Świat
Zielone jabłko zjedzone przez robaka
utuliło się w mokrej trawie
Spróchniały krzyż przechylony
nad bukietem zwiędłych chabrów
upada pod ciężarem trosk ludzkich
Płacz dziecka i bełkot pijaka
zakłócają nocną ciszę
Ludzie krążący dokoła bez celu
niczym ćmy wokół lampy
narzekają na los
Tymczasem wiatr rozmawia z trawą…
2000
Tęsknota
Ptak frunący do nieba
liść unoszony westchnieniem wiatru
ważka o tęczowych skrzydłach wzlatująca nad ziemią
pchła skacząca coraz wyżej i wyżej
dym z komina starej chaty mknący w kierunku słońca
i grawitacja człowieka sięgająca dna ziemi
2002
Słabość
Jestem słaba
Czy inni tego nie widzą?
Ja człowiek — istota najsłabsza
popchnięta wiatrem
zapadam nosem w grudę ziemi
zalana deszczem
nie mogę wypłynąć
znaleźć suchego brzegu zeszłorocznej aury
spalona słońcem
błagam o wodę o chłód o deszcz
bo umrę
zmrożona białym trzeszczącym puchem
szukam schronienia przed zamrożeniem
na próżno
ziemia mnie nie wpuści
rzeka się zamknęła drzwiami lodowymi
powietrze chce zabronić oddychać
Jestem słaba
ja człowiek — istota najsłabsza
wrzesień 2003
Pocieszenie
Jak ciężko zgasić jedną kroplę
siłą człowieka
tylko słońce
może ją zniweczyć
tylko wiatr
potrafi ją osuszyć
tylko ocean
zalać falą większych umartwień
pocieszyć
— rozpłynąć
w bezkresie natury
maj 2003
Poszukiwania
Staram się znaleźć chwile radości
w krótkich informacjach na dzień dobry
potem cieszę się słońcem
bo podobno wnosi radość
czekam na deszcz
bo daje ochłodę
po dniu słonecznym
Wyglądam oknem
ile radości jest w małych pieskach
na pierwszym spacerze
w tańcu ptaków
wokół kawałka czerstwego chleba
śmiechu dzieci
niezastanawiających się nad włożeniem palca między drzwi
w wieczornym spoczynku kwiatów
które choć zamykają swe barwne kielichy
pachną najpiękniej właśnie wtedy…
Przymykam oczy
szukam radości
sierpień 2003
Opadam
Opadam
liściem rdzawego płomienia
lekko
powoli
tańcząc tango z wiatrem
Opadam
gwiazdką kryształu mrozu
by osiąść na puchu
włosów
lub wełnie rękawiczki
by stopnieć
Opadam
płatkiem przekwitłej jabłoni
pędzącym pośpiechem
wiosennych rozkwitów
by naśmiecić
zabielić
żywość trawy
Opadam
puchem przydrożnego mlecza
by wbić się w ziemię
twardą grudę
zachwaścić
zarosnąć
przetrwać
wrzesień 2003
Śmierć młodości
Uderzyć igłą z napiętą strzykawką
prosto w tętnicę szyjną
młodej brzozy
przerwać denerwujący szum małych listków
połamać cienkie gałązki
Albo rąbnąć z całej siły
siekierą ze lśniącym ostrzem
by jednym ciosem rozłupać serce
schowane pod korą sosny
Zmiąć jej kłujące igły
by kogoś nie zraniły
otrząsnąć pachnące szyszki
by drzew nie urodziły
Spieszyć się, spieszyć
by drzewa niezbyt urosły
by świata nie przysłoniły
zniszczyły i zestarzały
innym
co tkwią w ziemi
tak twardo
jak dęby
które trzeba zabijać
piłami elektrycznymi
przez podcięcie korzeni
marzec 2002
Oplątani
Oplątani powojami wspólnych lat
Naznaczeni śladem kolców kruchych róż
Zagubieni w łąkach pełnych zwykłych traw
tak niezwykłych
Zapadamy w puch dmuchawców
przeszłych spraw
luty 2002
Jeden człowiek
Barwny motyl bez jednego skrzydła
i konik polny któremu zabrano skrzypki
bocian ze złamanym skrzydłem żegnający swych odlatujących towarzyszy
krzyk pięknego pawia budzący strach cezarów
i płacz bezbronnej sarny skrzywdzonej w wielkim mrocznym borze
To
jeden człowiek w tłumie bezimiennych
z którego zadrwiła natura
i obdarzyła go ludzką duszą
2001
Lecące ptaki
Najważniejsze jest ustawienie się z wiatrem
zawsze z wiatrem
a jednak do celu
ruchem półkolistym
miękkim swobodnym jednostajnym
by zdążyć przed wichurą
pożegnać krzykiem zasypiający dzień
schronić się w fortecy
pod dachem z liścia
i znów poderwać się do lotu
gromadą lawiną
z podmuchem wiatru
sierpień 2003
Gołębie i kobieta w chustce
Gołębie sfrunęły chmurą za nią
gdy szła alejką
między drzewami
w szeleszczącym worku niosła okruchy
to co zostało ze śniadania
chleb powszedni emeryta
z odrobiną sera
Poznały ją po kroku powolnym
nierównym przez ból w kolanie
po białej chustce
związanej pod brodą mimo słońca
po szeleszczącym worku
ściskanym w garści jak skarb najcenniejszy
źródła gołębiego bytu
Sfrunęły burzą wyskubanych skrzydeł
wachlarzem szarych ogonów