E-book
13.65
drukowana A5
36.3
drukowana A5
Kolorowa
65.57
W cieniu świątyni

Bezpłatny fragment - W cieniu świątyni

„Mormoni” polscy


Objętość:
262 str.
ISBN:
978-83-8189-988-8
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 36.3
drukowana A5
Kolorowa
za 65.57

Moim Rodzicom i Rodzeństwu

Część I

Przedmowa Pierwsza

Celem części pierwszej jest prezentacja początków mormonizmu, wczesnej historii Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, genezy tekstów kanonicznych oraz doktryny Kościoła. Toteż zachęcam Czytelnika, by z rozdziałami tej części zapoznawał się po kolei.

Pragnę od razu zaznaczyć, że popularnym określeniem członków Kościoła są MORMONI. Jest to jednak określenie niepoprawne, ale spotykane w literaturze. Dla porządku członków Kościoła nazywać będę „świętymi w dniach ostatnich” lub po prostu „świętymi”. Z uwagi jednak na to, że popularne, potoczne określenie funkcjonuje nawet w literaturze i filmie naukowym i krytycznym, słowem „mormoni” (lub dziewiętnastowiecznym „mormonici”) z rzadka będę się posługiwał, biorąc je jednakże w cudzysłów.

Pierwsza część książki zawiera wprowadzenie do tematu mormonizmu. Czytelnika zainteresowanego szczegółami pragnąłbym odesłać do mojego bloga: mormonolog.blogspot.com, gdzie znaleźć można, poza moimi publikacjami, odsyłacze do licznych tekstów oraz programów na temat Kościoła.

W Pierwszej Części książki pragnę zapoznać Czytelnika z historią Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, genezą tekstów kanonicznych oraz doktryną. Takie założenie wymusiło na mnie posłużenie się specyficznym, po trosze naukowym stylem, który jednak nie będzie mi już towarzyszył w Drugiej Części, gdzie głos oddam członkom Kościoła, by sami powiedzieli Czytelnikowi w co wierzą, jakie mają przekonania i… jak wygląda ich życie w Polsce.

Niebezpieczna sekta. Zamiast wstępu

Część liryczna


27 czerwca 1844 roku w Carthage, w stanie Illinois, ginie, zamordowany przez rozwścieczony tłum z miasta Warsaw, Józef Smith Junior — uznawany przez tak zwanych „mormonów” za proroka Bożego, pierwszy z proroków nowożytnych, dzięki któremu miała zostać przywrócona pełnia Ewangelii. Mormonici — jak pierwotnie nazywano świętych, czyli członków założonego przez Smitha Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (dalej także: Kościół LDS — Church of Jesus Christ of Latter-day Saints) — muszą uciekać.

„Mormonów” — bo tak potocznie nazywa się świętych lub członków Kościoła — czeka daleka podróż przez kontynent północnoamerykański aż do Terytorium Salt Lake, które nazwą Deseret — dziś znany pod nazwą stanu Utah.

Dlaczego uciekają? Boją się eksterminacji. Od czasu przywrócenia Ewangelii nieraz przemieszczali się. Skąd nienawiść do nich? Według różnych autorów członków Kościoła LDS niejednokrotnie oskarżano o niemoralne prowadzenie się oraz o walkę o wpływy polityczne w USA. Teorii jest wiele i wszystkie niekiedy wzajem się wykluczają.

Obawiając się dalszych prześladowań, następca Józefa Smitha, prorok Brigham Young, 24 września wysyła list do władz hrabstwa Hanckock i proponuje: w zamian za zawieszenie broni święci opuszczą Stany Zjednoczone. [1] Świętych czekało teraz wiele miesięcy przygotowań do podróży, która zaczęła się 4 lutego 1846 roku. Ale dokąd mieli się udać? Rozważano Kalifornię, Kanadę, Oregon… Ostatecznie święci ruszyli przed siebie — na dziki zachód. Nie wiedzieli jednak, że — mimo ich determinacji — miało ich czekać wiele miesięcy drogi. Nieprzychylny Kościołowi autor, Jon Krakauer, uczciwie przyznaje: Przebyli dwa tysiące kilometrów, znosząc na drodze największe męczarnie. Nękały ich odmrożenia, błonica i szkorbut. Cierpieli głód. Kobiety wydawały na świat martwe noworodki. Na szlaku spotkali się z wrogością i agresją. Wybuchła też epidemia krztuśca, która zabiła dziesiątki dzieci. Tamtej ponurej zimy życie straciło sześciuset mormonów [2]. Nie jeden teolog i mistrz duchowości przyzna, że tylko ludzie prawdziwej wiary w Boga mogą przejść przez to wszystko i nie zwątpić. Czy jednak mormoni to po prostu nie zwykli przestępcy, którzy uciekają przed sprawiedliwością?

Niech cały lud Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich oraz ci, co z nimi podróżują, zorganizują się w kompanie, z przymierzem i obietnicą, że zachowują przykazania i statuty Pana — pisze do świętych, Brigham Young, przeczuwając, że nadchodzi kres ich długiej męczącej migracji. Cytowany tekst to — jak czytamy w Doktrynie i Przymierzach — „słowo i wola Pana objawione poprzez Prezydenta Brighama Younga w Zimowej Kwaterze Obozu Izraela, w Omaha Nation, na zachodnim wybrzeżu rzeki Missouri, w pobliżu Council Bluffs w stanie Iowa 14 stycznia 1847 roku”. Nowy prorok pisze dalej: Niechaj kompanie zorganizują się z kapitanami nad każdą setką, kapitanami nad pięćdziesięcioma, i kapitanami nad dziesięcioma, z prezydentem i jego dwoma doradcami na czele, pod kierownictwem Dwunastu Apostołów. Niechaj każda kompania zaopatrzy się we wszystkie zaprzęgi, wozy, żywność, odzienie i inne przedmioty niezbędne do podróży, jak mogą. Niechaj każda kompania dźwiga proporcjonalnie równy ciężar, według dywidend z ich własności, w zabraniu ubogich, wdów, sierot bez ojców i rodzin tych, co poszli do wojska, aby płacz wdów i sierot nie doszedł uszu Pańskich przeciwko temu ludowi. Niechaj każdy człowiek użyje całego swego wpływu i własności, aby przenieść ten lud na miejsce, gdzie Pan umieści zbór Syjonu. (Doktryna i Przymierza 136: 2, 3, 5, 8, 10).

24 lipca 1847 roku Kościół dociera nad wody Wielkiego Jeziora Słonego. Koszmar dobiega końca. Mormoni znaleźli swoje miejsce — swój „Syjon”.

Wkrótce do świętych dołączą konwertyci z innych krajów, którzy powodowani tą samą determinacją i wiarą przejdą równie trudne doświadczenie podróży. Niektórym pozostanie jedynie ta wiara i determinacja, gdyż nie dotrą na Syjon — miejsce zgromadzenia świętych dni ostatnich. Joseph Watson Young, bratanek Brighama Younga, tak pisze w dzienniku o swojej podróży z Anglii przez ocean, gdy musiał oddać wodom ciało świętego, który całym sercem pragnął dotrzeć do Ameryki i żyć wśród swoich, członków prawdziwego Kościoła Jezusa Chrystusa: Dogłębny smutek przepełnia człowieka, gdy podczas nocnej ciszy bliźniego swego oddaje cichym głębinom, mając za świadków jedynie kilka samotnych dusz. Nie miał on na statku żadnych krewnych ani nikogo, kto nosiłby po nim żałobę poza człowiekiem, który wraz z nim był służącym. Oto jak największe ludzkie nadzieje rozpływają się w mgnieniu oka. Ów młody człowiek porzucił wszystko, aby udać się do Syjonu, a w jego sercu gorącym płomieniem gorzały plany na przyszłość. Nie myślał, że przyjdzie mu oddać to ciało głodnym falom. Jednakże nie umarł on jak ci pozbawieni wszelkiej nadziei, gdyż znalazł pokój w Bogu i otrzymał zapewnienie zmartwychwstania w chwale w poranek sprawiedliwych. [3]

Liryczna cześć tego wstępu do książki kończy się jednak tutaj.


Po prostu sekciarze!


Sprawa Joyce McKinney i Kirka Andersona? (wygooglujcie ich sobie!) Józefa Smitha i zgody na poligamię? Brutalne zabójstwo Brendy i Eriki Lafferty? Wspieranie porno-biznesu? Czy ktoś zna jeszcze inne soczyste skandale, w które zaangażowana jest ta niebezpieczna seksta?

Mowa oczywiście o „mormonach”. Takie pytania kieruje do internautów użytkownik portalu Yahoo Answers. Zaraz poniżej pojawia się reakcja oburzonego innego użytkownika strony:

Zasadniczo większość mormonów to członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Jest to jedyny Kościół na Ziemi uprawniony do wyświęcania do prawdziwego kapłaństwa i jedyny Kościół z żyjącym prorokiem upoważnionym, by mówić w imieniu Boga. Bóg sam zaświadcza o prawdziwości Księgi Mormona i osoba szczerze szukająca prawdy, pragnąca zachować przykazania Boże może poznać tę prawdę dzięki Duchowi Świętemu.

Mimo świętego oburzenia drugiego internauty fakty są — jakie są. Pierwszy z wymienionych użytkowników Yahoo Answers wspomina zabójstwo Eriki i Brendy Lafferty. Wstrząsnęło ono Amerykanami. Opinia publiczna nie szczędziła słów potępienia wobec „mormonów” po tym, jak 24 lipca 1984 roku zginęła dwudziestoczteroletnia Brenda Wright Lafferty oraz jej mała córeczka, Erika Lane. Winnymi byli Ron Lafferty, Dan Lafferty (szwagier ofiary) i Richard M. Knapp — trzech mormońskich fundamentalistów, którzy w ten brutalny sposób postanowili ukarać rodzinę za apostazję — odejście od prawdziwego, założonego przez Boga, Kościoła.

Komendant miejscowej policji w American Fork (stan Utah), Randy Johnson, ujawnił korespondentce „Tribune”, Annie Shields, iż w trakcie śledztwa okazało się, iż Ron doznał objawienia, w którym Bóg nakazał dokonanie krwawej zemsty. Jak relacjonuje w swej książce, „Pod sztandarem Nieba”, Jon Krakauer oczekując na rozpoczęcie procesu Dan i Ron zaczęli prowadzić zza krat mało przekonującą kampanię medialną: zapewniali opinię publiczną o swej niewinności. Ron twierdził, że zarzuty zostały sfabrykowane, a Kościół mormoński, który kontroluje cały stan Utah, nie dopuści od uczciwego procesu. Przyznał, że uważa wielożeństwo za słuszne i sprawiedliwe, nigdy go jednak nie praktykował ani nie należał do żadnej sekty poligamistów. Kocha natomiast Kościół mormoński, aczkolwiek — powtarzał — obecne kierownictwo LDS zbłądziło i porzuciło święte zasady, głoszone przez Josepha Smitha, pierwszego mormońskiego proroka (strona 14).

Marcus (imię zostało zmienione): Założyciel Kościoła, Józef Smith Junior, w XIX wieku w istocie przywrócił dla Kościoła, który założył, poligamię. Akt przywrócenia znajduje się w zbiorze prywatnych objawień proroków mormońskich, czyli Doktrynie i Przymierzach. Jest to, dokładnie rzecz biorąc, objawienie numer 132. Ponieważ istniało poważne ryzyko, że mormońskie terytorium, czyli Utah, nie zostanie włączone do USA jako stan ze względu na praktykowaną przez mormonów poligamię, została ona zakazana przez władze kościelne w roku 1890 tak zwanym Pierwszym Manifestem. Nie mniej jednak po włączeniu Utah do Stanów Zjednoczonych niektórzy „mormoni” praktykowali nadal w sekrecie poligamię. Ich zdaniem praktykowanie poligamii gwarantowało osiągnięcie wysokiego stopnia chwały w Królestwie Niebieskim. Zdaniem mormońskich fundamentalistów — takich jak Ron Lafferty — każdy kto krytykuje poligamię lub jej zakazuje, lub żeni się z osobą czarnoskórą, lub podważa jakikolwiek element mormońskiej doktryny, albo — co gorsza — (jak rodzina Brendy Lafferty) występuje z Kościoła, zasługuje na karę. Często była nią śmierć. W opinii fundamentalistów oficjalny Kościół mormoński zbłądził, gdyż zakazał poligamii, przyjął w szeregi swego kierownictwa ludzi czarnoskórych oraz zaniechał surowych kar za apostazję. Mormońscy fundamentaliści żyją — zdaniem Rona Laffertiego — zgodnie z pierwotnymi zasadami Kościoła LDS, chcą te zasady wcielić w życie i pragną by cała społeczność LDS do nich powróciła.

Nie praktykujemy poligamii! — oburza się jeden z moich rozmówców, misjonarzy Kościoła pracujących w Polsce — nie karzemy za małżeństwa rasowo mieszane, osoby rasy afrykańskiej służą w naszym Kościele jako kapłani, starsi i przywódcy, nie popełniamy krwawych zbrodni. Koniec kropka! A tamci ludzie to tak zwani fundamentaliści, którzy tylko uważają się za „mormonów”. W gruncie rzeczy nimi nie są.

W roku 1904 władze Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich po raz kolejny zakazują poligamii — tym razem w sposób wiążący. Prezydentem i prorokiem Kościoła jest wówczas Józef F. Smith (bratanek założyciela). Dwóch apostołów Kościoła zgłosiło sprzeciw, byli to Matthias F. Cowley oraz John W. Taylor. Obaj zrezygnowali z członkostwa w Kworum Dwunastu Apostołów i o ile Cowley pozostał w Kościele jako szeregowy członek, Taylor — za dalsze uparte bronienie praktyki poligamii — został z Kościoła ekskomunikowany. Przeciwnicy tak zwanego Drugiego Manifestu (dokumentu ostatecznie zakazującego świętym poligamii) zaczęli oddalać się od oficjalnego Kościoła LDS by powoli formować małe seksty poligamistów, z których każda rościła sobie pretensje do bycia prawdziwym „Kościołem mormońskim”. Największe ugrupowanie wśród nich to Kościół FLDS (Fundamentalistyczny Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich). Do fundamentalistów należeli właśnie Ron i Dan Lafferty.

Marcus: To nie są święci… To nie są członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa! To samozwańcy, którzy lubują się w ciężkich masochistycznych wręcz regułach życia i zbrodniarze. Nie mówię, że wszyscy… Ale wielu z nich.

Więc kim i gdzie są święci?


Tajemniczy pan Romney


Świat szerzej zorientował się, że istnieje taka wspólnota religijna jak „mormoni” po tym, gdy w wyborach prezydenckich w USA z ramienia partii republikańskiej o najwyższy urząd państwowy ubiegał się Mitt Romney, który okazał się poważnym kontr-kandydatem Baraka Obamy. Mitt Romney jest „mormonem”. Jego kandydatura i popularność były osobliwymi zjawiskami, jako że jeszcze pięć lat wcześniej — według badania Pew Research Centre — Amerykanie deklarowali, iż chętniej zagłosowaliby na kobietę, murzyna, dwukrotnego rozwodnika lub palacza niż na „mormona”. [4] Tymczasem kandydat wygenerował wokół siebie niezły elektorat. Obiecywał wzmocnienie pozycji USA w relacjach międzynarodowych, popierał tradycyjne wartości rodzinne, wolność religijną, obiecywał umożliwienie rozwoju małym przedsiębiorstwom, a jak donosił Newsweek Polska, odwiedził także nasz kraj i złożył kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza.[5] Według The Guardian atutem kampanii Romney’a był fakt, iż nie formułował on obietnic w tradycyjny sposób. Nie mówił co obiecuje ani co powinno się dokonać, ale akcentował czasownik „zrobię”, a właściwie modalne słówko „will”. [6] Jak wiemy kampania prezydencka Romney’a zakończyła się fiaskiem, a prezydentem został ponownie Barak Obama. Co więcej, popularność Romney’a wśród wyborców i w społeczeństwie amerykańskim (a o światowym już nie mówiąc) absolutnie nie wpłynęła na świadomość religijną. Z jednej strony Kościół „mormoński” (w USA, na świecie i w Polsce) rósł w siłę, przyjmując do swej wspólnoty nowych członków, z drugiej: poza starymi członkami i neofitami o religii Romney’a nikt nie miał nadal większego pojęcia. Według Pew Research Center 82% ankietowanych Amerykanów w czasie kampanii Romney’a nie dowiedziało się nic o mormonizmie.[7] Dowiedziawszy się o rewelacjach Pew w 2012 roku zrobiłem własny reasearch wśród krewnych, znajomych i moich czytelników z różnych agencji pytając czy słyszeli o „mormonach”, których w naszym kraju było już trochę (na przykład w Warszawie, Kielcach, Bydgoszczy, Lublinie, Krakowie, Szczecinie, Trójmieście, a nawet w Mielcu). O „mormonach” nikt nie miał pojęcia! Amisze?! — odpowiadano mi pytaniem na pytanie. Hm… Amiszów w Polsce nie było wówczas w ogóle.


Pytania


Otóż w pewnych sprawach trochę można się pogubić. Kościół LDS zakazuje poligamii a dopiero w 1978 roku dopuszcza mężczyzn razy afrykańskiej do kapłaństwa — czego do tej pory zakazywał. Z drugiej strony święci przez lata praktykowali poligamię jak i zakazywali — pod groźbą kary — małżeństw rasowo mieszanych. W tak zwanym międzyczasie, po Drugim Manifeście co jakiś czas w imię wierności świętym mormońskim zasadom ktoś odchodzi od oficjalnego Kościoła LDS by móc praktykować poligamię — ci sami ludzie z pogardą wypowiadają się o osobach czarnoskórych i — zdarzało się — biorą udział w morderstwach rytualnych. Z jednej strony co roku „mormonów” jest coraz więcej, z drugiej — nikt nie wie kim są, a ci, którzy mają jakiekolwiek pojęcie nie koniecznie patrzą na nich z sympatią, bo kojarzą ich z fundamentalistami mieniącymi się „mormonami”. Koszmar informacyjny!

Czy poligamia nie jest przypadkiem stałym elementem doktryny Kościoła „mormońskiego”? Czy nadal leży na sercu „mormonom”? Czy święci w dniach ostatnich to w gruncie rzeczy nie są niebezpieczni ludzie? Czy nie są krypto-rasistami, którzy swą pogardę dla nie-białych jedynie ukrywają? Czy to nie potencjalni przestępcy? Jak wygląda struktura Kościoła? Skąd wziął się mormonizm? Co zawiera Księga Mormona? Kto przystępuje do Kościoła LDS? Co święci robią w Polsce i czego tutaj nauczają?

Na zadane przed chwilą pytania chcę odpowiedzieć w tej książce.


[1] Jon Krakauer, Pod sztandarem nieba, tłum. Jan Dzierzgowski, Wołowiec 2016, s. 209.

[2] Tamże, s. 211.

[3] Joseph W. Young, Dziennik, 6 marca 1853, za: „Liahona” kwiecień 2013, s. 16.

[4] https://www.theguardian.com/world/2012/aug/27/mitt-romney-embrace-mormonism (data dostępu: 08 sierpnia 2018).

[5]http://www.newsweek.pl/polska/mitt-romney-od-poniedzialku-w-polsce--plan-wizyty,94457,1,1.html — data dostępu: 8 sierpnia 2018.

[6] https://www.theguardian.com/world/2012/oct/02/obama-romney-campaign-promises — data dostępu: 8 sierpnia 2018.

[7] http://www.pewforum.org/files/2012/12/Knowledge-and-Attitudes-about-Mormons.pdf — data dostępu: 8 sierpnia 2018.

Złote Płyty. Mormoński punkt widzenia

— Czy pan jest mormonem? — zapytała pewna pani w średnim wieku w pociągu relacji Warszawa-Lublin. Na mój stolik przed chwilą odłożyłem Księgę Mormona.

— A jeśli bym był? — odpowiedziałem pytaniem na pytanie.

Zdziwienie. Zainteresowanie nie opuściło mojej współpasażerki.

— A, proszę pana, skąd oni się wzięli?

W tym momencie muszę cofnąć się w czasie ponad dwieście lat. Poniższa historia to historia, którą poznałem z książek, ale też z licznych rozmów z przedstawicielami Kościoła.


Narodziny proroka


23 grudnia 1805 roku w Sharon (stan Vermont) przychodzi na świat Józef Smith Junior, przyszły prorok, człowiek dzięki któremu powstanie Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, a który skrótowo będzie zwany Kościołem mormońskim. W nieprzychylnej mormonom książce Jona Krakauera znajdujemy opis sytuacji materialnej rodziny przyszłego proroka, Józefa Juniora. Charakterystykę tej sytuacji potwierdził prorok w swojej autobiografii oraz potwierdzili mormońscy historycy. Nowa Anglia — pisze Krakauer — była wówczas pogrążona w długotrwałej recesji i przez całe dzieciństwo Josepha juniora rodzina klepała biedę. Smithowie nieustannie próbowali odmienić swój los. Zanim Joseph skończył jedenaście lat, przeprowadzili się pięć razy. W końcu osiedlili się w Palmyrze, mieście liczącym cztery tysiące mieszkańców, położonym w zachodniej części stanu Nowy Jork, niedaleko budowanego wówczas kanału Erie. [1] Józef dorasta w Ameryce. Współczesna Józefowi Smithowi Ameryka nie zna jeszcze swej starożytnej historii spisanej na ukrytych wciąż złotych płytach. Wkrótce Józef dotrze do płyt i ujawni ich treść. Wydane przez Józefa Smitha tłumaczenie tekstu ze złotych płyt zasłynie na świecie jako Księga Mormona. Wkrótce dzięki Księdze ludzie poznają dzieje Nefitów i Lamanitów, od których wywodzi się wielu współczesnych Indian, poznają dzieje Lehiego, który uciekł z Jerozolimy około 600 roku przed naszą erą ze swą rodziną i od którego wywodzą się Nefici i Lamanici, wkrótce Amerykanie poznają proroctwa Nefiego i Almy, dowiedzą się o walkach, które staczał Moroni na kontynencie amerykańskim — w obronie… Ewangelii i wiary w Chrystusa.

Tak! Według mormonów kontynent zwany dziś Ameryką w starożytności zamieszkiwany był przez potomków Izraelitów, którzy tutaj — podobnie jak Izaelici w Judei — oczekiwali Mesjasza. Jezus przybył po swym Zmartwychwstaniu do Ameryki, by i tu założyć swój Kościół. Kościół ten upadł na długo przed przybyciem do nowej ziemi Krzysztofa Kolumba i wszelki ślad po tym Kościele zaginął, ale pozostało po nim jedno świadectwo, które — jak się okaże — świat musi poznać, by ludzkość dowiedziała się o pełnej historii zbawienia. Świadectwem tym będą złote płyty — tak zwana Księga Mormona. Odnajdzie je właśnie młody Józef Smith. Odnalezienie złotych płyt — czyli kronik pobożnego ludu Nefitów — umożliwi poznanie nieznanej jeszcze historii Ameryki, umożliwi przywrócenie pełni Ewangelii, dostarczy ludzkości jeszcze jednego świadectwa o Jezusie Chrystusie i pozwoli na reorganizację Kościoła chrześcijańskiego posiadającego pełnię narzędzi niezbędnych do zbawienia całej ludzkości. Będzie ten Kościół nosił nazwę Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Tę nazwę nada mu sam Chrystus. Tak wierzą mormoni.

Póki co Józef Smith nie jest jeszcze świadom roli jaką odegra w dziejach ludzkości. Jako chłopiec jest natomiast świadkiem licznych sporów na tematy religijne w stanie Nowy Jork. Spory te związane są z trwającym właśnie w USA „wielkim przebudzeniem”. W swej autobiograficznej Historii Józef Smith tak będzie wspominał ten okres: Mniej więcej w drugim roku po naszej przeprowadzce do Manchester kwestie religijne wzbudzały niezwykłe podniecenie w naszej okolicy (…). Naprawdę cały ten okręg wydawał się tym dotknięty, i rzesze przyłączały się do różnych ugrupowań religijnych co spowodowało niemałe zamieszanie i podział między ludźmi, jako że niektórzy wołali: „Tutaj, tutaj” a inni: „Tam, tam”. Niektórzy opowiadali się za wiarą metodystów, inni za prezbiterianami, a jeszcze inni za baptystami (ten i pozostałe cytaty z autobiografii J. Smitha za: Józef Smith — Historia) [2].


Wątpliwości


Józef nie był obojętny religijnie. Wbrew temu co pisali oczerniający go ludzie nie był dzieckiem ani okultystów ani niemoralnie się prowadzących przestępców. Jego rodzina była bardzo religijna. Smithowie dobrze znali Biblię, jednak — podobnie jak wielu im współczesnych nowojorczyków — nie należeli do żadnej konkretnej denominacji chrześcijańskiej. Pobożność rodziców dało się odczuć. W rodzinie — zwykle wieczorami — rozmawiało się o Bogu i nawet czasem studiowało się Pismo Święte. Matka Józefa, Lucy, znana była w rodzinie ze specyficznego stosunku do Boga — często, podczas domowych prac, szeptem z Nim rozmawiała. Traktowała Boga jak przyjaciela. Ale — podobnie jak wielu jej ziomków — swego miejsca w żadnym Kościele szybko nie znalazła. Po licznych refleksjach przyszedł jednak czas decyzji i Lucy — jak i kilkoro innych członków rodziny Smithów — przeszła na prezbiterianizm.

Z biegiem czasu Józef skłonił się ku metodystom, lecz ze względu na zamieszanie i spory religijne między różnymi wyznaniami oraz młody wiek nie był w stanie rozstrzygnąć w sposób pewny kto spośród sprzeczających się reprezentantów licznych wyznań chrześcijańskich miał rację a kto się mylił (patrz: „Rozmowa z Robertem” na końcu tej książki).

Kiedy tak mozoliłem się w niezmiernie ciężkich warunkach wywołanych przez spory przeciwników religijnych — kontynuuje Józef w swej autobiografii — pewnego razu czytałem List Jakuba rozdział pierwszy, wiersz piąty, który mówi: Jeżeli komuś z was nie starcza mądrości, niechaj prosi Boga, który szczodrze udziela każdemu, a nie gani nikogo, a będzie mu dane. Rozmyślałem nad nim niejeden raz wiedząc, że jeśli ktoś potrzebuje mądrości od Boga, to właśnie ja; bowiem nie wiedziałem jak postąpić i nigdy bym się nie dowiedział, gdybym nie otrzymał większej mądrości niż miałem wówczas, albowiem nauczyciele religii różnych sekt tak różnorodnie tłumaczyli te same ustępy Pisma Świętego, że niweczyli wszelkie zaufanie co do możliwości rozstrzygnięcia kwestii w oparciu o Biblię. W końcu doszedłem do wniosku, że albo muszę pozostać w mroku i pomieszaniu, albo postąpić według wskazówek Jakuba, to jest odwołać się do Boga. W końcu postanowiłem, że będę „prosić Boga”, wnioskując, że skoro daje On mądrość tym którzy jej nie mają, a daje szczodrze i nie gani, mogę i ja się ośmielić („Józef Smith-Historia”, 11—14)


Pierwsza wizja. Spotkanie z Bogiem


I tak Józef udaje się na spacer do lasu, w ustronne miejsce. Jest wiosna 1820 roku. Tam pada na kolana i żarliwie się modli. Wówczas doświadcza swojej pierwszej wizji. Widzi dwie Postacie których blask i chwała były nie do opisania — wspomina — stojące nad nim w powietrzu. Jedna z nich przemówiła do mnie nazywając mnie po imieniu i rzekła wskazując na drugą postać: Oto Mój Umiłowany Syn, słuchaj Go.

Wiosną 1820 roku miało miejsce jedno z najważniejszych wydarzeń w historii świata — czytamy w podręczniku Kościoła mormońskiego zatytułowanym „Zasady ewangelii”. — Nadszedł czas na cudowne i dziwne dzieło, o którym mówił Pan. Jako chłopiec Józef Smith chciał wiedzieć który ze wszystkich kościołów jest prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa. Poszedł do lasu nie daleko swojego domu i modlił się z pokorą i szczerością do swojego Ojca w Niebie, pytając o to, do którego Kościoła powinien przystąpić. Tego ranka wydarzyło się coś cudownego. Ojciec Niebieski i Jezus Chrystus ukazali się Józefowi Smithowi. Zbawiciel powiedział mu by nie przystępował do żadnego kościoła, ponieważ prawdziwy Kościół nie istniał na ziemi. Powiedział też, że wierzenia ówczesnych Kościołów stanowiły hańbę w Jego oczach (s. 102).

Nie można powiedzieć, że to właśnie spotkanie z Ojcem Niebieskim i Chrystusem (zwane w historiografii mormońskiej Pierwszą Wizją) jest momentem przywrócenia pełni Ewangelii. Z pewnością można jednak powiedzieć, że to właśnie wówczas zaczyna się proces powolnego odbudowywania Kościoła Jezusa Chrystusa.


Druga Wizja. Odnalezienie Złotych Płyt — Księgi Mormona


Jak wierzą święci w dniach ostatnich, po śmierci ostatniego z Apostołów starożytnych Kościół chrześcijański w Cesarstwie Rzymskim pogrąża się w teologicznych sporach i dezorganizuje się. Później pojawiają się podziały. Na świecie pojawiają się liczne denominacje chrześcijańskie: Kościół katolicki, Kościół prawosławny, później liczne Kościoły protestanckie. Ten okres — od śmierci ostatniego z apostołów do czasu działalności Józefa Smitha nazywany jest czasem Apostazji (lub Odstępstwa). Żadne z powstałych w jej okresie wyznań chrześcijańskich nie posiada wszystkich duszpasterskich narzędzi niezbędnych do zbawienia ludzi (chociażby ważnego kapłaństwa) i — jak dowiaduje się Smith w swej Pierwszej Wizji — żadne nie cieszy się aprobatą Boga.

Opisana wyżej Pierwsza Wizja z pewnością utwierdza młodego Józefa Smitha w przekonaniu, że w jego gestii będzie leżało odbudowanie prawdziwego Kościoła. A zatem okres Odstępstwa ma się ku końcowi. Tym razem — właśnie w dziewiętnastym wieku naszej ery — dojedzie do pełnego zorganizowania Kościoła Chrystusowego, gdyż to właśnie teraz zebrane i opublikowane zostaną wszystkie święte pisma, a pod kierunkiem samego Chrystusa odbudowany będzie szkielet kościelnej organizacji.

Wieczorem 23 września 1823 Józef udaje się na spoczynek. Doświadcza wówczas Drugiej Wizji, która stała się przyczyną odnalezienia jeszcze jednego świadectwa o Jezusie Chrystusie — Księgi Mormona. Druga Wizja to kluczowy (jeśli nie najważniejszy) moment w historii odbudowywanego Kościoła. Gdy młody Józef kładzie się spać, ukazuje mu się anioł. Nie tylko szata jego była nadzwyczajnej bieli, lecz cała postać jaśniała światłością nie do opisania — wspominał Józef Smith Junior w swej „Historii” — a twarz jawiła się niczym błyskawica. W pokoju było bardzo jasno, jednak nie tak jasno, jak wokół jego postaci. Kiedy po raz pierwszy spojrzałem na niego, odczułem lęk, lecz strach wkrótce mnie opuścił. Nazwał mnie po imieniu i rzekł mi, że jest wysłannikiem posłanym do mnie sprzed oblicza Boga, a zwie się Moroni; że Bóg wyznaczył mi prace do wykonania, a imię moje pozostanie na dobre i złe u wszystkich narodów, plemion i języków, i że wszystkie narody będą o mnie mówić dobrze i źle. [1] Anioł Moroni informuje Józefa, że właśnie niedaleko miejscowości, gdzie mieszkali Smithowie, została przed wiekami zakopana księga lub — inaczej — kroniki ze złota. Są one niezbędne do przywrócenia pełni Ewangelii, jako że zawierają dzieje Nefitów — starożytnego amerykańskiego ludu, który, jak Żydzi w Judei, oczekiwał Mesjasza i był przez Niego nawiedzony. Podczas Drugiej Wizji Józef nie dowiaduje się szczegółów co do zawartości tajemniczej księgi. Jest jednakże informowany, że będzie ona jeszcze jednym świadectwem o Jezusie Chrystusie — a dokładnie świadectwem Jego pojawienia się na kontynencie amerykańskim po Zmartwychwstaniu. Moroni cytuje Józefowi fragmenty Starego Testamentu, które zapowiadały nadejście dnia, gdy światu przekazane zostaną wszystkie święte pisma a Kościół zostanie odbudowany i że będzie to znakiem nastania tak zwanych „dni ostatnich”.

Józef dowiaduje się, iż nadszedł czas wydobycia zakopanej księgi, aby świat poznał dzieje potomków Nefiego i jego rodziny, którzy przybyli na kontynent amerykański sześćset lat przed narodzinami Chrystusa. Jak potem Józef dowie się z tej Księgi, Nefici byli potomkami Lehiego — Izraelity, żyli w Ameryce, wierzyli w przyjście Mesjasza oraz spora ich część doświadczyła objawienia się Chrystusa po Jego Zmartwychwstaniu. Lehi, przodek Nefitów, już w 600 roku przed nasza erą przepowiedział Żydom narodziny Mesjasza. Ci nie wierzyli mu i prześladowali Lehiego. Z Bożej woli uciekł on z Judei i wraz z rodziną i dotarł na kontynent zwany dziś Ameryką.

Po bezsennej nocy, Józef udaje się na wskazane miejsce. W pobliżu wioski Manchester — wspomina Józef Smith — w powiecie Ontario, stanu Nowy Jork, wznosi się niemałe wzgórze przewyższające wysokością wszystkie inne w okolicy. Płyty złożone w kamiennej skrzyni, leżały w zachodniej stronie wzgórza, niedaleko od szczytu, pod dużym głazem. Józef odgarnął ziemię pokrywającą brzegi głazu, prawie bez wysiłku podniósł kamień i zorientował się, iż głaz był wiekiem kamiennej skrzyni, w której znajdowały się — zgodnie z informacją podaną przez anioła — kamienie Urim i Tumim oraz napierśnik a także złączone specjalnym wieńcem złociste płyty tworzące księgę.

Spróbowałem je wyjąć — wspominał po latach Smith — lecz wysłannik (anioł — przyp.) zakazał mi tego, mówiąc, że nie nadszedł jeszcze czas ich wyjęcia i nie nadejdzie aż dopiero za cztery lata od tego momentu; powiedział mi jednak, że mam przyjść na to miejsce dokładnie za rok, że spotka się tu ze mną i że mam tak przychodzić aż nadejdzie czas wydobycia płyt.

Stosownie z nakazem udałem się co roku, każdorazowo spotykając tam tego samego wysłannika; i przy każdym spotkaniu otrzymałem pouczenia i nauki odnośnie zamiarów Boga oraz jak rządzić się będzie Jego królestwo w ostatnich dniach.

Powyższe historie o obu nadzwyczajnych Spotkaniach nie przekonywały wszystkich.


Józef uznany za kłamcę. Małżeństwo z Emmą Hale


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 36.3
drukowana A5
Kolorowa
za 65.57