uoo a to co? Grupka parszywych zombie (pewnie żołnierze tej grubej wiedźmy, co ma upchany stos szklanych kul i mruczy coś w dziwnym języku). Dawaj tato! Dasz im radę! Dawaj, Dawaj!

Oj nie, ale mocno oberwał! No podnieś się, tato dalej, dasz radę! — przerażona obserwowałam co się dzieje. Chciałam pomóc, ale jakby mnie wmurowało w chodnik

— Puść mnie głupku, muszę mu pomóc! — złościłam się

— Mia wiesz, że nie możesz-odrzekł ze spokojem Miecz

— Mam to gdzieś! — krzyczałam, ale moje nogi i tak nie mogły się oderwać

— Tak!!! — krzyknęłam po jakimś czasie. Tato rozłożył pięciu na łopatki, a ci błyskawicznie zniknęli. Tato! Tak trzymaj!!!

— Nie!!! — mój triumf nie trwał długo. Szok niedowierzanie, łzy w moich oczach. Ojciec został porwany przez złą wiedźmę.

— Trzeba go ratować!!! — wrzeszczałam jak opętana

— Mia, jak będziesz tak się zachowywać, zniszczysz wszystko. Tu nie chodzi o ciebie, tylko o wszystkich ludzi na całym świecie. A po drugie, to zdarzyło się w przeszłości. Jesteśmy 20 lat do tyłu- wymądrzał się Miecz.

— Już dobrze, postaram się opanować- spotulniałam

Ojciec porwany, a ja nagle znów znalazłam się w sztabie generalnym wiedźmy ( uch, jak to oficjalnie brzmi: D). Choć bardzo chciałam skupić się tylko na tym, co dzieje się z tatą, wedle wskazówek i wcześniejszego przeszkolenia powinnam mieć oczy na około głowy i zwracać uwagę na wszystko co rzuca się w oczy. W tym przypadku jest to liczba pomagierów Wiedźmy. Czyżby się bała, że jak będzie spała wparują Obrońcy i dadzą jej wycisk? To by było moim skromnym zdaniem spektakularne, Wiedźma w takiej babcinej koszuli nocnej i w czepku na głowie a tu ciach prach i po niej. Plus, zastanawia mnie to, że mimo tych jej czarów-marów zna tożsamość Obrońców, to i tak nie rozprawi się z nimi face to face tylko wysyła na nich swoje zmutowane świry.

A ja gdybym mogła wyłączyć swoje uczucia i emocje to byłoby najlepiej. Tak bardzo martwię się o tatę- jest nieprzytomny, a Wiedźma odprawia nad nim jakieś voodoo. Pocieszam się tylko myślą, że działo się to dwie dekady temu i jak widać obecnie tacie nic wtedy strasznego nie stało. Chyba mam rację, nie? Ale gdzie są ówcześni Obrońcy? Jak mam ich rozpoznać? Jak stwierdzić, czy będą tworzyć ten wymarzony dream-team w teraźniejszości. Czego mam szukać? Na co mam zwracać uwagę? Na ten temat Miecz wyjątkowo niepodobnie do siebie milczy( a tak to cały czas ględzi, jeśli ktoś tępy jeszcze się tego nie domyślił). Ech, jak mój tato z nim wytrzymywał przez tyle czasu? Po powrocie koniecznie muszę o to zapytać.

— Jak mam służyć swojej księżnej? — co to niby do cholery ma być?! Mój tata był zły?! Ale jak to?! Dlaczego?! O rany!!! A ja nagle jak na talerzu mam imiona wszystkich Obrońców. I Obrońcą była też Kim?!!!!!!!!!!! Ona była dobra, a tata zły?!!!!! Już niczego w tym momencie nie rozumiem? Jestem w chorej alternatywnej rzeczywistości czy co?!

Jacob- ten co ćwiczył z tatą jest przywódcą, dalej Emil, William, Taylor i Kim (blee) — piątka pierwszych Obrońców na Ziemi, wyszkolonych i prowadzonych (oczywiście nie za rączkę, żeby nie było, to nie przedszkole) przez pierwszego mentora-Mistrza Z oraz jego pomocnika i prawą rękę Alberta (bez skojarzeniem z chodzącym nietoperzem: P) I bądź tu Mia mądra, twój ojciec jest najwidoczniej zły, wiedźma, która cię nie tak dawno temu zaatakowała- dobra, do tego spamiętaj wszystkie imiona, poczyń odpowiednie obserwacje i znajdź dobry dream-team, który pokona obecnego vilana (przeszłego Obrońcę), a przy tym kieruj się niewiadomo czym. Bułka z masłem (ech…).

A ojciec wygląda podobnie do Obrońców, wtarga do Bazy Operacyjnej, nokautuje Alberta, atakuje Mistrza Z, a ten wie jak tata ma na imię, ale nie robi nic by się bronić. I gdzie tu ludzie logika? Wiedźma natomiast wysyła jednego ze swoich sługusów do walki z Obrońcami a tatuś grzecznie do niego dołącza. Ale te „mundurki”, mogli by mieć lepsze, wyglądają w tych kombinezonikach, hmm, kiczowato? No cóż, to ma ochraniać przed ciosami, a nie startować na targach mody. Co jeszcze? Nikt nie słyszał nigdy o Obrońcach, a przecież trochę szkód te sługusy Wiedźmy robią. Ale Mistrz Z robi te swoje czary-mary nie do wiary, a ludzie myślą, że przeszło tornado, huragan, było trzęsienie ziemi, powódź, susza, lub atak wandalizmu. Uff, wymieniając to aż się spociłam.

— Za moją królową!!! — wrzeszczy jak opętany ojciec szarżując na Obrońców. A oni nie dają mu rady. Ta Wiedźma musi mieć przeogromną moc, albo sam mój tata jest taki potężny.

— Miecz, co ja mam robić? — pytałam

— W tym momencie tylko uzbroić się w cierpliwość i obserwować.

— Łatwo ci mówić. Miecz, to nie twój ojciec stał się na moich oczach jakimś super złoczyńcą.

— Pamiętaj Mia, że to mój przyjaciel i myśl co chcesz, ale też trudno mi na to wszystko patrzeć.

— A ty masz w ogóle gdzieś oczy, bo nie widzę?

— Znów zaczynasz…

Widzę, że tylko Jacob jako tako daje sobie radę ze złym Thomasem( jakby kto nie pamiętał jak mój tata ma na imię). Ale i tak oberwał i to dość mocno. Zobaczymy co z tego wyniknie dalej, a ja tymczasem ciągle mam ciarki na plecach słysząc w mojej głowie jak echo głos ojca:

— Zniszczę was wszystkich!!!

W międzyczasie Obrońcy zastanawiali się kto mógł zlokalizować i wtargnąć do Bazy Operacyjnej i kim jest zły Obrońca( kiepska nazwa, ale cóż, do nazewnictwa to ja się wtrącać nie będę). Równolegle, mój ojciec jak gdyby nigdy nic( czyli nie skopał porządnie tyłków Obrońców) wrócił do Centrum Sportowego i dla zabawy wdał się w bójkę z dwoma kolesiami. Nie wspominając już o tym, że każdemu, który się napatoczył sypał wrednym komentarzem. Zamienił się w osobę, której wszyscy się boją. Takiego zachowania po swoim własnym ojcu bym się nie spodziewała. I znów na pocieszenie zostaje myśl, że za tym wszystkim stoi ta parszywa Wiedźma. Ach, zapomniałam wspomnieć, że Jacob z Williamem zaczęli się domyślać, że to właśnie ona stoi za działalności tego Złego( wiem, wiem, miałam się nie mieszać do nazewnictwa, ale zły Obrońca brzmi kiczowato. I znów używa tego słowa. Ach. A wracając do Obrońców, to rychło w czas pokapowali się o co kaman. Wyskakuje na nich Zły, kopie im tyłki, a oni nie potrafią dodać dwa do dwóch i nie wiedzą, że wynik daje Wiedźmę).

Na pocieszenie mogę jedynie dodać, że widzę pozytyw złego „ja” mojego taty-jest wyjątkowo wredny dla Kim. Szkoda, że nie zostało mu tak do końca.

Tyle się dzieje, że nie mogę nad wszystkim nadążyć. Obrońcy doprowadzają do porządku Bazę Operacyjną, a mój ojciec stoi za porwaniem Jacoba do jakieś upiornej celi rodem z horroru. Na dodatek kraty są pod wysokim napięciem. Biedny Jacob, to musiało boleć! Na dodatek komunikator (czyli te śmieszne coś, co wygląda jak pasek) z Bazy Operacyjnej nie działa, tak jak i zdolność zmiany w Obrońcę, a gdyby tego było mało na horyzoncie pojawia się główny Sługus Wiedźmy z żądzą mordu w oczach. Uff, szykuje się bardzo nierówna walka. Oby Jacob podołał. Wierzę w niego. Musi dać radę! Tia, na deserek pojawia się Thomas chcący skopać tyłki pozostałym Obrońców. Na dwóch płaszczyznach rozgrywają się walki- nierówna między Jacobem a Sługusem i druga między Złym a Obrońcami, pozbawionymi lidera, którzy nie dają rady. Ach!!! To było brutalne!

Uch, po pewnym czasie Obrońcy trochę się odkuli i po raz pierwszy cieszę się z tego faktu, że to ojciec dostał bęcki. Mam nadzieję, że dość długo będzie lizać rany, albo ocknie się z tego dziwnego letargu i znów będzie sobą. Obrońcy również nie próżnowali i na wszelkie możliwe sposoby rozpoczęli poszukiwania Jacoba.

— Mam jakieś złe przeczucia i myślę, że ten zły gościu stoi za zniknięciem Jacoba- stwierdziła Kim (Wow brawo dla niej! A może po prostu Jacob sobie uciekł, bo miał wszystkiego dość? Czy wszyscy w tej drużynie są tacy tępi?)

Tymczasem miejsce Sługusa w znęcaniu się nad Jacobem zajął mój ojciec. Na nic moje nadzieje, że upłynie trochę czasu, zanim się pozbiera (mówię tu oczywiście o ojcu). Uff, w ostatniej chwili Jacobowi udało się przetransportować do Bazy Operacyjnej. A ja, nadal nie wierzę, że ojciec byłby zdolny do zabójstwa. Jeszcze sekunda, a przeszyłby Jacoba mieczem. Nie mogę w to uwierzyć. Mój bohater, mój wzór do naśladowania będzie mordercą? Czemu ja go odnalazłam? A jak zabił mamę i wujka Roberta? To dlatego mama go zostawiła i uciekła?! Muszę wrócić do domu!

— Wiem Mia o czym tak intensywnie myślisz. Ale nie daj się przytłoczyć tym myślom. Pamiętaj, że to tylko działanie złego uroku. Dobrze wiesz, że twój ojciec nie jest taką osobą.

— Łatwo ci mówić- tylko tyle zdołałam powiedzieć, wciąż byłam w szoku

— Musisz przez to przebrnąć, zobaczysz, jeszcze trochę i wszystko będzie inaczej. Pamiętaj o tym, co Thomas niedawno ci powiedział, o tym, że na początku swojej drogi był zmuszany nie z własnej woli do tak koszmarnych rzeczy, że do tej pory ma wyrzuty sumienia- przypomniał mi Miecz

Nie dość, że Obrońcy musieli walczyć z moim złym ojcem, to Wiedźma nie zamierzała próżnować i do walki wysłała swoich najbardziej silnych i lojalnych wobec niej sługusów. Ale na plus wyszło to, że Obrońcy domyślili się, że to Thomas jest tym Złym. Mam nadzieję, że znając prawdę uda im się w jakiś sposób zdjąć zaklęcie z taty.

Ale jak dotąd i tak ponoszoną klęskę. Wiedźma wytoczyła najcięższe działa, nie udało się pokonać wroga, który zniszczył praktycznie całe uzbrojenie Obrońców.

— Nie możemy się poddać! Musi istnieć jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Świat nas potrzebuje! Thomas nas potrzebuje! — powiedział zdeterminowany Jacob

A ja w tym momencie poczułam, że znalazłam pierwszego starego-nowego Obrońcę( bo mimo przeciwności losu, bezsilności nie poddawał się, choć wydawało się, że ojciec skazany jest na porażkę, Jacob ciągle widział nadzieję), który pomoże nam w teraźniejszości.

— Skontaktuje się z twoimi rodzicami, by namierzyli Jacoba i wyjaśnili mu całą sytuację. Kim nie próżnuje a 3 osoby nie dadzą sobie rady z jej stworami i pomysłami. Mia, tak trzymaj! I szukaj dalej- powiedział Miecz

— A może mnie nagrodzisz i powiesz mi co się w końcu stanie z tatą? -spytałam

— Cierpliwości, niedługo wszystko zostanie wyjaśnione.

— Oj nie bądź taki, zdradź jakiś szczegół, proszę-przymilałam się

— Przygotuj się tylko na ostateczną bitwę.

— Ale teraz czy wtedy(czyli teraz ale dawniej, ale to pokręcone, no nie)?


Pojedynek jeden na jednego. Jacob kontra Thomas. Kto wygra? Który z nich okaże się silniejszy? Trwało to bardzo długo, walka była zaciekła, bardzo wyrównana, do końca nie było wiadomo, co tak naprawdę się stanie. I w końcu, doczekałam się! Czar Wiedźmy złamany!!! Tata znów jest sobą i widać, że mimo tego, że był pod wpływem zaklęcia ma ogromne wyrzuty sumienia, że wszystko dokładnie pamięta, że wstydzi się tego, że dopuścił się do tak potwornych rzeczy. Jest na siebie wściekły, że nie potrafił kontrolować samego siebie. W ramach zadośćuczynienia zgadza się na propozycję Jacoba wstąpienia do Ligii Obrońców( bo tak to się fachowo nazywa) i walkę przeciwko Wiedźmie. Tak, to już w 100% mój ojciec!

— Wreszcie przepowiednia dopełniła się, 6 Obrońców w końcu razem- odrzekł Mistrz Z obserwując całą sytuację z daleka.


Początki taty jako Obrońcy polegały na szlifowaniu umiejętności w sportach walki oraz ćwiczeniu medytacji pod okiem Mistrza Z, by zapobiec w razie konieczności kontroli umysłu, bo takowa miała mieć miejsce. Wiedźma wielokrotnie próbowała dostać się do umysłu Thomasa, na nowo go opętać, przekabacić na swoją stronę. Jednak tym razem za każdym razem jej próby kończyły się fiaskiem. 6 Obrońca zaczął wyrabiać w sobie mechanizmy obronne i wywalać Wiedźmę ze swojego umysłu. Dodatkowo, Tata, walcząc z sługusami Wiedźmy używał tylko swoich własnych umiejętności, do walki z większym kalibrem wzywany był tylko w ostateczności i działo się to naprawdę bardzo rzadko. Nie dziwię się, że Mistrz Z podjął taką decyzję. Przecież to Wiedźma stworzyła 6 Obrońcę i nie wiadomo, czy nie zabezpieczyła się czymś w razie niepowodzenia, w każdej chwili w jakiś sposób mogła też na nowo podporządkować sobie Thomasa. Te myśli chodziły mi często po głowie. Niedługo miałam się przekonać, że i tym razem intuicja mnie nie zawiodła. Wiedźma długo kombinowała, aż w końcu jej misterny plan miał się ziścić.


Ale to nie koniec rewelacji. Przed chwilą dowiedziałam się, że mój ojciec i Kim stanowili parę!!!!!!!!!!!! Jak na nich patrzę, to mi się zbiera na wymioty. Ta cała historia jest bardziej pokręcona niż myślałam na początku. Widzę też, że tata był w Kim mega zakochany, wręcz wpatrzony w nią jak w obrazek i zdaje się, że ona w nim także. Świata poza sobą nie widzą i zachowują się jak papużki nierozłączki. Co stało się później? Jakie czynniki, wydarzenia, fakty wpłynęły na wydarzenia dnia dzisiejszego. Mam nadzieję, że dość szybko się dowiem( tak, wiem cierpliwość nie należy do moich mocnych stron).


Nieustannie obserwując Kim doszłam do niemiłego wniosku, że musiała nosić zalążek mroku w swoim umyśle, albo sercu. Dla osób, za którymi nie przepadała była mega uszczypliwa i niemiła. Celowo prowokowała, pojawiała się w miejscach, gdzie przebywały osoby, których wręcz nie znosiła. Wiem, że to taki okres, liceum i te sprawy, wyrabianie swojej pozycji, popularności najczęściej wśród zgrai popularsów, ale skoro jest się wybranym na Obrońcę i przeszło się proces inicjacyjny, powinno zachowywać się trochę inaczej, dawać jakiś dobry przykład. Nie mam racji? Tata i pozostała paczka jakoś tak się nie zachowywała, oczywiście odparowywała na zaczepki idiotów, bo na kretyńskie zachowania trzeba jakoś zareagować, no ale ta cała Kim potrafiła być wredna dla staruszki, która poprosiła ją o pomoc, nabijała się z czyjś pupili, bo ona sama nie cierpi zwierząt (i jak twierdzi smrodu i bałaganu z nimi związanymi). Czy Mistrz Z tego nie zauważał? Nie widział tego, że Kim z dnia na dzień zachowuje się inaczej, gorzej. Jest niechętna i robi wszystko w taki sposób, jakby była to kara. Chętnie bym sobie porozmawiała z Mistrzem Z na ten temat. Niestety na takie coś nie ma już szans, Mistrz odszedł wiele lat temu.


Na dodatek, moje podejrzenia, co do tego, że Wiedźma coś kombinuje z odebraniem ojcu mocy Obrońcy były w 99,9% słuszne, choć i tak byłam zaskoczona, że trwało to tak długo. Coraz częściej zdarzało się, że jej sługusy, w coraz większych ilościach atakowały ojca właśnie wtedy, gdy był sam. Ja oczywiście nie mogłam z tym faktem nic zrobić, żadnej interwencji, pomocy z mojej strony, bo to zakłóci bieg przyszłości. Musiałam powtarzać te słowa jak mantrę. Mogłam tylko patrzeć, zaciskając pięści, jak tato z coraz większą trudnością radzi sobie w walce, jest wyczerpany, osłabiony, wycieńczony i w każdej kolejnej potyczce coraz wolniej wychodzi z potrzasku (akurat tak się dzieje, że nie ma możliwości przemiany w Obrońcę, moc zaczyna odmawiać posłuszeństwa). Ale na pocieszenie, sprytu i pomysłowości tacie odmówić nie mogę. Zawsze szukał sposoby, by wywinąć się z nie lada tarapatów i w większości przypadków, jego pomysły udało się zrealizować z sukcesem.


Tymczasem Mistrz Z postanowił nauczyć Obrońców pokonywania swoich największych, najbardziej strzeżonych w zakamarkach umysłu leków, na wypadek gdyby Wiedźma użyła ich przeciw nim. Sama z miłą chęcią poddałabym się takim ćwiczeniom, by być na przyszłość bardziej użyteczna w wielkiej bitwie, która nieuchronnie ma się zbliżać. Zamierzam walczyć na równi ze wszystkimi Obrońcami, nie zamierzam stać z boku i biernie obserwować bieg wydarzeń, jak muszę to robić w chwili obecnej. Nie będę tchórzem, wolę walczyć i pomóc ochronić Ziemię. Walka ze swoich strachem może być jedną z najniebezpieczniejszych. Możemy tak do końca nie znać swoich leków, nawet nie wiedzieć, że takowe się ma, a spotkanie z nimi może być bardzo okrutne i nieprzewidywalne.

Wracając do ćwiczeń Mistrza Z spodziewałam się po Obrońcach najgorszych lęków rodem z najstraszniejszego horroru albo filmu psychologicznego. Ale to co zobaczyłam u Kim rozwaliło mnie na łopatki, znokautowało. Laska boi się utracić swoją młodość i urodę. Wizja jej samej jako staruszki spowodowała u niej krzyk, wrzask i lament. Czyżby ten lęk spowodował, że w chwili obecnej jest przesiąknięta złem do szpiku kości? Bojąc się tego, że każdy z nas się w końcu zestarzeje i nie będzie już wyglądał tak jak kiedyś, doprowadziła aż do takich wydarzeń? Kim chciała zatrzymać dla siebie czas i to popchnęło ją w szpony zła?


Ja natomiast zaczynam dostrzegać pozytywy obserwacji. A jest nią przede wszystkim nauka i wyciąganie odpowiednich wniosków. Zaczynam rozumieć istotę sztuk walki, pracę w drużynie, jak być przykładnym liderem. Dodatkowo uczę się opanowania i cierpliwości (z wielkim trudem, bo litości muszę patrzeć na amory mojego nastoletniego ojca i Kim, czemu nie mogli mi akurat tego oszczędzić? Dodatkowo Miecz i jego nieustanne malkontenckie towarzystwo). Tylko, że jak na razie moja misja idzie strasznie ślimaczym tempem, bo tylko Jacob spełnia moje wymogi dotyczące teraźniejszego Obrońcy a potrzebuje ich dziesiątki. Potęga Kim jest niewyobrażalna i ona nie spocznie do momentu, gdy nas wszystkich nie zniszczy. Co do pozostałych pierwszych Obrońców pod wodzą Mistrza Z: Emila, Williama i Taylor tak naprawdę nie mam wyrobionego zdania. Nie to, że źle wykonują swoje zadanie, ale moim zdaniem nie są wystarczająco dobrzy, by stanąć do walki z Kim. Wiem, że niedługo 3 z nich odejdzie( każdy z Obrońców raz na jakiś czas podejmuje decyzję, czy nadal chce bronić ludzkość w taki sposób, czy robić coś pożytecznego na innych płaszczyznach: walka z dyskryminacją, rasizmem, łamaniem praw człowieka, ekologia, ochrona środowiska, wstąpienie do służb mundurowych itp., itd.), zobaczymy, czy w nowych Obrońcach dostrzegę tych, na których mi zależy. Wśród nich będzie wujek Robert, ale on już jest na straży i działa razem z rodzicami i Jacobem (wiem od Miecza, że ten ostatni odpowiedział na wezwanie i bez chwili wahania dołączył do drużyny).Mój instynkt w przypadku Jacoba mnie nie zawiódł.


Wracając do przeszłości, w której się obecnie znajduję, doszło do momentu, gdy Wiedźma (oczywiście ja ją tylko tak nazywam, wyleciało mi jej prawdziwe imię, sorry…) postanowiła wytoczyć swoje najcięższe działa by zniszczyć moce 6 Obrońcy razem z osobą mojego taty. Skoro nie udało jej się po raz kolejny zaczarować i zamieszać w umyśle mojego taty, postanowiła go zabić. Ale wszystko po kolei, bo się zaraz pogubię w tym wszystkim. Najpierw osławiony Sługus Wiedźmy porwał go (chodzi oczywiście o mojego ojca) i zamknął w więzieniu, do którego trafił kiedyś Jacob. Początkowo Wiedźma ponowiła swój stary plan, by na powrót opętać ojca, by ten znów był zły. Myślała, że jak Thomas będzie znajdował się tak blisko niej, jej moc będzie miała skuteczniejsze działanie. Ale nici z tego moi drodzy, bo tato uodpornił się na uroki, praktykując wielogodzinne medytacje z Mistrzem Z. Blokada jego umysłu była zdecydowanie za silna na sztuczki Wiedźmy. Bardzo osłabionego tatę postanowiono więc poddać cielesnym torturom, by odebrać mu moce Obrońcy i go w ostateczności zgładzić. A ja znów muszę na to patrzeć i nic nie mogę zrobić! Przecież to mój ojciec i nie mogę patrzeć, gdy dzieje mu się krzywda!!! To nie jest fair!!! Przecież i tak jestem niewidzialna, więc nikt nawet by się nie zorientował, że pomogłam. Ale Miecz przeczuwając, co chce zrobić znów mnie skutecznie unieruchomił, choć po czasie zorientowałam się, że zajęło mu to więcej czasu. Wahał się, nie zorientował się na czas, czy może… coś dzieje się ze mną, może moje umiejętności powoli zaczynają ewoluować?

— Jak wrócę do domu to spuszczę cię w kiblu-zagroziłam

Ostatkiem sił Thomasowi udało się uciec z więzienia, odzyskując swój komunikator, który umożliwiał również teleportację. Nie zważając na protesty Mistrza Z, tata postanowił wykorzystać resztki mocy Obrońcy, których nie udało się zniszczyć i pozostały w jego organizmie by pomóc przyjaciołom w walce z wyjątkowo ohydnym stworem, odpornym na ataki Obrońców. Tata wiedział, że może ryzykować własnym życiem, ale wolałby umrzeć w walce, a nie jak ostatni tchórz, który próbuje nieudolnie chronić swój zadek. Ostatnia walka wykończyła tatę. Przez długie godziny był nieprzytomny, ale nadal tliły się w nim ostatnie iskry mocy Obrońcy. Można było przywrócić pancerz i elementy uzbrojenia 6 Obrońcy. Mistrz Z stwierdził, ze może uda się choć część tej mocy nie zmarnować, w postaci przekazania pozostałym Obrońcom fragmentów uzbrojenia. W ten sposób duch 6 Obrońcy nadal będzie się tlił, a tata po kilku dniach odpoczynku, fizycznie dojdzie do siebie, choć Obrońcą nie będzie już mógł być, moc po jakimś czasie na zawsze opuści jego ciało. Jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Ale o tym później…


Ojciec wyjechał z Angels na jakiś obóz karate, nadarzyła się sposobność, by uciec od wydarzeń ostatnich dni, więc nawet się nad tym nie zastanawiał. Jacob natomiast musiał stanąć przed najważniejszą bitwą w swoim życiu. Wiedźma, wiedziona sukcesem w unicestwieniu 6 Obrońcy, postanowiła dobrać się do Przywódcy. Była ona przekonana, że moce zostały całkowicie unicestwione oraz, że praktycznie cały plan jej się udał. Ubolewała tylko nad tym, że nie udało jej się wykończyć Thomasa, choć po czasie stwierdziła, że teraz jest on bezużyteczny i przestała skupiać na nim swoją uwagę. Postanowiła natomiast wyeliminować Przywódcę, będąc pewna, że jeśli polegnie on, polegną i inni, a Ziemia będzie stała dla niej otworem. W czasie jednej z walk wszyscy Obrońcy za wyjątkiem Jacoba zostali porwani do mrocznego więzienia (jak widać do stałego miejsca tortur Wiedźmy). Przywódca zaczął obwiniać siebie o przyczynę tej sytuacji, przez co w walkach ze zwykłymi sługusami Wiedźmy ponosił sromotną klęskę. I wtedy na horyzoncie pojawił się mój tato i poskładał Jacoba do kupy, przemawiając mu do rozsądku.

Poskutkowało. Jacob wziął się w garść a do legend Obrońców (spektakularne momenty, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie nowym Obrońcom) przeszła jego historyczna walka- sam jeden przeciwko dziesiątkom sługusom Wiedźmy i jej najwierniejszemu Sługusowi. Spektakularne zwycięstwo, walka z taką pasją i determinacją, której nie dało się pokonać, uwolnienie Obrońców i 100% pewność Jacoba, że zasługuje na tytuł Przywódcy.

Lecz Wiedźma też szybko uczyła się na swoich błędach i potrafiła wyciągać właściwe wnioski. I choć Jacob uwierzył w swoją siłę i umiejętności, to i tak do pokonania jej czarów była potrzeba dodatkowa pomoc, na którą wołanie odpowie już niedługo sam Mistrz Z.


Co do samej postaci Wiedźmy i jej mocy, to potrafiła ona przemienić absolutnie wszystko w swoją maszynkę do demolki (czar rzucała na przedmioty, zwierzęta, przyrodę ożywioną, ale najczęściej czarowała ludzi, wykorzystywała ich jak maszyny do zagłady, którzy po pokonaniu i złamaniu czaru na szczęście nie pamiętali niczego i dzięki umiejętnościom Mistrza Z znajdowali się bezpiecznie w swoich łóżkach z przeświadczeniem złego snu bądź też z ogromnym kacem lub bólem głowy. O Wiedźmie i Obrońcach nie mieli zielonego pojęcia).

A w międzyczasie Jacob kolejny raz dowiódł, że zasługuje na miano prawdziwego Obrońcy. Gdy Wiedźma rzuciła na wszystkich podopiecznych Mistrza Z zaklęcie lęku(tak jak się tego spodziewano) tylko dzięki Jacobowi zostało ono pokonane. I znów na całej linii zawiodła Kim, która zamiast próbować walczyć z lękiem i poskramiać go, tak jak działo się to podczas wielogodzinnych ćwiczeń, ona w przeciwieństwie do pozostałych nie stanęła do walki, ale uciekła.

— Miecz, może mi w końcu powiesz, dlaczego ona została Obrończynią?

— Wszystkiego z czasem się dowiesz- ostatnio słyszałam w kółko tylko to zdanie

— Wiesz, że zaczynasz robić się nudny? Może gdzieś masz jakiś pstryczek, to cię zresetuję, może zaczniesz gadać co innego.


Finally, Dad is back! Obrońcy zostali porwani. Na Angels nastąpił zmasowany atak. Tylko tata jako jedyny był w stanie uwolnić zakładników (wszystkich ówczesnych mieszkańców Angels z Obrońcami na czele) i podjąć się obrony. Dzięki Mistrzowi Z, wytrwałości, męstwu, umiejętnościom, odwadze, sile wewnętrznej taty udało się przywrócić tymczasowo moce 6 Obrońcy. Tylko tata, kontra wszystkie działa, które mogła wytoczyć Wiedźma, który od samego początku do końca akcji mógł liczyć przede wszystkim na swoje umiejętności, a dopiero na tymczasowe, niepełne moce Obrońcy. Walka ze Sługusem Wiedźmy i jej żołnierzami, nierówne starcie, ciężkie urazy, obrażenia, rany ale tata nie poddawał się i… wygrał, na koniec uwalniając wszystkich. Co było zaskakujące, gdy wydawało się już, że tacie się nie uda, że moce się wyczerpią, moce wróciły do właściwego stanu z przed próby ich usunięcia. To tata napędzał moc 6 Obrońcy, nie na odwrót, co jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Choć te tymczasowe moce były wyczerpujące i w pewnym stopniu destrukcyjne dla organizmu, tata zadecydował, że pozostanie tak długo 6 Obrońcą, póki jego moc nie wygaśnie raz na zawsze! I jak tu nie mówić, że mój ojciec jest bohaterem, upartym i zadziornym, ale bohaterem. A upór, zaciętość i zadziorność zdecydowanie odziedziczyłam po nim. Tylko, żeby jeszcze być takim bohaterem, jak on…


Doczekałam się w końcu pierwszej akcji drużynowej mojego taty- wszystko od A do Z. Pełna synchronizacja, skupienie, pomysłowość, tymi cechami mogę opisać pierwszą walkę wspólnego teamu. Wiedźma, gotując się ze złości postanowiła nie dawać spokoju zarówno Jacobowi jak i zwykle mojemu tacie. Nie mogła znieść, że 6 Obrońca wrócił, jeszcze silniejszy niż przedtem, przejawiając zdolności znacznie odbiegające od pozostałych Obrońców. Znienawidziła Jacoba za to, że wielokrotnie jej uciekł i był odporny na wszystkie jej sztuczki. Obu chciała wyeliminować i w obu przypadkach ponosiła porażkę za porażką. Dodatkowo przyjaźń między Thomasem a Jacobem stawała się coraz mocniejsza, powodowało to też, że razem bardzo trudno było ich pokonać. Im silniejsza była ich przyjaźń, tym silniejsi stawali się na polu bitwy.


Jednakże mogłam zauważyć, że Mutanty Wiedźmy były coraz bardziej potężniejsze, coraz częściej bywało tak, że tata musiał ratować pozostałych Obrońców( choć nie posiadał całej mocy)

— Mam nadzieję, że Mistrz Z wzmocni niebawem uzbrojenie Obrońców, bo dostają coraz większe bęcki. Moc, mocą, ale nowe zabawki byłyby mile widziane- oceniłam

— Możesz wysławiać się poprawnie? — skarcił mnie Miecz

— Gościu, ile ty masz lat? Milion? Myślisz, że normalna 18-latka będzie mówić jak stara baba z tymi wszystkimi „ą” i „ę”. Sorry, ale to nie dla mnie- zdenerwowałam się

— A ja widzę, że ci się bardzo nudzi. Skup się na zadaniu. Czas ucieka- zrzędził jak zwykle

— Malkontent jak zawsze. Z czymś się ktoś urodzi, tego za nic w świecie się nie wypleni- oceniłam

I choć Wiedźma z dnia na dzień rosła w siłę, nie spodziewałabym się, że niedługo będę zbierać z gleby swoją szczenę. Mianowicie na horyzoncie pojawiła się matka Wiedźmy- niejaka Lady K ( nie mylić z tą całą Kim, plus w życiu nie spodziewałabym się, że Wiedźma ma tak „uroczą” mamusię, ale jak to się mówi- w rodzinie nic ci człowieku nie zginie).

Za to, że Wiedźma nie potrafiła poradzić sobie z 6 Obrońców, Lady K kazała zamknąć ją w lochach ( kochana mamusia, bardzo troskliwa w stosunku do dziecka, nie poradziłaś sobie, to za karę posiedzisz sobie w lochach i stłumię twoją moc, byś nie narozrabiała) i sama postanowiła zająć miejsce swojej córuni, będąc pewna, że w parę chwil będzie panować nad Ziemią.

Prawdę mówiąc patrząc na nią, jej zachowanie, jest się czego bać. I co najważniejsze, zdecydowanie jest silniejsza od swojej córki. Na początek wywołała silne trzęsienie ziemi (bo najróżniejsze wybuchy to jej ulubiona zabawa by the way), potem wysłała swoich własnych żołnierzy do walki z Obrońcami- o wiele szybszych, o wiele silniejszych, sprytniejszych, choć z wyglądu takich samych. Dotychczasowe uzbrojenie Obrońców nie dawało im rady! Obrońcy z trudem ich pokonali. Ale gdyby tego było mało, Lady K nie próżnowała i do ataku wysłała swoje pierwsze monstrum w towarzystwie… Sługusa Wiedźmy (ten przydupas dość szybko zaakceptował zmianę szefowej i wyglądało, że bardzo się cieszy z takiego obrotu sprawy), którzy w bardzo krótkim czasie zniszczyli całe uzbrojenie Obrońców.

— Mistrzu Z, co tak naprawdę się dzieje? — zapytał tata zaraz po nagłej ewakuacji do Bazy Operacyjnej

— Czy to Wiedźma tak nagle urosła w siłę? — dopytywał Jacob

— Wszystko po kolei- uspokajał Mistrz Z- Tak jak się spodziewałem od pewnego czasu Wiedźmę zastępuje jej matka-Lady K, a nawet zajęła jej miejsce.

— To ona ma matkę? Ohyda! — skrzywił się Emil

— Tak, jeszcze bardziej potężniejszą i przebieglejszą od swojej córki. Tak jak mówiłem wam kiedyś, zła we wszechświecie jest cała masa. Teraz wy-Obrońcy, musicie zmierzyć się z jeszcze bardziej skomplikowanymi i silnymi ciemnymi mocami. Musicie ciężej trenować swoje ciało, a przede wszystkim umysł, by nie dać się pokonać złym zaklęciom.

— Ale jak możemy to zrobić, kiedy nasze uzbrojenie zostało zniszczone? Przecież nie mamy się czym bronić! — wtrącił William

— Tym zajmę się ja- wtrącił Albert- Potrzebuję tylko, byście zdobyli szczątki waszego dawnego uzbrojenia.

— W czym niby ma nam to pomóc? — dociekał Jacob

— Na bazie waszego starego uzbrojenia, zbudujemy nowe, silniejsze, mocniejsze, takie które będzie nadawać się do walki z Lady K- powiedział Mistrz Z- Bez dawnych cząstek nie jesteśmy w stanie ruszyć z procesem stworzenia potężniejszego narzędzia do walki ze złem.

— Otrzymacie nowe moce, ale pamiętajcie, ze to wasze umysły, wasze umiejętności są najważniejsze, wy sami stanowicie Moc- wtrącił Albert.

— Ale co z Thomasem? Czy też dostanie nowe uzbrojenie? — chciał wiedzieć Jacob

— Moce 6 Obrońcy są niestabilne i tymczasowe. Przykro mi Thomas, ale na chwilę obecną nie możemy jeszcze nic zrobić- powiedział ze smutkiem Mistrz Z- Sam jeszcze do końca nie wiem, w jaki sposób sam chronisz Moce 6 Obrońcy, gdy połączę wszystko w spójną całość, będą mógł coś poradzić.

— Nic nie szkodzi. I tak zamierzam walczyć nie ważne, czy to z Wiedźmą, czy też z Lady K, jestem Obrońcą i do moich obowiązków należy ochrona Ziemi. Będę o nią walczyć do ostatka sił- stwierdził ojciec- Z Mocą czy też bez- dodał

— Tak mówi prawdziwy Przywódca- szepnął cicho do siebie Albert-Thomas wytrzymaj jeszcze trochę-dodał tajemniczo

Nie dopytywałam Miecza o wcześniej ukazaną sytuację. Wiedziałam, że tata był Przywódcą, później sam Mentorem, a te wydarzenia zwiastowały, że niedługo te zmiany dla mojego ojca nadejdą.

Tymczasem Obrońcom udało się odzyskać resztę uzbrojenia. Dzięki czarom Mistrza Z stworzono nowy, ulepszony sprzęt bojowy, doskonały do walki z mutantami Lady K. Pierwsze zwycięstwo na nowym wrogiem+ groźby Lady K, że to dopiero początek i ona się zmeści (już to kiedyś słyszałam… stop… ciągle to słyszałam, po przegranej walce Wiedźmy: D).


Wracając do wątku uzyskania nowego uzbrojenia przez Obrońców, ciągle zastanawiam się, co miał na myśli Albert, gdy szeptał sam do siebie na temat mojego ojca.

— Mieczu! — wykrzyknęłam nagle-Czy mi się czasem nie wydaje, że niedługo tata otrzyma całkiem nowe moce?

— Cierpliwości Mia, cierpliwości!

— Ach!!! A ty jak zwykle! — wykrzyknęłam zawiedziona. Przecież to było oczywiste, a ten Malkontent nie mógł tego potwierdzić. Musiałam polegać tylko i wyłącznie na swoich przypuszczeniach. Choć w tym przypadku, byłam pewna, że Albert mówił o nowych mocach Obrońcy dla taty.


Powiem szczerze, że matka z córką miały ze sobą wiele wspólnego. Tak jak wcześniej Wiedźma, tak jak i teraz Lady K robiła wszystko, by osłabić jeszcze bardziej mojego ojca- poprzez coraz częstsze ataki na jego osobę. Lady K, za wszelką cenę chciała poznać granicę mojego ojca, jak długo wytrzyma, jak długo może być dopalaczem dla mocy 6 Obrońcy. Chcąc być obiektywną-tata był wówczas najsłabszym ogniwem u Obrońców i można było go najszybciej wyeliminować, poprzez sprawdzenie jego limitów.

Huh, a teraz jakbym widziała przed swoimi oczami teraźniejszą Kim. Lady K rzuciła na nią urok nienawiści. Co ciekawe, urok zadziałał błyskawicznie, bez jakichkolwiek prób oporu. I czyżby do tej pory jej to zostało? Chyba nie, jest za wcześnie na to wszystko, ale patrząc na to wszystko, Kim zachowuje się tak samo jak ta obecnie. Jest kłótliwa, złośliwa, nadpobudliwa, pyskata, sarkastyczna, wredna a przede wszystkim ignoruje polecenia Mistrza Z. A fakt, że pokazuje pazurki mojemu tacie i ciągle mu grozi, że go zniszczy, jakoś mnie nie rusza. Ale ten, zamiast się zniechęcić, uciekać, gdzie pieprz rośnie, szuka sposobu, by złamać zaklęcie. Tato, daj sobie z nią spokój! Litości, na to nie da się patrzeć. A gdyby tego jeszcze było mało, Lady K zaplanowała kolejny, zmasowany atak na Angels, wiedząc, że Obrońcy działają w osłabionym składzie.

— Poczekajcie, idę z wami! — wykrzyknął tata

— Ale czy nie powinieneś oszczędzać swoich mocy? — zapytała Taylor

— Nie zamierzam biernie się temu przyglądać. Mam zamiar walczyć dopóki będę mógł.

— Ale Lady K chce cię wykończyć-odparła Taylor

— I tak nie spocznie, póki nie odbierze mi mocy, dlatego póki je mam, chcę jak najlepiej je wykorzystać.

Na koniec tej historyjki napiszę tylko, że urok z Kim został zdjęty, choć zauważyłam, że troszkę inaczej po wszystkim zaczęła się zachowywać. O co mi chodzi? Zaczęłam widzieć w niej zalążki prawdziwego mroku. Miałam wrażenie, że pozostałości uroku Lady K zostały, tak, jakby sama Kim chciała, by one nie zniknęły, tylko zostały uśpione i czekały w pogotowiu na ponowne rozbudzenie się. Wydawało mi się, że Kim kontroluje to.

— Miecz, możesz mi coś powiedzieć? — spytałam

— Zależy o co pytasz- burknął w odpowiedzi, bo przerwałam mu jego medytację

— Czy jeśli serce od urodzenia ma w sobie potencjał mroku, to czy istnieje prawdopodobieństwo, że będąc pod wpływem uroku i nawet po jego zdjęciu, ten potencjał może się rozwinąć do tego stopnia, że osoba podatna, może w jakiś sposób zacząć go kontrolować, gdyby zaistniał jakiś bodziec, który to rozbudził?

— Jest to prawdopodobne- odpowiedział Miecz bez zastanowienia się

— Jak zwykle szczera, wnikliwa wypowiedź Mieczu. Tylko w takim razie po co tu w ogóle jesteś? Bo zamiast mi pomagać to wnerwiasz mnie na maxa. Mówisz samymi ogólnikami, ja potrzebowałabym więcej. Jakieś szczegóły, konkrety byłyby mile widziane.


Kolejna próba odebrania mocy Obrońcy mojemu tacie ( to już przekracza granice żałosności) — wysłanie patrolu żołnierzy+ porwanie. No i oczywiście na pierwszym planie Sługus-jak że by inaczej, ten to już obrał sobie jako święty obowiązek zniszczenie mojego ojca. Ale i tym razem mojemu tacie udało się wykaraskać z opresji. I muszę powiedzieć, że jego znajomość sztuk walki jest pełna podziwu- nikt nie walczy tak jak on. Co potyczka, tata walczy coraz lepiej no i… nie potrzebuje do tego mocy Obrońcy, w przeciwieństwie do innych. Ale mimo tego, tata przeczuwał, że jego moce 6 Obrońcy niedługo się skończą, że nie będzie już dłużej w stanie doładowywać ich i miał w tym 100% rację.

Powiem tak, Lady K znając tożsamość Obrońców, w przeciwieństwie do swojej zepsutej córuni postanowiła wykorzystać ten fakt do swoich celów. Mianowicie porwała młodszą siostrę Taylor, gdyby tego było wam mało, stworzyła mutanta, który zamieniał ludzi w kamień. Przed Obrońcami stało nie lada wyzwanie- albo ocalić siostrę Taylor, albo mieszkańców Angels. Tata zdecydował, że sam spróbuje uratować małą, a reszta powinna zająć się kolejnym mutantem, zanim wyrządzi więcej szkód.

— Gdybym nie wrócił, powiedz pozostałym, że bardzo przepraszam- ojciec poprosił o przysługę Mistrza Z.

Wszystko jednak szczęśliwie się zakończyło, siostra uwolniona, ludzie odczarowani, wspomnienia pozacierane i wymazane. Ale była to ostatnia akcja 6 Obrońcy.

Może to zabrzmi nadzwyczaj dennie, ale ojciec kolejny raz został porwany (gdybym miała wybrać ulubione hobby villianów? Jasne, że porwania do osławionych już lochów, takich jak za czasów średniowiecza: D) i przeniesiony do innego wymiaru, gdzie czekał już na niego Sługus. Wywiązała się walka, w której ojciec ostatecznie stracił moce 6 Obrońcy. Ale nie poddał się, co to, to nie. Polegając tylko na samym sobie, bez pomocy żadnych magicznych przedmiotów, choć z początku poniósł dotkliwą klęskę, dość porządnie skopał tyłek swojemu wrogowi i zdołał uciec. Ta walka również przeszła do historii i była opowiadana każdej, nowej grupie Obrońców, gdzie uwzględniono morał, że mimo przeciwnościom losu, pozbawieni jakichkolwiek ulepszeń, mocy, w obliczu śmiertelnego zagrożenia, wtedy gdy postawimy na siebie i mamy wiarę, uda nam się przetrwać wszystko. Ważne też było rozpoznanie terenu. Tata tyle razy lądował w tym lochu, że zdążył się po nim bardzo dobrze rozejrzeć i wykorzystać jego przestrzeń do walki i kolejnej już ucieczki. Musiał tylko w jakiś sposób oszukać Sługusa i wyrwać się z jego paskudnych, oślizgłych łapsk.

Moce 6 Obrońcy przepadły tym razem raz na zawsze, zostały tylko wspomnieniem. Już nic nie można było zrobić, by je odzyskać(tak wtedy kolejny raz wydawało się, ale nic do końca nie jest takie, jakim by się wydawało). Ale nawet gdyby historia nie potoczyła się, tak jak miała się potoczyć i tak mój ojciec byłby legendą. Samo pokonanie Sługusa, spryt i taktyka, by powrócić w jednym kawałku do przyjaciół, to czyn mega heroiczny. I choć historia Thomasa jako 6 Obrońcy dobiegła wtedy końca, życie pisało mu inny scenariusz, gdzie scenarzystami byli Mistrz Z wraz Albertem.

Era 6 Obrońcy dobiegła końca, ale zaczęła się nowa- Era Złotego Obrońcy. Mistrz Z wraz z Albertem wiedząc, że 5 Obrońców, nie będzie w stanie pokonać Lady K, postanowili stworzyć nowego, o wiele silniejszego Przywódcę, na miarę nowej władczyni zła. Wybór nowego Przywódcy był raczej oczywisty.

— Obrońcy, jak wiecie od jakiegoś czasu pracowaliśmy intensywnie nad czymś, co pomoże nam w walce z siłami zła. Wspólnymi siłami stworzyliśmy moc Złotego Obrońcy- zaczął Mistrz Z- Jak wiecie moce 6 Obrońcy wyczerpały się i nie dało się ich odtworzyć. A potrzebny jest nowy Przywódca, który poprowadzi was mądrze i skutecznie w walce z Lady K i jej armią.

— Ale kto jest nowym Obrońcą? — spytał Jacob

— Sami się przekonajcie. Powitajcie waszego nowego Przywódcę- Złotego Obrońcę!

— Zgadnijcie, kto wrócił! — wykrzyknął mój ojciec

— Tak, wiedziałem, że to on! — cieszył się Emil

— Thomas, wielokrotnie udowodniłeś, swoją siłą, hartem ducha, sercem, że jesteś prawdziwym Obrońcą i dlatego tworząc nową moc, nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że to ty zostaniesz nowym Przywódcą- powiedział Mistrz Z- Twoje umiejętności są wyjątkowe i niepowtarzalne. Jesteś obdarzony niezwykłym darem i on cały czas ewoluuje, dlatego nikt inny nie mógł zostać obdarowany nowymi zdolnościami.

— Dodatkowo, do pomocy zostanie ci przydzielony partner, który zawsze będzie służył pomocą i dobrą radą, a przede wszystkim posiada on dostęp do pełnego uzbrojenia Złotego Obrońcy- dodał Albert

— Thomasie, wyciągnij swą prawą dłoń- poprosił Mistrz Z

— Wow, Miecz, to przecież ty, wcale się nie postarzałeś- zaczęłam żartować- Teraz będę musiała patrzeć na ciebie w dwóch miejscach jednocześnie, chyba tego nie przeżyję- zaczęłam ironizować

— Mogłabyś przestać- obruszył się Miecz- To tak ważna i przejmująca chwila, a ty mi ją przerywasz.

— Jak dobrze być znowu z wami- powiedział mój ojciec

A teraz mogę obserwować pierwszą bitwę mojego ojca jako Złotego Obrońcy. I przeciwko komu? Jeszcze nie wiecie? Jasne, że przeciwko Sługusowi- przecież ten pacan nigdy się nie podda, a na mojego tatę reaguje wręcz alegricznie.

— Jesteś pewny, co masz robić? — spytał tata Miecza

— Tak, a ty? — Mieczu odciął się

— Ach Miecz, stary, złośliwy, upierdliwy ty- zaczęłam się śmiać


Nowe moce pojawiły się na czas. Lady K miała w zwyczaju za każdym wysyłać po dwa zmutowane stwory. 5 starych Obrońców w zwyczaju zajmowała się jednym, tata z przemądrzałym Mieczem, drugim. Złote moce były naprawdę wyjątkowe- w taki sposób, że tata bez problemu mógł rozprawić się z jednym stworem w międzyczasie słuchając „złotych” rad Miecza ( no chyba, że tata wykorzystywał go jako broń, wtedy ten siedział cicho ). Dodatkowo Złoty Obrońca został wyposażony w możliwość lewitacji. A ja muszę dodać, że każdy Przywódca od teraz będzie posiadać w swoim arsenale coś extra, coś, co będzie odróżniać go od pozostałych, nie tylko kolor pancerza.


Tymczasem do miasta przeprowadziła się 3 nowych uczniów liceum w Angels: Robert, John i Alishia. Patrząc na wujka Roberta, od czasów liceum nie zmienił się w ogóle, żartowniś, ciągły uśmiech na twarzy, jego wygląd też nie uległ znacznej zmianie. Ale zaraz, zaraz chwileczkę, przecież ten John, to mój wujek John! Jak to możliwe? Przecież mieszka na drugim końcu kraju i co rok jeździliśmy do niego z mamą na wakacje. Ani razu nikt nie wspomniał mi, że od też był Obrońcą, a okazji do tego było naprawdę dużo. Uff, za dużo do przetrawienia jak na jeden raz. Domyślam się (ba jestem nawet w 100% pewna, patrząc dziś na wujka Roberta), że to oni zostaną nowymi Obrońcami. Na dniach Jacob, Emil i Taylor wyjadą z Angels i ktoś przejmie ich obowiązki. Ale skoro wujek John był Obrońcą, może od razu wezwać go do pomocy w teraźniejszości?

— Mia, zastanów się jeszcze- jakby czytając w moich myślach, wtrącił się Miecz- wiem, że to twój wujek, znasz go od dziecka, ale nie kieruj się swoimi uczuciami do niego, tylko tym, jaką osobą jest i jakim był Obrońcą- doradził

— Niestety, pierwszy raz muszę się z tobą zgodzić. Chyba robimy jakiś postęp- niechętnie zgodziłam się z nim. Nie mogę przecież podejmować pochopnych decyzji, bo mogę ponieść porażkę.

A w międzyczasie poobserwuje w jaki sposób moi wujkowie i Alishia zostali Obrońcami. A jak to się stało, że zapoznali się z pozostałymi? Czysty przypadek ( jak to w Angels) po prostu wpadli na siebie w miejskim parku. A co jest normą w tym mieście, spotkanie to spowodowało lawinę innych zdarzeń.

Z tego co już wiem John z Robertem byli instruktorami wschodnich sztuk walki. W przypadku wujka Roberta to dla mnie żadna rewelacja, przecież robi to do tej pory i ja też (w ramach przypomnienia) większą część swojego życia byłam jego uczennicą. Ale wujek John? Tak wymiatający na macie? Zawsze w mojej opinii był typem kanapowego leniwca i tylko komputery i inne technologiczne bibeloty były mu w głowie. Albo jego życie zmieniło się o 180°, albo nie chciał się wydać, że nie tylko to go interesuje. I kolejne pytanie do kolejnej osoby, gdy powrócę z tej misji, dlaczego ja dowiaduję się na samym końcu (szkoda, że nie wzięłam notatnika, tyle się wszystkiego nazbierało, tyle pytań, wątpliwości, kwestii, które trzeba rozstrzygnąć). Ok., obserwujemy dalej.

Tak jak w przyrodzie, nic nie ginie, tak w Angels wyróżniające się osoby muszą paść atakiem ze strony sił mroku. Robert, John i Alishia, zostali porwani przez Lady K w celu stworzenia z nich 3 Złych Obrońców ( czyż to nie wydaje się znajome? Tylko, że w tamtym przypadku była to 1 osoba). Zostali oni uwięzieni w dobrze nam znanym mrocznym więzieniu, ale tym razem w towarzystwie boa dusicieli, jako strażników. Lady K uwielbiała podporządkowywać sobie niebezpieczne zwierzęta. Tradycyjnie, Obrońcy szybko pospieszyli na ratunek, a ojciec jak zwykle musiał walczyć ze swoim Nemezis. Przy próbie odbicia zakładników, Emil został zaatakowany przez wyżej wspomniane dusiciele, co spowodowało dezaktywacje jego mocy Obrońcy. Jego tożsamość została ujawniona. Zakładnicy zostali w ostateczności uratowani oraz zabrani do Bazy Operacyjnej, by przejść proces modyfikacji wspomnień. I tu właśnie, nastąpił pewien problem. Wspomnień nie dało się wymazać, Robert, John i Alishia nadal o wszystkim wiedzieli. Nie pozostało nic innego, jak w jakiś sposób wyjaśnić im zaistniałą sytuację i poinformować o działalności Obrońców. Następnie cała trójka musiała przysięgnąć Mistrzowi Z, że nigdy nie wyjawią tożsamości oraz istnienia Obrońców ani nie będą informować o tym, że we wszechświecie istnieją siły zła polujące na naszą planetę. Zostało rzucone na nich zaklęcie. Nawet gdyby złamali swoją obietnicę i próbowali komuś o tym powiedzieć, lub napisać coś na ten temat, nie udałoby się. Straciliby w tym momencie zdolność mowy a nauka pisania od najmłodszych lat poszła by na marne. Mistrz Z potrafił się zabezpieczyć i na taki wypadek. Jednak nowym mieszkańcom Angeles nie przeszło nawet na myśl, by zdradzić kogokolwiek.

Od tego momentu Obrońcy zyskali nie tylko nowych przyjaciół, ale też sprzymierzeńców w walce ze sługusami Lady K. Nie muszę chyba mówić, że te działania wpłynęły na nowy wybór Obrońców. Mistrz Z musiał przeczuwać nadchodzące zmiany i upatrzył sobie idealnych kandydatów.


Tymczasem wśród uczniów liceum w Angels miały zostać wytypowane dwie osoby, które wyjadą na zagraniczną wymianę młodzieżową do Europy. Los zadecydował, że tymi szczęśliwcami zostaną Jacob i Emil, najlepsi uczniowie w całej szkole. Dodatkowo rodzice Taylor dostali lepiej płatną pracę na drugim końcu stanu, więc czekała ją nieuchronna przeprowadzka. Nie było możliwości kontynuowania obowiązków Obrońcy. Trzeba było przekazać pierwszą pałeczkę następcom. Wybór był oczywisty- nowymi Obrońcami zostali Alishia, Robert i John, którzy przed przejęciem swoich obowiązków, przeszli proces inicjacyjny, żeby w pełni udowodnić, że są godnymi osobami do ochrony Ziemi oraz walki z Lady K i jej mutantami. Mistrz Z wraz z Albertem sprawdzili ich wierność, odwagę, oddanie oraz walkę z własnymi lękami. A umiejętności? John, Alishia i Robert już nieraz udowodnili, że nawet nie posiadając mocy, są w stanie pomóc w pokonaniu sługusów Lady K. Nie raz, ratowali, ewakuowali ludzi z zagrożonego terenu. A ja mogłam na własne oczy zobaczyć pierwsze, uroczyste, podniosłe przekazanie pałeczki oraz uhonorowanie tych, którzy przekazują swoje obowiązki. Co ciekawe, na tej uroczystości zabrakło Kim.


Dla Lady K zmiana Obrońców była jednak swoistą tragedią i powodem do wielogodzinnych wybuchów złości. Musiała przyjąć przecież inną taktykę, inny sposób działania. To ona miała zrobić z Nich machinę do zagłady ludzkości, a w ostateczności Oni będą walczyć przeciwko niej. W ramach zemsty na Obrońcach tym razem przepuściła atak zarówno z ziemi jak i powietrza. Znów trzeba było podzielić się na dwie grupy. I tak wujek Robert zadecydował, że sam stoczy pierwszą powietrzną bitwę. Jak na debiut, poradził sobie bardzo dobrze, szybko opanował moce Obrońcy i umiejętność posługiwania się uzbrojeniem. Widać, że Mistrz Z dokonał słusznego wyboru. Wujek John natomiast jak na obecnego kanapowego leniwca, w swojej pierwszej walce sam pokonał oddział żołnierzy, nasłanych przez Lady K. Ale zaraz, zaraz chwileczkę, ale ja jestem tępa, przecież oni też znali Kim za czasów kiedy była „dobra”. Przecież się przyjaźnili, walczyli ramię w ramię. Musieli wiedzieć, co się stało, a jednak do tej pory milczeli. Czemu nie pisnęli ani słówka? Nie zauważyli żadnych sygnałów świadczących o tym, że dzieje się z nią coś niedobrego, coś złego? Dlaczego sami jej nie powstrzymali już w początkowej fazie? Dlaczego dopuścili do tego co dzieje się obecnie? Już sama nie wiem co o tym myśleć. W głowie mam jeszcze większy mętlik.

— Miecz? Możesz skontaktować się z moimi rodzicami? — wpadłam na pewien

— W jakiej sprawie? — zapytał podejrzliwie

— Niech ściągną do nas jak najszybciej wujka Johna. Może porzuci życie kanapowego leniwca i nam pomoże, plus przyda nam się jakiś geniusz komputerowy- podjęłam ostateczną decyzję. Zresztą może jeśli wtedy nie udało im się i Kim przeszła na złą stronę, teraz, dostając drugą szansę, nie zawiodą, zrobią wszystko, co w ich mocy, by naprawić ten błąd.

— Jesteś tego pewna? — Miecz przerwał moje rozmyślenia

— Wiem, że to trochę na wyrost, ale wierzę, że wuj John pokaże jeszcze nie raz na co go stać- odpowiedziałam, zatajając więcej swoich przemyśleń tylko dla siebie. Miecz o wszystkim nie musi wiedzieć.

I dość szybko okazało się, że mam rację dokonując tego a nie innego wyboru. Choć to już mega nudne (villianie wymyślcie coś innego, litości), tym razem to wuj John został porwany przez Sługusa ( po ostatnich bęckach jakie dostał od taty i Miecza odechciało mu się na jakiś czas swojej vendetty i przerzucił się na innego Obrońcę). Lady K zamierzała rzucić czar braku pewności siebie. Zaczęła przywoływać najbardziej ponure wspomnienia wuja Johna- jego chorobliwą nieśmiałość, odpychanie ze strony rówieśników, wyśmiewanie się z niego. Jednak Lady K odniosła przeciwny skutek do zamierzonego. Dzięki treningom karate i wewnętrznej dyscyplinie, wujek stał się zupełnie inna osobą, pewną siebie, wierzącą w siebie. Sługus tym razem dostał bęcki od Johna( jak dla mnie tata mógł się w to włączyć i pokonać małpiszona raz na zawsze).

— Mia, jeśli będziesz miała jakiekolwiek pytania, mogę ci umożliwić rozmowę z rodzicami- powiedział pewnego dnia Miecz całkowicie mnie tym zaskakując

— Tak, pytań mam całe mnóstwo. Dobrze byłoby się wygadać! Tobie nie mogę bo jesteś za bardzo wredny i złośliwy.


— Mia, kochanie jak się czujesz? — pytała mama

— Mam olbrzymi mętlik w głowie i mam masę pytań do was wszystkich- nie chciałam owijać w bawełnę, tylko przejść do sedna sprawy

— Thomas? To twoja córka? Niewiarygodne podobieństwo do ojca- stwierdził Jacob, pojawiając się w polu mojego widzenia

— Nie tylko zewnętrznie, charakterek ma ten sam, a może i gorszy- śmiał się wujek Robert

— Mia, o co chciałaś zapytać? — chciał wiedzieć mój ojciec, przepychając się przez tłum, by przez chwilę móc ze mną porozmawiać.

Zaczęłam zadawać pytania, jedno za drugim: jak to się stało, że mimo tego, że Kim była Obrońcą stała się zła? Dlaczego z tatą byli parą? Co się stało z nimi dalej? Dlaczego wujek John nie przyznawał się do tego, że również jest mistrzem we wschodnich sztukach walki? Ile to wszystko ma jeszcze trwać? Dlaczego zatajono przede mną aż tyle ważnych kwestii.

— Kochanie, nie możemy odpowiedzieć ci na wszystkie z twoich pytań. Sama musisz poznać na nie odpowiedź- powiedziała mama, a zabrzmiało to tak samo, jak wywody Miecza

— Mogę ci tylko powiedzieć, że nie przyznawałem się do tego, kim naprawdę jestem, by cię chronić- zaczął wujek John- Im lepiej się ukrywamy, tym mniejsza szansa, że zostaniemy znalezieni przez jakiegokolwiek Przybysza. Choć to i tak do końca się nie udało, bo Kim cię znalazła, choć zapewniliśmy ci bezpieczeństwo przez 16 lat. Wiesz dobrze, że Kim obrała sobie na cel twoją matkę, a gdy dowiedziała się o twoim istnieniu, również ciebie. Sama widziałaś do czego jest zdolna i jakie zdolności i umiejętności posiada już teraz, a co będzie, gdy stanie się jeszcze bardziej silna? Angels wydawało się dobrym pomysłem na kryjówkę. Jak to się mówi najciemniej jest zawsze pod latarnią. Czemu Obrońcy w stanie spoczynku pojawili się w mieście, gdzie przez wiele lat było celem ataków? I ten plan na kilkanaście lat nie zawiódł, nie działo się nic niepokojącego.

— Ale dlaczego Mistrz Z wiedząc, że w jej sercu drzemie potencjał mroku i tak przeszła transfer mocy i została Obrońcą?

— Mistrz Z do końca wierzył, że uda się go pokonać, właśnie przez czynienia dobra i poświęcanie się dla innych- powiedział mój ojciec

— Ale pewnie i tak nie powiesz mi jak to się stało, że nie jesteś z nią i pojawiłam się ja?

— Do tego sama musisz dojść- uśmiechnął się tajemniczo tata

— Pamiętaj, że ciąży na tobie wielka odpowiedzialność. W twoich wyborach będziemy ci ufać całkowicie- dodała mama

— Tato?

— Tak, Mia.

— A odpowiesz mi jeszcze na jedno pytanie?

— Tak? — zapytał ostrożnie, pewnie bojąc się, że nadal będę atakować go o związek z Kim.

— Co zrobić, żeby Miecz nie był taki upierdliwy? Ty w jakiś sposób go poskromiłeś, a mi się to nie udaje.

— Och Mia, Mia- śmiał się tata

— A tak na serio, skoro byłeś z Kim, jak to się stało, że ty i mama, no wiesz… a później urodziłam się ja… — nie ustępowałam

— Każdy w życiu przechodzi pierwsze poważne zauroczenie. Wtedy nie widzi się świata poza daną osobą, nie dostrzega się jej wad, idealizuje się ją. Jeśli obarczasz się o coś winą, nie masz o co. Jesteś dla mnie najpiękniejszym prezentem w życiu, choć ubolewam nad tym, że zabrano nam tyle lat. A ja i twoja mama…

— Thomas, myślę, że wystarczy- przerwała mama- Mia to mądra dziewczyna i sama wyciągnie odpowiednie wnioski

— Masz rację Kat- zgodził się tata

— A teraz Mia, wracaj do roboty, potrzebujemy nowego wsparcia- dodał na zakończenie wujek Robert

— Tak jest! — zasalutowałam


A ja właśnie odkryłam, że mam wujka- o wiele starszego brata mojego taty, choć okoliczności tego spotkania nie były za przyjemne. Mianowicie, kiedy wujek Jack( bo tak ma na imię) przyjechał z wizytą do Angels, Lady K za jego pośrednictwem postanowiła raz na zawsze zniszczyć tatę (hmm, który to już raz z kolei, bo straciłam rachubę? Może ktoś mi podpowie?). Postanowiła stworzyć kopię mocy złego, 6 Obrońcy i przekazać je Jackowi. Pozostali Obrońcy zostali porwani do ponadczasowej próżni, w której wskazówki zegara nie ruszą się nawet na sekundę. Czekał nas kolejny spektakularny pojedynek, brat konta brat. Czy tacie uda się zwyciężyć? Czy uda mu się pokonać kolejne złe zaklęcie Lady K i odczarować Jacka? Już nie mogę doczekać się finału.

Z początku szala zwycięstwa była na korzyść Jacka, tata kilkakrotnie dość porządnie oberwał. Może pięści i kopniaki to nie wszystko? Tata też poszedł tym tropem. W czasie walki manewrował tak, by walcząc jednocześnie mówić o więzach rodzinnych. No bo skoro są rodzeństwem, łączy ich coś wspólnego i wyjątkowego. Plan był doskonały. Jack zaczął uwalniać się z pod wpływu złego zaklęcia. Gdy Lady K spostrzegła co się dzieje, na interwencje posłała swojego Sługusa. I tym razem było to złe posunięcie. Dzięki połączonym siłom 6 Obrońcy i Złotego Obrońcy udało się pokonać Sługusa raz na zawsze- Lady K straciła swojego przydupasa. Nareszcie!!! Z tego powodu odtańczyłam nawet taniec zwycięstwa. I czyżby w ten sposób Jack dołączył do drużyny i było 7 Obrońców? Niestety, wyciągając wnioski z przeszłości, że moce 6 Obrońcy ( stworzone i skopiowane przez siły zła są niestabilne i podatne zniszczeniu, Mistrz Z zabrał moce Jackowi, ukrył je w bezpiecznym miejscu i zmodyfikował mu pamięć).

— Kiedyś osoba o wielkiej sile i odwadze, obdarzona niewyobrażalnymi i niewytłumaczalnymi zdolnościami, będzie w stanie przekształcić zło w nieskończone dobro- powiedział tajemniczo.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że może chodzić o mnie i głupio zapytałam:

— Ciekawe o kogo może chodzić? — spytałam Miecza

Ten jednak, co do niego niepodobne, uparcie milczał, nawet nie powtarzał, że z czasem sama wszystkiego się dowiem.

A co się stało z Jackiem? Jak wspominałam, jego pamięć została zmodyfikowana i po krótkich odwiedzinach wrócił do swojego domu. Szkoda, myślałam, że inaczej to wszystko się potoczy. A ja po powrocie i uporaniu się z Kim, muszę koniecznie nawiązać z nim kontakt.


Nawet w najgorszych rodzinach musi któregoś pięknego dnia dojść do porozumienia. Tak też było w przypadku Lady K i jej córki Wiedźmy (dziwne, że do tej pory nie mogę zapamiętać jej imienia, nie?). Po wielogodzinnych awanturach i wzajemnych pretensjach, stwierdziły, że muszą się jakoś dogadać i wspólnymi siłami pokonać Obrońców. Pierwsze ich wspólna strategiczna bitwa okazała się wielkim zwycięstwem (niestety). Całe uzbrojenie oraz warstwa ochronna umundurowania została zniszczona na dobre. Mistrz Z w tym przypadku nie mógł nic zrobić. Jego moce też miały swoje limity i choć się starał, nie potrafił pomóc. Miał jednak plan awaryjny.

— Obrońcy, by otrzymać nowe moce, muszę wysłać was na ogromnie trudną misję. Tym razem nie będziecie używać swoich sił fizycznych, musicie pokazać natomiast swoje umiejętności negocjacyjne.

— Co to znaczy? — chciał wiedzieć Robert

— Musicie odnaleźć mojego brata Ixtermusa…

— To Mistrz ma brata? — wypalił wujek Robert

— Tak, wiele lat temu doszło do małego spięcia między nami. Mój brat również posiada pewne moce, ale zamiast przyjąć swoje dziedzictwo i razem ze mną stać na straży ochrony naszej planety, wolał zaszyć się w dżungli i opiekować się dzikimi zwierzętami.

— Więc Mistrzu, co musimy zrobić? — spytał ojciec nie chcąc tracić czasu i od razu wyruszać na misję.

— Nie spodziewałbym się kiedykolwiek, że dojdzie do jakiegoś porozumienia między matką a córką, a na pewno do połączenia ich sił. Ich zaklęcia są za potężne, każdy ma swoje granice mocy. Nie jestem w stanie sam zapewnić wam nowego uzbrojenia oraz naprawić warstwy ochronnej. W tym potrzebna jest pomoc Ixtermusa. Musicie go znaleźć i przekonać do pomocy.

— Zrobimy wszystko co w naszej mocy- obiecał tata

Po czym ruszyli w niebezpieczną wyprawę do dżungli, poszukując brata Mistrza Z. Po długotrwałej wędrówce ni stąd ni zowąd Obrońców zaatakowało stado tygrysów. Gdy już szykowały się do ataku, zostały bardzo szybko ujarzmione przez tajemniczego mężczyznę.

— Co banda nieopierzonych dzieciaków robi w tak niedostępnych rejonach dżungli?! — zagrzmiał mężczyzna

— Szukamy tu człowieka o imieniu Ixtermus- powiedział wujek John

— Pewnie wysłał was tu mój wszechwiedzący, cudowny braciszek Z. Czego innego mógłbym się spodziewać. Na nic nie zdadzą się wasze sztuczki i tak do niego nie wrócę. A jak znów zaczniecie mnie szukać, tym razem nie powstrzymam żadnych zwierząt przed zaatakowaniem was- po czym w oka mgnieniu zniknął

— I co my teraz zrobimy? — zaczęła panikować Kim- Bez uzbrojenia nic nie zrobimy. Najlepiej gdzieś się ukryć i zapewnić sobie bezpieczeństwo!

— Nie pozwolę, by Lady K i jej córeczka z piekła rodem zniszczyły naszą planetę. Zamierzam walczyć, póki będę miał siły. Choć ich nie pokonam, ale na pewno spowolnię. A Mistrz Z na pewno coś wymyśli- powiedział z przekonaniem tata- Nie wysyłał by nas na to misję, gdyby w nas nie wierzył i nie wierzył w to, że nadal można uratować świat.

— No cóż, po krótkim namyśle stwierdziłem, że trochę wam pomogę- znikąd pojawił się Ixtermus- ale po wszystkim znikam i ani ważcie się mnie szukać.

— Dlaczego nagle zmieniłeś zdanie? — chciał wiedzieć Robert

— Wiele lat temu te kreatury poważnie zalazły mi za skórę. Tak, już kiedyś natknąłem się na Lady K i jej córkę. Może nadszedł czas by się zemścić za to co zrobiły, a po drugie jesteście zdecydowanie za młodzi, by poświęcać swoje życie w ofierze- powiedział sarkastycznie

I tak przy ciężkiej współpracy (ciągle się sprzeczali) Ixtermusa i Mistrza Z udało się stworzyć nową, potężniejszą broń, dzięki której Obrońcy, po raz kolejny odparli atak złych sił.

— Chyba zdajesz sobie sprawę, że i ta broń z czasem nie wystarczy- stwierdził Ixtermus

— Choć raz muszę się z tobą zgodzić- stwierdził ponuro Mistrz Z

— W takim razie, póki tu jestem trzeba wziąć się poważnie do roboty. Ten szajs długo nam nie pochodzi. To tylko wyjście tymczasowe, które daje nam trochę więcej czasu na dopracowanie właściwych rzeczy.

— Dobrze, że tu jesteś- przyznał Mistrz Z -Czuję, że już niedługo moje przeznaczenie się dopełni. I przyjdzie czas, że obowiązki Mentora Obrońców spadną na kogoś innego.

— Nie patrz na mnie. Ja nie piszę się na taką robotę. Zwal to na Alberta albo kogoś innego i daj mi święty spokój! Nie mam zamiaru zostawać Mentorem. Ty jesteś dobry w te klocki, taki wujek dobra rada. Ja nie mam cierpliwości do takich rzeczy.

— Mieczu o co chodzi z tym przeznaczeniem? — chciałam wiedzieć

— Niedługo sama się dowiesz- usłyszałam tradycyjną śpiewkę


Tymczasem Kim z coraz większą niechęcią wykonywała obowiązki Obrońcy. Gdy tylko mogła, znajdowała wymówki, że nie może wziąć udziału w walce, a gdy już do tego dochodziło, robiła najzwyczajniej w świecie uniki, albo znikała w trakcie walki. Przyglądając się jej bardzo uważnie, zauważyłam, że Kim całe życie marzyła o karierze modelki, taką przyszłość widziała dla niej też jej mamusia, a gdy nastąpiła taka możliwość ( wyjazd do Paryża w ramach stypendium), musiała z niej tymczasowo zrezygnować z powodu trwającego jeszcze roku szkolnego. Jednak Kim obwiniała za to fakt, że jest Obrońcą. Twierdziła, że Mistrz Z zmanipulował jej matkę i kazał jej zostać w Angeles.

Lady K i Wiedźma widząc to, co dzieje się z Kim i to, jakie uczucia żywi do niej mój ojciec, obmyśliły perfidny plan, mający na celu wyeliminowanie 2 Obrońców na raz. Postanowiły odebrać moc Kim, przez co Thomas nie będzie mógł skupić się na swoich obowiązkach( i łatwiej będzie go dopaść i zniszczyć). I miały rację! Ojciec szalał z niepokoju o Kim i skupiał się tylko na tym, by jej pomóc. Co do samej Kim- nie okazywała w ogóle radości z tego, że ojciec przybył na ratunek, jakby chciała za wszelką cenę uwolnić się od tych mocy. Moja intuicja podpowiadała mi, że zauroczenie Kim tatą ( w przeciwieństwie do niego) skończyło się. Tylko skoro to wszystko wypaliło się, czemu w przyszłości obierze sobie nas wszystkich jako cel ataku i zacznie nas obwiniać, że jesteśmy przyczyną jej nieszczęścia, odbierając jej miłość?


W tym samym czasie moja mama wraz ze swoim ojcem (niestety dziadek zmarł, gdy miałam 11 lat) przeprowadzili się do Angels. Czeka mnie teraz jej droga do stania się nowym Obrońcą. Tradycyjnie już, w Angels nic nie było dziełem przypadku i tak w ramach adaptacji w nowym miejscu mama spędzała czas z naszymi Obrońcami. I choć tata nie chciał tego sam przed sobą przyznać, mama wpadła mu w oko. Zresztą, gdy zobaczył ją po raz pierwszy, aż go wmurowało i przez chwilę wyglądało jakby jego podświadomość gdzieś się teleportowała. Gdy ocknął się z tego letargu ciągle kręcił głową, jakby chciał przekonać samego siebie, że coś nie jest prawdą. A w momencie, gdy mama została zaatakowana, bez namysłu ruszył jej na ratunek, przy tym przez przypadek ujawniając swoje moce Obrońcy. Ale to nie koniec rewelacji. Gdy Mistrz Z próbował wymazać Kat pamięć, ta była na to uodporniona (tak jak wcześniej Robert, John i Alishia). Tak samo jak na różnego rodzaju zaklęcia i psychozy. Tak więc nie było innego wyjścia i mama, jako kolejna osoba w historii została zaznajomiona z historią Obrońców oraz ich rolą w ochronie planety. Dodatkowo mama również musiała złożyć przysięgę, że nigdy, nikomu nie wyjawi tej wielkiej tajemnicy.


Wydarzenia te spowodowały, że mama była częstym celem ataków, wiedziała prawdę, ale nie miała mocy. Lady K uznała, że unicestwiając mamę, spowoduje, że Obrońcy wycofają się. Skoro nie potrafili ochronić osoby, która znała prawdę, nie obronią nikogo. I tak się składało, ze to tata jako jedyny ratował moją mamę. W jakiś sposób wiedział, że akurat w tym momencie nastąpił atak. Ale Thomas stał się dla Kat chłody i nieprzystępny( z pozoru, bo i tak mu to do końca nie wychodziło). W chwili zagrożenia zasłaniał ją swoją piersią i dawał schronienie w swoich ramionach, aż nazbyt chętnie i wyglądał na niezadowolonego, kiedy ona te ramiona opuszczała.

Ja myślę, że to był początek czegoś wielkiego, finałem czego było moje pojawienie się na świecie. Tylko, że tata wciąż zauroczony Kim wmawiał sobie, że to ta jedyna i nie dopuszczał (jak na razie) myśli, że jego serce może zdobyć Kat.

Co ciekawe, z czasem to Kat ratowała Kim, choć nie posiadała żadnych umiejętności, była tylko początkującą tancerką z kolejnymi sukcesami na swoim koncie i to z tańcem wiązała swoją przyszłość. A ja myślę, że Kim znalazła odpowiednią osobę, by z ochotą oddać jej resztki mocy Obrońcy (co zaskakujące, w rękach mamy, moc momentalnie zregenerowała się). Co do Kim, z nikim się nie żegnając (co bardzo zraniło tatę) w pośpiechu opuściła Angels. Dostała kolejną propozycję, by zostać modelką i tym razem zrobiła wszystko, by spełnić swoje marzenia.

Zapomniałam wspomnieć wcześniej o pewnej kwestii związanej z Kim. Z czasem jej Moc Obrońcy z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu zaczęła zanikać, odmawiać posłuszeństwa.

— Tak się dzieje, gdy ktoś zaczyna wykazywać nieposłuszeństwo, nie chce być Obrońcą- wyjaśnił mi Miecz


Wspominając opowieści mojej mamy o jej początkach, to wcale nie miała tak łatwo. Nie znała żadnych sztuk walki, czuła się słaba, niedoceniana, a przede wszystkim nieakceptowana. Uważała, że jest najsłabszym ogniwem i na każdym kroku daje plamę. Choć drużyna pozornie dodawała jej otuchy, w głębi duszy nie byli przekonani co do wyboru Kim i jego akceptacji przez Mistrza Z. Najbardziej niezadowolony i rozżalony był mój ojciec, co najbardziej bolało moją mamę. Lecz obiecała sobie, że zrobi wszystko, by stać się pełnoprawnym i akceptowanym członkiem drużyny. Chciała zaskarbić sobie sympatię wszystkich Obrońców, co powoli jej się udawało. Odkąd mama została Obrońcą, nie było dnia, którego nie spędziła by na edukacji i treningu pod okiem Mistrza Z i Alberta, choć w głębi duszy bała się swojej pierwszej akcji. Ciągle zadawała sobie pytanie, czy na pewno jest gotowa, czy da sobie radę, czy nie zostanie skrytykowana, oczerniona, wyśmiana.

Pewnego ciepłego, słonecznego dnia wracając pierwszy raz od dawna sama do domu (od momentu zostania Obrońcą, ktoś jej zawsze towarzyszył), mama nagle usłyszała w myślach głos Lady K, która planowała atak na Thomasa, ale tym razem zamierzała zaatakować nie jego umysł, a ciało.

— Skoro umysł i psychika jest silna, trzeba złamać ciało- takie fragmenty słów dotarły do Kat.

Mama już miała zamiar ostrzec wszystkich, gdy została zaatakowana przez grupkę żołnierzy Przybysza.

— Tylko spokojnie, dasz sobie radę, pamiętaj co mówił Mistrz Z- powtarzała w myślach Kat i przeobraziła się w Obrońcę. — To niesamowite! Ale co mam robić dalej, przecież nie umiem walczyć?! — zaczęła lekko panikować

Na początku mama ratowała się ucieczką, unikami, lecz później postanowiła wykorzystać to, czego zdołała się nauczyć i połączyć to z ruchami tanecznymi. I udało się — banda w podskokach wróciła skąd przybyła.

— Muszę jak najszybciej dostać się do Bazy Operacyjnej i powiedzieć o tym co mi się stało-zadecydowała.


— Mistrzu Z, stała się bardzo dziwna rzecz- zaczęła mama

— O co chodzi Kat? — zapytał uważnie Mistrz Z

— Myślę, że Thomas jest w niebezpieczeństwie, ale najdziwniejsze jest to, że myślach usłyszałam głos Lady K, mówiącą, że tym razem zaatakuje organizm Thomasa, nie umysł, tylko jego ciało.

— Hmm, myślę Kat, że posiadasz niezwykłe zdolności. Nie dość, że jesteś odporna na wszelkiego rodzaju uroki, to jeszcze, gdy jesteś z kimś emocjonalnie związana, wiesz, że temu komuś coś grozi- podsumował Mistrz Z

— Mistrzu Z, nie rozumiem do końca o czym mówisz… — mama była zdezorientowana

— Przyjdzie czas, gdy wszystko pojmiesz. Teraz musimy ratować Złotego Obrońcę, póki nie jest za późno, Albercie sprowadź tu Thomasa, wykonamy odpowiednie testy, zanim Lady K weźmie się do roboty- zarządził Z

— Tak Mistrzu! — krzyknął Albert


— Myślę, że Kat posiada wszystkie odpowiednie cechy, nie sądzisz Albercie? — spytał jakiś czas później tajemniczo Mistrz Z

— Do tego mają się ku sobie z twoim synem, myślę, że gdy stworzymy odpowiednie warunki, proroctwo się spełni- snuł Albert

— Nie zapominajmy, że w przyszłości Thomas sam zostanie Mentorem Obrońców… — dodał Z

— Co takiego?! — wykrzyknęłam- Thomas jest synem Mistrza Z, a ja jego wnuczką?! — Nie, coś mi się pomyliło, to nie może być prawda, coś źle usłyszałam, albo zinterpretowałam.

— Mia, to co teraz widziałaś, to wielka tajemnica- zaczął Miecz- Tylko ja posiadałem dostęp do tych wspomnień i uważałem, że należy ci je pokazać.

— Czemu tata mi nie powiedział, że Mistrz Z jest jego ojcem? — chciałam wiedzieć. Kolejny raz czułam się w jakiś sposób oszukana. Mistrz Z był moim dziadkiem i nikt łaskawie nie wyjawił mi tej tajemnicy. Przecież co jak co, ale o tym powinnam się dowiedzieć.

— Twój ojciec został zaadoptowany przez męża twojej babki. Thomas przez wiele lat nie wiedział, kto jest jego prawdziwym ojcem — wyjaśniał Miecz

— Czyli teraz niby wie?! I nic mi nie powiedział? A o co chodzi z tym całym proroctwem?

— Chodziło o twoje narodziny i twoje dziedzictwo. Przepowiedziano twoje przyjście na świat, oraz rzeczy, których dokonasz- wyjawił Miecz

— Czyli wszystko to zostało zmanipulowane i może moi rodzice tak naprawdę nic do siebie nie czuli?! I może ten cały czas ojciec o mnie wiedział a teraz pali głupa!

— To co łączy twoich rodziców jest najszczersze i najprawdziwsze. Ojciec dowiedział się o swoim pochodzeniu na długo po tym jak się urodziłaś i uwierz, że też miał trudności z przyswojeniem tych informacji.

— Czyli posiada jakieś moce? — chciałam wiedzieć

— Tak, zaraz po tym jak dowiedział się o swoim dziedzictwie, dopilnował, być wszystkie moce Obrońców zostały przekazane odpowiednim właścicielom, tak by mogli wykorzystać je w odpowiednim momencie. W ten sposób ty możesz łatwiej stworzyć swoją drużynę. Wcześniej tego nie było, moce zostawały u Mentorów, twój ojciec zadecydował, że będzie inaczej. Skoro ktoś sumiennie wypełnij swój obowiązek, zasługuje na to, by zaopiekował się pozostałością Mocy i w razie nagłej potrzeby, mógł ją na nowo przywołać.

— Czyli mój ojciec był kiedyś nie tylko Mentorem, ale też kimś więcej, zadecydował, że pewne sprawy będą toczyć się inaczej- na każdym kroku zostawałam zasypywana najróżniejszymi rewolucjami.

— Do tego też wkrótce dojdziemy — obiecał Miecz


Wracając do przeszłości, mama szybko zaklimatyzowała się w Angels, angażowała się w szkolne projekty, i co dziwne pomocą zawsze chętnie służył jej mój tata, nawet chodzili razem na te same zajęcia, mieli ten sam plan lekcji. Ale typowych dni nastolatków opisywać nie będę, bo byłoby to za nudne. Szkoła, nauka, prace domowe, projekty… przeżył to każdy z nas.

Ale dla każdego ucznia przychodzi też czas wytchnienia- wakacje! Nawet Obrońcy cieszyli się, że choć na polu szkolnym będą mieć trochę swobody i wytchnienia. Żeby uczcić koniec roku szkolnego, Obrońcy postanowili udać się nad jezioro i wspólnie poświętować. Radość nie trwała długo. Nagle nie wiadomo skąd zrobiło się strasznie ciemno, a ziemia zaczęła się trząść. Rozpętała się również burza z piorunami.

— Musimy jak najszybciej skontaktować się z Mistrzem Z i przenieść do Bazy Operacyjnej- zarządził ojciec, słusznie przeczuwając, że za taką anomalią pogodową mogą stać Przybysze.


— Obawiam się, że za wszystkim stoi ojciec Wiedźmy i mąż Lady K- niepokoił się poważnie zdenerwowany Mistrz Z

— To Wiedźma ma też ojca? — zapytał zaskoczony Robert (wiem, że czasami wujek wygląda na mało lotnego, skoro jest matka, musi być też ojciec).

Jak okazało się, mąż Lady K- Master X szuka kryształów mocy, niezwykle potężnej broni, potrafiącej wzmocnić zdolności i umiejętności użytkownika w nadzwyczajny sposób.

— Jeśli okaże się, że wszyscy połączą siły, nie damy rady się bronić. Stworzyliśmy z moim bratem nowy rodzaj uzbrojenia, ale do jego wzmocnienia przydałyby się kryształy mocy. Gdyby wpadły one w niepowołane ręce, umiejętności Przybyszów byłyby nie do pokonania- ocenił Mistrz Z

— Gdzie możemy jej znaleźć? — pytała Kat- Przecież nie możemy czekać, aż wpadną one w ręce tego całego X.

— Jak na razie sami szukamy ich lokalizacji z Albertem. Wracajcie do swoich codziennych zajęć, gdy coś będziemy wiedzieć niezwłocznie damy wam znać. Co do tej anomalii pogodowej, to była wizytówka, informacja, że kolejny Przybysz pojawił się na naszej planecie. Wszystko wróciło już do normy.

Powiem szczerze, że to co oglądałam wydawało mi się czasami bardzo nieprawdopodobne i niesamowite, ale historia o tym jak moi rodzice i reszta Obrońców stali się na nowo dziećmi przewyższyło wszystko. Ale mimo tego drużyna nie poddała się i miała do wykonania jedno z najbardziej niebezpiecznych i trudnych zadań w całej historii Obrońców. Wydarzenie to spowodowało olbrzymie zmiany w zachowaniu i sposobie postępowania każdego członka drużyny z osobna. Ale wszystko po kolei. Cała historia rozpoczęła się w dniu urodzin mojej mamy. Tata wraz z resztą postanowili zorganizować jej przyjęcie niespodziankę. Nic nie zapowiadało katastrofy, ale jak miałam się przekonać później, lepiej nie obchodzić urodzin, bo właśnie wtedy villianie uwielbiają sprytnie atakować. Najwidoczniej nienawidzą urodzin i próbują sprawić, by ten dzień dla innych był jednym z najgorszych dni w całym życiu. Na początek nastąpił zmasowany atak mutantów Wiedźmy, Master X i Lady K. Niestety Obrońcy dostali potężny łomot a najbardziej ucierpiał mój ojciec.

— Nic ci nie jest? — podbiegła do niego spanikowana mama

— Nic poważnego mi się nie stało- uspokajał, otrzepując się i nastawiając skręconą kostkę (usłyszałam, po charakterystycznym odgłosie). Tak łatwo się nie poddamy- odpowiedział ojciec i ruszył do ataku.

Nagle rozpętała się straszliwa burza, trzasnęła czarna błyskawica w sam środek pola walki a Obrońcy na nowo stali się dziećmi.

— O nie! Nie możemy zmienić się w Obrońców, komunikator też nie działa! — wykrzyknął tata po sprawdzeniu wszystkich możliwości

— Co teraz zrobimy? — spytała mama zszokowana przyglądając się wszystkim przyjaciołom w koło. Wszyscy na oko mieli nie więcej niż 10 lat.

— Musimy na pieszo dostać się do Bazy Operacyjnej. Na całe szczęście przeglądałem kiedyś jej plany lokalizacyjne. Może Mistrz Z coś nam poradzi- stwierdził wujek Robert i Obrońcy wyruszyli w drogę.


— Mistrzu Z, czy istnieje szansa byśmy wrócili do swojej postaci, lub choć na nowo aktywowali nasze moce? Przecież nie możemy zostawić Ziemi bez ochrony- mówił ojciec, gdy dotarli na miejsce- Nie teraz, gdy cała rodzina działa w komplecie.

— Thomas obawiam się, że nie jest to takie proste- odpowiedział Mistrz Z- Dopóki będziemy mogli odpierać ataki wszystko powinno być tak jak dawniej, ale przed wami niebezpieczna wyprawa, pełna niebezpieczeństw, gdzie nie będziecie mogli użyć swoich mocy, bo przestały działać, z powodu tego, że na nowo staliście się na pozór bezbronnymi dziećmi. Moc nie jest stworzona dla dzieci, dlatego zablokowała się, nie macie możliwości wdziania pancerza, czy też użycia broni. Możecie liczyć tylko na siebie. To, że wasze ciała przybrały kształt małych dzieci, nie znaczy, że zatraciliście swoje zdolności i umiejętności. To z wami pozostało. Wiadomo, że pancerz i uzbrojenie bardzo pomaga, ale to tylko pancerz i uzbrojenie. Najważniejsi jesteście wy, to jacy jesteście i to, co sobą reprezentujecie.


Dzięki tej misji każdy z Obrońców spotkał się ze swoim własnym przeznaczeniem, poznał swoje korzenie. Każdy podjął ogromne ryzyko, które uświadomiło im, że każdy z nich do końca swojego życia na zawsze pozostanie Obrońcą, bez warunku czy posiada się moc czy też nie. A najważniejszą wygraną walką jest ta, w której pokona się swoje wszystkie lęki i słabości, a przede wszystkim pokona się samego siebie, bo w najmniej spodziewanych momentach, to my dla siebie jesteśmy największymi wrogami. Na końcu tej ciężkiej drogi miała czekać jeszcze potężniejsza moc i cięższe wyzwania, przecież zawsze gdzieś tam będzie czaiło się zło i niezwłocznie trzeba je pokonać, zanim się rozprzestrzeni. Nie chodzi tu tylko o Przybyszów, ale też o to, co człowiek może wyrządzić drugiemu człowiekowi.


Ja, jeszcze jakiś czas temu nie spodziewałabym się, że siły zła mają jakieś rodzinne powiązania, mają rodziny, skądś czerpią korzenie, a w chwilach, gdzie potężnie oberwą po tyłku potrafią się zjednoczyć ( gwoli przypomnienia mówię o Lady K i jej rodzince). Wydawało się, że tym razem zło zatriumfuje. Choć Obrońcy wrócili do swojej normalnej postaci i każdy z nich posiadał swój kryształ mocy (bo tego dotyczyła misja Mistrza Z), zostali wystawieni na kolejną ciężką próbę. Baza Operacyjna została zniszczona, wydawało się, że dotychczasowe moce Obrońców przepadły i co najstraszniejsze Albert i Mistrz Z zginęli. Pozostały tylko nieaktywne kryształy mocy. Nikt z Obrońców nie wiedział w jaki sposób można je aktywować. Zresztą wtedy zadawali sobie zupełnie inne pytania. Po pierwsze, jak to się stało, że Przybyszom udało się zlokalizować Bazę Operacyjną, po drugie w jaki sposób ich drugi dom został zniszczony i najważniejsze, czy w jakiś sposób Mistrz Z i Albert zdołali uciec i ocalić swoje życie.

Nagle ziemia zatrzęsła się, a Obrońcy wpadli do dziwnego, podziemnego pomieszczenia, a stamtąd przetransportowani wprost… do nowej lokalizacji Bazy Operacyjnej.

— Obrońcy! Nie musicie się martwić, na wypadek takiej sytuacji, wiele lat temu stworzyliśmy z Mistrzem Z nowe, bezpieczniejsze miejsce. Przed wybuchem udało nam się przenieść- powiedział Albert- Spodziewaliśmy się takiej sytuacji i już zawczasu zabezpieczyliśmy się.

— Ale co z naszymi mocami? — spytał Thomas- Udało się je jakoś uratować?

— Zostały zapieczętowane w magicznych przedmiotach i dobrze ukryte, tak by nie wpadły w niepowołane ręce- powiedział Mistrz Z- Nie wystarczą one już do walki z zjednoczonymi siłami zła. Ale Obrońcy, nie martwcie się. Razem z moim bratem stworzyliśmy, nowe, silniejsze moce, ale do ich aktywacji potrzebuje waszych kryształów, które zdobyliście podczas waszej życiowej wyprawy.

Należy zaznaczyć, że od tego momentu zmienił się nie tylko bieg historii Obrońców, ale również ich wygląd i skład. Od teraz Przywódca zawsze przyodziewa biały strój i zawsze posiada jakieś dodatkowe umiejętności (tak jak poprzednio, gdy tata jako Złoty Obrońca miał zdolność lewitacji). Pozostali Obrońcy zawsze noszą czarny strój, a każdy z nich posiada inne, specjalne uzbrojenie, tak by w walce każdy każdego uzupełniał. W historii Obrońców zawsze było tak, że 6 Obrońca pojawiał się tylko w chwilach największego zagrożenia i przyodziewał za każdym razem szary strój. W zależności od tego z kim Obrońcy mieli do czynienia, zmieniał się rodzaj uzbrojenia, umiejętności Przywódcy, stroje były wzmacniane, umiejętności jeszcze bardziej rozwijane, m.in. poprzez dodatkowe treningi. Moce Obrońców adaptowano do mocy nowego Przybysza.


Dla Obrońców rozpoczęła się nowa historia, począwszy od tego, że moce były rozdzielane na 5 części ( było tylko 5 kryształów). W związku z tym William zdecydował się na opuszczenie drużyny.

— Myślałem nad tym już od dłuższego czasu- powiedział- Chciałbym skupić się na mojej karierze naukowej, ale w razie potrzeby zawsze służę pomocą w Bazie Operacyjnej. Czuję, że właśnie na tej płaszczyźnie będą mógł się bardziej wykazać, dać coś więcej światu. Bycie Obrońcą mi nie wystarcza.

I w ten sposób, jak się z początku wydawało z drużyny odszedł ostatni z pierwszych Obrońców. A wracając do nowych mocy, mój ojciec jako Przywódca otrzymał super szybkość i umiejętność bycia niewidzialnym, które wykorzystał już w pierwszej walce.


Może teraz opowiem trochę o relacjach między moimi rodzicami? Tata jako „miłosierny samarytanin” zaoferował, że codziennie po lekcjach będzie szlifował mamę w sztukach walki, zresztą w szkole ciągle widywano ich razem ( nie chodziło tu tylko o wspólny plan zajęć lekcyjnych). Czyżby stanowili już parę? Nie mogę się już doczekać. A w czasie walki wyglądało to tak, jakby moi rodzice potrafili porozumiewać się między sobą bez słów ( z czasem odkryłam, że oni rzeczywiście porozumiewali się między sobą telepatycznie).

— Hej Thomas, słyszeliśmy nowiny- śmiał się pewnego dnia wujek Robert, a wujek John zaczął nucić marsz Mendelsona

— Chłopaki przestańcie! — obruszył się ojciec, robiąc kwaśną minę, osoby, która połknęła najbardziej kwaśną na świecie cytrynę.

— Tia jasne, już to widzę, niezły projekt na wychowanie rodzinne- śmiał się wujek John

— Przecież nie wzięliśmy ślubu z Kat na serio- bronił się tata- To tylko projekt badawczy- usprawiedliwiał się

— Chłopie, nigdy nic nie wiadomo- śmiał się wujek Robert- Projekt badawczy, może jeszcze zabawa w doktorka co?

— Ale tworzycie z Kat przepiękną parę, życzę wam szczęścia- próbując zachować powagę powiedziała Alishia

— Co z wami? My z Kat tylko się przyjaźnimy, nic poza tym, jest przecież Kim- twierdził Thomas, nagle smutniejąc

— Stary, weź przestań- spoważniał Robert- Kim ciągle siedzi ci w głowie, poważnie?

— Właśnie! Wyjechała bez słowa, zostawiła cię, nie zważała zupełnie na nic, nic jej nie obchodziło, tylko jej własny los- wyliczał John

— Ja myślę, że ona wróci- wmawiał sobie mój ojciec- Musi wrócić.

A ja natomiast uważam, że tata bał się swojego uczucia do Kat. Było ewidentnie widać, że coś do niej czuje, ale się przed tym bronił. Do tego stopnia, że zaczął jej unikać (kolejny raz). Ale prawdziwych uczuć do końca ukryć się nie da. Nie ma na to szans. Jeśli się kogoś kocha tak mocno, potrzebuje się tej osoby blisko, nie można funkcjonować bez kontaktu z tą osobą jak nie można oddychać bez powietrza. Jego uczucia ujawniały się w walce, gdy mama oberwała, to tata biegł jej jako pierwszy na ratunek i dawał schronienie w swoich ramionach (znowu!). Walczył wtedy jeszcze bardziej zaciekle, był praktycznie nie do pokonania, zachowywał się tak, jakby żaden cios, żaden atak nic mu nie zrobił, jakby był niezwyciężony.

A wracając do tego projektu- zabawy w rodzinę, ich nauczyciel stwierdził, że ich esej był najlepszy i że stanowią świetną i zgodną parę, ale w ramach uzupełnienia poprosił, by przez jeden dzień zaopiekowali się jego maleńką córeczką. Szkoda, że tata tego karmienia i noszenia na rękach nie mógł przeżyć ze mną w roli głównej. Ale wreszcie zrozumiałam motywy postępowania mojej mamy. Mianowicie, w czasie opieki doszło do ataku, a wtedy następują wielkie trudności w podzielności uwagi. Trzeba zająć się dzieckiem i pilnować by ono samo nie stało się celem ataku, a po drugie efektywnie i skutecznie walczyć. Ja swoje dziecko chroniłabym ponad wszystko i starałabym mu się zapewnić bezpieczeństwo. Dlatego rozumiem już decyzję mojej mamy. Domyślam się, co by działo się, kiedy ja byłabym małym dzieckiem, a mój ojciec na nowo Obrońcą. W jaki sposób pogodzić rolę ojca i Obrońcy? Jak uchronić i zapewnić bezpieczeństwo swojemu dziecku, gdy cały świat nieświadomie czego na pomoc i ratunek z jego strony. Własne dziecko a cały świat do ratowania? Bardzo ciężka, życiowa decyzja.

— Widzę Mia, że wydoroślałaś- chełpił się Miecz

— Och, zamknij się wreszcie- odburknęłam

Pewnego dnia, podczas wyprawy szkoleniowej (przetrwanie w górach) moja mama padła ofiarą zmasowanego ataku ze strony całej familii Lady K. W wyniku groźnie wyglądającego upadku, popsuł się komunikator, a gdyby tego było mało gdzieś zapodział się kryształ, umożliwiający przemianę w Obrońcę (zazwyczaj noszone były na szyi jako wisiorki). Mama skręciła też nogę w kostce i musiała ukrywać się przed mutantami, którzy jej szukali.

— Żeby ktoś tylko zauważył moją nieobecność- mama bała się jak nigdy wcześniej. Sama, z popsutym teleporterem, komunikatorem, a na dodatek kryształ gdzieś przepadł. A jeśli trafi w niepowołane ręce?


W tym samym czasie, w trakcie treningu w Centrum Sportowym, tata miał jakieś dziwne przeczucia.

— Czy widzieliście dziś Kat? — spytał zaniepokojony Roberta i Johna

— Mistrz Z wysłał ją w góry- odpowiedział wujek John- Kat miała przejść tam jakiś trening- wyjaśnił

— Mam jakieś złe przeczucia. Chyba coś jej się stało. Lepiej skontaktuje się z Mistrzem Z, może on coś więcej mi powie- tata zaczął się niepokoić


Po pewnym czasie w Bazie Operacyjnej…

— Komunikator Kat nie odpowiada, ostatni raz była widziana na bursztynowym szlaku- stwierdził Mistrz Z przeglądając jakieś mapy i wykresy na nich

— Musimy się tam jak najszybciej przenieść- zadecydował tata- Ona jest w niebezpieczeństwie! Wiem to! W przeciwnym razie odpowiedziałaby na wezwanie! Albercie, czy mógłbyś powiadomić resztę? — poprosił wiernego pomocnika Mistrza Z- Spotkam się z nimi już na miejscu- zadecydował, teleportując się w góry


— Patrzcie to przecież kryształ Kat- zauważyła Alishia po dotarciu na miejsce i wstępnych oględzinach

— Kat, gdzie ty jesteś? — pytał tata- Chodźcie w dół tego zbocza, mam przeczucie, że tam ją znajdziemy- tata był pewny swego

— Tam jest! — wykrzyknął John

— Kat, nic ci nie jest?! — spytał wystraszony tata, podbiegając do niej

— Chyba skręciłam kostkę- odpowiedziała- Mam lekkie zawroty głowy i trochę słabo się czuję- wyszeptała

— Czekaj, przeniosę cię do Bazy Operacyjnej, możesz mieć wstrząśnienie mózgu- powiedział tata biorąc mamę na ręce jakby była najcenniejszym skarbem

— I ponoć nic do niej nie czuje- powiedział rozbawiony Robert przyglądając się z boku całej sytuacji- Gdyby coś jej się stało poważniejszego i nas by porostrzelał jak kaczki w pegazusie- nadal się śmiał- Ale teraz dosyć żartów, mamy towarzystwo, którym pinie należy się zająć.

Nadszedł dzień, który w końcu rozwiązał wszystkie niedopowiedziane kwestie. Mianowicie mój ojciec otrzymał list od Kim. Po jego minie wnioskuje, że nie są w nim dobre wiadomości, bo wygląda on na załamanego.

— Mieczu, czy istnieje możliwość, żebym mogła przeczytać ten list? — poprosiłam. Chciałam mieć wgląd w to, co przed chwilą tata trzymał przed oczami

— Na pewno chcesz to zrobić? — upewniał się Miecz

— Tak- powiedziałam stanowczo- Muszę go widzieć.

To co przeczytałam wprawiło mnie w osłupienie. Aż zamieszczam kopię tego listu:


Thomasie!

W Paryżu poznałam kogoś szczególnego, a przede wszystkim bogatego i przystojnego, który zapewni mi odpowiednią przyszłość, której Ty, mimo najszczerszych chęci nie byłbyś nigdy w stanie mi dać. Czuję się ważna, kochana i rozpieszczana. Mam wszystko to, o czym tylko pomarzę. Chcę też Ci powiedzieć, że zawsze możesz liczyć na moją przyjaźń, mimo wszystko, wciąż jesteś dla mnie ważną osobą i nigdy o Tobie nie zapomnę. Byłeś przecież moim najlepszym przyjacielem.

Kim


Co za bezczelne babsko, brak słów. Nic dziwnego, że ojciec rzucił wszystko i wyjechał na ferie zimowe w góry. Za nim w drogę ruszył wujek Robert, a po pewnym czasie moja zmartwiona mama. Ale mnie zastanawia jeden fakt, skoro Kim wysłała do ojca taki list, to czego chciała od niego po tylu latach? Po latach zrozumiała swój błąd i chciała wrócić gdzieś, gdzie tak do końca nie było jej źle? I nadal nie widzę związku, dlaczego to babsko tak się na nas uwzięło, przecież samo słowo „nie”, nie spowodowałoby całkowitego przejścia na ciemną stronę mocy.

— Kat, co ty tu robisz? — spytał wujek Robert po przybyciu mamy do ośrodka narciarskiego. Ojciec puścił cię samą? — chciał wiedzieć

— Zapewniam ci odpowiednie wsparcie, stwierdziłam, że są ferie, czas odpoczynku, zresztą nie jesteśmy daleko od Angels, w ciągu 2 godzin mogę wrócić do domu- tłumaczyła mama.

— Tia jasne, innym możesz sprzedać takie bajeczki, ale nie mnie, przecież dobrze wiem, co czujesz do Thomasa.

— Robert, przecież nie mogę siedzieć bezczynnie, boję się, że Thomas zrobi coś szalonego. Widziałam ten list i aż mnie zmroziło. Wiesz dobrze, że Thomas do wszystkiego podchodzi bardzo emocjonalnie, chcę tylko pomóc- usprawiedliwiała się

— Wiem Kat, że go kochasz, co jak co, ale mnie nie oszukasz, już ci to mówiłem. W przeciwnym wypadku, nie jechałabyś za nim, aż taki kawał drogi.

— To aż tak widać? — mama zrezygnowana przestała migać się od prawdy- Chciałam swoje uczucia zachować tylko dla siebie.

— Dziewczyno, no raczej, że widać, ślepy też by to zobaczył! Pamiętasz jak w czasie jednej z walk wybuchł magazyn? — przypominał Robert

— Tak? — mama wróciła pamięcią do tych chwil

— I Thomas został w środku. Musieliśmy z Johnem siłą odciągać cię z pobojowiska, żebyś tam nie wbiegła na jego poszukiwania. A ty zrobiłaś nam wtedy mega aferę, z ledwością mogliśmy cię utrzymać.

— Pamiętam to.

— Byłaś wtedy święcie przekonana, że Thomas żyje i trzeba pomóc mu się wydostać, bo sam może nie dać sobie rady. A jak już się pojawił, rzuciłaś się na niego.

— Robert, każdy by to zrobił, drżałam o życie przyjaciela- wyjaśniała mama

— Też się martwiłem, ale bez przesady. A co Thomasa, to jest głupcem, też do ciebie coś czuje, ale boi się do tego przyznać i zwiewa jak tchórz. Dla mnie sprawa z Kim już dawno była przesądzona. Odejście bez żadnego pożegnania, zrobienie wszystkiego za plecami, brak jakiegokolwiek kontaktu. Thomas nie docenia, że ma ciebie.

— Robert, my się tylko przyjaźnimy- tłumaczyła Kat

— Akurat! Ale ja już mu spróbuję otworzyć oczy, obiecuję ci to- powiedział z determinacją wujek Robert- Trzeba wytoczyć ciężkie działa, bo ani jedno ani drugie nie wyzna co do siebie czuje! A teraz skoro przyjechałaś taki kawał idziemy wypożyczyć sprzęt i trochę pojeździć. To mają być ferie a nie stypa.


— Hej! Co wy tu robicie?! — zapytał zaskoczony tata, gdy dostrzegł Roberta i moją mamę razem na stoku

— Też chcieliśmy wpaść tu na ferie zimowe- powiedział wujo Robert- Fajna miejscówka i niedaleko od Angels. Każdemu należy się trochę odpoczynku- wyjaśnił

— Thomas jak się czujesz? Wszyscy martwimy się o ciebie- powiedziała mama ignorując Roberta

— Muszę sobie wszystko poukładać. Czułem, że coś takiego może się stać, ale nie chciałem tego do siebie dopuścić. Zachowałem się jak szczeniak, porzucając swoje obowiązki i wyjeżdżając bez słowa uprzedzenia.

— Jeśli chodzi o Mistrza Z, spokojna głowa, w razie problemów skontaktuje się z nami, zresztą są komunikatory- powiedział Robert obejmując moją mamę ramieniem

— Nie obraźcie się, ale chciałbym pobyć trochę sam- powiedział ojciec i odszedł

— Robert, co ty wyczyniasz?! — mama wyrwała się z uścisku wuja, robiąc krzywą minę.

— Zaufaj mi Kat, dobra? — poprosił- Mam plan, ale nie wykonam go sam, musisz mi troszeczkę pomóc i poudawać, że lubisz mnie troszeczkę bardziej niż w rzeczywistości. Później zejdziesz się z Thomasem, będziecie mieć urocze dzieciaczki, a ja będę najlepszym ojcem chrzestnym na świecie.

— Robert? Przypadkiem nie dostałeś kulą śniegu w głowę? — zapytała mama- Wygadujesz jakieś niestworzone rzeczy!

— Ja, moja droga przyjaciółko mam do wykonania bardzo ważną misję i nikt mnie w tym nie powstrzyma. Ja jestem Robert, swat znakomitych par.

— Litości! — mama popatrzyła na niego z pożałowaniem


Tymczasem tata praktycznie na każdym kroku wpadał na Roberta i mamę. A wujek akurat w tym momencie był bardzo „zaabsorbowany” Kat a Thomas chcąc nie chcąc robił się coraz bardziej zazdrosny i zaniepokojony tą gammą odczuć, które teraz przeżywał.

— Czyżbym coś czuł do Kat? — pytał sam siebie, ciągle nie mogąc przyznać się do swoich uczuć i wypierając je na każdym kroku

A gdy w czasie zmasowanego ataku Sługusów piekielnej rodzinki, podczas którego mama porządnie oberwała i wujek Robert przeniósł ją do Bazy Operacyjnej, tata, którego zalewała zazdrość, zrozumiał wreszcie swoje uczucia do mojej mamy, ale postanowił (jak zwykle!) z nimi walczyć i zwalczyć to uczucie zanim jeszcze bardziej się rozwinie. Ale gdy wujek Robert przechwalał się, że ma randkę z mamą, niewiele brakowało by ojciec rzucił się na niego z pięściami.

— Człowieku, o co ci chodzi?! — huknął wujek Robert- Chłopie, ogarnij się wreszcie i obudź się, zanim będzie za późno i Kat znajdzie sobie innego! Wiecznie nie będzie czekać na ciebie pacanie! Odegrałem te całe przedstawienie by wreszcie dotarło do twojej pustej głowy, że Kat jest wyjątkowa i stworzona dla ciebie. Ileż można patrzeć na te wasze podchody? Zachowujecie się czasami jak dzieci w przedszkolu.

— Czyli nie idziesz z nią na tę kolację? — dopytywał tata

— Nie, to ty z nią idziesz i mam nadzieję, że nie spartolisz swojej szansy! Inaczej ci przywalę nie zważając na naszą przyjaźń- ostrzegł wujek Robert


W tym samym czasie Alishia wyciągnęła podstępnie moją mamę na zakupy

— Musimy kupić ci coś wystrzałowego na dzisiejszy wieczór w Centrum Sportowym- argumentowała

— Ale po co?

— To niespodzianka- Alishia uśmiechnęła się tajemniczo- Ale powinnaś być bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw

— Co tym razem wymyślił Robert? — chciała wiedzieć mama, przeczuwając, że to jej najlepszy przyjaciel stoi za tym wszystkim.


Wieczorem…

— Kat? Jak ty ślicznie wyglądasz- powiedział mój tata wybałuszając oczy

A ja mam to szczęście, że mogę obejrzeć pierwszą randkę moich rodziców. Oboje bardzo eleganccy, a do tego ukryty za parawanem stolik dla dwojga, świecie, cicha muzyka…

— Thomas? O co tu wszystko chodzi? Nie rozumiem- mama prędzej spodziewałaby się tu Roberta, nie mojego ojca.

— Nasi przyjaciele nam to zorganizowali- krótko wyjaśnił

— Ale dlaczego? Thomas, to się chyba nie uda- powiedziała zrezygnowana mama- Najlepiej będzie jak wrócę do domu

— Chociaż spróbujmy- przekonywał tata- Zjedzmy razem kolację i zobaczymy co z tego wyjdzie. Nic na siłę.

— No dobrze- zgodziła się mama

Ach, a od tej ich chemii, aż w powietrzu przechodzą iskry. Wspólna kolacja, taniec…

— Czy naprawdę musimy oglądać pierwszy pocałunek twoich rodziców? — spytał zniesmaczony Miecz

— Ty jak zwykle musisz wszystko popsuć! — byłam zła- Jak ci się nie podoba to zamknij oczy i przestań zrzędzić. A propo skoro zamknęli cię kiedyś w magicznym przedmiocie, mam nadzieję, że była to stara, śmierdząca skarpeta! — byłam zła, że Miecz zniszczył mi oglądanie tak romantycznych i przełomowych chwil.

— Pisane są mi większe rzeczy niż potulne czekanie aż kiedyś któryś z Obrońców mnie odkurzy, bo zadecyduje, że przydam się do walki. A dla twojej wiadomości, bardzo szybko wydostałem się ze swojego więzienia, nie spędziłem tam nawet jednego dnia i nigdy już tam nie wrócę- powiedział z determinacją.


Dawno już nie pisałam o walkach i układzie sił familii z piekła rodem. Oprócz tego, że stworzyli mega silnych żołnierzy, którzy mieli zdolność lewitacji, ich Sługusy również były wyposażone w dodatkowe umiejętności. Jeszcze nigdy przed Obrońcami nie stało tak trudne wyzwanie. Więc nie na próżno mówią, że w rodzinie jest siła i sprawdza się to nawet w czynieniu zła. Mimo, że nowe moce Obrońców dawały jakoś radę, ja myślę, że niedługo nadejdzie czas na obdarowanie mocą jakiegoś 6 Obrońcy.

Mogłam też obejrzeć pierwszą, samodzielną akcję mojej mamy. Treningi z tatą przynosiły rezultaty i mama nieźle wymiatała. Choć póki pamiętam, muszę powiedzieć, że Obrońcy dość często trafiali do Bazy Operacyjnej z jakimiś urazami. A ja na miejscu Mentora po pierwsze, bardziej popracowałabym nad jeszcze bardziej wytrzymałą warstwą ochronną strojów, po drugie teraz do walki z Kim przydaliby się w naszej Bazie Operacyjnej jacyś lekarze (w razie „w”, przecież nigdy nic nie wiadomo, a umiejętności magiczne nie zawsze dadzą właściwy rezultat).

Ostatnimi czasy bawi mnie też wujek Robert. Spodobała mu się jedna dziewczyna — Ginny i ewidentnie nieudolnie do niej podbija. Biedak, nawet nie wiedział jak zaprosić ją na szkolną imprezę, a jego podryw był bardziej żałosny niż zabawny. Choć tym, co ubawiło mnie najbardziej było jego malkontenctwo. Bardzo pomógł moim rodzicom, wpadł na genialne pomysły, a jak przyszło co do jego osoby, to nie mógł sobie poradzić.

— Kat, co ja niby mam ubrać? Muszę wybrać coś szałowego, ale też eleganckiego, coś co nie rzuca się w oczy, ale robi wrażenie i pasuje do koloru moich oczu. A ty, w co się ubierasz? — dopytywał przed szkolną dyskoteką

— Cokolwiek włoży i tak we wszystkim wygląda rewelacyjnie- powiedział mój tata

— Blee, zaraz się porzygam, co ta miłość robi z ludźmi- Robert udawał, że strząsa ze rękawa coś bardzo obrzydliwego

Oj wujek, wujek, ręce opadają jak się ciebie słucha. A tak w kwestii Przybyszów, na polu walki nie działo się nic wartego wspominania, za wyjątkiem tego, że z niecierpliwością wyczekuję pojawienia się 6 Obrońcy. Jakaś dodatkowa pomoc by się zawsze przydała.

— Mieczu dlaczego tak jest, że zawsze na początku jest zazwyczaj 5 Obrońców, czemu nie 10? Albo więcej? Można byłoby powołać armię- twierdziłam -Może szybciej rozprawiono by się z osławioną familią złoczyńców.

— Mia, czasami zadajesz za bardzo skomplikowane pytania- stwierdził Miecz. -Bywało i tak, że obrony Ziemi podejmowała się mniejsza ilość Obrońców, bo atak nastąpił niezapowiedziane, lub grupa przechodziła jeszcze trening.

— A podobno wszystko wiesz, a tak naprawdę wiem, że nic nie wiesz- marudziłam

Tymczasem na horyzoncie pojawił się wyczekiwany przeze mnie 6 Obrońca. Na czas, ponieważ potęga piekielnej rodzinki dawała się we znaki i potrzebna była natychmiastowa pomoc. Tylko czemu 6 Obrońca nie chce wyjawić swojej tożsamości, ani razu nie pojawił się też w Bazie Operacyjnej. Na te pytania nie chciał odpowiedzieć nawet Mistrz Z Obrońcom. Coś jest tu podejrzane!

Moja zagadka na szczęście wyjaśniła się bardzo szybko. Tak naprawdę kryształów mocy było 6 (jeden zdobyty wiele lat wcześniej przez samego Mentora), ale Mistrz Z postanowił zataić tę wiadomość, by nie wpadła ona w niepowołane ręce. Również tożsamość 6 Obrońcy planowana była pozostać w tajemnicy, ale Albert zdradził jego imię w zaszyfrowanej wiadomości. I jak myślicie, kto powrócił w nowej roli? Jakieś typy, przypuszczenia?… To William, który zmylił wszystkich, dając do zrozumienia, że nie chce pełnić już funkcji Obrońcy. W ten sposób chciano zyskać pewną przewagę nad Przybyszami. Zamiast skupiać się na kolejnych atakach, zastanawiali się kim jest 6 Obrońca i jak to się stało, że został stworzony.

— Cholera, powinienem się domyślić- powiedział wujek Robert- Przecież nie unikałbyś nas tak po prostu niczego nam nie mówiąc, nie należysz do takich osób.

— Treningi były tak wyczerpujące i pochłaniały większą część dnia, a jeszcze do tego szkoła. Rodzicom wmówiłem, że działam w dodatkowych kołach naukowych, dobrze, że się nie połapali- odpowiedział William

— Wprowadziłeś wszystkich w błąd stary- stwierdził Robert- Każdy ci uwierzył, jak gadałeś, że czujesz się niespełniony jako Obrońca, że chcesz się skupić na czymś innych, a ty sobie z nas zrobiłeś jaja!


— A właśnie, jak to jest Mieczu, że nauczyciele i rodzice nigdy nie pokapowali się, że ich dzieciaki nagle znikają? — zapytałam- Przecież czasami bitwy były wielogodzinne, regeneracja też pochłaniała swój czas. Nie wspominając tego, że Obrońca ma też szereg innych obowiązków nie tylko walkę z armią Przybyszów.

— Każdy Obrońca w czasie swojej czynnej służby ma własny w pełni inteligentny hologram, taki bliźniak, wykonujący czynności tak samo jak ty i posiadający twoje wspomnienia. Nikt nigdy w niczym się nie zorientował. Wykonujesz sobie obowiązki, hologram robi inne sprawy za ciebie, a później wiadomości i informacje, które zebrał są przekazywane tobie. Czujesz się, jakbyś była w dwóch miejscach jednocześnie.

— Cool, a czy ja też mogłabym o takie coś prosić? Ja bym poszła w swoją stronę, a ty przynudzałbyś hologramowi.

— Lepiej powiedz mi czemu nie wybierasz Williama jako pomocy w teraźniejszości? — zapytał obrażony Miecz

— Z tego co pamiętam, moce 6 Obrońcy są potężne, ale mają też limit czasowy i później przed kolejną walką trzeba je odpowiednio naładować, nie chcę ryzykować, że zawiodą w najmniej oczekiwanym momencie. Sami powiedzieliście, że Kim jest inna niż pozostali Przybysze. Nie wiemy tak naprawdę skąd wzięły się jej moce, w jaki sposób nabyła umiejętności Przybyszów z innych planet, przecież jest Ziemianką, a z tego co mi mówiliście do tej pory nie było jeszcze nikogo przed nią, z takimi złymi i paskudnymi umiejętnościami.

— Widzę, że jednak czegoś się uczysz- usłyszałam pochwałę

— Na pewno nie od ciebie — odparowałam

— Ale w ogóle wykluczasz 6 Obrońców? Przecież w trudnych sytuacjach mogą zawsze pomóc. Choć mają limit, to na polu walki są najsilniejsi- zauważył Miecz

— Na chwilę obecną nie mogę niczego potwierdzić ani zaprzeczyć. Jeszcze się nad tym zastanawiam. Czuję, że William nie jest osobą, którą chciałabym mieć w swojej drużynie, nie uwłaczając oczywiście jego osobie.


Wprowadzenie 6 Obrońcy było doskonałym posunięciem. Mąż Lady K na widok szóstki Obrońców, wpadł w taki szał, że postanowił raz na zawsze się z nimi rozprawić. W tym celu nie stworzył Mutanta, nie wysłał swojego Sługusa. Do walki postanowił stanąć osobiście! Master X był pewny swojego zwycięstwa, może zbyt pewny. Jeszcze nigdy nie zdarzyła się taka sytuacja, Obrońcy jeszcze nigdy nie walczyli face to face ani z Wiedźmą ani też z jej matką- te dwie zawsze trzymały się na uboczu. Ale wszystko przed nimi, może z czasem nie wystarczy im tylko stać z boku. Jestem ciekawa jakie następstwa może spowodować ich furia i jeszcze większa nienawiść do Obrońców. A do czego zmierzam? Master X został pokonany, a tym kto zadał finalny cios był wujek Robert. Widziałam cały przebieg bitwy, X był bardzo pewny siebie, uważał, że chwila moment i zdoła rozprawić się ze wszystkimi, bo Obrońcy w przeciwieństwie do niego są praktycznie niczym. Za dużo przechwalania się, gróźb, chwila nieuwagi i było już po nim.


Ale zło we wszechświecie jest jak śmiercionośna plaga i jak się jej utnie łeb, na jej miejscu wyrosną dwa a nawet trzy. Wiedźma i Lady K zwróciły się o pomoc do czarownicy Demetrii, a ta ochoczo przystała na ich propozycję. Oby moce Obrońców były wystarczające by pokonać nowe piekielne trio. Jak na razie nie jest tak źle, ale tyłka nie urywa. Choć ta cała Demetria była jeszcze gorsza od Wiedźmy i Lady K. Moim zdaniem, coś tu śmierdzi. Jakoś nie widzę jej w roli „doradczyni i serdecznej przyjaciółeczki”, która ochoczo odpowiedziała na apel swojego rywala. To tylko kwestia czasu, by sama przejęła władzę, nie uwierzę, że stanie z boku i będzie klaskać, gdyby Wiedźmie i Lady K udało się pokonać Obrońców. Wiem doskonale, że Demetria do końca nie pokazała na co tak naprawdę ją stać i co potrafi. Wydaje mi się, że wkłada minimum, by trochę wzmocnić mutanty matki i córki, a gdy przyjdzie odpowiednia chwila, sama sięgnie po władze. Teraz rozpoznaje słabe punkty Wiedźmy i Lady K, tak, by móc wykorzystać je przeciwko nim. Nikt nie przekona mnie do tego, że zło samo z siebie będzie chciało zjednoczyć się z innym złem.


A tymczasem, Demetria postanowiła sama zmierzyć się z Obrońcami i sprawdzić o co tyle z nimi hałasu. Opowieści Wiedźmy i Lady K to jedno, a przekonanie się jak jest naprawdę, drugie. Gdy na cel ataku wybrała sobie moją mamę, tata jak zwykle (rycerz w lśniącej zbroi no dobra w białej, żeby nikt się nie czepiał jak zwykle) pospieszył na ratunek i zasłonił mamę sobą, przyjmując całą moc ataku na siebie. Tata padł nieprzytomny a jego moc Obrońcy dezaktywowała się.

— Musimy szybko przenieść go do Bazy Operacyjnej! — zarządziła przerażona mama, nie tylko tym, co się stało, ale szybkością i skutecznością nowego Przybysza.


Po chwili…

— Mistrzu Z, co z Thomasem? — dopytywał John, gdy ten ciągle nie odzyskał przytomności

— Thomas odniósł poważne obrażenia, jego stan jest dość ciężki. Ale najgorsze jest to, że zapadł w śpiączkę- powiedział Mistrz Z- Żaden ze znanych mi sposobów jest nieskuteczny, nie mogę go wybudzić.

— Ale jak to możliwe?! — dopytywał wujek Robert

— Może zabierzmy go do szpitala! Tam otrzyma fachową pomoc! — zasugerowała Alishia- Tam są lekarze, odpowiednie sprzęty, lekarstwa- wymieniała

— To wszystko moja wina! — rozpaczała mama

— To nie jest twoja wina, gdyby nie Thomas, to ty leżałabyś tu na jego miejscu- powiedział William- Ja spróbuję popracować z Albertem nad wzmocnieniem naszych pancerzy ochronnych, choć obawiam się, że na dłuższą metę nasza moc nie wystarczy. Nie po tym popisie nowego Przybysza.

— A co z przetransportowaniem Thomasa do szpitala? — pytała mama, przekonana do planu Alishii.

— Zwykły lekarz nic tu nie pomoże. Zregenerowaliśmy siły Thomasa i wyleczyliśmy jego powierzchowne rany, teraz wszystko w jego rękach- powiedział Mistrz Z- Pamiętajcie, że nie są to rany zadane przez innego człowieka, czy te spowodowane przez ziemskie sytuacje. Choć obrażenia zewnętrznie są takie same, wewnątrz wygląda to zupełnie inaczej.

— Ale co ja mam robić? Co z jego rodzicami? — dopytywała Kat

— Dopóki Thomas się nie obudzi, rodziców zwodzić będzie hologram. Thomas to fighter, da sobie radę- pocieszał Albert

— Wy tymczasem musicie wrócić do swoich codziennych obowiązków, ludzkość nadal was potrzebuje- powiedział ze smutkiem Mistrz Z


Jakiś czas później…

— Z, na pewno nic nie możesz zrobić? Przecież to twoje jedyne dziecko! Twój syn! Mój bratanek! Jak możesz patrzeć na to wszystko tak spokojnie?! — grzmiał Albert- Jako ojciec, powinieneś zrobić więcej, o wiele więcej.. Płynie w was ta sama krew, powinieneś szybciej go wyleczyć- przekonywał

— Co?! Albert to kolejny brat Mistrza Z?! — wrzasnęłam

— Mia, siedź cicho! — zrugał mnie Miecz- Później wrócimy do tego tematu- obiecał dla świętego spokoju

— Z Thomasem wszystko będzie dobrze. Pamiętaj Albercie, że miłość to najpotężniejsza broń i może przezwyciężyć wszystko- powiedział tajemniczo Mistrz Z- Zaufaj mi w tej kwestii, gdybym uważał inaczej, Thomas już dawno by się wybudził, ale by przepowiednia się spełniła, w tej jedynej kwestii muszę stanąć z boku.

— O co mu chodzi? — pytałam Miecza

— Gdy przyjdzie czas, wszystkiego się dowiesz- stara śpiewka znów poszła w obrót


Tymczasem nie wiadomo skąd w Bazie Operacyjnej pojawił się Miecz, nie ten z czasów obecnych, tylko ten z tamtych

— Jak udało ci się aktywować? — spytał Mistrz Z

— Mój przyjaciel leży nieprzytomny, a ja siedzę zamknięty w magicznym pudle, bo moce Przywódcy też są zamknięte. Choć zostałem wyłączony narazie z czynnej służby, to i tak zamierzam trwać przy boku Thomasa, czy to ci się podoba, czy też nie! I w tym starym, śmierdzącym zgrzybiałym pudle nie spędzę już ani minuty!

— Mieczu, ależ ty groźny- śmiałam się, bo ta scena naprawdę była bardzo śmieszna. Miecz pyskuje osobie, która go stworzyła i jakby chciała mogłaby w łatwy sposób i zniszczyć.

— Czemu to cię bawi? — zirytował się Miecz

— A co innego mi pozostaje. Wiem, że kiedyś to się wydarzyło i wszystko szczęśliwie się skończyło, a moja interwencja spowodowałaby katastrofalne skutki. Ty w tym czasie wprowadzasz wątki humorystyczne i rozładowujesz napięcie.

— Jestem pod wrażeniem.

— Miecz, ty mnie komplementujesz? No nie wierzę! — zaczęłam się śmiać


Tymczasem ojciec jak dotąd jeszcze nie obudził się ze śpiączki, a ja jeszcze nigdy nie widziałam, by mama była aż tak czymś przejęta, no może za wyjątkiem sytuacji, gdy Kim stanęła na mojej drodze i groziła, że za chwilę mnie zabije. Siły zła natomiast świętowały i te wredne ropuchy były święcie przekonane, że pozbyły się Thomasa raz na zawsze i nadszedł odpowiedni czas na pokonanie pozostałych Obrońców, przecież bez Przywódcy sobie nie poradzą.

— Mistrzu Z, myślisz, że Thomas mnie słyszy? — pytała mama

— Kat, wszystko jest możliwe- odpowiedział- Musisz spróbować, jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz- dodał

— A czy mógłbyś zostawić mnie z nim na chwilę samą? — poprosiła

— Oczywiście Kat- zgodził się i momentalnie zniknął w srebrnej mgle

— Thomas, jeśli mnie słyszysz, proszę obudź się, nie rób mi tego, nie zostawiaj mnie, wróć do nas, przecież cię potrzebujemy… ja cię potrzebuję- powiedziała uroniając przy tym łzę, która zmieniła kolor na śnieżnobiałą biel, wolno opadając na czoło mojego taty i wnikając w głąb jego umysłu, ciała.

— Kat, co się dzieje? — spytał słabo mój ojciec odzyskawszy przytomność

— Thomas, obudziłeś się!!! Nic ci nie jest?! — mama nie mogła uwierzyć w to, co widzi

— Nie kochanie, chyba nie- odpowiedział niepewnie, ciągle zdezorientowany, przytulając do siebie moją mamę- Wyjaśnisz mi, co się stało? — poprosił

Kochanie?!!! Od kiedy są na takim etapie? Jakoś nie mogę przywyknąć. Obecnie, rodzice ciągle drą ze sobą koty, na zmianę a to jedno a to drugie prowokuje sprzeczki, awantury, a jak myślą, że nikt nie patrzy wzdychają do siebie jak dwa gołąbki, tak, że powietrze wokół nich jest aż za gęste. To się kiedyś w końcu skończy jakimś wybuchem, ale nie agresji, prędzej namiętności.

— Hmm, może dość tych czułości, co? — powiedział zdegustowany, ten dawniejszy Miecz

— Co ty tu robisz? — spytał zaskoczony tata

— Ja jestem zamknięty w jakimś durnym pudle, ty ładujesz się w kłopoty, wybudzić cię nie mogą, a ja nic nie mogę zrobić, nawet nie mogę ci pomóc. Tak łatwo to się mnie teraz nie pozbędziesz! Tam gdzie ty, tam i ja, nie zamierzam kisnąć w Bazie Operacyjnej, jak ciebie w niej nie ma.

— Wiesz co Mieczu? Dobrze cię widzieć stary przyjacielu- powiedział tata.


Jakiś czas później…

— Widzisz Albercie, pierwsza część wspólnego przeznaczenia Thomasa i Kat właśnie się dopełniła- Mistrz Z obserwował wszystko z ukrycia- niedługo będziemy musieli stworzyć im odpowiednie warunki do dalszej części. Kim przechodzi powoli na stronę zła, jest to proces długotrwały, będzie potrzebować na to wielu, bardzo wielu lat, ale nawet teraz, już nikt nie zdoła jej uratować, więc zanim stanie się na tyle potężna by tak naprawdę zaatakować, na czas pojawi się odpowiednie wsparcie- powiedział Mistrz Z

— Czyli chodziło mu o to, że stworzę dream- team z Obrońców, tak? — spytałam Miecza, szukając u niego potwierdzenia

— Poniekąd- zgodził się- i dlaczego nie zwracasz się per dziadku, mówiąc o Mistrzu Z?

— Och, przymknij się… — nie chciałam mu się tłumaczyć, że boję się nazywać siebie wnuczką tak potężnego Mentora. On potrafił niebywałe rzeczy, ja w przeciwieństwie do niego, jestem nikim.


Tymczasem Demetria znów zaatakowała. Tym razem mogłam zobaczyć jej starcie z moją mamą. Kat, pamiętając, co wydarzyło się z Thomasem i przez co musiała przejść w tym okresie, co przeżyła, z jakimi troskami i lękami musiała się zmierzyć, dała z siebie naprawdę wszystko. Jeszcze nigdy tak zaciekle i zawzięcie nie walczyła. Choć Demetria nie została ostatecznie pokonana to i tak nieźle oberwała po tyłku od mamy.

Tak jak myślałam wcześniej, Demetria długo nie grała roli „pokornej i pomocnej przyjaciółeczki” i wreszcie pozbyła się Wiedźmy i Lady K. Ogólnie rzecz biorąc wysłała je gdzieś daleko w kosmos, blokując ich moce i w ten sposób uniemożliwiając im szybki powrót na Ziemię. Przyszło tylko czekać na kolejny ruch złego pomiotu. Tylko, że obecne moce Obrońców na pewno nie wystarczą, było o tym wiadomo już dawno. Zobaczymy jakie kroki podejmie Mistrz Z, wiedział przecież doskonale, że moce potrzebują nowego doładowania.

— Czemu nie mówisz o nim „per dziadku” — kolejny raz zapytał Miecz

— Nie odczepisz się prawda? Jak dla mnie jest on bardzo majestatyczną personą i jakoś te określenie do niego nie pasuje- wyjaśniłam pokrętnie- To twój stwórca i chyba nie zachowywał się względem ciebie jak tatuś, rodzinny też za bardzo nie był, bardziej majestatyczny i w pewien sposób wyizolowany i skupiony na swojej misji.


Tymczasem mój ojciec wraz z Robertem i Johnem przygotowywali się do nadchodzących mistrzostw stanu w zespołowych sztukach walki.

— Kat, masz chwilkę? — spytał tata po skończonym treningu

— Thomas? O co chodzi?

— Tak sobie myślałem…, że może pojechałabyś ze mną na zawody, a później…

— Później co? — dopytywała

— … spędzilibyśmy trochę czasu tylko we dwójkę? Sami, bez dodatkowej widowni- przekonywał

— No nie wiem, nie wiem, muszę to przemyśleć- mama drażniła się z tatą

— Oj Kat, Kat i tak wiem, że ze mną pojedziesz- tata zaczął się śmiać- Tam, gdzie ty, tam i ja i tam gdzie, ja tam i ty, pamiętasz co sobie obiecaliśmy?

— Tak, pamiętam. Nigdy się nie rozstaniemy- przypomniała mama. Szkoda, że stało się zupełnie coś innego.

W tym samym czasie w Bazie Operacyjnej…

— Albercie, myślę, że nadszedł odpowiedni czas, byśmy zrealizowali drugą część mojego planu, a doskonała okazja nadarza się dziś, bo znów trzeba znaleźć naszego brata, by pomógł aktywować nowe moce, sami kolejny raz nie damy sobie z tym rady. To tylko kwestia czasu, by Demetria zaatakowała, a lepiej by Obrońcy byli już zaopatrzeni w nowe uzbrojenie, które czeka na włączenie, gdy stare odmówi już posłuszeństwa- powiedział Mistrz Z- Wezwij Obrońców- poprosił na koniec Alberta


Jakiś czas później…

— Thomasie, razem z Kat udacie się na wyprawę do dżungli. Poszukacie mojego brata, bo jak zwykle nie mogę się z nim skontaktować. Tym razem powinien nie nasłać na was swoich pupilków. Spodziewa się, że kolejny raz jestem zmuszony do tego, by mi pomógł. Potrzebny jest wkład Ixtermusa, by aktywować wasze nowe moce.

— Ale w jaki sposób? Dlaczego? — chciała wiedzieć Alishia

— Wzmocnimy wasze kryształy mocy, dostaniecie nowe uzbrojenie, polepszymy jakość waszych osłon. Musimy się spieszyć, aby patrzeć jak Demetria przepuści swój pierwszy atak, pozbyła się rywalek, ma pole do popisu- odpowiedział Mistrz Z- Lepiej być przygotowanym na jej pierwsze uderzenie, niż nic nie robić i łudzić się, że nic złego się nie stanie.

— A my co mamy robić pod nieobecność Thomasa i Kat? — pytał Robert

— Zajmijcie się swoimi sprawami, a w razie problemów wezwiemy was- odpowiedział Albert- Potrzeba też czasu na odpoczynek. Wykorzystajcie go rozsądnie i cieszcie się z chwil wolności, zanim znów będziemy musieli wziąć się do ciężkiej pracy.

— W takim razie ruszamy w drogę. Jesteś gotowa Kat? — spytał tata

— Tak, ruszajmy. Nie ma na co czekać, im szybciej wyruszmy, tym szybciej wrócimy i Mistrz będzie mógł zaczynać.

Całodniowe poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu. Poprzednim razem o wiele szybciej udało się odnaleźć Ixtermusa. Czyżby brat Mentora nie chciał zostać znaleziony? Przecież musiał w jakiś sposób wiedzieć, że ktoś go szuka. Skoro potrafił komunikować się ze wszystkimi zwierzętami, pewnie te, już dawno mu doniosły, że ktoś go szuka.

— Kat, zbliża się noc, lepiej rozbijmy obozowisko i jutro wraz z nastaniem świtu ponowimy nasze poszukiwania.

— Dobry pomysł, jesteśmy niedaleko wodospadu, pójdę po świeżą wodę, a ty rozbij namioty i pozapalaj pochodnie, by dzikie zwierzęta nie podeszły za blisko- zasugerowała mama

— A jeden namiot nam nie wystarczy? — spytał przekornie tata

— Skoro chcesz spać przed namiotem i strzec mojego bezpieczeństwa, to czemu nie. Będę spokojniejsza wiedząc, że mój Obrońca czuwa.

— Spokojnie, nikt cię nie dopadnie, kiedy ja jestem w pobliżu.

Aby na pewno? Nie minęło 5 minut, a mama zaczęła przeraźliwie krzyczeć. Zbliżała się do niej wielka, czarna pantera.

— Kat, uciekaj, spróbuję ją przegonić! — tata pojawił się momentalnie

I udało się, ale mama dziwnym trafem potknęła się, straciła równowagę i wpadła do wody. Tata w oka mgnieniu rzucił się za nią. I czy mi się wydawało, przesłyszało, czy ten wielki czarny kot prychnął ze śmiechu?

— Nic ci nie jest? — pytał po chwili Thomas, gdy udało im się wypłynąć na brzeg

— Raczej nie, za wyjątkiem tego, że jesteśmy cali mokrzy- parsknęła mama, ochlapując tatę wodą- Nie potrzebujemy już kąpieli- zawołała wesoło

— Och ty, ja ci pokażę! — i w ten sposób zaczęła się wodna bitwa, która później przekształciła się w…

— Miecz, czy to jest to, o czym myślę? — spytałam, czerwieniąc się jak burak

— A dokładniej? — chyba nie wiedział, o co mi chodzi

— No wiesz… 9 miesięcy później pojawiam się ja- powiedziałam speszona

— Obawiam się, że masz rację- potwierdził Miecz

— Musimy to oglądać? — naprawdę nie chciałam oglądać momentu swojego poczęcia, przecież to moi rodzice i w ogóle, pewnym rzeczy nie powinno się widzieć i tyle.

— Raczej nie, jeśli chcesz mogę cię stąd zabrać.


Tymczasem dziwnym zbiegiem okoliczności z samego rana Ixtermus sam znalazł moich rodziców.

— Zwierzęta powiedziały mi, że mnie szukacie. Trzeba było tak nie traktować Inez, mojej małej pantery, ona przyszła w pokojowych zamiarach, to bardzo grzeczna, towarzyska i wesoła kicia.

— Tak, jasne… — mruknął pod nosem tata

— Nie ważne, pewnie mój starszy brat chce bym pomógł mu aktywować wasze nowe moce, co? Wiedziałem, że beze mnie sobie nie poradzi. Z się starzeje i już nie daje sobie ze wszystkim razy. Cóż… Miejmy to już za sobą, zabierzcie mnie do Bazy Operacyjnej- powiedział markotnie Ixtermus- a później chcę jak najszybciej wracać tu do domu, miejskie powietrze powoduje, że od razu robię się chory.


W tym samym czasie do Angels z wizytą przyjechała Kim (ciekawe tylko po co, skoro jest aż „tak” szczęśliwa z nadzianym wybrankiem w Paryżu) i ojciec dosłownie rzucił wszystko, by się z nią spotkać, nie obchodziło go nic, za wyjątkiem widoku Kim. Nie mówię już o tym, że mama była nie tylko bardzo zazdrosna, ale zawiedziona, zraniona i przygnębiona. Thomas zachowywał się tak, jakby TAMTA noc w ogóle nie miała miejsca i nic nie znaczyła. Zresztą to co budowali przez tyle czasu, też przestało go interesować.

Gdyby jeszcze było mało wydarzeń, Demetria przypuściła swój pierwszy atak. Nastąpił chrzest bojowy nowego uzbrojenia. W ostatniej chwili do reszty Obrońców dołączył Thomas, co nie było do końca aż tak oczywiste, bo nie odpowiadał na wezwania. Test nowych mocy został zaliczony pozytywnie, pierwszy Mutant Demetrii pokonany.

— Kat, czy możemy spotkać się dziś wieczorem w Centrum Sportowym? — zapytał tata

— Czy to coś pilnego? — spytała sceptycznie mama- Może mam już inne plany na wieczór- chciała wzbudzić w nim choć drobną nić zazdrości

— Coś złego dzieje się z Kim i może będziesz mogła mi pomóc. Sam nie potrafię rozszyfrować, co tak naprawdę się dzieje, jaka jest tego przyczyna.

— Dobrze, przyjdę- powiedziała przygnębiona mama. Znów Kim była najważniejsza, a to co było między nimi stawało się nieważne.


Wieczorem w Centrum Sportowym…

— No proszę, proszę Thomas, kogo tu ze sobą przyprowadziłeś, złodziejkę chłopaków- powiedziała zjadliwie Kim

— Nikomu, nigdy nikogo nie ukradłam- postawiła się mama

— Kat, jesteś żałosna, tak samo jak twoje wyczyny jako Obrońcy, więc wróciłam do Angels odzyskać to co moje. Moce są moje i się mi należą, ty tylko się nimi zaopiekowałaś.

— Nic z tego Kim, sama dobrowolnie zrezygnowałaś ze swojej mocy i to dość dawno temu. Nie możesz od tak wracać i rościć jakieś żądania- powiedziała mama- To ja jestem Obrońcą i nie zamierzam zrezygnować, nigdy. Zrobię to tylko wtedy, kiedy każe mi to zrobić Mistrz Z.

— Who cares, słuchać tego starego piernika Z, żałosne, uważa się za niewiadomo kogo, zresztą jeszcze bym sobie połamała paznokcie, albo nabawiła siniaków, ta zabawa w Obrońcę jest dobra na 5 minut. Skoro nie oddasz mi mocy, to zwrócisz mi mojego chłopaka. Thomas wrócisz ze mną do Paryża, może być tak jak dawniej, a może i lepiej, zobaczysz. Byliśmy ze sobą tacy szczęśliwi, nadal tak może być. Każdy popełnia błędy, nawet ja w momencie kiedy cię zostawiłam. Bez ciebie nic nie jest tak jak dawnej.

— I nic nie będzie tak jak dawniej Kim — sprzeciwił się tata

— Wybrałeś tę marną namiastkę mnie? — Kim popatrzyła na moją mamę z politowaniem — Mogę dać ci wszystko, sławę, bogactwo, władzę nad światem. A ona? Co może ci zaoferować?

— Odejdź Kim i daj nam wszystkim święty spokój, to Kat jest osobą, z którą chcę dzielić swoje życie, to ją kocham, nie ciebie- powiedział tata — Kat jest dla mnie wszystkim.

— Jeszcze mnie popamiętasz ty żałosna ofermo, pewnego dnia wszyscy pożałujecie- grożąc tymi słowami, Kim opuściła Centrum Sportowe

— Kat, nic ci nie jest? — spytał ojciec

— Mnie nic, ale zupełnie nie poznaję Kim, to nie ta sama osoba, którą znałam. Co mogło się z nią stać? — mama zaczęła się niepokoić

— Nie mam bladego pojęcia Kat. Najprawdopodobniej woda sodowa uderzyła jej do głowy, innego wytłumaczenia nie mogę znaleźć, inny świat, inni ludzie, to może porządnie namieszać w głowie. Ale mniejsza z tym, chciałem się ciebie o coś zapytać.

— Tak Thomas?

— Przez cały dzisiejszy dzień zachowywałaś się bardzo dziwnie. Możesz mi powiedzieć co się stało?

— Nagle pojawiła się Kim, a ty, po tym co się stało w dżungli, rzuciłeś wszystko i pobiegłeś do niej. Byłam przekonana, że chcesz do niej wrócić, a to co nas łączy tak naprawdę nie liczyło się dla ciebie.

— Och ty mój głuptasku, chciałem jej powiedzieć o nas oraz wyjaśnić pewne kwestie, które wcześniej nie zostały wytłumaczone i zamknięte raz na zawsze. Ale to nie jest Kim, którą znałem kiedyś. To osoba, która widzi tylko i wyłącznie czubek swojego nosa i jak nie dostanie upatrzonej zabawki, wpada w furię. A w zamian za to, że miałaś taki stresujący dzień kupię ci w zamian lody. Co ty na to? — zaproponował

— Brzmi świetnie- zgodziła się mama

— W takim razie zajmij nam jakieś fajne miejsce, a ja zaraz wracam.

Nagle tata zaczął obracać w rękach dziwne pudełeczko.

— Miecz, wiesz co tam jest? -zapytałam

— Ok., mogę ci powiedzieć, twój ojciec chciał się oświadczyć twojej mamie, ale tak się do tego zabierał…

— …że nic z tego nie wyszło- dokończyłam- Mieczu możesz skontaktować się z moim tatą — To pilne! — krzyknęłam, ponieważ przed oczami stanął mi właśnie pewien obraz.

— Jasne, ale możesz mi powiedzieć w jakim celu? — dopytywał

— Sam zaraz się przekonasz- odpowiedziałam- A najlepiej będzie jeśli choć na chwilę wrócimy do domu.


Chwilę później…

— Mia, co ty tu robisz? Masz jakiś problem? — spytała mama- Zakończyłaś już swoją misję? — chciała wiedzieć

— Chciałabym porozmawiać z tatą, ale jak też tu jesteś, porozmawiam sobie z waszą dwójką.

— Mia, o co chodzi? — zaniepokoił się ojciec

— Tak jak wspominałam wcześniej, chodzi o waszą dwójkę. Obserwuję was i tu i w przeszłości i widzę jakie uczucie was łączy, nie wmówicie sobie, że to już minęło. To uczucie nigdy nie wygasło, ale oboje nie chcecie się do tego przyznać. Więc ogarnijcie się wreszcie, wyjaśnijcie sobie wszystkie żale, co wam leży na wątrobie i do cholery zejdźcie się wreszcie! Nie dam rady patrzeć na to jak się motacie i po kryjomu wzdychacie do siebie. Nie sądzicie, że 18 lat rozłąki wystarczy? Chcecie czekać kolejne 18 lat, cierpieć i użalać się nad sobą? A ty tato, ogarnij się i wreszcie zrób odpowiedni użytek z pewnego puzdereczka, wiem, że masz je do tej pory, przez tyle lat się tego nie pozbyłeś. A teraz znikam. Mam nadal do wykonania zadanie!


Czasami pożegnania są ciężkie. Choć jeszcze bardziej cięższe i przygnębiające były te, które dopiero miały nadejść przede mną. No doba, dobra, nie będę już taka tajemnicza. Co do pierwszej kwestii, Albert opuszczał Bazę Operacyjną, gdyż miał zająć się jakimiś bardzo ważnymi sprawami dla Mistrza Z. Jeszcze wtedy nie spodziewałabym się, że już niedługo sam Albert zostanie nowym Mentorem Obrońców, następcą Mistrza Z. Co do drugiej kwestii już niedługo miał nastąpić nowy transfer mocy, a wszyscy Obrońcy mieli odejść z czynnej służby. Jak się później okaże 4 z nich wyjechało na bardzo długi okres czasu z Angels, a 2 z nich miała już nigdy do niego nie wrócić. Ale na razie skupmy się na nowych mocach starych Obrońców. Jak na razie jest ich 5. Ciekawe kto zostanie 6. Tym razem tatą został obdarowany superszybkością, dzięki czemu w ciągu sekundy może rozłożyć na łopatki wszystkich żołnierzy Demetrii. A co do nich, można ich rozłożyć na łopatki, nie używając nawet mocy Obrońcy (taka moja opinia). Demetria sama w sobie jest bardzo ciężkim przeciwnikiem, ale jeśli chodzi o jej mutanty, mogłaby nauczyć się trochę więcej od Lady K.


Tymczasem na chwilę przed swoim egzaminem do Akademii Tańca, moja mama zemdlała.

— Kat, co się z tobą dzieje? — pytała zmartwiona Alishia, która na egzamin poszła razem z nią

— Nie wiem, od jakiegoś czasu czuję się bardzo dziwnie, a zemdlałam może dlatego, że z tych nerwów nie zjadłam rano śniadania. Za bardzo się denerwuje, boję się, że się nie dostanę.

Tia jasne, tak sobie tłumacz mamo! Jesteś ze mną w ciąży. Ot co! Problem rozwiązany…

— Najgorzej, że przegapiłaś dziś swoją szansę — zmartwiła się Alishia

— Za tydzień też są egzaminy wstępne, rekrutacja uzupełniająca, może uda mi się na nie jakoś wkręcić.


Jakiś czas później…

— Kat, wszystko w porządku? Wyglądasz strasznie blado- pytał zatroskany tata

— Zemdlała dziś przed swoim egzaminem- powiedziała Alishia

— To przez to, że nie zjadłam dziś rano śniadania-mama próbowała się tłumaczyć

— W takim razie idziemy razem na obiad, ja już dopilnuję, byś coś zjadła- zarządził tata

Jednakże w drodze na obiad moi rodzice zostali zaatakowani przez żołnierzy Demetrii. W czasie walki mama znów poczuła się źle, na nowo zbladła i miała zawroty głowy, nie była w stanie walczyć.

— Kat, kochanie co się dzieje? — tata pojawił się u jej boku, gdy tylko udało mu się zrobić miazgę ze sługusów- Przetransportuje cię do Bazy Operacyjnej, może Mistrz Z znajdzie przyczynę twojego stanu- stwierdził tata biorąc mamę na ręce


Chwilę później w Bazie Operacyjnej…

— Mistrzu Z, czy jest możliwe, by Kat traciła swoje moce Obrońcy? — pytał zaniepokojony tata, przypominając sobie swoją historię 6 Obrońcy

— Wykonam odpowiednie testy, a tymczasem Thomas zwołaj resztę Obrońców, Demetria przepuściła kolejny atak na miasto. Nie można zwlekać. Kat zostanie pod moją opieką.


— Mistrzu Z, co mi jest? — pytała mama, gdy Mentor przeprowadził wszystkie testy i badania, choć wydawało mi się, że sprawdzał tylko to, czy mama jest w ciąży.

— Mam dobre wieści, na pewno nie tracisz swoich mocy, więc spokojnie możesz zmierzyć się z kolejnym monstrum Demetrii. Po skończonej walce zgłoś się ponownie do mnie. Przekażę ci resztę wiadomości.

— Tak jest Mistrzu Z- mama wykonała polecenie

W czasie walki mama spisała się rewelacyjnie, sama skopała tyłek mutantowi, nie używając przy tym żadnego z dostępnych uzbrojeń.


— O co chodzi Mistrzu? — spytała mama po powrocie do Bazy Operacyjnej

— Zacznę od tego, że już niedługo wasze obowiązki przejmie nowe pokolenie Obrońców, starannej selekcji dokonam ja, wy nie będziecie musieli już się o to martwić- powiedział Mistrz Z

— Przepraszam, ale jaki ma to związek z moim stanem zdrowia? Z tym, że z dnia na dzień czuję się coraz bardziej słaba i zmęczona?

— Chciałem zacząć od tej mniej ważnej dla ciebie informacji. Kat powiem to prosto z mostu, jesteś w ciąży- wyjaśnił spokojnie Mistrz Z.

— Ja w ciąży? Przecież to niemożliwe! — mama była naprawdę przerażona

— Jesteś tego w 100% pewna Kat? — spytał Mistrz Z — Istnieje choć cień szansy, że wyniki mogą kłamać? Nie zaistniała żadna sytuacja, która spowodowała ten stan rzeczy? — padały kolejne pytania

— O nie! Tylko nie to! Jestem w ciąży? A moja Akademia Tańca? Co ja powiem ojcu? Przecież on mi nigdy tego nie wybaczy. Sam jako nastolatek został ojcem, mamy nawet nie pamiętam, zginęła w wypadku, nawet nie wiem jak powinny wyglądać relacje matka- dziecko. A Thomas? Przecież on planuje wyjazd daleko stąd, chce iść na studia. Jak ja mu to powiem? — mama była zrozpaczona, przerażona, czuła, że zawiodła siebie i wszystkich wokół.


Minęło parę dni, mama powoli oswajała się z myślą, że będzie miała dziecko, ale jak do tej pory nic nie powiedziała ojcu. Nie powiedziała o ciąży nikomu. Była przekonana, że wie o niej tylko ona i Mistrz Z. Przecież wtedy nie miała jeszcze pojęcia o żadnej Przepowiedni i moim przeznaczeniu.

— Dziecko moje i Thomasa? Na pewno będzie mądre i śliczne. Prawda? — mówiła trzymając rękę na brzuchu- Dawaliśmy sobie radę z mutantami i obowiązkami Obrońców więc teraz też damy radę. Ale jeśli Thomas źle zareaguję na tę wiadomość? A jeśli nie będzie chciał tego dziecka? Co jeśli wszystkiego się wyprze? Nigdy nie poruszałam z nim takich tematów. Wydawało się, że na wszystko przyjdzie odpowiedni czas, że jesteśmy jeszcze za młodzi, by poruszać takie tematy. Ale muszę mu powiedzieć! Tylko kiedy? Może zaraz po transferze mocy, mam nadzieję, że nastąpi on szybko, muszę chronić moje dziecko, a Demetria za żadne skarby świata nie może się dowiedzieć o jego istnieniu.

Co ciekawe, pamiętając opowieści mojej mamy o tym, jak zareagował jej ojciec na to, że zostanie dziadkiem, do dziś jestem tym faktem zaskoczona. Nie miał wielkiego żalu, czy też pretensji do mamy, nie było krzyków, żalów, pretensji. Dziadek wiadomość tę przyjął aż za spokojnie i obiecał, że pomoże na tyle, na ile będzie mógł. Co ciekawe, nigdy nie zapytał, kim jest mój ojciec. Patrząc na to teraz, myślę, że za tą reakcją Dziadka, musiał stać Mistrz Z. Zrobił coś, by złagodzić skutki informacji i w jakiś sposób nakierować dziadka jak powinien się zachowywać i co robić, a czego nie (np. nie pytając i nie wspominając mojego ojca). Przecież nigdy miało nie paść pytanie, czy to Thomas jest moim ojcem.


Ja w tym czasie obserwowałam jak Mistrz Z trenuję trójkę przyszłych Obrońców: Josha, Treya i Leę. Wielkimi krokami zbliżał się transfer mocy. Brakuje tylko dwójki do nowego składu. Natomiast „świeżaki” miały już okazję stanąć do walki z mutantami Demetrii pod wodzą wujka Johna. Tata natomiast trenował jeszcze ciężej, a przede wszystkim mimo, że wybierał się na studia, chciał w dalszym ciągu pełnić obowiązki Obrońcy. Próbował nawet usilnie przekonywać Mistrza Z, by pozwolił mu zostać, ten jednak pozostawał nieugięty. Mówił, że może zrezygnować z bycia Przywódcą, byle tylko móc walczyć, w jakiś sposób nadal pomagać. Mistrz Z nie dał się w żaden sposób przekonać.

A co z mamą? Widząc jak zachowuje się mój ojciec jeszcze nie powiedziała mu o ciąży.


Musiałam odłożyć dramat moich rodziców na boczny tor i skupić się na osobach nowych Obrońców. Co do Lei i Treya, widać, że wywiązała się między nimi prawdziwa przyjaźń. A ona bardzo liczy się w życiu każdego człowieka. Hmm, aż jestem ciekawa, jak ta dwójka będzie sprawować się w roli Obrońców.

Transfer mocy został zainicjowany. Do nowego grona Obrońców na ostatnią chwilę dołączyli Gregg i Tess. Jestem strasznie ciekawa ich pierwszej, drużynowej walki.

W wieczór po transferze mocy, moi rodzice spotkali się, jak się okazało po raz ostatni.

— Kat, naprawdę nie mogę zrozumieć decyzji Mistrza Z, ale i tak nie spocznę, póki znów nie zostanę Obrońcą. Mówiłem ci kiedyś jakie były moje początki?

— Nie- odpowiedziała mama, coraz bardziej przygnębiona i niezdecydowana w jaki sposób ma powiedzieć o ciąży, skoro Thomas opowiada tylko o Obrońcach.

— Moce 6 Obrońcy w początkowej fazie zostały stworzone przez Wiedźmę. To właśnie ona rzuciła na mnie urok i niewiele brakowało, bym zniszczył wszystkich i wszystko, co napotkałem na swojej drodze. Wiedziałem, że czynię źle, ale nie byłem w stanie kontrolować swoich słów i czynów, czułem się jak sterowana machina, która za zadanie ma zniszczyć świat. Jednakże pierwsi Obrońcy nie poddawali się, a przede wszystkim ich pierwszy Przywódca. To przede wszystkim dzięki Jacobowi udało się zdjąć ze mnie urok. Ale ja, dołączając do drużyny, wiedziałem, że mam do spłacenia ogromny dług i jak do tej pory jeszcze go nie spłaciłem i tak będzie aż do końca mojego życia. I choć na razie nie jestem czynnym Obrońcą nie zamierzam stać z boku i biernie się przyglądać. Kat, ale chyba ty miałaś mi coś bardzo ważnego do powiedzenia. Zgadza się? A ja się tak rozgadałem, przepraszam.

— To nic takiego, chciałam tylko powiedzieć, że będę za tobą bardzo tęsknić- powiedziała mama, patrząc gdzieś w dal

— Kat, przecież za miesiąc spotkamy się na uczelni- tata zaczął się śmiać- Zobaczysz, szybko zleci.

— No niby tak… — mama w tym momencie kłamała, ona już podjęła decyzję.

— Ale przez ten miesiąc nie zostawię cię przecież samej, proszę cię byś wzięła ze sobą Miecza, wiem, że czasami nie da się z nim wytrzymać, ale zapewni ci bezpieczeństwo. Dobrze wiesz, że nie da się go nigdzie zamknąć. A teraz spędźmy przyjemnie ten ostatni wieczór w Angels — poprosił tata- Zapomnijmy na chwilę o jutrze, cieszmy się tym, co teraz.

I tak miesiąc rozłąki zamienił się w ponad 16 lat a epoka pierwszych Obrońców zakończyła się i przyszedł czas na nowe pokolenia.


Ja tymczasem miałam okazję zobaczyć indywidualną walkę Lei. Należy tu wspomnieć, że tylko ona nie poddała się złowrogiemu zaklęciu Demetrii. Uważam, że pozostałych Obrońców powinien czekać odpowiedni trening pod tym kierunkiem. Pierwsza walka i już jedno zaklęcie wyłącza ich z gry, są bezbronni jak niemowlaki. Ale Lea jak na swój debiut poradziła sobie wyśmienicie i na dodatek zdjęła złe zaklęcie z pozostałych, bez pomocy Mentora. Odporność na kontrolę umysłu i samodzielne zdejmowanie uroku, to cechy, które przydałyby się teraz. Nie odciągnęłoby to by taty, w innych działaniach (wiem, że sam potrafi zdejmować uroki), Lea świetnie by go w tym wyręczała.

— Mieczu, kontaktuj się z naszymi, mamy nową Obrończynię- zdecydowałam

— Mia, jesteś tego pewna? Nie uważasz, że jest na to za wcześnie? — sugerował Miecz

— Nie, Lea nam się przyda- powiedziałam stanowczo- Sam widzisz, że jest odporna na psychiczne ataki i sama uzdrawia mutantów, czy to nie wystarczające? — zapytałam


Tymczasem bardzo szybko na horyzoncie pojawił się nowy, 6 Obrońca. Podobnie jak wcześniej nie ujawnił swojej tożsamości (ja tam oczywiście wyciągnęłam informacje od Miecza, że był to kolejny raz William, ale osobiście, gdybym nie wiedziała z kim mam do czynienia, nie wiem czy zaufałabym takiej osobie podczas walki, lepiej wiedzieć z kim na się do czynienia, poznać się, zbudować jakąś relację, a nie ufać w ciemno). Dodatkowo uważam, że Obrońcy powinni mieć innego Przywódcę, osobę, która na samym wejściu budzi autorytet, potrafi zmotywować, zaprowadzić na odpowiednie tory. Nie, żebym miała coś do Gregga, ale on nie posiada cech prawdziwego Przywódcy.

— Mia, a może patrzysz na to wszystko przez pryzmat swojego ojca? — pytał Miecz- On jest dla ciebie wzorem do naśladowania i podświadomie twierdzisz, że żaden inny Przywódca nie może go zastąpić.

— Może i tak jest, ale myślę, że jeszcze kiedyś znajdę osobę, która będzie takim Przywódcą, jakim był mój ojciec, lub nawet jeszcze lepszym niż on- powiedziałam z przekonaniem- Było tyle pokoleń Obrońców, a my wciąż jesteśmy na samym początku.

— Ale nie uważasz, że Obrońcy zaczęli współpracować ze sobą, zapanował jakiś porządek, system działania, a nie tak jak wcześniej każdy sobie rzepkę skrobie i powstawał jeden, wielki bałagan?

— Tak, też to zauważyłam. Widzę również, że Trey zrobił duże postępy jako Obrońca. Już bez dodatkowego wsparcia i mocy bez problemu pokonuje żołnierzy Demetrii.

— Chcesz znów wcielić go do czynnej służby? — zapytał Miecz

— Jeszcze nad tym pomyślę. Nie jestem do końca przekonana, za mało zobaczyłam.


Tymczasem Demetria powróciła do swoich niecnych zamiarów samozniszczenia Obrońców. Celem ataku tym razem stał się Trey, z Leą nie miała co próbować i tak by się jej nie udało. Choć początkowo zaklęcie działało i niewiele brakowało, by chłopak zniszczył swoje moce, to nie dość, że pokonał w pojedynkę Mutanta to jeszcze ustawił do pionu innych, tak by wygrać tę walkę, on zamienił się w Przywódcę. Przeanalizował szybko sytuację i wdrożył odpowiednie kroki. Oczywiście, złe zaklęcie zostało złamane. Czasami wcześniej opracowany plan może nie wypalić. Nie wolno się wtedy poddawać. Trzeba szybko i skutecznie wymyślić coś nowego, innowacyjnego, bo często jest tak, że nasze zamierzenia są błędne i trzeba je szybko zmodyfikować.

— Mia, nie sądzisz, że to, czego dowiódł Trey wystarczy, by teraz wezwać go na powrót do czynnej służby? — zapytał Miecz, ciągle próbując mnie przekonywać, że Trey jest idealnym kandydatem i przypominając, że mamy tylko 6 Obrońców, wciąż za mało, by walczyć z Kim

— Masz rację, możesz powiadomić moich rodziców- dałam się namówić- Umiejętność podejmowania skutecznych decyzji w warunkach kryzysowych również jest niezwykle ważna- oceniłam

— I pamiętaj, że przyjaźń też może mieć niezwykłą moc- przypomniał- Przyjaciele wspólnie mogą zdziałać czasami więcej niż całe armie.

— Oj Mieczu przepraszam cię bardzo, ale to moje słowa! — krzyknęłam oburzona- Nie przypisuj sobie moich zasług! — fuknęłam

— Przecież sam widzę, że Trey i Lea w czasie walki porozumiewają się między sobą bez słów, co daje im większą przewagę nad wrogiem. Nie wiem o co robisz takie wielkie halo.

— Pozostawię to bez komentarza- burknęłam.


Tymczasem nastąpiła kolejna historyczna i ciężka chwila w życiu Obrońców. Nadszedł czas, by Mistrz Z opuścił funkcję Mentora.

— Niestety jestem zmuszony podjąć nowe wyzwanie. Jak każdy z Obrońców, ja jako Mentor też mam do wypełnienia pewną misję, a los napisał już dla mnie pewien scenariusz. A wy, musicie mi obiecać, że mimo wszystko będziecie ochraniać naszą planetę. I nie przejmujcie się, niedługo nowy Mentor przejmie moje obowiązki, a do tego czasu bez problemu poradzicie sobie ze wszystkim. Pamiętajcie też, żeby mimo wszystkich przeciwności losu musicie pozostać razem i nigdy w siebie nie wątpić. Żegnajcie Obrońcy, zawsze gdzieś tam będę nad wami czuwał.

A mnie zrobiło się przykro, że nie będę widywać już Mistrza Z. Tylko w ten sposób mogłam w jakiś sposób poznać swojego dziadka i trochę się o nim dowiedzieć.


Siły zła bardzo szybko dowiedziały się, że Mistrz Z opuścił swoją funkcję. Nawet z tego powodu urządzono wielką imprezę (villianie i dobra zabawa? Niezłe jaja. Wydawałoby się, że poza knuciem nie potrafią niczego innego) na której Demetria, Lady K i jej córunia z piekła rodem obmyślały plan doskonały (hmm coś za szybko doszły do porozumienia, zważając na nie tak dawne wypadki, Demetria wyciąga do nich rękę, przeprasza i proponuje sojusz i podział Ziemi a one jak gdyby nigdy nic na wszystko się zgadzają? Znów mi coś nie pasuje). Mianowicie stwierdziły, że teraz już nic nie stoi na przeszkodzie, by pokonać Obrońców raz na zawsze i zniszczyć planetę (czy tylko ja już gdzieś to słyszałam?). Sytuacja drastycznie uległa zmianie przy ingerencji trzech osób, a plany Przybyszów, nie poszły tak, jakby się spodziewano. Ale wszystko po kolei.

— Jestem Evelyn, księżniczka zła, a wy wszyscy jesteście żałosnymi pasożytami. Doszły mnie słuchy, że już od kilku lat staracie się przejąć panowanie nad Ziemią. I jakie są wasze skutki? Beznadziejne, nie potraficie kompletnie nic. To ja przejmę władzę nad Ziemią i pokażę wam, jak powinno się to robić. Moja armio! Brać ich wszystkich i zamknąć w lochach! Natychmiast! Dodatkowo mamy tutaj dwóch szpiegów, więc nie cackać się, tylko zabić ich.

— Henry, musimy uciekać! — zadecydował Albert, gdy ich konspiracja została odkryta

— Dobrze Mistrzu- zgodził się Nowy Obrońca

What?! Albert jest już nowym Mentorem? I czyżby Henry był nowym Przywódcą, patrząc na jego pancerz? Na pierwszy rzut oka widać, że jest dobrze wyszkolony, poniekąd nieustraszony i nie boi się ryzyka. Ale co z dotychczasowymi Obrońcami? O co chodzi w tym wszystkim? Wiedziałam, że obecny skład jest mało dobrany, ale czy zmiany miały nadejść aż tak szybko? Już nie mogę doczekać się odpowiedzi na te pytania.

Wiem tylko tyle, że Obrońcy zostali przeniesieni zupełnie w inne miejsce. Być może jest to kolejna Baza Operacyjna, ale wszędzie było cicho, pusto, żadnego śladu ludzkiej istoty.

— Gdzie my jesteśmy? — pytał Gregg

— Czyżby była to sprawka Demetrii? — zastanawiał się Trey

— Wszystkiego niedługo się dowiemy, ale jestem dobrej myśli, tu nie dzieje się nic złego- stwierdziła z przekonaniem Lea

— Tylko gdzie podział się Josh? — chciała wiedzieć Tess- Tylko jego z nami nie ma.

— Funkcja Josha jako Obrońcy musiała dobiec końca. Jestem Albert, brat Mistrza Z, wasz nowy Mentor.

— Ale jak znaleźliśmy się w tym miejscu? Co się stało z naszymi mocami? — chciał wiedzieć Gregg

— Postaram się wam wszystko wyjaśnić. Po pierwsze nastąpił przewrót w kręgach zła. Demetria, Lady K i Wiedźma zostały zamknięte w dobrze strzeżonych lochach i póki w nich przebywają są pozbawione jakiejkolwiek mocy, w żaden znany im sposób nie będą mogły się wydostać. Władzę przejęła niejaka Evelyn, która tytułuje się księżniczką zła. Wasze dotychczasowe moce Obrońców nie dałyby rady jej sztuczkom. Dlatego sprowadziłem was tutaj najszybciej jak było to możliwe, byście otrzymali nowe moce i uzyskali potrzebne informacje na temat Evelyn. Ale najpierw chciałbym przedstawić wam osobę, która już od pewnego czasu jest szkolona do nowej funkcji, funkcji nowego Przywódcy. Pozwólcie, że przedstawię wam Henry’ego.

— Mistrzu, czy to jest naprawdę konieczne? Nie mogę sam stanąć do walki z Evelyn? — zapytał nieprzyjemnie Henry

Miłe powitanie nie ma co!

— Człowieku? A ty niby skąd się wziąłeś?! Trochę uprzejmości- powiedziała rozłoszczona Lea — Obrońcy to drużyna, a nie działanie w pojedynkę.

— Jesteśmy Obrońcami i nie będziemy zważać na słowa innego gościa. Naszym obowiązkiem jest ochrona Ziemi- dodał Trey

— Ale ja nie potrzebuję waszej pomocy! — upierał się Henry- Sam sobie poradzę, wy mnie tylko osłabicie- ocenił

— Czy ci się to spodoba, czy też nie i tak staniemy do walki- zadecydowała Lea — Zostaliśmy powołani, by bronić świat, a ty skoro twierdzisz, że nie potrzebujesz naszej pomocy, tak naprawdę nie nadajesz się na Przywódcę- oceniła


Jednak mimo narzekań i marudzenia Henry’ego, pierwsza walka przeciw nowym siłom zła była imponująca. Nowy Przywódca potrafił dowodzić i skutecznie działać, tego nie da się ukryć. Tylko, żeby nie był taki oschły. Wtedy byłoby super — Czemu nie potrafisz przyjąć pomocy? O co ci chodzi? Dlaczego traktujesz nas jak zło konieczne — pytała Lea, ale nie usłyszała od Henry’ego żadnej odpowiedzi. Albert nie potrafił dłużej trzymać się z boku i postanowił porozmawiać ze swoim podopiecznym.

— Henry, jeśli chcesz być Przywódcą, musisz zaakceptować Obrońców i nawiązać z nimi nić porozumienia, nie tylko podczas walki. W innym przypadku nasza misja nie będzie miała żadnego znaczenia- stwierdził Albert- i odniesiemy porażkę- dodał

— Mistrzu, chodzi o to, że ciągle obwiniam się o to, co stało się z Rickiem.

— Rick wydobrzeje, przejdzie rekonwalescencję i kiedy nadejdzie odpowiedni czas, obejmie funkcję 6 Obrońcy. I to nie twoja wina, co się z nim stało, to ja przede wszystkim zawiniłem, byłem za bardzo pewny siebie. Potęga Evelyn jest niewyobrażalna i dlatego potrzebujemy silnej i zgranej drużyny.

— Dobrze Mistrzu, zrobię wszystko co w mojej mocy. Postaram się ciebie nie zawieść- obiecał Henry

Pytanie tylko co się tak w ogóle stało. Miecz nie ukazał mi wcale początku tej historii. Kim jest Rick i co się z nim stało?


Pogadanka wychowawcza odbyta i od razu widać postępy. Po następnej walce Henry podziękował wszystkim za kawał dobrej roboty. Chłopie trzymaj tak dalej! :) Ale nie tylko zaobserwowałam zmianę zachowania względem Obrońców. Ja już znam ten typ spojrzeń. Coś się kroi między nim a Leą, coś wielkiego i trwałego. No, no, no, robi się coraz ciekawiej.

Zapomniałam też wspomnieć, że celem ataków Evelyn nie było już Angels. Bitwy rozgrywały się w pobliskim miasteczku Portmond. I tak z roku na rok, wraz z przybyciem nowych sił zła i nowej kadry Obrońców, walki rozgrywały się coraz dalej od mojego rodzinnego miasteczka, by po 16 latach powrócić do niego na nowo.

A pewnie chcecie wiedzieć jakie umiejętności posiada nowy Przywódca? Tym razem mamy do czynienia ze zdolnością telekinezy, czyli przesuwania obiektów. Dość ciekawe, przesunięcie wroga siłą umysłu i uniknięcie ciosu. Hmm… To może być bardzo pożyteczne. Zdaje się, że nie ma już żadnego wyjścia, a nagle mutant wystrzeliwuje w powietrze i nie wiadomo, gdzie jest. Skuteczne opóźnienie i chwilę czasu, by wziąć się w garść, wyciągnąć odpowiednie wnioski i znów ruszyć do ataku.

— Mieczu, Henry będzie naszym kolejnym Obrońcą- zadecydowałam

— Jesteś tego pewna?

— Tak, w 100%- odpowiedziałam krótko, by zbędnie nie przeciągać

Tymczasem Henry w pełni zrozumiał, że zawsze może liczyć na pomoc pozostałych Obrońców i przede wszystkim uświadomił sobie, że przyjaźń i zaufanie jest bardzo ważne. Podczas walki z prawą ręką Evelyn, czyli ze stworem o imieniu Dimmed, gdy ten już o mało co nie wykończył naszego nowego Przywódcy, cały impet ataku przyjął na siebie Trey.

— Trey, czemu to zrobiłeś? — zapytał Henry

— Przecież jesteśmy drużyną, musimy zawsze trzymać się razem- padła odpowiedź i Trey padł nieprzytomny, jego moce Obrońcy wyłączyły się

— Teraz, to ty się trzymaj brachu, zabiorę cię do Bazy Operacyjnej, Mistrz Albert na pewno ci pomoże — zadecydował Henry

Chwilę później…

— Trey dość mocno oberwał, ale po paru godzinach snu powinno być z nim zdecydowanie lepiej — stwierdził Albert- Czasami sen jest najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości. Czasem też pozwala rozjaśnić umysł.

Od tego momentu wywiązała się prawdziwa przyjaźń i współpraca między Obrońcami. A co najważniejsze, Henry przestał się od nich izolować. Nie było już uników, złośliwości, unikania się.

— Mia, a może zauważyłaś jakieś różnice między Evelyn a wcześniej poznanymi władczyniami zła? — zapytał pewnego razu Miecz

— Hmm, zadałeś mi dość ciekawe pytanie. Po pierwsze, dlaczego to my kobiety, musimy być najczęściej złe? Oprócz męża Lady K, nie spotkałam żadnego villiana, tylko same villianki. A co do Evelyn. Rzadko rzuca ona zaklęcia bezpośrednio na Obrońców, preferuje atak, walkę, najczęściej zmasowaną z powietrza. Evelyn używa różnego rodzaju broni, nie posiłkuje się siłami przyrody. Jej sługusy są uzbrojeni. Podsumowując, więcej zniszczeń, prań mózgu i sprzątania bałaganu na barkach Alberta i Obrońców.

— Coś jeszcze? — drążył Miecz

— Tak. Evelyn często włącza się do czynnej walki. Demetria walczyła kilka razy, za drugim dostając porządny łomot od mamy.

— A czy zauważyłaś coś specjalnego w czasie walk Obrońców?

— Tak. Henry, tak jak kiedyś tata, ma zaciętego wroga. Ojciec swego czasu praktycznie bez przerwy walczył ze Sługusem Wiedźmy, a później jej mamusi. Teraz kolejny przydupas władczyni zła, czyli Dimmed obrał sobie za punkt honoru zniszczenie Henry’ego. Na szczęście nasz Przywódca nieźle radzi sobie w walce, bez używania mocy Obrońcy. Albert nieźle go wyszkolił. Mnie natomiast zastanawia to, gdzie podział się Mistrz Z.


— Mieczu, nie uważasz, że coś kroi się między Henrym a Leą- zapytałam chwilę później, a właściwie chciałam się upewnić w swoich przypuszczeniach.

— Co masz na myśli? — Miecz jak zawsze oczekiwał konkretów

— Henry zrobił się ostatnio bardzo opiekuńczy w stosunku do Lei i praktycznie nie odstępuje jej na krok. Każdą wolną chwilę spędzają ze sobą. Tam, gdzie Lea, tam i momentalnie Henry.

— Cóż i tak mogę ci powiedzieć to i owo, tak prędzej czy później się dowiesz, a wy nastolatki, lubicie żyć romansidłami…

— Gadaj mi tu, a nie dajesz wielogodzinny wykład- przerwałam

— Henry i Lea są teraz małżeństwem…

— Mieczu, czemu nie powiedziałeś od razu?! — piekliłam się- Ja tu piszę sobie rozmaite historie, a ty jak potrzeba, siedzisz cicho jak mysz pod miotłą u księdza na plebanii. Ach, jak miło będzie obserwować ich relacje — rozmarzyłam się

— Mia… — zaczął Miecz groźnie

— Wiem, że muszę skupić się na misji, ale jakiś przyjemny akcent też przydałby się w tym wszystkim, nie uważasz?

— Lepiej skup się tym razem na roli 6 Obrońcy. Odegra on bardzo ważną rolę.

— I pewnie nie powiesz mi o co będzie w tym wszystko chodzić, tak? — upewniałam się

— Lepiej powiedz mi, w jaki sposób wyłapujesz te związki międzyludzkie? — Miecz zaczął się zastanawiać

— Stary nie rozumiem o co ci chodzi? — zapytałam zdziwiona

— O tę urodzinowe przyjęcie niespodziankę Henry’ego dla Lei. Doskonale wiedziałaś, co się wydarzy- zauważył

— Chłopak się zakochał i chciał zrobić coś miłego dla ukochanej osoby. A te iskrzenie między dwojgiem ludzi każda kobieta wychwyci.

— A mnie od tego wszystkiego mdli. Zamiast walki, muszę oglądać jakieś amory.

— Mieczu, powiedz mi proszę, od kiedy to ty masz żołądek, co?


A wracając do urodzin Lei, to jest tak słodka historia, że aż nie wypada o niej nie wspomnieć ( no cóż, jak to ja, jestem romantyczką i trochę takich rzeczy mi się przyda do szczęścia i osłody życia). Wydawało się, że Henry zapomniał o jej urodzinach, ale on w tamtym momencie szykował dla dziewczyny coś specjalnego.

— Sam go zrobiłem, mam nadzieję, że ci się spodoba- powiedział Henry wręczając Lei srebrny wisiorek.

— Jest przepiękny, dziękuję- dziewczyna była bardzo zaskoczona i wzruszona. Nie spodziewała się, że Henry jest zdolny do takich gestów i posiada w sobie talent artystyczny.

I może doszło by do czegoś, ale akurat w tym momencie musiał przerwać im Trey.

— Ups, sorry- powiedział i szybko się wycofał, czerwony na twarzy jak burak.


Tymczasem Evelyn wpadła na szatański plan. Mimo tego, że jeszcze do tej pory ani razu nie rzuciła zaklęcia na Obrońców, postanowiła zrobić wyjątek od reguły. Wiedziała, że urok na umysł, może zostać szybko złamany, a nawet w ogóle nie poskutkować, więc postanowiła zaczarować ciało. A w związku z tym, że tego akurat dnia urodziny obchodziła Lea, Evelyn postanowiła popsuć jej dzień i tą ją zauroczyć. Dlaczego wybór padł na Leę? Dimitria już kiedyś próbowała ją zaczarować, ale umysł Obrończyni był odporny. Evelyn chciała sprawdzić, czy jej ciało też. Niestety nie było, Lea została zamieniona ciałem w mutanta.

Gdyby tego było mało, stworzyła identycznego klona, więc Obrońcy stanęli twarzą w twarz z dwoma identycznymi stworami, tylko te zamiast walczyć, twierdziły, że Evelyn rzuciła na nich zaklęcie i tak naprawdę są Leą. Było to jedno z najtrudniejszych zadań z jakimi mierzyli się Obrońcy. Jak rozpoznać prawdziwą Leę i co najważniejsze złamać zaklęcie, nie raniąc jej przy tym? Przed takim dylematem stanęli Obrońcy, wszyscy za wyjątkiem Henry’ego, który był aż zbyt spokojny. Dlaczego tak się stało? Henry dziwnym sposobem wiedział, który z mutantów jest prawdziwą Leą i bez problemu udało mu się zdjąć z niej urok.


Jakiś czas później…

— Do tej pory nie wiem jak Henry to wszystko rozwiązał- zastanawiała się Tess — Bez mrugnięcia okiem, wiedział, gdzie jesteś.

— Ja też o tym cały czas myślę- przyznała się Lea- Ja w tym oślizgłym ciele mutanta, a ten prawdziwy? Mówił i zachowywał się tak, jakbym ja też się tak zachowywała. Nie byłam pewna, czy wyjdę z tego cało. Ale Henry wiedział, na szczęście wiedział- cieszyła się

— Bo ewidentnie się mu podobasz- Tess stwierdziła fakt

— Serio? — Lea chciała się upewnić

— Przecież to widać.

— Nawet jeśli, to musi być pod tym względem bardzo nieśmiały- zauważyła.

— Większość czasu spędzał na treningach i szlifowaniu innych umiejętności Obrońcy. Myślisz, że miał czas, by podrywać dziewczyny?

— W sumie masz rację Tess.

— Więc na co czekasz? Umów się z nim pierwsza- poradziła przyjaciółka- To ty wykonaj ten pierwszy krok.


A tymczasem nadszedł czas na wielkie wejście 6 Obrońcy.

— Obrońcy, jak dobrze wiecie nadszedł czas, by wasze siły zostały wzmocnione- zaczął Albert- Najpierw chciałem wam powiedzieć, że oprócz Henry’ego trenowałem równocześnie 6 Obrońcę. Niestety podczas jednej z misji treningowych został on zaatakowany przez Dimmida wspomaganego przez Evelyn i w skutek tego odniósł ciężkie obrażenia, o co obwiniał się Henry. Jednakże 6 Obrońca przeszedł pomyślnie rekonwalescencję i od dziś na równi z wami może stanąć do walki.

— Ale Mistrzu kim on jest? — chciał wiedzieć Trey

— Jestem Rick i nareszcie zamiast biernie się przyglądać, mogę stanąć do walki i przede wszystkim was poznać- nowy Obrońca postanowił nie czekać i sam zrobić swoją prezentację

Hmm, moje pierwsze wrażenie odnośnie Ricka? Śmieszek, może trochę szałaput, ale bardzo sympatyczny, ma zupełnie inne nastawienie do Obrońców niż Henry na początku. Zobaczymy jak będzie sobie radził w walce.

— No i jak oceniasz umiejętności Ricka? — niecierpliwił się Miecz i za wszelką cenę chciał mnie poganiać (na moje oko, on był tu ze mną za karę i jak najszybciej chciałby wrócić do teraźniejszości, zresztą oboje ciągle działamy sobie na układ nerwowy, tylko gdzie on ma te nerwy przecież Miecz jest mieczem)

— Na pewno szybkość, zwinność, zaradność, pewność siebie, ale chciałabym go jeszcze zobaczyć w walce drużynowej.

— Chcesz i masz- powiedział zadowolony Miecz, dziwnym sposobem przyspieszając całą akcję

— Widać, że Henry i Rick w czasie walki porozumiewają się bez słów i każdy z nich przewiduje ruch drugiego. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie zauważyła dwóch rzeczy- zaczęłam analizę

— To znaczy? — chciał wiedzieć

— Henry’emu mega zależy na Lei, widać to nawet w czasie walki. Przypomina mi to trochę moich rodziców. Pamiętasz, jak mama oberwała, tata zawsze był blisko niej, tutaj mamy taką samą sytuację. A po drugie Henry jest zazdrosny o Ricka, choć próbuje to ukrywać. Ale uważam, że Rick tylko się zgrywa i udaje zainteresowanie Leą, by Henry wziął się w końcu w garść i wreszcie coś zrobił. Czasami potrzebny jest taki kopniak z zewnątrz, żeby wziąć się do roboty- oceniłam- Lea nie zrobiła tego pierwszego kroku i takie są skutki. A Rick to trochę taki wujek Robert. Ślepy nie jest, widzi co się dzieje i stara się pomóc.

— Jak ty to robisz, że zamiast na konkrety, patrzysz na takie duperele?

— Takie duperele są dla kobiet bardzo ważne- burknęłam- Ha! I widzisz Mieczu, Lea i Henry umówili się na randkę tra la la la la la- zaczęłam skakać z radości- A jakby to nie było ważnie, nie oglądalibyśmy tego- nuciłam pod nosem- Takie rzeczy najwidoczniej, też mają mi coś uświadomić- zauważyłam z zadowoleniem.

— Aaa! Za jakie grzechy muszę tu z tobą być! — pomstował Miecz

— Lepiej powiedz mi co robimy w Kwaterze Głównej Evelyn? — zmieniłam temat, gdy sceneria się zmieniła

— Zamiast gadać, lepiej słuchaj.

— Księżniczko? — zapytał Dimmed

— Czego chcesz? — warknęła Evelyn, malując swoje długie szpony i zezłoszczona, że ktoś śmie jej przeszkadzać.

— Ostatnio zauważyłem, że zachowujesz się dziwnie. Już dawno nie atakowaliśmy. Jesteś bierna, księżniczko. Może mógłbym ci jakoś pomóc?

— Po prostu opracowuję skuteczny plan, a teraz zejdź mi z oczu! — wkurzyła się, a jej oczy zaczęły miotać błyskawice

— Tak jest księżniczko! — odrzekł Dimmed, a w myślach dodał — Nasza księżniczka zaczyna się zmieniać. Jeśli będzie to trwać dalej, trzeba będzie zaprowadzić tu nowe porządki.

— Nie wiem co ostatnio się ze mną dzieje. Przecież jestem władczynią zła, dlaczego ciągle myślę o 6 Obrońcy? — westchnęła- Powinnam go zabić, a nie myśleć o nim.

— Co takiego?! Evelyn podkochuje się w Ricku?! To chyba jakiś podstęp! Przybysz zakochany w Obrońcy? To na pewno jakaś gra! — zezłościłam się.

— Poczekaj na rozwój wypadków Mia, nie wyciągaj pospiesznie wniosków- poradził Miecz

— Przecież mogę zniszczyć go w jednej chwili, tylko muszę wtopić się w otoczenie — stwierdziła Evelyn, jej plan się ukształtował.

I tak „niechcący” wpadła na Ricka w miejskiej bibliotece i w ramach podziękowania za pomoc w niesieniu ciężkich książek zaprosiła go na kawę. Nie skończyło się to na jednym spotkaniu. Romans kwitł w najlepsze, aż Evelyn zdemaskowała się, celowo, czy też nie. Sama już nie wiem. Te całe spotkania, randki wyglądały bardzo realnie, nie byłam w stanie wyczuć żadnego udawania, grania

— W każdej chwili mogę cię zniszczyć- zagroziła, tylko, że ta groźba nie zabrzmiała przekonująco.

— Możesz, ale tego nie zrobisz- Rick zachował spokój

— Dlaczego mnie nie zaatakujesz, wiedząc kim jestem? — Evelyn chciała wiedzieć

— Bo w głębi duszy czai się w tobie ziarenko dobra i niedługo zapłonie pełnym blaskiem- stwierdził z pełnym przekonaniem.

— Chyba sobie żartujesz!!! — Evelyn oburzyła się

— W takim razie zaatakuj mnie, nie będę stawiał oporu, nawet nie użyję kryształu Obrońcy. No dalej, na co czekasz, masz doskonałą okazję- prowokował

— Ja… ja nie mogę — Evelyn zablokowała się, z jednej strony nie chciała zmarnować okazji i zaatakować, ale z drugiej strony, nie chciała tego zrobić, uważała, że to co robi jest złe, nieodpowiednie.

— Jeśli chcesz zacząć wszystko od nowa, pomogę ci, będę czekał w naszym miejscu dziś wieczorem- zaproponował Rick- Pomogę ci, nie musisz przechodzić tego sama- przekonywał

— Jesteś aż tak głupi, myśląc, że się zjawię?! Zniszczę was wszystkich! — zagroziła po czym zniknęła

— Wiem, że i tak się pojawisz — powiedział Rick

I chłopak miał rację. Tylko, że Evelyn nie zjawiła się sama. Towarzyszył jej Dimmed.

— No i co teraz powiesz 6 Obrońco? — zadrwiła Evelyn- Dimmed, do ataku! Zabij go dla swojej księżniczki.

Ale gdy sługus chciał zabić Ricka, nieoczekiwanie Evelyn zasłoniła go swoim ciałem i to ona przyjęła potężne uderzenie na siebie. Zatrzęsła się ziemia i nagle, jakby pojawiły się dwie postacie, jedna- czarno-mglista, która zniknęła jak podmuch wiatru oraz nieprzytomna Evelyn, ludzka, czysta, pozbawiona wpływowi mroku.

— To niemożliwe!!! — wykrzyknął Dimmed — Moja księżniczka!!!

— Evelyn wyzwoliła się z pod władzy mroku, jej dusza jest w tej chwili czysta jak łza- stwierdził Rick, zabierając Evelyn ze sobą.

— Ona należy do mnie! — warknął Dimmed, ale Rick, wraz z nieprzytomną Evelyn zdążyli już zniknąć.


Chwilę później w Bazie Operacyjnej…

— Rick, czyż ty oszalał?! Czemu sprowadziłeś tu Evelyn?! — wykrzyknął zdenerwowany Henry

— Stary wyluzuj, ona jest teraz po naszej stronie. Przed chwilą ocaliła moje życie, nie jest taka jak dawniej, jest wolna.

— Możesz mi to wyjaśnić?! — zażądał Henry

— Właśnie sprowadzenie Evelyn na dobrą drogę było przeznaczeniem Ricka- wtrącił się Albert- Evelyn pozbyła się całego mroku, jaki posiadała w sobie. Od początku dało się zauważysz, że drzemie w niej potencjał dobra. To widać od razu, nie jestem takim specjalistą jak mój starszy brat, ale coś niecoś przez te wszystkie lata nauczyłem się od niego. Trzeba było coś zrobić, by dobro przezwyciężyło zło. Czułem, że Rick będzie idealnie nadawał się do tego zadania i to co zaczęło się rodzić między nim i Evelyn było naprawdę prawdziwe. Jeśli nie, jeśli byłaby to gra ze strony Evelyn, tę wewnętrzną walkę wygrało by zło- podsumował Albert. Ale to dopiero początek naszych kolejnych problemów. Dimmed będzie chciał się zemścić i nie spocznie póki nie odzyska Evelyn. Furia i gniew spowodowały, że z prawej ręki księżniczki zła, sam stał się najwyższym złem. Jego siła i umiejętności znacznie przeważą te, którymi posługiwała się Evelyn będąc w szponach mroku

— Chyba że go pokonamy natychmiast, póki jeszcze do końca nie panuje nad nowymi umiejętnościami — stwierdził Henry

— To będzie wymagało od nas prawie niemożliwego- powiedział Gregg

— Ale co z Evelyn? — chciała wiedzieć Lea

— Niedługo się obudzi- stwierdził Albert- A my musimy ukryć ją w bezpiecznym miejscu.

— Nie może zostać w Bazie Operacyjnej? — zapytała Tess

— To miejsce jest za bardzo oczywiste- stwierdził Rick- Zabiorę Evelyn ze sobą tam, gdzie przechodziłem rekonwalescencję.

— A co z twoimi obowiązkami Obrońcy? — chciał wiedzieć Trey

— Rick przede wszystkim musi zapewnić bezpieczeństwo Evelyn, ona jest za bardzo cenna. Potrzebna jej bliska osoba, by pomogła jej uporać się z wydarzeniami ostatnich godzin. Ten czas dla Evelyn będzie bardzo ciężki i potrzebny jest jej Rick, ale w nagłych przypadkach będziecie mogli liczyć na jego pomoc- stwierdził Albert

— Nie martwcie się, odpowiem na każdy wasz sygnał, tak łatwo to się mnie nie pozbędziecie- zaśmiał się Rick

— Czyli siła miłości spowodowała, że Evelyn stała się dobra? — szukałam potwierdzenia swojej teorii

— Evelyn posiadała w sobie pokłady dobra, dlatego mogła przejść na właściwą stronę. Wiem o czym myślisz Mia, ona w przeciwieństwie do Kim nie urodziła się z mrokiem w sercu, co jest naprawdę ciężkim przypadkiem, gdyż trucizna mroku działa cały czas. A odnośnie Evelyn, w przyszłości będzie dobrym Obrońcą, nie wiem, czy nawet nie jednym z najlepszych w tej ekipie.

— Co?! Evelyn była kiedyś Obrońcą? — byłam zszokowana natłokiem nowych i oszałamiających informacji.

— Tak i to piekielnie dobrym, tak jak mówiłem wcześniej. Pokonała własną siostrę, gdyż jej niestety nie udało się uratować.

— Czyli przyszła władczyni zła, Kenna była siostrą Evelyn? — upewniałam się

— Tak, przyrodnią, ale zawsze siostrą.

— Ciężka sprawa, stanąć do walki z własną siostrą, ale na tym skupimy się później. Rick przyda się nam do pomocy, wiem, że to 6 Obrońca, ale w kryzysowych sytuacjach jego pomoc będzie niezbędna. Był gotowy, by poświęcić swoje życie w ramach większego dobra, do końca wierzył w Evelyn, nie poddał się, a to jest bardzo ważne, stawiać nie siebie, a na coś w co się wierzy i nigdy nie poddawać się.

— Już powiadamiam twoich rodziców- obwieścił szybko Miecz, ciesząc się, że może wyrwać się choć na chwilę i być z dala od mojego towarzystwa.


Tymczasem Trey zaczął wątpić w swoje umiejętności Obrońcy. Podczas jednej z walki nie zdołał odeprzeć ataku mutanta Dimmeda i przez to ranna została Tess.

— Przecież to nie twoja wina, byliśmy otoczeni- Tess próbowała przekonywać Treya, gdy Albert obejrzał jej obrażenia.

— Ale i tak nie zdołałem ci pomóc, to wszystko przeze mnie- Trey nadal się obwiniał

— Trey zwątpił w siebie. Myślę, że twoja pomoc bardzo mu się przyda- w międzyczasie Albert kontaktował się z tajemniczym mężczyzną- Potrzebuje innego bodźca i myślę, że ty będziesz odpowiednią osobą do tego działania.


— Robert, to ty?! — spytał zdziwiony Trey

— Byłem w okolicy i pomyślałem, że wpadnę. I każdy Obrońca czasem potrzebuje pomocy z zewnątrz. Wiem, co się stało- stwierdził- Ale nie czas na użalanie się nad sobą i brania tyłka w troki i uciekania. Weź się w końcu w garść i przestań zachowywać się jak baba, chyba, że Dimmed podczas walki pozbawił cię czegoś!

I wujek poddał Treya wyczerpującemu treningowi. Choć bardziej zastanawia mnie fakt, skąd Robert wiedział, gdzie szukać nowych Obrońców.

— Każdy z Obrońców wie o sobie, informacje są przekazywane z pokolenia na pokolenie nowych drużyn, tak by w razie potrzeby można było pomóc.

— To dlaczego ja podróżuję w czasie, skoro w ciągu minuty można zebrać nową drużynę? Skoro każdy wie o sobie, nie można było wyselekcjonować drużyny już wcześniej?

— Ponieważ to ma być twoja drużyna Mia i ty ją wybierasz tak, jak podpowiada ci serce. A wracając do Roberta, jest on bardzo dobrym trenerem, myślałem, że kiedyś zostanie Mentorem, wystarczy zobaczyć jak zdyscyplinował Treya i to w dość krótkim czasie, dzięki czemu ten stał się jeszcze lepszym Obrońcą. Ale cóż, zadaniem Roberta, była przede wszystkim opieka nad tobą. Takie zadanie zostało mu wyznaczone, gdy miałaś pojawić się na świecie. John w pewien sposób też czuwał nad tobą. Tylko Alishia chciała ruszyć dalej, robić coś zupełnie innego, poświęcić się innej misji- wyjaśnił Miecz


Dimmed jako nowy władca zła nie próżnował. Wyciągając wnioski z błędów poprzedników, uknuł przebiegły plan. Pierwszą fazą tego planu było uwolnienie Wiedźmy, Lady K i Dimitri oraz nawiązanie z nimi sojuszu, ale przypieczętowanego przysięgą, bez żadnego kombinowania za plecami. Uzgodniono, że nastąpi zmasowany atak wszystkich sił zła, bez podziału, kto obecnie rządzi, przecież wszystkich obchodzi tylko jedno: zagłada Obrońców, która w tym przypadku powinna się udać.

Tymczasem w Bazie Operacyjnej pojawił się Mistrz Z.

— Mistrzu Z, co cię tu sprowadza? — zapytał Henry

— Nadszedł czas, bym wypełnił swoje przeznaczenie. Przybyłem wam pomóc. Dimmed i reszta sił zła zjednoczyła się. Myślałem, że jednak nie dojdzie do takiej sytuacji. Czeka nas wielkie wyzwanie, jeszcze nikt, nigdy nie zmierzył się z tak dużą ilością przeciwników. Przybysze złożyli przysięgę życia. Zjednoczyli się, obiecując, że będą działać ramię w ramię. Gdyby ktoś zaczął się wyłamywać, lub działać na niekorzyść kogoś innego, od razu ginie. Przysięga życia nie jest żartem i w żaden sposób nie można jej obejść.

— Ale kiedy ma to wszystko nastąpić? — zapytała przerażona Lea- Ten cały atak?

— Wkrótce- odpowiedział krótko Mistrz Z

— Musimy się przygotować, nie będziemy przecież stać bezczynnie- mobilizował wszystkich Henry.

— Cierpliwości Henry, musicie mnie uważnie posłuchać, każde z was będzie miało do wykonania jakieś zadanie. Ale najpierw ty Albercie, udasz się do bezpiecznego miejsca, by czuwać nad Evelyn, ona nie jest jeszcze gotowa by stanąć do walki, natomiast pomoc Ricka jest w tym momencie bezcenna.

— Dobrze bracie, niezwłocznie ruszam w drogę- zakomunikował Albert

— A my tymczasem musimy przygotować się do ostatecznej bitwy i rozdzielić zadania- zakomunikował Mistrz Z, przejmując obowiązki Mentora.


Nadszedł dzień zmasowanego ataku. Wszystkie siły zła uderzyły w tym samym czasie. Zniszczenia były niewyobrażalne.

— Zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami, Henry z Rickiem udadzą się do Kwatery Głównej Dimmeda, reszta Obrońców wyruszy razem ze mną- rozporządzał Mistrz Z, kolejny raz przypominając zawiły plan działania.

Nie będę tu rozpisywać się o przebiegu walki, ale Dimmed został unicestwiony! Ale pozostaje jeszcze kwestia pozostałych sił zła. Atak był tak bardzo zmasowany, że Obrońcy nie dawali rady!

— Mistrzu Z, dokąd idziesz? — zapytał zaskoczony Henry

— Nie ma już wiele czasu Henry. Siły zła za chwilę mogą opanować całą Ziemię, tylko ja mogę to powstrzymać!

— Mistrzu, powiedz mi jak, to też ci pomogę! — powiedział z determinacją Henry

— Tylko ja mogę to zrobić. Musze wykorzystać swoją energię życiową, w ten sposób na pewien czas zapanuje spokój, siły zła znikną, na Ziemi zapanuje spokój i porządek, tymczasowy, ale jednak jakiś.

— Mistrzu, nie!!! — krzyknął wstrząśnięty Henry- Musi być jakieś inne wyjście, na pewno jest- upierał się

— Obawiam się, że nie ma. Zniknę, ale mój duch zawsze będzie przy wszystkich Obrońcach.

— Mistrzu Z nie mogę ci na to pozwolić!

— Jesteś Obrońcą, twoim obowiązkiem jest ochrona Ziemi więc pozwolisz mi odejść.

I tak Mistrz Z poświęcił swoje życie. Lady K, Wiedźma, Dimitria oraz ich armia sługusów przestały istnieć. Dosłownie, wszyscy pozamieniali się w czarny pył.

— Mia, czy ty płaczesz? — zapytał Miecz

— Zrobiło mi się tak jakoś smutno. Bądź co bądź, Mistrz Z był moim dziadkiem i przykro patrzeć na to, że odszedł, choć zrobił to w szlachetnej sprawie.


Jakiś czas później w Bazie Operacyjnej…

— Obrońcy, siły zła zostały pokonane, minie trochę czasu, zanim nowi złoczyńcy pojawią się na naszej planecie. Wasze obowiązki dzisiaj dobiegają końca- powiedział Albert

— Ale Mistrzu, czy nie możemy zostać i czekać na nowe zadania? — zapytał Henry

— To już będzie należało do obowiązków nowych Obrońców- stwierdził Albert, ciągle nieobecny duchem. Wcale mu się nie dziwię. Jego brat poświęcił swoje życie, by uratować cały świat. Potrzeba wiele czasu, by pogodzić się ze stratą, nawet jeśli ta strata była w szczytnym celu.


— Henry, dokąd idziesz? — zapytała Lea

— Wiesz, że jestem sierotą. Baza Operacyjna stało się moim domem, od dnia, gdy opuściłem dom dziecka. Teraz nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Jestem sam.

— Nie Henry, nie jesteś sam. Masz przecież mnie. To ja jestem twoją rodziną i razem stworzymy nowy dom. Kocham cię, zrozum to wreszcie i nie pozwolę ci odejść.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 54.74