E-book
7.88
drukowana A5
24.77
Uważaj na mrówki!

Bezpłatny fragment - Uważaj na mrówki!

tomik wierszy


Objętość:
47 str.
ISBN:
978-83-8467-447-5
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 24.77

Świat

Zielone jabłko zjedzone przez robaka

utuliło się w mokrej trawie

Spróchniały krzyż przechylony

nad bukietem zwiędłych chabrów

upada pod ciężarem trosk ludzkich

Płacz dziecka i bełkot pijaka

zakłócają nocną ciszę

Ludzie krążący dokoła bez celu

niczym ćmy wokół lampy

narzekają na los

Tymczasem wiatr rozmawia z trawą…

2000

Tęsknota

Ptak frunący do nieba

liść unoszony westchnieniem wiatru

ważka o tęczowych skrzydłach wzlatująca nad ziemią

pchła skacząca coraz wyżej i wyżej

dym z komina starej chaty mknący w kierunku słońca

i grawitacja człowieka sięgająca dna ziemi

2002

Słabość

Jestem słaba

Czy inni tego nie widzą?

Ja człowiek — istota najsłabsza

popchnięta wiatrem

zapadam nosem w grudę ziemi

zalana deszczem

nie mogę wypłynąć

znaleźć suchego brzegu zeszłorocznej aury

spalona słońcem

błagam o wodę o chłód o deszcz

bo umrę

zmrożona białym trzeszczącym puchem

szukam schronienia przed zamrożeniem

na próżno

ziemia mnie nie wpuści

rzeka się zamknęła drzwiami lodowymi

powietrze chce zabronić oddychać


Jestem słaba

ja człowiek — istota najsłabsza

wrzesień 2003

Pocieszenie

Jak ciężko zgasić jedną kroplę

siłą człowieka

tylko słońce

może ją zniweczyć

tylko wiatr

potrafi ją osuszyć

tylko ocean

zalać falą większych umartwień

pocieszyć

— rozpłynąć

w bezkresie natury

maj 2003

Poszukiwania

Staram się znaleźć chwile radości

w krótkich informacjach na dzień dobry

potem cieszę się słońcem

bo podobno wnosi radość

czekam na deszcz

bo daje ochłodę

po dniu słonecznym


Wyglądam oknem

ile radości jest w małych pieskach

na pierwszym spacerze

w tańcu ptaków

wokół kawałka czerstwego chleba

śmiechu dzieci

niezastanawiających się nad włożeniem palca między drzwi

w wieczornym spoczynku kwiatów

które choć zamykają swe barwne kielichy

pachną najpiękniej właśnie wtedy…


Przymykam oczy

szukam radości

sierpień 2003

Opadam

Opadam

liściem rdzawego płomienia

lekko

powoli

tańcząc tango z wiatrem


Opadam

gwiazdką kryształu mrozu

by osiąść na puchu

włosów

lub wełnie rękawiczki

by stopnieć


Opadam

płatkiem przekwitłej jabłoni

pędzącym pośpiechem

wiosennych rozkwitów

by naśmiecić

zabielić

żywość trawy


Opadam

puchem przydrożnego mlecza

by wbić się w ziemię

twardą grudę

zachwaścić

zarosnąć

przetrwać

wrzesień 2003

Śmierć młodości

Uderzyć igłą z napiętą strzykawką

prosto w tętnicę szyjną

młodej brzozy

przerwać denerwujący szum małych listków

połamać cienkie gałązki


Albo rąbnąć z całej siły

siekierą ze lśniącym ostrzem

by jednym ciosem rozłupać serce

schowane pod korą sosny

Zmiąć jej kłujące igły

by kogoś nie zraniły

otrząsnąć pachnące szyszki

by drzew nie urodziły


Spieszyć się, spieszyć

by drzewa niezbyt urosły

by świata nie przysłoniły

zniszczyły i zestarzały

innym

co tkwią w ziemi

tak twardo

jak dęby

które trzeba zabijać

piłami elektrycznymi

przez podcięcie korzeni

marzec 2002

Oplątani

Oplątani powojami wspólnych lat

Naznaczeni śladem kolców kruchych róż

Zagubieni w łąkach pełnych zwykłych traw

tak niezwykłych

Zapadamy w puch dmuchawców

przeszłych spraw

luty 2002

Jeden człowiek

Barwny motyl bez jednego skrzydła

i konik polny któremu zabrano skrzypki

bocian ze złamanym skrzydłem żegnający swych odlatujących towarzyszy

krzyk pięknego pawia budzący strach cezarów

i płacz bezbronnej sarny skrzywdzonej w wielkim mrocznym borze

To

jeden człowiek w tłumie bezimiennych

z którego zadrwiła natura

i obdarzyła go ludzką duszą

2001

Lecące ptaki

Najważniejsze jest ustawienie się z wiatrem

zawsze z wiatrem

a jednak do celu

ruchem półkolistym

miękkim swobodnym jednostajnym

by zdążyć przed wichurą

pożegnać krzykiem zasypiający dzień

schronić się w fortecy

pod dachem z liścia

i znów poderwać się do lotu

gromadą lawiną

z podmuchem wiatru

sierpień 2003

Gołębie i kobieta w chustce

Gołębie sfrunęły chmurą za nią

gdy szła alejką

między drzewami

w szeleszczącym worku niosła okruchy

to co zostało ze śniadania

chleb powszedni emeryta

z odrobiną sera


Poznały ją po kroku powolnym

nierównym przez ból w kolanie

po białej chustce

związanej pod brodą mimo słońca

po szeleszczącym worku

ściskanym w garści jak skarb najcenniejszy

źródła gołębiego bytu


Sfrunęły burzą wyskubanych skrzydeł

wachlarzem szarych ogonów

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 24.77