E-book
1.37
drukowana A5
12.64
W chaosie…

Bezpłatny fragment - W chaosie…

Oczami Ravena


Objętość:
61 str.
ISBN:
978-83-8189-742-6
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 12.64

Najemnik

Woal kłamstwa poprzetykany uśmiechem i

zimne oczy, których nie ogrzałem oddechem.

Moim uczuciem mogłem zmienić świat cały,

jej było zimno, mało — nic nie rozumiałem!


Sprzedałem się śmierci, walcząc, chciałem zginąć.

Stałem się nienawiścią, okrutną z życia drwiną.

Za mną krew, łzy, przekleństwa i spalona ziemia.

Żyję, nie chciało mnie piekło, nie trafiłem do nieba.


Głodny śmierci, współczucie w sobie zdusiłem,

nie spotkałem jej, a i spokoju nie kupiłem.

Sumienie nieważne, ja nic nie miałem…


Z wyblakłym wspomnieniem jej ust zostałem…

Płonę w szaleństwie, z krwi zrobiłem pieczęcie!

Przez nią taki się stałem, bo zabrała mi serce…

Pułapka

— Śpiew, śpiew syreni

upaja mnie i kusi,

jeśli mu ulegnę,

miłość mnie zadusi.

Pędzę, pędzę naprzód,

za obrazem z wyobraźni,

za uczuciem…

— Słońce pali,

tu, na skale, leżę nagi.

Na ostatni czekam dotyk,

chłodne dłonie, ostre zęby,

zimny uśmiech,

który w serce się zatopi.

Choć to koniec, czekam

na ten słodki pocałunek…

Ten ostatni, będę wolny

— całun z marzeń to ratunek…

End forever…

Piękny ranek, słońce wschodzące

rozświetla różem chmury, rozjaśnia

granat nocy złotem. Mgły, sunąc nad

lasem, otulają miasto jeszcze śpiące.


Cisza przerwana szumem, trzepotem,

powietrze gęste od małych skrzydeł.

Ptasie stado wzbija się w górę,

obdarowując miasto straconym piórem.


Drży ziemia, wstrząsy mury obalą,

nie słychać nic wkoło, potok ziemi

zagłusza jęki zmiażdżonych skałą.


Dym, kurz, płomienie i góra kamieni.

End forever, już słońce nie wstanie

nad śpiącym miastem i jego niebem…

Ucieczka i powrót…

Proste, chwila bólu, strachu

i odpocznę bez koszmarów.

— Bez powietrza płuca płoną,

ja nad ciałem się unoszę.

Ciemność lepka, napastliwa.

Nie ma ciszy i spokoju.

Czuję w czerni twarde dłonie,

rozrywają duszę moją,

żywym ogniem wewnątrz płonę.

Jeszcze gorzej niż pod słońcem.

W dole ciało, unoszone zimną tonią.

Póki mogę, je dogonię,

może starczy sił w ramionach.

Skra energii, pamięć słońca.

Jestem, czuję, serce bije,

ruch rękoma i do góry, nie chcę

więcej być w głębinie…

Coraz jaśniej, jeszcze moment

i zachłysnę się powietrzem.

Słońce, ciepło, różne dźwięki.

Na powierzchni patrzę w niebo,

słońce, chmury, w sercu myśli:

nie uciekniesz od natury.

Dokończ życie w bólu, znoju,

tam w ciemności wiesz, co czeka

— wieczna męka, ognia rzeka…

Każda chwila życia

Idę ulicą, między przechodniami.

Mijam ludzi zajętych sprawami.

Hałas, ciągły szum i gwar nieznośny.

Wśród nich czuję się dziwnie samotny.

— Nie znam nikogo z idących chodnikiem!

W każdym miejscu, chwili i w czasie

są tacy jak ja, widzący, czujący inaczej.

Czy spotkam kogoś takiego, w marzeniach

nierealnych i w sobie zamkniętego?

— Sam w strumieniu życia ludzkiego!

Każdy z nich kiedyś się zatrzyma.

Spojrzy wokoło niewidzącymi oczyma.

Zobaczy, co ja teraz widzę, ludzi i

samotne ich życie, przestanie się łudzić.

— Idę między nimi, inny, a szczęśliwy…

Z każdej życia chwili.

Krople wody…

Ludzie niczym krople wody w oceanie

Unoszą się z nurtem i wodnymi prądami

W oceanie kropla jest niezauważalna

Wkoło widzi inne i jest dostrzegalna


Niesiona ruchem innych i wody falami

Bezmyślnie goni za pędzącymi kroplami

Przychodzi czas gorące słońce kroplę woła

Pieści ją światła promieniem nie roni słowa


Opuszcza ocean — parą unosi się do góry

Niesiona wiatrem łączy się w białe chmury

Płynie po niebie z gracją powoli bez złości


Pełna kolorów dźwięków i ciekawości

I widzi że świat nie jest szary i bury

— Czemu całe życie wierzyła w bzdury

Nieokiełznana…

Jesteś dziką rzeką,

nieokiełznaną.

Chcę zatrzymać

cię rękoma,

rwącym strumieniem

omijasz przeszkody

i uciekasz z dłoni.

— Gdzie pędzisz, poczekaj,

nikt cię nie goni…

Przed tobą morze, ocean,

w nim znikniesz,

to śmierć dla rzeki.

Będziesz wodą

prądami niesioną.

Już nie dziką…

— A poskromioną…

Pewność…

Selekcja, mogę, nie mogę, z tym tak,

z tamtym nigdy, niech idzie w świat.

O, przystojny, tamten mniej i obojętni,

ja wybrałam — reszta sami zbędni…


Pożar, płonie wszystko, ogień nieba sięga.

Ona jest spokojna, czeka, będzie kawaleria.

— Jeszcze tylko chwila, a wszyscy wybrani

uratują z ognia albo sczezną sami…


A dnia następnego krótka notka w prasie:

— Spłonął dom cały, ocaleli wszyscy prócz

dziewczyny, co została w środku właśnie…


Została w płomieniach, nie wybiegła z domu.

Młoda, piękna, zdrowa i nic nie zrobiła…

— Czyżby swej urodzie życie zawierzyła?

Niech czekają…

Rozczarowany rzeczywistością,

zniesmaczony — piękno jest banalne,

życie prostackie, brudne i irracjonalne.

Chcę się ubrudzić? No niekoniecznie…

Wyrzeknę się ciała… Zostanie dusza sama.

Ból zamknięty w słowach, w wersach wierszy,

wiersze w książkach. Odłożę na półkę,

niech lata czekają. Na oczy ciekawe,

otwarte serce. Emocje ożyją — czy mogę

marzyć o czymś więcej?!

Myśli

Moje myśli są jak ptaki, ukryte na łące czerwone maki,

Przycupnięte na gałęzi, nikt nie widzi, co je tu więzi.

I myśl się budzi, ta ukryta głęboko przed wzrokiem ludzi,

Zrywając się do lotu, wśród szumu skrzydeł i łopotu…


Płoszy inne, które razem, chmurą, lecą naraz jedną turą.

Unoszą się w powietrze, a myśl to samotny ptak na wietrze,

Głośno krzyczący z daleka, bez intymności — co mnie czeka?

Bezbronny, odarty z tajemnicy, w potępienia nawałnicy.


Moje osobiste więzienie to strach i ludzkie niezrozumienie…

Są tacy, co nie są z myślami sami, myśli ich to klucz żurawi.

Im zazdroszczę?

Nie, ja do innych doznań prawo sobie roszczę…

Ludzie są źli…

Ludzie są źli…

— Przeważnie…

Wiedziałaś o tym!

Krzywdzą, zmieniają innym

życie w błoto.

Każda słabość, potknięcie

to ich śmiech, twoje łzy,

twój krzyk.

Bezlitosne, zimne oczy,

nie poddasz się, stłamszą,

same kłopoty.

Udajesz, że akceptujesz.

Innym, jak wszyscy,

w twarz plujesz.

Tracisz dobro, swojego ducha.

Dawną sobą jesteś w nocy,

nim sobie przypomnisz,

gdy otworzysz oczy…

Spotkasz zakochanego

w tobie, pokażesz mu duszę,

porzucisz pozę?

Może on też gra

swoją rolę?

— Dla niego bądź sobą,

uciekaj przed pozą…

Łowczyni

Prawda jest subiektywna, nie kłam,

nie oszukasz świata. Przed łowczynią

nie udawaj chwata. Gdy spotkasz ją,

mężczyzno, co z ciebie zostanie?


Niejeden się zadziwi, a ty będziesz myślał,

że jesteś szczęśliwy

— a ona zamruga oczami, łzy uroni,

westchnie, prawie mdleje i odda się

tobie, swojej ofierze. Chwycisz w ramiona,

a ona zemdlona. Który odmówi pomocy

słabej kobiecie… Wpadłeś w sidła!

Bez nadziei, już się nie podniesiesz,

będziesz służył „łowczyni”, uległej kobiecie…

Magnetyzm

Twarz, magnetyzm oczu, wszystko

było mgnieniem, wstrząsem i pytaniem:

czy znalazłem, co szukałem? Bez wahania

obdarłem się z tajemnicy, pewien,

że ty też mnie zachwycisz…

*

— W snach przychodzisz idealna:

mądra, delikatna i powabna.

Choć cię tylko wymyśliłem

— czekam każdej nocy,

gdy oddaję się twojej mocy…

On czeka, ona czeka…

Ona czeka, on czeka…

Dzieli ich wszystko,

Oczekiwania, potrzeby, marzenia;

On czeka,

Ona czeka…

W sercu pełnym niepokoju,

Chciałaby sama nie wracać do domu…

Ona czeka,

On czeka…

Widuje dziewczynę z daleka,

Pamięta jej oczy…

Wraca zawsze sama

Mimo późnej nocy…

— Pewnie zajęta, sama być nie może,

Przecież tak piękna…

Oni czekają…

Co dzień w tym samym miejscu

Od lat się mijają…

Reanimacja

Światło grające cieniem, ściana, pęknięć wiele.

Gdzie jestem? Nie wiem, gorąco jak w piekle.

Szepty, ktoś krzyczy! Świat migocze, odpływa,

drżę z gorąca, to znów z zimna, ubranie ktoś zrywa.


Boli całe ciało, kości kruszy skurcz mięśni,

oddech, gorące powietrze i serce zamiera.

Krew w ołów się zmienia… Chyba umieram…

Ból w piersiach prawie eksploduje…


Czuję dotyk na twarzy, czyjeś sprawne ręce.

Powietrza, powietrza, chłonę resztki tlenu

i metal na piersi — wstrząs, wyładowanie.


Prąd przeszywa, prężę się, igła, strzykawka,

wraca życie, pamięć, serce drży drażnione.

— Boże, zostawiłem w domu odkręconą wodę…

Uwierz, wszystko wraca

Empata jak dziecko jest bezbronny

przed zawiścią, ludzką podłością.

Czuje — wystarczą oczy, mowa ciała,

chłonie emocje, każdy coś opowiada…


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 12.64