E-book
10.92
drukowana A5
39.9
Układ na wyłączność

Bezpłatny fragment - Układ na wyłączność


5
Objętość:
281 str.
ISBN:
978-83-8155-223-3
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 39.9

Rekomendacje

„Układ na wyłączność” to poruszająca opowieść o sile miłości i odnajdywaniu się na nowo. Emocje grają tam główną role, a zwroty akcji zaskakują. Jest to niezwykła i wciągająca historia, która poruszy Wasze serca tak jak zrobiła to z moim.

Malwina Nowak „Świat książkowy Mali”


Co zrobić, gdy twojej przyjaciółce układa się lepiej od Ciebie? Nadia staje właśnie w takiej sytuacji. „Układ na wyłączność” to kontynuacja „Układu (nie) idealnego”, w której poznajemy dalsze losy Nadii oraz Wiktora. Czytając ją można spotkać wiele niespodziewanych sytuacji, które wpłyną nie tylko na Nadię i Wiktora, ale również na innych, nowych bohaterów. Książka, która skłania do refleksji o życiu uczuciowym, przywiązaniu do drugiej osoby oraz dzieleniu czasu pomiędzy znajomych, przyjaciół, rodzinę, a drugą połówką. Czy Nadia i Wiktor będą dla siebie nawzajem na wyłączność? Tego dowiecie się z najnowszej książki Katarzyny Zięcina.

Aleksandra Bednarska „Francuski przy kawie”


Nadia jest intrygującą bohaterką, która szuka w życiu bezpieczeństwa i stabilizacji. Niestety los sprawia, że młodej kobiecie wciąż coś stoi na przeszkodzie, aby to osiągnąć. Mimo wszystko, Nadia pokazuje kobiecą siłę i nawet w naprawdę ciężkich momentach, nie poddaje się. „Układ na wyłączność” to opowieść o życiu i o tym jakie bywa nieprzewidywalne, ale również o miłości, wystawianej na wiele prób.

Agnieszka Nikczyńska „Książki takie jak my”

Rozdział 1

Ktoś by powiedział, że trzy miesiące to dużo czasu, lecz na zapomnienie o nim wciąż za mało. Od trzech miesięcy codziennie o nim myślę i wciąż na nowo utwierdzam się w przekonaniu, że już pozostaną mi o Wiktorze tylko myśli i wspomnienia.

Jego oblicze nadal jest mocno zakotwiczone w mym umyśle. A uczucia, którymi go darze nie słabną. Wziął cząstkę mnie ze sobą znikając z mego życia. I chociaż, to ja zdecydowałam o rozstaniu, niestety nie widziałam innego wyjścia, nie mogę go wyrzucić ze swego serca ani myśli. Nie potrafię go zapomnieć. Mój umysł podsyła mi wciąż na nowo jego obraz. Zamykając oczy widzę wyraźnie nas razem. Nie potrafię nie pamiętać. Choć tak bardzo tego pragnę, nie udaje mi się.

Co rano budzę się pełna optymizmu, że to może był jednak zły sen, ale brak jego u mego boku i upływające samotnie dni, wyrywają mnie z tych złudnych nadziei.

Najgorsze jest to, że przed światem muszę udawać, iż wszystko jest w porządku, że cała ta sytuacja nie sprawiła, że rozsypałam się w sobie. A to jest ciężkie zwłaszcza, gdy wokół jest tyle szczęścia.

Największym okropieństwem jest oszukiwanie mojej przyjaciółki Bianki, ale nie potrafię zrzucić na jej barki swego cierpienia. Tak dużo w życiu już dla mnie zrobiła i teraz, gdy w życiu jej się układa, nie potrafię zaburzyć tego szczęścia.

Dobrą stroną jej związku z Jakubem jest to, że ostatnio rzadko bywa u nas na mieszkaniu. Częściej pomieszkuje u swojej drugiej połówki. W weekendy już całkiem znika z naszego wspólnego lokum. Odpowiada mi to, gdyż mnie nie wypytuje i nie zauważa w jaki sposób staram się zapomnieć o Wiktorze.

W pracy dzięki dużej ilości zleceń udaje mi się przetrwać dnie. Chociaż do końca i tak nie jest łatwo, zwłaszcza, gdy widzę moją współpracownicę i zarazem przyjaciółkę całą w skowronkach. Laura też jest szczęśliwie zakochana i to w Aleksie, który ponoć świata nie widział poza mną. Wiem, że to płytkie myślenie, ale ostatnio inaczej nie potrafię. Zdaję sobie sprawę, że to ja nie dałam nam szansy. Wiem, że zasługuje na szczęście, ale ukłucie zazdrości pozostaje widząc ich razem. Chociaż szczerze życzę im wszystkiego co najlepsze, w końcu sama ich sobie przedstawiłam w dodatku na własnym terenie w dniu moich urodzin. Niestety nie mogę wyzbyć się uczucia, że zmarnowałam swą szansę na własne szczęście.

Gdybym tylko dała Aleksowi szanse przed poznaniem Wiktora, możliwe, że ja teraz byłabym tą szczęściarą. Nie stało się jednak tak, a gdy na mej drodze pojawił się Wiktor, okazało się to wręcz niemożliwe. Zawładnął on mną od początku naszej znajomości i jestem nadal pod władaniem jego uroku i osobowości, chociaż jest on daleko. Obawiam się, że przez to nigdy nie zaznam szczęścia.

Dlatego usilnie staram się, aby opuścił chociaż na kilka godzin me myśli. W tym celu co weekend upijam się i co najważniejsze to pomaga. Na dziś też zaplanowałam oczyszczanie umysłu z Wiktora. Nie potrafię spędzać piątkowego wieczoru sama w mieszkaniu.

Wyszykowana wyruszam w miasto. Pogoda nie dopisuje, ale nie zwracam na to uwagi, stałam się obojętna na większość rzeczy, gdyż i tak nie potrafię dostrzec pozytywów. Nie dostrzegam ich w świecie, który mnie otacza. Szara aura, sprawia, że mogę się z nią utożsamić. Jest jak moje wnętrze, pozbawione kolorów, wyblaknięte.

Taksówka zawozi mnie do centrum Warszawy, gdzie wybór barów jest ogromny. Staram się wybierać coraz to nowe miejsca, abym nie została zapamiętana przez innych bywalców.

Na miejscu podchodzę do baru i zamawiam drinka. Na początek mi wystarczy. Postanawiam nie oddalać się od tego miejsca, tylko zasiadam przy nim. Nie zamierzam zbyt długo oczekiwać na kolejne trunki.

Drink przechodzi gładko przez gardło. Swe myśli próbuję zaprzątać obserwacją ludzi. W ciągu tych strasznych dla mnie tygodni zauważyłam wiele osób, którzy po prostu z założenia przyszli się upić. Zupełnie tak jak ja. Pewnie też mają dosyć swego życia, w którym nie mogą odnaleźć odrobiny radości. Swoje już zaczynam nienawidzić.

Poza pracą nic mi się nie udaje. Dobrze, że lubię projektować wnętrza, zmieniać istniejące na coś zupełnie nowego, gdyż inaczej nie byłabym w stanie przetrwać codzienności, która nie jest łatwa. Szkoda, że nie mogę na nowo zaprojektować siebie. Zmienić to, co we mnie zepsute na nowe. Moja egzystencja od dawna przeplata się cierpieniem. Nie mam łatwego losu. W każdym okresie życia miałam jakieś ciężkie chwile. Chociaż usilnie starałam się to zmienić, nie udało się. Taki stan rzeczy wyniszcza mnie. Sprawia, że staję się skorupą, obumarłą w środku, ale najwyraźniej tak miało być. Pozostaje mi pogodzić się z tym, że będę nieszczęśliwa już na zawsze.

Po czwartym drinku zaczynam mi szumieć w głowie, ale to nadal za mało, aby całkiem się wyzbyć wspomnień, które falami zalewają mi umysł. Jestem samotna, nieszczęśliwa i jedynie zapomnienie da mi całkowite upojenie się. Zamawiam wódkę, trzy pięćdziesiątki, pora przejść na coś mocniejszego. Barman spogląda na mnie z powątpiewaniem, ale polewa mi.

Nie zastanawiając się wiele piję jednego, później drugiego, ale wiem, że nadal będzie mi mało. Ciągle nie potrafię przestać myśleć o nim. Jest jak nieuleczalna choroba, która już na zawsze z nami będzie. Spoglądam na obsługującego mnie blondyna i mówię do niego lekko bełkotliwie.

— Polej jeszcze trzy kolejki. — Sięgam po ostatni pełny kieliszek i zamieram z nim przy ustach, słysząc takie słowa:

— Tej pani to już na dziś raczej wystarczy. –Obracam się w stronę tak dobrze znanego mi głosu, ale to przecież niemożliwe, żeby to był on. Mój umysł musi mnie zwodzić. A jednak. Mym oczom ukazuje się Wiktor.

— Pozwól… że sama…. o tym… zd..ecyduje. — Ledwo udaje mi się wyjąkać to zdanie przez czkawkę i nadmiar alkoholu. Kompromitacja na całego.

Najgorsze, że dostrzegam, iż nie jest sam. Zauważam, że u jego boku jest jakaś kobieta. I to jaka. O niebywałej urodzie. Czarne długie włosy splecione w pięknego warkocza, wysoka o nienagannej figurze. Jej twarz jest zaledwie muśnięta makijażem, a i tak wygląda olśniewająco. Przy niej w obecnym stanie wyglądam jak jakaś niechlujna pijaczka. Co on sobie o mnie pomyśli? Ten dzień jest jednak gorszy niż się spodziewałam. Czuję przypływ zazdrości.

Wiktor prezentuje się nienagannie. Co sprawia, że fala uczuć, już trochę jednak zagłuszonych, zalewa mnie na nowo na jego widok. Odczuwam niewyobrażalną tęsknotę za jego ciałem, jest to tak silne uczucie, że wydaje się, iż mnie przytłoczy. Ledwo udaje mi się zapanować nad chęcią rzucenia się na niego.

Po chwili przyglądania mi się słyszę z jego ust:

— Nadia, wystarczy ci już — mówi stanowczo. Brzmienie jego głosu sprawia, że odstawiam kieliszek.

— Co ty tu robisz? — pytam trochę już pewniejszym głosem. Jestem bardzo zaskoczona jego widokiem.

— Nieważne. Załatwiam coś — mówi wymijająco. — Natalio, poznaj moją znajomą Nadię. Nadio to jest Natalia. — Przedstawia nas sobie. Obie patrzymy na siebie badawczo i z dystansem. Podaję jej niechętnie dłoń, przez co zataczam się na stołku.

Przed kompletną kompromitacją w postaci upadku ochrania mnie Wiktor, przytrzymując mnie. Dotyk jego ręki na mym ciele, wywołuje dawno już nieodczuwane dreszcze. Nadal tak na mnie działa, pomimo tej długiej rozłąki.

— Nieźle się urządziłaś — komentuje Wiktor. Wyraz twarzy ma nieodgadniony, lecz potrafię dostrzec w jego oczach złość. Czyżby na mnie, że mu przeszkodziłam w miłym spędzaniu wieczoru? Ale to on się na mnie natknął. Nie musiał na mnie zwracać uwagi. Mógł mi pozwolić się upić i nie myśleć o niczym. Muszę przyznać, że mimo wszystko cieszy mnie jego widok, lecz mniej już raduje to, że jest z kimś.

— Nie twoja sprawa — odcinam się mu. Nie będzie mnie pouczał co mam robić. Niech lepiej pilnuje sobie swej towarzyszki, która zdecydowanie nie jest zadowolona z naszego spotkania.

Szepce mu coś na ucho, on jej też odpowiada w ten sam sposób. Ewidentnie są w bliskich stosunkach. Obydwoje mnie ignorują. Czuję ból w sercu. Uświadamiam sobie, że on już zdążył zapomnieć o mnie i jest z inną. Odwracam od nich wzrok, niezdolna patrzeć jak idealnie do siebie pasują. Nie chcę też, by zauważyli cierpienie, które coraz wyraźniej maluje się na mej twarzy. Chociaż i tak by tego nie dostrzegli, są zbyt zajęci cichą wymianą zdań.

Zauważam współczujące spojrzenie barmana. Wyczytał ze mnie me uczucia, a ja tylko starałam się zapomnieć o nim, zanim się pojawił, wydawało się to całkiem możliwe, teraz staje się wątpliwe.

— Nadia.. Nadia, słyszysz mnie? — Dociera do mnie głos Wiktora. Zanim się obracam w jego stronę próbuje przyjąć obojętny wyraz twarzy.

— Mówiłeś coś? — pytam cicho. Na więcej nie mam siły.

— Tak mówiłem, że odwiozę cię do domu — oznajmia mi. Chyba oszalał, nie chcę jego pomocy.

— Dzięki, ale nie. — Wstaję od baru i znów się zataczam. Po raz kolejny mnie podtrzymuje. Nie mogę wytrzymać naszego kontaktu i wyrywam się.

— Odwiozę Cię, nie sprzeciwiaj mi się już. — Bierze mnie za rękę i ciągnie. Na chwilę przystaje koło Natalii i całuje ją w policzek i mówi: — Przepraszam cię, dokończymy tą rozmowę innym razem.

— Oby jak najszybciej — odpowiada mu niezadowolona.

Zostawiamy ją samą i kierujemy się w stronę wyjścia. Dużo dziś wypiłam, gdyż ciężko mi za nim nadążyć. Kilka razy się potykam.

— Zwolniłbyś — żalę się.

Posyła mi jedynie spojrzenie mówiące — zapomnij o tym. Jest zły i spieszy mu się, aby dokończyć swą rozmowę.

Wychodzimy na dwór. Jest zimny wieczór. Zimowa aura daje o sobie znać, a zapomniałam z szatni zabrać płaszcza. Idziemy nadal w pośpiechu. Zaczynam dygotać. Alkohol już nie ogrzewa mego wnętrza.

— Gdzie masz płaszcz? — pyta wyraźnie niezadowolony.

— W szatni — odpowiadam szczekając zębami.

— Trzymaj. — Przystaje i ściąga swoją marynarkę, następnie okrywa mnie nią szczelnie. Znajomy zapach uderza w me nozdrza. Ukojenie po tylu miesiącach, zmieszane z cierpieniem dalszych dni, które nadal będą bez niego, wydają się nie do zniesienia. Chciałabym uciec, ale kroczę potulnie obok niego.

— Zmarzniesz — mówię mu, zauważając, że pozostał w samej koszuli z długim rękawem.

— Niedaleko zaparkowałem — oznajmia, pozostaje mi podążać za nim. Idziemy chwilę w milczeniu, aż za rogiem ulicy wyłania mi się jego samochód. Wszystko takie znajome, sprawia że wspomnienia stają się coraz bardziej obecne.

Otwiera mi drzwi, po czym obchodzi z drugiej strony i wsiada. Uruchamia silnik i włącza ogrzewanie, lecz nie rusza. Obserwuje go, zauważam że jest zapatrzony przed siebie, lecz po chwili przenosi wzrok na mnie.

— Do cholery jasnej, kobieto co ty wyprawiasz?! — pyta zdenerwowany.

— Nie twój interes! — Podnoszę głos. Wkurza mnie i już mam zamiar wysiąść z samochodu, lecz powstrzymuje mnie.

— Przepraszam, fakt nie mój interes, ale gdy cię zobaczyłem taką pijaną, od razu przypomniałem sobie co kiedyś ci się przytrafiło, a ty już tego nie pamiętasz? Wiesz, że ktoś cię może znów skrzywdzić — mówi łagodniej z domieszką strachu w głosie.

— Jestem ostrożna, nigdy nie wychodzę z nikim — tłumaczę się, gdyż jest mi zwyczajnie głupio.

— To znaczy, że często masz w zwyczaju upijanie się po barach? Kurwa mać!! Zdajesz sobie w ogóle sprawę jak łatwo zmanipulować pijaną kobitę! — Widzę, że aż nosi go ze złości.

— Odwieź mnie albo wysiadam. Nie potrzebuję kazań! — Sprawia, że i ja, aż kipię ze złości. Kim on jest w moim życiu, aby dawać mi rady. Niech mnie nie poucza, przez niego tak robię. Zauważam, że włącza się do ruchu.

— Kompletna nieodpowiedzialność. — Wypowiada te słowa tak cicho, lecz go i tak słyszę.

— Moje życie, mogę robić, co chcę. — Zerka na mnie niedowierzając temu, co powiedziałam.

— Ale go nie niszcz. Tego tylko nie rób. — Widzę w jego oczach ból. Nie podoba mu się to, co robię. W sumie mi też nie, ale nie potrafię inaczej egzystować.

Nie chcę go znów zdenerwować więc daruję sobie kolejne komentarze, które i tak nic nie wniosą. Wiktor nadal będzie niezadowolony z mego postępowania. Wiem, że chce dobrze, lecz trzy miesiące temu przestał mieć prawo, aby się wtrącać do tego, co robię.

Wieczorny chłód otrzeźwił mnie na tyle, by jeszcze silniej na niego reagować. Tęskniłam tak bardzo. Myślałam, że już więcej nigdy go nie ujrzę, a teraz jest obok, ale tak bardzo odległy ode mnie. Jest między nami przepaść, tak głęboka, że nie widać jej dna. Stał się nieosiągalny dla mnie.

Zauważając, że już jesteśmy blisko mojego mieszkania, w mojej dzielnicy, mówię:

— Widzę, że pamiętasz adres. — Czuję się uszczęśliwiona z tego powodu, że nie musiałam mu go przypominać.

— Wszystko pamiętam — wyraża się zwięźle, lecz spoglądając na niego dostrzegam ponownie ból w jego oczach. Czyżby było to możliwe, aby i jego dotknęło nasze rozstanie? Tego nie wiem, nie pytam i nic mu nie odpowiadam. Wolę nadal pozostać w niewiedzy, tak jest łatwiej.

Do końca trasy nie odzywamy się już do siebie. Prawda jest taka, że jest zbyt wiele do powiedzenia, a moment nie należy do najlepszych. Nie potrafię racjonalnie myśleć. Nie chcę powiedzieć za dużo. Ukradkiem zerkam na jego przystojny profil i już od samego spoglądania w tym kierunku, serce bije mi żwawiej. Mam ochotę pogładzić jego twarz. Dotykiem złagodzić napięte jej rysy. Jest taki pochłonięty swymi myślami. Przy czym mocno zaciska ręce na kierownicy. Chyba próbuje opanować swą złość.

Nie dam rady dużej spoglądać na niego. Samo patrzenie nie wystarczy, a przysparza tylko bólu. Dojeżdżając pod moje mieszkanie, znajduje miejsce i się zatrzymuje.

— Dzięki za podrzucenie — mówię szybko i sięgam w stronę klamki. Próba ta okazuje się nieudana, gdyż szybko mnie powstrzymuje.

— Nie tak szybko — oznajmia i dodaje: — Nie pozbędziesz się mnie jeszcze. — przeszywa mnie wzrokiem, więc uciekam spojrzeniem.

— Przecież ci się spieszy, zostawiłeś niedokończone sprawy. — Obawiam się, że w mym głosie słychać zazdrość, ale nie jestem w stanie nad tym zapanować. Gdy myślę o jego pięknej towarzyszce, aż mnie rozsadza z zazdrości, a najgorsze, że nie potrafię tego ukryć.

— Tamto może poczekać — odpowiada wymijająco. — Teraz mam inne sprawy na głowie.

— Nie chcę być tą sprawą — mówię to chociaż myślę, zupełnie coś innego.

— Pozwól, że to ja o tym zdecyduje. — Ten ton wypowiedzi nie znosi sprzeciwu. — Odprowadzę cię na samo miejsce i dopilnuję, abyś nic głupiego już dziś nie zrobiła.

— Nie trzeba mnie pilnować — oburzam się. Nie jestem dzieckiem. Poirytowana i zła wychodzę szybko z samochodu, nie dając mu możliwości zatrzymania mnie.

Słyszę jak wychodzi za mną. Nie oglądam się i staram się iść szybko, lekko chwiejnym krokiem. Dogania mnie bez problemu.

— Nadia, zaczekaj! Zawsze wszystko musisz utrudniać. — Jest coraz bardziej zły na mnie.

— Odczep się! — krzyczę. — Nie potrzebuję niańczenia! — Próbuję przyspieszyć i zapominam o krawężniku oddzielającym jezdnie od chodnika. Potykam się i upadam. Udaje mi się podtrzymać na rękach, lecz kolana przeżywają bliski kontakt z kostką, co odbija się bólem w nich.

— Kurwa mać! — Klnę myśląc, że przyniesie mi to ulgę, lecz tak się nie dzieje. Dostrzegam sylwetkę Wiktora pochylającego się nade mną.

— Nic ci nie jest? — pyta tak troskliwie, tak jak to robił dawniej. Przez nadmiar emocji i alkoholu zaczynam płakać.

— Idź sobie! — krzyczę na niego.

Gdy go nie było dawałam sobie już powoli radę, a teraz przyszedł by znowu u mnie namieszać. Może nie szłam przez życie z radością malującą się na twarzy, ale mniej pamiętałam, a teraz przywołuję zapomniane już uczucia, które po raz kolejny przeżywam na nowo. Wiem, że nadal jest w moim sercu, co tak bardzo boli, bardziej niż dzień wcześniej, ale miało być lepiej.

— Nigdzie się nie wybieram — mówi łagodnie. — Daj pomogę ci wstać. — Nie opieram się i pozwalam mu się podnieść. Staję naprzeciwko niego. Zbyt blisko. Jedyne czego pragnę w tej chwili, to zatonąć w jego objęciach.

— Boli cię coś? — pyta w odruchu samarytańskim. Czuję, że jestem dla niego kimś komu wypada pomóc, gdyż się go zna. Nic innego poza litością nie jestem w stanie wyczytać z jego twarzy.

— Nie — zaprzeczam, chociaż kolana mnie okropnie pieką.

— Kłamczucha — podsumowuje jednym słowem. Jak widać nawet kłamstwo mi nie wychodzi. — Chodź, odprowadzę cię, zanim cała się poturbujesz. — Chwyta mnie za rękę i prowadzi za sobą. Bliskość jego dotyku sprawia, że w momencie zapominam o bólu nóg i upajam się tą chwilą. Ma taką miłą skórę. Dlaczego musiałam z niego zrezygnować? Wiem byłam zmuszona to zrobić, by mógł żyć. Szkoda tylko, że moje życie stało się takie bezsensowne bez niego, takie nijakie.

Co ja właściwie wyprawiam? Upijam się co weekend, by móc o nim zapomnieć, a nie da się. Zwłaszcza, gdy zjawia się tak niespodziewanie. Teraz, gdy jest tak blisko, marzenie, by o nim zapomnieć staje się nierealne. Przez ten czas jedynie oszukiwałam siebie, wmawiając sobie, że przyjdzie taki dzień, że nie będzie już boleć, że wstanę z uśmiechem na twarzy i zacznę na nowo żyć.

— Ziemia do Nadii. Gdzie mi odpłynęłaś myślami? — pyta w chwili, gdy stajemy przed moim mieszkaniem.

— Rozpraszasz mnie. — Próbuję go wpędzić w poczucie winy, gdyż myśląc o nim tracę kontakt ze światem.

— Przyjemnie wiedzieć, że mam nadal taki wpływ na ciebie — droczy się ze mną. Czyżby usiłował flirtować? Niemożliwe, chyba mam jednak pijackie omamy. — A teraz może otworzysz mieszkanie? Równie dobrze możemy porozmawiać w środku — dodaje już bez nuty figlarności w głosie.

— Skąd ta pewność, że cię zaproszę? — pytam, tocząc walkę ze sprzecznymi uczuciami, gdyż sama nie wiem co czynić. Powoli usiłuję jednak otworzyć te drzwi, które nie chcą zbytnio dziś ze mną współpracować.

— Sam się wproszę. Nie mam zamiaru zostawić cię w tym stanie samej. Nadal się obawiam, że możesz mieć jakieś głupie pomysły. — Bierze ode mnie klucze i wyręcza mnie z tej zadziwiająco trudnej czynności, otwarcia mieszkania.

— To niezbyt dobry pomysł, abyś wchodził. Jestem pijana, do końca nie wiem, co robię, a jednak wbrew wszystkiemu nie chcę zrobić żadnych głupot. — Zaczynam trochę panikować przez co znów włącza mi się bełkot. Nie wiem jak długo będę w stanie znieść jego bliskość, bez rzucenia się na niego. Jestem w tej kwestii coraz słabsza.

— Nie przejmuj się, jestem na tyle dżentelmenem, aby powstrzymać cię przed tymi głupotami. — Popycha mnie delikatnie do środka i zamyka za nami drzwi.

— Szkoda — wymyka mi się po cichu. Uciekam wzrokiem mając nadzieję, że tego nie dosłyszał.

— Nie jestem taki. Wiesz o tym. — Obraca mnie w swoją stronę. — Chcę się upewnić, że jesteś bezpieczna. Już się kiedyś przekonałem, że po pijaku potrafisz robić głupoty, a tamta dawka stresu powiedzmy, że wystarczy mi już na długi czas. Pozwól więc, że sprawdzę, że jest ok.

— Jestem na mieszkaniu, cała i zdrowa, możesz już śmiało iść. — Wyrywam mu się. Słyszę w jego głosie nadal litość, nawet nie stara się tego ukryć. Jest mu mnie tylko żal.

— Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Jest zbyt dużo możliwości do zrobienie czegoś, co możesz później żałować, abym sobie poszedł. — Znów mnie ku sobie obraca i spoglądając prosto w me oczy mówi. — Nie pozwolę, żeby coś złego ci się przytrafiło, więc mnie już przestań wyganiać — mówi to tak poważnie, że mu wierzę, iż się o mnie troszczy.

— Jak sobie chcesz, ja idę spać. — Nie mam siły na dalszą rozmowę. Są to zbyt poważne tematy jak na mój stan. Jedynie sen pomoże mi w tym, by nie zacząć go tu i teraz rozbierać. Czuję taką silną potrzebę dotykania go.

— W takim razie upewnię się, że śpisz i wtedy uciekam. — Idzie za mną do sypialni.

Co ja robię? Właściwie co on tu robi? Nigdy nie miało go tu już być, a jednak jest. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach. Wypadam przed nim kiepsko.

— Możesz się odwrócić. Usiłuję się przebrać — mówię to, licząc na prywatność.

— Wszystko już widziałem nie musisz się wstydzić — wypowiada się z zadziornym uśmieszkiem.

Odwracam się do łóżka, podchodzę i sięgam po poduszkę, którą rzucam w niego. Oczywiście nie trafiam. Z celnością po alkoholu u mnie kiepsko. Poduszka ląduje jakieś półtora metra obok niego.

— Wiktor. — Jestem oburzona jego zachowaniem. — Zostaw mnie najlepiej w spokoju — wkurzam się. Nie jesteśmy razem i nie zamierzam się przed nim rozbierać. I tak mam już dosyć upokorzeń, jak na jeden wieczór, zaliczyłam ich bardzo wiele. Ściągam buty i w ubraniu kładę się na łóżku. Niech sobie nie wyobraża, że uda mu się mnie pooglądać w bieliźnie. Nie pojmuję, czemu go w ogóle tu wpuściłam. Przykrywam się kołdrą i odwracam plecami do niego, noga mnie znów piecze, ale to ignoruję. A patrzeć na niego nie jestem w stanie. Ta cała sytuacja sprawia, że mam nerwy w rozsypce. Nie chcę dziś już nic analizować. To zostawię na jutro. W tym stanie, nie ogarniam tej sytuacji. Dlaczego Bianka musiała znów zostać u Kuby na noc? Nigdy jej nie ma, gdy jej potrzebuję.

— Nadia, nie złość się. — Podchodzi do mnie i siada na łóżku. Tak bardzo bym chciała mieć go tu obok na stałe.

— Wiktor. — Nie wiem co powiedzieć. Część mnie, pragnie go przyciągnąć do siebie i zacząć całować, a druga rozsądniejsza podpowiada, że to wiąże się z cierpieniem. To jedno słowo zwycięża nad pozostałością. — Idź sobie! — krzyczę. — Przestań mi mieszać w głowie! — Wprowadza chaos do mojego beznadziejnego świata w sposób zbyt nachalny.

— Nie mieszam — mówi spokojnie.

— Zajmij się swoim życiem, w moje nie masz się już prawa wtrącać. — Staram się brzmieć dosadnie. Strach przed odepchnięciem, oprzytomnił mnie do racjonalnego myślenia. Wstaję i słyszę, jak odchodzi parę kroków od łóżka.

— Masz rację — odpowiada chłodno, chyba zaczyna zdawać sobie sprawę, że się zagalopował. — Pójdę już. — Słychać w jego głosie rezygnację i bezsilność. Chociaż to może mi się tak wydaje. — Bądź ostrożna i dbaj bardziej o siebie. — Wychodzi, pozostawiając mnie z tymi słowami.

Kolejne nasze spotkanie zakończone szybkim pożegnaniem. Czuję się beznadziejnie, ale nie mogę walczyć o niego. Nie mogłabym kolejny raz z niego zrezygnować, gdyby zaistniała taka sytuacja jak w przeszłości. Nie dałabym rady drugi raz odejść. Lepiej od razu urwać kontakt. Zresztą wygląda na to, że zaczął układać sobie życie na nowo. A w ogóle jakby mnie już nie chciał? Też bym nie zniosła odtrącenia z jego strony.

Mimo, że uczucia przez ten czas, który byliśmy z dala od siebie nie osłabły, to nie potrafię zapomnieć, ile przyniosły mi cierpienia. Otwarcie się po raz kolejny na niego, może jedynie spotęgować ból, którym jest wypełnione me serce. W nim już nie ma miejsca na kolejny etap — cierpienie na własne żądanie. Lepiej pozostanę na etapie — życie bez facetów. Tak jest łatwiej, bezpieczniej.

Pomimo, że Wiktor poruszył me serce, które przy nim za każdym razem ożywa, nadal usilnie będę starała zakopać, gdzieś w oddali me uczucia do niego.

Najważniejsze dla mnie jest, aby ponownie nie narazić go na niebezpieczeństwo. Zbliżając się do niego może zacząć coś mu grozić. Jego życie jest ważniejsze niż moje przyjemności.

Było już dobrze. Nie spotykaliśmy się, a on musiał wybrać akurat ten sam bar co ja, gdy w Warszawie jest ich multum. Akurat ten, gdzie ja musiałam się ośmieszyć przed nim i jego partnerką. Widziałam, jak patrzy z politowaniem na mnie. Musiało zrobić jej się mnie żal i dlatego pozwoliła bez oporów Wiktorowi mnie odwieźć. Wyszłam przed nimi na jakiegoś pijanego niechluja.

A co sobie Wiktor o mnie teraz myśli? Pewnie dochodzi właśnie do wniosku, że dobrze, iż nasze drogi się rozeszły. Jest na pewno z tego powodu szczęśliwy. Kim się stałam do cholery jasnej? Nie poznaję siebie. Nawet w lustro staram się już nie spoglądać, gdyż zauważam tam jedynie wrak samej siebie. Oczy wiecznie czerwone od płaczu. Ciało wychudzone z braku apetytu. Ostatnio coraz rzadziej umalowana. Nie mogę przecież dłużej tak żyć. Muszę to zmienić. Nie wierzę, że tak się zaniedbałam. Ostatnio nawet faceci przestali mnie zaczepiać. Kto by chciał mieć do czynienia z tym, czym jestem. Seksowna kobieta znikła, a pojawiła się nędzna istota.

Zmienię to, zadbam o siebie. Po raz kolejny muszę wyruszyć na poszukiwania samej siebie. I zrobię to dla własnej osoby, nie dla innych. Spotkanie z Wiktorem uświadomiło mi, że teraz wstydzę się siebie. Wręcz czuję obrzydzenie do własnej osoby. Jestem zaskoczona, że Wiktor zechciał ze mną przebywać. Najwyraźniej ma dobre serce i zrobiło mu się mnie szkoda. Koniec z tym. Jutro wraz z nowym dniem biorę się za ogarnięcie syfu, który powstał przez te kilka miesięcy w mym życiu.

Szkoda, że nie jestem w stanie wymazać dzisiejszego wieczoru. Jest mi wstyd, ale dało mi to kopa i pozbieram się. Dam radę. Całe życie przede mną. Może i będzie pozbawione miłości, ale zawsze mogę być jeszcze szczęśliwa. Teraz pora szybko zasnąć i jutro zacząć realizować swój plan.

Rozdział 2

Co to za hałas? Co się dzieje? Przez ten dźwięk głowa mi pęknie.

— Niech ktoś wyłączy to ustrojstwo!! — mówię ochryple.

Przecież to mój telefon tak głośno dzwoni. Jestem niemądra. Zrywam się z łóżka, aby jak najszybciej pozbyć się tego hałasu. Okazuje się, że jest już jasno na dworze. Chyba trochę długo pospałam. Tylko gdzie jest ten telefon? Niech już zamilknie. Znajduję go na toaletce. Biorę go do ręki i widzę jakiś obcy numer. Kto to może być? W międzyczasie w mej głowie formują się urywki z wczorajszego wieczoru. Chyba to jednak nie był sen.

— O cholera — mówię przypominając sobie swój wczorajszy popis. Odbieram, gdyż telefon nie chce zamilknąć.

— Proszę. — Mój głos pobrzmiewa niepewnie.

— Witaj — odpowiada dobrze znany mi głos Wiktora. — Dzwonię, aby się upewnić czy u ciebie wszystko w porządku. — Od początku zaczyna od tłumaczenia się.

— Wszystko ok — odpowiadam automatycznie, chociaż tak się nie czuję.

— Brzmisz niezbyt przekonująco — zarzuca mi.

— Może jest tak dlatego, że właśnie mnie obudziłeś — obwiniam go. Zdecydowanie łatwiej jest kogoś obarczyć winą.

— Nie chciałem — słyszę, że mówi szczerze. — Nie myślałem, że będziesz spała do południa, ale biorąc pod uwagę to w jakim stanie byłaś wczoraj, to faktycznie długi sen był ci wskazany.

— Byłam zmęczona — staram się usprawiedliwić.

— Tak, tak widziałem — przytakuje mi z ironią.

— Jak dzwonisz, aby mnie zdenerwować, to zaczyna ci się to powoli udawać. — Znów dążę do kłótni, tak jest łatwiej z nim rozmawiać. Nie potrafię na spokojnie.

— Dzwonię z pewną propozycją — zaczyna tajemniczo, czym mnie intryguje. — Chciałbym i mam nadzieję, że mi nie odmówisz, bo i tak nie wchodzi to w rachubę, zjeść z tobą lunch. — Kończy swą wypowiedź.

Zaskakuje mnie jego propozycja i z automatu nie przemyślając tego zgadzam się.

— Ok — mówię szybko. Nie mając wpływu na słowa. Tak bardzo chcę go zobaczyć i to pragnienie jest silniejsze niż wszystko inne. Moje wczorajsze postanowienia idą w odstawkę. Zerkam szybko na zegarek, jest już 11:30. — Daj mi czas tylko, aby się ogarnąć. — W sumie na to przydałoby mi się z pół dnia, ale myślę, że dobra godzina wystarczy.

— To o której przyjechać po ciebie? — Dosłyszalne w jego głosie jest zaskoczenie. Chyba dziwi się, iż tak łatwo zgodziłam się spotkać. Sama się dziwię.

— Na trzynastą powinnam się wyrobić. — Będę musiała się uwijać.

— To super. A teraz powiedz jak się naprawdę czujesz? — Nadal docieka, a ja potrzebuję czasu, aby się szykować.

— Mam kaca, ale przeżyję. — Przyznaję się. Będę żyć, o ile wezmę coś przeciwbólowego. Dwie tabletki i powinnam sprostać czekającemu mnie spotkaniu.

— Wypiłaś tyle, że się nie dziwię. Dobra nie będę ci już przeszkadzał. Do zobaczenia. — Nie daje mi szansy odpowiedzieć, gdyż się rozłącza.

Gwałtownie wypuszczam powietrze. Nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymywałam oddech. Szukam miejsca i siadam. Przez emocje jakie wywołuje we mnie Wiktor ciężko mi myśleć.

Nie wiem co robię? Wiem, że to jest zły pomysł, ale trudno. Zbyt pragnę go zobaczyć. Przecież zawsze możemy zostać przyjaciółmi. Jak to oklepanie brzmi. Sama siebie oszukuję, ale możemy utrzymywać cywilizowane stosunki jak dwie dorosłe osoby.

Na szczęście nie mam czasu na rozmyślania, gdyż już zgodziłam się na spotkanie, a wyglądam w istocie bardzo niekorzystnie. Muszę wziąć prysznic i trochę się doprowadzić do porządku. Wczoraj wyglądałam jak jakaś wywłoka. Dziś chociaż na kacu, muszę się lepiej zaprezentować.

Pięć minut przed czasem jestem gotowa. Przygotowania do lunchu, to był istny maraton, ale już nie straszę. Niestety nie udało mi się do końca zamaskować cieni pod oczami, to i tak nie jest źle.

Założyłam prostą czarną sukienkę, gdyż jedynie to miałam czyste. Nawet nie jestem w stanie utrzymać porządku w mieszkaniu. Co on sobie musiał wczoraj o mnie pomyśleć i o tym bałaganie tu? Nie chcę nawet wiedzieć. Do sukienki zakładam czarne botki w szpic na szpilce. Do tego jasny płaszcz. Ciemna chusta i w takim samym kolorze mała torebka. Zauważam, że wyglądam lepiej niż przez ostatni miesiąc. Miesiąc, który był najgorszy.

Okazuje się, iż pogubiłam się w tym wszystkim. Ten lunch przyniesie mi jedynie dalszą zgubę, ale trudno nie odmówię go sobie. Wielki plus, że zaczynam w końcu przypominać ludzi.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 39.9