E-book
10.92
drukowana A5
49.07
Układ (nie) idealny

Bezpłatny fragment - Układ (nie) idealny


Objętość:
337 str.
ISBN:
978-83-8126-980-3
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 49.07

Opinie o „Układ (nie) idealny”

Wakacje życia, odpoczynek, piękny Paryż i najlepsza przyjaciółka obok. Czy można sobie wymarzyć jeszcze lepiej spędzony czas? Okazuje się, że tak. Przypadkowa znajomość może wpłynąć na każdą naszą sekundę, minutę, godzinę, dzień, ponieważ jest z nami w każdej chwili, w każdej myśli. Refleksje wpływają na uczucia, które wkradają się prosto do serca.

Agnieszka Nikczyńska, „Książki takie jak my”


Nadia, Wiktor i cudowny Paryż. Jedna noc i wszystko się zmienia. Czy Nadia zaakceptuje proponowany przez Wiktora układ? Uwielbiam książki takie, które mnie zaskoczą, są pełne zwrotów akcji, tajemnicy i wzajemnego przyciągania. Taki jest właśnie Układ (nie) idealny. Szczerze Wam polecam, nie będziecie się mogli oderwać od tej historii a końcówka sprawi, że koniecznie będziecie się chcieli dowiedzieć dalszych losów bohaterów.

Katarzyna Abdullah, www.girlsbookslovers.blogspot.com


Układ (nie) idealny to piękna, wzruszająca i otulająca swym niezwykłym urokiem powieść. Ta jakże cudowna, niezwykle wciągająca historia, chwyta czytelnika za serce, a w dodatku wciąga tak bardzo, że po przeczytaniu jeszcze na długo zatrzymuje go przy sobie. Polecam serdecznie!!!

Katarzyna Mak, autorka „Dwadzieścia minut do szczęścia”

Rozdział 1

— Cześć, Bianka — wchodzę do mieszkania po ciężkim tygodniu, a jeszcze cięższym dzisiejszym dniu. Pomimo tego, że był on krótki, gdyż pracowałam zaledwie do dwunastej trzydzieści, to ciągnął się niemiłosiernie. Spotkanie z moimi ostatnimi klientami kosztowało mnie wiele nerwów. Sami nie wiedzą, czego chcą, ciągle coś w projekcie kuchni zmieniają. Udają, że znają się najlepiej na wszystkim, zamiast zdać się na mnie.

W końcu to ja jestem ich architektem. Ok, można powiedzieć, co się chce, ale nie udawać, że wie się lepiej o wszystkich rozwiązaniach. Dzisiejsze spotkanie znowu nie przyniosło ostatecznych rezultatów, a ciągnęło się okropnie, gdyż czekam na długo zaplanowany wyjazd do Paryża.

To jest to, tego mi trzeba, oderwać się od codzienności. Należycie się rozerwać. Przestać myśleć o pracy, o przeszłości. Należy mi się to w końcu. Żyję tylko pracą, ale ileż tak można? Budzić się rano by wstać do pracy, kłaść się spać z myślą o niej. Nie da się tak dłużej tego ciągnąć. Chociaż z początku nie byłam zbyt chętna na tę propozycję od mojej współlokatorki, to teraz cieszę się na nią. A właśnie, a ona to gdzie się zaszyła?

Jest najbliższą mi osobą, moją najlepszą przyjaciółką. Powierniczką. Zawsze mogę na niej polegać. Jesteśmy jak siostry, które poza tym, że się przyjaźnią, to razem mieszkają. Takie więzy są silniejsze niż nawet te krwi, ona potrafią więcej przetrwać, bywają prawdziwsze niż te co tworzymy z rodziną. Rodziną mogą stać się dla nas nawet osoby zupełnie obce.

Nasze mieszkanie jest przestronne i nowoczesne. Uwielbiam je. Dominuje w nim prostota formy, bez zbędnych rupieci. Udaje się do kuchni, ale po drodze postanawiam, że zajrzę, czy Bianka jest u siebie. Jest ona managerem baru i modelką w wolej chwili. Piękna blondynka o bladej karnacji i oczach o odcieniu lazuru. Jest jedną z najpiękniejszych kobiet jakie spotkałam w życiu i chociaż ona tak siebie nie postrzega, to zaświadczyć może o tym ilość facetów, którzy nie mogą od niej oderwać wzroku.

Jej pokój różni się radykalnie od reszty naszego mieszkania, ale za to jest przytulny. Można w nim zaznać ukojenia po cięższym dniu, odpłynąć w zupełnie inny świat. Odzwierciedla kolorową osobowość Bianki. W tej przestrzeni można znaleźć wszystkie kolory tęczy, a cała jej osoba to kalejdoskop najpiękniejszych barw. Barwna na zewnątrz, piękna w środku. Nie sposób jej nie kochać. Optymistka patrząca na świat przez pryzmat różowych okularów. W każdym próbuje dostrzec dobro. Może i jest przez to trochę naiwna, ale swoim urokiem osobistym wynagradza wszystko. Mimo wszytko lepiej z nią nie zadzierać, gdy się już wkurzy potrafi nieźle skopać tyłek. A i ma cięty język, gdy wymaga tego sytuacja. Z pozoru niewinna, ale jednak warto przy niej zachować ostrożność.

W jej towarzystwie nawet najgorętsi faceci tracą grunt pod nogami. W związku lubi dominować i może to jest przyczyną, że nie może znaleźć sobie kogoś na stałe. Fakt też, że nie szuka za bardzo, może robić swoje, ale na brak chętnych nie ma co narzekać.

Trzy lata temu wzięła rozwód. Niestety związała się z dupkiem, który nie potrafił jej docenić i uganiał się za innymi. Po tym rozstaniu poczuła dopiero, że żyje. Przestała się dusić w niezdrowym związku, gdzie była zniewolona, a on robił co chciał. Twierdzi, że jej nie zranił, ale ja wiem swoje. Odbiło się to jednak na niej. Może i nie pokazała tego po sobie, ale kto ją zna wie, że od tej pory stała się ostrożna w stosunku do kontaktów z mężczyznami. Zauważam to, gdyż sama jestem po swoich doświadczeniach ostrożna i nie garnę się do związku. Nie dla mnie jest stały związek i zaufanie facetowi. Boję się tego. Każda z nas ze swojego powodu nie angażuje się, ale w sumie dobrze jest mi tak. Ona też nie narzeka na taki swój status.

Rozglądam się po wnętrzu jej pokoju. Zastaję ją siedzącą na łóżku ze słuchawkami na uszach. Kołysze się w rytm słyszanej tylko przez nią muzyki, wkroczyła w świat tylko jej znany. Często się tak zatraca. Walizki ma już prawie spakowane. Nie dostrzega, że weszłam. Podchodzę do niej i dotykam jej ramienia, przez to zrywa się gwałtownie.

— Cholera, Nadia, chcesz żebym zawału dostała? Niemiłe ci moje życie, że się tak skradasz? — pyta. — A w ogóle co ty tu już robisz, która godzina? — zadaje dużo pytań na raz.

— Nie skradam się, w tych słuchawkach nigdy nic nie słyszysz. Jest już południe. Za godzinę ruszmy na lotnisko. Gotowa do drogi?

— Pewno, że gotowa na zabawienie się — uśmiecha się przebiegle, a jej oczy zaczynają się błyszczeć z radości.

— Myślałam, że zabawiałaś się już całe przedpołudnie, gdy wysyłałaś mi te pikantne zdjęcia nagich facetów — wypominam jej.

— Ale wiesz, to nie zwykli faceci? To Francuzi — śmieje się.

— Przez ciebie musiałam w końcu wyłączyć komórkę. Miałam spotkanie z tymi moimi uroczymi klientami i zamiast być poważna i profesjonalna, co chwilę mi się wymykał chichot, myślałam, że cię zamorduje — robię groźną minę.

— Dalej się z nimi użerasz? Nieźle zachodzą ci za skórę. Chciałam ci porostu pokazać co nas czeka w Paryżu i umilić ci czas — tłumaczy się niewinnie.

— Nawet mi o nich nie mów, mam ich dosyć. A czas mi umiliłaś i to aż za bardzo — grożę jej palcem, uśmiechając się na wspomnienie wyczynów Bianki.

— Dobra, idę robić kawę, a ty się szykuj.

— Wezmę szybką kąpiel, przebieram się i ruszamy upolować jakiś gorących Paryżan. — Dobry humor mi dopisuje i ruszam się szykować.

Jednak ten wyjazd jest nam niezbędny. Kto wie, może załapiemy się na jakiś przygodny seks, a to też jest nam jak najbardziej potrzebne. Ech, kiedy ostatnio z kimś się przespałam? Zaczynam już powoli zapominać, kiedy to było. Jakieś dobre cztery miesiące temu. Może więcej. Pomimo mojej niechęci do mężczyzn, tyle czasu bez orgazmu to zdecydowanie za długo. Nic dziwnego, że nikt nie może już ze mną wytrzymać. Koniecznie potrzebne mi dobre bzykanko.

Zapamiętać: priorytet na weekend — dać się dobrze przelecieć atrakcyjnemu Francuzowi. Zasmakować seksu po francusku i dobrze się zabawić, a później wrócić i mieć co wspominać. Bianka z pewnością się w tej kwestii ze mną zgodzi. Musimy zdeprawować kilku mężczyzn.

Idę do końca korytarza w stronę łazienki. Otwieram drzwi i rozglądam się po wnętrzu. Jak w większości mieszkania tak i tu dominuje brak przepychu. Całość wyłożona jest jasną ceramiką, do tego ciemne drewno i wolno stojąca wanna, w której pragnę zażyć upragnionej rozkoszy z kąpieli.

Napuszczam wody, ściągam moje ubranie i wrzucam je do kosza na brudy. Mój wzrok spoczywa na chwilę w lustrze, widzę w nim swoje nagie odbicie. Mym oczom ukazuje się piękna kobieta o smukłej sylwetce. Opalonej karnacji, długich i ciemnych prawie do pasa włosach. Pełnych ustach i oczach ciemnych jak noc, w których nie można dostrzec dawnej iskry. Wydaje się, że coś tam w głębi zgasło. Może to wina mych dramatycznych przeżyć, których pamiątkę mam w postaci kilku brzydkich blizn na lewym boku. Blizn, przez które już zawsze będę naznaczona i nieufna.

Postanawiam sobie, że odzyskam mimo swych lęków dawną siebie. Przeszłość nie zepsuje mi tego weekendu. Zabawię się i zrelaksuje. Nie mogę w kółko zadręczać się czymś, co było kilka lat temu. Mam już prawie trzydziestkę na karku, pora zacząć nowy etap w życiu. Od dziś nie będę już tą samą zranioną Nadią Parocką, będę za to szaloną Nadią.

Wchodzę do wanny. Upajam się ciepłem wody, relaksuję. Chociaż mam mało czasu, to postanawiam się szybko wydepilować. Opłukuję się prysznicem i wychodzę. Osuszam swe ciało miękkim ręcznikiem, nakładam balsam, poprawiam makijaż i rozczesuję włosy. Zastawiam je swobodnie rozpuszczone. Zakładam szlafrok i ruszam do swojego pokoju.

To jest moja oaza. Kremowe ściany, białe duże łóżko po środku jeden z nich, zasłane czarną pościelą. Szkoda tylko, że w tym łóżku bywam taka samotna.

Gdyby, ktoś się spytał, czym wyróżniam się z pośród tłumu, byłaby to samotność. To ona mnie piętnuje, ale to ja z nią nie walczę. Nie zawsze jest siła stoczyć taką bitwę, ale czy można w kółko uciekać? Gdzie to mnie zaprowadzi? Nie znam odpowiedzi na te pytania, ale jedno wiem, czuję wręcz, że ucieczka nie jest dobrym rozwiązaniem.

Wracając do mojej sypialni, na jednej ścianie obok łóżka stoi biała toaletka z owalnym lustrem w ciężkiej ramie. Na przeciwległej ścianie mam okno balkonowe, gdzie uciekam w chwilach słabości, aby pobyć sama ze sobą. I na koniec moja ulubiona część — garderoba. Usadowiona na całej długości jednej ze ścian, oczywiście jest w białych kolorach. Wypełniona po brzegi ubraniami. Najczęściej są to stroje eleganckie, ale nie brak mi też ubrań w mniej poważnym wydaniu. Jedną część szafy zajmują buty. Moja największa słabość, gdy wybieram się na zakupy to nie sposób mi się oprzeć i nie kupić jakiejś pary szpilek.

Sięgam po mój ulubiony zestaw ubrań. Czarna ołówkowa spódnica, biała koszulowa bluzka bez rękawów, zasuwana na zamek z dość pokaźnym dekoltem. Wyciągam jeszcze żakiet z rękawem trzy czwarte, ale na razie go nie zakładam. Później może się przyda, ale póki co mamy zbyt duży upał. W końcu jest koniec czerwca i pogoda nam dopisuje. Całość założyłam na zestaw koronkowej białej bielizny. Całokształt uzupełniają czarne szpilki w szpic na dziesięciu centymetrowym obcasie, które zakładam na stopy. Fakt, że w nich mam jakieś 185 cm wzrostu, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Dzięki temu czuję się, może to zabrzmieć lekko egoistycznie, ale ponad innymi i pewna siebie. Chociaż to tylko pozory, ale któż ich nie lubi stwarzać.

Reszta ubrań i butów na wyjazd spoczywa w dużej, czarnej walizce, która stoi koło drzwi. Sięgam po nią, lecz przypominam sobie, że nie ubrałam swoich szczęśliwych kolczyków, które wręcz uwielbiam. Idę do szkatułki, która stoi na toaletce, wyciągam je. Są to wkrętki ze złota z małym czerwonym kamieniem po środku. Dostałam je od Bianki po trudnym dla mnie okresie mojego życia, na początek nowego rozdziału, którego tak naprawdę jeszcze na dobre nie zaczęłam. Postanawiam je założyć, może przyniosą mi szczęście. Nie jestem gotowa na poważny związek, ale na dobrą zabawę oczywiście, że tak.

Wychodzę z pokoju, w którym pozostawiam jak zawsze idealny porządek. Jestem typem pedantki i u siebie zawsze staram się mieć wszystko na swoim miejscu.

Bianka czeka już na mnie w salonie z kawą. W salonie, w którym prócz dużej turkusowej kanapy, białego stolika i telewizora na ścianie nie ma nic. Biorę swój napój od niej i upijam kilka łyków. Preferuję czarną, bez cukru.

— Nadia, taksówka zaraz będzie. Jestem już gotowa, ale ty mi nie mów, że serio zamierzasz jechać w ubraniach, które nadają się raczej do pracy z nadętymi osobami, a nie na wyjazd. Mamy się zabawić, zapomniałaś? — mówi spoglądając z niesmakiem na mój zestaw odzieży.

— Przestań się stale czepiać moich wyborów modowych, to jest mój styl i nic na to nie poradzę. Nie martw się, wzięłam i coś bardziej stosownego. Wręcz wyzywającego. Czekam tylko na zmianę otoczenia, wtedy i ja też się zmienię — uśmiecham się przebiegle na myśl o moim postanowieniu i sukience, którą mam przyszykowaną na nasze wielkie wyjście w miasto.

— Mam nadzieję, bo inaczej sama ci coś wybiorę. Wiesz, że ten weekend jest dla nas, mamy się tam odprężyć.

— Wiem o tym dobrze. Zabawimy się — odpowiadam wesoło.

Bianka ma na sobie krótką, obcisłą, czarną mini, z dołem przyozdobionym frędzlami, luźną bluzkę o kolorze pudrowego różu z szyfonu z głębokim dekoltem. Do tego pod kolor szpilki w szpic. Rozpuszczone włosy, mocny makijaż. Wygląda zjawiskowo.

— Skoro jesteśmy gotowe i odpowiednio nastawione, to bierzmy walizki i schodźmy na dół. Taksówka na pewno już na nas czeka — mówi rzeczowo Bianka.

Mieszkamy w Warszawie w dzielnicy Mokotów, w pięknej po renowacji kamienicy. Zjeżdżamy na dół windą i wychodzimy przed budynek. Słońce mocno grzeje. Oglądam się za siebie. Budynek jest okazały o pięknej fasadzie, przez co przyciąga wzrok niejednego przechodnia. Zajmujemy mieszkanie na trzecim piętrze. Z dużym balkonem wychodzącym z mojego pokoju.

Zaczynam czuć lekki dreszczyk emocji. Moja nowa otwarta postawa na szybką przelotną znajomość napędza mnie optymizmem, a zarazem odczuwam wewnętrzny spokój. Tak jakby podjęcie działań mogło mi przynieść chwilowe ukojenie. Naprawdę trzeba w końcu wrzucić na luz. Ostatnio jestem zbyt spięta. To co zdarzyło się kiedyś, nie jest powiedziane, że się powtórzy, zwłaszcza przy przelotnej znajomości. A póki co tylko takie mnie interesują.

W tym momencie podjeżdża taksówka i odrywa mnie od ponurych myśli, które zaczynają do mnie napływać. Od dziś pełny optymizm.

Wsiadamy obie na tylne siedzenie samochodu. Nie pogrążam się w rozmowie z Bianką. Często miewam chwilę, gdy zamykam się na otoczenie, zwłaszcza w miejscach publicznych. Wyjątek stanowi moja praca, gdzie muszę działać, aby coś osiągnąć. Kierowca rusza w stronę lotniska Okręcie. Wyglądam przez szybę i wyłączam myślenie, nastawiam się na odbiór bodźców z mijanego krajobrazu. Fakt, w większości są to tylko samochody i budynki, ale i tak uspokaja mnie to w pewnym sensie.

Nawet nie zauważam, kiedy podjeżdżamy pod budynek lotniska.

— Bianka, ileż ty ubrań wzięłaś? — pytam, widząc jak kierowca wyciąga jej dwie walizki, których wcześniej nie zauważyłam.

— Tylko same najpotrzebniejsze rzeczy. Kto wie, co się wydarzy — odzywa się do mnie z zadziornym uśmiechem.

— Po tobie można się spodziewać, że zgorszysz jakiegoś Francuza i pozostawisz go z marzeniami o sobie.

— A tam, gadasz. Co ja poradzę, że faceci tak łatwo mi ulegają. Mają po prostu pecha, że trafiają na mnie, ale zawsze zostawiam ich z porządną dawką wrażeń. — Figlarny uśmiech na jej twarzy mówi mi, jakich to wrażeń może im dostarczyć.

— Małostkowa wariatka — przewracam oczami. Ona nigdy nie patyczkuje się z płcią przeciwną. — Dobra, dupo moja kochana, my tu sobie gadu gadu, a samolot to raczej na nas nie będzie czekał. Ruszmy się do sali odpraw.

— Masz rację, chodźmy, chcę sprawdzić w końcu, o co tyle szumu z tymi Paryżanami. — Bianka jak zawsze przechodzi do sedna sprawy.

Nie będę ukrywać, że sama nabieram coraz to większej ochoty na jakiegoś przystojnego Francuza.

Ruszamy do wejścia na lotnisko ze swoimi bagażami. Widać, że zbliżają się wakacje, gdyż lotnisko jest w dużej mierze zapełnione. Udajemy się do punktu odpraw. Sprawdzają nasze dokumenty. Gdy wszystkie formalności są już załatwione, spokojnie czekamy.

Wywołują nasz lot i idziemy na pokład samolotu, który ma nas dostarczyć w miejsce, gdzie przeżyjemy przygodę. Wyłączam swój smartphone. Rozsiadam się wygodnie i w końcu całkowicie odprężam. Ten weekend będzie należeć do mnie i oczywiście mojej ukochanej przyjaciółki, Bianki. Z tą myślą odpływam w lekką drzemkę.

Rozdział 2

Bianka wybudziła mnie ze resztek mojego snu. W sumie szkoda, gdyż zaczął mi się śnić wysoki brunet, ale niestety marzenia senne zostały przerwane.

Po około dwóch godzinach i dwudziestu pięciu minutach dolatujemy do paryskiego lotniska Paryż-Roissy-Charles de Gaulle. Jest ono położone dwadzieścia pięć kilometrów od centrum miasta. Z góry Paryż wygląda niesamowicie. W oddali widać wieżę Eiffla, która wyróżnia się spośród innych zabudowań.

Pora wracać do rzeczywistości. Niekiedy te powroty bywają trudne zwłaszcza po koszmarach sennych. Po pozytywnych snach łatwiej się odnaleźć zwłaszcza, gdy czeka perspektywa ziszczenia choćby części z nich. Wiadomo, nie będę już aż tak bardzo wybredna jak zamiast bruneta spotkam jakiegoś blondyna. Byle nie był dupkiem i chętny na małe co nieco w łóżku. Kolor włosów będzie wtedy mało istotny.

Przygotujemy się do lądowania. Zapinam więc pasy, zachodzimy coraz niżej. Piękny Paryż przybliża się do nas. Aż trudno mi uwierzyć, że dopiero pierwszy raz jestem w tym mieście. Mam nadzieję, że ta podróż mnie nie zawiedzie i będę się bawić wyśmienicie. Bianka już o to z pewnością zadba. Moja towarzyszka podróży ma już przygotowany plan. Z nią nie ma czasu na nudę. Jedynie sama muszę zadbać o jeden aspekt — z kim spędzę noc, z poduszką czy gorącym facetem.

Lądujemy i wychodzimy do budynku lotniska. Odbieramy bagaże. Przed budynkiem łapiemy taksówkę, która zawozi nas do hotelu Four Seasons Hotel George V Paris, który znajduje się 36 km od miejsca naszego przylotu.

Jedziemy pogrążone w rozmowie o tym, co mamy zamiar robić, gdy już dotrzemy na miejsce. Na pierwszym naszym miejscu jest, oczywiście po formalnościach związanych z meldunkiem, odpicowanie się. Bianka opisuje, co zamierza na siebie włożyć, ja natomiast nie chcę zdradzić jej, w co się wieczorem ubiorę.

— Nadia, tylko błagam cię, abym się nie musiała za ciebie wstydzić. Zero garsonek. Rozumiesz? — piorunuje mnie wzrokiem. Boi się chyba, że na wyjazd wzięłam same oficjalne stroje, ale nie ma co jej winić, gdyż często tak się ubieram.

— Niech się twoja śliczna rozczochrana główka o to nie martwi. Zaskoczę cię — uśmiecham się chytrze. Nie mogę się już doczekać jej miny, gdy mnie zobaczy w stroju na wieczorny wypad.

— Ej, wcale nie mam rozczochranych włosów, prawda? — Oburzona zaczyna przygładzać swoją fryzurę. Jak zwykle przewrażliwiona na punkcie włosów. Przynajmniej temat mojej garderoby poszedł w odstawkę.

— Słońce, wiesz, że wyglądasz idealnie, tylko żartowałam — uspokajam ją.

— Wiesz, że robisz się ostatnio zrzędliwa i masz dosyć niemiłe docinki?

— Ej, wypraszam sobie, nie zrzędzę — robię urażoną minę.

— Jak nie? Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio byłaś w pełni wyluzowana. Wrzuć na luz, kobieto — patrzy na mnie wzrokiem mówiącym: przede mną się nic nie ukryje. Dobrze jest mieć przyjaciółkę, ale nie raz zna cię aż zanadto.

— Masz rację. Już postanowiłam, że ten weekend będzie inny. Będziemy się na pewno świetnie bawić. Zero zmartwień — obiecuję jej. Obie się uśmiechamy. — Odstawimy się i będziemy wyglądać nienagannie. Tak, że nikt nie od nas wzroku nie oderwie.

— To jest dobra myśl — promienieje Bianka.

Kończymy temat naszego wyglądu. Lepiej z nią nie zadzierać w tych kwestiach. Jak każda modelka ma chyba obsesję na punkcie swojego imagu. Facet, który ją komplementuje ma naprawdę przechlapane. Jedno złe słowa i awantura gotowa.

Po czterdziestu minutach jazdy dojeżdżamy do naszego pięknego hotelu. Wynajęłyśmy pokój dwuosobowy, który mieści się na trzecim piętrze. Hotel ten jest bardzo luksusowy, wybudowany w 1928 roku, ma już ładną historię na swoim koncie.

Wysiadamy z taksówki i wchodzimy do środku naszego punktu orientacyjnego przygody w Paryżu. Hotel słynie z niesamowitej kolekcji dzieł sztuki, które potrafią nacieszyć oczy wielu turystów. Idziemy do recepcji i potwierdzamy rezerwację. Później jesteśmy prowadzone do naszego pokoju.

Jest on zjawiskowy, zachowany w klasycznym stylu. Oddający wspaniały klimat Francji. Zakochać się można w tej przestrzeni.

Obie szybko się odświeżamy i lekko zapoznajemy z naszym hotelowym minibarkiem. Zaczynamy naszą przygodę. Następnie idziemy się ubrać w coś do klubu. Stawiam na elegancką seksowność.

Gdy zobaczyłam tydzień temu na wystawie sklepowej tę sukienkę, wiedziałam od razu, że ona musi być moja. Postanawiam założyć ją na czerwone stringi, a stanik sobie daruję, gdyż sukienka ma go już wszytego. Nie ubieram rajstop i tak jest na to za gorąco.

Zakładam moją zdobycz. Jest to czarna obcisła mini. Wydawać by się mogło klasyka, ależ jest to bardzo mylne dla człowieka. Wystarczy spojrzeć na jej tył. Posiada tam rozcięcie w kształcie litery V, od samych ramion do pasa. Dodatkowo jej ramiona są wysadzone uroczymi kryształkami, które pod światło pięknie się mienią. Z przodu ma nieduży dekolt. Wiadomo, tyłem nadrabia.

Do całości zakładam czerwone, lakierowane szpilki w szpic. Może i jest gorąco, ale wiadomo, trzeba się poświęcić. Buty te są klasyczne, ale jakże wydłużają nogi. W sumie za bardzo tego nie potrzebuję, ale wiadomo, od przybytku głowa nie boli.

Na ramię zakładam duża kopertówkę. Również koloru czerwonego. Wyposażam ją w niezbędne artykuły, w tym na wszelki wypadek prezerwatywy. Kto wie, co się trafi, a jak jest wiadome lepiej przypadkowi nic nie pozostawiać. Tabletek nie biorę. W przypadku mojej ilości seksu — nieopłacalne. A bez zabezpieczenia to się już nie bawię. Człowiek uczy się na błędach. Raz już popełniłam duży, za który zapłaciłam wysoką cenę.

Czas przegonić te myśli, które zaczynają kiełkować w mej głowie. Jestem twardą kobietą, nie pozwolę się już nigdy więcej skrzywdzić.

Wracając do ubioru, myślę, że całość ładnie uzupełni długi złoty naszyjnik z dużą zawieszką, w kształcie owalu z rubinowym oczkiem. Do tego pozostają kolczyki, które mam na sobie od wyjścia z domu.

Uważam, że jestem gotowa. Włosy pozostawiam rozpuszczone. Gdy będzie chłodno będę musiała się grzać alkoholem, bo na wierzch nic nie zakładam. Grzechem by było zakryć te gołe plecy, nawet większość włosów przerzucam na jeden bok i daję do przodu.

Czas iść zobaczyć, co u Bianki. Siedzi u siebie na łóżku. Jej pokój to lustrzane odbicie mojego. Elegancja w każdej postaci. Obraca głowę w moja stronę. Widać w jej oczach niedowierzanie, ale i wielki uśmiech pojawia się na jej twarzy.

— Nadia, ale żeś się odjebała. Rewelacyjnie wyglądasz — podchodzi do mnie, żeby mi się lepiej przyjrzeć i ściska mnie. Myślała na pewno, że ubiorę jakaś spódnicę do kolan i białą bluzkę, ale ja też potrafię czasem wszystkich zaskoczyć.

— Dzięki, kochana, ty też bosko wyglądasz. A twoje cycki w tej sukience, aż się proszą, aby je przelecieć. Masz szczęście, że nie jestem lesbijką bo bym się jeszcze na ciebie tu i teraz rzuciła — udaję, że chcę się na nią rzucić. Bianka robi zręczny unik. Śmiejemy się.

A wygląda faktycznie bosko. Ubrała się w zwiewną, dżinsową sukienkę przewiązywaną paskiem w pasie. Z dekoltem bardzo, ale to bardzo głębokim. W końcu ma co pokazać, to niech pokazuje. Ma małą czarną kopertówkę na złotym grubym łańcuchu. Do tego czarne szpilki bez palców. — Nikt ci się oprze.

— Wiem, żaden facet nie przejdzie obojętnie koło mnie.

— Przecież nigdy nie przechodzą. Spójrzmy prawdzie w oczy, nikogo nie masz bo wszystkich spławiasz, a nie dlatego, że się im nie podobasz. Faceci mają przy tobie przechlapane — szturcham ją lekko w ramię

— Aż taka zołzą dla nich nie jestem. Nie moja wina, że ideałów nie ma — robi urażoną minę, ale jej oczy dalej się śmieją.

— Oj jesteś i to bardzo. Dużo męskich serc ranisz. Wiem coś o tym, zwłaszcza, gdy muszę spławiać twoich adoratorów. Dziś pewno znowu kogoś rozkochasz w sobie, a później porzucisz.

— Ty też spotkasz dziś kogoś na pewno. W końcu każda z nas ma ten wyjazd wspominać bardzo dobrze, a Paryż też ma o nas nie zapomnieć.

— Ok, też wyrwę kogoś, zdemoralizuję, lekko wykorzystam, a później porzucę. Na to się piszę. Chyba obie mamy w planach przygodę na jedną noc — puszczam oczko do niej. — Tylko błagam, nie swataj mnie jak zawsze, sama sobie jakoś poradzę.

— W moich planach na tę noc są przynajmniej dwie takie przygody — chichocze Bianka, która, znając ją, zrobi to, co mówi.

— Szalona jesteś — odpowiadam ubawiona.

— I za to mnie kochasz — oznajmia mi.

— Nie wiem jak ty, ale ja to bym się już zbierała. Na twoje plany potrzeba trochę czasu. Będę mniej ambitna, wystarczy mi jeden Francuz. A teraz chodźmy do restauracji coś zjeść i uzupełnić zapas energii — biorę ją pod ramię i schodzimy w dobrych nastrojach do restauracji hotelowej. Wychodzę z naszego cudownego lokum z myślą, że dziś w nocy wrócę tu już nie sama.

Restauracja jest urocza. Masywne fotele, piękne wiszące żyrandole. Paryż budzi we mnie romantyzm. Kelner prowadzi nas do stolika. Bianka, która zna lepiej Francuzki, prosi o kartę win i menu. Rozsiadamy się wygodnie i czekamy aż kelner wróci z naszymi kartami.

— Nadia, mam nadzieję dziś nie wyzgonować. Najpierw drink, teraz wino, a później, co proponujesz? — Chytrze się uśmiecha. Dobrze wie, na co się zdecydujemy. Nasze preferencje są takie same.

— Wódka — odpowiadam chyba zbyt głośno, gdyż kilkoro gości obraca się w naszą stronę. Usiłujemy przybrać na twarzy wyraz skruchy za ten hałas, ale zaczynamy się śmiać. Humor ewidentnie zaczyna nam dopisywać. Wraca kelner z naszymi kartami.

— Gentilles dames environ est votre carte. Vous êtes sur le point de passer en revue dans l’ordre.

— Merci — odpowiada Bianka. Posyła mu uśmiech, czym go lekko peszy.

— Jakie wino wybieramy? — pytam się jej.

— Jak najtańsze — odpowiada Bianka. — Widzisz te ceny? Masakra, jak można takie drogie wino pić? Nadia, co proponujesz?

— Coś, co ładnie brzmi. Wiesz, że nie znam się na winach. Może być jakieś wytrawne. A reszta to mi obojętne. Może Domaine de Tholomies Syrah Grenche.

— Ok, pasuje mi jak najbardziej. — Obie jesteśmy zgodne.

— A co bierzemy do jedzenia? Ja chyba wezmę Tartare de saumon Au basilic et aux artichauts. To jakaś tarta, a uwielbiam ją w każdej postaci. A ty co bierzesz?

— Soupe a l’Oignon Gratine — mówi Bianka. — Dla mnie sama zupa w zupełności wystarczy.

— To już mamy ustalone, nasza obsługa już idzie. Zamów ty. Mój francuski by go wystraszył.

Kelner przyjmuje zamówienie i odchodzi. Jest najwyraźniej trochę onieśmielony. Bianka każdego potrafi wpędzić w zakłopotanie.

— Bianka, przestań się znęcać nad tym biedakiem, facet języka zapomina, a ja tu głodna czekam — droczę się z nią. — W sumie to on jest całkiem niezły. A tyłek to ma niczego sobie — podłapuję wzrok Bianki, która patrzy na mnie jakby mnie pierwszy raz na oczy widziała.

— Nie do wiary, moja mała Nadia staje się kobietą i potrafi w końcu dostrzec fajnego faceta — ironizuje, ale obdarza mnie ciepłym uśmiechem.

— Nie przesadzaj. Niezłych mężczyzn zawsze potrafię zauważyć. Ostatnio po prostu ciężko z czasem u mnie — bronie się, chociaż i tak wiem, że przy niej to na nic, za dużo ostatnio okazji przepuściłam i to celowo.

— Raczej brak chęci. Od dziś skoro już nabrałaś ochoty, to ja już cię poprowadzę ku ścieżce rozpusty. — Ona to potrafi zachęcić człowieka do działania.

— Jak dobrze, że cię mam. Dawno już bym w zakonie wylądowała — śmieje się, ale po części wiem, że to prawda. Bez niej siedziałabym w całkowitej izolacji od społeczeństwa. Byłabym wrakiem człowieka. Dobrze, że mnie pozbierała do kupy i nakierowuje ciągle na stacje zwaną życiem. Bez niej po tym co mi się przydarzyło, życie nie miało by sensu. Dopilnowała żebym się nie poddała.

— Od tego jestem, kochana. Koniec tych sentymentów. Nie zapominajmy, po co przyjechałyśmy. Musimy ustalić strategię. Jedziemy do jednego klubu upijamy się i tam szukamy swych ofiar, czy wałęsamy się po kilku i upijamy stopniowo? — Jak zawsze musi mieć wszystko zaplanowane.

— Jak dla mnie długie chodzenie nigdy dobrze się nie kończy. Chyba, że już nic się w pierwszym klubie nie przytrafi, to ewentualnie wtedy do innych. Poza tym na nogach mam chyba jedne ze swoich najwyższych szpilek i nie wiem, ile moje nogi w nich pociągną — narzekam trochę, chociaż wiem, że nie okaże mi współczucia, gdyż sama ma niewiele niższą szpilkę.

— To mamy ustalone. Po kolacji idziemy do Queen Club. Czytałam przed wyjazdem, że ma dosyć dobre recenzje. Może się nie zawiedziemy.

Ta noc będzie nasza. O, idzie kelner z naszym zamówieniem. Bianka zaczyna pożerać go wzrokiem. Ten spoglądając na nasz stolik dostrzega to i prawie się potyka.

— Oj, biedactwo, coś mu chyba obcowanie z Polkami nie służy. — Obie zaczynamy się na niego gapić. Najwyraźniej lubimy się znęcać nad facetami. Francuz będąc bliżej naszego stolika robi się coraz bardziej czerwony na twarzy.

— Vin de dames pour vous. Je vais prendre le reste de la commande. — Odchodzi, tym razem się nie potykając.

— Akcent francuski jest cudowny. Marzy mi się, że podczas seksu będzie do mnie szeptał jakiś Francuz czułe słówka w tym języku. Na samą myśl o tym chyba dostanę orgazmu. — Widać po niej, że w jej głowie zaczynają układać się fantazje.

— Bianka, opanuj się jesteśmy w restauracji. Chociaż przyznaję, że taka perspektywa bywa pociągająca.

Chichoczemy jak jakieś nastolatki. Paryż nas odmładza. Przenosi w świat beztroskiej młodości, którą sama osobiście miałam zmarnowaną.

Zwracamy uwagę na siebie. Inni goście zaczynają nas chyba obgadywać, ale cóż, w wyborowym towarzystwie przecież nie da się drętwo siedzieć. Wraca nasz ulubiony kelner, który już się trochę opanował. Głowę trzyma podniesioną do góry, a na twarzy pozostał już tylko lekki rumieniec, który nadaje mu chłopięcego uroku. Blond włosy lekko przydługawe, ma fajnie rozczochrane na głowie, rumieniec uwydatnia jego niebieskie oczy. Zaczynam się zastanawiać, co on tu robi, powinien podbijać świat modelingu. Niestety nieśmiałość chyba przeważa tu szale.

— A propos de ce repas pour les dames. Je profiter de vos repas.

— Merci — odpowiadamy.

— Ależ to jedzenie wygląda i pachnie apetycznie. Jedzmy w końcu, bo czas nas nagli. Dziś mam duży apatyt do poskromienia — mówi Bianka i bierze się do konsumpcji swojej zapiekanej zupy.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 49.07