E-book
13.65
drukowana A5
27.02
Ul

Bezpłatny fragment - Ul


5
Objętość:
69 str.
ISBN:
978-83-8155-187-8
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 27.02

Spróbuję tu dzielić się tym, co roi się w mojej głowie. W ulu pełnym kąsających pszczół, które krążą pomiędzy słowami. Czasem coś wykąsają i osłodzą mi chwile na chwilę, ale w gruncie rzeczy bardziej od rozkoszowania się ukrytym miodem, pragnę wydania owocu.


Nie będę już wyjaławiać ziemi.

Byłam

Byłam Znakiem Zapytania

Potem Wykrzyknikiem wśród wzajemnego oskarżania

Kropką, co zdania rozdziela

Niepewnym Wielokropkiem bez zakończenia

Jestem

Nie jestem do interpretowania

Traktowania jak wycinek zdania

Wypełniam coś ponad puste pole

Coś więcej niż jedną

Rolę


Jestem częścią wielkiej opowieści

Której nikt nigdy już bardziej nie streści

Nawet posługując się wierszem

Wystarczy jedno słowo

„Jestem”

Śnieżka

Śnieżna kula przylepiona do dłoni

Brudny pot płynący po skroni

Jak z tą bezradnością się zmierzyć?

Nie chcę nikogo nią uderzyć


Opady śniegu czynią ją coraz cięższą

I choć przyjaciele z pomocą mi śpieszą

Dzielenie kuli może być zgubne dla wszystkich

A przecież chcę uniknąć ranienia bliskich


Niektórzy pewnie byliby oburzeni

Gdybym schowała ręce do kieszeni

Więc żeby wszyscy dobrze się czuli

Udajemy, że nie ma i nie było żadnej kuli


Wierzę jednak, że jeszcze ciepły wiatr zawieje

I nawet najtwardszy lód w końcu stopnieje

Zauważę nawet pewien sens w tej udręce

Gdy śnieżna kula obmyje mi ręce

Nie lubię słów

Nie lubię słów, które nic nie mówią

A jedynie

W głowie szumią

Zamiast nich

Daj mi swą obecność i ciszę

Z nich więcej wyczytam

W nich więcej usłyszę

Nowina

Musiał przyjść niezauważalnie

Z początkiem roku

Pośród miłości czy amoku?

Z lękiem w sercu czy odważnie?


Czy miał teczkę z tajnymi listami

O jakimś planie działania?

A może improwizował i sam składał zdania

Bezwolnie mocując się ze słowami

Gubiąc się między nowinami

Tymi radosnymi, oczekiwanymi

I nieplanowanymi


Pytam mojego anioła jak to było

Ale on milczy

Jakby nic się nie wydarzyło


Może go przy tym nie było

Bez wdzięku

Dźwięczy mi serce

Tylko tak

Bez wdzięku


Hałaśliwie

Trochę nachalnie

Jak ułan

Przy okienku


Nie wiem

Czy to nuty uroku duszy

Czy zwyczajnie

Lęku

Nauczyciel

Uczy mnie poruszania

W poruszeniach

I pogody ducha

By duchowo się wznieść

Uśmiechać się przy serca drżeniu

Bez słów po Słowie co kryje treść

Wdrapywać się

Pozostając w uniżeniu

Szafa

Dobrze wie, że nikt jej nie szuka

A jednak po cichu palcami stuka

Drzwi się nie domykają, ale co z tego

I tak już nikt nie bawi się w chowanego

Dzień siódmy

Witaj, odpocznij

Dziś nie czas na troski

Naprawdę, zapomnij

To tylko błahostki


Czekałam, wiesz?

Może teraz się rozgościsz?

Oczywiście jeśli chcesz

Jeśli się na mnie nie złościsz


Nie, nie po to Cię zaprosiłam

Naprawdę, odpocznij

Wiem, wiem co wczoraj mówiłam

Zapomnij


Chcę tylko Twojej obecności

Bylebyś był

W tej chwili pełnej złożoności

Złożoność zmył

Fala

Widzisz falę, która prawdopodobnie chce zabrać ci wszystko

A to tylko Ja jestem

Przybliżam moje niebo, bo chcę być blisko

Przepraszam

Uwaga, odtąd wszystkim wam ogłaszam

Patrząc na mnie

Czytajcie ze mnie słowo

Przepraszam

Gdy tylko zrobię dwa kroki do przodu

Nie smućcie się proszę

Z mojego powodu

Na zazdrość, zawiść i nienawiść was narażam

Bardzo was za to wszystko

Przepraszam

Niestałość

Nie wiem, czy się roztapiam, czy zamarzam.

Za dużo we mnie ognia, a za mało ciepła.

Sentymenty

Gubię cię

Pośród wspomnień

Które nie chcą się powtarzać

Nie chcą wracać

Jak ty


Bo przecież nigdy nie chciałeś

To były przypadki

Drobne wypadki

Zderzenia

Dwóch różnych dróg


Zderzenia

Które wprowadzały mnie w stan zagubienia


Ale to już się nie zdarzy

Już nie zobaczę twojej twarzy

Nawet we śnie


Nie dogonisz mnie

W porządku

Wiesz, u mnie całkiem w porządku

Opowiem ci wszystko od początku

Choć w sumie co by tu dużo mówić, po staremu

Może chwilę pomilczymy

Nie pytaj czemu

Siłowanie

Choć nikt zrozumieć tego nie zdoła

Muszę na siłę

Na siłę sprostać wymaganiom słowa

Upadać i wstawać

Wciąż od nowa

Ubierać się w słowa

By wyrazić co czuje serce

A dyktuje głowa

I muszę

Muszę stawić życiu czoła

Choć nie jestem gotowa

Wybór

Jak kołysane na wietrze drzewo

Przechylam się

Raz w prawo

Raz w lewo


Dwa duchy

Każdy w inną stronę dmucha

Ten jeden mówi wprost

Drugi szepcze do ucha


Mogę z pokorą zgiąć nogi w kolanach

Lub dać się złamać, skrępować

I zakuć w kajdanach


Ikar też miał wybór

Nie posłuchał ojca

Kołysanka

Dotkliwy krzyk odbija się echem

W całym moim ciele

Chce rozpruć duszę

Już przeszywa błękitne ściegi

By swoim dźwiękiem

Wypełnić ją po brzegi

Boję się

Że wkrótce zabraknie miejsca na moje nuty

Organizm przestanie się bronić

Upodlenia melodią zatruty


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 27.02