E-book
40.95
drukowana A5
78.81
Ukryj się...

Bezpłatny fragment - Ukryj się...


4
Objętość:
369 str.
ISBN:
978-83-8155-105-2
E-book
za 40.95
drukowana A5
za 78.81

— PROLOG —

Martwa cisza panowała dookoła. Nigdzie nie było widać ani jednej, żywej duszy. Nagle, gdy piorun przeciął niebo, przeraźliwy krzyk rozniósł się echem po lesie. Z gęstwin wybiegła niespodziewanie jakaś kobieta, kusztykając na jedną nogę. Deszcz padał prosto w oczy szatynki, która cała zakrwawiona biegła przez mrok. W powietrzu unosiła się gęsta mgła, przez którą nic nie było widać. Ofiara trzęsła się cała z zimna oraz, z przerażenia. Co chwila odwracała się za siebie, aby zobaczyć czy ktoś za nią nie idzie. Jak była już bezpiecznie ukryta we wnęce konaru starego dębu, odetchnęła z ulgą. Poczuła wtem ostry ból w nodze, w której całe mięso zostało wcześniej przez kogoś wyciągnięte na zewnątrz. Niespodziewanie usłyszała trzask gałęzi leżących na ściółce. Serce kobiety podskoczyło do gardła, a krew przestała dochodzić do głowy. Pod jej powiekami wezbrały się łzy rozpaczy. Doskonale wiedziała, co potrafi zrobić ten ktoś. Nowo poznanych znajomych poćwiartował. Ich organy powyciągał własnoręcznie i pochował do słoi oraz porozwieszał na ścianach. Czarnowłosa wstrzymała oddech i zakryła dłonią usta razem z nosem, by morderca nie był w stanie usłyszeć choćby najcichszego świstu powietrza. Serce łomotało jej jak oszalałe. Zakapturzona postać w czarnym jak noc płaszczu stała tuż obok niej. Wystarczyło, że spojrzałaby się w drugą stronę, a kobietę spotkałby straszny los. Ku uldze ofiary prześladowca odszedł w otchłań ciemnego jak smoła lasu. Dwudziestolatkę oblał zimny pot, a oddech miała przerywany i zduszony. Coś ją jednak zaniepokoiło. Coś za nią. W konarze drzewa. Przecież to nie możliwe… Za mną stoi tylko drzewo. Opieram się o nie… Ta myśl jednak nie uspokoiła zielonookiej. Mroźne ciarki przeszły po jej ciele, pozostawiając po sobie gęsią skórę. Przełknęła głośno ślinę i oblizując usta, obejrzała się za siebie. Tam jednak nic nie było. Tylko stary, pomarszczony dąb. Coś jednak kazało kobiecie wpatrywać się w roślinę i czekać na znak. Nagle ku przerażeniu dziewczyny we wnętrzu ciemnego konaru pojawiły się matowe, martwe oczy. Całe zalane krwią, która powoli ściekała z ich kącików, natomiast złowieszczy uśmiech odbijał się w ciemnościach. Nim zdążyła wrzasnąć, ktoś wciągnął szatynkę za rękę w głąb drzewa. Wleczona w mroku została nagle zrzucona w głęboką przepaść. Jedyne co usłyszała w tamtej chwili to dźwięk pękających kości w kręgosłupie. Zrozumiała wtedy, że w tym konarze morderca wydrążył dziurę, a mgła i ciemność ukrywały ją. W środku pnia wykopana również była dziura prowadząca do tego samego miejsca, z którego uciekła. Tajemnicza postać doczołgała ją tam ponownie. Odór metalu przyprawił dwudziestolatkę o zawroty głowy oraz mdłości. Czuła się jak zarżnięta owca ciągnięta do składu z innymi trupami. Przez blade światło ujrzała wtem twarze swoich znajomych. Ich głowy wisiały jak trofea powbijane na kołki. Oczy mieli wydłubane, a języki poobcinane. Czysta scena wyjęta żywcem z najgorszego horroru. Typ w czarnym płaszczu twarz miał ukrytą w ogromnym kapturze niczym u kata. Nawet czerwone, martwe tęczówki nie były widoczne. Psychopata złapał zielonooką za kark i nadział ją na dwóch hakach. Dziewczyna zawyła z bólu, a po jej policzkach popłynęły słone łzy. Zamknęła na chwile powieki, a gdy je z powrotem otworzyła, nieznajoma postać wbiła dwa ostre, drewniane kołki w oczy czarnowłosej. Dwudziestolatka kopała nogami, próbując się uwolnić, jednak im bardziej się szamotała, tym bardziej haki wbijały się w mięso na plecach. Nie miała już sił, aby walczyć, więc bezwiednie wydawała z siebie stłumione jęki, przepełnione bólem. Pomimo iż nic nie widziała, morderca nie był do końca usatysfakcjonowany swoim dziełem. Postanowił się jeszcze pobawić i wziął do ręki jedną ze swoich ulubionych zabawek. Srebrne ostrze rozdzielające się na trzy części, ze złotym trzonkiem. Wbił swoje narzędzie w brzuch ofiary i rozerwał go, a z jego wnętrza zaczęła wypływać cała zawartość. Organy zmieszane z ogromną ilością krwi wyleciały od razu na podłogę. Szatynka tylko wrzasnęła jak opętana, a po paru minutach już nie żyła z powodu wykrwawienia. Psychopata zaczął powoli odcinać kończyny ofiary, jedna po drugiej, natomiast jej wnętrzności pochował w chłodni. Jedynie jelita zawiesił na haku, aby mogły obcieknąć z gęstej mazi. Po skończonym dziele zaczął szatańsko się śmiać. Jego oczy rozbłysły w narastającej ciemności, a zęby połyskiwały w mroku, dopóki nie zniknął całkowicie w czerni pomieszczenia, szykując się na kolejną ofiarę.

— KARTKA PAPIERU —

Księżyc schowany był za mrocznymi, szarymi chmurami, które ogarnęły całe niebo. Wiatr chaotycznie poruszał gałęźmi oraz liśćmi drzew. Powietrze pachniało siarką oraz metalem, zwiastując tym samym nadchodzącą burzę. Nawet gdzieś w oddali słychać było już jej pierwsze oznaki zbliżania się. Dookoła roznosiły się odgłosy zdenerwowanych zwierząt, które mieszkały w zoo.

— Dobrze, już dobrze… Uspokójcie się już! — bąknęła przez zaciśnięte zęby dziewczyna. Zaganiała właśnie do zagrody pasiaste zebry, które sprawiały jej największy opór. Reszta mieszkańców była już bezpiecznie ukryta w swoich boksach. Brunetka o długich do pasa kasztanowych włosach, związanych w niedbałego koka na czubku głowy dygotała z zimna. Ubrana w kurtkę jesienną oraz gumowe rękawice, walczyła z upartym zwierzęciem. Nie zwracała uwagi na to, co dzieje się dookoła, w ciemnościach. Nagle poczuła na swojej twarzy zimne krople deszczu.- Świetnie… Jeszcze tego mi brakowało.- warknęła wściekła, przewracając oczami i z impetem zatrzasnęła drzwi od boksu.- Na dziś to już koniec pracy. Idę nareszcie do domu.- wymamrotała pod nosem zmęczona oraz zmarznięta nastolatka. Włożyła ręce w kieszenie kurtki i ruszyła nieśpiesznym krokiem w stronę mieszkania. Nagle uświadomiła sobie, że dookoła panuje totalna cisza, co wywołało u dziewiętnastolatki uczucie niepokoju i tylko wiatr zamiatał liście na szarej alejce wyłożonej kostką. Wtem poczuła czyjś wzrok na sobie i z duszą na ramieniu odwróciła się, jednak w ciemności nic nie dostrzegła. Zrezygnowana wzruszyła ramionami, wydęła wargi i ruszyła dalej. Pomimo iż należała do osób, które rzadko się czegoś bały, w tamtej chwili jej serce przyśpieszyło. Oddech stał się płytki, nierówny oraz urywany. Przełknęła głośno ślinę, gdy usłyszała za sobą przerażający stukot. Boże! Co to było?!… Mruknęła w myślach, podskakując w miejscu ze strachu. Na jej ciele pojawiła się gęsia skóra i odruchowo obejrzała się za siebie, lecz nadal nic. Spojrzała w górę na martwe od ciemności niebo, jakby szukała na nim wskazówki. W oddali słychać było jedynie grzmoty, a na horyzoncie złote błyskawice przecinające mrok rozjaśniały okolicę. Abby, ogarnij się dziewczyno! To tylko burza a ty myślisz, że to nie wiadomo co się dzieje… Brunetka potrząsnęła głową i z grymasem na twarzy ruszyła przed siebie, a z jej lekko rozwartych ust wylatywała para. Ktoś nagle zaczął za zielonooką szurać ciężkimi niczym ołów butami. Długowłosa zlekceważyła to i szła dalej. Niestety stres dał o sobie znać, przez co żołądek niebezpiecznie się zacisnął, a serce podeszło do gardła.- Catty?! — krzyknęła Abby, przełykając głośno ślinę, a w gardle utworzyła się jej gula nie do przełknięcia. Nerwowo zaczęła rozglądać się dookoła, zdezorientowana całą sytuacją. Jednak głos nastolatki niósł wiatr jak echo, na które nikt nie odpowiedział.- Catty, odezwij się! To nie jest śmieszne! Wiem, że chcesz mnie nastraszyć, ale nic z tego! — dziewiętnastolatka starała się nie pokazywać za wszelką cenę, że się przeraźliwie boi. Po dłuższej chwili zaniepokojona zaczęła biec do domu, wmawiając sobie, że to dla rozgrzania się. Wiatr razem z deszczem przybrał na sile, co utrudniło jej widzenie i wzmożyło wysiłek. W końcu na horyzoncie pojawił się średnich rozmiarów dom. Zbudowany był z czerwonej cegły z zielonym dachem. Z komina leciał kłębiący się szary dym, a w oknie świeciło się światło. Abby podeszła uradowana do drewnianych, ciemnobrązowych drzwi wejściowych szukając w kieszeni kurtki pęk kluczy, po czym jeden z nich włożyła do zamka. Po otworzeniu grubej płyty weszła do środka, lecz zanim zamknęła wejście, rozejrzała się dookoła. Nikogo jednak nie było. Przewróciwszy oczami, wzięła głęboki oddech i przekręciła zamek, aby nikt nie wszedł do środka. Znajdowała się wtem w małym holu, wyłożonym aż po sufit ciemnobrązową boazerią. Na podłodze położone były kremowe, duże płytki a przy wejściu usytuowana była wycieraczka. Mała szafka na buty koloru orzechowego oraz wieszak na kurtki znajdowały się na tej samej ścianie. Biały sufit rozświetlały dwa żółtego odcienia halogeny. Dziewczyna zdjęła przemoczoną kurtkę oraz rękawiczki, które zabrała ze sobą i wyszła z holu, gąszcz w nim światło. Następnie przeszła do kuchni przez korytarz, wyłożony również boazerią, tego samego koloru co altanka. Na ścianach wisiały zdjęcia rodziny Abby oraz jej samej z przyjaciółmi. Catty i pewien chłopak również byli na wielu z nich. Cała trójka traktowała się jak rodzeństwo. Brunetka weszła do małej kuchni, w której świeciło się światło nad piecem gazowym. Pomieszczenie było bardzo przytulne jak reszta domu. Podłoga wyłożona jasnobrązowymi płytkami, a ściany pomalowane na ciepły pomarańcz stwarzały miłą atmosferę. Przez okno nic nie było widać, gdyż mrok ogarnął całe niebo. Białe, lniane firany, sięgające do parapetu odzwierciedlały się w szybie. W małej wnęce stała lodówka oraz piec, a wzdłuż najdłuższej ściany ustawiony był rząd mebli wykonanych z klonu. Całość dekorował wysuwany stół, przy którym siedziała przyjaciółka dziewczyny. Nastolatka o włosach jasnobrązowych, sięgających do ramion i oczach średniego odcieniu brązu, błyszczące od radości. Na nosie widniały okulary we fioletowej oprawce. Ubrana już w piżamę, piła gorące kakao i rozwiązywała krzyżówki.

— Ooo… Abby! Już jesteś.- zaśmiała się radośnie na widok przyjaciółki, natomiast ta zmarnowana wysunęła krzesło barowe i usiadła na nim. Chwyciła kubek z gorącym napojem i upija łyk. Czekoladowa ciecz przyjemnie rozgrzewał dziewiętnastolatkę od środka, powodując delikatny uśmiech na jej spierzchniętych ustach.

— Tak, a kogo się spodziewałaś? Mojej mamy z bratem?… Przecież nie ma ich, bo pojechali na lotnisko po nowego lwa.- przypomniała zmęczona swojej rówieśniczce, a ta na potwierdzenie słów kichnęła.- Na zdrowie.- rzuciła do Catty wstając, po czym podeszła chwiejnym krokiem do okna.- Ktoś tu jest… — rzekła ostrzegawczo, a brązowooka zrobiła zdziwioną minę.

— To znaczy? — spytała zszokowana, cały czas patrząc się na przyjaciółkę.

— Jak szłam do domu miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi.- oznajmiła ponuro długowłosa, po czym ruszyła do łazienki znajdującej się na końcu korytarza.

— A właśnie!… Zapomniałam ci powiedzieć o dwóch sprawach. Pierwsza to taka, że dostałaś dzisiaj list i twoja mama przyniosła go rano, przed wyjazdem z resztą poczty. Położyłam ci go w pokoju na biurku. Po myciu sobie najwyżej zobaczysz.- poinformowała nic podejrzewająca Catty, a Abby nalała do stojącej pod oknem łazienkowym wody do wanny. Para od gorącej kąpieli unosiła się ku górze, przez co wszystko dookoła zaparowało.

— Od kogo ten list? — zapytała się z zaciekawieniem zielonooka.

— Nie wiem, nie patrzyłam… — wzruszyła beznamiętnie ramionami wyższa z dziewcząt, opierając się o futrynę drzwi.

— No okey… — mruknęła zmęczonym tonem druga z nastolatek.- A jaka jest ta druga wiadomość? — spytała długowłosa, zakręcając wodę, następnie siadając na brzegu wanny.

— Dostałam zaproszenie na taki obóz pod nazwą obóz przetrwania.- zaśmiała się brunetka machając ręką, natomiast Abby do śmiechu nie było, gdyż miała co do tego złe przeczucia.

— No nie wiem czy to dobry pomysł… Ty i szkoła przetrwania? Wybacz i bez obrazy ale ja bym sobie sama rady nie dała, a wiesz że ja potrafię prawie wszystko znieść. Zawsze jeździłam na obozy z ojcem lub z jakimś opiekunem. Proszę przemyśl dobrze tę decyzję wyjazdu. A jakie są koszty? — odparła niższa z przyjaciółek idąc na korytarz po ręcznik.

— No właśnie najlepsze jest to, że to za darmo! — krzyknęła uradowana Catty, cały czas podążając wzrokiem za ledwo chłodzącą dziewczyną.

— No nie wiem, przemyśl to… — jęknęła dziewiętnastolatka, przypominając sobie wszystkie obozy i szkolenia ze swoim ojcem. Ledwo dawała radę dotrwać do końca, choć z wiekiem stawała się coraz lepsza. Wysiłek nie był już tak męczący dla niej, a stres i presja czasu nauczyły zielonooką szybkiego myślenia. Mimo wszystko nie chciałaby na własne życzenie ponownie przechodzić tego samego. Z cichym westchnieniem przeczesała swoje włosy, rozplątując z upięcia.

— Wiem! — rzuciła nagle krótkowłosa, poprawiając sobie okulary, które z ekscytacji zjechały jej na czubek nosa.

— Co takiego wymyśliłaś geniuszu? Tylko proszę pośpiesz się bo woda mi stygnie, a naprawdę padam na twarz. Chcę zobaczyć ten list i iść się położyć spać.-wymamrotała dziewczyna trzymając w jednej ręce klamkę od drzwi łazienki.

— Pojedź ze mną! — pisnęła głośno uradowana Catty swoim genialnym pomysłem, natomiast druga z przyjaciółek pokręciła przecząco głową i zamknęła drzwi od pomieszczenia. Załamana brązowooka wróciła do kuchni i chwyciła kubek nawet nie patrząc na niego. Zatopiona w swoich myślach przyłożyła przedmiot do ust, jednak po przechyleniu go nic nie wypłynęło. Ku zaskoczeniu Catty całe kakao zniknęło. Zdziwiona i lekko wystraszona dziewiętnastolatka podeszła z powrotem do drzwi od łazienki.- Abby! Wypiłaś całe kakao? — zapytała lekko drżącym głosem, przystawiając ucho do drewnianej powłoki.

— Nie! — odkrzyknęła jej brunetka, która właśnie się myła.

— Oh… — westchnęła ciężko wyższa z kobiet i wtem do jej uszu dobiegł jakiś szmer z piwnicy. Automatycznie wzdrygnęła się ze strachu, a na ciele Catty pojawiła się gęsia skóra. Żołądek nastolatki fiknął salto na przypomnienie sobie słów przyjaciółki. Ktoś tu jest i jak szłam do domu to mnie śledził… Przerażona postanowiła to jednak sprawdzić.

— STRACHY NA LACHY —

Dziewczyna rozejrzała się dookoła podchodząc do dębowych drzwi, po czym chwyciła za klamkę. Mimo iż była sama na korytarzu, atmosfera w nim stała się cięższa i naelektryzowana dziwnym napięciem. Nacisnęła powoli dźwignię w dół, a drewno z cichym piskiem otworzyło się. Wydany przez płytę dźwięk spowodował dreszcze na całym ciele brunetki. Nastolatka przełknęła głośno ślinę i zaczęła wchodzić w mrok starej piwnicy. Schody mające już swoje lata pod ciężarem dziewiętnastolatki zaskrzypiały, wydając przerażające odgłosy. Z duszą na ramieniu stąpnęła jak najlżej na ostatni stopień i wyciągnęła lewą rękę w celu znalezienia przełącznika. Jak tylko odnalazła go, włączyła światło, ale ku jej zdziwieniu nie zapaliło się.

— Niech to szlak. Żarówka się znowu przepaliła… — warknęła pod nosem brązowooka, zaciskając mocniej mięśnie szczęki. Nabierając w płuca ogromną ilości powietrza zeszła z ostatniego stopnia na beton. Pomieszczenie przesiąknięte było mokrą ziemią, drewnem oraz świerkiem, gdyż świąteczna choinka stała w zapomnianym kącie, oblatując z igliwia. — Gdzie ta latarka? — Catty mruknęła sama do siebie, stojąc w ciemnościach kompletnie zapominając, że przyszła sprawdzić, czy ktoś tam jest oraz skąd dochodził hałas. Nieśpiesznie podeszła po omacku do starego, ciemnobordowego kredensu, w którym otworzyła pierwszą szufladę, zacinającą się w połowie. — Musi Abby poprosić Drew o naprawienie tej przeklętej szafki albo wywalić ją i kupić nową.- bąknęła skonsternowana zaistniałą sytuacją i z całej siły szarpnęła za uchwyt. Przewróciła się w ułamku sekundy na zimną, betonową posadzkę, głośno sycząc z bólu. Nagle usłyszała za swoimi plecami jakiś stukot. Przestraszona odwróciła szybko głowę, a na jej bladej twarzy widać było strach. Źrenice nastolatki rozszerzyły się pomimo panującej tam ciemności, głośno przełknęła ślinę i próbowała coś dostrzec. Jednak zero jakiegokolwiek ruchu wskazującego na włamywacza potęgowało napięcie, które rosło wraz z głuchą ciszą. Nagle do uszu brunetki dobiegło skrzeczenie schodów, które zwróciło uwagę dziewiętnastolatki. Niewiele myśląc złapała najbliżej leżący przedmiot, mocno zaciskając na nim palce. Po dotyku wyczuła, że to metalowy pręt od jakiejś rury z charakterystycznym zakończeniem do wkręcania. Niezgrabnie wstała na nogi, podpierając się o krawędź szafki, mając ciągle na oku swoją ofiarę. Idąc powoli na palcach ominęła przyrdzewiałą perkusję, która należała do kuzyna Abby, a jednocześnie do byłego chłopaka Catty. Jej oczom wtem ukazał się zarys postaci z wielką szopą na głowie, ubraną w coś włochatego na stopach. Drżącymi rękoma zamachnęła się i uderzyła włamywacza prosto w plecy, powalając wroga na przysłowiowe deski.

— Catty? Catty! Uspokój się! Oszalałaś? Mogłaś mnie zabić! — krzyknęła rozzłoszczona Abby, która leżała na zimnym betonie łapiąc za metalową rurę. Ręcznik, który miała na głowie spadł na podłogę, a włosy rozsypały się na ramiona nastolatki. Z łomoczącym sercem starała się opanować swój nierówny oddech oraz emocje buzujące w jej żyłach. Rozcierając obolałe miejsce rzuciła natychmiastowo pręt na beton, a hałas rozniósł się po piwnicy echem. Brązowooka niewiele myśląc podała dłoń swojej przyjaciółce, jednak długowłosa odtrąciła ją po tym jak uniosła lekko prawą rękę, co spowodowało potworny ból w łopatce. — Sama dam sobie radę.- dparła dziewiętnastolatka, mozolnie podnosząc się na równe nogi.


— Przepraszam… — zaskomlała skruszona Catty patrząc na kontury dziewczyny.- Nie wiedziałam, że to ty. Myślałam, że to ten ktoś kto cię obserwował i chciałam się obronić.- wytłumaczyła rówieśniczka idąc za swoją przyjaciółką powoli po schodach asekurując niebiologiczną siostrę. Brązowooka będąc przy drzwiach, jednak się zatrzymała i spojrzała zaniepokojona w głąb mroku panującego w piwnicy. Mimo złych przeczuć pokręciła przecząco głową i zamknęła za sobą wejście, mówiąc sobie w myślach iż ma urojenia. Jednak gdyby trochę poczekała to dostrzegłaby ruch ukrywającej się postaci, stojącej przy świątecznej choince. Dziewczęta w napiętej ciszy podążyły do kuchni, gdzie usiadły przy wyspie w ogóle nie patrząc na siebie. Catty smętnie zerknęła do wnętrza swojego kubka, w którym znajdować powinna się resztka niedopitego kakaa, ale ku jej zdziwieniu szkoło było puste. Postanowiła mimo wszystko nie martwić swojej przyjaciółki bo i tak zrobiła jej wystarczająco dużo stresu oraz bólu. Nagle ciszę przerwała melodyjka telefonu Abby, która zwiastowała przyjście sms-a.

Nadawca: Drew
Odbiorca: Abby
Data: 26.10.2015
Godzina: 23:15

Hej Abby, już po pracy?:*


Nadawca: Abby

Odbiorca: Drew

Data: 26.10.2015

Godzina: 23:15

Hej:3 Tak już dawno po robocie i jestem padnięta. Jedyne, o czym teraz marzę to łóżko. Na dodatek jeszcze oberwałam z rury od Catty…

Długowłosa podniosła wzrok znad telefonu i spojrzała na swoją przyjaciółkę, która myślami była gdzieś indziej. Siedząc na krześle podparła się dłonią o brodę i przymrużyła powieki, wpatrując się w pustą przestrzeń. Widząc dziewiętnastolatkę w takiej pozycji cała złość Abby gdzieś zniknęła, zostawiając tylko delikatny uśmiech.

Nadawca: Drew
Odbiorca: Abby
Data: 26.10.2015
Godzina: 23:16

Jak to z rury?! >.< Zabić cię mogła! Co wy tam dziewczyny robicie? Zresztą będę za dziesięć minut to wam obu reprymendę dam. A tobie to już szczególnie dupsko spiorę: P


— Ej! — krzyknęła dziewczyna po przeczytaniu wiadomości w znak protestu.- Nie ma tak! Ja chcę iść spać, a nie mieć tutaj gości.- dodała skonsternowana odkładając telefon na blat stołu, a brunetka siedząca naprzeciwko wydała cichy pomruk.


— Co się stało? — spytała, a w jej myślach chodził tylko widok poruszającej się jakiejś postaci w piwnicy.


— Drew jedzie do nas i będzie gdzieś za dziesięć minut.- oznajmiła poprawiając swoją pomarańczową piżamkę z misiem.- A tak w ogóle, dlaczego trzepnęłaś mnie z tej rury, bo niezbyt cię słuchałam? — zapytała zaciekawiona, składając w kostkę mokry ręcznik i ręką przeczesała włosy.


— Bo cię pomyliłam z włamywaczem. Miałaś ręcznik na głowie i myślałam, że złodziej ma taką bujną szopę.- zaśmiała się Catty od razu powracając do powagi.- Wiesz, jak się myłaś słyszałam jakiś hałas w piwnicy, poszłam to sprawdzić. Myślałam, że włamywacz to ty i tak jakoś wyszło… A tak w ogóle, jak ten głupek przyjeżdża to niech naprawi ten stary kredens. Jak otwierałam szufladę to ją z zawiasów wyrwałam.- żachnęła się dziewczyna, bujając się na krześle.


— Catty… — długowłosa złapała się za głowę załamana zachowaniem swojej przyjaciółki.- Tam wystarczy delikatnie pociągnąć i się otworzy bez problemu. A co do włamywacza… Mówiłam, że ktoś mnie prawdopodobnie śledził, ale nie na pewno. Wiesz, że ja jak jestem zmęczona mam bardzo często zwidy.- zaopiniowała spoglądając na roześmianą koleżankę.


— Właśnie… Mówiłaś, a ty masz zawsze rację, sama nawet to przyznajesz.- upomniała ciemnowłosą brunetkę, która ruszyła w kierunku łazienki, by w końcu uczesać włosy. Druga z dziewcząt również wstała i skierowała się za przyjaciółką. Będąc na miejscu zapanowała między nimi cisza. Nagle światło w całym domu zgasło, a lokatorki wzdrygnęły się ze strachu.


— Pewnie bezpieczniki poszły albo wyłączyli prąd z powodu nadchodzącej burzy.- rzuciła Abby nie przerywając swojej czynności.


— Na pewno to one.- przytaknęła drżącym głosem. Wtem do ich uszu nagle dobiegło głośne walenie do drzwi, a brązowooka pisnęła zakrywając usta dłonią. Dzielniejsza z nich zostawiła czarną szczotkę na umywalce i skierowała się w stronę łoskotu. Dookoła było wszędzie ciemno, a piorun co jakiś czas rozcinał mrok. Głośnie grzmoty przybliżały się, a deszcz zaczął lać jakby chciał zalać ziemię. Abby przyłożyła ucho do drewnianych drzwi i nasłuchiwała, kiedy wibracje spowodowane kolejnym uderzeniem ją odepchnęły.


— Abby! Catty! To ja Drew! — dziewczęta usłyszały znajomy głos i jednym płynnym ruchem długowłosa otworzyła wejście. Im oczom ukazał się bardzo wysoki chłopak, który momentalnie znalazł się w środku. Nagle światło z powrotem się zapaliło rażąc wszystkich w oczy. Drew był szczupłym brunetem, o lekko przydługich włosach na środku głowy, zaś po bokach kosmyki były krótko przycięte. W jego zielonych tęczówkach tańczyły jak zawsze iskierki bystrości oraz młodzieńczego cwaniactwa. Miał tak jak obie dziewczęta dziewiętnaście lat i chodzili razem do szkoły średniej. Drew był typem łobuza, ale starał się nie wyróżniać zbytnio z tłumu, gdyż miał i tak dość sporo problemów. Po zamknięciu za sobą drzwi zdjął skórzaną, czarną kurtkę z białym pasami po bokach, którą następnie rzucił na wieszak. Pod okryciem miał na sobie białą koszulkę oraz niebieskie spodnie dżinsowe.- Jak zimno! — bąknął pod nosem podchodząc do Abby, którą przytulił na przywitanie.


— Aaa… Jesteś mokry i zimny! — wrzasnęła dziewczyna w jego tors, na co brunet zaśmiał się pod nosem. Niechętnie wypuścił długowłosą z objęć, która z powodu chłodu miała grymas na twarzy. Drew następnie skierował się z szeroko rozpostartymi ramionami w stronę Catty.


— Nie waż się ty gnido do mnie się zbliżać! — rozkazała stanowczo, ale on się tym nie wzruszył i tuląc ją do siebie rozczochrał włosy brązowookiej wolną ręką. — Ty wredoto! Puszczaj mnie w tej chwili! — nastolatek poddał się i unosząc dłonie do góry dał do zrozumienia, że poddaje się.- Po co, żeś przyjechał? — spytała Catty idąc w stronę schodów prowadzących na górę.


— Wróciłem właśnie z budowy razem z ojcem i akurat zdążyłem wejść do domu, a mi Abby napisała, że jej przylałaś rurą. Stwierdziłem, że i tak nie mam co robić więc zajrzę sprawdzić, czy się nie pozabijałyście.- poinformował rozbawiony chłopak, a Catty obdarzyła go złowrogim spojrzeniem. Dotarli po chwili do pokoju Abby, do którego prowadziły drewniane, z małymi szybami drzwi. W środku pomieszczenie było wymalowane na jasny róż, oświetlone przez żółte halogeny znajdujące się w skosie sufitu. Pod nimi ustawione było sporych rozmiarów łóżko, naprzeciwko którego stała komoda z małym telewizorem. Przy oknie usytuowane było biurko z obrotowym krzesłem oraz koszem na śmieci, a niedaleko niego stała rozsuwana szafa oraz fotel. Przyjaciele usiedli na łóżku, jednak Abby kątem oka dostrzegła kopertę, którą wzięła do ręki. Zgniłozielona kartka z brązowym napisem kojarzyła się dziewczynie tylko z jednym — wojskiem.


— Ooo! Też dostałaś zaproszenie na obóz! — krzyknął uradowany Drew widząc skrawek papieru, który wyjęła zielonooka.- Ja również dostałem i się na niego wybieram tak à propos.- oznajmił dumny z siebie chłopak, podpierając się na łokciach.


— O! Ooo! Super! — wrzasnęła z entuzjazmem Catty klaszcząc w dłonie z ekscytacji.- Ja też się mam zamiar tam wybrać, więc myśl, że będzie tam ktoś znajomy jest bardzo pokrzepiająca. Obozy przetrwania są ekstra! — dodała rozpromieniona brunetka, natomiast druga z dziewcząt zaczęła czytać treść listu.

ZAPROSZENIE!

Serdecznie zapraszamy na obóz przetrwania, do pięknej oraz malowniczej miejscowości Dinberly w okolicach Brooklynu. Przeżyjecie tu przygodę, której nigdy nie zapomnicie i sprawdzicie ile warte jest życie. Wszelkich informacji zasięgniecie pod numerem znajdującym się na odwrocie.


Abby patrzyła na świstek papieru z grymasem niezadowolenia oraz sceptycznego nastawienia co do całej tej organizacji.


— Dziwnie to brzmi, a tym bardziej tylko mi się wydaje czy ta miejscowość nie została zniszczona czasem przez pożar? — spytała unosząc jedną brew do góry, a przyjaciele wzruszyli tylko ramionami.


— Ależ ty negatywnie nastawiona do wszystkiego dzisiaj jesteś. Zawsze taka optymistka, a tu co? — rzekła skonsternowana brązowooka, wymachując zamaszyście rękoma przed sobą.


— Pokaż tak w ogóle to miejsce, gdzie ci przydzwoniła Catty.- nagle wyskoczył z prośbą Drew, a obie nastolatki spojrzały na niego z otwartymi buziami, gdyż właśnie miały coś do siebie powiedzieć.


— Żeś wyskoczył z tym, jak filip z konopi.- rzuciła sarkastycznym tonem Abby, ale usiadła naprzeciwko chłopaka i zdrową ręką wskazała na obolałą łopatkę. Brunet odkrył jedno ramię, tak by zobaczyć wskazane miejsce. Widząc tworzący się fioletowy ślad, na jego twarzy zagościł grymas, niczym po zjedzeniu cytryny.


— To nie moja wina… — jęknęła Catty z miną niewiniątka.- Wracając do sprawy, to nie daj się prosić i pojedź z nami na obóz.- powiedziała z wielkim uśmiechem krótkowłosa, przechylając głowę w prawą stronę.


— Nie twoja wina? — sarknęła dziewiętnastolatka krzyżując ręce na klatce piersiowej.- A kto wziął mnie za włamywacza i pcv-łką mi przywalił? — spytała ostrym tonem Abby, a pod jej spojrzeniem przyjaciółka skuliła się niczym pies.


— Aj… Siniak jest i to nie mały.- zaopiniował w końcu Drew, zaciągając się dość sporą ilością powietrza. Następnie pochylił się lekko do przodu i złożywszy delikatny pocałunek na ramieniu przyjaciółki, poprawił piżamę.- Ja się zastanawiam czy ty Abby masz takie mocne kości, czy Catty nie ma aż takiej siły.- dodał poważnym głosem lustrując obie dziewczęta.


— Mam takie mocne kości.- odpowiedziała długowłosa cofając się i opierając się o ścianę.


— Pojedź z nami na ten obóz? — zaskomlała krótkowłosa wręcz błagając Abby, która na widok przyjaciółki wybuchnęła śmiechem.


— Jak ja was nie raz nienawidzę.- burknęła zielonooka uderzając lekko nastolatkę w ramię. W tym samym czasie, gdy trójka znajomych się śmiała drzwi wejściowe otworzyły się. Zimne powietrze wpadło do środka, po czym coś zamknęło je z powrotem.

— WYJAZD —

Abby biegła przez mroczny las z trudnością łapiąc kolejny oddech, który już palił ją w płuca. Słyszała za sobą przeraźliwy krzyk jakiejś znajomej jej osoby, ale zbyt bardzo się bała, aby zawrócić. Pechowy los chciał, że w pędzie oglądała się za siebie zapomniała, iż wszędzie wystają gałęzie. Jak tylko znów wyprostowała głowę ostre odgałęzienie wbiło się nastolatce w przełyk.

Brunetka łapczywie nabrała powietrza, otwierając oczy i uniosła się z odciśniętą na policzku ręką do góry. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że żyje i znajduje się w kuchni. Rażące promienie słoneczne drażniły ją, więc zakryła ich źródło dłonią. Ciężko wypuściła powietrze z płuc i wstała idąc wprost do swojego pokoju. Przy drzwiach stały już zapakowane po brzegi dwie torby sportowe z Adidasa. Z dezaprobatą dziewczyna pokręciła przecząco głową i złapała w jeszcze drżące z przerażenia ręce zaproszenie do obozu. Klapnęła na swoim złożonym łóżku, wpatrując się w kartkę papieru.

— Mam złe przeczucia co do tego wyjazdu.- szepnęła do siebie, jednak jej słowa usłyszała Catty, która cała aż promieniała. Miała na sobie spodnie dżinsowe oraz granatową bluzkę na długi rękaw, a włosy jak zawsze rozpuszczone. Grzywka wpadała częściowo nastolatce w oczy, a druga połowa mazała krótkowłosej okulary.

— Nie łam się kochana.- bąknęła brązowooka opierając się ramieniem o futrynę.- Będzie fajnie, zobaczysz. Zawsze jak się boisz to tak jest. Sama to ciągle powtarzasz, zapomniałaś już? — żachnęła się dziewiętnastolatka z uśmiechem na twarzy, który odsłaniał jej białe ząbki. Zrezygnowana Abby spojrzała na swoją przyjaciółkę i unosząc oczy ku górze pokręciła przecząco głową.

— Pamiętam co mówiłam, ale teraz mam obawy. To nie jest strach, tylko właśnie obawy.- odrzekła oblizując usta, które jej się wysuszyły.- Coś mi w środku mówi, aby zostać w domu, bo ten wyjazd nam jeszcze bokiem wyjdzie.- dodała spuszczając wzrok, wbijając go w podłogę.

— Głowa do góry! — krzyknęła entuzjastycznie Catty zagarniając dłonią powietrze przed sobą.- Co nas nie zabije, to nas wzmocni.- powiedziała radośnie brunetka w podskokach podchodząc do przygnębionej Abby. Pochyliła się nad dziewczyną i mocno objęła ją za szyję w uścisku, chcąc dodać otuchy swojej przyjaciółce. Nagle Catty usłyszała, że ktoś biegnie wprost na jej plecy, więc w geście samoobrony przeszła na prawą stronę materaca. Zielonooka zdezorientowana znajomej podniosła głowę, a rozpędzony Drew wpadł prosto na nią przewracając długowłosą na plecy. On sam zaś leżał na brzuchu przyjaciółki, przygniatając ją swoim ciężarem. Ich twarze się spotkały parę centymetrów od siebie, a Catty zaczęła się śmiać.

— Drew! Złaź ze mnie do jasnej anielki, dwóch kilo nie ważysz.- syknęła zielonooka z trudem łapiąc oddech, a nastolatek zaczerwienił się i przeturlał na lewą stronę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 40.95
drukowana A5
za 78.81