E-book
13.65
drukowana A5
61.3
drukowana A5
kolorowa
96.67
W czepku urodzona

Bezpłatny fragment - W czepku urodzona


5
Objętość:
482 str.
ISBN:
978-83-8189-613-9
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 61.3
drukowana A5
kolorowa
za 96.67

***

W tej książce

przekazuję kawałek mojej przeszłości,

to był bardzo ważny okres mojego życia

mogłam go ponownie otworzyć…

ale już nie dla wszystkich.

Patrzę wstecz i widzę Cię Barbaro

jak zbierałyśmy kwiatki w zbożach…

Twoje oczy wyglądały jak te chabry

i czuję jeszcze Twoje opiekuńcze serce,

Ty cały czas przy mnie jesteś.

I Ty Ewo Wiktorio,

która byłaś ze mną w najtrudniejszych chwilach,

Ty mi podałaś rękę w dniach wielkiej udręki…

wzmacniałaś moją duszę, leczyłaś moje serce,

wszystkie Twoje słowa, które mi przekazałaś

wypełniły się i z biegiem czasu nabrały sensu.

Dziękuję za Twoje serce i bezinteresowność.

Już obie odpłynęłyście do krainy z bajki…

a ja ciągle doprawiam sobie skrzydła.

Dziękuję Wam moje Anioły…

bije w nas jedno serce

i gdziekolwiek teraz jesteście

nasza przyjaźń nie jest utracona.

Motto

Kapryśny wiatr targa zapomnienia welon

zasłonę kryjącą marzenia

dusza wędruje za nią

widzi cienie upadłego dnia

trzymają ją niczym niewolnika w swoich garściach

dzwoni jakiś dzwonek w oddali

…rozpalaj ogień

zjednocz w idealną całość duszę i ciało

zatrzymaj myśl na jawie

niech pieśń za pieśnią powstaje

ożywają martwe nadzieje

opuściłaś swoją gwiazdę jako nasienie

wracasz jako piękny kwiat…

Wstęp

W swojej książce podobnie jak w życiu często zadaję sobie pytanie:

— Czemu przede mną zostało tyle zakryte?

— Dlaczego patrzyłam na świat jakby zza zasłony?

— Dlaczego była przede mną izolowana mistyczna przestrzeń?


Kiedy wreszcie odkryłam ten mistyczny świat, nie znałam podstawowych pojęć związanych z tym światem… ja osoba, która lubiła wszystko, co niezwykłe, ukryte, tajemne… okazałam się w tych sprawach kompletnym laikiem. Odpowiedź na to pytanie dostałam już po napisaniu tej książki, nawet te informacje były przede mną zakryte… i co jeszcze?


Od samego początku byłam ukrywana przed światem, miałam nawet zawoalowane narodziny… urodziłam się w czepku (welonie) na głowie. Znaczy dziecko rodzi się z owodniami lub z woreczkiem owodniowym wokół głowy, lub całego ciała. Jest to worek z wodą, w którym dziecko przebywa. Kiedy rodzi się w worku owodniowym nie grozi mu utonięcie lub inne zagrożenie kiedy przechodzi przez pochwę matki. Dziecko ma zakrytą buzię i dopóki łożysko jest nienaruszone czerpie z niego tlen i nic złego nie może mu się stać. Takie porody są bardzo rzadkie, dzieje się to kiedy matka rodzi sama albo pod opieką położnej, kiedy dziecko przychodzi na świat naturalnie. W dzisiejszym świecie, szczególnie w szpitalach przebijany jest worek owodniowy, rodzące się dziecko jest go pozbawione, prawie natychmiast dziecko odcina się także od pępowiny.


Matki porodów lotosowych nie odcinają swoim dzieciom pępowiny, czekają do czasu jej samoistnego odpadnięcia, co pozwala dziecku bezpieczniej wejść w zewnętrzne życie.


Natomiast o roli owodni (czepka, welonu) matki nadal mało wiedzą… albo w ogóle. A jest to tak samo ważne w życiu dziecka, jak pępowina i łożysko. Mówi się, że jest to duchowa skóra.


Dziecko urodzone w czepku, z welonem na buzi jest dzieckiem specjalnym, zostało obdarzone drugim spojrzeniem. Wiele kultur na świecie uważa, że takie dziecko jest „Królem Prawia” i ma swoje specjalne moce i wrodzoną mądrość. Posiada zwiększone zdolności intuicyjne, psychiczne, czyta aurę, widzi duchy, jest naturalnym uzdrowicielem, szczególnie uzdrawiając przez nakładanie rąk. Ich celem jest służenie ludzkości, mają zdolności przywódcze. Grupy buddyjskie szukają takiego chłopca jako przyszłego Dalai Lamę. Natomiast w średniowieczu takim dzieciom nie było łatwo… te, które zostały odkryte przez świętą inkwizycję płonęły na stosach jako zło tego świata, czarownice, niszczono je bezlitośnie. Do tej pory można znaleźć na ten temat zapiski. Według starych tradycji te w czepku narodzone przeprowadzały ludzi do zrozumienia siebie i świata, w którym żyjemy. Mają zdolności chronienia przed złem. Narodziny w czepku, welonie są oznaką specjalnego przeznaczenia do wielkich rzeczy.


Wiedziałam od mojej mamy, że urodziłam się w czepku… i nikt prócz mojej mamy nie był świadkiem moich narodzin, kiedy ojciec pobiegł po posiłki, już za 5 minut wyważyłam bramę na ten świat. Byłam pierwszym dzieckiem, a urodziłam się ekspresem… tak mi się śpieszyło na ten świat… moja mama nawet nie umiała mi tego welonu z główki zdjąć tym bardziej odciąć pępowiny… również urodziłam się ze znakiem ognia na ciele wielkości małej dłoni. I tak wyposażona w hełm na głowie i z pępowiną przy sobie czekałyśmy obie z mamą na te posiłki. Przyszły za jakiś czas.


Później w życiu mama często do mnie mówiła:

— Córko będziesz szczęśliwa, bo się w czepku urodziłaś… tak z reguły ludzie postrzegają narodziny w czepku.


Kiedy mijały lata i tego mojego szczęścia z żadnej strony nie było widać… droczyłam się z moją mamą, że pewnie czepek był dziurawy… jak widać to moje szczęście miało zupełnie inne oblicze i nie było z tego świata… tak mi się tu śpieszyło… ale ten świat mnie nie kochał.


Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką odwiedzała mnie moja gwiezdna rodzina, często widziałam piękne oblicza świetlistych postaci, cieszyłam się, kiedy mnie odwiedzali… później gdzieś się podziali… a mnie ponownie przykryli zasłoną zapomnienia… na tak długo… i jaki był tego cel, że odnalazłam go na tym kontynencie, tu nad Wielką Wodą?


I kiedy ją wreszcie rozpuściłam, ten mój welon, trudno mi samej uwierzyć, co tam za nim odkryłam.

Los rozdał karty
Rozdział 1

Nowy dzień, nowy świat i ten wiatr

który zna tajemnicę obu światów

szeptał ci

nigdy się nie poddawaj…

Z perspektywy czasu przyglądam się własnemu życiu, które spłatało mi potężnego figla, nawet nie śniłam jaki mi scenariusz napisze już w chwili kiedy wydawało się, że mam w miarę wszystko poustawiane na swoim miejscu.


Żyjąc na tym świecie nigdy nie masz gwarancji co ci jutro przyniesie, co ma życie dla ciebie w swoim zanadrzu. A to moje było takie proste, nic szczególnego się nie działo, dopóki moje przeznaczenie nie wmieszało się do niego…


W roku 1987 opuściłam Polskę. Wyjechałam na jeden miesiąc z myślą o wakacjach, w trójkę wybraliśmy się do Grecji i wszystko było dokładnie zaplanowane, dopięte na ostatni guzik. Niestety, mój los zgotował mi wielką niespodziankę, ciężką i trudną, poprzestawiał na mojej drodze wszystkie drogowskazy i nie sposób było wrócić ponownie do mojego domu. Musiałam znaleźć nowe rozwiązania, nową drogę życia już do innego domu i poświęcić wiele. W dodatku nikt mi nie wierzył, że to nie był mój świadomy wybór. Nawet moja rodzona matka czyniła mi wymówki, nie wierzyła mi. I ja nie zdawałam sobie z tego sprawy, że wchodziłam już na stopnie innego wymiaru, który jeszcze skrywał się przede mną, ale to był już nowy początek… a tam gdzieś czekały na mnie jeszcze inne ukryte wrota… do nowego świata, a ten stary już zamykał się za mną na zawsze.


W październiku 87 również nie wiedziałam, że jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności ważniejsze wydarzenia mojego życia, które miały dopiero zaistnieć będą również kosmicznymi wydarzeniami znamiennymi dla całego świata. Wszechświat miał już dla nas wszystkich plan i najwyraźniej stawiał w naszej ziemskiej rzeczywistości własne filary i zawieszał na nich własne mosty. Przesuwał nas jak figury na szachownicy, trwała masowa emigracja i powoli zaczynał się nasz wielki turniej… turniej o bardziej rozległą ludzką wizję niż tylko o to jedno ludzkie życie…. ale o naszą duszę już w innym wymiarze życia.


A moje przeznaczenie popchnęło mnie do Epidauros, uroczej miejscowości na Peloponezie, gdzie urodził się syn Apollina, słynny uzdrowiciel Asklepios, który uchodzi za boga medycyny w starożytnej Grecji. Różdżka Asklepiosa, laska opleciona wężem pozostaje do dziś symbolem medycyny, symbol odradzającej się siły żywotnej. To w tym miejscu, gdzie było największe słynne centrum uzdrawiania, zaczęłam swoją przygodę z Grecją. Dlaczego właśnie w tym miejscu, czy to przypadek?


W listopadzie 1987 roku musiałam wracać do pracy, niestety mijały miesiące a ja byłam ciągle uwięziona w Grecji a szanse na mój powrót z każdym dniem kurczyły się. Zawsze coś stawało na przeszkodzie kiedy tylko planowałam powrót do Polski.


Od tej pory przez długie pięć lat wszystko co się zaczęło objawiać w moim życiu najczęściej wydarzało się spontanicznie. Byłam bardziej nastawiona na przetrwanie, toteż ignorowałam wszystkie kręcące się wokół mnie znaki, symbole, sny… dane, które płynęły ze strony mojej intuicji i pokazywały mi inną prawdę. A może właśnie tak miało być?


Tkwiłam mocno w przeszłości, w świecie, który już nigdy do mnie nie wrócił. Nic dziwnego, że i teraźniejszość sprawiała mi wielkie trudności. Ale w końcu nadszedł ten dzień, zerwałam z przeszłością i zaczęłam działać w teraźniejszości, zresztą nie miałam innego wyboru. I z hasłem na ustach — co ma być to będzie, rozpoczynałam każdy nowy dzień. Od tej pory dużo rzeczy zaczęło napływać do mnie nieoczekiwanie, niektóre poruszały mną głęboko, często musiałam włączać wszystkie swoje ochronne mechanizmy, innym razem zalewałam wszystko humorem, aby zamaskować dramat danej chwili… bo znowu straciłam pracę… znowu nie miałam dachu nad głową i spałam u kogoś kątem na podłodze. Nie była to tylko moja niezdarność, tylko samo życie, jakie przeżywa większość emigrantów. Kto przeszedł tą drogę wie, o czym piszę, kto jej nie przeszedł nigdy nie zrozumie.


Znacznie później zrozumiałam, że tak się też dzieje kiedy łamiemy to co stare i to podświadomość podsyła nam przerażające wizje przyszłości. Nasze ego walczy o starą pozycję, a nasz los w pocie czoła blokuje stare drogi, ponieważ miał już o nas proroczy sen… o naszym nowym życiu, które zawieszone jest między filarami nieba, o naszej przyszłości, która pragnie być przebudzona.


W końcu przyszedł dzień, w którym pod namową mojej przyjaciółki mieszkającej w Toronto podjęłam decyzje o emigracji do Kanady. Nie była to łatwa decyzja, czułam się niepewnie, wręcz obco kiedy myślałam o tym nowym kontynencie, to było wielkie ryzyko. Tajemnicze miejsce, podejmowanie nowych wyzwań, no i odwaga, którą trzeba było mieć by zrobić ten wielki krok do przodu, tym razem był to skok za wielką wodę. Ciężko też było odsunąć ten stary świat, tak go po prostu skreślić i zmienić w jednej chwili całą swoją rzeczywistość. Jednak zebrałam siły i odważyłam się… ale i tu przyszła mi z pomocą moja spontaniczna natura… i ten przekrętny los, który zablokował mi powrót do Polski. Postawił na mojej drodze człowieka, który mnie popchnął w tym przeciwnym kierunku. Był tym łącznikiem między dwoma światami, wszedł w moje życie zaledwie na kilka dni i jak się znikąd pojawił tak samo zniknął… kiedy wypełnił swoją misję, przestawił tylko moją zwrotnicę i jego przeznaczenie pognało go w jego kierunku. Już więcej nie spotkaliśmy się. A my szukamy aniołów w niebie a one żyją obok nas. Jeśli jest nam coś przeznaczone to nas wszędzie dosięgnie ta fala przeznaczenia i da nam tą siłę, która przebije każdy mur.


Od tego dnia mój los zaczął darzyć mnie większymi łaskami. Powoli usuwałam swoje przeszkody, skończyły się problemy z pracą, finansami, mieszkaniem i planowałam już nowe życie.


Pierwsze co mnie męczyło, to ściągnąć syna z Polski. To był wielki bój, trwał prawie 2 lata. Spotkaliśmy się w kwietniu 1989 roku na Pireusie, przypłynął statkiem z Odessy. Przeszło pięć lat przyszło mi żyć w Atenach, gdzie spędziłam cudowny czas, jak do tej pory mawiam, miałam przeszło pięć lat wakacji, chociaż nie było łatwo i trzeba było pracować na własne utrzymanie… i oszczędzać na wyjazd. Ale było mi raźniej, miałam przy sobie syna.


14 grudnia 1992 roku wylądowałam na lotnisku w Toronto, mój syn dołączył do mnie 6 tygodni później. Zaczął się nasz nowy rozdział życia, tym razem na amerykańskim kontynencie.


Minęło jeszcze wiele lat zanim zrozumiałam, że w roku 1987 zakończył się dla mnie stary cykl, a w nim domknęły się moje stare wizje i marzenia. Wszystko inne zostało anulowane, otworzyły się wrota do nowego świata. Nie było już odwołania, przekroczyłam granice nowej rzeczywistości. W związku z tym nagłym przemeblowaniem mojego życia nastąpiło już wiele zamieszania w Grecji. Nie rozumiałam co się dzieje, czemu jestem zablokowana, czułam się jak w pułapce, ktoś mnie złapał w sieci, toteż byłam rozdarta i wzburzona, na wszystko co się działo reagowałam mocno emocjonalnie, chciałam wrócić pod swoje niebo, do Polski, tam został mój syn, moja rodzina, miałam poczucie winy, że ich zostawiłam… ale moje przeznaczenie było nieubłagane i wcale nie dbało o moje uczucia.


Rok 1987 zwany Harmonijną Konwergencją wyznaczył mi nowe, zupełnie obce obowiązki, wprowadził w moje życie trudne testy i muszę przyznać, doświadczył mnie wyjątkowo okrutnie. W roku 1987 doświadczyłam sporo cierpienia, to był burzliwy okres, ale jakże to wszystko było maleńkie do tego, co miało nastąpić 13 lat później już w Kanadzie. Tam gdzie objawił mi się Wielki Duch Indian i długo patrzył na mnie wnikliwie, oglądał mnie w milczeniu jako Pan tej Ziemi, nieco później zaczęły napływać do mnie różnorodne symbole, niby takie nic nie znaczące: orle pióra, łapacze snów, muszle, kamienie szlachetne, biała szałwia, książki o ziołach amerykańskich. Duch tej Ziemi tak powoli odsłaniał przede mną tajemnice swoich przodków, takimi narzędziami budził we mnie inne zmysły, które wyzwalały w moim ciele potężną falę przemian. Tu na tym kontynencie Matka Ziemia połączyła mnie z innymi swoimi dziećmi, kosmicznymi wędrownikami jak my wszyscy. Nie tylko z Indianami… prawidłowych wdechów i wydechów uczyli mnie Chińczycy, medytacji Hindusi, piękno natury pokazali Kanadyjczycy, jak bawić się falami wody z delfinami Meksykanie, jak odliczać czas, jak przywołać uniwersalną mądrość Majowie. Patrzyłam na ludzi inaczej i odkrywałam świat na nowo. I lubiłam ten nowy świat pełen różnorodności. Wnosił we mnie tyle nowego.


Każdy na tym świecie ma coś do zaprezentowania w co obdarzyła go wewnętrzna mądrość. I nie ignorujmy tego, bo ta mądrość doprowadzi każdego z nas do cennej odpowiedzi — kim ja jestem i czego tu szukam na tej ziemi.


Nie można powiedzieć, że lata spędzone w Grecji w oczekiwaniu na wyjazd do Kanady były zmarnowane. Grecy nauczyli mnie cierpliwości, jak zwolnić tempo życia… że życie człowieka to nie tylko praca, ale i również odpoczynek, zabawa, taniec, radość… i jednej wielkiej rzeczy; cokolwiek by się w życiu działo a ja nie mam możliwości na tą rzecz wpłynąć, oddać to w ręce Boga i nie martwić się. Wielokrotnie na własnej skórze przekonałam się jak cenna to była lekcja. Z perspektywy czasu zdałam sobie sprawę jeszcze z innej rzeczy, to w Grecji moje wibracje osiągnęły wyższe pasmo częstotliwości, to tam zaczął się mój trudny proces transformacji, miałam dziwne bóle serca, jakby ktoś przebijał mnie nożem. To był silny ból, paraliżował mnie i wywoływał paniczny strach lecz moja intuicja mi podpowiada, że moje ciało było zakodowane na ważne przekazy już od urodzenia.


W Grecji uczyłam się mowy Światła… to tam formowały się w moim ciele nowe siły, tym razem duchowe. Odkryłam to dużo później w Vancouver, kiedy przeglądałam zdjęcia z tamtego okresu. Na wielu z nich stoi przy mnie tajemniczy słup białego światła. Bez wątpienia tam zaczynała się moja duchowa ścieżka a pewnie jeszcze wcześniej, w Polsce, gdzie toczyłam nieustanny bój z dziwną chorobą, która mnie wiecznie nawiedzała i najczęściej sama się leczyła. Polscy lekarze leczyli moje nerki, lecz kanadyjscy obalili tą diagnozę. Uznali moje nerki za zdrowe.


W roku 1992 historia znowu się powtórzyła, rozstawałam się z krajem, który lubiłam, z wieloma przyjaciółmi, pamiątkami, a nawet z osobistymi poglądami, przyjęłam nowe zupełnie obce mi wzorce i wszystko co stare musiałam dostosować do nowego życia. I wcale mi się to nie podobało, to nie był mój świat, brakowało mi tu tej greckiej wolności.


Dochodziły mnie informacje z mojego starego świata, który też na starym lądzie kruszył się i walił. Zmiany zachodzące w Polsce nie były łaskawe dla Polaków. Upadek komuny, życie po nowemu… też nie łatwe, wielu ludziom przysporzyło cierpienia i chorób. Tak sobie nieraz myślałam, że moje emigracja na greckiej ziemi była dla mnie wielką opacznością, zaoszczędziłam sobie wiele frustracji i bolesnych przemian… chociaż zafundowałam sobie wiele nowych traum. Wszystkie nowe zmiany wyłaniają gwałtowne emocje, nie można przejść obok nich, ot tak po prostu i nie dać się wciągnąć w tą życiową grę.


Ale ja w swoim nowym życiu stałam się podróżnikiem i odkrywcą i to była doskonała ucieczka przed różnymi stresami. Musiałam zarabiać na życie, lecz każdą wolną chwilę poświęcałam podróżom albo włóczęgom po archajach Aten, które dawały mi nową chęć do działania i siłę do przetrwania. Szukałam spokoju poprzez ruch, zwiedzanie starożytnych ruin, poświęciłam każdą wolną chwilę przyrodzie, korzystałam ile się dało z greckich mórz, podróżowałam po wyspach… ciągle byłam w ruchu. Trzeba przyznać, że w tym czasie czułam się naprawdę bosko… byłam wolna jak ptak. Nieważne, że dźwigałam ciężki plecak, że spałam na piaszczystej plaży, myłam się w słonej wodzie, ale oddychałem świeżym powietrzem. Moje myśli płynęły spokojnie, bo ja tak po grecku — wszystko miałam w nosie. Z jednej strony zmagałam się w walce o przetrwanie, ale równocześnie doświadczałam wolności i radości serca.


W roku 1992 nastąpił kosmiczny zwrot czasu, wszystko zaczęło wracać na właściwe miejsce. Lecz od tamtej pory już nic nie miało być takie samo, galaktyczny zew wzywał nas wszystkich do Domu. I ja w tym roku podążyłam ku nowemu. Nowa ziemia, nowi ludzie i nowe wyzwania. Wszechświat ponownie zablokował mnie nie wiedzieć z jakiego powodu na długie pięć lat na greckiej ziemi, podobnie jak w roku 1987 nie mogłam wykonać żadnego manewru, aby nasz wyjazd do Kanady przyśpieszyć. A to czekałam na syna, a kiedy już dołączył do mnie wynikały inne problemy. Widocznie musiałam poczekać na swoją kosmiczną falę… moje energia była potrzebna w innym miejscu… powiedziałabym więcej, Wszechświat nie robi małpich ruchów, wszystko jest starannie zaprogramowane. Przyszedł nasz czas i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znaleźliśmy się w Kanadzie, rzeczy działy się same bez większego naszego udziału.


Minęło sporo lat zanim zdołałam się zakorzenić na tym nowym lądzie. Praca, szkoła, kilka lat kieratu. Wszystkie marzenia i pragnienia pomimo najlepszych zasiewów nigdy się nie wypełniły. Samoistnie rodziło się coś nowego, i wcale to nie było gorsze, tylko inne. A nawet myślałam, że według mojego planu wyglądało by to beznadziejnie. Toronto nie było miejscem moich pragnień, już po roku byłam w Vancouver, na zachodnim wybrzeżu Kanady. Była to dla mnie bardzo dobra zmiana. Szybko się zaaklimatyzowałam wśród nowych ludzi. Wielkie kanadyjskie przestrzenie rzucały mi nowe wyzwania. Piękno tej ziemi rozpuściło we mnie wszelakie granice, dużo wody, góry i wspaniała przyroda.


W roku 1997 wyraźnie poczułam, że coś się we mnie zmienia. Było to dziwne zmęczenie ciała, moje oczy zrobiły się niezwykle wrażliwe na światło. Coś się działo z moją skórą, nawet delikatne ubranie jej zawadzało. Pojawiły się nocami dziwne bóle głowy. Czułam po lewej stronie czoła niepokojący dziwny impuls i potężne pieczenie. Nie mogłam tego wyjaśnić w medyczny sposób. W tym samym czasie w moje wymiary weszły białe światła. Odwiedzały mnie prawie codziennie i stały się moją wielką życiową zagadką. Bałam się komukolwiek o tym mówić, by mnie nie uznano za nawiedzoną wariatkę. Miałam dość zawężone pojęcie o paranormalnym świecie, o skrytych we mnie możliwościach, nie potrafiłam dać racjonalnej odpowiedzi na to wszystko, co się wokół mnie działo. Dzisiaj wiem, rozpoczęłam wówczas podróż do mojego domu w Gwiazdach. Moje świetliste nasienie zaczęło kiełkować.


Kiedy świetliste ziarno zaczyna się aktywować potrzebna jest nowa siła. Człowiek zaczyna odczuwać wielką samotność, wydaje mu się, że nawet Bóg go opuścił. Prowadzi z własną duszą niekończące się rozmowy, wydobywa z swojego serca wielkie wątpliwości. Zaczynają budzić się wewnętrzne sny, zapachy, inne kolory, wyzwalają się silne uczucia, rodzi się mistyczne dziecko. Jakże jest to inne macierzyństwo, jakże inne przyświecają mu cele.


I ja w tamtym okresie bawiłam się kolorami, zawsze uwielbiałam kolorowe ubrania, koraliki i inną biżuterię w różnych kombinacjach, tworzyłam wymyślne wnętrza, od dziecka byłam bardzo kreatywna… lubiłam rysować, szyłam swoje ubrania, robiłam sweterki na drutach, haftowałam, hodowałam kwiaty. Moja głowa była pełna pomysłów… wokół mnie musiało być kolorowo i wesoło…. i tak to już zostało…. tylko kolory i pomysły się zmieniają. Moja natura to już było takie moje mistyczne dziecko…. jeszcze kapryśne, lubiące zabawy lecz gdzieś tam w środku zdradzało swój specyficzny charakter.


Ale mistyczne dziecko rodzi się w wielkiej męce, wyskakuje z serca niewinne i pełne ufności, gotowe jest wszystko przyjąć i porwać do tańca, otwiera drogę do dawno zapomnianych marzeń lecz życie robi mu głębokie cięcia…. jak mnie onego czasu moja mama, nie pozwoliła kontynuować nauki w szkole artystycznej… jakaż czułam się wówczas nieszczęśliwa.


Mistyczne dziecko z początku myśli, że świat jest taki piękny, nigdy nam się nie przeciwstawi… towarzyszy mu zachwyt i błoga szczęśliwość malująca się na twarzy… i ja myślałam, że cały świat ze mną zatańczy, nigdy nie utracę tej dziecięcej wrażliwości… i będę szczęśliwa na zawsze.


Niestety, życie pisze inny scenariusz. Wspinasz się swoją nową ścieżką, biegniesz za swoim mistycznym dzieckiem, a świat cię nie rozumie, często rzuci w ciebie piorunem i porazi wisielczym humorem. Nieraz sobie z ciebie zażartuje i negatywnie oceni prawdę, która leży w twoim sercu. Jedni będą chcieli cię ośmieszyć, inni zezłościć, twoje mistyczne dziecko zostanie zranione. Pierzcha radość i szczęśliwość. Ogarnie cię wielka pustka. Właśnie w tej pustce szykuje się nieziemskie szczęście, budzi się w twoim sercu nowa pieśń, żywy kolor i światło bijące prosto z gwiazd. Przeniknie twoje ciało, zachwyci, nasączy cię dziwną tajemnicą… a ty masz tylko przyjąć to światło chociaż trudno ci zrozumieć, co ono od ciebie chce. Tak jak te moje światło, które nagle weszły w moje życie. A żeby było jeszcze ciekawiej, w tym samym czasie zamieszkał pod moim dachem gołąbek. Wchodził bez zaproszenia do mieszkania i przysiadał sobie na mojej kanapie, nie było w nim żadnego strachu.


Toczy się życie wokoło, wydaje się takie normalne a tam gotują się w tobie wielkie przemiany, poczujesz mocno ten złoty promień światła, który wypełni wspaniałymi formami twoją duszę. Wielkie alchemiczne dzieło zamieniające węgiel w złoto wprowadzi cię w cudowny boski rytm. Dopiero wówczas ujrzysz jakie w naszym ciele potrafią dziać się cuda. Ale co ty o tym wiesz?


Pierwsze zmiany DNA uwolnią skumulowane toksyny, usuną karmę. Toksyny nie będą usunięte szybko, ten proces odbywa się warstwowo w ciele fizycznym, emocjonalnym, mentalnym i duchowym. W tym samym czasie zachodzą zmiany w mózgu. Człowiek posiada dwie półkule mózgowe, każda z nich ma inne funkcje. Przysadka mózgowa i szyszynka stają się bardziej aktywne. Od tej pory te dwa gruczoły będą się powiększać. Podczas zmian w przysadce i szyszynce zmienia się chemia w mózgu i mózg zaczyna produkować większe ilości synaps (nośniki biologiczne pamięci). Informacje w mózgu są przesyłane pomiędzy neuronami poprzez synapsy.


Synapsy — ich liczba i rozmieszczenie zmieniają się do późnej starości. Sprzyja im aktywność ruchowa i wpływ regularnych ćwiczeń nawet przy ciężkich chorobach… ale to wszystko czyni światło. Również u niewidomych w mózgu są bardziej rozwinięte synapsy (odbierają świat palcami rąk). Pobudzając synapsy wyzwala się w nich produkcję enzymów, które aktywują geny kodujące białka i utrwalają połączenia między komórkami nerwowymi. Kiedy jest produkowane więcej synaps w mózgu, wówczas wzrastają impulsy, które otwierają nasze duchowe wnętrze. Cały ten proces spowodowany jest wnikaniem w ciało nowej fali światła. I to nie jest prawdą, że nasz mózg w późniejszym wieku nie może się zregenerować, robi to nawet w późnej starości, trzeba tylko dać mu odpowiedni budulec, a tym najcenniejszym jest światło.


I taki mamy czas, dostajemy z Nieba czarodziejski podarunek, a ten uszlachetnia nas. Przenika nasze oczy, nasze wewnętrzne wymiary, zmieniamy nasze szaty na świetliste i płyniemy w przyszłość.


Nadchodząca wibracja światła jest bardzo silna, Ziemia jeszcze takiej nie miała, więc musimy się liczyć, że nasza transformacja może przebiegać bardzo dramatycznie. Czym więcej przyjmiemy światła tym bardziej będziemy cierpieć, ponieważ nasze obecne ziemskie ciało nie jest gotowe na przyjęcie takiego elektrycznego ładunku.


W obecnym czasie boskie bramy będzie otwierać kobieta. Kobiety dźwigają w sobie potężną siłę i przyszłość świetlistej ewolucji leży w ich rękach. Kobieta jest opiekunką energii, ma w sobie głębokie zrozumienie i współczucie dla innych. Kobieta jest strażniczką płomienia.


To dzięki kobietom nasza Ziemia zrobi potężny skok kwantowy. To one podjęły się tego zadania, ponieważ są wystarczająco silne, aby przyjąć na siebie te potężne wibracje, które płyną przez ich ziemskie ciało na naszą planetę. To one są tymi filarami Światła, które wniosą na ziemię równowagę, harmonie, miłość i Prawdę.


Dzisiejsze kobiety odzyskują moc, która jest im od zawsze dana. I nie chodzi tu o dominację nad mężczyzną, jak to oni zrobili kobietom, w ten sposób zakłócając Uniwersalne Prawa. Musimy przywrócić równowagę i harmonię całej Matce Ziemi. W tej dziedzinie mężczyzna–kobieta nie może być dominacji jednego nad drugim. To dwa podstawowe aspekty całego naszego życia: Yang i Yin i jedno bez drugiego istnieć nie może. Jeśli człowiek zakłóca tą równowagę zaburza całe życie na Ziemi. Czas aby ludzkość to zrozumiała i wzięła sobie mocno do serca, że równowaga Yang i Yin jest potężną energią, która tworzy nowe życie.


Toteż panowie szanujcie kobiety… bo daleko bez nich nie zajedziecie… kobiety szanujcie mężczyzn, koniec konkurencji, rozpoczynamy epokę partnerstwa. Obie strony muszą wiedzieć, co do ich obowiązków należy, inaczej nie połączymy tych dwóch światów: widzialnego i niewidzialnego.


Żyjemy w przełomowych czasach, wszystkie nadchodzące dni mogą okazać się dość szokujące. W roku 1987 rozpoczął się okres odbudowy zerwanego ogniwa między człowiekiem i Bogiem.


Osobiście już poczułam na własnej skórze, że ciało fizyczne jest odbiornikiem wszystkich kosmicznych sygnałów. Bez niego nic by w nas nie zaistniało. I tą wiedzę chcę ludziom przekazać… wiedzę, jaka siła życia mieszka w człowieku, nawet w takiej jedwabnej komnacie jaką jest kobieta. Wydaje się być delikatną, kruchą porcelaną, a tam mieszka olbrzymia moc. Kobieta to nie gwiezdny pył, który wiatr rozgoni na 4 strony świata, to potężny filar Światła i ileż potrafi znieść, aby nieść nasze prawdziwe przeznaczenie. Toteż nie wiem czy to przypadek, że taką wiotką i słabą istotę jaką ja byłam od dziecka (i nadal jestem) w Grecji zwano Wichurą, inny mój przydomek to Wicha (wianek) co jest przeciwnym biegunem tej zawieruchy. Tak postrzegano moje dwa bieguny, z którymi przyszło mi żyć w jednym ciele.


Ważne jest aby wiedzieć, że rozwój duszy odbywa się przy Boskiej pomocy, czyli tego Źródła Wszelkiego Stworzenia. Jeśli chcemy ogarnąć naszym rozumem Mądrość Wszechświata musimy zdać sobie sprawę z naszego pochodzenia.


Moje serce było rozdarte

między jedną i drugą krainą

przeznaczenie nas rozdzieliło

i czai się w ukryciu…

jakby coś nowego knuło

a ja pośród tego gęstego boru

nad tą Wielką Wodą

tak naiwnie patrzę na to życie…

kto by to pomyślał

że będę musiała jeszcze kuć

swój kamień filozoficzny…

Moje „Być albo nie być”
Rozdział 2

Nie widzisz końca rozpaczy

— zawołaj donośnym głosem

wstrząśnij górami

niech się rozlegnie echo nad równinami

przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

przewróć całe swoje życie…

Często czytamy i słuchamy relacji innych ludzi jakie piękne doświadczenia może mieć człowiek, który poświęca dużo czasu na medytację i swój rozwój duchowy.


Rozwój duchowy człowieka pomimo, że tyle się o nim dzisiaj mówi w świecie pozostaje nadal wielką tajemnicą… i nadal okryta jest sekretnym płaszczem sama dusza człowieka. Jedni uważają, że w całym tym duchowym procesie bierze udział tylko ta niewidzialna sfera, że idzie to gładko i bezszelestnie, ale coraz częściej lekarze i naukowcy, jak również sam doświadczający człowiek rozpoznają, że ten proces pociąga za sobą całe ciało fizyczne. Coraz więcej psychiatrów zaczyna obserwować to zjawisko. Notują także bardzo dziwne dotąd nieznane symptomy w ludzkim ciele, które źle diagnozują, nie umieją pomoc. I więcej z tego dodatkowych problemów niż pożytku. Podczas tego procesu taki człowiek przeżywa wiele dziwnych i nadal niewyjaśnionych zagadek, a jeszcze jak trafi na niewłaściwego lekarza, ten może zapuszkować go w psychiatryku.


Zarówno energia fizyczna jak i duchowa są potrzebne, aby wydźwignąć człowieka na jego wyżyny. Przychodzi taki dzień, że nawet jeśli człowiek nie zdaje sobie sprawy z istnienia jakiejkolwiek wyższej energii postrzega, że zaczyna się w jego życiu dziać coś dziwnego. A bardzo wielu w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że rozpoczyna się w ich ciele proces duchowej transformacji… i nawet nie mają pojęcia, co to takiego jest? Biegają po lekarzach i wspólnie dręczą się nawzajem, „chory” swoimi opowiastkami męczy głowę lekarzowi, a lekarz traktuje lekarstwami dziwnego pacjenta, które tylko mocno ten proces zaburzają.


Kiedy wreszcie doświadczająca osoba postrzega, że coś dziwnego dzieje się tak w jej ciele jak i wokół niej… coś innego od tych ogólnie znanych zdarzeń, wówczas musi wiedzieć — jest już mocno zaawansowany w procesie własnego rozwoju duchowego.


I przychodzi taki dzień, że nagłe uderzenie energii w naszym organizmie otwiera nam oczy, zatrzymuje w codziennym życiu, budzi uśpioną duszę, a ta znienacka i z nie dowierzaniem rozpoznaje własną tożsamość. Spada zasłona i życie takiego człowieka już nigdy nie będzie takie samo.


Nagłe olśnienie — wielokrotnie bardzo bolesne, nie tylko cieleśnie… ale towarzyszy temu wielki ból emocjonalny. I ten krzyk, który nagle wyrywa się z wnętrza:

— Boże, jakże tak mocno mogłam wymazać Ciebie z własnej pamięci…?


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 61.3
drukowana A5
kolorowa
za 96.67