„Jesteś miastem mych snów,
Przewodnikiem w potrzebie,
Jesteś niebem, a ja
Piłatem dla Ciebie…”
Robert Jeżewski, Ice Machine
„Bez Ciebie”
Odszedłeś
Odszedłeś nagle tak,
Nie wziąłeś z sobą mnie,
Zostałam sama tu,
Nie mogę zbudzić się.
Tuliłeś zawsze mnie,
Karmiłeś szczęściem wciąż,
Mówiłeś: żonko ma,
A ja do Ciebie: mąż.
Radością byłeś mą,
Ja uwielbiałam Cię,
Tak dobrze było nam,
Tak kochaliśmy się…
Zostały setki zdjęć
I kilka Twoich róż,
Zadzwonił z pracy ktoś,
Że nie powrócisz już…
Odszedłeś nagle tak,
Nie wziąłeś z sobą mnie,
Zostałam sama tu,
Już nie odnajdę się…
Czas Rozstania
Mówiłeś mi,
Że będziesz zawsze ze mną,
Wierzyłam Ci,
Że róże Twe nie zwiędną.
Zwodziłeś mnie,
Że jestem numer jeden,
Zraniłeś mnie,
Odcinam się od Ciebie.
Zakryłeś nasze niebo
Milionem czarnych chmur,
Nie czuję już niczego,
Uderzam głową w mur.
Nie widzę już
W Twych oczach uwielbienia,
Wśród Twoich róż
Nie czuję uniesienia.
Nie starasz się
Niczego uratować,
Kto wiedział, że
Będziemy tak żałować.
Spoglądam w Twoje oczy,
Coś poróżniło nas,
Tak dziwnie się to kończy,
Rozstania nadszedł czas.
Daj Znak
Twój strach
Przenika me ciało,
W mych snach
Wciąż Ciebie za mało.
Mam tak,
Że nie wiem co robię,
Od lat
Wciąż myślę o Tobie.
W oceanie marzeń, snów,
Stoję wciąż u Twego boku,
Proszę spojrzyj na mnie znów,
Wskaż mi drogę pośród mroku.
Dziś wiesz,
To mogło się udać.
Czy chcesz
Mnie wreszcie wysłuchać?
Daj znak,
Wypowiedz te słowa,
Wiem jak,
Już jestem gotowa.
Moje błędy ranią nas,
Nie wiedziałam, że tak boli,
Nadszedł już najwyższy czas,
By z cierpienia nas wyzwolić.
Paranoja
Ostatni raz
Kończę wzdychać i rozpaczać,
Kolejny raz
Proszę, przestań mnie osaczać.
Nie zniosę już
Szeptu twoich czarnych powiek,
Sam nie wiem już
Co się kryje w mojej głowie.
Nie mogę spać,
Znowu czytam wiersze Twoje,
Próbuję wstać,
Lecz rozdarłaś mnie na dwoje.
Gdzieś w ukryciu w głębi lasu,
Ścieram ślady szminki Twojej,
Potrzebuję więcej czasu,
By okiełznać paranoję.
Myślę, krzyczę, czekam, biegnę,
Patrzę, tęsknię, liczę, wołam,
Wciąż powtarzam: nie ulegnę,
Martwa pustka dookoła.
To Już Koniec
A więc to już koniec,
Sam zdecydowałeś,
Puszczasz moje dłonie,
Ważny test oblałeś.
Dłużej już nie zniosę
Spojrzeń pełnych winy,
Szeptów drżącym głosem
I fałszywej miny.
Ktoś zobaczył Was przypadkiem
W centrum miasta przytulonych,
Całowałeś ją ukradkiem,
Miało nie być serc zranionych.
Znowu gorzkie łzy przełykam,
Widać byłam nie dla Ciebie,
Za zakrętem życia znikam,
Nie oglądam się za siebie.
W Twoich Murach
Twój idealny świat,
Nie czułam się w nim dobrze,
Miał przecież być bez wad,
A wszystko było gorsze.
Stworzyłeś gruby mur,
Spowity marzeniami,
Miał w sobie wiele dziur,
I stał pomiędzy nami.
Wszystkie twoje ideały,
Potargane wiatrem życia,
Jak obłoki odleciały,
Miałeś wiele do ukrycia.
Byłeś pewny, że się uda,
Zabłądziłeś w gęstych chmurach,
Dla mnie była to ułuda,
Zostań sam w tych swoich murach.