E-book
16.38
drukowana A5
25.16
Zabić Szpaka

Bezpłatny fragment - Zabić Szpaka


4
Objętość:
25 str.
ISBN:
978-83-8155-036-9
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 25.16

Sturnus vulgaris

„Ostatecznie jesteśmy tym, co myślimy. Nasze emocje są niewolnikami naszych myśli, a my jesteśmy niewolnikami naszych emocji.” -Elizabeth Gilbert


Nie dedykuje tej noweli nikomu jako iż raczej nikt i tak nie chciałby by taką opowieść pisać z nim na myśli. Chociaż, ja bym się w sumie nie obraził…

I

Młody chłopak myśląc iż jest opanowanym zimnokrwistym realistą zastanawiał się dlaczego ktokolwiek miałby tracić głowę w przypadku pożaru. Przecież nie ma to najmniejszego sensu, te wszystkie kobiety które widział na filmach powodowały u niego rozbawienie gdy zamiast ugasić mały płomień, zaczynały siać panikę.

Feliks był wysokim średniej budowy mężczyzną o ciemnych włosach i eleganckim stylu ubioru. Ludzie nigdy nie mówili o nim że był osobą spokojną, mimo iż za taką się uważał.

W rzeczywistości, po prostu rozumiał swoje emocje, kiedy był zły, wiedział dlaczego i co dokładnie jest powodem jego frustracji, czasami nawet lubił rzucić jakimś przedmiotem w celu uspokojenia się. Jakkolwiek nie wyglądało by to dla osób postronnych on wciąż byłby w stanie debatować na temat tego iż niszczenie przedmiotów użytku codziennego powoduje rozładowanie stresu i zrobił to zamierzenie.

Tak samo smutek, uważał za kontrolowaną emocję która może dodać mu motywację w momencie kiedy życie daje ci w kość.

Jakkolwiek by nie było, nie przywykł do jednego, nie przywykł do działań których nie jest w stanie wytłumaczyć, niezmiernie dziwił się za każdym razem gdy ktoś robiąc coś pod wpływem chwili nie był w stanie powiedzieć co właściwie chciał osiągnąć.

Feliks sprawiał wrażenie maszyny która działała bez najmniejszego odstępstwa od normy. Po prostu każdy jego ruch był w mniejszym lub większym stopniu przemyślany, o wszystkim pamiętał i na każdy drobny ruch miał wytłumaczenie, starannie dobierał słowa i choćby niebo miało spaść mu na głowę, zachowałby zimną krew.

Był taki odkąd pamiętał. Do tego majowego wieczoru.

II

Siedział na małym taboreciku, obserwując dużą czereśnię która rosła na małym skrawku zielonego niby-ogródka, który otoczony był wszechobecnymi składami kamiennych płyt.

Zawsze śmieszyły go podobne widoki, kiedy to w terenach zabudowanych rosły kępki samotnej trawy czy inne pojedyńcze drzewka, osaczone agresywną betonową spuścizną człowieka.

Tym razem nic go w tym nie bawiło, był oddany swojej pracy, miał stróżować stare drzewo owocowe, rosnące w zakładzie swojego wuja, gdyż właśnie zaczęły dojrzewać czereśnie, co przyciągało całe stada ptaków.

Trzymał na kolanach sporej wielkości wiatrówkę, raz na parę minut wstawał, i chodząc wokół drzewa strzelał kilka razy w powietrze by przestraszyć ptaki i jak co roku dać im znać iż nie jest to bezpieczne miejsce do darmozjadzkiego żerowania na soczystych czerwonych owocach.

Siedział tak którąś już godzinę z rzędu, Feliks nie mógł nie zauważyć iż na gałęziach z kwadransu na kwadrans pojawiało się coraz to mniej ptaków.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 25.16