Rozdział 1
Inny świat
— Pojedzie pan do Ameryki — powiedział minister spraw zagranicznych.
Adam znieruchomiał.
— To wrogowie Europy…
— To także Europejczycy — odparł minister chłodno. — Nawet jeśli są skażeni demokracją.
— A Anglia?
— Do Federacji Imperialnej poślemy pańską siostrę.
Adam spuścił wzrok.
— Skoro mam już lecieć do wrogów… zawiadomię rodzinę.
…
Wszedł do domu.
Wiktoria stała już w nowym mundurze Europejskich Sił Bezpieczeństwa.
— Szkoda — powiedziała. — Mnie wysyłają do Anglii.
— A mnie do Ameryki.
— Wiem, braciszku — podeszła bliżej. — Ojciec i matka są na służbie.
— Tak szybko się dowiedzieli?
Wiktoria ściszyła głos.
— SS wie wszystko.
Adam spojrzał na jej mundur.
Potem na własne cywilne ubranie.
I po raz pierwszy pomyślał, że świat może wyglądać inaczej.
…
Samolot wylądował ciężko na pasie startowym.
Adam spojrzał przez okno.
Nie było sztandarów.
Nie było oddziałów honorowych.
Nie było orkiestry.
Byli ludzie.
Tłum przesuwał się powoli po płycie lotniska: mężczyźni w jasnych marynarkach, kobiety w kolorowych sukienkach, dzieci ciągnące walizki. Żadnych mundurów. Żadnych opasek. Żadnych symboli.
— Chaos… — mruknął oficer delegacji europejskiej.
Adam nie odpowiedział.
W terminalu panował hałas. Rozmowy mieszały się z obcymi językami. Śmiech. Płacz. Ktoś grał na gitarze pod ścianą.
Na ścianie wisiał napis:
WELCOME TO THE UNITED STATES OF AMERICA
Nie było pod nim portretu przywódcy.
Adam zatrzymał się na moment.
— Gdzie ich flaga? — spytał cicho.
— Tam. — oficer wskazał niedbale na niewielką flagę przy stanowisku celników.
Była mała.
Nie dominowała przestrzeni.
Nie patrzyła z góry.
Celnik spojrzał na paszport Adama.
— Europejska Federacja? — zapytał po angielsku. — Pierwszy raz w Ameryce?
— Tak.
— Proszę uważać. U nas ludzie mówią, co myślą.
Adam skinął głową, nie rozumiejąc, czy to ostrzeżenie, czy żart.
Gdy wyszli przed budynek, uderzyło go słońce i zapach benzyny.
Miasto było ogromne.
Pełne reklam.
Pełne barw.
Na jednym z budynków widniał plakat:
VOTE — YOUR VOICE MATTERS
Adam zmarszczył brwi.
— Głos… ma znaczenie? — powtórzył po cichu.
W Europie głos miała tylko idea.
Przy samochodzie czekał amerykański urzędnik.
— Welcome, Mr. Adam. — podał mu rękę.
Adam zawahał się ułamek sekundy, po czym ją uścisnął.
Dłoń była ciepła. Zwyczajna.
— Mam nadzieję, że spodoba się panu nasz kraj.
Adam spojrzał na ulicę, na ludzi przechodzących bez kontroli, na kobiety bez mundurów, na chłopca niosącego baseballową rękawicę.
— To… inny świat — powiedział powoli.
W głowie zabrzmiał mu głos matki:
„Moim honorem jest lojalność”.
A potem pojawiła się myśl nowa, obca i niebezpieczna:
A jeśli honor może znaczyć coś innego?
…
Adam siedział w kawiarni naprzeciwko mężczyzny w średnim wieku.
— Nazywam się Miller. Jestem dziennikarzem.
— Oficerem dyplomatycznym — poprawił Adam.
— U nas to prawie to samo — uśmiechnął się Miller. — Piszę, co widzę. Pan mówi, co ma mówić.
Adam zesztywniał.
— Europa przyniosła światu jedność.
— A my wierzymy w różnicę — odpowiedział spokojnie Amerykanin. — Tu każdy może być kim chce.
— Nawet wrogiem państwa?
— Zwłaszcza nim.
Adam nie znalazł odpowiedzi.
— Ilu ludzi siedzi u was w więzieniach za poglądy? — spytał Miller.
— Tylko ci, którzy szkodzą wspólnocie.
— Czyli ci, którzy myślą inaczej?
Zapadła cisza.
Adam spojrzał na ludzi za oknem: czarnych, białych, Azjatów, kobiety, mężczyzn.
— To nie jest porządek — powiedział w końcu. — To chaos.
— A może wolność? — odparł Miller.
…
Na ulicy zebrał się tłum.
Nie było mundurów.
Nie było dowódcy.
Nie było hymnu.
Ludzie trzymali kartony:
NO WAR
FREE SPEECH
STOP THE EMPIRE
— Co oni robią? — spytał Adam ochroniarza delegacji.
— Protestują przeciwko własnemu rządowi.
— I nikt ich nie aresztuje?
— Nie. To ich prawo.
Adam poczuł niepokój.
W Europie tłum oznaczał niebezpieczeństwo.
Tu oznaczał głos.
Kobieta z megafonem krzyczała:
— Nie chcemy waszych ideologii! Chcemy żyć!
Adam pomyślał o siostrze w mundurze.
O matce w SS.
O sobie w delegacji.
I po raz pierwszy poczuł, że ich świat jest zbudowany na strachu przed takim tłumem.
…
W hotelowym pokoju czekał raport z Federacji:
„Ameryka pogrążona jest w chaosie moralnym. Demokracja prowadzi do degeneracji. Należy przyspieszyć integrację euroamerykańską, by uratować ludność od samej siebie.”
Adam odłożył dokument.
Przypomniał sobie chłopca z lotniska z rękawicą baseballową.
Starą kobietę sprzedającą hot dogi.
Dziennikarza Millera.
Chaos?
Wziął pióro i dopisał w notatniku:
„Nie widzę degeneracji. Widzę ludzi.”
Zadrżała mu ręka.
W Europie za takie zdanie można było stracić stanowisko.
Albo rodzinę.
Złożył kartkę i schował ją do kieszeni.
…
Usiadł przy biurku.
Napisał:
Matko,
mówiłaś, że honorem jest lojalność.
Tutaj mówią, że honorem jest wybór.
Widzę świat bez mundurów.
Bez jednego głosu.
Bez jednego symbolu.
Nie wiem jeszcze, kto ma rację.
Ale wiem, że my nie pozwalamy ludziom pytać.
Czy lojalność bez prawdy jest jeszcze honorem?
Zatrzymał się.
Złożył list.
Nie włożył go do koperty.
Schował go do walizki.
Jak dowód winy.
Albo jak zalążek wolności.
…
Była kelnerką w małej kawiarni przy bocznej ulicy.
Miała jasne włosy, ale mówiła z wyraźnym obcym akcentem.
— Coffee? — zapytała.
— Tak. Czarną.
Postawiła filiżankę i zawahała się.
— Pan… jest z Europy?
Adam skinął głową.
— Z Konfederacji.
Zamarła na ułamek sekundy.
— Ja też byłam z Europy.
— Była?
— Uciekłam.
Adam spojrzał na nią uważniej.
— Skąd?
— Z Polski. Z Gdańska.
Serce uderzyło mu szybciej.
— Mój ojciec też był z tamtych stron.
Kobieta uśmiechnęła się gorzko.
— A mój ojciec zginął przez wasz porządek.
Zapadła cisza.
— Nie jestem żołnierzem — powiedział szybko Adam. — Jestem dyplomatą.
— Dla mnie to to samo — odpowiedziała. — Mundur tylko inny.
Postawiła tacę na ladzie.
— Wie pan, co to znaczy „nowa Europa” dla takich jak ja?
— Stabilność. Pokój.
— Kontrola. Cisza. Brak wyboru.
Adam zmarszczył brwi.
— Europa uratowała kontynent przed wojną.
— Przed jedną wojną. Ale nie przed strachem.
Nachyliła się bliżej.
— Mój brat miał siedemnaście lat. Zabrali go do „Europejskich Sił”.
— Mówili, że będzie bronił cywilizacji.
— Zginął w dwa miesiące.
— Nawet nie wiemy gdzie.
Adam poczuł, że coś w nim pęka.
— Dlaczego pani wyjechała?
— Bo tutaj nikt mnie nie pyta, kim jestem z pochodzenia.
Tylko, kim chcę być.
Spojrzała na jego przypinkę z symbolem Europy.
— A pan? Kim pan chce być?
Nie odpowiedział od razu.
Za oknem przechodziła grupa ludzi: czarnoskóra kobieta z dzieckiem, Azjata, mężczyzna w roboczym ubraniu. Śmiali się.
— Nie wiem — powiedział w końcu.
Kobieta podała mu rachunek.
— To już dużo więcej niż pozwala wam wasz system.
Odwróciła się, ale po chwili dodała cicho:
— Europa nauczyła mnie milczeć.
Ameryka nauczyła mnie mówić.
Adam został sam przy stoliku.
Patrzył na kawę, która już wystygła.
I po raz pierwszy poczuł, że jego ojciec — Polak, jego matka — fanatyczna Europejka, i on sam — oficer systemu — należą do trzech różnych światów.
Rozdział 2
Demokracja
Połączenie było niestabilne. Obraz Wiktorii drgał.
Miała na sobie mundur Federacji Imperialnej. Idealnie wyprasowany. Bez jednego zagniecenia.
— Adam? Słyszysz mnie?
— Słyszę. Jak Anglia?
— Uporządkowana. — powiedziała szybko. — Ludzie są wdzięczni za stabilność. Za koniec chaosu.
Adam zmarszczył brwi.
— Widziałem dziś protest.
— W Ameryce?
— Tak.
— I nikt ich nie rozgonił?
— Nie. Krzyczeli przeciwko własnemu rządowi.
Wiktoria skrzywiła się.
— To niebezpieczne.
— Dlaczego?
— Bo podważa jedność.
Adam spojrzał przez okno na ulicę pełną świateł.
— A jeśli jedność jest błędem?
Zapadła cisza.
— Mówisz jak Amerykanin — powiedziała w końcu.
— A ty jak matka.
Wiktoria spuściła wzrok.
— Tu też są ludzie, którzy nie chcą nowego porządku. — powiedziała ciszej. — Ale my im pomagamy zrozumieć.
— Jak?
— Przez edukację. Przez nadzór.
— Przez strach?
Podniosła głowę gwałtownie.
— Przez odpowiedzialność.
Adam westchnął.
— Spotkałem kobietę z Gdańska.
Wiktoria zamarła.
— Uciekła stamtąd. Powiedziała, że Europa nauczyła ją milczeć.
— Kłamstwo.
— A jeśli prawda?
— Adam… — głos siostry zadrżał. — My jesteśmy przyszłością. Ojciec był przeszłością. Matka była ideą. My mamy być nowym człowiekiem.
— A jeśli nowy człowiek nie ma prawa wybrać?
Wiktoria nie odpowiedziała od razu.
— W Anglii ludzie noszą teraz nasze symbole — powiedziała. — Ale patrzą na nie inaczej niż my. Jakby były cudze.
— Bo są cudze.
— Uważaj. Takie słowa są niebezpieczne.
— Wiem.
Oboje milczeli.
— Tęsknię za tobą — powiedziała w końcu. — Za tym, kim byliśmy, zanim staliśmy się funkcjami.
Adam poczuł ucisk w gardle.
— Ja też.
— Mama byłaby dumna.
— Nie wiem, czy chcę, żeby była.
Wiktoria spojrzała na niego długo.
— Zmieniasz się.
— Bo widzę ludzi, nie symbole.
— A ja widzę symbole, nie ludzi.
Znów cisza.
— Wracaj bezpiecznie — powiedziała w końcu. — I nie mów głośno tego, co myślisz.
— Ty też.
Obraz zniknął.
Adam został sam w pokoju hotelowym.
Pomyślał, że ich rozdzielił nie ocean.
Rozdzieliła ich Europa.
…
Następnego dnia spotkał tą samą kobietę.
— Wpadamy na siebie po raz drugi, nazisto. — rzekła jakby od niechcenia.
— Jestem Europejczykiem, nie nazistą. — zaprzeczył spokojnie.
— Nie udawaj. — popatrzyła na niego. — Nosisz mundur SS.
Adam zatrzymał się. Nie sięgnął po legitymację. Nie uniósł głosu.
— Mundur to nie to samo co wiara — odpowiedział po chwili. — A wiara nie zawsze znaczy to samo co rozkaz.
Kobieta prychnęła.
— Ładna formułka. W Europie też tak mówili?
„Nie jestem winny, ja tylko noszę mundur”.
— Nie noszę go z dumą — powiedział. — Noszę go, bo mnie w nim wychowano.
Przyjrzała mu się uważniej. Miała około trzydziestu lat, włosy spięte niedbale, na szyi cienki łańcuszek z krzyżykiem.
— Skąd jesteś?
— Z Gdańska.
Jej twarz drgnęła.
— Ja z Gdyni.
Uciekłam w czterdziestym siódmym.
Zapadła krótka cisza.
— Więc wiesz, czym jest Europa — powiedział Adam.
— Wiem, czym była. — poprawiła. — A czym jest teraz?
— Zjednoczona.
— Uciszona.
Adam nie odpowiedział od razu.
— W Ameryce ludzie krzyczą na rząd — powiedział w końcu. — I żyją.
— W Europie krzyczeli szeptem — odparła. — I znikali.
Spojrzała na jego rękaw z runami.
— Myślisz, że zmienili nazwę i nagle wszystko stało się inne?
— Nie wiem. — przyznał. — Właśnie dlatego tu jestem.
— Szpiegujesz?
— Uczę się.
Zaśmiała się krótko, bez wesołości.
— Uczyć się wolności w mundurze niewoli. Ironia losu.
Adam spuścił wzrok.
— Mój ojciec był Polakiem. Matka Niemką.
Mówili mi, że jestem nowym Europejczykiem.
— A czujesz się nim?
Zawahał się.
— Czuję się… człowiekiem, który pierwszy raz widzi świat bez strachu.
Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.
— Jak masz na imię? — zapytała.
— Adam.
— Ja jestem Anna.
Wyciągnęła rękę. Uścisnął ją niepewnie.
— Uważaj, Adamie z Europy — powiedziała cicho. — Ameryka psuje ludzi. Zaczynają zadawać pytania.
— Może właśnie po to tu przyjechałem.
Anna spojrzała na jego mundur jeszcze raz.
— Jeśli naprawdę nie jesteś nazistą…
to pewnego dnia będziesz musiał przestać nim wyglądać.
Odwróciła się i odeszła w tłum.
Adam został sam na chodniku.
Pierwszy raz od lat pomyślał, że jego mundur waży więcej niż broń.
Bo nosił w sobie nie rozkazy — lecz historię, której nie był pewien, czy chce być częścią.
Rozdział 3
Relacja
— Herr Lewandowski. — adiutant podał mu dokument. — To do pana.
Otworzył.
Było to upomnienie, aby uważał, by się nie skazić demokracją.
Zatrzymał się na nazwisku.
Podpisała to jego matka.
Na awersie była adnotacja… a właściwie list.
,,Uważaj synku”
…
Adam siedział przy biurku długo po północy.
Lampka rzucała żółte światło na kartkę papieru.
Nie był to formularz służbowy.
Nie był to raport.
To był list.
Napisał powoli:
Matko,
Otrzymałem twoje upomnienie.
Rozumiem, że jest rozkazem.
Ale przeczytałem też twoje słowa jako syn.