E-book
4.1
drukowana A5
11.27
Tymek i Tomek

Bezpłatny fragment - Tymek i Tomek

oraz Pierwsza, wielka przygoda


5
Objętość:
35 str.
ISBN:
978-83-8155-423-7
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 11.27

Rozdział 1

W Szczecinie, na uboczu, mieszkał sobie Tomek. Zbliżała się godzina 8:00, a on jeszcze spał. Gdy otworzył oczy była już 10:00. –Nie zdążę do szkoły! -krzyknął. I bez mycia zębów, bez śniadania, ubrał byle co i pobiegł na autobus. Akurat mówiła pani dyrektor, bo był apel kończący rok szkolny. Nareszcie wakacje! O 12:00 cały tłum dzieci wysypał się ze szkoły. Tomek wyszedł na końcu, gdy nagle potknął się i zobaczył… liścik przywiązany do kamyka. Ostrożnie rozchylił kartkę, na której było napisane: GROZI CI NIEBEZPIECZEŃSTWO! Szybko wyciągnął telefon i zadzwonił do Tymka, który w tym czasie… wyszedł ze szkoły i cieszył się, że już wakacje, aż tu nagle… z boku przemknął cień. –AAA! -krzyknął gdy zadzwoniła komórka. -Tomek, co się stało? –Tttymeeek! Błagam Cię, przyjedź do mnie! — krzyczał do słuchawki Tomek. –Co się stało? –Znalazłem liścik, na którym pisze, że grozi mi niebezpieczeństwo i …HALO? Tymek?? TYYYYMEEEK!!! Kurczę blade! Żyjesz? — dopytywał się Tomek. –Żyję, żyję! Potknąłem się i… O KURZA STOPA!! -wrzasnął Tymek. –Dostałem taki list co ty!! –Cooo? Musimy się spotkać! Już do Ciebie jadę! Będę za jakąś godzinę! -odpowiedział Tomek. –Tomek, nie ma czasu! Dzwoń po taksówkę! –Wiesz ile to Tymek, będzie kosztowało?! –Trudno, jeśli komuś tak na nas zależy, to nie liczą się koszty! Mogę ci zamówić! –OK. Pół godziny później Tomek już jechał taksówką. Nagle kierowca zatrzymał się i powiedział: -Wysiadaj! –Jak to? Przecież nie jesteśmy jeszcze na miejscu? –Jesteśmy! Chciałeś na Donalskiego 14, tak? –A, to ile się należy? -odparł zdezorientowany Tomek. -36 zł. –Dobra, to dam 40 zł. i reszty nie trzeba. Gdzie ten Tomek?! -myślał Tymek. -O, jest! –Tomek! Tomek! Tutaj! — krzyczał. –O Tymek, cześć! Idziemy do Ciebie? -spytał Tomek. –Tak, chodźmy. Akurat nie ma mojej mamy i taty. Poszli szybko do mieszkania Tymka. (Tymek mieszka w Policach). Położyli swoje listy. –Słuchaj Tomek, nie wiem co zrobiliśmy, ale ktoś czegoś od nas chce. Nie martwmy rodziców i nic im nie mówmy. Dobra? –Oczywiście! Nie mam zamiaru nikomu o tym mówić, Tymek! I tak nikomu o tym nie mówiąc rozpoczęli śledztwo. — Tymek odpal lapka, to zobaczymy czy nikt nie jest poszukiwany. Nagle ktoś energicznie zapukał do drzwi. –Tymek, kto to jest? -spytał szeptem Tomek. –Nie wiem, ale mam nadzieję, że to nie… O Choinka! Możesz mieć rację. Chodźmy zobaczyć przez wizjer. Był to zamaskowany człowiek, a w kieszeni miał… REWOLWER!!! –Tymek, co robimy? -Mam grubą linę schowaną w szafie. Przywiążemy ją mocno do bariery na balkonie. –Oszalałeś?! Tymek, czy dobrze rozumiem, że masz zamiar zjechać po linie, z trzeciego piętra? –Tak! Chyba, że chcesz zostać porwany przez jakiegoś wariata! Nie wiemy jak oni są potężni, jeżeli w ogóle jest to jakaś organizacja przestępcza, Tomek! –Słuchaj mnie! Nieważne czy uciekniemy teraz, czy nie. Prędzej czy później nas złapią, jeśli tak im na nas zależy. Usłyszeli dźwięk śmigłowca, a w nim ubrano na czarno jakichś ludzi, którzy zeskoczyli na balkon. Pozostało tylko… -OKNO! Szybko Tomek! Nie było dużo czasu! Otworzyli je, przymocowali linę i zeskoczyli prosto w ręce… –Mama? -spytał Tymek. –Ciocia? –spytał Tomek. –Na co czekacie dzieci! Wskakujcie do auta! A był to samochód, w którym były różne urządzenia. –To ty mamo jesteś super agentką? –Nie, dzieci -powiedziała pani Asia zdejmując maskę. –Jestem agentką służb specjalnych, działających tajnie. Dostałam cynk, że mam was chronić. Trzymajcie się mocno! Samochód podniósł się trochę i wystartowali tak szybko mknąc po drogach, jak szaleni. Zatrzymali się przy lesie, koło jakiegoś domku. –Doskonale chłopcy- powiedziała agentka. –Muszę was chronić. Tomek i Tymek, mam rację? — powiedziała odwracając się do nich. –Tak! Skąd pani wie? — spytali chórem. –Jak widzicie, my dużo wiemy, a teraz rączki do góry! –Co? — wystraszyli się. –Dosyć gadania i robić co każę, JASNE? –Dddobrze — odpowiedzieli wystraszeni. Wysiedli i weszli do lasu, gdzie tam były już jakieś osoby. –Proszę, proszę! Kogo my tu mamy? — powiedział pan T. -Jakie piękne wróbelki! — Kim pan jest? — zapytał Tymek.- Nie dość, że nas porwaliście, to jeszcze nic o was nie wiemy! –Nie gorączkuj się tak, mały! Chłopcy, brać ich! Przywiązać do drzewa, a my uciekniemy. Ale później tu wrócimy, jasne? — powiedział z drwiącym uśmiechem pan T. Tymka wraz z Tomkiem przywiązywano do drzew, gdy wtem coś zawarczało. Czy to możliwe? Przecież to… Samochód, a tam Agentka Susan! Przyjechała ich uratować! Szybko wysiadła razem z Agentem Forkiem, strzelili kilka razy do zbirów, a ci padli od razu! Agenci zabrali dwóch chłopców i pojechali wioząc ich do dobrze znanego im miejsca z filmów. –Źle się czuję. Chyba zaraz zemdl… — powiedział i zemdlał Tomek. –Nie wiem dokąd nas wieziecie, ale nie dam się tak łatwo wrobić… — zdążył powiedzieć jeszcze Tymek, zanim stracił przytomność. Agenci przybili sobie piątkę. –Niech się prześpią -powiedziała Susan. -Bo nie spodoba im się to co zobaczą ani to co usłyszą.

— Szefie, uratowaliśmy ich przed tym Tyberiuszem. –Doskonale, doskonale- powiedział Agent Martim. — Świetnie się spisaliście, że ta cała liga ich nie złapała. Najważniejsze, że to my mamy te dzieci. Przygotować przesłuchanie! Tomek budził się powoli i rozejrzał wokoło. Chciał poruszyć nogami ale nie mógł ze względu na Agentów, żeby nie dowiedzieli się, że on się obudził. –Pst Tymek! Wstawaj, obudź się! Tymek powoli otworzył oczy. –I co, gdzie jesteśmy? –Chyba w ich Tajnej Bazie- odpowiedział Tomek. –Nie możemy się na razie ruszać, bo oni ciągle tu chodzą za drzwiami, a poza tym są kamery. Zachrobotał zamek, otworzyły się drzwi, a w nich stanął Agent Martim. –Jakże się wam spało? — powiedział. -Za chwilę was przesłuchamy, ale najpierw coś zjedzcie, dobrze? Jesteście głodni, prawda? Zaraz dostaniecie bardzo pyszny posiłek, który postawi was na nogi po tej męczącej akcji. –Dziękujemy bardzo! — odpowiedzieli chórem Tymek i Tomek. Gdy Agent wyszedł, zaczęli rozmowę. –Nie wiem co oni kombinują, ale wyglądają na tych dobrych. Dobrze, że chociaż dadzą nam jedzenie- powiedział Tymek. –Nie wiem czy oni są dobrzy, ale chyba damy radę uciec, nie? –Nic z tego, Tomek. Jest nas dwóch, a ich może być cała masa. I tak szepcząc sobie w najlepsze, nie zauważyli kamery i mikrofonu w ich celi, które wszystko nagrywały. A za monitorami, śledząc ich rozmowę, siedział Agent Fork.

Rozdział 2

Pani Olimpia wróciła do domu. –Halo, synek! Tymek -nawoływała. Gdzie on jest- pomyślała. Zaraz zobaczyła otwarte okno, a na nim linę zwisającą na sam dół. O, jest jakiś list. A pisało na nim tak:,,Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy, bo inaczej będziesz mieć kłopoty!”. –Halo, Lilia? –No cześć Olimpia, co tam? — Nie ma czasu na gadanie! Ktoś mi zostawił list w mieszkaniu, że jeśli wetknę nos w nie swoje sprawy, to będę mieć kłopoty. — powiedziała do słuchawki z przestrachem Olimpia. — Coś czuję, że naszym dzieciom coś się stało! Tymek zostawił plecak i chyba...Tomek! Czyli tu byli! Chlip, chlip- płakała mama Tymka. –Czekaj Olimpia, zaraz do Ciebie przyjadę do Polic, dobrze? Tylko już nie płacz, OK? Na pewno ich znajdziemy. –Dobra, dzięki Lilcia. I tak 20 minut później, obie koleżanki się spotkały, omawiając plan, co zrobią, o ile ktoś ich nie zaatakuje, tak jak prawdopodobnie Tomka i Tymka.

***

— Szefie! Nagraliśmy całą ich rozmowę- powiedział Agent Fork. –Zamierzają uciec! –Nigdy im to się nie uda! — wykrzyknął Agent Martim. –Nikt nas nie powstrzyma! Wcisnął guzik i za chwilę przybiegło dwóch kucharzy, którzy poszli zrobić hamburgery dla Tymka i Tomka. –Fork! — krzyknął dowódca. –Masz dopilnować, żeby powiedzieli wszystko co wiedzą o Tyberiuszu McFanterze i o naszej Tajnej Lidze. Czy wyraziłem się jasno? –Tak jest! Ale czy oni dadzą się nabrać? Chyba odkryją, że coś kombinujemy? — zawahał się Fork. –A kto ma odbyć przesłuchanie? Kto przesłucha te dzieciaki?! O, nie, czy wy… — powiedział widząc wpatrzone w siebie twarze innych. –Ja?! No dobra. Ale jeśli coś mi nie wyjdzie, spróbujcie coś mi zrobić, bo pożałujecie! W tym samym czasie Tymek i Tomek naradzali się, co powiedzieć na przesłuchaniu. Jeśli któryś z nich palnie coś głupiego, jednym pstryknięciem Agenci mogą ich zniszczyć! –Mmm, Tomek! Dobre te hamburgery. Mam nadzieję, że nie dodali do nich jakichś środków usypiających! –Tymek, nie wiem co teraz się z nami stanie, ale chcę, żebyś wiedział, że bardzo, bardzo cię lubiłem. –Ja Tomek, też cię bardzo lubię! — i razem się rozpłakali. Gdy zjedli posiłek, pojawił się za ich plecami Agent Fork. — Witam dzieci! Najedliście się? Więc zaczynamy przesłuchanie. Co wiecie o Tyberiuszu McFanterze, znanego wam może jako Pana T. Mówcie prawdę, bo zobaczycie co robimy z takimi chłopaczkami! Po przesłuchaniu, Agent wyszedł z zadowoloną miną. Tace po jedzeniu posprzątano, chłopcy poczuli ulgę, że to już za nimi. Ponownie zapadli w sen.

Gdy się obudzili, było jasno, słońce świeciło, Tymkowi i Tomkowi coś się stało. Leżeli związani w lesie, gdy nagle niedaleko ujrzeli ludzką sylwetkę, a obok mniejszą sylwetkę, chyba… psa! Tak, psa! –Tymek wstawaj! Wstawaj, no! Zobacz, człowiek z psem! — krzyknął podekscytowany Tomek. –Co, co, gdzie, jak? Co się dzieje? A to jest… mam wielką nadzieję, że to nie jest znowu jakiś szaleniec, który będzie chciał coś z nami zrobić. Smycz wyślizgnęła się temu człowiekowi z rąk, a pies puścił się pędem do chłopców! –Oj, chyba ten zwierz, zamierza nas zaatakować! AAA! POMOCY! -Tomek, ogarnij się! Przecież wygląda przyjaźnie. –Ale ten człowiek nie! To pewnie jakaś tajna liga, która ma chętkę na nas! — dalej darł się Tomek. Pies podbiegł i rozgryzł sznur Tymka, a potem on rozciął jego więzy. –Dzięki piesiu. Jak się nazywasz? — spytał Tymek patrząc na obrożę. –Willy, tak? Grzeczny Willy. Hej Tomek! Za tym facetem biegną jacyś ludzie! Ten pies miał nas wytropić! –Tymek, spokojnie, może oni chcą nam pomóc. Wiem, ten pies na pewno jest nie winny, ale o tych ludziach nic nie wiemy! Pozostaje tylko… WIAĆ! Uciekali, aż się kurzyło, ale chociaż tamci byli daleko, trzeba było posłuchać się głosu zdrowego rozsądku. Biegli ile sił w nogach, razem ze swoim nowym przyjacielem Willy’m. Na szczęście udało im się uciec. Tak biegnąc, dotarli na ulicę i zatrzymali auto, pięknego Peugota. Spytali się: -Czy może nas pan podwieźć do Polic? –Ależ oczywiście! — odpowiedział kierowca. –Akurat tam jadę. I tak słuchając radosnej piosenki, śpiewając dojechali do miasta gdzie chcieli.

***

— Halo, policja? I uratowaliście nasze dzieci! — mówiła przez telefon Pani Olimpia. –Byliście tam, gdzie była ich ostatnia lokalizacja? –Przykro mi, lecz naszego psa tropiącego, porwało jakieś dwoje dzieciaków! Uciekali, a my byliśmy za daleko, żeby je złapać. Ale niech się pani nie martwi! Obiecuję, że dołożymy wszelkich starań, żeby je odnaleźć. –Dlaczego ich nie goniliście?! A może to były nasze dzieci! — krzyczała mama Tymka. –I co ja mam teraz zrobić?! –Proszę się nie mmmmartttwić… pppproszę ppppaaniii… — mówił przestraszony krzyków pani Olimpii, komendant. –Przykro mi ale musimy kończyć! Mamy inne wezwanie! –Ale?…Halo? Halo!!! — wykrzykiwała do słuchawki mama Tymka. –Czas rozpocząć własne śledztwo! Skoro policjanci nic nie umieją, będę się musiała zająć tym sama z Lilką. I tak obie panie ponownie się spotkały i rozpoczęły własne dochodzenie, na temat tejże sprawy. –Słuchaj, Lilka, nie wiem co to są za przestępcy ale musimy ich znaleźć, nakryć i wsadzić do paki! Zaraz! Czekaj… wyświetliła mi się ostatnia lokalizacja naszych dzieci! –Olimpia… chyba czas już uciekać. –Nie teraz! –Naprawdę, radzę ci uciekać! –Daj mi teraz… Oż, ty....Na kotleta mielonego! Przecież tu się pali i jest dym! Chyba zaraz zemdleeee… –Olimpia! No i masz.. Kiedy tak obie zemdlały, pożar okazał się fałszywy. –Dobra robota, Panie T. — powiedziała Asia. –Musimy je związać, żeby nie mogły się ruszyć. A teraz weźmiemy wszystkie dowody, wskazujące na to, że są one jakimiś szpiegami. I czy miały jakikolwiek kontakt z Agentem Martimem. Już ja ich dorwę…

***

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 11.27