E-book
63
drukowana A5
76.38
Tymon i Teoś: Nieoczekiwana podróż

Bezpłatny fragment - Tymon i Teoś: Nieoczekiwana podróż

Tajemniczy Strych


Objętość:
141 str.
ISBN:
978-83-8440-460-7
E-book
za 63
drukowana A5
za 76.38

Prolog

W małym miasteczku Brwinów, tuż pod Warszawą, życie płynie spokojnym, niemal sennym rytmem, przetykanym szumem liści i odgłosami natury. Przez centrum miasta przebiega niewielka, lecz ruchliwa stacja kolejowa, z której codziennie odjeżdżają pociągi do stołecznej metropolii oraz dalej na zachód — przez Żyrardów, do Skierniewic, skąd można wyruszyć dalej w zachodnią Polskę. Linia ta, stanowiąc swoisty pomost między miejskim zgiełkiem a prowincjonalnym urokiem, tętni życiem podróżnych, studentów, licealistów i codziennych dojeżdżających do pracy. Kilka kroków od peronu zaczyna się park miejski — zielone serce Brwinowa — z alejkami, starodrzewem, fontanną, placami zabaw, siłownią plenerową, parkiem linowym i małym ogrodem botanicznym ze ścieżką edukacyjną, hamakami i stołami piknikowymi, gdzie można zarówno odpocząć, jak i podglądać lokalną florę i faunę.

W tej właśnie scenerii dorastają dwaj bracia: dziesięcioletni Tymon, niepoprawny marzyciel obdarzony niespożytą wyobraźnią, oraz pięcioletni Teoś, żywiołowy i ciekawy świata maluch, który właśnie odważnie wkroczył do zerówki. Dla nich Brwinów to nie tylko ciche uliczki i tory kolejowe, ale też nowoczesne akcenty: Galeria Brwinów przy Grodziskiej, na wylocie z Myśliwskiej, gdzie można wpaść do dużego marketu, drogerii czy punktów usługowych, oraz Galeria Podkowa Leśna przy Gołębiej, w sąsiedztwie Netto, z mniejszymi sklepami, usługami i barami szybkiej obsługi.

Między blokami a domami jednorodzinnymi wplatają się lokale, które chłopcy znają po zapachu równie dobrze jak po nazwie: Pizzeria Bella zaraz obok bar sushi na parterze bloków przy głównej ulicy, drugie sushi przy ulicy Wilsona, kebaby na rynku i przy Galerii Podkowa Leśna, a do tego Rimini z włoskim jedzeniem i „chińczyk” na rynku gdzie pachnie sosem sojowym i smażonym makaronem. Wieczorami okolica pachnie więc nie tylko ogrodami, ale i pizzą, kebabem, kuchnią azjatycką i przyprawami z całego świata, co tworzy dla Tymona i Teosia własną, bardzo współczesną mapę smaków.

Ich ojciec, zwany po prostu Tatą, wywodzi się ze stolicy, w której dorastał i studiował. Mimo że jego życiowa ścieżka zawiodła go w spokojne okolice Brwinowa, wspomnienia wielkomiejskich lat wciąż pozostają żywe i barwne. W opowieściach przytacza historie z mokotowskich podwórek, z nieco późniejszych lat studenckich, gdy studiował na SGGW, czy bywał wieczorami w legendarnym Klubie Park przy Polach Mokotowskich, aż po pierwszą pracę w Klubie Stodoła. Wspomina też w licznych opowiadaniach wieczornych swoje początki odtwórstwa historycznego, a także pierwsze gry fabularne z przyjaciółmi zarówno z liceum, jak i studiów — by, płynąc rzeką wspomnień, docierać do początków biznesu i różnych przygód. Chociaż chłopcy najchętniej słuchają historii z podstawówki czy liceum, są im wszak znacznie bliższe.

Choć całkowitej opowieści o jego życiu, przygodach i dziwnych zbiegach okoliczności raczej nie zmieścimy w tym prologu, wróćmy więc do sielskiego i spokojnego Brwinowa. A tę historię pozostawimy na inną okazję.

Wspomnienia te rzucają jednak szczególne światło na sposób, w jaki Tata postrzega otaczający ich świat i jak stara się przekazać swoim synom doświadczenie oraz umiejętność rozumienia rzeczywistości, ludzkich emocji i zachowań społecznych — tego, dlaczego czasami dorośli mówią jedno, a robią coś innego. Zachęca ich do przygody, otwartości na nowe wyzwania i nieustannego zadawania pytań.

Dom Tymka i Teosia stoi niemal na skrzyżowaniu ulicy prowadzącej do szkoły oraz przydomowych ogrodów vis-à-vis sadu dziadków. To właśnie tam chłopcy codziennie wyruszają na poszukiwanie najrozmaitszych przygód: od tropienia śladów dzikich zwierząt ukrytych w gęstwinach nawłoci i wysokich traw, po odkrywanie tajemniczych ścieżek między zasłoniętymi żywopłotami niektórych sąsiedzkich posesji — nieco opuszczonych, a przez to intrygujących i wręcz zapraszających do eksploracji. Nieopodal jest otwarte boisko oraz plac zabaw będące najbliższym centrum dziecięcej i młodzieżowej aktywności; z drugiej strony, wystarczy krótki spacer, by znaleźć się w parku przy stacji, gdzie obok tężni, szachów plenerowych i stołów do ping-ponga można po prostu położyć się na trawie i patrzeć, jak nad koronami drzew przejeżdżają kolejne pociągi.

To właśnie tam, w otoczeniu huśtawek, zjeżdżalni i piaskownic oraz cichych alejek parku, rodzą się najżywsze emocje i najgłośniejsze śmiechy. O ile szkolny plac zabaw dostępny jest dopiero po zakończeniu lekcji, o tyle inne atrakcje, których jak na tak niewielkie miasteczko jest całkiem sporo, pozostają otwarte właściwie przez cały dzień. A dla tych, którzy chcą wyrwać się dalej, przy stacji czeka parking „Parkuj i Jedź” i stojaki na rowery — kolejny znak, że Brwinów łączy w sobie małomiasteczkowy spokój z nowoczesnością i ruchem.

W bezpośredniej bliskości rozciąga się Las Młochowski oraz urokliwe starodrzewie Podkowy Leśnej. Rozległy las, poprzecinany leśnymi ścieżkami i cichymi uliczkami, stanowi zielone serce całej okolicy. Jest pomnikiem i stróżem tajemnic jeszcze z czasów II wojny światowej. Jego gęste knieje i miękkie ściółki zapraszają do długich wędrówek, a wieczorami rozbrzmiewają w nich koncerty ptaków oraz ujadanie psów, które wyczuwają sarny i buchtujące dziki wędrujące między drzewami. Te ostatnie często odwiedzają też Brwinów, co momentami bywa dużym zaskoczeniem dla mieszkańców. W bezpośredniej bliskości rozciąga się Las Młochowski oraz urokliwe starodrzewie Podkowy Leśnej. Rozległy las, poprzecinany leśnymi ścieżkami i cichymi uliczkami, stanowi zielone serce całej okolicy. Jest pomnikiem i stróżem tajemnic jeszcze z czasów II wojny światowej. Jego gęste knieje i miękkie ściółki zapraszają do długich wędrówek, a wieczorami rozbrzmiewają w nich koncerty ptaków oraz ujadanie psów, które wyczuwają sarny i buchtujące dziki wędrujące między drzewami. Te ostatnie często odwiedzają też Brwinów, co momentami bywa dużym zaskoczeniem dla mieszkańców.

Szum wiatru poruszającego koronami drzew miesza się z odgłosami miejskiej zabudowy, przemykającymi pociągami i co jakiś czas trąbiącą kolejką, tworząc niepowtarzalną symfonię brzmień, która koi nerwy i budzi wyobraźnię — i nastraja pozytywnie do działania.

Pomimo sielankowego charakteru tej okolicy, w życiu chłopców zdarzył się moment, który na zawsze zapisał się w ich pamięci. Pewnego burzliwego dnia, kiedy chmury zbierały się nad głowami, zwiastując gwałtowną nawałnicę, Tymon i Teoś znaleźli się w samym środku niezwykłego zdarzenia, które połączyło w sobie siłę natury, braterską odwagę i historie taty opowiadane na dobranoc.

Ta historia, choć miejscami pełna grozy, ale i śmiechu oraz momentów zaskoczenia, stała się prawdziwą lekcją o tym, jak ważne jest wzajemne wsparcie, wyobraźnia i kreatywność.

Gdy okolicę rozświetlają pioruny, a po niebie i okolicy niesie się grom — niczym zmęczony krasnolud w górskich jaskiniach, gdy upuści młot na stopę — czasami jedna decyzja może przynieść wiele intrygujących, ciekawych, a jednocześnie niesamowitych zbiegów okoliczności, które pamiętamy po dziś dzień.

Rozdział 1: Deszczowy Dzień

Szare chmury zawisły nisko nad miasteczkiem, tworząc ponurą zasłonę, która tłumiła światło słoneczne. Deszcz, który padał nieprzerwanie od rana, zamienił się teraz w prawdziwą ścianę wody, przez którą właściwie nic nie było widać. Ciężkie krople uderzały o szyby z takim impetem, że wydawało się, jakby dom otoczony był nieprzeniknioną wodną kurtyną. Wiatr przybierał na sile, szarpiąc gałęziami drzew w ogrodzie, które uginały się pod jego naporem. Liście szeptały swoje tajemnice, unosząc się i opadając w rytm natury. Zamiast grzmotów w oddali dało się słyszeć tajemnicze pomruki i grzmoty, jakby coś się przewracało lub skrzypiało pod wpływem wiatru. Powietrze było chłodne i przesycone zapachem mokrej ziemi oraz elektryzującej świeżości, którą niesie ze sobą nadchodząca burza. Im bliżej była burza tym wiatr łagodniał jednocześnie deszcz zachowywał się jakby chciał zmyć cokolwiek pojawiło się na jego drodze.

Kałuże na ulicach zlały się w jedno, tworząc niewielkie strumyki płynące wzdłuż krawężników. Światła przejeżdżających samochodów rozmywały się w deszczowej mgle, a ich refleksy tańczyły na mokrej nawierzchni niczym duchy. Mimo niepogody za oknem można było dostrzec zarysy postaci — może to dzieci biegające przez kałuże, choć teraz ich sylwetki były zaledwie cieniami w gęstym deszczu. Dodatkowo zrobiło się ciemno a błyskawice nadawały krajobrazowi efekt stroboskopu albo nie było widać albo zatrzymane w rozbłysku obrazki. Szum deszczu mieszał się z tajemniczymi dźwiękami, tworząc melancholijną melodię pochmurnego i już burzowego dnia.

Tymon siedział na schodach prowadzących na strych, żonglując piłką nożną. Jego niebieskie oczy spoglądały tęsknie przez otwarte drzwi do łazienki na okno a zanim boisko, które teraz tonęło w deszczu. Miał plan z Igorem, Szymkiem i Oskarem że pobiegają gdzieś i na zmianę poćwiczą karne. Niestety plan wziął w łeb gdyż pogada tego czerwcowego dnia miała zdecydowanie inną marszrutę. Marzył o tym, by pobiegać za piłką, strzelić kilka goli i poczuć wiatr we włosach, zamiast siedzieć w domu. Piłka była dla niego ucieczką od nudy i sposobem na wyrażenie siebie. Oczywiście mógłby też pogadać z Tatą jak ten już wróci z Teosiem z Angielskiego czy mógłby zagrać sobie w Fortnite — nawet już miał zrobione lekcje na poczet gry w karne na boisku. Plan był fajny prosty: lekcje ogarnąć, przepakować plecak i przed zajęciami wieczorem wyskoczyć na dwie godzinki pograć na boisku.

Cały misterny plan i przygotowania poszły w odstawkę. Akurat gdy kończył lekcje zaczęło się chmurzyć a słońce znikać z chwili na chwilę robiło się ciemniej, i wyszło że plan trzeba będzie zmienić. Pogoda domowa a do tego dziś serwery Epic’a są offline bo ekipa robijakiś duży update przed evenetem. Pogoda pokazuje że plany to nie jest coś co warto robić z dużym wyprzedzeniem. Uwielbiał sport i aktywność, a siedzenie w domu było dla niego nieco nużące, zwłaszcza że jego telefon się rozładował i nie mógł na nim pograć. Czas zaczynał mu się mocno dłużyć. Mógłby poczytać Giganta ale przez to ze ostatnie dwie godziny siedział przy książkach zwyczajnie nie ma ochoty czytać potrzebuje ruchu. Komputer też przez aktualizacje ulubionej gry niestety można wyłączyć do tego idzie burza ewidentnie, dlatego też bezpieczniej jest komputer wyłączyć.

Obok niego przysiadł Teoś, trzymając w rękach książkę od angielskiego. Właśnie wrócił z Tatą z lekcji w lokalnej szkole językowej. Tata był mocno przemoczony, więc poszedł się przebrać, a potem najpewniej do swojego biura zaraz niedaleko schodów, pracuje zdalnie. W biurze w którym są komiksy, gry, konsole i retro komputery oraz książki. Mama zapewne niedługo wróci bo dziś akurat była w Warszawie w biurze. A to oznacza ze obiad będzie pewnie za jakiś czas. Mieli czas dla siebie tylko musieli wymyśleć czym się zająć przez chwilę popatrzyli na siebie potem na Luckyego ale on szybko podreptał do taty pokoju.

W przeciwieństwie do Tymona, Teoś lubił naukę i nie traktował jej jako smutnego i nudnego obowiązku. Tymon uwielbiał grać w piłkę i spędzać godziny na potyczkach w Fortnite. Mógłby godzinami bawić się w małpim gaju czy wspinać. Tymek mimo swojej niechęci potrafił niejednokrotnie zaskoczyć podczas różnych aktywności naukowych. Osiągając naprawdę niezłe wyniki a momentami wręcz wzorowe tylko nagrody za te wysiłki z jego punktu widzenia są nie współmierne.

Odkrywanie nowych rzeczy sprawiało Teosiowi wielką radość, a lekcje były dla niego przygodą. Uwielbiał również tworzyć różne rzeczy, np. rysunki czy kolorowe pudełka. Jednak po zajęciach miał ochotę na relaks i odprężenie, a co może być fajniejszego niż przygoda z starszym bratem? Jego jasne, blond włosy opadały na czoło, a niebieskie oczy błyszczały z podekscytowania.


— Tymon, mam pomysł — zaczął nieśmiało, próbując zwrócić na siebie uwagę brata. Wiedział, że Tymon nie zawsze chętnie słucha jego propozycji, ale dziś czuł, że może mu się udać zainteresować.

— Jaki znowu? — Tymon spojrzał na niego, próbując ukryć zniecierpliwienie. Wolałby teraz być na boisku niż siedzieć w domu i słuchać kolejnych pomysłów Teosia. Tym bardziej że Tata jest niestety zajęty, a mogliby coś wspólnie porobić, coś epickiego.

Wiatr za oknem zawył głośniej, a deszcz uderzał w szyby z jeszcze większą siłą. Wydawało się, że dom jest odcięty od świata przez nieustający szum wody. Nagle gdzieś w oddali rozległ się dziwny dźwięk, jakby coś ciężkiego przewróciło się na podwórku. Może tramplina albo coś z szopy chłopcy spojrzeli po sobie, i jednocześnie za okno. Ale tam ogród był już cały w deszczu wiatr ciskał kroplami deszczu o szyby.

— Mam nadzieję, że nie będzie gradobicia — mruknął Tymon, obserwując coraz ciemniejsze chmury. — Szkoda roślin, a i samochód może nieco oberwać. — Schowałeś rower, Teoś?

— Tak, w komórce. Razem z tatą wsadziliśmy też twoją hulajnogę — uśmiechnął się z przekąsem- Ale wiesz co może zajrzymy na strych, byłeś tam kiedyś? A potem przed kolacja pooglądamy kino burzowe! — zagaił z entuzjazmem Teoś, nawiązując do fascynującego widowiska, jakie tworzy burza za oknem.

— — na strych powiadasz, hmm wiesz że rodzice mówią żeby tam nie chodzić że to w sumie graciarnia — stwierdził Tymon. Chociaż jednocześnie ważył pomysł brata w sumie nie koniecznie mieli cokolwiek innego do roboty. A okazja przejrzeć rzeczy na strychu może się szybko nie powtórzyć.

— This storm is crazy, right? — wyrwało się nagle Teosiowi, który z dumą przełamywał barierę językową. — But… look at me, I can speak English now: „The weather is wild today!” — dodał, błyskając uśmiechem.

Tymon uniósł brew, zaskoczony, ale i lekko rozbawiony. — No proszę, mały poliglota. Tylko pamiętaj, żeby rodzicom się nie chwalić — odparł, uderzając piłką o stopień schodów. — Jak się dowiedzą, że tak ogarniasz angielski, od razu zapiszą cię na dodatkowe zajęcia. A wtedy pożegnaj się z czasem na zabawę.

Teoś zmarszczył nosek. — But they’d be happy! — zaprotestował, choć jego angielski akcent zdradzał wprawę godną małego lingwisty.

— Pewnie, że by się ucieszyli — przyznał Tymon, przewracając oczami. — Ale w efekcie dołożyliby ci jakieś „rozwijające” zajęcia, a ty byś miał zero czasu na piłkę czy komputer. Wiesz, jak to jest. Lepiej nie kusić losu.

— Okay, i’wll keep it in secret then — szepnął Teoś, przykładając palec do ust z przesadną powagą. Tymon pokiwał głową, a w jego głosie zabrzmiała nuta starszeńskiego doświadczenia. — No właśnie. Czasem lepiej nie afiszować się ze wszystkimi umiejętnościami. Zaufaj mi. Grunt o ogarniać temat w szkole i na zajęciach żeby oceny był właściwie.

Wiatr za oknem zawył ponownie, a deszcz zacinał z taką siłą, że szyby zadrżały. Teoś przysunął się bliżej brata, choć wciąż próbował zachować pozory niezrażonego odkrywcy.

— No chodź, będzie fajnie! — zachęcał, wskazując głową w kierunku strychu. — Przecież nie mamy nic lepszego do roboty.

Tymon przewrócił oczami, ale kąciki jego ust uniosły się lekko. — Kino burzowe? Ja tam wolę kino domowe niż burzowe. W końcu pioruny to nie zabawa, bywają niebezpieczne — odpowiedział z lekko moralizatorskim tonem. Ale już wiedział że to popołudnie może nie być jednak stracone.

Obaj wymienili się uśmiechniętymi spojrzeniami. Mimo różnic potrafili znaleźć wspólny język i cieszyć się swoim towarzystwem. — Więc co Ty na to, żeby pójść na strych? — zapytał Teoś ponownie. Tymon uniósł brwi, zastanawiając się nad propozycją.

— No dobrze — powiedział w końcu, wstając ze schodów i odkładając piłkę na bok. — Ale wiesz, jak będzie silna burza z deszczem, to będziemy musieli się ze strychu szybko wynieść, bo rodzice mogą nas szukać. No i panele są na dachu, a burza i panele to może być różnie.

— Przecież strych jest pod dachem — zauważył Teoś z uśmiechem.

Tymon pokręcił głową, ale uśmiechnął się. — No niby tak, ale lepiej być ostrożnym. Tym bardziej że rodzice mówią, żebyśmy sami tam nie wchodzili.

W tym momencie z góry dobiegł głos taty: — Chłopcy, co robicie? Mam nadzieję, że nie szykujecie się do wyjścia na ogród, bo burza raczej w najbliższym czasie nie zamierza odpuścić. Chłopcy odpowiedzieli zgodnie: — Nie, nie, bawimy się!

Wiatr za oknem zaczął wyć jeszcze głośniej, a deszcz uderzał o szyby z taką siłą, że wydawało się, jakby ściany domu drżały. Tajemnicze odgłosy przewracających się przedmiotów dochodziły z różnych stron, potęgując wrażenie niepokoju. Nagle niebo przecięła oślepiająca błyskawica, a potężny huk grzmotu wstrząsnął powietrzem. Drzewa w ogrodzie kołysały się gwałtownie, a liście szeleściły, jakby szeptały ciche zaproszenie do przygody.

Chłopcy spojrzeli na siebie porozumiewawczo i ruszyli w kierunku drzwi prowadzących na strych, nie wiedząc jeszcze, jakie niespodzianki na nich czekają. Jednakże nim wejdą na strych muszą ogarnąć swoje pokoje żeby w razie „W” mieć możliwość szybko zejść i zająć się czymś u siebie. Teoś przygotował stanowisko z branzoletkami, Tymon rozłożył książkę do biologii i położył obok zeszyt i ćwiczenia

Rozdział 2: Schody niczym górski szlak wspomnień…

Schody na strych znajdowały się niedaleko biura Taty, więc chłopcy musieli zachowywać się cicho, by ich eksploracja się powiodła. Nie były to jednak zwykłe schody składane pod dachem, lecz stare, wiktoriańskie schody, które rodzice sprowadzili specjalnie podczas budowy domu.

— -Wiesz Teoś te schody przyjechał podobno aż z Norwegii. — -W sensie miały kółka i jechały po ulicy do nas do domu?

— — Teoś serio nie przyjechały ciężarówką. Ale tak się mówi jak coś jest sprowadzane z dość daleka.

A schody były masywne, dębowe i misternie zdobione, idealnie komponowały się z bielą ścian oraz rodzinnymi zdjęciami. Słyszeli, że tata rozmawia — - może miał ważne spotkanie albo prowadził transmisję. Ostrożnie zajrzeli przez lekko uchylone drzwi i zobaczyli go w słuchawkach, skupionego na ekranie komputera Jednocześnie szybko klikając myszką rozbłyski kolorów i przytłumione dziwki upewni chłopców że to nie spotkanie a kolejna krucjata może tym razem przeciwko Bhalowi.

— — Gra w swoją ulubioną grę — - szepnął Teoś, zauważając znajomy interfejs „Diablo IV” na monitorze. Drzwi do „Jaskini Gamera” — jak potocznie nazywali biuro taty — były teraz uchylone. Pomieszczenie to, ulokowane na drugim końcu korytarza (bo schody celowo umieszczono lekko z boku, by nie zabierać przestrzeni), było dla chłopców prawdziwą kapsułą czasu. Uwielbiali tam przebywać, szczególnie gdy po odrobionych lekcjach tata zapraszał ich do wspólnego odkrywania niesamowitych światów swojej młodzieńczej pasji. Wypełniała je potężna kolekcja komiksów, figurek z ulubionych filmów i książek, a także podręczników do gier RPG. Była też mała diorama z żołnierzykami i czołgami. Stały tam stosy różnych czasopism i książek komputerowych, a ostatnio pojawiły się nawet egzemplarze z lat, gdy tata był nastolatkiem, z opisami gier sprzed ery internetu. Bracia bardzo lubili te chwile, gdy mogli z tatą przejrzeć „Top Secret” czy „Secret Service”. Nie bardzo rozumieli czemu czasami tata bardziej zachwycał się „Bajtkiem” niż „Secret Service” ale to chyba kwestia tego ze tata kiedyś miał Atari i próbował przepisywać z Bajtka te śmieszne kolumny literek. Całość dawała możliwość poczuć, czym był świat rozwiązywania zagadek w grach lat 80—90, oparty tylko na drukowanych poradnikach i własnej pomysłowości. Choć tata często mawiał, że doba jest za krótka, by ogarnąć to wszystko, „Jaskinia” tętniła historią i wspólnie z tatą opowiadała jak to bywało. Tata zdecydowanie lubił tam się zatopić w grze albo w książce czy komiksie na swoim fotelu. Teoś jak Tymon był na zajęciach często siadał u Taty na kolanach i wspólnie czytalni i przeglądali różne czasapisma i książki.

— W takim razie jest mała szansa, że nas usłyszy — uśmiechnął się Tymon. — Jak tata gra, to najczęściej w słuchawkach z noise cancellingiem. Ale lepiej być cicho, bo Lucky nas usłyszy i zacznie węszyć. A on najczęściej siedzi u Taty pod nogami.

— — Marsz rację Tymek chyba właśnie podniósł łepek. — Chłopcy po cichu się wycofali i delikatnie domknęli drzwi. Zaczęli ostrożnie wspinać się po krętych, dębowych stopniach, delikatnie mruczących pod ich ciężarem. Drewniane stopnie skrzypiały pod ich stopami, a każdy krok zdawał się być echem w ciszy domu. Stopnie były nierówne i miejscami wyślizgane od lat użytkowania, co zmuszało ich do ostrożnego stawiania stóp. Mama na dole zaczęła powoli szykować obiado-kolacje, dało się wyczuć pieczone mięso i sos pomidorowy z bazylią.

Za oknem deszcz przybierał na sile, uderzając o dach jak tysiące małych pałeczek w napięte płótno bębenków i tworząc melancholijną melodię, która towarzyszyła im w wędrówce. Gdzieś w oddali słychać było głuche pomruki, a wiatr szarpał gałęziami drzew, sprawiając, że ich cienie tańczyły na ścianach niczym duchy. Wesoło przeskakujące między obrazkami i fotografiami na których mimowolnie zatrzymywali wzrok.

— — Trochę tu ciemno — - zauważył Teoś, ściskając mocniej książkę do angielskiego, którą zabrał ze sobą jak talizman. Jego serce biło szybciej, a oczy próbowały przyzwyczaić się do półmroku panującego na klatce schodowej. Nie zapalali światła na schodach w końcu mieli latarki chociaż nie dawały za dużo światła pewnie baterie padają. Światło z schodów na pewno zainteresowało by mamę i cała eskapada z infiltracją stryszkowej twierdzy by padła u zarania. Tak kroczek po kroczku zmierzali ku górze. W oddali majaczyły w błyska piorunów drzwi na strych.

— — Nie bój się — - odpowiedział Tymon, choć sam czuł lekki niepokój. Starał się brzmieć pewnie, nie chcąc pokazać młodszemu bratu, że też jest trochę zdenerwowany. Pojedyncze błyskawice chwilowo rozświetlały ściany i stopnie podczas wspinaczki. Na ścianach zauważyli obrazy górskich krajobrazów, misternie wykonane z piasku kwarcowego. Sceny przedstawiały majestatyczne szczyty, rwące potoki i zielone doliny, a delikatne odcienie piasku tworzyły niezwykłe efekty świetlne.

Obok wisiały zdjęcia z ich wakacyjnych wypraw na przestrzeni ostatnich lat. Ściana była całkiem spora i miała wiele miejsca, więc zdjęcia dokumentowały życie chłopców od niemalże noworodków, przez kolejne lata i pierwsze wakacje nad ciepłymi morzami. Słoneczna Grecja wietrzna Madeira czy upalna Tunezja, piękna piaszczysta plaża na Bałtykiem gdzie powstały twierdze i zamki z przekopami, aż po pierwszy dzień w szkole i przedszkolu. Czy kolejne miały być już z liceum i studiów? Czas pokaże. Widać było na nich rosnących chłopców, a zmiany wieku były wyraźnie widoczne na kolejnych fotografiach. Na jednym zdjęciu Teoś, jeszcze jako trzylatek, siedział na ramionach taty podczas spaceru po Tatrach. Na innym obaj bracia wspólnie budowali zamek z piasku nad Bałtykiem. A na kolejnym był Teoś w tym samym miejscu, w którym Tymon stał parę lat wcześniej w przedszkolu. Tylko drzewa u Teosia były wyższe a krzewy bujniejsze.

— — Spójrz, to my na Kasprowym Wierchu! — - szepnął Teoś, wskazując na fotografię, na której obaj uśmiechali się szeroko, ubrani w kolorowe kurtki przeciwdeszczowe. A za nimi widać było schronisko na Kasprowym.

— — A tu jesteśmy nad Morskim Okiem — - dodał Tymon. — - Pamiętasz, jak wtedy zaczęło nagle padać?

— — Tak, a mama zrobiła nam gorącą czekoladę w schronisku — - uśmiechnął się Teoś.

— — Chciałbym znów pojechać w góry — - westchnął Tymon — ale tym razem ponownie na Maderę wiesz jakie tam są niesamowite widoki. Z górskiego klifu szczytu patrzysz w otchłań oceanu. Coś niesamowitego.

— — Może w te wakacje — - pocieszył go Teoś. — - Ale teraz chodźmy dalej, zanim tata skończy grać. Z tego co pamiętam mama też bardzo by chciała jakoś na wiosnę pojechać na Maderę mówi że wtedy ta wyspa oddycha kwiatami i wiosną.

— Wiesz zobaczmy było nie było teraz mamy początek lata, co będzie w przyszłym roku może Turcja może Madera a może kolonie letnie w Jastarni. Swoją drogą mama i wiosna. Wiesz jakie to połączenie. Dla niej nie koniecznie radosna jest wiosna. Pamiętaj o pyłkach i innych przeszkadzajkach. Czas pokaże a teraz cicho!

Wreszcie dotarli do drzwi prowadzących na strych. Były wykonane z ciemnego drewna, a farba miejscami się łuszczyła, odsłaniając surowe deski pod spodem. Stara, mosiężna klamka była zimna w dotyku i pokryta patyną.

Tymon pociągnął za klamkę, a drzwi otworzyły się z przeciągłym skrzypieniem, które przypominało jęknięcie starego drzewa na wietrze. Pierwsze co poczuli na sobie to lekko ciepły, żeby nie powiedzieć gorący podmuch tak jakby westchnienie strychu, było ciepłe lekko wilgotne, ale to chyba głownie przez ogólną atmosferę, bo na strychu było sucho jak na pustyni.

— — Wow… Jakbyśmy wchodzili do starego zamku — - wyszeptał Teoś, robiąc krok do przodu.

— — Wiesz, może znajdziemy tam jakieś stare taty zbroje i miecze. Miał tego całkiem sporo i nie sądzę, aby wszystko wywiózł do dziadków — - powiedział Tymon, krocząc w głąb ciemnego strychu, który im dalej wchodzili, tym stawał się ciemniejszy.


— -Tymek a masz w telefonie poświeć bo latarki padły. — — Ciiiiii zaraz przymkniemy drzwi i postaram się znaleźć światło. Tata mówił kiedyś, że zakładali podczas budowy oświetlenie żeby nie chodzić po strychu po omacku.

— -ej mamy latarki a to psikus rozładowane — - cała nadzieja w tym że znajdziesz kontakt. — powiedział Teoś po czym chwycił Tymona za dłoń i szli powoli a Tymon badał ścianę.

— Aha dobrze — szepnął Tymek nadal szukając włącznika. Wzrok powoli przyzwyczajał się do mroku strychu świetliste rozbłyski okna nie pomagały i co chwile obrywał jakiś karton albo bark przesuwający się po nie widzialnym meblu.

Po może chwili może kilku minutach trudno było to konkretnie ustalić doszli w końcu do słupa podtrzymującego dach a tam znalazł się kontakt. Po wciśnięciu po krótkiej chwili zabłysły światła Led niczym promienie słońca w ten burzowy dzień ogarnęli wzrokiem pomieszczenie strychu. Ku swojemu sporemu zaskoczeniu nie mogli zlokalizować drzwi wejściowych jakby znikły w mroku za nimi.

Rozdział 3: Skarby Przeszłości przykryte czasem

Czas zdawał się tu całkowicie zatrzymać. Jedynym dźwiękiem, który przerywał absolutną ciszę strychu, było miarowe tik-tik-tik kropli deszczu uderzających o blaszany dach chodź już nie tak intensywnie jak jeszcze wydawało się chwile temu. W tle nieco cichsze puk-puk o niewielkie okno dachowe, którego szyby pokrywała warstwa kurzu i pajęczyn. Każda nowa błyskawica, rozdzierając ciemność na ułamek sekundy, zamieniała strych w teatr świateł i cieni. Jej jaskrawe, białe światło wdzierało się przez okienko, oświetlając dalekie, niedostępne na co dzień zakątki poddasza. W tych krótkich, oślepiających błyskach ukazywały się sterty kolorowych i szarych kartonów. Niektóre, ozdobione napisami „WARSZAWA” lub „RODZICE DOM”, zdradzały pochodzenie zapakowanych w nie przed laty przedmiotów. Inne, z prostymi opisami jak „KSIĄŻKI” czy „ZIMOWE”, kryły swe tajemnice. W powietrzu, gęstym od czasu, unosiły się niezliczone drobinki kurzu. Światło na strychu nie sięgało wszystkich zakamarków a oczywiście tam chłopcy podejrzewali największe skarby i ciekawostki.

Przebijające się przez okno światło błyskawic, a czasem słaby, deszczowy blask dnia, tworzyło z nich lekko połyskliwe, eteryczne kurtyny, które zdawały się płynąć i wirować wokół chłopców, dodając przestrzeni magicznej, onirycznej aury.

Przesuwając się ostrożnie między starymi meblami i pudłami, chłopcy odkrywali zapomniane przedmioty. Strych był prawdziwym archiwum minionych epok. Wśród stert kartonów stały solidne meble, świadkowie dawnych lat. Był tu potężny kredens z ciemnego drewna, z masywnymi, mosiężnymi uchwytami i charakterystycznymi dla czasów PRL szklanymi witrynkami, w których kiedyś pewnie stały kryształowe kieliszki. Obok niego przytulał się do belki mniejszy, okrągły stolik na cienkich, metalowych nóżkach, pokryty wytartą ceratą w kwiaty — niegdyś zapewne dumę jakiegoś pikniku lub ogródka grillowego. W głębi, częściowo przykryta plandeką, stała kanapa tapicerowana w zielony, wytarty aksamit, z drewnianymi podłokietnikami. Jej sprężyny jęczały cicho, gdy Tymon przypadkiem na niej zasiadł nie chcąc kopnąć kartony z opisem szkło. Były też starsze skarby: wysoka, dębowa szafa z rzeźbionymi frontami. Były tam niedźwiedzie tygrysy pamiętająca może jeszcze czasy przedwojenne, oraz skrzynia kufrowa obita blachą, z widocznymi śladami podróży i czasu. Wszystko to pokrywał gruby, mięciutki całun kurzu, który podnosił się w powietrze przy każdym ich ruchu, wirując w smugach światła. Promienie słońca, próbujące przedrzeć się przez zakurzone okno, oświetlały wirujące w powietrzu drobinki kurzu i nadając strychowi magiczny klimat.

Na jednym z regałów leżał zakurzony globus, który Teoś zaczął obracać z fascynacją. Były na nim pozaznaczane małymi chorągiewkami różne miejsca z podpisem Carvi a inne niebieskie Megak. Regał ten, prosty, metalowy, typowy dla wyposażenia szkół lub urzędów w latach 70., skrzypiał pod jego dotykiem. — Spójrz, tutaj jest Polska, ale wygląda inaczej niż na mojej mapie — zauważył, wskazując na duży obszar oznaczony jako Związek Radziecki. — Może to stary globus sprzed lat — zasugerował Tymon, zbliżając się. — Zobacz, Niemcy są podzielone na dwa kraje. — Rzeczywiście! — Teoś otworzył szeroko oczy. — To musi być naprawdę stary globus. Nagle Tymon dostrzegł coś błyszczącego pod stertą starych gazet, leżących na blacie niskiej, kwadratowej szafki nocnej z szufladą, wykonanej z jasnego forniru. Ostrożnie odsunął pożółkłe strony, na których widniały tytuły sprzed dekad. — Patrz na to! — zawołał, wyciągając spod gazet prostokątne urządzenie z charakterystycznym logo. — To Atari 800XL! — wykrzyknął Teoś z entuzjazmem. — Tata opowiadał mi o nim. Mówił, że grał na nim w różne gry przygodowe. Atari 800XL było komputerem domowym z lat 80., o kremowej obudowie i brązowej klawiaturze. Miało porty na kartridże z przodu oraz gniazda na joysticki. Obok leżały dwa joysticki z czerwonymi przyciskami, które wydawały się czekać na nowe przygody. — Wygląda zupełnie inaczej niż nasze konsole — zauważył Tymon, przyglądając się urządzeniu, zdejmując z niego pajęczynę. Obok konsoli znajdowało się pudełko pełne kartridży. Każdy z nich był zapakowany w kolorowe opakowanie z ilustracjami przedstawiającymi fascynujące przygody. Były tam gry takie jak „River Raid”, „Pitfall!”, a nawet „Pack-Man”, „Just” czy „Pengo”. Okładki przedstawiały odważnych bohaterów eksplorujących dżungle, starożytne świątynie czy przestrzeń kosmiczną. — Spójrz na te obrazki! — zachwycił się Teoś. — Wyglądają niesamowicie. — Ciekawe, czy uda nam się to uruchomić — zastanowił się Tymon.

Podczas gdy Tymon badał Atari, Teoś zauważył inny przedmiot, leżący na niewielkim, wiklinowym stoliku. — Hej, spójrz tu! — Obok Atari leżał również stary walkman Sony w srebrnej obudowie z niebieskim napisem. Miał przezroczyste okienko, przez które widać było taśmę kasety. Obok niego, w porcelanowej, kwiecistej skrzynce (która pewnie nigdy nie służyła swojemu pierwotnemu celowi), leżały kolorowe kasety magnetofonowe. — Co to? — zapytał Tymon, podnosząc walkmana. — To przenośny odtwarzacz muzyki — wyjaśnił Teoś. — Zanim były mp3 i smartfony, ludzie słuchali muzyki na kasetach. Kasety miały ręcznie napisane tytuły oraz okładki z nazwami zespołów. Były tam zarówno przeboje lat 80., jak i 90.: Phantera, Nightwish, Sculgaris, Dżem, Metallica, Samael, Dimmu Borgir, Perfect, O.N.A., Nirvana, Black Sabbath — Wygląda na to, że tata słuchał cięższej muzyki — zauważył Tymon, przyglądając się kasetom z Metallic’a, Samael’a i Dimmu Borgir’a. — A te z Perfect i O.N.A. pewnie są mamy — dodał Teoś, biorąc do ręki kasetę z kolorową okładką. — Ciekawe, jak brzmi ta muzyka — zastanowił się Tymon. — Spróbujmy posłuchać. Włożyli jedną z kaset do walkmana i założyli słuchawki. W uszach rozbrzmiała energetyczna piosenka rockowa z mocnym riffem gitarowym i charakterystycznym wokalem. — Ale fajne! — ucieszył się Tymon, przekazując słuchawki Teosiowi. — To Lady Pank — odczytał Teoś z okładki kasety. — Brzmi świetnie! — Zobaczmy, co jest na innych kasetach — zaproponował Tymon. Przeglądając kolejne kasety, natrafili na różnorodny mix muzyczny. Były tam hity rockowe i popowe, zarówno polskie, jak i zagraniczne. Piosenki, które kiedyś królowały na listach przebojów, teraz odkrywane były na nowo przez chłopców. — Tata ma niezły gust muzyczny — stwierdził Teoś, słuchając fragmentu utworu Dżemu. — Myślę, że mama też — dodał Tymon z uśmiechem, włączając piosenkę Perfektu. Kontynuując poszukiwania, w jednym z kątów, tuż przy potężnej, przedwojennej szafie, znaleźli pudełko z dodatkowymi kartridżami do Atari 800XL. Każdy z nich był starannie zapakowany w pudełko z barwnymi ilustracjami przedstawiającymi niesamowite światy i bohaterów. — Spójrz na ten — powiedział Teoś, wyciągając kartridż z grą „Space Invaders”. — Wygląda jak prawdziwa kosmiczna bitwa! — A tu jest „Donkey Kong” — wskazał Tymon. — To klasyk! — Spróbujmy je uruchomić — zaproponował Teoś. — Ale nie mamy odpowiedniego telewizora czy monitora, no i jak to podłączyć — zauważył Tymon. — Może ten stary odbiornik w rogu zadziała, a jak nie, to chyba za nim widzę coś z długim tyłem, takie prostokątne, a może to trapez — wskazał Teoś na duży, kineskopowy telewizor z drewnianą obudową i pokrętłami do zmiany kanałów, stojący na niskiej, stabilnej podstawce. Telewizor był pokryty grubą warstwą kurzu, a jego ekran wydawał się niemal czarnym lustrem w półmroku strychu. Podłączyli Atari do telewizora, włożyli kartridż i włączyli sprzęt. Ku ich zdziwieniu, ekran rozświetlił się, ukazując niebieski ekran z napisem READY. — Oj, to coś nie tak. Jak tata opowiadał, to że trzeba było czekać na to, aż się wgra z magnetofonu albo włożyć kartridż i wtedy pojawiała się gra — zaczął wspominać Tymon. — No coś tam było o tym, że z magnetofonu to długo trwało i trzeba było być super cicho, nie można było tupnąć czy czegoś przestawiać, bo wtedy gra wyrzuci błąd i się nie wgra — wspomniał Teoś. Chłopcy popatrzyli po sobie. Po chwili ich wzrok opadł na małe kwadratowe pudełko z napisem „River Raid”. Włożyli je w slot na szczycie Atari i uruchomili je ponownie. Ekran telewizora mrugnął, po czym pojawiła się gra z samolotem lecącym nad rzeką. — Niesamowite! — zachwycił się Tymon. — To zupełnie inne niż nasze gry, ale ma swój urok. Spędzili kolejne minuty, grając i śmiejąc się z prostoty, ale jednocześnie wciągającej rozgrywki. Światło z ekranu telewizora, migoczące w rytm pikseli, było jedynym stałym źródłem światła w głębi strychu, rzucając ich cienie na stare meble i kartonowe pudła. — Teraz rozumiem, dlaczego tata tak to lubił — powiedział Teoś, pokonując kolejny poziom. — Tak, czasami mniej znaczy więcej — przyznał Tymon. — no weź mam już strzelające czołgi i jakiś miały samolocik leci w poprzek jeszcze chwile temu go nie było. Z wypiekami opisuje Tymon — -Ciekawe ile trzeba przelecieć tych mostów żeby wygrać.

Obok komputera leżała również kaseta z napisem „Metallica — Master of Puppets”. Tymon włożył ją do walkmana i nacisnął „play”. W słuchawkach rozbrzmiała mocna muzyka metalowa z dynamicznymi solówkami gitarowymi. — To brzmi świetnie — stwierdził Tymon do Teosia. — Choć trochę cięższe niż poprzednie. — Tata chyba lubił mocne brzmienia — uśmiechnął się Tymon. — A mama pewnie wolała Perfect i O.N.A. — dodał Teoś. — Może powinniśmy posłuchać wszystkiego — zasugerował Tymon. — To jak podróż w czasie. Kontynuując poszukiwania, omijając narożny fotel bujany z wytartą tapicerką, natrafili na starą gitarę akustyczną z lekko zużytymi strunami. Miała drewniane wykończenie i kilka naklejek z nazwami zespołów. Stała oparta o ścianę, częściowo ukryta za fotelem. — Jest! — zawołał Tymon, biorąc instrument do ręki. — Spróbujmy coś zagrać. Próbując uderzyć w struny, wydobyli kilka nieczystych dźwięków, które głośno odbiły się echem w ciszy strychu, zagłuszając na chwilę nawet miarowy rytm deszczu. — Chyba potrzebujemy trochę nauki — zaśmiał się Teoś. — Nic nie szkodzi — odpowiedział Tymon z determinacją. — Możemy poprosić tatę albo mamę, żeby nas nauczyli, bo w sumie nie mam pewności, czy tata grał na gitarze, czy mama. — Myślisz, że się ucieszą? — zapytał Teoś. — Na pewno. Może nawet zagramy razem jakieś piosenki z ich młodości. Tata to chyba bardziej growlem śpiewał, czyli mama od gitary. Nagle usłyszeli cichy szelest za sobą. Odwrócili się i zobaczyli kota o pręgowanym futrze i bystrych oczach, który patrzył na nich z zaciekawieniem, wyłaniając się spod ciężkiej, drewnianej szafy.

— Skąd on się tu wziął? — zdziwił się Teoś. — Chyba mieszka na strychu — stwierdził Tymon. — Może to on jest strażnikiem tych wszystkich skarbów. Kot podszedł bliżej i otarł się o nogę Teosia, zostawiając na jego spodniach ślad jasnego futra na ciemnym tle kurzu. — Chyba nas polubił — uśmiechnął się Teoś, głaszcząc zwierzę. — Powinniśmy go nazwać — zasugerował Tymon. — Może „Strażnik”? — zaproponował Teoś. — Albo „Guardi” — dodał po chwili zastanowienia. — Od angielskiego „guardian”. — „Guardi” brzmi dobrze — przyznał Tymon. — Pasuje do niego. Kot zamruczał z zadowoleniem, jakby akceptował nowe imię, a jego mruczenie zlało się z odgłosami deszczu na dachu. Zaczęli się rozglądać i w oddali na kolejnym regale zobaczyli płaską białą klawiaturę z napisem Amiga 500+ a tuż obok niej podobna klawiatura tylko tym razem z napisem Atari STFM 540 z doklejonym plusem i kilka pudełek z dyskietkami z zamykanymi klapami. Poniżej na podłodze stały książki i czasopisma głównie o tematyce komputerowej jakieś CHIP i CD Action.

Spędzili jeszcze chwilę na strychu, ciesząc się odkryciami i planując kolejne przygody, otoczeni milczącymi świadkami przeszłości, w magicznej atmosferze zatrzymanego czasu, pod dyrygenturą miarowego rytmu deszczu. Bo właśnie się zorientowali po tym jak Tymek spojrzał na zegarek że czas zwyczajnie się zatrzymał w momencie jak zauważył Tymek wejścia przez drzwi strychu.

Rozdział 4: Tajemnicza Skrzynia

W głębi strychu, za stosem starych pudeł i pokrytych płachtami mebli, chłopcy zauważyli dużą, drewnianą skrzynię z metalowymi okuciami. Była ozdobiona misternymi rzeźbieniami przedstawiającymi dziwne symbole i wzory, które przyciągały wzrok i budziły ciekawość. Skrzynia wyglądała, jakby skrywała w sobie największe tajemnice.

— Może nie powinniśmy tam zaglądać — szepnął Teoś, czując dreszcz na plecach. Jego oczy wędrowały po tajemniczych znakach, zastanawiając się, co mogą oznaczać. Wyglądem przypominała Taty obrazki i rysunki z jednej księgi nazwała się Warhammer Fantasy Role Play 1 edycja.

— Już tu jesteśmy — odparł Tymon z błyskiem w oku. — Co złego może się stać? Przecież to tylko stara skrzynia. Pokryta rzeźbieniami przecież rzeźbienia nie ożyją i nas nie wciągną chodź mały zajrzyjmy. Podchodząc bliżej, usłyszeli ciche tykanie dochodzące ze środka.

— Słyszysz to? — zapytał Teoś, spoglądając na brata z niepokojem. — Jakby zegar. Tylko skąd zegar czy inny mechanizm w skrzyni

— Tak… Ale kto zostawia działający zegar na strychu? — zastanowił się Tymon. — Może to jakiś stary mechanizm. A może coś się tam przesypuje lepiej zajrzeć i wiedzieć co jest w środku.

Teoś rozejrzał się wokół. Na półkach stały stare lampy naftowe, globus z pożółkłą mapą i zabytkowy aparat fotograficzny z mieszkowym obiektywem. Ale również aparat sony Alpha jakiś Kodac z otwartą kieszenią z tyłu. Torba z obiektywami i całkiem sporo klaserów z płytami opisanymi latami. I chyba kolejne z muzyką albo grami.

— Spójrz na te rzeczy — powiedział. — Wyglądają na bardzo stare. Ciekawe, do czego służyły.

Tymon podniósł aparat i przyjrzał się mu z zainteresowaniem.

— To chyba jeden z tych starych aparatów, gdzie trzeba było długo czekać na zrobienie zdjęcia — zauważył. — Tata kiedyś o nich wspominał.

— A ta lampa? — Teoś wskazał na lampę naftową. — Jak ona działała?

— Chyba nalewało się do niej naftę i zapalało knot — odpowiedział Tymon. — Wyobrażasz sobie, że kiedyś nie było elektryczności? Noo i to jeszcze kopciło czyli unosił się dym i zapach ale było przy niej ciepło i dawała światło od tego lusterka z tyłu odbijał się płomień. Teoś pokręcił głową.


— Trudno to sobie wyobrazić. Jak oni wtedy żyli? — -analizował Teoś dla którego prąd praktycznie jest zawsze i nie zdarza się że światła w domu nie ma.

— — Wiesz nasi rodzice czy dziadkowie na pewno mieli prąd, ale jednocześnie pamiętam, jak rodzice wspominali że kiedyś jak byli mali to zdarzały się tzw. stopnie zasilania i czasami od np. 6 albo 7 popołudniu nie było prądu w pełnym natężeniu. I wtedy takie lampy poprawiały oświetlenie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 63
drukowana A5
za 76.38