E-book
47.25
drukowana A5
217.4
drukowana A5
Kolorowa
271.39
Twórczość pochodząca z okresu 2024—2026

Bezpłatny fragment - Twórczość pochodząca z okresu 2024—2026

Przełom początków


Objętość:
775 str.
ISBN:
978-83-8455-123-3
E-book
za 47.25
drukowana A5
za 217.4
drukowana A5
Kolorowa
za 271.39

Pióra H.A.I. Langnera — Przełom początków

WYDAWNICTWO RIDERO ZASTRZEGA SOBIE PRAWO DO PUBLIKOWANIA TYLKO WYBRANYCH KSIĄŻEK.

Fotografia: Newsweek Polska

Świat dwóch światów - O istocie, która chciała tylko żyć

Wprowadzenie

Książka ta została poświęcona wszystkim ludziom, którzy pragną żyć wolni. Dzisiejszy świat udowadnia nam, że jeszcze dużo rzeczy o nim nie wiemy. Dowodem tego jest rosyjska agresja na Ukrainę, wojna na Bliskim Wschodzie, konflikty narodowościowe na terytoriach byłej Jugosławii i konflikty religijne. Jeśli chcemy żyć wolni i spełniać swoje marzenia, to musimy powstrzymać tą apokalipsę zagłady świata. Myśleliśmy, że II wojna światowa będzie ostatnim zagrożeniem dla nas wszystkich, jednak myliliśmy się. Nadszedł wiek zagłady.

Henryk Langner

Przedmowa

Do Rosji,

do Białorusi,

do Serbii,

do Palestyny,

do Jordanii,

do Libanu,

do Syrii,

do Iraku,

do Afganistanu,

do Iranu,

do Pakistanu,

do Chin,

do Korei Północnej,

do Mali,

do Nigru,

do Czadu,

i do Sudanu

Ja, jako obywatel Rzeczypospolitej Polski, Wspólnoty Europejskiej, Zjednoczonych Państw Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiej, praw demokratycznych i suwerennych, chcę poinformować rządom, że świat, po którym chodzimy i jego mieszkańcy chcą pokoju, spokojnego życia oraz zakończenia wszystkich działań militarnych. Codziennie giną niewinne osoby, nie tylko mężczyźni, lecz także dzieci i kobiety. Sądzę, że nikt nie chce zginąć na bezsensownej wojnie, tylko żyć i spełniać swoje najskrytsze marzenia. Informuję was — narody, rządy walczące, państwa totalitarne, dyktatorskie o porzucenie karabinu i o wstąpienie na ścieżkę demokracji, przeciwnym razie zostaniecie zamienieni w proch historii.

Poznań

12 VIII 2024 r.

Henryk Langner

Do Rzeczypospolitej Polski,

do Stanów Zjednoczonych Ameryki,

do Ukrainy,

do Francji,

do Japonii,

do Wielkiej Brytanii,

do Korei Południowej,

do Kanady,

do Izraela,

do Republiki,

do Litwy,

do Łotwy,

do Estonii,

do Czech,

do Słowacji,

do Węgier,

do Finlandii,

do Norwegii,

do Szwecji,

do Holandii,

do Belgii,

do Hiszpanii,

do Portugalii,

do Szwajcarii,

do Austrii,

do Słowenii,

do Chorwacji,

do Danii,

do Mołdawii,

do Indii,

do Tajwanu,

do Republiki Południowo Afrykańskiej,

do Nowej Zelandii,

do Islandii,

do Rumunii,

do Grecji,

do Andory,

do Malty,

do San Marino,

do Liechtensteinu,

do Luksemburga,

do Monako,

i do Irlandii

Ja, jako wasz obywatel i przyjaciel — państw demokratycznych, suwerennych i zjednoczonych związku z: rosyjską agresją na niepodległą Ukrainę, muzułmańską inwazją na niepodległy Izrael, dyktatorskimi i totalitarnymi rządami w Azji, rozprzestrzenianiem się komunizmu oraz nazistowskiej ideologii, wojną narodowościową w byłej Jugosławii, konfliktami, wojnami domowymi oraz przejmowaniem władzy przez wojsko w Afryce oraz Ameryce Południowej apeluję o: udzielanie bez przerwy pomocy finansowej, militarnej oraz humanitarnej Izraelowi i Ukrainie aż narody te wygrają wojnę, zbudowanie silnego militarnie systemu obrony przed komunizmem, nazizmem, muzułmanami z Afryki i Azji oraz najważniejsze, żeby nasze zjednoczenie odbywało się każdego dnia, w dzień i nocy.

Poznań

12 VIII 2024 rok

Polak, Henryk Langner

0.1. Cel pracy

Moim celem pracy jest: upamiętnienie ofiar wszystkich wojen prowadzonych przez Niemców, spojrzenie w przeszłość oraz pokazanie jak cierpi istota, która chciała tylko żyć.

W książce tej również apeluję do wszystkich państw totalitarnych o zaprzestanie wszystkich walk zbrojnych. Apel wygłaszam również do państw niepodległych, żeby ich siła zjednoczenia, której nie posiadają dzisiejsze totalitaryzmy rosła w jeszcze większą siłę i nigdy nie miała końca. Wszystkim ludziom, którzy chcą żyć wolni, chcę powiedzieć, żeby pamiętali, że wolność nie została dana za nic i nie trwa wiecznie. Nadchodzi coś wielkiego i musimy się do tego przygotować.

0.2. Źródła

Do napisania mojej książki użyłem wyłącznie wiedzy, którą posiadam i tego czego się nauczyłem będąc na lekcjach z różnych dziedzin humanistycznych. Uczą mnie wspaniali ludzie, u boku których zdobywam cenną wiedzę. Nauczyciele Ci uczą z pasją do swojego przedmiotu, który nauczają i zawsze się starają. W nich widać, że chcą nauczać młode pokolenie i pomóc im w dalszej drodze ku dorosłości. U boku tych ludzi zdobyłem wiedzę, którą użyłem do napisania tej książki.

Powieść

O istocie, która chciała tylko żyć

Wprowadzenie

Napisałem tą część, by upamiętnić miliony poległych w różnych bitwach, na różnych frontach i kierunkach świata. Jak również książka została poświęcona ku pamięci zwierzętom, które tak samo jak ludzie walczyli o swój spokojny, pomerdany świat. Głównym tematem tej książki jest właśnie pies, który stawił czoła agresorom. Nie możemy zapomnieć również o tych dzielnych paru zwierzęcych duszach, które chciały tylko istnieć. Przecież oni też są bohaterami. Jeśli trzeba było, to pomagali ludziom. Nie patrzyli na to, że za chwilę zginą. Największymi bohaterami są oczywiście ludzie, ale nie zapomnijmy również o zwierzętach.

W 1933 roku świat na własne oczy ujrzał pierwszych potworów. Bestie były tak potężne, że pochłaniały całe pokolenia. Swoją inwazję zaczęli w 1939 roku. Chodziło im tylko o zabijanie, niszczenie oraz grabież. Wszyscy dzielnie walczyli o swoje światy. Agresorzy myśleli, że cały świat należy do nich, aż do dnia, gdy zostawali pokonywani. Trwało to sześć lat. Pokonali ich ludzie, którzy według nich, mieli na zawsze zniknąć z historii, wraz ze swoimi narodami. Walka trwała tak długo, ponieważ nie została zastosowana bardzo ważna zasada. Tą zasadą była jedność. Na początku tylko, niektóre narody się jednoczyły, a powinni wszyscy to zrobić. Dopiero zjednoczyli się po długim czasie w 1941 roku. Cały czas nie odrabiamy lekcji z historii. Zapamiętajmy, że walka ze złem będzie trwać tak długo, aż nie zjednoczymy się wszyscy.

Apeluję, żebyśmy nie zapomnieli o poległych, nie tylko ludziach, lecz także o zwierzętach. Niech nikt nie zapomni o ich ofierze.

Od autora

1949 rok, Westerplatte

Po co właściwie to wszystko było? W jakim celu się to wydarzyło? Kto decydował o wszelkich działaniach? Dlaczego skutki, konsekwencje ponosiły niewinne istoty? Setki poległych i wielu towarzyszy zginęło, jak i różne zwierzęta. Codzienne bombardowania, obozy koncentracyjne, ludobójstwa, masowe groby, burzenie budynków, podpalania i zniszczenia wszelkich dóbr materialnych.

Tych pytań jest za dużo, żeby można było na nie wszystkie odpowiedzieć. Szczególnie w moim przypadku, jestem tylko zwykłą istotą. Na większość z nich nie umiem odpowiedzieć. Połowa z nich, nie wiem co oznacza. Wiodłam spokojne życie, niemiałam żadnych obowiązków, tylko się bawiłam albo spałam. Wszystko zmieniło się, z dnia na dzień. Ponieważ, że jestem, tak jak już to wcześniej podkreślałam, tylko zwykłą istotą, dlatego opowiem wam moją historię, z mojego punktu widzenia. Przyjrzymy się bliżej tym zagadnieniom i spróbuję we własnych słowach je wytłumaczyć, tak jak potrafię.

Na samym początku chciałam podkreślić, że podczas tego właśnie wydarzenia, nie ginęli tylko sami ludzie, ale również zwierzęta: psy, koty, konie i wiele innych odmian zwierzęcych gatunków. Jest to godne podkreślenia, ponieważ w dzisiejszym świecie nikt nie mówi o tym, że wtedy zwierzęta również brały w tym wydarzeniu udział. My zwierzęta też walczyliśmy z agresorami, ratowaliśmy innych, najczęściej ludzi, często płacąc, za to swoim, własnym życiem. To były małe kroki dla istot ludzkich, ale wielkie kroki i czyny dla istot zwierzęcych.

Tak jak mogliście już zauważyć, jestem dziewczyną. Również mogliście zwrócić uwagę na to, że wcześniej mówiłam o zwierzętach i o tym, że sama nim jestem. A zatem, żebyście wiedzieli dokładniej, jestem psem — pięknym mieszańcem, czarno-brązowo-białym, raczej średniego wzrostu z brązowymi oczami. I teraz uwaga, ponieważ was wszystkich zaskoczę, moje oczy świeciły w nocy na biało, odbijając światło. Widocznie byłam wyjątkowym psem i nadal nim jestem. Pewnie jesteście ciekawi mojego imienia? Mam na imię Mija.

Moja historia nie należy do najlepszych, najszczęśliwszych i nie kończy się zbyt dobrze, ale nie ma tu samych tragedii, tak jak, można byłoby to wywnioskować. Jest tu również wiele śmiesznych i wesołych historyjek. Opowiem wam ją od początku. Wygodnie usiądźcie i posłuchajcie. Witajcie w moim świecie.

1930 rok, Westerplatte

(19 lat wcześniej)

Był dzień dwudziesty piąty stycznia, gdy się urodziłam. Zamiast dnia ciepłego, gdzie świeciłoby słońce, był to dzień zimny, a nawet powiedziałabym, że bardzo mroźny. Nie pamiętam, czy wtedy padał śnieg, czy deszcz, a może coś jeszcze innego, nic sobie nie przypominam o pogodzie w tym wyjątkowym dniu. Bardzo nie lubiłam takiej pogody — zimnej i szarej. Tym bardziej, gdy wtedy miałam tylko cienkie ubranie, mowa tu o moim futerku. Wolałabym urodzić się w jeden z dni letnich. W latem jest tak cieplutko i słoneczko ogrzewa ciałko.

Nie wiem również, o której godzinie się urodziłam, a szkoda, bo przydałaby się taka ciekawa informacja. Nikt mi nie powiedział, ponieważ wszystko zostało zrobione w pośpiechu, dlatego wszyscy nic nie wiedzieli. Wszyscy byli w ogromnym stresie, nawet ja.

Moja psia mama nosiła mnie w swoim brzuchu przez bardzo długi okres czasu. Bardzo jej to przeszkadzało, ale dla mnie zrobiłaby wszystko. Całymi dniami tylko leżała i uważała na mnie, żeby nic w środku mi się nie stało. Nie było to łatwe, nawet ja to potwierdzam.

Mój i mamy właściciel zaniósł nas do weterynarza. Bardziej moją mamę, ponieważ ja byłam w jej brzuchu, ale można powiedzieć, że nas obu. Nie był on daleko, trzeba było przejść tylko kilka metrów, bo mieścił się on tuż obok naszego domu.

Nie byłam jakaś bardzo duża, tylko malutka, ale mimo tego i tak, było mamie ciężko mnie urodzić. Pewnie dlatego, że ona też nie była za duża. Mimo, że rodziła mnie w ciężkich bólach, nie poddała się, dała rade.

Bardzo cieszyłam się z tego powodu, że już się urodziłam, ponieważ w brzuchu mamy były kiepskie warunki do życia. Przede wszystkim było bardzo ciemno, można powiedzieć, że było tam strasznie. Jakoś przeżyłam, ponieważ nie miałam jeszcze świadomości, tak jak wszyscy, którzy wyszli już z brzuchów swoich mam. Z tego względu, że obok bardzo mocno świeciła lampa weterynarza, zabolały mnie oczy. Jednak po chwili przestały mnie boleć. Niełatwo było po raz pierwszy spojrzeć w światło, które było bardzo jasne, takie biało-żółte. Z resztą, tak mi się wydaje. Co myślicie na ten temat, jakiego koloru jest światło? Druga sprawa dotyczy karmienia. Moim zdaniem, karmili mnie bardzo kiepsko. Na całe szczęście, po wyjściu z brzucha ta sprawa się znacząco poprawiła. Najpierw było mleko, a później, jak już trochę podrosłam, dostawałam spaghetti, które bardzo lubiłam.

Właściciel był już parę razy wcześniej u weterynarza. Myślał, że urodzę się około drugiego lutego, czyli na początku lutego, o tydzień później. Ja zrobiłam im niespodziankę. Wiedziałam, kiedy się urodzę, jeszcze w brzuchu mojej mamy. Od razu, gdy wyszłam ze środka, to polizałam moją mamę po psiej mordce ze szczęścia.

Kiepska pogoda, zima zamiast lata. Długi okres bycia w brzuchu, zamiast aktywnego życia tak jak lubię. Ciemność, zamiast jasności. Kiepskie karmienie, zamiast od razu spaghetti. Nie narzekałam, ponieważ bardzo nie lubię tak robić. Zamiast marudzenia starałam się szukać pozytywnych stron, takich parę było. Na zewnątrz może było zimno, ale w środku miałam bardzo cieplutko, tak jak lubię. Tą jedną zaletę, uważam za wielki plus. Sądzę, że nie było wcale tak źle. Już taka jestem, że mimo jak coś mi nie odpowiada, to ja i tak wyciągnę z tego to co było najlepsze. W końcu na całym świecie nie ma tylko samych wad, są przecież również zalety. Moim zdaniem jest nawet więcej zalet niż wad i według mnie, każdy powinien tak myśleć.

Tak jak wcześniej już wspominałam, byłam bardzo malutka. Dlatego, gdy mój pierwszy właściciel podniósł mnie, to zmieściłam się na jego jednej dłoni. Gdy mnie tak trzymał, to się przedstawił, powiedział mi jak ma na imię, czego byłam bardzo ciekawa, tak jak mojego imienia, którego wtedy jeszcze nie znałam. Miał on na imię Henryk, czyli jakby zdrobnić, to wyszłoby Heniek.

Weterynarz zrobił mi jeszcze kilka badań. Musiał do końca usunąć mi ropę z oczu, zwarzyć, sprawdzić temperaturę i najważniejsze wypisać książeczkę zdrowia. Najbardziej zaciekawiona byłam tymi znakami, które wpisywał weterynarz. Nie wiem jak by to nazwać i do dzisiaj nie wiem, jak się to nazywa, dlatego nazywać to będziemy znakami. Weterynarz wpisał je do mojej książeczki, po wykonaniu wszystkich badań, które już wymieniałam. Moja mama też miała taką książeczkę, tylko że ona już miała wypisaną. Więc gdy weterynarz poprosił o książeczkę, to właściciel od razu mu ją dał. Moją dopiero dostałam, nie wiem czemu, ale wiem jedno, że jest to niesprawiedliwe, dlatego że jedni już mieli, a drudzy dopiero dostawali. Może dlatego, że dopiero przed chwilą się urodziłam? Psia mama została jeszcze na badaniach u lekarza psiego do następnego dnia. W końcu zaszła w ciążę, dlatego miała więcej badań lekarskich. Pewnie jeszcze do tego musiała odpocząć po takim wydarzeniu u specjalisty, ja bym też po takim dniu chciała sobie trochę odpocząć. Poród bardzo bolał, bo moja mama strasznie płakała. Zasłużyła sobie na odpoczynek. Poza tym nie musieliśmy się martwić, że coś jej się stanie, ponieważ była w bardzo dobrych rękach.

Po wyjściu od weterynarza, poszliśmy do domu. Nie wiem, czy pamiętacie, od lekarza psiego do domu było tylko kilka kroków, około dziesięciu metrów, może nawet dwanaście. Dlaczego o tym przypominam? Ponieważ Henryk po przejściu tych parę kroków, bardzo się zmęczył, ale nie wiem czemu. Pewnie dlatego, że był bardzo zestresowany moimi narodzinami. Więc nie miał za dużo sił, dlatego poszliśmy od razu spać. Tylko zdążyłam zobaczyć mój dom, był złożony z kilku wielkich pudełek. Wyglądało tam inaczej niż w brzuch i było dużo lepiej. W brzuchu mamy było mokro i ciemno, a nowy dom był jasny i bardzo wygodny.

Najpierw zasnęłam z Heńkiem, ale później się obudziłam, ponieważ on wymachiwał rękami, tak że nie dało się spać. Z tej racji, że wziął mnie na jakieś duże, miękkie coś, które okazało się później łóżkiem, to że było ono bardzo wysokie, nie mogłam uciec. Ponieważ obok łóżka stała szafka z półkami, zaczęłam obmyślać plan ucieczki. Wymyśliłam, że skoczę na jedną z półek, a później zeskoczę z niej na podłogę. Tak jak pomyślałam, tak zrobiłam. Plan ucieczki mi się udał, ale po drodze zeskoku z półki na podłogę, pospadało kilka rzeczy. Nie narobiło to hałasu, więc Henryk się nie obudził.

Zaczęłam sama zwiedzać mój nowy dom, od kwadratowego pomieszczenia, które uwielbia każdy pies. Było tam wszystko, co jest najbardziej potrzebne. Na ścianie pomieszczenia były kwadratowe szafki, w których były smakołyki. Duże białe pudło nazywało się lodówką, w którym było mięso i wiele innych fajnych dla psa rzeczy. Zrobiłam sobie więc małą przekąskę. Zaczęłam od białego dużego pudła kwadratowego. Z tej racji, że drzwi były otwarte, pewnie Heniek nie zauważył, więc z dostaniem się do lodówki, nie miałam większych problemów. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam była szynka, która pięknie pachniała. Wzięłam ją, ale spadła mi ona, również przy okazji talerz, na którym była. Ten hałas, który się zrobił, obudził mojego właściciela. Przyszedł do mnie. Myślałam, że będzie na mnie krzyczał, ale się myliłam. Henryk posprzątał po mnie, a szynkę pokroił na małe kawałki i mi ją dał, była przepyszna.

Później było coś na co bardzo czekałam, czyli oprowadzanie po domu. Henryk pokazał mi, gdzie jest łazienka, pokój jeden, pokój drugi, balkon i kuchnia. Dopiero wtedy wiedziałam już, że to pomieszczenie, w którym narobiłam niezły bałagan, nazywało się kuchnią. Henryk pokazał mi również, gdzie są trzy najważniejsze rzeczy dla psa. Były nimi legowisko oraz miska do picia i jedzenia. W obliczeniach się nie pomyliłam. Jedno legowisko i dwie miski, to są trzy rzeczy.

W końcu nadszedł czas na pierwsze wyjście na dwór. Była to okazja sprawdzenia nowego właściciela, jak poradzi sobie ze mną. Poszliśmy do lasu, który znajdował się tuż obok naszego domu, podobnie jak weterynarz. W miejscu tym było bardzo dużo: drzew, trawy, kamieni, mrówek i liści. Byłam w szoku, gdy zobaczyłam to miejsce, ponieważ było ono jakby namalowane. Było ono przepiękne. ponieważ byłam pierwszy raz w takim miejscu, to czułam się jak w krainie szczęścia. Może dlatego, że był to mój pierwszy dzień po urodzeniu się. Było tam również to o czym nie śnił sobie żaden pies, czyli wiewiórki. Małe z ogonem, brązowo-białe, gryzonie. Od razu, gdy je zobaczyłam, to wyrwałam się z rąk Heńka i zaczęłam je gonić. Każda pobiegła w inną stronę i z tej racji, że ja byłam jedna, a one aż dwie, to zaczęłam gonić jedną z nich. Akurat mi się udało to zrobić, ponieważ jedna pobiegła w prawo, a druga w lewo. Wybrałam sobie tą, która pobiegła w prawo, ponieważ była mniejsza ode mnie. Ta druga wiewiórka była znacznie większa, więc żeby mi nic nie zrobiła, zostawiłam ją. Henryk niestety, ale się nie sprawdził. Najpierw wypuścił mnie z rąk, a później krzyczał na cały las, żebym wróciła, ale wiewiórka była dla mnie ważniejsza. Niestety nie udało mi się złapać tej wiewiórki, ponieważ skoczyła na drzewo. Jeśli była taka bardzo mała i posiadała takie umiejętności do wchodzenia na drzewo, to jej się udało tam wejść. Ja próbowałam, ale nie dałam rady. Właściciel był daleko w tyle, ale złapał mnie przechodzień, który nadepnął na moją piękną różową smycz. Od jego butów cała moja smycz, została pobrudzona błotem i innymi rzeczami, które miał pod swoimi butami. Od razu tego człowieka nie polubiłam.

Gdy przybiegł już Heniek, to poznał tego człowieka. Okazał się on rodzicem mojego właściciela, jego tatą. Miał na imię Zbigniew. Uniemożliwienie złapania wiewiórki, pobrudzenie smyczy i te imię, to wszystko mi się nie podobało. Mimo moich podejrzeń, że to zły człowiek, to Henryk zaprosił Zbigniewa na kawę.

Jeszcze trochę pochodziliśmy razem i wróciliśmy do domu z naszym gościem. Heniek robił w kuchni kawę do picia i jedzenie, a ja zostałam sama ze Zbigniewem w pokoju. To była szansa na zemstę za nie złapanie wiewiórki. Podeszłam do niego i ugryzłam go w nogę. Niestety z tej racji, że dopiero się urodziłam, to nie miałam jeszcze zębów, więc nic się mu nie stało — szkoda. Zbigniew wziął mnie na ręce i pogłaskał, a nawet trochę po uśmiechał się do mnie. Gdy przyszedł już właściciel, to o całym tym zdarzeniu, gość nic mu nie powiedział. Po czym zaczęła się rozmowa, a ja jako ten mały piesek uważnie się przysłuchiwałam.

Po biesiadzie, z której trochę mi się skapnęło, poszliśmy odprowadzić Zbigniewa, jako wieczorny spacer. Musieliśmy iść dość daleko, ponieważ tata Henryka mieszkał parę ulic dalej. Dla mnie takiego małego psa, było to wielkie wyzwanie. W rezultacie nie dałam rady dalej iść i Heniek musiał wziąć mnie na swoje ręce. On dał sobie jakoś radę, nie to co ja. Gdy odprowadziliśmy już Zbigniewa, to trzeba było wrócić z powrotem i tu też był problem, ponieważ ponownie nie dałam rady dalej iść. W rezultacie właściciel niósł mnie w obie strony. Gdy wróciliśmy do domu, to poszliśmy położyć się spać.

To było wielkie wyzwanie, czyli wyzwanie spania. Ono stało przed de mną już wcześniej. Wtedy, gdy poszłam pierwszy raz spać. Tak bardzo się wtedy bałam zasnąć, ale teraz się już nie boję, ponieważ wiem, że to nic strasznego nie jest. Tylko, że w tej nocy nie mogłam zasnąć, ponieważ po pierwsze już spałam kilka godzin wcześniej, a po drugie wiedziałam, że jutro moja psia mamusia wyjdzie od weterynarza. Właśnie to ta myśl spowodowała, że nie mogłam zasnąć tamtej nocy. Myśl o mamie, za którą tęskniłam. Byłam bez swojego rodzica, ale z właścicielem, który opiekował się mną pod nieobecność mojej mamy.

Rano obudziła Henia kukułka, którą nastawił, żeby przerwała mu sen. Nie spodobało mi się to, ponieważ kukułka strasznie dzwoniła z okropną melodią. Gdyby powiedziałby mi Heniek, żeby go obudzić, to bym go obudziła, ale widocznie wolał te wielkie pudło z ptakiem w środku ode mnie. Był wtedy poniedziałek, trzeba było iść odebrać moją mamę od weterynarza i wykonać inne obowiązki. Tego Henrykowi się zrobić nie chciało, zaczęłam więc skakać po nim i szczekać. W końcu wstał i powiedział mi takie zdanie: “Strasznie mi się nie chcę, ale dla ciebie Mija, to zrobię”. Widocznie dodałam mu otuchy i mój uśmiech na psiej twarzy, którego nie widać, też pomógł.

Henryk się uszykował i poszliśmy po Anię. Wcześniej się tak nie zwracałam do mamy, ale ma ona na imię Ania. Weterynarz widział nas już przez okno, nawet nam pokiwał. Mama Ania była już gotowa do wyjścia. Właściciel odprowadził nas do domu i tam zostawił, ponieważ musiał iść do pracy. Wtedy wiedziałam czemu powiedział: “Muszę spać, żeby rano do pracy iść”.

Po wyjściu Henia, od razu zaczęłam opowiadać mamie co robiłam wczoraj. Mama Ania, za to opowiedziała mi trochę o mojej rodzinie, tacie, czemu go nie ma teraz przy mnie i dowiedziałam się trochę informacji o historii. Była wtedy wojna, która doprowadziła do milionów ofiar. Tam, gdzie mieszkałam, były kiedyś prowadzone działania zbrojne. Te wydarzenia przyjęto określać się I wojną światową. Dwa bloki militarne prowadziły spór między sobą. Trójprzymierze: Niemcy, Włochy, Austro-Węgry i trójporozumienie: Wielka Brytania, Francja, Rosja. Polska była wtedy pod zaborami, trzech państw zaborczych: Prus, Rosji i Austro-Węgier. Ludność polska czasami nawet nie wiedziała, że była pod zaborami, część po 1831 roku udała się na emigrację, inna część walczyła w powstaniach albo pomagała zaborcy. W 1914 roku wybuchła wojna, która trwała cztery lata, do 1918 roku. Agresor, podczas prowadzenia działań militarnych, zabił mojego tatę. Jednego z zimowych dni, niemieckie czołgi zaczęły ostrzeliwać wszystko co stanęło im na drodze. Jednym z tych obiektów był dom, w którym znajdował się mój tatuś. Jeden z pocisków trafił w budynek, w którym była jeszcze mama Henia. Chciała uratować mojego rodzica, ale było już za późno. Moja rodzina straciła dwie bliskie osoby w jedną krótką chwilę. Ten dzień na zawsze zapisał się w pamięci każdego z członków rodziny. To pewnie była jedna z najgorszych informacji, którą dowiedziałam się podczas mojego całego życia. Trzeba było żyć dalej. Tak trzeba traktować życie, dbać i szanować je, ponieważ nie wiemy, kiedy przyjdzie po nas śmierć. Niedługo możemy już ostatni raz powąchać kwiatki.

Rozmawialiśmy również o innych rzeczach. Nie tylko o tych złych, ale również o tych dobrych, a nie kiedy nawet bardzo dobrych. Trochę obgadaliśmy inne psy, które mieszkają obok nas oraz rozmawialiśmy o zwyczajach, które panują w naszej rodzinie i o naszym właścicielu.

Pod koniec dnia przyszedł z pracy Henryk. Pracował jako kierownik jednego z obiektów ochroniarskich w sklepie. Do jego obowiązków należało wykonanie grafiku dla pracowników, zatrudnianie i zwalnianie ich, wydawanie i odbieranie rzeczy dla ochroniarzy, rozwożenie wypłat i innych potrzebnych rzeczy do funkcjonowania obiektu ochroniarskiego i podpisywanie dokumentów. Jak dla mnie była to bardzo lekka robota. Chyba każdy by chciał mieć taką pracę. Była tylko jedna wada, że wszystko musi być na czas, punktualnie i taki kierownik wtedy się ciągle denerwuje, czy zdąży wszystko zrobić.

Właściciel nas nakarmił, posłuchaliśmy trochę radia i poszliśmy spać. Tym razem zasnęłam, bo w końcu kto by nie poszedł spać po takim ciężkim dniu.

Ciągle było tak samo, aż nie przychodziła sobota lub niedziela. Wtedy zaczynało się bardzo dużo dziać. Henryk spotykał się z swoją dziewczyną, którą bardzo kochał. Na każde spotkanie z nią, kupował jej kwiaty. Czasami zabierał mnie ze sobą, a mama zostawała w domu, ponieważ miała już swój wiek i nie miała sił na takie wyprawy.

Ta para poznała się w szkole podstawowej, w samej końcówce klasy ósmej. Był wtedy szesnasty czerwca, tydzień przed zakończeniem roku szkolnego, ale dla tej dwójki, to było też zakończenie szkoły. Mówiąc od początku, Henryk siedział jak zawsze smutny i grał z swoimi kolegami z innej klasy niż do której on sam chodził w karty hazardowe. Akurat wtedy im się udało zagrać w te karty, ponieważ wszyscy nauczyciele byli na innym piętrze i tam rozmawiali między sobą. W tym dniu Heniek szukał dziewczyny. Miał parę dziewczyn na oku, ale Natalia, którą obserwował od dłuższego czasu, była najlepszym wyborem. Już wcześniej podobała się Henrykowi tak bardzo, że gdy tylko ją zobaczył, to nie mógł oderwać od niej swoich oczu. I właśnie przyszła do niego przepiękna dziewczyna o jasnych włosach, ale przede wszystkim była ona przemiła. Gdy ją zobaczył z daleka, to wtedy opadła mu szczęka. Usiadła przy nim i zaczęli rozmowę, po czym poszli tańczyć, w końcu byli wtedy na balu dyskotekowym. Przy piosence pt. Mój kawałek miłości, świetnie się bawili. Było to stresujące, ponieważ wszyscy się patrzyli na tańczącą parę. Wszyscy byli w szoku. Nie było to jednak jakieś wielkie dziwienie dla tej dwójki. Henryk w szkole, przez całe dziesięć lat stał oparty o parapet, nie odpowiadał cześć — jak ktoś mu mówił, cały czas chodził z nieciekawą miną — złą i ponurą. Jego dziewczyna, która miała na imię Natalia, była inna od niego, można byłoby powiedzieć, że jedno wielkie przeciwieństwo. Była ona bardzo miła, z każdym rozmawiała, na okrągło się uśmiechała, również każdemu pomagała. Po tańcach, gdzie było widać, że chłopak nie umie tańczyć, a za to dziewczyna tańczyła świetnie, Natalia wzięła Henryka za rękę i pociągnęła go w spokojne miejsce, gdzie była cisza. Powiedziała wtedy, że bardzo przeprasza, ale nie jest jeszcze gotowa, żeby mieć chłopaka. Henryk był bardzo smutny, jeszcze bardziej niż zwykle.

Na następny dzień obmyślał co by miał zrobić, żeby ją zdobyć. Spotkał koleżankę jeszcze z innej klasy i spytał się jej, czy by mu pomogła w zdobyciu wyjątkowej dziewczyny. Na szczęście Henryka, zgodziła się mu pomóc, ponieważ przyznał, że Natalia jest tak przepiękna, że on sam by nie dał rady. Ostatecznie Heniek nie był sam. Udało mu się zaangażować w zdobycie dziewczyny, aż cztery klasy, wszystkie ósme A, B, C i D, gdy wszystkich zliczyć, to wyszłoby około dwudziestu osób. Miejsce akcji zdobycia Natalki miało rozegrać się na jednej z dużych przerw, ponieważ były one na dworze. Plan Henia się udał, chciał, żeby Natalia na jednej z dłuższych przerw stała przy pewnym drzewie, które było wyjątkowe, ponieważ pod nim była duża cisza i spokój na rozmowy. Natalia powiedziała wtedy, że myślała o Henryku przez weekend, co go bardzo ucieszyło, dogadali się i zaczęli się spotykać.

Nauczyciele również byli w szoku na wieść o Natalii i Henryku. Najbardziej cieszyli się wychowawczyni Henia, klasy C i nowy nauczyciel historii, który wtedy pracował w szkole pierwszy rok. W czasie spotkania się przy drzewie, na dużej przerwie najbardziej dziwić mogło, to że dyżurujący nauczyciele od fizyki oraz wiedzy o społeczeństwie pomimo tego, że wszyscy inni uczniowie już dawno weszli do budynku szkolnego i że przerwa się skończyła, to pozwolili dwójce jeszcze trochę porozmawiać.

Podczas spotykania się, Natalia odmieniła Henryka, z ponurego człowieka, który codziennie straszył, zrobiła fajnego chłopaka. Po drugie uszczęśliwiła go, ponieważ była ona przemiła i Henryk nie musiał udawać kogoś kim nie jest. Heniek mógł pokazać kim naprawdę jest, że umie rozmawiać, uśmiechać się, a nawet dobrze się bawić. Dzięki Natalii było widać, że on jest naprawdę inny.

Na pierwszą randkę Natalia zaproponowała iść na lody, było to w ten sam dzień co apel zakończający rok szkolny. Rozmawiali wtedy o szkole, ocenach, ulubionych kolorach, zwierzętach, przedmiotach szkolnych, nauczycielach, szkołach średnich, które wybrali oraz o rodzaju ulubionego filmu. Natalia bardzo lubiła szkołę, dobrze się uczyła, miała same piątki i szóstki oraz wzorowe zachowanie. Jej ulubiony kolor to niebieski, zwierzę to koty i psy oraz wiele innych, a ulubiony film to komedia. Bardzo lubiła matematykę i fizykę, myślała o kierunku, gdzie najbardziej przydają się właśnie te przedmioty. Henryk też lubił się uczyć, miał dobre oceny, wzorowe zachowanie. Jego ulubiony kolor to niebieski, gatunek filmowy to komedia, tak samo jak Natalii, ale on lubił tylko psy. Uwielbiał język polski, historię i wszystko co się z nią wiąże. Na tym spotkaniu Henio popełnił straszny błąd, ponieważ spytał się Natalii, ile ma ona lat, czego nie powinien robić.

Na drugą randkę poszli do lasu, w którym podziwiali przepiękne widoki krajoznawcze, geograficzne oraz przyrodnicze, pagórki, jeziora, zwierzęta i roślinność. Trzecia, czwarta i piąta randka odbyły się nad stawami, gdzie siedzieli na ławce, chodzili oraz rozmawiali między sobą.

Na każdej randce mieli problem z deszczem. Gdy zaczął padać deszcz, to od razu chowali się i czekali, kiedy przestanie on padać. Nic nie mogło ich powstrzymać od spotkania się i bycia razem. Zawsze na początku świeciło słońce, ale gdy później zaczynała się burza, to musieli uciekać. Zazwyczaj po krótkiej chwili przestawało padać, a Natalia z Henrykiem mogli dalej kontynuować swoją randkę.

Na żadnej randce Henryk nie pozwolił, by Natalia się z nim nudziła, ale bardzo często było tak, że z stresu oboje milczeli, ale takie rzeczy były normalne. Czasami Natalia kopała przypadkowo Henia w nogę. Na ostatnim piątym spotkaniu, gdy po raz setny Natalia kopnęła i również po raz setny przepraszała go, to Heniek powiedział jej, żeby go nie przepraszała, zamiast tego, żeby się uśmiechnęła, bo jej uśmiech jest o wiele lepszy niż przeprosiny. Mówił również, że jest najpiękniejszą dziewczyną na całym świecie. Na ostatniej randce nie było to łatwe, ponieważ siedział obok pięknej dziewczyny, ale udało mu się nabrać odwagi i powiedzieć jej co naprawdę do niej czuje, że ją bardzo kocha.

Natalia zawsze zadawała kilka pytań na raz, więc Henryk nie zdążył odpowiedzieć na pierwsze pytanie, a już zostało zadane mu: drugie, trzecie, czwarte, piąte i dziesiąte pytanie. Było widać, że interesują się sobą nawzajem. Gdyby było tak, że by ze sobą nie rozmawiali, nie uśmiechali się, nie żartowali, czy po prostu nie mieli o czym gadać, to można byłoby stwierdzić, że nie pasują do siebie. Jednak było inaczej jedena interesował się drugim. Widać było, że są dla siebie stworzeni.

Natalia miała bardzo wiele zalet, ale posiadała jedną wadę. Bardzo rzadko spotykała się z Henrykiem. Przez całe dwa miesiące wakacji spotkali się tylko pięć razy. Z czego nie wiem, czy można zaliczyć pierwsze spotkanie, ponieważ było ono bardzo krótkie. Gdy Henryk się zapytał Natalii, czemu tak rzadko się spotykają, to zobaczył w jej oczach, że ona naprawdę nie da na więcej rady. To było smutne dla Henia, ponieważ tak bardzo kochał Natalię, że płakał całymi nocami, nie mógł zasnąć, przez cały czas, co robił, to tylko o niej myślał.

Gdy minęły już wakacje, to Natalia powiedziała Henrykowi, że na czas trwania roku szkolnego muszą zawiesić kontakty, żeby ich świat związany z szkołą się nie zawalił. W tamtej chwili Heńkowi jeszcze bardziej zrobiło się smutno i nie dało się go pocieszyć.

Oboje poszli w innych kierunkach, codziennie patrzyli w gwiazdy z innego miejsca. Natalia dostała się do klasy politechnicznej, a Henryk do humanistycznej. Chodzili do innych liceów, dzieliły ich kilka kilometrów odległości między sobą.

Po dziesięciu miesiącach nauki spotkali się w następne wakacje, tylko że w tym związku nastąpiło kilka zmian. Po pierwsze spotykali się prawie codziennie. Po drugie w czasie trwania roku szkolnego nie zawieszali randek, tylko również się spotykali, ale ostrożnie z rozumem, biorąc pod uwagę szkołę, której nie można uznać za coś niepotrzebnego, tak jak inni uważają.

Tego wszystkiego dowiedziałam się od mojej mamy. Według mnie ciekawa była ta historia. Co myślicie na ten temat?

Natalia, jak i Henryk byli już dorosłymi osobami, więc wspólnie podjęli decyzję o zamieszkaniu razem. Dziewczyna naszego właściciela w czasie wprowadzania się zrobiła dość duży bałagan swoimi rzeczami. Wszędzie były pudła i kartony, z których zrobiłam sobie plac zabaw, skacząc z jednego na drugie. Oboje się z tego cieszyli, ale ja najbardziej, ponieważ bardzo lubiłam Natalię. Głaskała mnie, bawiła się ze mną, a nawet mówiła mi swoje sekrety.

Od czasu przeprowadzenia się Natalii, trochę rzeczy się zmieniło. Henryk zaczął pracować mniej godzin w pracy. Zawsze w pracy był od rana do wieczora, a teraz pracował od rana do południa. Zrobił tak, ponieważ Natalia pracowała w jednym z liceów, jako nauczyciel matematyki i nie było jej od rana, kilka godzin do południa. Henryk skracając czas swojej pracy, musiał zrobić więcej w mniej czasu, ale chciał tak, ponieważ wolał być z swoją dziewczyną i spędzać z nią więcej czasu.

Ich różnica czasu pracy wahała się o godzinę. Natalia przychodziła jako pierwsza, więc zawsze ze mną i moją mamą wychodziła na dwór. Później przychodził Heniek, razem coś jedliśmy, słuchaliśmy radia, a gdy robiło się ciemno, trzeba było iść jeszcze raz na dwór i szliśmy spać. W ten sposób lata mijały.

1931 rok, Westerplatte

Dzień mijał jak zawsze, a moją tradycją stało się gonienie wiewiórki. Gdy tylko zbliżałam się do tego drzewa, w którym mieszkała wiewiórka, to zaczynałam szczekać. Jak ona mnie usłyszała, to zaczynała uciekać bardzo daleko poza las.

1932 rok, Westerplatte

Natalia i Henryk w 1923 roku skończyli szkołę podstawową, po czterech latach, w 1927 roku skończyli również liceum. Po skończonych pięciu letnich studiach, Henryk podjął decyzję o oświadczeniu się Natalii. Oboje znali się już od dziewięciu lat, bardzo dobrze się dogadywali, w trzech słowach — pasowali do siebie. Heniu zabrał swoją dziewczynę do województwa Poznańskiego, nad jezioro, które leżało na wsi w Jankowie Dolnym. Tam wynajęli domek. W ostatni dzień, przy jeziorze, gdy zachodziło słońce, były przepiękne widoki malownicze, wtedy Henryk oświadczył się Natalii. Natalia oczywiście powiedziała tak.

W tym samym roku wzięli ślub. Nie była to huczna impreza, ponieważ mało było osób, tylko panna młoda, pan młody, paru koleżanek Natalki, koledzy Henia oraz mi i mamie też udało się być na weselu. Ślub odbył się w kościele, tak jak chciała Natalia.

Gdy oboje powtarzali regułkę po księdzu i po tych słowach powiedzieli sobie tak, pocałowali się.

Po ślubie przyszła pora na imprezę. Natalia z Henrykiem ponownie to zrobili, co przed dziewięciu laty, zatańczyli na scenie. Nie tańczyli od czasów, gdy ukończyli szkołę podstawową, ostatni raz zatańczyli razem na balu ósmoklasisty. Oni ten taniec przed dziewięciu laty powtórzyli, była dokładnie ta sama piosenka, co wtedy. Wszyscy zaczęli na koniec tańca klaskać parze młodej. Ten kolejny dzień przeszedł do historii jako coś wspaniałego w życiu Natalki i Henryka.

Ja również świetnie się bawiłam. Gdy na stole podstawiono tort, to od razu skoczyłam na ten stół i cały tort zjadłam. Przynieśli drugi tort, ale ten już nie był dla mnie. Były robione pamiątkowe zdjęcia z moim udziałem. Powiedziałabym, że nawet z aktywnym udziałem, ponieważ byłam w różnych pozycjach i w różnych miejscach: na dłoniach u Natalii czy Henryka albo na ziemi, czy na schodach. Zrobiono mi nawet zdjęcie jak jadłam tort. Tańczyliśmy do rana.

Już na następny dzień pojechaliśmy w czwórkę w podróż poślubną. Lecieliśmy samolotem do Austrii nad jezioro Hallstätter See. Gdy szczęśliwa para siedziała na wygodnych fotelach, to my — psy musieliśmy siedzieć w klatkach w bagażniku samolotowym. Na całe szczęście Henryk załatwił u pilota pozwolenie, by móc nas wziąć tam, gdzie siedzieli wszystcy ludzie. Dostaliśmy pozwolenie, ponieważ byliśmy jedynymi zwierzętami przewożonymi przez samolot i bardzo się baliśmy siedzieć tam z tyłu, samemu. Nie lecieliśmy długo, tylko dwie godziny. Po wylądowaniu na lotnisko wzięliśmy taksówkę i pojechaliśmy do hotelu, który wcześniej zarezerwował Henryk, wysyłając list. Oboje nasi właściciele po przyjeździe do Austrii, zaczęli mówić po języku niemieckim, ale do nas psów i gdy rozmawiali między sobą, to mówili w ojczystym, polskim języku. Henio wiedział, gdzie zabrać Natalię, żeby ją zaskoczyć i pokazać jej, że naprawdę mu bardzo na niej zależy. Według mnie Hallstatt to najpiękniejsze miejsce w Austrii. Położone w Alpach, nad jeziorem Hallstätter See. Nasz malowniczy hotelowy dom mieścił się na wąskiej przestrzeni między brzegiem jeziora a górami.

Po przyjeździe rozpakowaliśmy się i z tej racji, że przyjechaliśmy bardzo późno, to poszliśmy spać. Dopiero na drugi dzień poszliśmy zwiedzać malownicze krajobrazy i pływaliśmy w niebiesko-przezroczystym jeziorze. Chodziliśmy również po górach i lasach. Codziennie robiliśmy to samo, więc po paru dniach znudziło mi się to wszystko. W ostatni dzień dopiero były inne atrakcję, które się okazało, że Henryk je zorganizował. Obok naszego hotelu była wielka scena, na której śpiewały różne osoby, z różnych krajów. Takie wydarzenie nazywa się koncertem. Podczas, gdy śpiewał jeden z piosenkarzy, to Henryk specjalnie okłamał, że idzie do toalety, a tak naprawdę wszedł na scenę. Nagle z megafonów usłyszeliśmy, że będzie występował Henryk. Wszedł on na scenę i zaczął śpiewać piosenkę o miłości, specjalnie dla Natalii. Natalia była tak wzruszona, że się rozpłakała. Na koniec wystąpienia Henia, zostały wystrzelone fajerwerki i nad wszystkimi przeleciał samolot z wielkim banerem, na którym były polskie napisy — Natalia bardzo Cię kocham.

Byliśmy tylko tydzień w Austrii, a ja czułam się tak bardzo zmęczona, że przez najbliższy miesiąc leżałam i nic nie robiłam. Natalia i Henryk wrócili do swoich prac. Po przyjeździe niestety wróciliśmy do życia codziennego, czyli do nudy.

1933 rok, Berlin

Początek lat 30. XX w. był dla Niemiec, jak i dla całej Europy znaczący, ponieważ wtedy narodziło się nowe zło. To zło nie wiedziało, co to znaczy utrata najbliższej osoby czy utrata wszystkiego czego kochasz. Wielu słów nie znali, byli jak analfabeci. Do pojęć, które znali, należało: zabić, zniszczyć czy zrównać z ziemią. Od kiedy Adolf Hitler został kanclerzem Niemiec, wybranym w 1933 roku, a jego partia polityczna — Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników rok wcześniej wygrała wybory parlamentarne, to państwo niemieckie zaczęto określać się mianem III Rzeszy.

1933 rok, Westerplatte

Wszyscy wiedzieli, że od paru miesięcy Natalia była w ciąży. Choć pewnego dnia w nocy był jeden wielki hałas, który zrobiła Natalia z powodu ciąży. Tamtej nocy Natalia rodziła, to się działo naprawdę. Henryk zaniósł swoją żonę na rękach do samochodu, jak superbohater. My — psy mieliśmy tylko być grzeszni i zostać w domu.

W czasie, gdy nasi właściciele pojechali do szpitala, to ja z mamą Anią jakby nigdy nic się niestało, poszliśmy z powrotem spać. Dopiero po chwili zaczęliśmy szaleć z rozpatrzy, że nie było wiadomo, kiedy wrócą. Nad ranem wrócił Henio, sam. Pomyśleliśmy, że coś się strasznego stało, że nie wróciła Natalia. Heniek wytłumaczył nam, że Natalka urodziła córeczkę i synka. Tak jak sama chciała, tak urodziła. Chciała dwójkę dzieci i ma dwoje dzieci. Musiała zostać z nimi na badaniach w szpitalu. Na razie ktoś musiał się nami — psami opiekować, a później, gdy będzie już Natalia z dwójką dzieci, Henryk weźmie urlop.

Pierwszego dnia ja z mamą leżeliśmy pod drzwiami. Głowy mieliśmy skierowane w kierunku drzwi, nic nie jedząc czy nie pijąc, byliśmy w innej pozycji — na leżąco. Gdy wychodziliśmy na dwór z Henrykiem, to jakoś nam się nie chciało. Za to, kiedy nasz jedyny na tamtą chwilę właściciel jechał do Natalii, to mieliśmy bardzo dużo siły na robienie hałasu.

Drugiego dnia byliśmy tak zmęczeni, że na nic nie mieliśmy sił, nawet na ruszenie najmniejszym palcem u naszych małych łap. Myśleliśmy, że jesteśmy na opuszczonej planecie, mimo że obok był Henio. Tak czasami bywa, gdy Natalia, która jest bardzo dobra, opuści kogoś. Psy tak już mają, gdy nie ma przy nich właściciela.

Po tych dniach do domu wróciła Natalia z dwoma słodkimi bobasami. Dobrze, że już wtedy wróciła, ponieważ tak bardzo się zmartwiłam, aż do takiego stopnia, że myślałam, że jestem na pustyni. Leżałam na plecach w nieświadomości co się dzieje, ale gdy Natalia była już w domu, to jakbym nagle ożyła.

Jeden bobas był dziewczyną, miała na imię Lidia. Była ona bardzo miła, grzeszna, jak na trzy dni po urodzeniu. Zachowywała się podobnie jak Natalia, pewnie odziedziczyła po niej geny. Drugi bobas miał na imię Krzysztof. Był bardziej podobny do Henryka. Zachowywał się tak samo jak on, ciągle nic nie robił.

Zabawy z Lidią i Krzysiem nie należały do zabaw, w których pies dobrze by się czuł. Przez Lidię byliśmy ciągle poddawani eksperymentom picia powietrza z pustego kubka czy ubierania się jako lalki. Krzysztof, według mnie był trochę gorszy od Lidii. Był nieznośny w czasie zabawy, ponieważ brał nas i bardzo mocno przytulał, a nawet powiedziałabym, że nieświadomie nas dusił. Ja z mamą Anią mieliśmy gorzej niż Natalia miała z Henrykiem. Mama opowiadała mi, że jak pierwszy raz nasi właściciele się przytulali, to Heniek tak mocno przytulił swoją dziewczynę, że prawie połamał jej kości. Było to jeszcze, gdy się spotkali jako licealiści. Tylko, że nasi właściciele przytulali się z miłości, a Krzysztof nie wiadomo, dlaczego chciał nas udusić. Również spokoju nie mieliśmy w nocy, przez ciągły płacz, który nie dawał nam spać. Od rana było to samo, również płacz i zabawy i tak aż oboje nie dorośli.

26 stycznia 1934 rok, Berlin — Warszawa

Tego dnia w stolicy III Rzeszy został podpisany traktat o nieagresji między Polską a Niemcami. Traktat o charakterze pokojowym miał trwać przez dziesięć lat, czyli do 1944 roku. Dokument o mocy prawnej podpisany w Berlinie trochę załagodził stosunki polsko-niemieckie.

1934 rok, Westerplatte

Krzyś podobnie jak i Lidia byli mili tylko i wyłącznie przy stole, gdy rzucali pod stół nam — psom jedzenie. Tylko wtedy ich najbardziej lubiliśmy, a w innych chwilach, to tylko lubiliśmy.

Przyszła chwila, której każdy się spodziewał. Pierwszy raz dzieci Natalii i Henryka się rozchorowały. Mieli gorączkę, katar oraz bolała ich głowa. Na plusie było jedynie to, że nie mieli sił się ze mną bawić. Na całe szczęście mamę Anię już zostawili w świętym spokoju, ale mnie nadal jeszcze męczyli i dręczyli. Natalia jak co dzień z nimi zostawała. Na skutek tego również się rozchorowała. Jedynym zdrowym człowiekiem był Henryk. Musiał on wziąć urlop i zaopiekować się wszystkimi.

Zbigniew od długiego czasu szykował się na wyjazd. Miał wyjechać do Norwegii, było to jego marzenie. Dostał tam już pracę oraz miał swój dom.

Tego samego dnia co Zbigniew wyjeżdżał, pożegnaliśmy go. Pojechaliśmy wszyscy razem na lotnisko, gdzie nasze wspólne drogi się rozeszły. Już więcej razy nie zobaczyliśmy go.

Nadchodziły Święta Bożego Narodzenia. Na te wyjątkowe święto zaprosiliśmy paru sąsiadów, którzy mieszkali tuż obok nas. Natalia z Henrykiem upiekli ciasto i zrobili inne dania. Na stole znalazły się wszystkie dwanaście potraw oraz coś po picia. Dla mnie i mamy były specjalne dania dla psów. Mieliśmy, np. mięso oraz kości do gryzienia. W wszystkich przygotowaniach potraw na stół Bożonarodzeniowy przeszkadzali trochę Lidia i Krzysztof oraz my — psy. Dzieci miały dopiero rok, a umiały już wymawiać niektóre słowa i ciągle wołały: Mama! Tata! Ja z mamą za to chodziliśmy pod nogami naszych właścicieli, z myślą, że coś nam dadzą, więcej oprócz tej suchej karmy i specjalnych potraw. Karma psia była tak bardzo sucha, że myślałam, że jem piasek z egipskiej pustyni faraonów. Gdy wszystko było już uszykowane, a goście dotarli na czas, to zaczęliśmy śpiewać kolędy. Później Henryk dostał zadanie od Natalii szukania, kiedy spadnie pierwsza gwiazdka. Henrykowi znudziło się stanie przy oknie już po dziesięciu minutach i tak według mnie długo wytrzymał. Z tej racji, że już mu się nie chciało, to wyciął z kartki papieru białą gwiazdę i przykleił ją na okno. Po czym wszystkich oszukał, oczywiście oprócz mnie, ponieważ cały czas go obserwowałam. W końcu skąd bym to wiedziała? Później każdy z każdym podzielił się z opłatkiem świątecznym oraz zjadł obiad wigilijny. Opowiadam, że zjedliśmy, ponieważ małe co nieco od Lidii i Krzysia pod stół spadło oraz mieliśmy uszykowane jedzenie od naszych właścicieli. Śpiewaliśmy drugi raz kolędy, każdy w swoim języku. Ludzie po swoim ludzkim głosie, a my — psy po psim języku, ciągle szczekając. Również każdy dostał prezent. Ja dostałam psią kość, moja mama też dostała to samo. Między mną a mamą różnica była taka, że ja dostałam większą kość o kolorze niebieskim, a mama mniejszą, różową. Według mnie ludzcy przyjaciele dostali bardzo kiepskie prezenty. Były to kubki, atlasy i inne książki, poduszki, ceramikę oraz ubrania. Ja bym nie chciała dostać takich rzeczy jako prezent świąteczny. Największą niespodziankę zrobił Henio swojej żonie. Podarował Natalii coś bardzo wyjątkowego, był to pierścionek z kryształów. Kryształy te były pozyskiwane z kopalni w dalekiej Arabii Saudyjskiej. Były one jak lustro, które jest tak czyste i przezroczyste, że można byłoby się w nich przeglądać. Wszyscy goście oraz my — psy, ale najbardziej Natalia była zaskoczona. W końcu takich mężczyzn jak Henryk jest niewiele. Na moje psie oko bardzo do siebie pasowali.

1935 rok, Westerplatte

W jedną sobotę, gdy Henryk miał czas wolny od pracy, porządkował z Natalią wszystkie wspólne zdjęcia. Układając je po kolei do albumu towarzyszyły im różne emocję. Był płacz, szczęście, śmiech, tęsknota, wzruszenie oraz ból. Były to najróżniejsze zdjęcia od ich urodzenia do czasów, gdy byli małżeństwem i mieli dzieli, jak i ich przodkowie, sukcesy i porażki, rodzina, nawet ja z mamą tam byliśmy. Wspólne zdjęcia z moim udziałem, zawsze spowodowały śmiech, szczęście u Natalii i Henia. Za to zdjęcia najbliższych, których już nie ma przy nas, spowodowały ból, tęsknotę, wzruszenie i płacz. Śmiech oraz przypomnienie sobie jak było kiedyś, wykształciło się przy zdjęciach z drogi edukacyjnej. Przypomnienie jak było kiedyś w szkole podstawowej, gdy razem tam chodzili było dla tej dwójki fajne. Nauczyciele, przyjaciele oraz sprawdziany czy oceny były fajnymi wspomnieniami. Czuli się jak za dawnych lat. Natalia oraz Henryk mieli wspólnych nauczycieli, choć zawsze tak nie było. Przykładem takim jest nauczycielka od matematyki, która była również wychowawcą Henia. Była ona najlepszym nauczycielem według ich opinii. Nie tylko ona była takim przykładem również nauczyciele od religii, historii, wiedzy o społeczeństwie, chemii, biologii, geografii, plastyki, techniki czy muzyki. Oddzielnych nauczycieli mieli od przedmiotów takich jak język polski, język angielski, język niemiecki, fizyka, wychowanie fizyczne. Wspomnienia o nich, wspólne przeżycia, pomoc, którą otrzymali od nauczycieli, lekcję z nimi, otrzymane wsparcie, nigdy nie znikną z pamięci Natalii oraz Henryka.

Następnego dnia wprowadziła się, obok nas nowa osoba. Była to starsza kobieta w jasnych kręconych włosach. Gdy wyszliśmy na dwór, to spotkaliśmy tą staruszkę. Okazała się ona dawnym nauczycielem matematyki Natalii i Henia ze szkoły podstawowej. Poznali się od razu. Nauczyciel, mimo że uczył tysiące uczniów, również ich poznał. Zaprosiliśmy ją do siebie. Razem usiedli i wspominali dawne, dobre czasy, a ja leżałam obok ich, uważnie się przysłuchując. Widocznie Natalia z Henrykiem przez swoje wspomnienia nauczycieli, przywołali jednego z nich.

Nadchodziło bardzo ważne święto w życiu Natalii i Henryka. Był to dzień zakochanych, czyli walentynki. Henio już od dłuższego czasu myślał co by miał zrobić dla swojej kochanej Natalii. Specjalnie dla niej zarezerwował domek nad jeziorem w Jankowie Dolnym. Pomyślał, że miejsce, w którym się oświadczył będzie również dobrym miejscem na te wyjątkowe święto. Natalia z swoim super chłopakiem pojechali tam na dwa tygodnie. W tym czasie ja z mamą zostaliśmy u nowej sąsiadki. Chociaż już nie takiej nowej, ponieważ wprowadziła się trzy miesiące temu na naszą ulice, ale jest ona najnowszą sąsiadką. Lidia i Krzysztof również zostali z nami. Mieli więc dużo czasu, by robić co tylko chcieli z biednymi, małymi pieskami. Szczęśliwa para świetnie się bawiła na mini wakacjach miłosnych. Codziennie pływali w jeziorze, chodzili po lesie i na koncerty piosenkarskie. Mimo, że mieli zarezerwowany domek, spali też w namiocie, robiąc obok niego ognisko. Nam psiom czas zleciał po mału i bardzo nieprzyjemnie. Lidii i Krzysiowi pewnie szybko i fajnie, ponieważ cały czas się z nami psami bawili, co było dla nas nie za bardzo przyjemne, tylko nudzące i męczące. Natalia i Henryk tylko jak przyjechali, to zaczęli nam wszystko jak było, po kolei opowiadać. Bardziej Natalia opowiadała, a Henryk siedział obok i nic nie robił, ale tak jest zawsze, Natalia więcej mówi, a Henio siedzi i słucha. Dwa tygodnie może się wydawać dużo, ale dla tej pary, która się bardzo kocha, to było jak jeden dzień. Oni mieli najlepiej. Im to zawsze czas zleci tak szybko, że okiem nie zdążą mruknąć, a tu już cały dzień przeleciał.

25 stycznia 1936 rok, Westerplatte

W tym dniu były urodziny Natalki. Ukończyła dwadzieścia siedem lat. Henryk razem z nami — psami uszykował imprezę urodzinową dla swojej dziewczyny. Były niebieskie balony, niebieski — ulubiony kolor Natalii, zielone, żółte, różowe, pomarańczowe oraz fioletowe. Gdy Natalia wracała do domu, miała zostać puszczona melodia o romantycznych nutach. Henio nawet zrobił sam tort urodzinowy. Był on mały, ale miał on cztery pięta. Każde piętro miało swoją symbolikę. Od dołu piętro pierwsze, to byłam ja z mamą Anią, piętro drugie, to Lidia z Krzysiem, piętro trzecie, to Natalka z Heńkiem, a piętro czwarte na samej górze, symbolizowało całą naszą rodzinę, w której najważniejsza jest Natalia. Po tych słowach Henryka, Natalka się wzruszyła. Na prezent żona Henia dostała wielki bukiet pięknych róż, w końcu piękne kwiaty dla pięknej dziewczyny oraz samochód. Pojazd ten o czterech okrągłych kółkach, miał być tylko dla Natalii. Henryk w późniejszym czasie nauczył swoją ukochaną jeździć. Wszystko razem zjedliśmy, a później, ponieważ to nie był jeszcze koniec prezentów-niespodzianek, to Henryk zaprosił swoją jedyną miłość do kina. Poszli tam ze swoimi dziećmi, my — psy nie wiadomo z jakiej racji, nie mogliśmy idź razem z nimi.

02 lutego 1936 rok, Westerplatte

Urodziny Natalii były dwudziestego piątego stycznia, a urodziny Henryka drugiego lutego, czyli tydzień później. Heniu miał już dwadzieścia osiem lat. Był starszy od Natalii o jeden rok, ale był taki moment, przez który mieli po tyle samo lat. Tym okresem był właśnie ten tydzień, między urodzinami Natalii a Henryka. Tym razem, to Natalka wzięła sprawę w swoje ręce, w przygotowaniach imprezy urodzinowej dla swojego kochanego męża. Nie było tortu, zamiast tego była sałatka owocowa, zabrakło również balonów oraz melodii. Natalia kupiła wcześniej bilety na mecz piłkarski. Reprezentacja Polski w piłce nożnej miała rozegrać na swoim stadionie w Warszawie mecz z Niemcami, akurat w ten sam dzień, co urodziny miał Henryk. Henio był w ten dzień w pracy od siódmej do dziesiątej godziny, więc poszedł tylko do pracy na trzy godziny zegarowe. Od razu, gdy wrócił do domu, to Natalia powiedziała mu o tym niespodziankowym prezencie urodzinowym. Jak Heniek to usłyszał, to tak wysoko podskoczył, że prawie zrobił dziurę w suficie swoją własną głową. Mecz był na godzinę wieczorną, a z tej racji, że była zima, to było już bardzo ciemno o piętnastej godzinie. Wzięli wszystko co mogło im się przydać i pojechali do Warszawy, a ja z mamą zostaliśmy po raz kolejny u tej staruszki, która ciągle sprawdzała prace uczniów z matematyki. Natalia wraz z swoją rodziną, po siedmiu godzinach była już na miejscu. Mecz między Polską a Niemcami zakończył się remisem. Pierwszego gola strzeliliśmy my — Polacy, ale w drugiej połowie meczu goście zremisowali. Powiedziałam, że my — Polacy, ponieważ jestem psem, a psy nie mają swojej narodowości, to czuję się jakbym była Polką. Po meczu poszli do hotelu, który Natalka wcześniej zarezerwowała. O wszystkim pomyślała. W stolicy naszego państwa zostali na tydzień. Zwiedzili wszystko, co było do zwiedzenia, od starych rynków po miejsca kultury i rozrywki. Miejsca rozrywki były ulubionym miejscem Natalii. Po tygodniu przyjechali z powrotem, do domu.

1937 rok, Westerplatte

Cztery lata temu urodziła się Lidia oraz Krzysztof. Gdy mieli urodzimy, były wakacje. Natalia z Henrykiem podjęli decyzję, że zrobią im urodziny nad polskim morzem. Uznali, że Morze Bałtyckie będzie dobrym miejscem na taką imprezę urodzinową. Właściciele nie zostawili nas — psów u sąsiadki, tylko my też pojechaliśmy. Z tej racji bardzo się cieszyłam. Wyjazd miał być jednotygodniowy. Nad morze nie mieliśmy wcale aż tak daleko, dotarliśmy tam bardzo szybko. Najpierw poszliśmy do hotelu, który mieliśmy już wcześniej zarezerwowany. Hotel ten był tuż nad morzem. Dostaliśmy wielki pokój z ogromnym balkonem. Gdy wychodziło się na ten balkon, to można było podziwiać przepiękne krajobrazy, niebiesko-zielono-turkusowego morza z plażą. Te widoki były niesamowite, jak z wymarzonych snów. Codziennie pływaliśmy w morzu. Choć nie należało to do łatwych rzeczy. Pływanie bardzo utrudniały fale, które były tak silne, że topiły, brały nas pod wodę. Bawiliśmy się również na plaży. Lepiliśmy babki, budowaliśmy zamki z piasku, czy zakopywaliśmy się nawzajem w piachu. Wieczorami, gdy Lidia i Krzysztof szli spać, to Natalia oraz Henryk zostawali jeszcze chwilę na balkonie. W końcu czemu mieliby tego nie robić, gdy mieli przepiękne romantyczne widoki przed sobą. Siedzieli tam zawsze wieczorami, przez wszystkie dni pobytu.

Nad morze przyjechaliśmy parę dni wcześniej niż Lidia i Krzysztof mieli urodziny. Dokładnie ich urodziny były w ostatni dzień nad Morzem Bałtyckim. Z okazji ich urodzin poszliśmy na koncert. Według mnie coś za dużo razy Natalia z Henrykiem wymyślali te zabawy muzyczne. Na koncercie dzieci tańczyły, świetnie się bawiły, trzymając balony w rękach. Natomiast my — psy trochę się baliśmy, ponieważ wszyscy ludzie, którzy tam byli bardzo głośno krzyczeli oraz prawie nas podeptali swoimi nogami. Były również fajerwerki i balony, których się bardzo bałam. Na szczęście nie byliśmy tam długo. Zaraz po koncercie poszliśmy do restauracji na tort urodzinowy. Było widać, że to jest bardzo porządna restauracja, ponieważ wpuścili nas — psy do środka. Po tygodniu wróciliśmy do domu.

Gdy Lidia i Krzysztof mieli po cztery lata poszli do przedszkola. Wtedy Natalia wróciła do swojej pracy jako nauczyciel matematyki w szkole. Dla nas — psów pójście Lidii i Krzysia do przedszkola było dużą ulgą. W tym dniu, w końcu zakończyły się zabawy z nimi. Skończyło się mocne przytulanie czy poddawanie nas eksperymentom picia powietrza z kubka. W przedszkolu mieli tak dużo zajęć, że po przyjściu do domu nie mieli na nic sił. W placówce edukacyjnej Lidia i Krzysztof uczyli się pisania, czytania oraz przystosowania do życia w społeczeństwie, współpracy i komunikowania się.

Nadchodził nowy rok, a razem z nim kolejne fajerwerki. Kończył się rok 1937, a zaczynał się 1938. W tym dniu wszystkie sklepy były zamknięte. Z tej racji moi właściciele zrobili zakupy wcześniej. Nowy rok wyglądał zawsze tak samo co poprzednie. Najpierw słuchaliśmy melodii w radiu, która pozostała z nami, aż do pójścia spać. Natalia i Henryk biorąc pod uwagę, to że my — psy baliśmy się fajerwerków, to nie strzelali nimi. Zawsze brali oni pod uwagę, to że gdy usłyszeliśmy fajerwerki, to byliśmy przerażeni, dlatego sami nie strzelali nimi. Gdy jeszcze widzieliśmy te kolorowe fajerwerki, z tym głośnym wystrzałem, który było słychać podczas wystrzału, to już była to masakra dla nas. Na nasze nieszczęście ludzie zawsze wystrzeliwali fajerwerki, jeszcze przed świętowaniem. Nie wiem po co komu było to potrzebne? Mimo, że ludzie wiedzą, że niektóre istoty zwierzęce się bardzo boją takich rzeczy, to i tak oni to robią. Henryk odprowadził nas do piwnicy, gdzie było dużo mniej słychać fajerwerki, ale co z tego, gdy my tam byliśmy oboje sami. Dwa małe psy, jeden starszy rodzic — mama Ania, a drugi młody, córka tego rodzica — ja, musieliśmy przez parę godzin zmierzyć się z tym wyzwaniem. Podczas, gdy my tam siedzieliśmy na dole, to nasi właściciele ze swoimi dziećmi świetnie się bawili na górze. Słuchali melodii przez radio i patrzyli przez okno na fajerwerki. Widocznie oni się nie bali. Najgorzej zrobiło się, gdy wybiła północ, godzina dwudziesta czwarta. Wtedy ludzie zaczęli strzelać fajerwerkami kilka na raz. Były one wszędzie. Z wielkim trudem, ale jakoś przetrwaliśmy ten wieczór. Gdy się uspokoiło, to Henryk przyszedł po nas. Nigdy po takich przeżyciach nie mogliśmy spokojnie zasnąć. W takich chwilach ja leżałam między nogami Natalii, a moja mama leżała między nogami Henryka.

1938 rok, Westerplatte

Święta Wielkanocne były zawsze inne niż święta Bożego Narodzenia. One wyglądały inaczej, były inne potrawy, całkiem inna tradycja obchodzenia tego święta. W Boże Narodzenie jest choinka, barszcz czy są śpiewane kolędy, a w Wielkanoc jest za to jajko, baranek i święconka. Rano Natalia, Henryk z Lidią oraz Krzysztofem, poszli do kościoła z koszykiem, aby go poświęcić. W koszyku, który był ogromny były same pyszności: szynka, chleb, czekolada, masło, jajko i wiele innych rzeczy. Wsadzili tam nawet moją i mamy kość, którą później już poświęconą, żeśmy zakopali w ogrodzie. Kiedy zjedliśmy już Wielkanocne śniadanie, to Natalia z Henrykiem zdecydowali, że pójdziemy na dłuższy spacer do parku, który znajdował się poza naszym miastem. Wtedy Lidia z Krzysztofem zrobili duży hałas. Umieli już wtedy więcej słów i tylko, gdy coś im się nie podobało, to od razu zaczęli krzyczeć: Nie mamo! Nie tato! Właśnie ten wyraz, o który się wzbogacili i był im bardzo potrzebny, to było słowo “nie”. Mimo sprzeciwu ostatecznie poszliśmy w to miejsce, które wymyślili nasi opiekunowie.

Nadchodził dzień, który bardzo lubiłam, tym dniem było święto dziecka. Dlaczego moim ulubionym dniem jest dzień dziecka? Z tej racji, że nie dostaję prezentów od Natalii i Henryka, tylko od swojej mamy. W tym jedynym dniu w roku mam podarowany prezent od swojego rodzica. W pozostałych latach dostawałam skarpety do gryzienia, kość, piłkę, ciastka, moje ulubione danie, zabawkę piszczałkę, czapkę zimową — również do podgryzania sobie. W tym roku dostałam za to wielki plac zabaw, który powstał w naszym ogrodzie, konstrukcji mojej mamy. Były to wykopane dziury w ziemi, które razem się łączyły i tworzyły tunel. Zabawa w nich była bardzo fajna. Od tej pory co dzień wychodziłam na dwór, by się pobawić. Nie patrzyłam na to czy pada deszcz, śnieg, grad czy jest dzień upalny, mroźny. Po prostu nie zwracałam uwagi na pogodę. Wychodziłam na ogród, nawet gdy byłam chora. Zabawa na placu zabaw, wybudowanym przez moją mamę sprawiała mi dużo przyjemności.

Moja mama Ania była już coraz starsza, miała dwadzieścia dwa lata. Niestety czy ktoś chciał czy nie, to była już jej końcówka życia. Ostatnie lata, miesiące, tygodnie, być może dni, dzieliły ją od śmierci. Mimo częstych wizyt u weterynarza, jej stan zdrowia pogarszał się coraz bardziej. Codziennie dostawała lekarstwa, po których zamiast być lepiej, było tylko coraz gorzej. Cały dzień i całą noc spała, a gdy tylko chciała wyjść na dwór, to bardzo głośno szczekała. Również szczekała w nocy. Nie miała apetytu, całymi dniami nic nie jadła. Nie mogła samodzielnie się podnieść z ziemi, dlatego Natalia i Henryk jej zawsze pomagali.

Dobieg czas mojej mamy. Jej ostatnimi chwilami był jeden z poniedziałkowych dni. Gdy wyszła na ogród z Heńkiem, który później musiał pójść do Natalii, która wołała go przez okno, by jej pomógł, to skorzystała z okazji i uciekła. Henryk, gdy wrócił z powrotem, to zobaczył, że nie ma Ani. Poinformował o całym zdarzeniu Natalię i razem podjęli decyzję o poszukiwaniach. Mimo, że pogoda nie sprzyjała, ponieważ był wieczór i padał deszcz, to nie zrezygnowali z szukania mojej mamy. Po godzinie Natalia wróciła do dzieci, lecz Henryk nadal poszukiwał Anię. Po wielu godzinach znalazł ją, ale było już za późno. Moja mama leżała sztywna, pod jednym z drzew na trawie przy ulicy. Mówią, że gdy pies wie, że to już są jego ostatnie chwile, to odchodzi od najbliższych, by nie patrzyli oni na jego śmierć. Myślę, że mama wiedziała, że lata mijały, a jej czas ze mną się kończy, dlatego wyruszyła w ostatnią podróż.

1938 rok, III Rzesza — Austria

Niemcy łamały traktat wersalski na różne sposoby, od wznowienia produkcji broni, po zbrojne napaście na sąsiadów. W 1938 roku Niemcy wkroczyły do Austrii. III Rzesza pogwałciła traktat zakończający I wojnę światową połączeniem się z Austrią.

1939 rok, Westerplatte

Lidia i Krzysztof ukończyli przedszkole w czerwcu. Umieli wymawiać więcej słów, znali na pamięć alfabet, recytowali krótkie i łatwe wiersze, a nawet potrafili napisać niektóre wyrazy. Po dwóch latach w przedszkolu zrobili się przyjemniejsi oraz milsi dla mnie. Przestali mnie już mocno przytulać, przebierać w stroje dla lalek, czy poddawać doświadczeniom eksperymentalnym picia powietrza z kubka. Zrozumieli, że zwierzęta to nie zabawki, tylko żywe istoty. To było na bardzo dużym plusie, ale były też złe strony. Z wiekiem przyszła umiejętność coraz głośniejszego krzyczenia, czego Lidia z Krzysztofem nadużywali w częstych zabawach.

Po wakacjach dzieci moich właścicieli poszli do szkoły podstawowej. Lidia z Krzysztofem przygotowywali się od tygodnia. Towarzyszył im stres, lęk, a z drugiej strony szczęście oraz uśmiech na twarzy. Wiedzieli, że z pójściem do pierwszej klasy, będą mieć nowych przyjaciół, wychowawcę, nauczycieli, że będą należeć do innej grupy. Musieli być przygotowani na otoczenie, nie było wiadomo, czy inne dzieci będą miłe czy złośliwe i nie będą robić jakiś przykrych psikusów. Niestety nie doczekali rozpoczęcia nowego roku szkolnego.

01 września 1939 rok, Westerplatte

Pamiętacie jak na samym początku mówiłam, że moje życie było wesołe i śmieszne? To pewnego dnia zakończyły się już na zawsze w moim życiu te przyjemności. Wspominałam również o tym, że moje życie nie należało do najszczęśliwszych i nie kończy się dobrze. To właśnie z pierwszym dniem września 1939 roku wszystko się skończyło.

Obudziłam się tego dnia w środku nocy. Gdy spojrzałam na zegar, była godzina 4.40. Wszyscy wtedy spali. Lecz po chwili, po pięciu minutach usłyszałam jakby wystrzały z armat. Niestety były to właśnie one. Wszyscy od razu się obudzili i wstali, zobaczyć do okna co się stało. Gdy Natalia z Henrykiem zobaczyli za oknem dymy, wojsko i pancerniki z niemieckimi flagami, to podjęli decyzję o ucieszcie. Wzięli Lidię i Krzysia, mnie oraz najpotrzebniejsze rzeczy. Było już za późno, niemiecki pancernik zaczął ostrzeliwać nasz dom. W jedną chwilę dom zamienił się w ruinę. Mieszkaliśmy zbyt blisko linii brzegowej, by nic się nam mogło nie stać. Nie wiem, ile czasu leżałam nieprzytomna pod gruzami, ale gdy odzyskałam przytomność, to udało mi się odkopać spod ruin. Jakimś cudem udało mi się przeżyć. Próbowałam szukać, odnaleźć kogokolwiek pod gruzami. Znalazłam Lidię, chwyciłam jej rękę, która wystawała, ale było już za późno. Obeszłam gruzy i zaczęłam szukać z drugiej strony. Długo mi to nie zajęło. Od razu w moje oczy rzucił się widok Natalii i Krzysztofa. Niestety, również było już za późno. Robiłam co w mojej mocy, lizałam wszystkich po twarzy, szczekałam, dotykałam ich moją łapą. Mimo moich starań, nadal wszyscy nie oddychali. Cały czas, gdy ja poszukiwałam moich bliskich, to Niemcy nieustannie atakowali. Ataki były coraz bardziej intensywne. Wszędzie był dym, a niektóre budynki płonęły. Nie znalazłam jeszcze Henryka, ale sytuacja nie pozwalała mi na jego szukanie. Z tej racji musiałam szybko uciekać. Nie mogłam biec w stronę północy ani zachodu i wschodu, ponieważ z tych stron atakowali Niemcy. Pozostało mi tylko Południe, uciekałam więc bardziej w głąb kraju. Niestety nie udało mi się uciec, ponieważ wszystko było zniszczone, wszędzie były ruiny, które uniemożliwiały mi przechodzenie, a dym oślepiał mnie. Podjęłam więc walkę z agresorami. Zawróciłam i starałam się trafić w miejsce, gdzie walki toczyły się bezpośrednio. Gdy tam wróciłam, to się bałam jeszcze bardziej, ale chciałam walczyć o swój świat. Pomagałam polskim żołnierzom. Podawałam im moimi zębami karabiny i pistolety, a rannych żołnierzy z ranami lizałam w miejsce, z którego leciała im krew. Tak minął mi pierwszy dzień walk

Niemcy mieli ogromną, większą od nas przewagę. Polska miała kilku żołnierzy i ludzi, którzy zdecydowali się pomóc, parę pistoletów, a Niemcy atakowali tysiącami nazistowskich żołnierzy, mieli kilkanaście okrętów i pancerników, niezliczoną ilość pocisków oraz dział i karabinów. Z tej racji ich pozycja posuwała się coraz bardziej do przodu. Mimo przewagi wroga, my — kilka dzielnych dusz walczących o swój świat, nie poddaliśmy się, walczyliśmy do samego końca. Jeśli Niemcy przesuwali się do przodu, to my niestety musieliśmy cofać się do tyłu, oddać część swoich ziem, ale z myślą, że odzyskamy to co nam agresorzy zabrali.

01 września 1939 rok, cały świat

Tego dnia Polskę zaatakowała III Rzesza. O świcie ogień otworzył niemiecki pancernik “Schleswig-Holstein” na Westerplatte w Wolnym Mieście Gdańsku. Godzina 4.45 rano 01 września 1939 roku, to nie tylko data agresywnej napaści Niemiec na niepodległą i wolną Polskę, lecz także ten dzień jest datą rozpoczęcia II wojny światowej.

02 września 1939 rok, Westerplatte

Niemcy mieli lepsze uzbrojenie i dlatego było bardzo trudno z nimi wygrać. Ranni żołnierze byli przenoszeni z pola bitwy do schronów przeciw bombowych, w których czekałam na nich, by im pomóc. W ten dzień udzielałam pomocy w schronach, w nocy za to żołnierze brali mnie na akcję, bym im pomagała. Na takich akcjach najczęściej podawałam napoje i broń, czasami nawet ratowałam komuś życie. Gdy zauważyłam, że za żołnierzem stoi Niemiec, to wskakiwałam popychając agresora. Kiedy on już leżał, a człowiek walczący po mojej stronie się zorientował, że za nim był nieprzyjaciel, to go zabił, mimo że bardzo nie chciał tego robić, ale musiał obronić: sam siebie, mnie, swoich kolegów z wojska, rodzinę oraz najważniejsze z tego wszystkiego, to obrona ojczyzny i swojego świata.

03 września 1939 roku, Westerplatte

Tego dnia wszyscy: ranni żołnierze, dowódcy, lekarze i ja usłyszeliśmy przez radio oraz dostaliśmy taki komunikat, że Anglicy i Francuzi wypowiedzieli wojnę Niemcom. Od razu, po usłyszeniu tego komunikatu, żołnierze, mimo że byli z rozbitymi czaszkami i połamanymi kościami, to jakby nagle ożyli i ruszyli do walki. Niestety radość ta była chwilowa, a wszyscy, którzy poszli na pole bitwy zginęli. Okazało się, że te wszystkie obiecanki Anglików i Francuzów, to tak naprawdę kłamstwa. Pomocy, którą mieliśmy otrzymać, nigdy nie widzieliśmy.

03 września 1939 rok, cały świat

Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę III Rzeszy 03 września 1939 roku. Polacy przyjęli tą informację jako nadzieje. Lecz pomoc, którą obiecywały te dwie potęgi, Polska dostała po długim czasie, a działania zbrojne również zostały podjęte po długich oczekiwaniach za linią frontu na Niemców. Wydarzenia te zwykło się określać dziwną wojną.

06 września 1939 rok, Westerplatte

Niemcy byli dla nas bezlitośni, z każdym nowym dniem pokazywali, że nie są ludźmi, tylko potworami. Pod każdą twarzą niemieckiego żołnierza, kryła się twarz bestii. Agresorzy robili się coraz bardziej nieprzewidywalni. Z dnia na dzień byli coraz bardziej wścieklejsi. Nie mogli znieś tego, że stawiamy opór. Nie mogli wytrzymać tego, że w naszych duszach mamy jeszcze jakąś iskrę nadziei. Nie mogli pogodzić się z tym, że mimo skromnej ilości broni i mało licznej armii, my jeszcze walczymy. Niemcy denerwowały się, ponieważ po tylu dniach jeszcze się nie poddaliśmy. Byli oni źli, że jeszcze nas nie pokonali. Byli w takich nerwach, że zaczęli podpalać wszystko co się tylko dało. Podpalali to, co stanęło im na drodze. Najbardziej starali się, żeby płonęły nasze bunkry.

Gdy zobaczyliśmy ogień w naszym schronie, to zaczęliśmy uciekać. Mi było najtrudniej uciec, ponieważ byłam mała. Na szczęście wziął mnie na ręce dowódca. Gdy udało nam się już wyjść, to nie było łatwo iść dalej. Z każdej strony wszystko było zadymione. Szliśmy powoli przed siebie. Wyszliśmy z tej zadymy, prosto na uzbrojonych Niemców. Widocznie musieli nas otoczyć dookoła. Było dwóch Niemców, z skierowaną bronią w naszym kierunku. Na nasze szczęście, ktoś zaczął do nich strzelać. Ja wyrwałam się z rąk dowódcy i skoczyłam na Niemców z zębami, żeby nic się niestało mojemu przyjacielowi. Dowódca zabrał im karabiny, ale jeden z nich, miał jeszcze schowany pistolet. Mimo, że oboje byli już ranni i sekundy łączyły ich od połączenia się ze śmiercią, to jeden z Niemców zdążył strzelić jeszcze we mnie. Mój przyjaciel wziął mnie na ręce i wraz z nieznajomym mężczyzną uciekaliśmy dalej. Gdy znaleźliśmy bezpieczne i spokojne miejsce, to obaj robili co w nich mocy, bym nie umarła. Zostałam postrzelona w serce. Wiedziałam, że nie da się już nic zrobić. Miałam świadomość tego, że mój czas dobiega końca. Mimo starań przyjaciół, którzy robili wszystko, żebym nie trafiła na tamten świat, zamknęłam oczy i odeszłam.

Wykopali dla mnie grób, pod jednym bardzo wyjątkowym drzewem. W tym drzewie mieszkała wiewiórka, którą codziennie goniłam. Położyli mnie na dole, dając biało-czerwoną opaskę, którą założył mi dowódca na łapkę.

Po śmierci byłam duchem, zostałam na tym świecie, tylko że nikt mnie nie widział. Mogłam przechodzić przez różne rzeczy. Pobiegłam za przyjaciółmi. Po chwili wpadli oni w ręce Niemców. Próbowałam ich ocalić, szczekałam, gryzłam ich, ale nic nie udało mi się zrobić, byłam przecież duchem. Agresorzy brutalnie zamordowali dowódcę i nieznajomego starszego mężczyznę.

07 września 1939 rok, Westerplatte

Niestety żołnierzom brakło sił, niemieli broni ani nie miał już kto walczyć. Natomiast nadzieja trwała do samego końca. Poddali się. Gdybym ja jeszcze żyła, to chyba też bym tak zrobiła. Nie było innego wyjścia. W takiej sytuacji, która wtedy była, trzeba było już się poddać. Widziałam jak garstka dzielnych dusz, bez broni z rękami do góry, stała przy Niemcach. Agresorzy wzięli ich do niewoli, a niektórych zamordowali, łamiąc prawo międzynarodowe dotyczące wojen. Naziści dokonali na Westerplatte brutalnego ludobójstwa, krew była wszędzie.

07 września 1939 rok, cały świat

Walka o Westerplatte trwała od 01 września do 7 września 1939 roku. Niemcy mieli ogromną przewagę. Armia Polska w porównaniu z agresorami nie miała nic. Dowódcy wiedzieli, że Niemców w walce o Westerplatte, nie dałoby się pokonać. Mimo braku jakichkolwiek szans, dzielni żołnierze, mieli nadzieje do samego końca i dali radę zatrzymać wroga, aż przez tydzień. 07 września 1939 roku Westerplatte skapitulowało. Obrońcy Westerplatte w walkach o swój świat, w odróżnieniu od Niemców, posiadali najwyższą godność.

08 września 1939 rok, Westerplatte

Nie wiedząc co mam począć w drugim świecie, błądziłam po nim. Byłam niezdecydowana, w którym kierunku mam iść. Raz biegłam, a drugi raz zwalniałam kroku. Po chwili przystanie, z oddali usłyszałam niemieckie krzyki, pobiegłam więc w tym kierunku. Po drodze zaczęłam węszyć, wszystko się zgadzało, wyczułam niemiecki smród. Gdy przybyłam na miejsce, to podniosłam głowę wysoko do góry. Zobaczyłam jak Niemcy na szczycie wywiesili swoją flagę. Bardzo się cieszyli z tego zwycięstwa. Szkoda tylko, że tą walkę wygrali jak najgorsze świnie, przez brutalne i okrutne sposoby. Nie mieli oni nawet litości dla samych siebie. Przecież nie tylko ginęli Polacy, lecz także i Niemcy.

Próbowałam zrozumieć wszystko co widziałam. Nie mam pojęcia, dlaczego musiało zginąć tyle osób. Ja jestem duchem, nikt mnie nie widzi, ale co się stało z moimi najbliższymi — to nie wiem. Nie mam pojęcia, co mogło się stać z Natalią, Lidią, Krzysztofem, dowódcą i nieznajomym mężczyzną i innymi przyjaciółmi po śmierci. Może mieli i mają nadal, tak samo jak ja? Być może też stali się duchami, których nikt nie widzi? Nie znalazłam Henryka. Też nie wiem co się z nim stało. Chciałabym bardzo dowiedzieć się czy wiewiórka, którą codziennie goniłam — przeżyła.

08 kwietnia 1940 rok, świat umarłych

Po siedmiu miesiącach wędrówki po Westerplatte, moim rodzinnym mieście, trafiłam do miejsca, w którym nie było wojny. Miejsce to było przepiękne, wszędzie rosły drzewa, które osiągały po kilka metrów długości oraz inne rośliny. Bardzo ładnie promieniowało słoneczko, tak jak uwielbiam. Tło było całe białe. Wiał lekki przyjemny wiaterek oraz latały motyle. Położyłam się, aby trochę odpocząć od szaro-czarnych widoków wojny. Długo sobie nie odpoczęłam, ponieważ nagle pojawił się jakiś człowiek. Pomyślałam, że może być to osoba z wyższym stopniem, ponieważ była ona ubrana w mundur z dużą ilością medali. Nie myliłam się, człowiek ten przedstawił się jako Józef Piłsudski. Opowiadał mi o nim przed laty Henryk. Był on bohaterem narodowym Polski. Usiadł na trawie, by być bliżej mnie i zaczął opowiadać, dlaczego akurat tu się znalazłam i co będę później robić. Powiedział, że jestem tu, ponieważ już od dawna się mi przyglądał, jak dzielnie walczyłam z Niemcami na Westerplatte. Był dumny ze mnie, że dla rodziny i swojego rodzinnego miasta byłam gotowa stracić życie. Mimo, że nie musiałam, to zawróciłam i pomogłam walczącym żołnierzom. Chwalił moją postawę. Powiedział również, że niewielu odważyłoby się, postąpić tak samo jak ja. Ludzie uciekali, nie walczyli o swoją ojczyznę, a ja byłam gotowa oddać swoje życie za swój pomerdany świat. Zapytał się mnie, czy chce dalej bronić mojego świata. Podskoczyłam wysoko do góry, głośno szczekając odpowiedź, że tak. Piłsudski wtedy, klaskając w ręce dał mi ludzki głos. Mogłam więc, mówić tak samo jak ludzie. Bardzo się cieszyłam z tego powodu. Chciałam to zrobić, więc przerywając premierowi, przysięgłam na psie słowo, że będę bronić za wszelką cenę mojego pomerdanego świata, nawet gdybym miała stracić jeszcze sto innych żyć. Piłsudski po usłyszeniu tego, był ze mnie jeszcze bardziej dumny. Wyznaczył mi nowe zadania.

Miałam mieć jeszcze osiem żyć oraz brać udział w ośmiu bitwach przeciw Niemcom. Moim następnym celem miała być Dania. Piłsudski powiedział, że na następny dzień, właśnie tam uderzą Niemcy. Miał on wgląd prawie do wszystkiego. Umiał odpowiedzieć na każde pytanie. Wiedział o wszystkim, co stanie się w przyszłości. Jednak było jedno takie pytanie, na które nie znał niestety odpowiedzi. Tym pytaniem było, kto wygra wojnę? Gdy zadałam to pytanie, to był trochę zmartwiony. Piłsudski po chwili podpowiadania mi porad na wojnę, wysłał mnie na misję. Po jego zaklaskaniu zniknęłam stamtąd, a później cały czas leciałam w dół przez portal, na których ścianach miałam pokazane całe swoje życie.

09 kwietnia 1940 rok, Kopenhaga

Nagle pojawiłam się na łące, Moje ciało uległo przemianie. Nie byłam już mieszańcem, tylko czarnym, masywnym i dużym labradorem. Miałam wiszące uszy i gęstą sierść. Gdy spojrzałam pod swój brzuch, to zauważyłam, że coś mi dodatkowego urosło. Nie byłam już dziewczyną, tylko chłopakiem. Lecz wyglądałam tak tylko na zewnątrz. Wewnątrz za to, nadal czułam się dziewczyną

Armia duńska nie podjęła walki z Niemcami na obrębie całego kraju, oprócz tam, gdzie ja się znalazłam, czyli w Kopenhadze. Był wtedy jeszcze pokój. Nie było na co tracić czasu. Miałam w swoim życiu kolejny cel. Tym celem była pomoc Duńczykom w obronie ich kraju. Trafiłam tam akurat jeszcze w godzinach nocnych, a Niemcy mieli zaatakować wczesnym rankiem. Miałam więc jeszcze trochę czasu. Ruszyłam na północ. Wszystko powiodło się według planu, który wcześniej opowiedział mi Piłsudski. Po chwili znaleźli mnie duńscy żołnierze, którzy zabrali mnie do bazy wojskowej. Przez parę godzin opiekowali się mną moi nowi przyjaciele. Natomiast po tych paru godzinach nadeszli Niemcy. W duńskiej bazie wojskowej zawyły alarmy przeciwlotnicze. Wszystkie rodzaje wojsk zostały wystawione na front. Moi przyjaciele należeli do żołnierzy walczących w czołgu. Tym razem walczyłam więc w wielkiej maszynie bojowej z dużym działem. Był wtedy wczesny ranek, nie było więc wszystkiego widać. Z tej racji było ciężej walczyć, ale nie przestraszyliśmy się ciemności. Ruszyliśmy więc na Niemców. Agresorzy jak nigdy wcześniej atakowali ze wszystkich stron świata. Atak był od razu bardzo silny. Nieprzyjaciele próbowali zdobyć i opanować duńskie porty, lotniska oraz posterunki policji w Kopenhadze. Wraz z przyjaciółmi broniłam jednego z lotniska. Niemcy w szybkim tempie opanowywali porty morskie, ale z lotniskami i posterunkami policji trochę musieli się namęczyć i natrudzić. Ze wszystkich okien i innych miejsc duńscy żołnierze strzelali z różnego rodzaju broni, jakie tylko przy sobie mieli. My za to strzelaliśmy z czołgu i z karabinów. Jeden przyjaciel sterował działem czołgowym, a drugi karabinem maszynowym, któremu pomagałam i podawałam pociski zębami. Niestety Niemcy dawali sobie radę. Tak samo jak w bitwie o Westerplatte, mieli lepsze i w większej ilości uzbrojenie. Nagle w trakcie ostrzału, dowództwo wysłało nam rozkaz, że mamy przybyć jak najszybciej do jednego z posterunku policji. Z tego powodu, że mieliśmy czołg, których brakowało duńskiej armii, musieliśmy przybyć na miejsce, wyznaczone przez dowódców. Niemcy atakowali bardzo ważny strategicznie punkt dla duńskiej armii. Gdy wycofaliśmy się z lotniska, to agresorzy w tym samym momencie dokonali nalotu bombowego. Z odległości jednego kilometra widzieliśmy kilkanaście bombowców, które rzucały bombę za bombą. Z lotniska zrobiła się wielka płonąca ruina z dymem unoszącym się na kilkanaście metrów długości nad zbombardowanym lotniskiem. Nie było już ani do czego, ani do kogo wracać. Na naszych twarzach pojawiły się łzy, ale musiały one jak najszybciej zniknąć. W Danii była zasada, że po pierwsze nie opłakujemy poległych żołnierzy, a po drugie zapamiętujemy ich jako bohaterów narodowych.

Dalej jechaliśmy z pomocą na posterunek policji. Gdy przybyliśmy na miejsce docelowe, to prawie nie było już wtedy komu pomóc. Dlatego szybko wkroczyliśmy do akcji. Naszym działaniem odsunęliśmy trochę do tyłu Niemców, ale nie na długo. Agresorzy wezwali posiłki, które nas rozbiły w drobny mak. Jeden z niemieckich samolotów zaczął strzelać w nasz czołg. Nie mieliśmy żadnych szans na przeżycie. Lecz ja tak jak na Westerplatte przeżyłam. Sprawdziłam, czy żyją moi przyjaciele. Niestety byli martwi. Próbowałam wydostać się z czołgu przez otwór, z którego strzelał jeden z moich przyjaciół. Zanim tam doskoczyłam, to zajęło mi to trochę czasu. Po wydostaniu się, zobaczyłam, że Niemcy zdobyli posterunek policji. Chciałam stamtąd uciec, ale za bardzo nie miałam jak. Wszędzie dookoła kręcili się agresorzy. Podjęłam decyzję, że przebiegnę, ile sił mam w nogach. W czasie mojego biegu, zostałam zauważona przez Niemców. Zaczęli do mnie strzelać dla zabawy z uśmiechem na twarzy. Byli okrutni, ponieważ nie musieli tego robić. Byłam tylko niczego, niewinnym psem, a chciano mnie zamordować z brutalnością. Na szczęście Niemcy byli i są dalej takimi baranami, że nie trafili we mnie. Dałam radę im uciec. Pobiegłam w stronę Północy. W czasie mojej wędrówki widziałam, jak agresorzy opanowali wszystkie porty, lotniska, posterunki policji oraz inne budynki, jak i te o strategicznym znaczeniu, jak i te zwykłe, cywilne. Wszędzie, gdzie biegłam, byli Niemcy, a ja nie miałam, jak uciec. Widocznie zdobyli oni Danię w jeden dzień. W czasie ucieczki wymyśliłam plan, że przepłynę przez Morze Bałtyckie, do jakiegoś innego kraju, w którym nie ma Niemców. Gdy przybiegłam do portu, to agresorzy po raz kolejny zaczęli do mnie strzelać, śmiejąc się przy tym. Nie zdołali mnie postrzelić. Skoczyłam do wody, była ona bardzo zimna, ale mimo tego dałam sobie radę. Niemcy natomiast nadal strzelali do mnie, nawet gdy byłam już w wodzie. Z tej racji musiałam zanurkować. Przez bardzo długi czas pływałam pod wodą. Później wypłynęłam na powietrze. Byłam daleko od lądu. Pływałam coraz gorzej. Traciłam coraz więcej sił. Do tego były bardzo duże fale. Płynęłam pod coraz bardziej silniejszymi falami. W pewnym momencie, nie dałam dalej rady, a do tego rozpętała się burza. Utopiłam się w obliczu Morza Bałtyckiego.

09 kwietnia 1940 rok, cały świat

Niemiecki atak rozpoczął się bardzo wcześnie rano. III Rzesza zaatakowała Danię. Opanowali oni wszystkie posterunki policji, porty morskie oraz lotniska. Duńczycy nie podjęli walki, dlatego zostali podbici w jeden dzień. Zdobycie Danii umożliwiło Niemcom atak na Norwegię.

10 maja 1940 rok, Morze Bałtyckie

Moje ciało, pływało martwe przez miesiąc w morzu. Przez cały ten czas, moja dusza, nie odłączyła się od ciała. Siedziała ona tam przez cały czas. W mojej głowie, działy się różne rzeczy. Nieprzerwalnie widziałam oraz słyszałam głosy moich najbliższych. Było to nie do wytrzymania. Wspomnienia o mojej mamie, właścicielach, Lidii i Krzysztofie, te dobre, jak i te złe, nękały mnie przez cały czas. Aż do czasu, gdy zjadł mnie rekin.

10 maja 1940 rok, północno — wschodnia granica Francji z III Rzeszą

Ponownie wróciłam. Tym razem jako owczarek niemiecki. Byłam ogromnym psem, miałam stojące uszy, ogon nisko osadzony i czarno-rude kolory. Nagle w oddali, usłyszałam wystrzały. Pobiegłam więc w tym kierunku, w którym było słychać hałas. Gdy dotarłam na miejsce, zobaczyłam jeden wielki bałagan wojenny. Nie było wiadomo, kto jest kto. Nie przestraszyłam się tego. Dlatego przybliżyłam się do nich. Po chwili, rozpoznałam wszystkich po głosie. Ci ubrani na czarno, byli Niemcami, a ci drudzy, na niebiesko moimi przyjaciółmi, którym miałam pomóc. Nie zdążyłam podać ani jednej strzały, gdy jeden z agresorów schwytał mnie. Byłam w końcu owczarkiem niemieckim. Dlatego myślę, że mnie wzięli do swojego śmierdzącego czołgu. Niemieckich żołnierzy w czołgu było tylko dwóch. Podjęłam więc walkę z nimi. Zaczęłam być bardzo agresywna. Szczekałam jak najgłośniej tylko umiałam. Ugryzłam nawet jednego z nich w nogę. Wtedy przerażeni Niemcy wzięli swoje karabiny. Stałam między nimi, a oni skierowali karabiny maszynowe w moją stronę i zaczęli do mnie strzelać. Ja przeżyłam, ale dwaj durnie się nawzajem pozabijało. Gdy zaczęli do mnie strzelać, to szybko uciekłam im spod nóg. Dlatego zamiast mnie zabić, najpierw postrzelili się w stopy, a później przewracając się jeden strzelił w drugiego. Uwolniłam się od nich, ale nie od ich sprzętu. Już wcześniej o tym myślałam, a okazja do zrobienia tego była akurat znakomita. Bardzo chciałam strzelać z czołgu do wrogów. Klikając swoimi łapkami we wszystkie kolorowe guziki, uruchomiłam tą śmiercionośną maszynę. Później nie wiedzieć co dalej mam poczynać, zdecydowała się wyjść z czołgu. Trochę mi to zajęło, jak zawsze, ale widząc to co stało się na polu bitwy, prawie straciłam przytomność. Wszyscy niemieccy żołnierze zostali zabici, a wozy wojskowe i inne pojazdy z czołgami, kompletnie zniszczone. Widocznie klikając we wszystko, co da radę, strzelałam z czołgu. Jak wyszłam z niego, to żołnierze, po których stronie walczyłam, zaczęli mi klaskać. Dopiero wtedy poznałam kim oni są. Po fladze o kolorach niebiesko-biało-czerwono, było wiadomo, że to Francuzi. Wiedziałam, jak wyglądają niektóre flagi, ponieważ uczyłam się ich z Lidią i Krzysztofem, jak jeszcze żyli. Nie lubiłam za bardzo Francuzów, za ich wcześniejsze przykre, wyrządzone sprawy, które zrobili mojemu krajowi. Z tej racji, że walczyli oni z Niemcami, musiałam zapomnieć o tym wszystkim. W końcu niemieccy żołnierze, byli dużo gorsi od francuskich. Byś może pozabijałam paru wrogów oraz niszczyłam ich sprzęt, ale posiłkom niemieckim, które szły prosto na nas, nie dałabym już rady. Kilku setna banda chuliganów, która nadchodziła, strzelała z wszystkim rodzajów broni. Jeden z francuskich żołnierzy, wziął mnie na ręce, ratując od śmierci. Uciekając, po drodze potknął się on o kamień, przewracając się, a mnie wypuszczając z swoich rąk. Co prawda, szybko się podniósł i wziął mnie ponownie, ale mogliśmy zginąć. Biegał, ile miał tylko sił. Po paru sekundach, wkroczyliśmy do okopów, z których strzelali francuscy żołnierze. Mieli tam wszystko. Było więc widać, że musieli się od długiego czasu przygotowywać do tej wojny. Francuzi byli nie tylko świetnie przygotowani materialnie, ale również strategicznie. Świadczyły o tym zajmowane pozycję. Każdy żołnierz był ustawiony w innej pozycji. Mimo ich starań, Niemcy jak zawsze, okazali się pod każdym względem lepsi. Niemiecki atak był dużym zaskoczeniem dla Francuzów, ponieważ wydawać by się mogło, że agresorzy nie dadzą sobie rady. Nagle Niemcy dokonali nalotu. Za późno już było na ucieczkę. Bomby pospadały na nasze głowy. Z tej masakry, niewielu uszło z życiem. Mi z moim przyjacielem, udało się nawet uciec. Wsiedliśmy do samochodu wojskowego i pojechaliśmy. Niemcy widzieli, jak uciekamy, ale pozwolili nam na to. Widocznie mieli tylu żywych Francuzów, że nam dali już spokój. Uciekliśmy daleko od granicy francusko-niemieckiej. Naszym celem była stolica Francji, czyli Paryż.

10 maja 1940 rok, cały świat

Niemieckie uderzenie tego dnia było dla aliantów dużym zaskoczeniem. Francuzi byli na różnych frontach, pozycjach oraz przygotowywali się od dłuższego czasu na tą wojnę, ale mimo tego zostali pokonani po ponad miesiącu walk o swoją ojczyznę. Dzień 10 maja 1940 roku jest również dniem zakończającym dziwną wojnę.

11 maja 1940 rok i kilka tygodni później, Paryż

Przez parę tygodni, byliśmy w stolicy Francji, aż do czasu, gdy nie nadeszli do nas Niemcy. Armia francuska nie mogła sobie poradzić z agresorem. Akurat w tej bitwie, już nic nie mogłam zrobić. Niemcy zniszczyli wszystko co stanęło im na drodze. Nikogo nie oszczędzali. Zabijali wszystkich po kolei. Ja sama, zostałam brutalnie zamordowana przez czołg, z którego Niemcy próbowali we mnie trafić. Strzelali w moim kierunku pociskami, jednym za drugim. Niestety nie znam dalszej historii, mojego przyjaciela. Tak oto skończyła się moja przygoda we Francji.

25 czerwca 1940 rok, cały świat

W dniu 25 czerwca 1940 roku zakończyła się kampania prowadzona przez Francuzów. Niemcy dążąc do hegemonii w Europie, zdobyli północną część Francji. Z pozostałego terytorium, zostało utworzone nowe państwo, pod nazwą Vichy. Wprowadzone zostały rządy dyktatorskie. Dowódcą został Philippe Pétain. Państwo Vichy, ściśle współpracowało z III Rzeszą. Produkowali różne rodzaje broni dla Niemców, czy wydawali wrogów politycznych Niemiec w ręce nazistowskie. Część opanowana przez Niemców, za to oddała swoje zasoby dla III Rzeszy. Atak na Francję, był zaskoczeniem dla aliantów.

1940 rok, cały świat

Hitler mimo napotkania kilku przeszkód, zrealizował swoje plany podbojów. W ciągu roku Niemcy podbili Polskę, Danię, Norwegię, Belgię, Holandię oraz Francję. Odnieśli bardzo duży sukces.

Lipiec — październik 1940 rok, Wielka Brytania

Po kolejnej przegranej bitwie, znalazłam się w Wielkiej Brytanii. Polska, Dania, Francja, a teraz Wielka Brytania. Mieszaniec, labrador, owczarek niemiecki, a teraz jamnik. Byłam średnim psem, miałam małe łapki, uszy moje były długie, a kolor włosów był czekoladowy. Dla mnie to wszystko, jest trudne do zrozumienia. Wędrówka po świecie, ciągłe przemiany ciała, to za dużo dla psa, który chciał tylko żyć. Nie mogłam nic na to poradzić. Za to dalej, musiałam walczyć.

Błąkając się po wielkim brytyjskim mieście, zaczęli gonić mnie ludzie. Na początku myślałam, że trafiłam do Wielkiej Brytanii, w samym środku wojny. Ludzie owi, mieli ze sobą długie kije, zakończające się sznurkiem. Okazało się, że byli to łapacze bezdomnych psów, ze schroniska. Najpierw trudno było im mnie złapać, ponieważ bardzo szybko biegałam. Szybko jednak się zmęczyłam. Miałam wszystkiego dość. Walki z Niemcami, a teraz byłam ścigana. Udało im się mnie złapać. Byli dla mnie brutalni. Najpierw zadusili mnie z całej siły sznurkiem, na tym kiju, na który mnie złapali, a później za to wrzucili mnie do klatki.

Zostałam przewieziona do ich schroniska. Było tam straszniej niż na polu bitwy z Niemcami. Dookoła były inne psy, również pozamykane w klatkach. Nie były one zbyt miłe. Z ich psiej mordy, leciała ślina. Domyśliłam się, dlaczego tak mogło być. Pewnie, chcieli mnie rozszarpać na małe kawałki i zjeść. Do picia dawali nam błoto, a do jedzenia martwe, zastrzelone zwierzęta. Niektóre z nich rozpoznałam po zapachu. Były to: krowa, świnia, dzik, jeleń, łoś oraz ptaki.

Po tygodniu, zjawili się ludzie, którzy mnie zabrali do siebie. Ludźmi tymi była młoda para. Dziewczyna i chłopak, byli z kręgu dobrych ludzi. Z tego powodu, że były tam same agresywne psy, to ja byłam dla nich, najlepszym wyborem. Niestety nie mieli oni pieniędzy na wykup mnie. Sprzedawcy nie chcieli, mnie oddać za darmo, ale jednocześnie musieli, to zrobić, ponieważ był nadmiar psów w schronisku i brakowało klatek dla innych psich przyjaciół. Po długich rozmowach, sprzedawcy zgodzili się mnie, sprzedać młodej parze za śmierdzący i brudny dywan.

Moi nowi, kolejni właściciele zabrali mnie do swojego domu. Był on inny niż ten, w którym mieszkałam, na Westerplatte. Nie wspominam już o schronach przeciw bombowych czy o bazach wojskowych, które wyglądają zupełnie inaczej. Wyglądał on bardzo skromnie i był mały. Były tam, tylko cztery ściany, jednego pokoju, w którym były również kuchnia oraz łazienka. Mimo, że te cztery kąty, nie były jakieś specjalne, to bardzo mi się tam podobało.

Nie mieszkałam u Bronisławy i Kazimierza długo, ponieważ musiałam ruszyć pomóc żołnierzom. Już na drugi dzień mieszkania w nowym domu, Niemcy zaatakowali Wielką Brytanie. Dom Bronisławy i Kazimierza, został brutalnie zniszczony. Agresorzy dokonali nalotu bombowego. Wykopałam się spod gruzów, tak samo, jak na Westerplatte. Nie sprawdziłam, czy moi właściciele przeżyli. Nie mieli żadnych szans na przeżycie. Bomba spadła, prosto na budynek. Powstała tam wielka dziura. Nie mam pojęcia, jak po raz kolejny przeżyłam. Pewnie Józef Piłsudski, czuwał nade mną w świecie umarłych. Wybiegłam z działki Bronisławy i Kazimierza i pobiegłam w stronę, gdzie odbywały się walki. Gdy dotarłam na miejsce, to nie miałam, jak za bardzo walczyć. Niemcy atakowali z powietrza, a psy nie umieją latać. Potrafiłam latać jako pies, tylko gdy byłam duchem. Pojawił się problem, ale szybko go rozwiązałam. Przybiegłam do żołnierzy, którzy strzelali do niemieckich samolotów, z wielkich armat. Stali oni, nie daleko od stacji radarowych. W czasie strzelaniny i nalotów, dowiedziałam się, że te stacje, ostrzegały o niebezpieczeństwie. Jeden z brytyjskich żołnierzy, dostał rozkaz od swojego dowódcy, że ma pobiec do ludzi, którzy kontrolowali stację, by zapytać się, czy jeszcze więcej przyleci niemieckich samolotów. Była to bardzo ważna informacja dla ludzi, którzy walczyli na lądzie, ponieważ kończył się już zapas pocisków. Pobiegłam wraz z żołnierzem, ale niestety, zginął on podczas biegu. Spadła na niego bomba. Po raz kolejny uniknęłam śmierci, cudem. Biegłam dużo szybciej od żołnierza. Był on za mną, w dużej odległości. Nie miał jakichkolwiek szans na przeżycie. Zostałam sama, a dowódca z pola bitwy, machał do mnie, żebym weszła do środka stacji. Skoczyłam więc do góry, a w czasie spadania nacisnęłam na klamkę drzwi. Otworzyłam je i weszłam do środka. Wojskowi kontrolerzy stacji, domyślili się od razu, po co, do nich przyszłam. Wzięli kartkę oraz długopis i zaczęli pisać. Napisali, że niemieckie naloty, jeszcze będą trwać. Na radarach, było widać, że Niemcy, cały czas nadlatują. Kartkę z tak napisanymi informacjami, dali mi do mojej psiej mordki. W drodze powrotnej, biegłam między bombami. Miałam w głowie to, że muszę dobiec do dowódcy z kartką. Udało mi się, po czym dostałam nowe zadanie. Miałam przynosić pociski. Musiałam przenosić je przez jeden kilometr. Były one takiej samej wielkości, jak ja. Dlatego przywiązywali pociski na mój grzbiet. W ten sposób je przenosiłam.

Po niemal pięciu miesiącach walki z Niemcami w Wielkiej Brytanii i noszenia pocisków przez kilometry, moja przygoda, zakończyła się w tym pięknym krajobrazowym kraju. Byłam bardzo zmęczona. Przebiegając miliony kilometrów, przenosiłam miliony pocisków. Niemcy byli stopniowo pokonywani. Zdecydowali się wywalczyć przewagę w powietrzu. Tylko nie pomyśleli o tym, że zaatakowali silniejszy kraj od nich samych, który był zdeterminowany do walki o swój brytyjski świat. Na skutek tego, Niemcy mieli bardzo niekorzystny wynik bitwy. Umarłam nagle z wycieńczenia. Brytyjscy żołnierze pochowali mnie, tuż przy stacjach radarowych. Owinęli mnie w flagę Wielkiej Brytanii i zakopali. Od tamtej chwili, ponownie wędrowałam jako niewidzialny duch, obserwując co dzieje się na polu bitwy.

Lipiec — październik 1940 rok, cały świat

Kampania powietrzna rozpoczęła się 10 lipca, a trwała do 31 października 1940 roku. Niemcy chcąc zdobyć Wielką Brytanie musieliby dokonać ataku z morza. Nie byli w stanie pokonać Brytyjczyków w tej dziedzinie. Zdecydowali się więc zaatakować z powietrza. Wynik tej bitwy był dla Niemców niekorzystny. Decydującą bronią w tej bitwie, zostały stacje radarowe, które ostrzegały o nalotach wrogich samolotów.

15 czerwca 1941 rok, zachodnie obszary Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich

Było to coś niesamowitego, moja dusza powróciła piąty raz na Ziemię jako żyjąca istota. Powróciłam jako owczarek kaukaski. Byłam dużym psem, miałam długi ogon i szaro — białe umaszczenie. Tam, gdzie trafiłam, było jakoś inaczej. Wtedy przypomniałam sobie bardzo wyjątkowy dzień, w którym się urodziłam. Przypomniało mi się to, ponieważ w miejscu, w którym byłam, było bardzo ciemno i ponuro, dokładnie jak w dniu moich urodzin. Ludzie o tym nie wiedzą, myślą, że psy nie płaczą, ale to nie prawda. Po wspomnieniu dawnych, dobrych czasów bez wojny, rozpłakałam się. Po momencie, ruszyłam. Weszłam na górkę i spojrzałam przed siebie. W lesie, w którym byłam, zauważyłam wieś, która była nieopodal mnie. Poszłam więc w tym kierunku. Spotkałam tam ludzi, którzy byli podobni do Polaków. Jednak nie byli to oni, ponieważ ludzie ci, mówili w innym języku. Był on bardzo podobny w słuchaniu oraz mówieniu. Przypomniałam sobie wtedy, że mogą to być Ukraińcy i Białorusini. Gdy żyli jeszcze Lidia i Krzysztof, to mieli oni lekcję w przedszkolu o innych narodowościach. Wszystko się zgadzało. Warunki naturalne charakterystyczne dla tego kraju oraz kultura i język. Przygarnęła mnie jedna z rodzin, zamieszkująca w tej wsi. Była to zwykła rodzina, w której znajdowali się rodzice, którzy byli trochę starsi od swoich dzieci.

22 czerwca 1941 rok, zachodnie obszary Związku Radzieckiego

Znałam Niemców już od prawie trzech lat. Ta data byłaby dobra na atak niemiecki. Ten dzień byłby w stylu Niemców. Niestety miałam rację. Niemcy wkroczyli tego dnia do ZSRR. Na początku byłam w kompletnym szoku. Zachowanie Ukraińców i Białorusinów, według mnie było skandaliczne. Oni zamiast uciekać, walczyć lub stawić opór, to przywitali Niemców jak wyzwolicieli. W kierunku agresorów, rzucane były kwiaty. Oni oddawali Niemcom wszystko co mieli. Niemcy byli traktowani jak bogowie. Gdy jeden z agresorów zastrzelił psa, to wszyscy mu klaskali. Od razu uciekłam od nich. Jeszcze po drodze, zobaczyłam tego samego niemieckiego żołnierza, co walczył na Westerplatte. Wtedy jeszcze szybciej zaczęłam uciekać, od nich wszystkich.

Niestety wcześniej czy później, musiało się to zakończyć. Znając Niemców, niczego innego się nie spodziewałam. Niemcy zaczęli traktować te narody bardzo brutalnie. Nie wiem co stało się z rodziną, u której mieszkałam. Nie spodziewałabym się, że oni też będą witać Niemców jak wyzwolicieli, ale widocznie się myliłam. Nie mam pojęcia, dlaczego oni tak zrobili.

Po tym całym, wcześniejszym wydarzeniu, pobiegłam przed siebie, tam, gdzie kierował mnie wiatr. Spotkałam rosyjskich żołnierzy, którzy zabrali mnie i wsadzili do klatki. Szczekałam na nich, ale nic to nie dało. Przez Rosjan nie walczyłam w tej bitwie.

Niemcy zaskoczyli ich. Pewnie Niemcy chcieli, by państwo komunistyczne upadło w drobny mak. Agresorzy zaskakiwali z dnia na dzień. Niszczyli co się tylko dało. Rosjanie ponieśli bolesne straty. To był szok dla radzieckich komunistów. Tysiące martwych żołnierzy leżało na ziemi. Setki zniszczonych czołgów i samolotów. To wszystko załatwili Niemcy Rosjanom. Do tego wszystkiego, Niemcy doliczyli jeszcze coś. Wzięli tysiące jeńców do niewoli. Nie patrzyli na to, czy człowiek jest starszy, czy młodszy. Brali nawet małe niemowlęta. Gdy byli bardzo starsi ludzie, to Niemcy ich od razu likwidowali. To był potężny cios dla Rosjan.

03 lipca 1941 rok, ZSRR

Bardzo dobrze przypominam sobie ten dzień. Byłam kolejny dzień w klatce. Nie było mi w niej dobrze, tylko bardzo źle. Codziennie mnie w niej męczyli. Na plusie, było tylko to, że Rosjanie mówili tak samo jak Ukraińcy i Białorusini, czyli podobnie jak Polacy. Z tej racji, wiedziałam o wszystkim, co dzieje się na polu bitwy.

Tego dnia przez radio, zaczął nagle przemawiać jakiś Józef Stalin. Najprawdopodobniej był to wódz Rosjan. Sądzę tak, ponieważ jeden z Rosjan, powiedział do drugiego, żeby się uciszył, z tego powodu, że przemawia przywódca. Stalin zabrał głos, po prawie dwóch tygodniach wojny z Niemcami. Usłyszałam, że wzywa on całe społeczeństwo do walki z agresorami.

03 lipca 1941 rok, cały świat

Józef Stalin zabrał głos w sprawie wojny po długim czasie. W swoim przemówieniu, wezwał społeczeństwo do walki. Konflikt z Niemcami, określił mianem wielkiej wojny ojczyźnianej.

Lipiec 1941 rok, ZSRR

Jednego z lipcowych dni, Rosjanie wsadzili mi do klatki jedzenie, ale zapomnieli ją zamknąć. Zrobiłam więc im psikusa. Jedzenie, które dostałam, zjadłam i od razu korzystając z okazji, uciekłam. Rosjanie byli tak bardzo zajęci piciem wódki, że nawet nie usłyszeli, jak przypadkowo podczas skoku w dół, rozbiłam rosyjski wazon. Od kiedy byłam w klatce u Rosjan, to zauważyłam, że Rosjanie bez przerwy chodzili na okrągło kompletnie pijani. Nie rozumiem tego, ponieważ byli oni w stanie wojny z Niemcami, a zachowywali się jakby świętowali czyjeś urodziny. Większych pijaków i alkoholików jeszcze nie widziałam, pierwszych zobaczyłam dopiero w Związku Radzieckim.

Gdy już uciekłam od pijaków, to na początku nie wiedziałam, w którym kierunku mam iść dalej, ale na szczęście, zabrałam Rosjanom mapą. Niestety nie potrafiłam nic z niej odczytać. Poszłam więc w psim kierunku. Co to jest psi kierunek? Psi kierunek to kierunek, z którego pies wyczuwa kota. Po co psu kot? Kot jest potrzebny psu, by mógł on go zjeść. Wiele razy próbowałam złapać kota, ale niestety ani jednego razu mi się nie udało.

Wędrowałam trzy dni i trzy noce, gdy dotarłam na pole bitwy. Trudno ich nazwać przyjaciółmi, ale Rosjanie dostawali od Niemców mocne ciosy w najczulsze miejsca. Było mi wtedy bardzo trudno znaleźć bezpieczne miejsce. Dlatego chowałam się pod rosyjskie czołgi. Leżałam pod rosyjskimi czołgami w ciągu dnia. Jedynie w nocy wychodziłam spod nich. Lecz nie na długo, ponieważ nawet w nocy, gdzie by nie spojrzeć, leciały niemieckie lub rosyjskie bomby. Wytrwałam w ten sposób przez kilka miesięcy, pomagając czasami Rosjanom. Jak im pomagałam? Pomagałam im, np.: kradnąc niemieckie karabiny, naboje, pistolety albo jedzenie, a nawet mapy, na których Niemcy zaplanowali kolejne ataki. Robiłam to codziennie, ciągle wykradając jakieś rzeczy Niemcom.

1941 rok, ostra zima w ZSRR

Po paru tygodniach walk z Niemcami, robili się oni coraz słabsi. Na początku Niemcy byli lepsi od Rosjan, ale od jakiegoś czasu, to Niemcy dostawali potężne ciosy od Rosjan. Byli oni nie przygotowani do wojny z ZSRR. Niemieccy żołnierze nie byli gotowi na ostrą zimę, która panowała w tym kraju. Brakowało im zimowych ubrań. Nie byli również w stanie, przejechać swoimi czołgami i innymi pojazdami wojskowymi po bagnach. Rosjanom udało się oddalić niemieckich żołnierzy z ZSRR.

Gdy Rosjanie niszczyli Niemców, zostałam ranna, a w późniejszym czasie zginęłam. Przerażeni Niemcy w czasie ponoszenia przez Rosjan potężnych strat, zaczęli wystrzeliwać bombę za bombą. Nie wiedziałam co mam zrobić. Bomby wybuchały jedna za drugą. Do tego Niemcy strzelali z czołgów i karabinów. Zdecydowałam się na ucieczkę, z dala od pola bitwy. Po drodze, gdy biegłam, znaleźć bezpieczne miejsce, widziałam wielkie ludobójstwo. Martwi żołnierze leżeli na polu bitwy, niektórzy z nich nie mieli ręki albo nogi, nawet paru z nich jeszcze żyło. Nie był to przyjemny widok. Chyba nikt nie chciałby patrzeć na człowieka bez ręki i nogi, całego od krwi, który jeszcze się ruszał. To były bardzo strasznie widoki.

W czasie mojej ucieczki jedna ze spadających bomb, uderzyła za mną, w ziemie. Wybuch był tak bardzo mocny, że wyrzucił mnie na kilkadziesiąt metrów dalej. Zostałam ranna. W wyniku wybuchu bomby, straciłam dwie tylne łapy. Bardzo intensywnie leciała mi krew. Próbowałam się ratować. Zaczęłam zlizywać płynącą krew. Niestety nic to nie dało. Umarłam bez łap, leżąc przy setkach martwych rosyjskich i niemieckich żołnierzach. Ponownie stałam się duchem, ale tym razem zamiast widzieć wszystko co dzieje się na polu bitwy, widziałam jakby nagrany film z moim udziałem w wojnie radziecko — niemieckiej. Wszystko co widziałam, to była powtórka z tego co robiłam w Związku Radzieckim.

1939 — 1941 rok, cały świat

Na początku została podpisana umowa między Niemcami a Rosjanami. Tą umową był pakt Ribbentrop — Mołotow, podpisany 23 sierpnia 1939 roku. Celem paktu inaczej nazywanego Hitler — Stalin, było rozszerzenie terenów III Rzeszy w Europie Zachodniej i zwiększenie terytorium ZSRR w Europie Wschodniej. Można byłoby stwierdzić, że jeżeli Niemcy 22 czerwca 1941 roku zaatakowali Rosję Sowiecką, to traktowali ten pakt jako chwilowe porozumienie. Wysocy rangami naziści, atak na ZSRR, nazwali “Operacją Barbarossa”. Celem “Operacji Barbarossa”, był upadek państwa komunistycznego, czyli ZSRR. Niemiecka inwazja rozpoczęła się 22 czerwca 1941 roku. Była ona totalnym zaskoczeniem dla Armii Czerwonej, jak i dla Józefa Stalina. Na początku wojny, to Niemcy miały przewagę nad Rosjanami. ZSRR odnosił ogromne straty w ludziach oraz w sprzęcie. Tysiące rosyjskich jeńców wojennych trafiło do niewoli niemieckiej. Jednak, gdy przyszła ostra zima, która panuje w Europie Wschodniej od stuleci, to role się odmieniły. Niemcy były nie przygotowane do wojny z ZSRR. Tak samo jak Napoleona, zima pokonała Hitlera. W konsekwencji ZSRR został nie zniszczony.

Styczeń — marzec 1943 rok, Warszawa

Po zimowych przygodach u Rosjan, trafiłam do Polski, mojego rodzinnego kraju. Po raz kolejny przeszłam przemianę, tym razem byłam husky. Byłam średniego wzrostu, oczy miałam w odcieniu jasnego koloru niebieskiego, uczy moje były blisko siebie i osadzone wysoko, ogon mój był owłosiony, sierść moja była miękka i w kolorze biało — czarnym.

Tamtym razem mój powrót do świata żywych, był inny. Zawsze trafiałam na łąki oraz do baz wojskowych, a wtedy znalazłam się w czyimś domu. Akurat nikogo nie zastałam. Gdy byłam duchem, to nie byłam głodna, ale w świecie żywych, jedzenie to moja codzienna czynność. Znalazłam lodówkę i otworzyłam ją, ale ku mojemu zaskoczeniu, była ona pusta. Zaczęłam więc szukać pożywienia w szafkach, ale tam też nic nie było. Ostatnim miejscem, w którym mogłam coś znaleźć, był kosz na śmieci. Śmietnik zawsze kojarzył mi się pozytywnie, ponieważ gdy byłam we Francji, w Wielkiej Brytanii lub Związku Radzieckim, to zawsze coś tam pysznego znajdywałam. Tamtego razu było inaczej. W śmietniku znalazłam tylko suchą i starą kromkę chleba. Mimo, że chleb był najprawdopodobniej przedwojenny, to go zjadłam.

Później do domu weszło parę dziewczyn oraz chłopaków i mężczyzna. Byli oni w młodzieżowym wieku. Od razu zauważyli bałagan, który zrobiłam. Schowałam się za fotelem i ich obserwowałam. Gdy posprzątali po mnie, to młodzież usiadła dookoła starszego człowieka. Mężczyzna zaczął opowiadać o rozbiorach Polski. Widocznie musiał być on nauczycielem historii, a młodzież była jego uczniami. Podczas lekcji, jeden z uczniów położył się na ziemi i mnie zauważył. Kiedy wszyscy wiedzieli już o moim istnieniu, to zaczęli kłócić się, kto mnie zabierze do swojego rodzinnego domu. Nauczyciel zaproponował im rywalizację historyczną. Polegać ona miała na odpowiadaniu na pytania od nauczyciela. Na wszystkie pytania odpowiedział Otto. To właśnie on był moim nowym właścicielem.

Po lekcjach historii, poszliśmy do domu. Otto pokazał mnie swoim rodzicom. Jego rodzice nie byli zadowoleni z tego co zrobił ich syn. Nakrzyczeli na Otto, ponieważ nie stać ich było na utrzymanie dodatkowego członka rodziny. Z tej racji, Otto podjął się pomocy finansowej dla swoich rodziców. Organizował on korepetycje z historii i matematyki oraz założył nielegalną fabrykę, w której były drukowane książki historyczne pisane w języku polskim. Od tamtej pory, dzień Otto wyglądał inaczej. Pracował w fabryce, uczestniczył w nielegalnym nauczaniu historii oraz języka polskiego, po którym sam nielegalnie nauczał historii i matematyki, a później działał w małym sabotażu. To wszystko robił od rana do wieczora, mając mnie przez cały dzień na głowie.

Otto prawie od trzech lat działał w małym sabotażu. Nieustannie, codziennie w ramach tej organizacji, coś robił. Do jego zadań zależało: pisanie antyhitlerowskich haseł na murach, rozwieszanie ulotek, zrywanie niemieckich flag i wywieszanie flag polskich. Marek nigdy nie działał sam. Zawsze z nim byłam ja i dwóch kolegów: Andrzej oraz Wojciech. Pisali oni na murach, takie hasła jak: “Polska zwycięży!”, “Nie poddamy się!”, “Chcemy żyć wolni!” albo “Nie wygracie!”. Na ulotkach, które rozwieszali był powieszony i płonący znak hitlerowski. Zawsze, gdy zauważyli niemieckie flagi, to starali się je zrywać i wywieszać polskie. Gdy flagi niemieckie były, wywieszone na gmachach, posterunkach policji niemieckiej, to trzeba było działać ostrożnie. W takich sytuacjach, chłopaki działali w nocy. Chodzili też pod kina, aby napisać na ścianie budynku “Tylko w kinie, siedzą świnie”. Małemu sabotażowi chodziło o to, by Niemcy wiedzieli, że istnieją siły polskie, które nienawidzą Niemców i są gotowe do walki.

Pewnego ranka gestapo weszło do naszego domu. Obudzili Otto i zapytali mu się jakie ma nazwisko. Gdy Niemcy usłyszeli, jak się nazywa Otto, to zabrali go na tortury. Próbowałam go uratować, ale nie dałam rady. Jeden z niemieckich żołnierzy, kopnął mnie. Zostałam tak bardzo kopnięta, że uderzyłam o ścianę. Nie miałam sił na ratowanie Otto. Rodzice Otto zostali zamordowali. Leżałam przez kilka godzin, aż do czasu, gdy przeszedł Andrzej z Wojciechem. Oni już wiedzieli, co się stało od dowódców małego sabotażu. Otto został zabrany na tortury, ponieważ podczas akcji zrywania niemieckiej flagi, na posterunku policji, zgubił swoje dokumenty osobiste.

Andrzej i Wojciech chcieli uratować Otto, przebierając się w mundury niemieckich generałów. Dowódcy małego sabotażu, nie pozwolili na to. Andrzej i Wojciech nie chcieli, by, Otto został zabity przez Niemców, dlatego zdecydowali się działać sami. Pod jednym z barów, w którym Niemcy uwielbiali się upijać, zauważyli dwóch niemieckich, pijanych generałów i zaczęli iść za nimi. Jak Niemcy byli z dala od innych, to zabili ich i zabrali im mundury. Na następny dzień poszli na posterunek policji niemieckiej. Byli w przebraniu i bardzo dobrze znali język niemiecki, z tego powodu naziści myśleli, że Andrzej i Wojciech, to Niemcy. Udało im się zdobyć kilka istotnych informacji na temat Otto. Nawet go widzieli. Był cały od krwi, leżał nieprzytomny w więzieniu, na posterunku policji. Z dokumentów niemieckich, dowiedzieli się, że Otto miał zostać powieszony, na widoku publicznym, na Placu Wolności, na następny dzień. Wymyślili więc, że uratują Otto, w ten sam dzień, wieczorem.

Gdy zbliżał się wieczór, to Andrzej i Wojciech byli w dużym stresie, ponieważ nie było wiadomo, czy plan się uda. Ponownie przebrali się za niemieckich generałów i udali się na posterunek policji. Plan odbicia Otto się udał, ale podczas akcji straciliśmy naszego przyjaciela. Mały sabotaż wiedział, że Andrzej i Wojciech mimo zakazu, będą próbować uratować Otto, dlatego przyszli na pomoc. Otto był bardzo mocno torturowany, nie dałby rady samodzielnie wejść do samochodu, dlatego dowódcy z małego sabotażu, pomogli mu. Gdy Niemcy zobaczyli co się dzieje, przed ich posterunkiem, to zaczęli strzelać do wszystkich. Andrzej, Wojciech i dowódcy starali się ochronić Otto, który był w samochodzie, jednak nie dali rady. Niemieccy policjanci ostrzelali samochód, który wybuchł. Obrońcy Otto przeżyli, ponieważ zmienili pozycje podczas ostrzału. Po wybuchu, uciekli.

Tydzień po wszystkich wydarzeniach, Warszawa

Otto po śmierci, został odznaczony za swoją odwagę i obronę kraju. Na Niemców, którzy byli odpowiedzialni za zabójstwo Otto, został wydany wyrok przez mały sabotaż. W imieniu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej, zostali zabici. Medal nie tylko otrzymał pośmiertnie Otto, ale również ja i jego koledzy, którzy próbowali go uratować.

Tak o to, kończy się historia bohatera. Otto, mimo młodego wieku, zginął. Nie chciał mieć dużo. Był bardzo skromnym chłopakiem. Od urodzenia marzył o psie, takim jak ja. Po długim czekaniu, dostał mnie. Otto miał dziewczynę, którą bardzo kochał. Miał również rodzinę i przyjaciół. W głowie miał wiele planów na życie. Chciał ożenić się ze swoją dziewczyną, być historykiem, uczyć w szkole, ale przede wszystkim pragnął szczęśliwie żyć. Niemcy przyszli, by wszystko mu zabrać. Otto mimo strachu, przeciwstawił się okupantowi. Dla niego walka o marzenia, była ważniejsza.

Styczeń — maj 1944 rok, Włochy

Tego samego dnia, gdy umarłam w Warszawie, znalazłam się we Włoszech. Ponownie byłam małym psem. Z rasy pekińczyk, oczy czarne, uszy w kształcie serca. Znalazłam się we Włoszech, gdy alianci zdobyli Sycylię. Ponownie walczyłam u boku Polaków. Od kiedy Niemcy wiedzieli, że nie długo, zostaną pokonani, to trudno było z nimi walczyć. Od tamtej chwili, bitwy stawały się coraz bardziej krwawsze. Niemieccy żołnierze, twardo bronili swojego imperium. Niełatwo było przełamać linie frontu. Dzielnie walczyliśmy z Niemcami, przez parę miesięcy. W końcu daliśmy radę, a naszym największym sukcesem, było zdobycie Monte Cassino. Na zdobytym wzgórzu, na którym był zamek, w którym bronili się Niemcy, wbiliśmy w ziemie polską flagę.

Styczeń — maj 1944 rok, cały świat

Alianci zaatakowali Półwysep Apeniński. Najpierw opanowali Sycylię, największą wyspę, należącą do Włoch, a później przełamali linię frontu. W maju 1944 roku, polscy żołnierze zdobyli Monte Cassino.

01 czerwca 1944 rok, Wielka Brytania

Na początku błąkałam się po bardzo ciemnym pomieszczeniu. Przebywałam w nim przez parę godzin. Po długim czasie niepokoju, gdzie ja jestem, odnaleźli mnie żołnierze, mówiący w języku polskim. Myślałam, że wróciłam z powrotem do Polski. Okazało się jednak, że jestem w Wielkiej Brytanii, a żołnierze mnie zabrali. Byłam w czołgu, w którym Polacy chcieli przygotowywać się do kolejnych walk.

Odrodziłam się w bazie wojskowej, w której byli Polacy, Anglicy, Amerykanie, Kanadyjczycy oraz wielu innych żołnierzy różnych narodowości. Dowódcy tej bazy zdecydowali, że mogę zostać. Długo nad moją sprawą myśleli, ponieważ uważali, że mogę być szpiegiem, który pracuje dla Niemców. W trakcie rozmów, byłam przy nich, więc wszystko słyszałam. W mojej obronie, stanął jeden z polskich żołnierzy, pytając się jak taki malutki pies, jak ja, może być szpiegiem. W odpowiedzi dowódcy powiedzieli, że jakiś Adolf Hitler jest nieprzewidywalny i nie wiadomo co on mógł w swojej chorej psychicznie głowie wymyśleć. W końcu dostałam pozwolenie, ale warunkiem było to, że żołnierz, który stanął po mojej stronie, będzie się mną opiekował. Miałam więc nowego przyjaciela.

04 czerwca 1944 rok, Wielka Brytania

Od kilku dni pobytu w Wielkiej Brytanii, przygotowywałam się do mojej kolejnej misji. Tym razem moim celem miałam być Normandia. Mój nowy przyjaciel, przygotowywał mnie na to wydarzenie. Z tej racji, że był on pilotem samolotu, to miałam lecieć wraz z nim i brać udział w desancie powietrznym. Tak jak zawsze, na początku wszystko jest trudne, nawet jeśli wydaje nam się to łatwe. Na początku bardzo bałam się skoczyć do tej maszyny, nie mówiąc o lataniu między chmurami w niej. Bałam się, ponieważ widziałam na własne oczy co potrafi, ta latająca maszyna. Codzienne bombardowania, setki poległych i zniszczenia w ogromnej skali, to wszystko mnie przerażało, ponieważ ta maszyna umiała to robić. W końcu przyjaciel, wziął mnie na swoje ręce i sam mnie tam wsadził. Po chwili zapalenia silnika, ruszyliśmy. Patrząc na piękne widoki, takie same jak za czasów rozejmu, zrobiło mi się dużo lepiej. Do tej pory widziałam tylko: szczątki bohaterów, krew, śmierć, dym, ogień, bomby, bombowce i czołgi. Dobrze więc było, popatrzeć sobie na coś innego niż na koszmary.

Podczas tego lotu, przyjaciel uczył mnie, jak zachowywać się w trakcie lotu, żeby nie panikować, tylko zachować stoicki spokój. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, gdyż nagle pilot samolotu zaczął robić zygzaki i latać samolotem do góry nogami. Jak na pierwszy raz, lecieć do góry nogami, to było to przerażające, ale mimo to chciałam jeszcze raz.

06 czerwca 1944 rok, Normandia

W godzinach nocnych ruszyliśmy na Normandię. Mieliśmy za cel zniszczyć wszystkie strategiczne punkty, dowodzone przez Niemców. Wraz z moim przyjacielem, rzuciliśmy parę bomb, dokonując całkowitego zbombardowania niemieckich punktów. Po paru minutach zawróciliśmy, by zobaczyć inwazję desantu morskiego. Byliśmy pod wielkim wrażeniem tego widoku. Były tam tysiące czołgów, artylerii i żołnierzy. Było tego tak dużo, że niektóre czołgi się topiły w obliczu Morza Północnego. W tej misji wzięło udział najwięcej żołnierzy. Armia aliancka składała się też z mnie — jedynego psa biorącego udział w tej bitwie. Nasza inwazja była totalnym zaskoczeniem dla Niemców. Byliśmy dla nich bez litości, zachowując prawa moralne. Tak jak oni robili z nami i naszymi najbliższymi, co tylko chcieli, bez brania za to odpowiedzialności, to chciałoby się zrobić tak samo z Niemcami. Tylko, że my się różnimy od potworów. Tym, że nie niszczymy wszystkiego co stanie nam na drodze.

06 czerwca 1944 rok, Cały świat

Alianci zdecydowali się zaatakować Niemców w Normandii, miasta należącego do Francji. W bitwie wzięła udział największa podczas II wojny światowej armia. W skład armii wchodzili Amerykanie, Anglicy, Polacy oraz inni żołnierze, posiadający inne korzenie narodowościowe. Inwazja dla Niemców była ogromnym zaskoczeniem. Tysiące samolotów alianckich dokonało niszczenia najważniejszych militarnie punktów niemieckich.

Kwiecień — maj 1945 rok, Berlin

Moje ostatnie dwa lata życia w Warszawie i we Włoszech były wyjątkowo krótkie. Odradzałam się jako starszy pies i żyłam po pół roku. Jednak w Niemczech odrodziłam się jako młody pies. Jako już ostatni powrót do świata żywych, zostałam owczarkiem szetlandzkim. Byłam mała, miałam fajne, na pół, podniesione uszy, ogon był puszysty, a umaszczenie rude. Zdawałam sobie sprawę z tego, że to już jest moje ostatnie życie i nie powrócę więcej razy na ten świat. Moje ostatnie życie było bardzo ważne, ponieważ wtedy zakończyła się era Niemiec. Po sześciu latach dotarłam tam, gdzie miałam, czyli do Niemiec, by położyć kres Berlina.

W ostatnie dni Niemiec, brałam udział w szturmie na Berlin. Walczyłam u boku polskich i radzieckich żołnierzy. W swoje ostanie dni, Niemcy były bardzo słabe. Wojska radzieckie, na czele ze mną, pokonały obronę niemiecką. W bardzo szybkim tempie się przesuwaliśmy. W końcu Niemcy zostały pokonane. Ci, którzy jeszcze do nas strzelali, zostali zabici, a niektórzy z nich się poddali, dlatego komuniści wzięli ich do niewoli.

Wraz z polskimi i radzieckimi żołnierzami, zdobyliśmy stolicę zła. To nie był jeszcze mój koniec walki. Niektórzy żołnierze zostali w Berlinie, a pozostali ruszyli dalej. Gdy zdobywając kolejne terytoria Niemiec, dochodziłam do linii uzgodnionej przez aliantów, to zauważyłam Henryka, mojego pierwszego właściciela z Westerplatte. Zrobiłam wszystko, by Heniek mnie poznał. Mimo moich starań, był on nadal w nieświadomości, że to ja. Zdecydowałam się zrobić, to co przed laty, jeszcze na Westerplatte. Skoczyłam do tyłu, szczekając trzy razy. Gdy Heniek to zobaczył, to z jego ust wydobyły się drżące słowa: „Mija, to ty?”. Wtedy bardzo się ucieszyłam, że mnie poznał i zaszczekałam jeszcze bardziej głośno, podskakując do góry. Byłam wtedy tak bardzo radosna, że skoczyłam na Henryka i polizałam go po twarzy.

Razem zginęliśmy w czasie walk z Niemcami o jedną z niemieckich dzielnic. Nie mieliśmy żadnych szans na przetrwanie. Niemieccy żołnierze rzucili w naszym kierunku pełno granatów. Zginęliśmy od razu. Henryk próbował mnie uratować, zasłaniając mnie swoim ciałem, ale nie dał rady. Granaty wybuchały, jeden za drugim. Uderzenia były tak mocne, że zginęliśmy od razu.

Polscy żołnierze, którzy byli z nami, zabrali nasze zwłoki ze sobą. Ciągnęli nas bardzo daleko. Wykopali dla nas dół w lesie i tam nas pochowali. Przed zakopaniem położyli na naszych zwłokach biało-czerwoną flagę Polski i odmówili modlitwę za nas.

Kwiecień-maj 1945 rok, cały świat

Po sześciu latach prowadzenia wojny totalnej przez Niemcy, wszyscy zbrodniarze zostali ukarani. Alianci położyli kres istnienia III Rzeszy, takiej jaką zbudował Adolf Hitler. Armia Radziecka rozpoczęła operację berlińską. Berlin padł 2 maja 1945 roku. Szturm na stolicę III Rzeszy przeprowadziły wojska polskie i radzieckie. Nad Reichstagiem, parlamentem III Rzeszy, została powieszona czerwona flaga. Największy zbrodniarz świata popełnił samobójstwo 30 kwietnia 1945 roku. 7 maja 1945 roku we francuskim Reims, niemieccy generałowie podpisali bezwarunkową kapitulację.

1945—1946 rok, Norymberga

Po wszystkich wydarzeniach znalazłam się w Norymberdze, miasta należącego do Niemiec. Byłam w sali, w której sądzono największych zbrodniarzy świata. Żaden z nich nie chciał przyznać się do popełnionych zbrodni przeciw ludzkości. Niektórzy z nich unikali kary. Pamiętam jak jeden z Niemców popełnił samobójstwo, unikając kary.

1949 rok, Westerplatte

Po co właściwie to wszystko było? Ciągle były prowadzone walki zbrojne o nic. Codziennie ginęły żywe istoty. Ja sama jeszcze niedawno miałam spokojne życie. Gdy Niemcy przyszli mi to wszystko zabrać, to stanęłam przeciw nim. Walczyłam sześć lat na Westerplatte, w Kopenhadze, Francji, Londynie, Związku Radzieckim, Warszawie, Monte Cassino, Normandii i Berlinie. Podczas walki o wolność zmieniałam swój wygląd. Na początku byłam mieszańcem, a później labradorem, owczarkiem niemieckim, jamnikiem, owczarkiem kaukaskim, husky, pekińczykiem i owczarkiem szetlandzkim. Wędrowałam przez cały świat, cały czas walcząc z Niemcami. Próbowałam zrozumieć wszystko co widziałam. Zrozumiałam to, że trzeba cieszyć się życiem, a o tych przykrych rzeczach zapominać jak najszybszej. Ja właśnie tak zrobiłam. Przed wojną się cieszyłam, że mogłam się bawić. W trakcie wojny próbowałam o wszystkim zapomnieć i iść dalej. Z każdym nowym życiem uczyłam się czegoś nowego. Podczas mojej wędrówki nauczyłam się: miłości, pomagania, ratowania komuś życia, bycia czułym psem, dążenia do celu i niepoddawania się. Najważniejszą rzeczą jaką się nauczyłam, to walczyć o swoje marzenia.

PS: Wie ktoś, gdzie jest wiewiórka, którą codziennie goniłam na Westerplatte?

About a creature that only wanted to live

Introduction

I wrote this part to commemorate the millions who died in various battles, on various fronts and directions of the world. The book was also dedicated to the memory of animals who, just like people, fought for their peaceful, peaceful world. The main subject of this book is the dog that stood up to the aggressors. We can’t forget about those brave few animal souls who only wanted to exist. After all, they are heroes too. If necessary, they helped people. They didn’t look at the fact that they would die in a moment. The greatest heroes are of course people, but let’s not forget about animals either.

In 1933, the world saw the first monsters with its own eyes. The beasts were so powerful that they devoured entire generations. They began their invasion in 1939. They only cared about killing, destroying and plundering. Everyone fought bravely for their worlds. The aggressors thought that the whole world belonged to them, until the day they were defeated. It lasted six years. They were defeated by people who, according to them, were to disappear from history forever, along with their nations. The fight lasted so long because a very important principle was not applied. This principle was unity. In the beginning, only some nations united, and they should have all done so. They only united after a long time in 1941. We still do not learn our history lessons. Let us remember that the fight against evil will continue until we all unite.

I appeal to us not to forget the fallen, not only people, but also animals. Let no one forget their sacrifice.

From the author

1949, Westerplatte

What is all this for? Why did this happen? Who decided on all the activities? Why did the consequences, the consequences, innocent beings suffer? Hundreds of the dead and many comrades died, as well as various animals. Daily bombings, concentration camps, genocides, mass graves, demolition of buildings, arson and destruction of all material goods.

There are too many questions to answer all. Especially in my case, I am just an ordinary being. I can’t answer most of them. Half of them, I don’t know what they mean. I led a quiet life, I had no responsibilities, I just played or slept. Everything changed overnight. Because I am, as I have emphasized before, just an ordinary being, so I will tell you my story, from my point of view. We will take a closer look at these issues and try to explain them in my own words as best we can.

At the very beginning, I would like to emphasize that not only people died during this event, but also animals: dogs, cats, horses and many other varieties of animal species. It is worth emphasizing, because in today’s world no one talks about the fact that at that time animals also took part in this event. We, animals, also fought against aggressors, saved others, most often people, often paying for it with our own lives. These were small steps for human beings, but great steps and deeds for animal beings.

As you may have already noticed, I’m a girl. You may also have noticed that earlier I talked about animals and that I am one of them. So, just so you know, I’m a dog — a beautiful mixed-breed, black-brown-white, rather of average height with brown eyes. And now beware, for I will surprise you all, my eyes glowed white at night, reflecting the light. Apparently, I was an exceptional dog and I still am. You’re probably curious about my name? My name is Mija.

My story is not the best, the happiest and it does not end very well, but there is no tragedy here, as one might deduce. There are also a lot of fun and entertaining stories here. I’ll tell you from the beginning. Sit back and listen. Welcome to my world.

1930, Westerplatte

(19 years earlier)

It was January twenty-five when I was born. Instead of a warm day, where the sun would shine, it was a cold day, and I would even say a very cold one. I don’t remember if it was snowing or raining or maybe something else, I don’t remember anything about the weather on this special day. I really didn’t like this kind of weather — cold and gray. Especially when I had only thin clothes at the time, we are talking about my fur. I would rather be born on one of the summer days. In the summer it is so warm and the sun warms the body.

I also don’t know what time I was born, which is a pity, because such interesting information would be useful. Nobody told me because everything was done in a hurry, therefore everyone didn’t know anything. Everyone was under a lot of stress, even me.

My dog mom carried me in her belly for a very long period of time. It bothered her a lot, but she would do anything for me. She just lay there for days and watched out for me so that nothing happened to me inside. It was not easy, even I confirm it.

My and my mother’s owner took us to the vet. More my mother, because I was in her belly, but you could say both of us. It wasn’t far, we only had to walk a few meters, because it was right next to our house.

I wasn’t very big, just tiny, but still, it was hard for my mother to give birth to me. Probably because it wasn’t too big either. Although she gave birth to me in severe pain, she did not give up, she managed.

I was very happy that I had already been born, because there were poor living conditions in my mother’s belly. First of all, it was very dark, you could say that it was terrible there. Somehow I survived, because I was not conscious yet, just like everyone who has already come out of their mothers” bellies. Because the veterinarian’s lamp was shining very strongly next to me, my eyes hurt. However, after a while they stopped hurting me. It was not easy to look into the light for the first time, which was very bright, so white and yellow. Anyway, I think so. What do you think about it, what color is the light? The second issue concerns feeding. In my opinion, they fed me very poorly. Fortunately, after coming out of the belly, this matter improved significantly. First there was milk, and later, when I grew up a bit, I got spaghetti, which I liked very much.

The owner had already been to the vet a few times before. He thought I would be born around the second of February, which is early February, a week later. I surprised them. I knew when I was born, still in my mother’s belly. As soon as I came out of the house, I licked my mom’s face out of happiness.

Bad weather, winter instead of summer. A long period of being in the womb, instead of an active life the way I like it. Darkness instead of light. Poor feeding, instead of spaghetti right away. I didn’t complain because I don’t like doing it very much. Instead of whining, I tried to look for the positive sides, there were a few of them. It may have been cold outside, but inside I was very warm, just as I like. I consider this one advantage to be a great plus. I think it wasn’t so bad at all. I’m already like that, even if something doesn’t suit me, I’ll still get the best out of it. After all, there are not only disadvantages around the world, there are also advantages. In my opinion, there are even more advantages than disadvantages and in my opinion, everyone should think so.

As I mentioned before, I was very small. That’s why, when my first owner picked me up, I fit on one of his hands. When he held me like that, he introduced himself, told me his name, which I was very curious about, as well as my name, which I didn’t know at the time. His name was Henryk, which means if you were to diminutive, it would be Heniek.

The vet did a few more tests on me. He had to completely remove pus from my eyes, weigh me, check my temperature and, most importantly, write out my health book. I was most interested in the signs that the vet entered. I don’t know what to call it and to this day I don’t know what it’s called, so we’re going to call it signs. The vet entered them in my booklet, after doing all the tests I had already mentioned. My mother also had such a book, but she already had it written out. So when the vet asked for the booklet, the owner immediately gave it to him. I only got mine, I don’t know why, but I know one thing, that it’s unfair, because some people already had it, and others were just getting it. Maybe because I was just born? The dog’s mother stayed for tests at the dog doctor until the next day. Eventually, she became pregnant, which is why she had more medical check-ups. Probably she also had to rest after such an event with a specialist, I would also like to rest a little after such a day. The birth hurt a lot because my mother was crying terribly. She deserved a rest. Plus, we didn’t have to worry about anything happening to her because she was in very good hands.

After leaving the vet, we went home. I don’t know if you remember, it was only a few steps from the dog doctor to the house, about ten meters, maybe even twelve. Why am I reminding you of this? Because Henryk, after walking those few steps, got very tired, but I don’t know why. Probably because he was very stressed about my birth. So he didn’t have much strength, so we went straight to sleep. I only had time to see my house, it was made of several large boxes. It looked different there than in the stomach and it was much better. My mother’s belly was wet and dark, and the new house was bright and very comfortable.

At first I fell asleep with Heniek, but then I woke up because he was waving his arms so that it was impossible to sleep. Because he took me to some big, soft thing, which later turned out to be a bed, because it was very high, I couldn’t escape. Since there was a cabinet with shelves next to the bed, I began to think of an escape plan. I came up with the idea of jumping on one of the shelves and then jumping off it to the floor. As I thought, so I did. I succeeded in my escape plan, but on the way I jumped from the ledge to the floor, a few things fell. It didn’t make any noise, so Henry didn’t wake up.

I started exploring my new home on my own, from a square room that every dog loves. Everything that is most needed was there. On the wall of the room there were square cabinets with delicacies. The big white box was called a refrigerator, in which there was meat and many other cool things for the dog. So I made myself a small snack. I started with a white large square box. Due to the fact that the door was open, Heniek probably didn’t notice, so I didn’t have any major problems with getting to the fridge. The first thing I saw was ham, which smelled beautiful. I took it, but it fell off, also by the way the plate it was on. The noise that made woke up my owner. He came to me. I thought he was going to yell at me, but I was wrong. Henry cleaned up after me, and cut the ham into small pieces and gave it to me, it was delicious.

Later there was something I was looking forward to, which was a tour of the house. Henry showed me where the bathroom was, room one, room two, balcony and kitchen. Only then did I know that the room where I had made quite a mess was called the kitchen. Henry also showed me where the three most important things for a dog are. These were a bed and a bowl for drinking and eating. I didn’t make a mistake in my calculations. One bed and two bowls, that’s three things.

Finally, it was time for the first time to go outside. It was an opportunity to test the new owner to see how he would deal with me. We went to the forest that was right next to our house, as did the vet. There were a lot of trees, grass, stones, ants and leaves in this place. I was shocked when I saw this place, because it was as if it was painted. It was beautiful. Because it was the first time I was in such a place, I felt like I was in the land of happiness. Maybe because it was my first day after I was born. There was also something that no dog had ever dreamed of, i.e. squirrels. Small with a tail, brown-white, rodents. As soon as I saw them, I broke free from Heniek’s hands and started chasing them. Each of them ran in a different direction and because I was one and they were two, I started chasing one of them. I just managed to do it, because one ran to the right and the other to the left. I chose the one that ran to the right because she was smaller than me. The other squirrel was much bigger, so so that it wouldn’t do anything to me, I left it. Henryk, unfortunately, did not prove himself. First he let me out of his hands and then he shouted at the whole forest to come back, but the squirrel was more important to me. Unfortunately, I didn’t manage to catch this squirrel because it jumped on a tree. If she was so small and had such skills to climb a tree, she managed to climb it. I tried, but I couldn’t do it. The owner was far behind, but I was caught by a passerby who stepped on my beautiful pink leash. My entire leash was soiled with mud and other things he had under his shoes from his shoes. I didn’t like this man right away.

When Heniek came running, he recognized this man. He turned out to be my owner’s parent, his dad. His name was Zbigniew. Preventing the squirrel from catching, getting the leash dirty and that name, all this I didn’t like. Despite my suspicions that he was a bad man, it was Henryk who invited Zbigniew for coffee.

We walked together a little longer and went home with our guest. Heniek made coffee and food in the kitchen, and I was left alone with Zbigniew in the room. It was a chance to take revenge for not catching the squirrel. I walked over to him and bit his leg. Unfortunately, because I was just born, I didn’t have teeth yet, so nothing happened to him — it’s a pity. Zbigniew took me in his arms and stroked me, and even smiled at me a little. When the owner came, the guest did not tell him anything about the whole event. Then the conversation began, and I, as this little dog, listened carefully.

After the feast, from which I dripped a little, we went to see Zbigniew off, as an evening walk. We had to walk quite far, because Henryk’s dad lived a few streets away. For me, such a small dog, it was a great challenge. As a result, I couldn’t go on and Heniek had to take me in his arms. He managed somehow, not what I did. When we saw Zbigniew off, we had to go back and there was also a problem here, because I couldn’t go any further. As a result, the owner carried me both ways. When we returned home, we went to bed.

It was a great challenge, that is, the challenge of sleeping. It had been standing in front of me before. When I went to bed for the first time. I was so afraid to fall asleep then, but now I’m not afraid anymore because I know it’s nothing terrible. Only that I couldn’t fall asleep that night, because, firstly, I had already slept a few hours earlier, and secondly, I knew that tomorrow my dog mommy would leave the vet. It was this thought that made me unable to fall asleep that night. The thought of the mom I missed. I was without my parent, but with the owner who took care of me in my mother’s absence.

In the morning, Henio was woken up by a cuckoo, which he set to interrupt his sleep. If Heniek had told me to wake him up, I would have woken him up, but apparently he preferred that big box with a bird inside to me. It was Monday then, and I had to go pick up my mother from the vet and do other chores. Henryk didn’t want to do that, so I started jumping on him and barking. Finally, he got up and told me this sentence: „I don’t really want to, but for you, Mija, I’ll do it.” Apparently I encouraged him and my smile on the dog’s face, which you can’t see, also helped.

Henryk got ready and we went to get Ania. I hadn’t called my mother that way before, but her name is Ania. The vet had already seen us through the window, he even nodded to us. Mum Ania was already ready to go. The owner walked us home and left us there because he had to go to work. Then I knew why he said: „I have to sleep to go to work in the morning”.

After Henio left, I immediately started telling my mother what I did yesterday. My mother, Ania, told me a little about my family, my dad, why he is not with me now, and I learned some information about the history. There was a war at the time, which led to millions of victims. Where I lived, there used to be military operations. These events were referred to as World War I. The two military blocs were in dispute with each other. The Triple Alliance: Germany, Italy, Austria-Hungary and the Triple Alliance: Great Britain, France, Russia. At that time, Poland was under the partitions of three partitioning countries: Prussia, Russia and Austria-Hungary. The Polish population sometimes did not even know that they were under the partitions, some of them emigrated after 1831, another part fought in uprisings or helped the invaders. In 1914, the war broke out, which lasted four years, until 1918. The aggressor, during military operations, killed my dad. One winter day, German tanks began firing at everything that stood in their way. One of these objects was the house where my daddy was. One of the missiles hit the building where Henio’s mother was still there. She wanted to save my parent, but it was too late. My family lost two loved ones in one brief moment. That day was forever etched in the memory of each member of the family. This was probably one of the worst news I learned in my entire life. You had to go on living. This is how we should treat life, care for it and respect it, because we do not know when death will come for us. Soon we can smell the flowers for the last time.

We also talked about other things. Not only about the bad ones, but also about the good ones, and sometimes even about the very good ones. We talked a little about other dogs that live next to us and talked about the customs that prevail in our family and about our owner.

At the end of the day, Henryk came home from work. He worked as a manager of one of the security facilities in the store. His duties included preparing a schedule for employees, hiring and firing them, handing out and receiving things for security guards, distributing salaries and other things necessary for the operation of the security facility and signing documents. For me, it was a very light job. I think everyone would like to have such a job. There was only one drawback, that everything had to be on time, on time, and such a manager was constantly nervous about whether he would be able to do everything in time.

The owner fed us, we listened to some radio and went to sleep. This time I fell asleep, because after all, who wouldn’t go to sleep after such a hard day.

It was always the same until Saturday or Sunday came. Then a lot began to happen. Henry was dating his girlfriend, whom he loved very much. For every meeting with her, he bought her flowers. Sometimes he took me with him, and my mother stayed at home, because she was old and didn’t have the strength for such trips.

This couple met in elementary school, at the very end of the eighth grade. It was the sixteenth of June at the time, a week before the end of the school year, but for these two, it was also the end of school. Speaking from the beginning, Henry sat sad as always and played gambling cards with his friends from a different class than he himself attended. It was then that they managed to play these cards, because all the teachers were on another floor and talked to each other there. On that day, Heniek was looking for a girl. He had a couple of girls in his sights, but Natalia, whom he had been watching for a long time, was the best choice. Henry had already liked her so much that as soon as he saw her, he could not take his eyes off her. And a beautiful girl with fair hair came to him, but above all, she was very nice. When he saw her from a distance, his jaw dropped. She sat next to him and they started talking, then they went dancing, after all, they were at a disco ball at the time. They had a great time with the song entitled My piece of love. It was stressful because everyone was looking at the dancing couple. Everyone was shocked. However, it was not a big surprise for these two. Henry had been leaning against the windowsill at school for ten years, he did not answer the honour — as someone told him, he walked around all the time with an uninteresting face — angry and gloomy. His girlfriend, whose name was Natalia, was different from him, one could say that one big opposite. She was very nice, she talked to everyone, smiled all the time, and also helped everyone. After the dances, where it was clear that the boy could not dance, but the girl danced great, Natalia took Henryk by the hand and pulled him to a quiet place where there was silence. She said then that she was very sorry, but she was not ready to have a boyfriend yet. Henry was very sad, even more sad than usual.

The next day he was thinking about what he would have to do to get it. He met a friend from another class and asked her if she would help him get a special girl. Fortunately, Henryka agreed to help him, because he admitted that Natalia was so beautiful that he wouldn’t be able to do it on his own. In the end, Heniek was not alone. He managed to get four classes involved in getting the girl, all eighth classes A, B, C, and D, and if you count them all, it would be about twenty people. The place of action to capture Natalka was to take place during one of the big breaks, because they were outside. Henio’s plan worked, he wanted Natalia to stand by a certain tree on one of the longer breaks, which was unique because there was a lot of peace and quiet under it for conversations. Natalia then said that she had been thinking about Henryk for the weekend, which made him very happy, they got along and started dating.

The teachers were also shocked when they heard about Natalia and Henryk. The most happy were the teacher of Henio, class C, and the new history teacher, who worked at the school for the first year at the time. During the meeting at the tree, during the long break, the most surprising thing was that the physics and social studies teachers on duty, despite the fact that all the other students had already entered the school building a long time ago and that the break was over, allowed the two of them to talk a little longer.

During the meeting, Natalia changed Henryk, from a gloomy man who scared every day, she turned into a nice boy. Secondly, she made him happy because she was very nice and Henry didn’t have to pretend to be someone he wasn’t. Heniek could show who he really is, that he can talk, smile and even have fun. Thanks to Natalia, it was clear that he was really different.

On the first date, Natalia suggested going for ice cream, it was on the same day as the assembly ending the school year. They talked about school, grades, favorite colors, animals, school subjects, teachers, the high schools they had chosen, and the type of movie they had favorite. Natalia liked school very much, she studied well, she had only A’s and A’s and exemplary behavior. Her favorite color is blue, her animal is cats and dogs, and many more, and her favorite movie is comedy. She was very fond of mathematics and physics, she was thinking about the direction where these subjects were most useful. Henry also liked to study, he had good grades and exemplary behavior. His favorite color was blue, the film genre was comedy, the same as Natalia’s, but he only liked dogs. He loved the Polish language, history and everything related to it. At this meeting, Henio made a terrible mistake, because he asked Natalia how old she was, what he should not do.

On their second date, they went to the forest, where they admired beautiful sightseeing, geographical and natural views, hills, lakes, animals and vegetation. The third, fourth and fifth dates took place at the ponds, where they sat on a bench, walked and talked to each other.

On every date, they had a problem with rain. When it started to rain, they immediately hid and waited for it to stop. Nothing could stop them from meeting and being together. The sun always shone at the beginning, but when the storm started later, they had to flee. Usually, after a short while, it stopped raining, and Natalia and Henryk could continue their date.

On no date did Henry let Natalia get bored with him, but very often it was the case that they both remained silent due to stress, but such things were normal. Sometimes Natalia accidentally kicked Henio in the leg. At the last fifth meeting, when Natalia kicked for the hundredth time and also apologized to him for the hundredth time, it was Heniek who told her not to apologize to him, instead to smile, because her smile is much better than an apology. He also said that she was the most beautiful girl in the whole world. On the last date, it wasn’t easy, because he was sitting next to a beautiful girl, but he managed to get the courage to tell her how he really felt about her, that he loved her very much.

Natalia always asked several questions at once, so Henry did not have time to answer the first question, and he had already been asked: the second, third, fourth, fifth and tenth questions. It was clear that they were interested in each other. If it was the case that they didn’t talk to each other, smile, joke, or simply didn’t have anything to talk about, then you could say that they don’t fit together. However, it was different: one was interested in the other. It was clear that they were made for each other.

Natalia had many advantages, but she had one disadvantage. She met Henry very rarely. During the entire two months of vacation, they met only five times. Of which I don’t know if you can count the first meeting, because it was very short. When Henryk asked Natalia why they met so rarely, he saw in her eyes that she really couldn’t do more. It was sad for Henio, because he loved Natalia so much that he cried all night, he couldn’t fall asleep, all the time he did, he only thought about her.

When the holidays were over, Natalia told Henryk that they had to suspend contacts for the duration of the school year so that their world related to school would not collapse. At that moment, Heniek became even sadder and could not be comforted.

They both went in different directions, looking at the stars from a different place every day. Natalia got into the polytechnic class, and Henryk into the humanities class. They went to different high schools, they were separated by a few kilometers between them.

After ten months of study, they met the next summer, but there were a few changes in this relationship. First of all, they met almost every day. Secondly, during the school year, they did not suspend dating, but also dated, but carefully with reason, taking into account school, which cannot be considered something unnecessary, as others think.

I learned all this from my mother. In my opinion, this story was interesting. What do you think about it?

Natalia and Henryk were already adults, so they decided to move in together. Our owner’s girlfriend made quite a mess with her things when she moved in. There were boxes and cardboard boxes everywhere, which I made a playground out of myself, jumping from one to another. They were both happy about it, but I was happy the most, because I liked Natalia very much. She stroked me, played with me, and even told me her secrets.

Since Natalia moved, things have changed a bit. Henry began to work fewer hours at work. He was always at work from morning to evening, and now he worked from morning to noon. He did so because Natalia worked in one of the high schools as a math teacher and she was gone from the morning, a few hours to noon. Henry had to do more in less time by reducing the time he worked, but he wanted to do it because he preferred to be with his girlfriend and spend more time with her.

Their working time difference fluctuated by an hour. Natalia was the first to come, so she always went outside with me and my mother. Later, Heniek would come, we would eat something together, listen to the radio, and when it got dark, we had to go outside again and go to sleep. In this way, the years passed.

1931, Westerplatte

The day passed as usual, and it became my tradition to chase a squirrel. As soon as I approached the tree where the squirrel lived, I started barking. When she heard me, she started to run very far out of the forest.

1932, Westerplatte

Natalia and Henryk graduated from primary school in 1923, and after four years, in 1927, they also graduated from high school. After completing five years of studies, Henryk decided to propose to Natalia. The two had known each other for nine years, they got along very well, in three words — they matched each other. Henia took his girlfriend to the Poznań Voivodeship, to a lake that was located in the countryside in Janków Dolny. There they rented a house. On the last day, by the lake, when the sun was setting, there were beautiful picturesque views, then Henry proposed to Natalia. Natalia, of course, said yes.

They got married in the same year. It wasn’t a big party, because there were not many people, only the bride, the groom, a few of Natalia’s friends, Henio’s friends, and me and my mother also managed to be at the wedding. The wedding took place in the church, just as Natalia wanted.

When they were both repeating the rule after the priest and after saying yes to each other, they kissed.

After the wedding, it was time for a party. Natalia and Henryk did it again, as they danced on stage nine years ago. They hadn’t danced since they graduated from elementary school, the last time they danced together was at an eighth-grader ball. They repeated this dance nine years ago, it was exactly the same song as then. Everyone began to clap the bride and groom at the end of the dance. That next day went down in history as something wonderful in the lives of Natalka and Henryk.

I also had a great time. When the cake was placed on the table, I immediately jumped on the table and ate the whole cake. They brought a second cake, but this one was no longer for me. Commemorative photos were taken with my participation. I would say even with active participation, because I was in different positions and in different places: on Natalia’s or Henryk’s hands, or on the ground or on the stairs. They even took a picture of me eating a cake. We danced until morning.

The next day the four of us went on a honeymoon. We flew by plane to Austria to Lake Hallstätter See. While the happy couple sat in comfortable seats, we dogs had to sit in cages in the trunk of the plane. Fortunately, Henryk arranged permission from the pilot to take us to where all the people were sitting. We got permission because we were the only animals carried by the plane and we were very afraid to sit there in the back, alone. We didn’t fly long, only two hours. After landing at the airport, we took a taxi and drove to the hotel that Henry had booked earlier by sending a letter. Both our owners, after arriving in Austria, began to speak German, but to us dogs and when they talked to each other, they spoke in their native Polish language. Henio knew where to take Natalia to surprise her and show her that he really cared about her. In my opinion, Hallstatt is the most beautiful place in Austria. Located in the Alps, on Lake Hallstätter See. Our picturesque hotel house was located in a narrow space between the shore of the lake and the mountains.

After arrival, we unpacked and because we arrived very late, we went to sleep. Only on the second day we went to explore the picturesque landscapes and swam in the blue-transparent lake. We also walked in the mountains and forests. We did the same thing every day, so after a few days I got bored with it all. On the last day, there were other attractions, which turned out that Henryk had organized them. Next to our hotel there was a large stage where various people from different countries were singing. Such an event is called a concert. While one of the singers was singing, Henryk deliberately lied that he was going to the toilet, but in fact he entered the stage. Suddenly, we heard from the megaphones that Henryk would be performing. He entered the stage and began to sing a love song, especially for Natalia. Natalia was so moved that she cried. At the end of Henio’s speech, fireworks were set off and a plane flew over everyone with a huge banner with Polish inscriptions — Natalia, I love you very much.

We were only in Austria for a week, and I felt so tired that I lay there and did nothing for the next month. Natalia and Henryk returned to their work. After arrival, unfortunately, we returned to everyday life, i.e. boredom.

1933, Berlin

The beginning of the 30s of the twentieth century was significant for Germany, as well as for the whole of Europe, because it was then that a new evil was born. This evil didn’t know what it meant to lose a loved one or everything you loved. They did not know many words, they were like illiterates. The concepts they knew included: kill, destroy or raze to the ground. Since Adolf Hitler became the chancellor of Germany, elected in 1933, and his political party — the National Socialist German Workers” Party won the parliamentary elections a year earlier, the German state began to be referred to as the Third Reich.

1933, Westerplatte

Everyone knew that Natalia had been pregnant for a few months. Although one day at night there was one big noise that Natalia made because of her pregnancy. That night Natalia was giving birth, it was really happening. Henry carried his wife in his arms to the car, like a superhero. We, dogs, were only supposed to be sinful and stay at home.

At the time when our owners went to the hospital, me and my mother Ania went back to sleep as if nothing had happened. Only after a while did we start to go crazy with consideration that we didn’t know when they would return. In the morning, Henio returned, alone. We thought that something terrible had happened, that Natalia had not returned. Heniek explained to us that Natalka gave birth to a daughter and a son. As she wanted, she gave birth. She wanted two children and has two children. She had to stay with them for tests in the hospital. For now, someone had to take care of us — the dogs, and later, when Natalia will be with two children, Henryk will take a holiday.

On the first day, my mother and I were lying by the door. Our heads were turned towards the door, we were not eating or drinking anything, we were in a different position — lying down. When we went outside with Henryk, we somehow didn’t feel like it. But when our only owner at that moment was going to Natalia, we had a lot of strength to make noise.

On the second day we were so tired that we didn’t have the strength to do anything, not even to move the smallest finger on our little paws. We thought we were on an abandoned planet, even though Henio was next to us. This is sometimes the case when Natalia, who is very good, leaves someone. Dogs are like that when their owner is not with them.

After these days, Natalia came back home with two sweet babies. It was a good thing she was back by then, because I was so worried, to the point that I thought I was in the desert. I was lying on my back in unawareness of what was happening, but when Natalia was already at home, it was as if I suddenly came to life.

One baby was a girl, her name was Lidia. She was very nice, sinful, as for three days after birth. She behaved similarly to Natalia, she probably inherited genes from her. The other baby’s name was Krzysztof. He was more like Henry. He behaved the same as him, he always did nothing.

Playing with Lidia and Krzyś was not one of the games in which the dog would feel good. By Lidia, we were constantly subjected to experiments of drinking air from an empty cup or dressing up as dolls. Krzysztof, in my opinion, was a little worse than Lidia. He was obnoxious at play time because he would take us and hug us very tightly, and I would even say unconsciously choke us. My mother Ania and I had it worse than Natalia had it with Henryk. My mother told me that the first time our owners hugged each other, Heniek hugged his girlfriend so tightly that he almost broke her bones. It was still when they met as high school students. Only that our owners hugged each other out of love, and Krzysztof wanted to strangle us for no one knows why. We also had no peace at night, because of the constant crying that kept us awake. From the morning it was the same, also crying and playing until they both grew up.

January 26, 1934, Berlin — Warsaw

On that day, in the capital of the Third Reich, a non-aggression treaty between Poland and Germany was signed. The peace treaty was to last for ten years, i.e. until 1944. The legally binding document signed in Berlin somewhat eased Polish-German relations.

1934, Westerplatte

Krzyś, as well as Lidia, were nice only at the table, when they threw food under the table for us dogs. Only then did we like them the most, and at other times, we only liked them.

The moment that everyone expected came. For the first time, Natalia’s and Henryk’s children fell ill. They had a fever, a runny nose and a headache. The only advantage was that they didn’t have the strength to play with me. Fortunately, they left my mother Ania in peace, but they still tormented and tormented me. Natalia stayed with them as usual. As a result, she also fell ill. The only healthy man was Henryk. He had to take a leave of absence and take care of everyone.

Zbigniew had been preparing for the trip for a long time. He was supposed to go to Norway, it was his dream. He had already got a job there and had his own house.

On the same day as Zbigniew was leaving, we said goodbye to him. We all went together to the airport, where our common paths diverged. We didn’t see him again.

Christmas was coming. For this special holiday, we invited a few neighbors who lived right next to us. Natalia and Henryk baked a cake and made other dishes. On the table there were all twelve dishes and something to drink. There were special dishes for dogs for me and my mother. We had, for example, meat and bones to chew on. In all the preparations of dishes for the Christmas table, Lidia and Krzysztof and us — the dogs — interfered a bit. The children were only one year old, but they could already pronounce some words and kept shouting: Mama! Dad! Me and my mother, on the other hand, walked under the feet of our owners, thinking that they would give us something, more than this dry food and special dishes. The dog food was so dry that I thought I was eating sand from the Egyptian desert of the pharaohs. When everything was prepared and the guests arrived on time, we started singing Christmas carols. Later, Henryk was given a task by Natalia to look for when the first star would fall. Henry got bored of standing by the window after ten minutes and in my opinion he lasted a long time. Because he didn’t feel like it anymore, he cut out a white star from a piece of paper and stuck it on the window. Then he deceived everyone, except for me, of course, because I was watching him all the time. After all, how would I know that? Later, everyone shared the Christmas wafer and ate Christmas Eve dinner. I tell you that we ate because a little something from Lidia and Krzyś fell under the table and we had food prepared from our owners. We sang carols for the second time, each in his own language. People by their human voices, and we — dogs by their dog’s tongue, barking all the time. Everyone also received a gift. I got a dog bone, my mother also got the same thing. The difference between me and my mother was that I got a larger blue bone and my mother got a smaller, pink one. In my opinion, human friends have received very bad gifts. These were mugs, atlases and other books, pillows, ceramics and clothes. I wouldn’t want to get such things as a Christmas gift. The biggest surprise was made by Henio to his wife. He gave Natalia something very special, it was a ring made of crystals. These crystals were obtained from mines in distant Saudi Arabia. They were like a mirror that is so clean and transparent that you could look at yourself in them. All the guests and us — dogs, but Natalia was surprised the most. After all, there are few men like Henryk. To my dog’s eye, they were very well matched.

1935, Westerplatte

One Saturday, when Henryk had free time from work, he was organizing all the photos they took together. Putting them together for the album, they were accompanied by various emotions. There was crying, happiness, laughter, longing, emotion and pain. These were all kinds of photos from their birth to the times when they were married and had shares, as well as their ancestors, successes and failures, family, even me and my mother were there. Photos taken with me always caused laughter and happiness in Natalia and Henio. On the other hand, the photos of our loved ones, who are no longer with us, caused pain, longing, emotion and crying. Laughter and remembering how it used to be developed with photos from the educational path. Reminding them of what it was like in elementary school, when they went there together, was cool for these two. Teachers, friends, and tests and grades were nice memories. They felt like in the old days. Natalia and Henryk had common teachers, although this was not always the case. Such an example is the mathematics teacher, who was also Henio’s tutor. She was the best teacher in their opinion. She was not the only example of religion, history, social studies, chemistry, biology, geography, art, technology and music. They had separate teachers from subjects such as Polish, English, German, physics, and physical education. Memories of them, shared experiences, help they received from teachers, lessons with them, support received, will never disappear from the memory of Natalia and Henryk.

The next day, a new person moved in next to us. It was an elderly woman with light curly hair. When we went outside, we met this old woman. She turned out to be Natalia and Henio’s former math teacher from primary school. They met immediately. The teacher, although he taught thousands of students, also got to know them. We invited her to our place. They sat together and reminisced about the good old days, and I lay next to them, listening intently. Apparently, Natalia and Henryk, through their memories of teachers, recalled one of them.

A very important holiday in the lives of Natalia and Henryk was coming. It was Valentine’s Day. Henio had been thinking for a long time what he would do for his beloved Natalia. Especially for her, he booked a house by the lake in Janków Dolny. He thought that the place where he proposed would also be a good place for this special holiday. Natalia and her super boyfriend went there for two weeks. At that time, my mother and I stayed with a new neighbor. Although not so new, because she moved into our street three months ago, but she is the newest neighbor. Lidia and Krzysztof also stayed with us. So they had a lot of time to do whatever they wanted with the poor little dogs. The happy couple had a great time on a mini love vacation. Every day they swam in the lake, walked in the forest and went to singing concerts. Although they had a booked house, they also slept in a tent, making a bonfire next to it. For us dogs, time flew by slowly and very unpleasantly. Lidia and Krzyś must have had a quick and fun time, because they played with us dogs all the time, which was not very pleasant for us, just boring and tiring. Natalia and Henryk only when they arrived, they started to tell us everything as it was, one by one. Natalia was talking more, and Henryk was sitting next to him and doing nothing, but that’s always the case, Natalia talks more, and Henio sits and listens. Two weeks may seem like a lot, but for this couple who love each other very much, it was like one day. They had the best. Time will always fly by so quickly that they don’t have time to murmur, and here the whole day has already flown by.

25 January 1936, Westerplatte

On that day was Natalia’s birthday. She is twenty-seven years old. Henryk together with us — dogs — prepared a birthday party for his girlfriend. There were blue balloons, blue — Natalia’s favorite color, green, yellow, pink, orange and purple. When Natalia returned home, a melody with romantic notes was to be played. Henio even made a birthday cake himself. It was small, but it had four heels. Each floor had its own symbolism. From the bottom, the first floor was me with my mother Ania, the second floor was Lidia with Krzyś, the third floor was Natalka with Heniek, and the fourth floor at the very top, symbolized our whole family, in which Natalia is the most important. After Henryk’s words, Natalka was moved. As a gift, Henio’s wife received a large bouquet of beautiful roses, finally beautiful flowers for a beautiful girl and a car. This vehicle with four round circles was supposed to be only for Natalia. Henry later taught his beloved to ride. We ate everything together, and later, because it was not the end of surprise gifts, it was Henry who invited his only love to the cinema. They went there with their children, we — dogs for some reason for some reason, we couldn’t go with them.

02 February 1936, Westerplatte

Natalia’s birthday was January 25, and Henry’s birthday was February 2nd, a week later. Heniu was already twenty-eight years old. He was one year older than Natalia, but there was a moment when they were the same age. That period was just that week, between Natalia’s and Henryk’s birthdays. This time, it was Natalka who took the matter into her own hands, in the preparation of a birthday party for her beloved husband. There was no cake, instead there was a fruit salad, there were also no balloons and melodies. Natalia had bought tickets for a football match in advance. The Polish national football team was supposed to play a match against Germany at their stadium in Warsaw, just on the same day as Henryk’s birthday. Henio was at work that day from seven to ten o’clock, so he only went to work for three hours. As soon as he returned home, it was Natalia who told him about this surprise birthday gift. When Heniek heard this, he jumped so high that he almost made a hole in the ceiling with his own head. The match was for the evening hour, and due to the fact that it was winter, it was already very dark at 3 p.m. They took everything that could be useful to them and went to Warsaw, and me and my mother stayed once again with this old lady who was constantly checking the students” math work. Natalia and her family, after seven hours, were already there. The match between Poland and Germany ended in a draw. The first goal was scored by us — the Poles, but in the second half of the match the guests drew. I said that we — Poles, because I am a dog and dogs do not have their own nationality, I feel as if I was Polish. After the match, they went to the hotel that Natalka had booked earlier. She thought of everything. They stayed in the capital of our country for a week. They visited everything there was to visit, from old markets to cultural and entertainment venues. Entertainment venues were Natalia’s favorite place. After a week, they came back home.

1937, Westerplatte

Four years ago, Lidia and Krzysztof were born. When they were about to give birth, it was holidays. Natalia and Henryk decided to make them a birthday party at the Polish seaside. They decided that the Baltic Sea would be a good place for such a birthday party. The owners didn’t leave us — the dogs at the neighbor’s, but we also went. I was very happy about it. The trip was supposed to be a one-week trip. We didn’t have that far to the seaside, we got there very quickly. First, we went to the hotel that we had already booked before. This hotel was right by the sea. We got a big room with a huge balcony. When you went out to this balcony, you could admire the beautiful landscapes, blue-green-turquoise sea with a beach. These views were amazing, like from dream dreams. We swam in the sea every day. Although it was not an easy thing. Swimming was very difficult because of the waves, which were so strong that they drowned, took us under water. We also had fun on the beach. We made bundt cakes, built sand castles, or buried each other in the sand. In the evenings, when Lidia and Krzysztof went to bed, Natalia and Henryk stayed on the balcony for a while. After all, why shouldn’t they do it when they had beautiful romantic views in front of them. They always sat there in the evenings, for all the days of their stay.

We arrived at the seaside a few days earlier than Lidia and Krzysztof had their birthdays. Their birthday was exactly on the last day at the Baltic Sea. On the occasion of their birthday, we went to a concert. In my opinion, Natalia and Henryk came up with these musical games too many times. At the concert, children danced and had a great time, holding balloons in their hands. On the other hand, we dogs were a little scared, because all the people who were there were screaming very loudly and almost trampled us with their feet. There were also fireworks and balloons, which I was very afraid of. Fortunately, we were not there for long. Right after the concert, we went to a restaurant for a birthday cake. It was clear that it was a very decent restaurant, because they let us in — the dogs. After a week we returned home.

When Lidia and Krzysztof were four years old, they went to kindergarten. Then Natalia returned to her job as a math teacher at school. For us — dogs, the fact that Lidia and Krzyś went to kindergarten was a big relief. On this day, the games with them finally ended. Strong hugging or subjecting us to experiments of drinking air from a cup is over. They had so many activities in kindergarten that they did not have the strength to do anything after coming home. In the educational institution, Lidia and Krzysztof learned to write, read and adapt to life in society, cooperate and communicate.

The new year was coming, and with it more fireworks. The year 1937 was ending and 1938 was beginning. On that day, all shops were closed. For this reason, my owners did the shopping earlier. The new year always looked the same as the previous ones. First, we listened to the melody on the radio, which stayed with us until we went to bed. Natalia and Henryk, taking into account the fact that we dogs were afraid of fireworks, did not shoot them. They always took into account that when we heard the fireworks, we were terrified, so they did not shoot them themselves. When we saw these colorful fireworks, with this loud gunshot that could be heard during the shot, it was a massacre for us. Unfortunately for us, people always set off fireworks, even before the celebration. I don’t know why anyone needed it? Even though people know that some animal beings are very afraid of such things, they still do it. Henryk walked us to the basement, where fireworks were much less audible, but what if we were both there alone. Two small dogs, one older parent — mother Ania, and the other young, the daughter of this parent — me, we had to face this challenge for a few hours. While we were sitting downstairs, our owners and their children were having a great time upstairs. They listened to the melody on the radio and looked out the window at the fireworks. Apparently, they were not afraid. The worst thing happened when midnight struck, at twenty-four o’clock. Then people started shooting fireworks several at once. They were everywhere. With great difficulty, but somehow we survived that evening. When it calmed down, Henryk came for us. We have never been able to fall asleep peacefully after such experiences. In such moments, I was lying between Natalia’s legs, and my mother was lying between Henryk’s legs.

1938, Westerplatte

Easter has always been different from Christmas. They looked different, there were different dishes, a completely different tradition of celebrating this holiday. At Christmas there is a Christmas tree, borscht or carols are sung, and at Easter there is an egg, a lamb and a holy candle. In the morning, Natalia, Henryk with Lidia and Krzysztof went to the church with a basket to bless it. The basket, which was huge, contained only delicacies: ham, bread, chocolate, butter, egg and many other things. They even put mine in there, and we have a bone, which was later blessed, so that we buried it in the garden. When we had already eaten Easter breakfast, Natalia and Henryk decided that we would go for a longer walk to a park that was outside our city. Then Lidia and Krzysztof made a lot of noise. They could already have more words and only when they didn’t like something, they immediately started shouting: No, mom! No, dad! It was this word, which they had enriched themselves with and was very much needed, that was the word „no”. Despite the opposition, we finally went to the place that our guardians had come up with.

A day was coming that I liked very much, that day was the Children’s Day. Why is my favorite day children’s day? Because I don’t get gifts from Natalia and Henryk, but from my mother. On this one day of the year, I have a gift from my parent. In other years, I got socks to chew on, a bone, a ball, cookies, my favorite dish, a toy, a squeaker, a winter hat — also to nibble on. This year, however, I got a large playground, which was created in our garden, my mother’s structure. These were dug holes in the ground that joined together and formed a tunnel. Playing in them was very fun. From then on, I went outside every day to play. I didn’t look at whether it was raining, snowing, hailing or whether it was a hot, frosty day. I just didn’t pay attention to the weather. I went out into the garden, even when I was sick. Playing on the playground built by my mother gave me a lot of pleasure.

My mother Ania was getting older, she was twenty-two years old. Unfortunately, whether someone wanted it or not, it was the end of her life. The last years, months, weeks, perhaps days, separated her from death. Despite frequent visits to the vet, her health deteriorated more and more. Every day she was given medicines, after which instead of getting better, it only got worse. She slept all day and all night, and whenever she wanted to go outside, she barked very loudly. She also barked at night. She had no appetite, she didn’t eat anything for days. She could not get up from the ground on her own, so Natalia and Henryk always helped her.

My mother’s time is running out. Her last moments were one of the Monday days. When she went out into the garden with Heniek, who later had to go to Natalia, who called him through the window to help her, she took the opportunity and ran away. When Henryk came back, he saw that Ania was not there. He informed Natalia about the whole event and together they decided to search. Although the weather was not favorable, because it was evening and it was raining, they did not give up looking for my mother. After an hour, Natalia returned to the children, but Henry continued to look for Ania. After many hours, he found her, but it was too late. My mother was lying stiff, under one of the trees on the grass by the street. They say that when a dog knows that these are his last moments, he walks away from his loved ones so that they do not look at his death. I think my mother knew that the years were passing and her time with me was ending, so she set off on her last journey.

1938, Third Reich — Austria

Germany violated the Treaty of Versailles in a variety of ways, from resuming arms production to armed assaults on its neighbors. In 1938, Germany invaded Austria. The Third Reich violated the treaty ending World War I by merging with Austria.

1939, Westerplatte

Lidia and Krzysztof graduated from kindergarten in June. They could pronounce more words, memorized the alphabet, recited short and easy poems, and could even write some words. After two years in kindergarten, they became more pleasant and nicer to me. They stopped hugging me tightly, dressing me up in doll outfits, or subjecting me to experimental experiments of drinking air from a cup. They understood that animals are not toys, but living beings. It was a very big plus, but there were also bad sides. With age came the ability to shout louder and louder, which Lidia and Krzysztof abused in frequent games.

After the holidays, my owners” children went to primary school. Lidia and Krzysztof had been preparing for a week. They were accompanied by stress, anxiety, and on the other hand, happiness and a smile on their faces. They knew that by going to the first grade, they would have new friends, a tutor, teachers, that they would belong to a different group. They had to be prepared for the environment, it was not known whether other children would be nice or mean and would not play any unpleasant pranks. Unfortunately, they did not live to see the start of the new school year.

01 September 1939, Westerplatte

Do you remember how at the very beginning I said that my life was cheerful and funny? It was one day that these pleasures ended forever in my life. I also mentioned that my life was not the happiest and it does not end well. It was on the first day of September 1939 that everything ended.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 47.25
drukowana A5
za 217.4
drukowana A5
Kolorowa
za 271.39