Wstęp
Zastanawiałem się, jaki nadać książce tytuł. Tropienie freestyle? Dlaczego właśnie tak. Poznałem wiele szkół oraz szkoleniowców uczących tropienia. Każda szkoła, według ich trenerów, była najlepsza i jedynie słuszna. Moim zdaniem wszystkie prezentowały wysoki poziom, ale miały też swoje mankamenty i niedoskonałości. Nie każda szkoła była również odpowiednia dla danego psa. W mojej opinii metodę trzeba dopasować do psa, a nie psa do metody. Wybrałem taki tytuł, ponieważ przedstawiam w książce kilka metod, z różnymi, dowolnymi propozycjami modyfikacji. W książce opisane są proste metody, przedstawione klarownym językiem, bez skomplikowanych mechanizmów omawianych w sposób naukowy i z użyciem trudnej terminologii. Książka powstała po to, by zainteresować tropieniem przeciętnego właściciela psa, którego nie stać, by korzystać z kursów, szkoleń za „milion złotych”. Starałem się podpierać literaturą fachową, często rodzimą, częściowo już zapomnianą, bo to przecież nie moje autorskie metody, nie mój dorobek badawczy. Ja tylko starałem się coś wydobyć, coś zaakcentować, coś zmodyfikować i przedstawić w prosty sposób. Jest to ściśle powiązane z moim doświadczeniem w pracy z psami. W przygotowaniu znajduje się część druga, w której skupiłem się na szczegółach, niuansach pracy tropieniowej, ze szczególnym naciskiem na trudne nawierzchnie oraz ćwiczenia techniczne — po prostu wyższy stopień.
Moje życie z psami
Psy były obecne w moim życiu praktycznie od zawsze. Odkąd pamiętam, w naszym domu był pies. Mieszkały z nami też psy, których nie pamiętam, bo byłem zbyt mały. Pierwszym pieskiem, którego pamiętam, był Puszek — mały czarny kundelek z dłuższą sierścią, białymi skarpetkami i białym krawatem. Pamiętam, jak dumnie biegał z zakręconym do góry ogonkiem. Teraz mam świadomość, że z tym pieskiem już zaczynałem swoją przygodę szkoleniową. Jako kilkuletnie dziecko nauczyłem go podawać łapę oraz tańczyć ze mną na dwóch łapkach.
Później przyszła kolej na psa — mieszańca owczarka niemieckiego. Należał do mojego brata, miał być takim psem jak Cywil, policyjny pies z popularnego wówczas serialu telewizyjnego. Pies — prawdziwy bohater i mój idol do dnia dzisiejszego. Wujek dał mi książkę na temat tresowania psów i próbowaliśmy go z bratem szkolić. Nie do końca nam to wychodziło, a koledzy wołali za mną „aport”, choć nie wiedzieli nawet, co to znaczy. Pies ten doskonale chodził na smyczy, równiutko przy nodze. I do dzisiejszego dnia wspominam, kiedy zabierałem go, oczywiście bez wiedzy rodziców i starszego brata, na dzielnicowe chłopięce potyczki. Wiadomo nigdy go nie użyłem, ale razem budziliśmy respekt mimo moich niewielkich gabarytów.
Wszedłem w wiek dorosły, pojawiły się kolejne epizody, a wraz z nimi mój kolejny pies — sznaucer olbrzym Kiro — przepiękny, inteligentny. Kupiłem go od hodowcy za jakieś małe pieniądze, ponieważ miał źle przycięte uszy — tak, dobrze czytacie — i stał się dla niego bezwartościowy. To do tego psa przyjechał pierwszy szkoleniowiec i testował go, jak się zachowuje przy obronie przewodnika. Pierwszy raz widziałem, jak pies gryzie rękaw. Był to pan Piotr, pasjonat, z którym mam do dziś kontakt i czerpię od niego wiedzę. Pies, niestety, zachorował na nowotwór i bardzo szybko odszedł.
Tak na poważnie, prawie profesjonalnie, zaczęło się od owczarka belgijskiego malinois. Był to pies, który złamał szczękę jako szczeniak i stał się bezużyteczny dla swego właściciela. Ja go zabrałem i to był mój pies, który pozwolił mi poznać, co znaczą psie zęby i co to jest posłuszeństwo. Tego wszystkiego nauczyła mnie właśnie ta suczka — Saba. Oczywiście, wszystkie błędy szkoleniowe, jakie mogłem popełnić, popełniłem właśnie w czasie jej trenowania. Zacząłem brać udział w różnego rodzaju szkoleniach, seminariach. Często występowałem w roli obserwatora, by zobaczyć, jak pracują inne psy i uczyć się od ich przewodników. W pewnym momencie moje zainteresowania poszły w kierunku pracy węchowej, szczególnie tropienia. Najpierw typowy sport, później tropienie użytkowe oraz praca psów specjalistycznych do wykrywania różnego rodzaju substancji. Zacząłem regularnie uczestniczyć w szkoleniach Polskiego Związku Instruktorów i Przewodników Psów Służbowych. Tam między innymi poznałem szereg wspaniałych ludzi oraz grup, z którymi do dnia dzisiejszego utrzymuję kontakt i wymieniam się doświadczeniami.
Następnie doszedł drugi pies, flat coated retriever o imieniu Heban. Zacząłem z nim ćwiczyć tropienie użytkowe. W tym czasie bliżej zacząłem współpracować z Jarkiem, moim przyjacielem, który miał chyba największy i najbardziej pozytywny wpływ na moją pracę. Razem ćwiczyliśmy: on ze swoim owczarkiem niemieckim, a ja z flatem. Jarek nie jest zawodowym instruktorem ani przewodnikiem, posiada jednak bardzo szeroką wiedzę, a co ważniejsze — umiejętność rozumienia i analizowania psów. Najbardziej wartościowe były dla mnie rozważania przy kawie, dotyczące tego, co jak zrobiliśmy, dlaczego tak, a nie inaczej oraz planowanie dalszych szkoleń. Ta analiza była najważniejsza.
Następnie po jakichś wspólnych ćwiczeniach z Małopolską Cywilną Grupą Poszukiwawczo — Ratowniczą dziewczyny z tej ekipy namówiły mnie, by spróbować ratownictwa. Wcześniej miałem już kontakt z grupami ze Słowacji i GOPR-em, jednak to dziewczyny z Małopolski zachęciły mnie do ćwiczeń przygotowujących psa do egzaminu ratowniczego, który udało mi się zdać. Niestety, czas i forma akcji nie pozwalały mi na pójście w tym kierunku. Na poszukiwanie osób trzeba być gotowym zawsze, przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, a ja na to nie mogłem sobie pozwolić z różnych względów.
Wtedy zainteresowało mnie szkolenie psa w kierunku wyszukiwania zapachu zwłok ludzkich. Namówił mnie do tego kolega Paweł, z którym wspólnie ćwiczyliśmy. Początki były trudne, próbki pseudozapachów drogie i niedostępne. Okazało się, że w tamtym czasie naprawdę niewiele osób posiadało wiedzę i umiejętności z zakresu szkolenia psów w tym kierunku. Tu znowu dużo nauczyliśmy się w PZIiPPS, nieco w GOPR oraz od przewodników psów służbowych policji i przewodników zagranicznych. Uczestniczyliśmy też w szkoleniach na Słowacji i w Czechach, gdzie istniało nieco inne podejście.
W tym czasie zostałem zawodowym przewodnikiem. Uczestniczyliśmy w kilkudziesięciu akcjach poszukiwawczych ze swoim psem, niektóre z nich kończyły się trafnymi detekcjami. Jako już zawodowy przewodnik uczestniczyłem w kilkuset akcjach czy zdarzeniach kryminalnych, w których były używane psy. Miałem okazję w ten sposób poznać wartość psa w takich chwilach: skuteczność, ale również jego niedoskonałości. Z tego doświadczenia powstał obraz idealnego psa i idealnego szkolenia. Jednak praktyka i życie weryfikują pewne kwestie. Stąd pomysł na napisanie tej książki — aby każdy właściciel psa mógł z nim popracować, odnosić sukcesy i czerpać radość. Drugą kwestią jest to, że powstało wiele szkół, wiele grup. Nie chcę podważać niczyich kompetencji, jednakże przerażają mnie dwie rzeczy. Pierwsza z nich to koszty szkoleń, które są bardzo wysokie i przeciętnego człowieka nie stać na nie. Tymczasem to nie ma być zajęcie dla elit. To ma być zajęcie dla każdego miłośnika psa, który chce z nim pracować. Drugi element — i tu może będę niepopularny — dotyczy tego, że powstały grupy hermetyczne, które nazywam czasem towarzystwami wzajemnej adoracji. Przykładowo, przeczytałem w internecie, że organizowane są otwarte próby pracy psów tropiących. Z naciskiem na słowo „otwarte”. Postanowiłem się zgłosić w celu sprawdzenia i weryfikacji naszych umiejętności. W rozmowie telefonicznej usłyszałem, że muszę zdać dwa pierwsze stopnie. Oczywiście, została podana cena za egzamin, nawet nie była to cena zaporowa. Kiedy się zgodziłem, usłyszałem, że raczej nie mam szansy zdać, ponieważ nie uczestniczyłem w szkoleniu organizowanym przez ich grupę. Stąd moje pytanie: jakie otwarte próby? To była jedna z głównych motywacji do napisania tej książki.
Jeżdżę co jakiś czas na różne spotkania szkoleniowe czy to na Słowację, do Czech czy na Węgry i te spotkania polegają na wzajemnej wymianie doświadczeń. Nikt nie żąda zapłaty za szkolenia i myślę, że to jest prawdziwa misja i kierunek, w jakim powinniśmy iść. Zdaję sobie sprawę, że ta pozycja jest niedoskonała, posiada wiele mankamentów, może wręcz błędów. Każda konstruktywna uwaga jest dla mnie cenna, nawet jeśli ktoś się ze mną nie zgadza.
Dlaczego praca
Warto pracować z psem z wielu powodów. Każdy posiada zapewne szereg własnych. Nie chcę się powtarzać i powielać innych autorów. Nie chcę też wymyślać górnolotnych teorii. Piszę, co dla mnie jest najważniejsze, dlaczego ja to robię. Na początku muszę zdefiniować pojęcie pracy z psem. W tym wypadku nie chodzi o rodzaj pracy czysto zarobkowej, lecz o szkolenie, ćwiczenia, zabawę, czyli pewien zespół czynności wykonywanych z psem. Najwięcej satysfakcji daje mi praca z psem w sferze psychicznej, pomaga mi w zachowaniu pewnego rodzaju higieny umysłowej. W kontakcie z psem się uspokajam, realizuję się, postępy czynione przez psa dodają mi poczucie wartości i spełnienia. Kontakt ze zwierzęciem, przyrodą, psychiczny i fizyczny wysiłek pozwalają odreagować i utrzymywać dobrą kondycję. Wykorzystanie nabytych umiejętności przez psa w sytuacjach życia codziennego dodaje tej pracy pewnego utylitaryzmu. W moim przypadku moje psy były i są używane w akcjach poszukiwawczych. Taką najbardziej spektakularną była akcja w KWK Zofiówka w 2018 roku, w trakcie której poszukiwaliśmy zasypanych górników. W czasie tej akcji wskazania psa pozwoliły na odnalezienie ciała ostatniego z zaginionych górników i w ten sposób zostało ograniczone ryzyko dla biorących udział w akcji ratowników, nie wspominając o kosztach. Jeden pies uczestniczy w zajęciach dogoterapii, ale to już jest nieco inny, szerszy temat. Pies też jest pewnego rodzaju barometrem naszego nastroju, naszych uczuć. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z naszego nastroju, ale pies nam to pokazuje i uświadamia. Przypomina mi się taka sytuacja, w której po jakiejś sprzeczce z żoną poszedłem szkolić mojego Hebana. Myślałem, że to dobry sposób na odreagowanie. Tego dnia nie wykonywałem z psem żadnego ćwiczenia. Pies swoim zachowaniem uświadomił mi stan psychiczny, w jakim się znajduję, to, że nie nadaję się do żadnych zajęć. Kładł się na plecy przed moimi nogami i nie przejawiał chęci do pracy. Prowokował mnie do głaskania i w ten sposób mnie wyciszył. Można powiedzieć, że w psim języku powiedział mi: „chłopie, wyluzuj, wycisz się, tego teraz potrzebujesz”.
Paca z psem scala rodzinę. Moi synowie szkolą ze mną psy. Spędzamy w ten sposób dużo czasu ze sobą, mamy okazję, by w spokoju, na łonie natury porozmawiać na różne tematy, głębiej poznawać się i rozumieć. Tam nie ma komputerów, smartfonów i w ten naturalny sposób bez siły i bez przymusu odciągam ich nieco od tych wynalazków współczesności. Nawet żona połknęła bakcyla, ukończyła kurs dogoterapii i uczestniczy z psem w zajęciach.
Chcę też wspomnieć o tym, że dzięki pracy ze swoimi prywatnymi psami zostałem zauważony i spełniło się moje marzenie oraz cel zawodowy. Zostałem zawodowym przewodnikiem psa służbowego. Miałem dylemat, czy podejmując pracę jako zawodowy przewodnik, nie utracę swojego hobby, jakim były psy. Stało się jednak inaczej. Dzięki pracy zawodowej mam okazję poszerzać swój warsztat poprzez szkolenia, kontakt i wymianę doświadczeń z innymi przewodnikami, jak też poprzez codzienną służbę z psami oraz udział w szeregu różnego rodzaju akcjach i działaniach. Czy może być lepsza praca zawodowa niż ta, która częściowo stanowi hobby? Dzięki psom znalazłem sporo nowych znajomych w kraju i za granicą.
Dotąd pisałem bardzo egoistyczne, co praca z psem zapewnia mnie osobiście. Myślę, że równie dużo ta praca daje samym psom. Pogłębiamy i rozwijamy relacje stadne pies–przewodnik, rozwijamy psa pod względem psychicznym i fizycznym. Dzięki zajęciom z psem w różnych środowiskach socjalizujemy go. Pies staje się spokojny, nie boi się, nie stresuje i nie zaskakują go żadne życiowe sytuacje. Myślę, że szczególnie praca węchowa stanowi dobry element terapii dla psów lękliwych. Pies poprawia również swoją kondycję fizyczną. A nie ma bardziej szczęśliwego psa niż zmęczony pies. Psy są zwierzętami stadnymi. Ich przodkowie, by przeżyć, musieli polować, współdziałać ze sobą w grupie. Taka wspólna praca z człowiekiem to namiastka tego, co leży w ich naturze — pozwala pobudzać i rozwijać ich pierwotne instynkty. Dajemy im okazję do wykorzystania ukształtowanych w czasie ewolucji zachowań. Mój kolega Andrzej powtarza: „szczęśliwy pies to zmęczony pies”. Żadnym spacerem, nawet długim, nie jesteśmy w stanie zmęczyć psa. W czasie krótkiej, dziesięciominutowej sesji szkoleniowej psa zmęczymy bardziej niż w trakcie długiego spaceru. Zamiast nudnych spacerów na smyczy w tych samych miejscach pies poprzez zajęcia węchowe wyszaleje się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Zauważycie, że naprawdę nie ma bardziej szczęśliwego psa niż zmęczony pies. Brak stymulacji fizycznej i psychicznej ściśle wiąże się z przyczyną nerwowego i stresopochodnego zachowania wielu psów. I tu powoli przechodzę do meritum, dlaczego praca węchowa.
Ten rodzaj zajęcia zmusza zwierzę do uruchomienia wszystkich zmysłów, uczy koncentracji, wytrwałości, współpracy, odpowiedzialności za stado i zapewnia psu to błogie zmęczenie. Gdy wracamy z treningu lub z poszukiwań z moimi podopiecznymi, psy potrafią się wyciszyć, uspokoić i przespać całą drogę powrotną, nieraz bardzo długą. Powracając do spacerów z psem, dla zobrazowania zgodnie z odczytami GPS w czasie przeszukania terenu moje psy pokonują 3–4 razy więcej metrów niż przewodnik. Przy tej okazji używają swoich zmysłów, w tym głównie nosa, analizując wszelkie zapachy. Drogę, którą przebywam w tym samym czasie co psy — ja średnio około 5 km (w zależności od rodzaju terenu i trudności), a one 15–20 km. Oznacza to, że poruszają się 3–4 razy szybciej ode mnie. W tym czasie pies musi cały czas pilnować terenu, w którym się znajduje, aby zbytnio nie oddalić się od przewodnika. Musi się koncentrować na środowisku, podłożu, napotykanych przeszkodach, sam musi zadbać o swoje bezpieczeństwo. Nie może też zapomnieć o celu, w jakim znajduje się w terenie, czyli o zapachu, którego szuka. Taki trening, wysiłek daje gwarancję, że pies nie będzie znudzony, nie będzie sobie sam znajdował zajęcia, niszczył w domu przedmiotów itp. Nie ma też problemów z samodzielnym oddalaniem się psów z posesji. One wiedzą, że mają zaspokojone wszelkie potrzeby. Zaznaczam, by nie zniechęcić ani nie przerazić tymi przebytymi kilometrami, że takie dłuższe zajęcia czy poszukiwania z psami przeprowadzam raz w tygodniu. Codziennie jednak, odpowiednio do możliwości czasowych, odbywają się takie pięcio-, dziesięciominutowe sesje treningowe czy to z posłuszeństwa, czy jakieś zajęcia węchowe. Wykorzystuję w tym celu przerwy w zajęciach domowych czy pracach na posesji, a nawet sytuację, w której wjeżdżam samochodem przez bramę — chowam wtedy psu zabawkę i zanim zaparkuję samochód, pies zazwyczaj odnajduje przedmiot. Od psa domowego, typowego towarzysza, wymaga się, by siedział spokojnie, nie myszkował za zapachami, nie oszczekiwał. U psów pracujących te elementy do końca nie są pożądane, ale jeśli pies zaspokaja swoje instynkty poprzez pracę i w ten sposób odreaguje, możemy wykształcić w nim cechy idealnego towarzysza domowego.
Myślę, że nie wymieniłem tu wszystkich korzyści i że każdy z nas znajdzie jeszcze swoje własne, a po krótkim zastanowieniu pojawi się jeszcze wiele innych, które można by dopisać.
Cel szkolenia psa tropiącego
Na samym początku należy sobie postawić cel, jaki chcemy osiągnąć z psem. Zaznaczam, że trzeba sobie stawiać ambitne cele, aczkolwiek ich osiągnięcie zapewne nie będzie należeć do łatwych. Często kierujemy się wizjami psów — bohaterów filmowych, niestety tam zwierzęta te wykonują rzeczy wręcz niemożliwe. Ustalmy, że to postacie fabularne, często sceny są powtarzane kilkakrotnie, montowane i dodatkowo prezentowane przez kilku dublerów. Jednakże gwarantuję, że przy pełnej konsekwencji wobec siebie i psa, systematyczności i zaangażowaniu jesteście w stanie wyszkolić psa na dobrym poziomie.
Co powinien umieć pies tropiący i w czym ta książka ma pomóc przewodnikowi?
Jedną z podstawowych i myślę, najważniejszych kwestii jest podstawowa umiejętność rozpoznawania zapachów na śladzie. Chodzi tu o rozpoznawanie zapachu poszczególnych osób. Ważne to jest szczególnie przy okazji pracy na śladach na twardych nawierzchniach oraz w miejscach, w których ślady się krzyżują, nakładają czy rozchodzą w różnych kierunkach. Pies, który posiada umiejętność rozpoznawania zapachu poszczególnych osób, powinien pójść w tych przypadkach właściwym śladem. Bardzo blisko powiązane z tym elementem jest rozpoznanie właściwej osoby na końcu śladu, jeśli taka istnieje. Pies powinien umieć wybrać tę, którą tropił. Pies powinien umieć podjąć pracę na śladzie, rozpoczynając od tzw. zatarcia, jak też od nawęszenia z przedmiotu. Myślę, że musi też umieć po takim nawęszeniu odnaleźć ścieżkę śladu. Kolejnym celem szkolenia powinno być nauczenie psa odnajdywania i odpowiedniego oznaczenia przedmiotów osoby na śladzie oraz w jego bezpośredniej bliskości. Należy nauczyć psa przerw w pracy. Może to wynikać z różnych sytuacji — w miejscu działań pojawiły się dzieci czy jakieś niebezpieczeństwo albo po prostu musimy dać psu odpocząć. W większości przypadków psy potrafią odnaleźć odpowiedni kierunek śladu, jednakże tego też trzeba nauczyć psa, aby mieć pewność, że podąża w kierunku odejścia. Powinniśmy się nauczyć „czytać” psa podczas pracy. Wyszkolony pies tropiący winien pracować na różnych podłożach, w różnych warunkach atmosferycznych oraz w zróżnicowanym środowisku — od wiejskiego, poprzez leśne, po miejskie. Powinien umieć pracować na śladzie mimo rozproszeń. Ta pozycja powinna umożliwić zdobycie przez zespół tropiący większość z tych umiejętności.
Teoria zapachu
Aby zacząć pracę węchową z psem, należy poznać zasady teoretyczne dotyczące zapachu, tzn. czym jest sam zapach, w jaki sposób się rozprzestrzenia oraz poznać kilka pojęć teoretycznych, które ułatwią późniejsze zrozumienie treści tej książki. Wiedza ta pozwoli także swobodnie uczestniczyć w fachowych rozmowach na temat pracy węchowej psów. Teoria może jest najbardziej nudna, ale to minimum stanowi podstawę.
Jak to działa
Pies jest zwierzęciem obdarzonym doskonałym węchem i głównie za jego pomocą odkrywa świat. Zwiększona czułość nosa psa wynika przede wszystkim z większej powierzchni nabłonka węchowego wyściełającego jamę nosową. U dużego psa powierzchnia tego nabłonka wynosi 130–150 cm kwadratowych. Dla porównania u człowieka jest to około 3–5 cm kwadratowych. Na tej powierzchni u owczarka niemieckiego można doliczyć się 220 mln komórek węchowych, natomiast w przypadku ludzi to około 60 mln. U psa pracującego nosem zostaje pobudzony do działania ośrodek nerwowy w mózgu, w którym ulokowana jest pamięć węchowa. W czasie pracy pies nie tylko wykorzystuje zmysł powonienia, ale również pracę mózgu. Może się wydawać, że na tej podstawie matematycznie można obliczyć, o ile lepszy jest węch psa. Nic bardziej mylnego, ponieważ dochodzi praca mózgu. Nikt ostatecznie nie potrafi powiedzieć i wyliczyć, ile razy węch psa jest lepszy niż ludzki. Gdzieś przeczytałem, że pies potrafi wyczuć łyżeczkę cukru w basenie pełnym wody, a człowiek jedynie w napełnionej wodą szklance. Myślę, że to tylko opis dla lepszego zobrazowania siły psiego nosa. Jednakże nie zostało to empirycznie nigdzie zbadane ani wyliczone, więc myślę, że w literaturze fachowej takich stwierdzeń nie powinno się przytaczać.
Zmysł powonienia jest jednym z mniej zbadanych przez człowieka. Traktujemy go trochę po macoszemu. Zapach sam w sobie pozostaje jako tako niewymierny, choć istnieją jakieś metody badawcze. Nie potrafimy go dokładnie określić ilościowo. Powiem więcej: zapachu nie potrafimy nawet odpowiednio nazwać. Zwróćmy uwagę, jak mało istnieje słów określających bezpośrednio woń. Barwy nazywamy ich własnymi nazwami, takimi jak na przykład kolor czerwony, zielony. Kobiety potrafią nawet odróżniać odcienie barw, nazywając na przykład odcień żółtego „sienną paloną”. Zazwyczaj zapach określamy jako podobieństwo do czegoś. Zapewne słyszeliśmy nieraz stwierdzenie, że coś przypomina zapach ryby, zapach trawy, że coś pachnie jak kawa. Jednakże nigdy nie jest to jednoznaczne. W okresie ewolucji zmysł powonienia u człowieka został zdegradowany przez inne zmysły, głównie wzrok, który jest u niego lepiej rozwinięty. Jednakże w literaturze oraz wśród ludzi nauki można spotkać się ze stwierdzeniami, że ludzki nos nie jest aż tak upośledzony. Doktor Noam Sobel z Instytutu Weizmanna w Izraelu twierdzi, że ludzie mają wyjątkowy i zadziwiająco dobry zmysł węchu. Człowiek jednak nie wykorzystuje go w pełni lub nie zdaje sobie sprawy z jego możliwości. Istnieje doskonały sposób, by zademonstrować działanie zmysłu węchu u człowieka. Przytoczę tu sytuację, której może doświadczyć każdy z nas. Wyobraźmy sobie codzienne śniadanie, a na stole pachnące ciepłe tosty. Kiedy je spożywamy, okazuje się, że zapach to około 80 procent smaku tych tostów. Przeżuwając pokarm, uwalniamy z jego treści cząsteczki zapachowe, które podgrzewają się w trakcie jedzenia. Następnie wraz z powietrzem przedostają się do wnętrza jamy ustnej, a stamtąd przez gardło trafiają do nosa. Z kolei, kiedy podczas jedzenia wykonujemy wydech, powietrze, które powraca z naszych płuc, zabiera ze sobą cząsteczki zapachowe i wypycha je z powrotem przez tylne wejście nosa. Ten rodzaj węchu nazywany jest węchem retronosowym. Wynika z tego, że ludzie umieją wąchać przez usta. Głównie dzięki temu zjawisku odbieramy tak urozmaicone smaki. Mimo tego posiadamy kubki smakowe, które są źródłem percepcji smaków: słodkiego, kwaśnego, gorzkiego i słonego. Naukowiec, Gordon Shepherd, twierdzi, że smak tylko pozornie tworzy się w ustach, a zależy głównie od doświadczenia zapachu jedzenia. Proste potwierdzenie tej idei stanowi zaproponowane przez niego doświadczenie. W czasie posiłku, może przy okazji spożywania wspomnianych wcześniej tostów, należy zatkać nos i poczuć, że tracimy wtedy dużą część smaku tego posiłku. Zmysł węchu spełnia bardzo istotne funkcje.
Wrażenia węchowe mają wpływ na stan emocjonalny. Istnieje coś takiego jak aromatoterapia. Zmysł węchu dostarcza nam również wielu informacji, na przykład o zagrożeniach, takich jak zapach dymu czy ulatniającego się gazu. Pomaga nam w doborze pokarmu — przykładowo jest to zapach zepsutego jedzenia, które odrzucamy. Pozwala nam zachować stan odpowiedniej higieny — poprzez informację w postaci zapachu potu. Jak widać zapach ciągle stymuluje pracę naszego mózgu.
Podczas gdy początkowa droga odbioru zapachu jest w miarę dobrze poznana, dalsze etapy, włącznie z pracą mózgu, wciąż pozostają wielką tajemnicą dla badaczy. Choć działanie pierwszego elementu receptorów też budzi wątpliwości wśród uczonych. Tak do końca nie wiemy, czym są zapachy, nie wiemy, na jakiej zasadzie receptory je wyłapują, jak mózg je odbiera i przetwarza. Do tej pory znane są następujące teorie opisujące ten mechanizm: teoria chemiczna, stereochemiczna, wibracyjna i genetyczna. Nie wyjaśniają one na zadowalającym poziomie zjawiska pobudzania receptorów węchowych przez cząsteczki związków zapachowych. Nie chcę tu opisywać tych teorii, gdyż jest to bardzo skomplikowany temat, którego sam do końca nie potrafię zrozumieć. Wiadomo jednak — i jest to niepodważalne — że wspomnienia związane z zapachami mają charakter emocjonalny, tworzą się nam całe obrazy lub sekwencje obrazów. Przykładowo zapach świeżego chleba kojarzy mi się z piekarnią, kiedy chodziłem tam jako malec z mamą za rękę. Pamiętam całą drogę, ciepłe rozmowy, dotyk dłoni mamy. Przed oczami pojawia mi się cały ciąg obrazów. Każdy z nas nosi w sobie takie wspomnienia, gdy do nosa wpada mu jakaś znajoma molekuła zapachowa.
Mimo tych wszystkich elementów nie ulega jednak wątpliwości, że psy posiadają o wiele lepiej rozwinięty zmysł węchu i o wiele bardziej oraz trafniej potrafią go wykorzystać niż człowiek. Psy i ich nosy wykorzystywane są w wielu sferach — od wykrywania substancji zabronionych, poprzez materiały wybuchowe, ślady ludzi, aż po markery nowotworowe. Jak ktoś powiedział: „psi nos i jego wykorzystanie ogranicza jedynie ludzka wyobraźnia”. W ostatnim czasie podjęto nawet próby wykorzystywania psów do wykrywania koronawirusa. Doskonale wiedzą o tym wszelkiego rodzaju służby, w obrębie których psy używane są do wykrywania przemytu środków odurzających, roślin i zwierząt egzotycznych, a nawet kości słoniowej czy pieniędzy. Kilkanaście lat temu mój kolega Józek leciał do Włoch i na lotnisku pies oznaczył jego plecak. Już wtedy zajmowałem się trochę psami. Józek do mnie mówi: „ale te psy są głupie, podobno znalazły coś zabronionego”. Oczywiście funkcjonariusze niczego przy nim nie znaleźli, bo to porządny człowiek — człowiek kryształ. Zapytałem go, czy może przenosił coś wcześniej i wtedy przypomniało mu się, że jego znajomy poprosił go o użyczenie plecaka. Zasugerowałem, że być może ten znajomy coś przenosił. Po jakimś czasie spotkałem się z kolegą i on na wstępie powiedział mi: „musiałbym przeprosić tego psa z lotniska”. Ten pies nie oznaczył środków odurzających, on jedynie wskazał pozostałości ich zapachu.
Ponadto psy wyszukują zanieczyszczenia środowiska substancjami chemicznymi, nieszczelności w gazociągach i ropociągach. Mimo wciąż rozwijającej się w zaskakującym tempie techniki, informatyki, robotyki to psie nosy nadal pozostają niezastąpione. Nieraz w mediach z pewnością widzieliśmy, że psy pracują skutecznie przy poszukiwaniu osób uwięzionych pod gruzami po katastrofach budowlanych, trzęsieniach ziemi. Mimo że w tych sytuacjach angażowany jest najlepszy sprzęt, pojawiają się również niezawodni psi ratownicy. Psy były również wykorzystywane w akcji ratunkowej pod ziemią po tąpnięciu w KWK Zofiówka w 2018 roku. Miałem okazję uczestniczyć ze swoim psem w tym zdarzeniu. Działania psów okazały się skuteczne, mimo że w tym przypadku oznaczyły one miejsce przebywania górników, którzy już nie żyli. Być może dzięki ich pracy zdrowie, a nawet życie zachowali ratownicy uczestniczący w akcji, którzy mimo zaangażowania najnowocześniejszych zdobyczy techniki nie byli w stanie zlokalizować zasypanych górników. Przez wiele dni, odgruzowując teren, musieliby przeszukiwać chodnik metr po metrze w skrajnie trudnych warunkach, narażeni na niebezpieczeństwo wtórnych tąpnięć, wybuchów gazów itd.
Psi nos wykorzystywany jest również w czasie akcji ratunkowych po zejściu lawiny. Jak donoszą media, psy potrafiły odnaleźć ludzi pod siedmiometrową warstwą śniegu, wskazując precyzyjnie miejsce przebywania osoby. Psy są również używane w ratownictwie wodnym, potrafią z brzegu lub z łodzi zlokalizować osobę żywą lub martwą znajdującą się pod wodą. To najczęściej psy wskazują płetwonurkom obszar do przeszukania. Potrafią pracować nie tylko w jeziorach, ale również w rzekach. Psy naszej grupy mają na swoim koncie kilka detekcji zwłok w rzekach. Są wykorzystywane także do poszukiwań zwłok ukrytych pod ziemią. Dzięki nim często przestępca zostaje ujęty, mimo że mogłoby się wydawać, iż w doskonały sposób ukrył ciało ofiary. W 1967 roku w Wiedniu pies odnalazł zwłoki kobiety na dnie kamieniołomu, przykryte około piętnastocentymetrową warstwą mułu oraz warstwą grubości około jednego metra ziemi i skał. W tym przypadku doszło do nieszczęśliwego wypadku, w wyniku którego kobieta poniosła śmierć.
Psy używane są w osmologii. Potrafią dokładnie zidentyfikować zapach indywidualny człowieka. Zapach, który zostaje zabezpieczony przez techników kryminalistyki, jest porównywany z zapachem sprawcy. Co interesujące, takie wskazanie przez atestowanego psa jest brane pod uwagę w formie opinii biegłego w sprawie przed sądem. Ponadto psy potrafią zidentyfikować zapach, który pozostaje na elementach po detonacji bomby. Mogłoby się wydawać, że po eksplozji wszystko uległo zniszczeniu. Doświadczenia jednak wskazują, że na poszczególnych elementach pozostaje zapach konstruktora.
Psy również zapewniają bezpieczeństwo VIP-om. Miejsca, w których mają one przebywać, są sprawdzane pod kątem pirotechnicznym przez psy wyszkolone do oznaczania zapachu materiałów wybuchowych. Psy wykorzystywane są podczas misji pokojowych przy wykrywaniu ładunków wybuchowych, rozminowywaniu pól i budynków. To one dzięki swym nosom potrafią takie niebezpieczne przedmioty wykryć, odpowiednio oznaczyć, aby w późniejszym czasie w bezpieczny sposób człowiek mógł je zneutralizować. Psy pomagają także myśliwym. Tropią postrzałki, czyli ranne zwierzęta, które zdołały oddalić się od miejsca postrzału i mogłyby się męczyć, konając przez wiele dni. Wtedy wykorzystywane są tzw. posokowce.
Opisałem tu jedynie niektóre formy wykorzystania psiego nosa — z pewnością jest ich o wiele więcej. Najbardziej interesuje nas jednak — i ta książka jest temu poświęcona — praca tropieniowa psów. Ta część psiej pracy rozwija się w zaskakującym tempie. Istnieją różne podejścia: od tropienia sportowego, poprzez tracking, mantrailing, po przeszukanie terenu. To zasadniczo bardzo zbliżone techniki, jednakże są od siebie rozróżniane.
Tropienie sportowe cechuje pracę psa typowo dolnym wiatrem. Pies sportowy pracuje na śladzie bardzo dokładnie, stopa w stopę, nie podnosząc głowy. Pracuje głównie, kierując się zmianą zapachu podłoża. Tracking to coś zbliżonego do sportu — pies również pracuje głównie dolnym wiatrem, porusza się po ścieżce śladu, wykorzystując jednak zapach zmiany podłoża oraz indywidualny zapach człowieka. Mantrailing, zamiennie czasami nazywany tropieniem miejskim, to nic innego jak tropienie po szczątkowym zapachu pozostawionym przez człowieka. Pies często w tym przypadku pracuje górnym wiatrem, wyszukując cząstkowe indywidualne zapachy człowieka. Natomiast rewirwanie, czyli przeszukanie terenu, które wykorzystuje się głównie u psów ratowniczych, to typowa praca górnym wiatrem. Kiedy pies wpada w stożek zapachowy człowieka, podąża do jego źródła, czyli w tym przypadku zaginionego człowieka. To naprawdę bardzo ogólny opis stworzony po to, by osoby nieznające zagadnienia dostrzegły podstawowe różnice. Definicje różnią się między sobą w zależności od źródła, zaś w samej pracy różnice się zacierają. Wieloletnia praktyka pracy z psami wykazała, że zwierzęta te w odpowiednich warunkach i okolicznościach potrafią rozpoznać indywidualny zapach człowieka pozostawiony na śladzie i za nim podążać. Wspominał już o tym nasz przedwojenny szkoleniowiec, ojciec rodzimej kynologii służbowej A. Grimm.
Podstawowe pojęcia
Zapach — bodziec odbierany przez zmysł węchu.
Zapach resztkowy — zapach, który pozostaje po usunięciu źródła.
Rozróżnianie zapachowe — zdolność do skupienia się na określonych zapachach lub do ich wykrycia, gdy obecne są inne zapachy
Ślad zapachowy — ślady osmologiczne (odorologiczne) (z języka greckiego osmé — zapach, węch; z języka łacińskiego odor — zapach). Są to ślady niepostrzegalne przez zmysły człowieka. Zaliczane są do śladów materialnych (molekuła zapachowa jest materią) pozostawionych przez człowieka na przedmiotach lub podłożu. Ślady te zabezpiecza się na miejscu zdarzenia w pierwszej kolejności. Do ich wykrywania oraz porównywania wykorzystuje się psy tropiące lub specjalistyczne do badań osmologicznych.
Ślad zapachowy — ślady osmologiczne (odorologiczne) (z języka greckiego osmé — zapach, węch; z języka łacińskiego odor — zapach). Są to ślady niepostrzegalne przez zmysły człowieka. Zaliczane są do śladów materialnych (molekuła zapachowa jest materią) pozostawionych przez człowieka na przedmiotach lub podłożu. Ślady te zabezpiecza się na miejscu zdarzenia w pierwszej kolejności. Do ich wykrywania oraz porównywania wykorzystuje się psy tropiące lub specjalistyczne do badań osmologicznych.
Trwałość śladu zapachowego — czas utrzymywania się zapachu. Jest uzależniony od wielu czynników. Nie można go obliczyć ani dokładnie określić. Zależy w pierwszej kolejności od rodzaju podłoża (przedmiotu), na którym się znajduje, wiatru, temperatury, wilgotności oddziaływania słońca, ludzi i innych czynników środowiskowych.
Ścieżka śladu — trasa, po której porusza się człowiek (deptacz, pozorant), pozostawiając na niej i w bezpośredniej jej bliskości swoje ślady zapachowe.
Trwałość śladu zapachowego — czas utrzymywania się zapachu. Jest uzależniony od wielu czynników. Nie można go obliczyć ani dokładnie określić. Zależy w pierwszej kolejności od rodzaju podłoża (przedmiotu), na którym się znajduje, wiatru, temperatury, wilgotności oddziaływania słońca, ludzi i innych czynników środowiskowych.
Ścieżka śladu — trasa, po której porusza się człowiek (deptacz, pozorant), pozostawiając na niej i w bezpośredniej jej bliskości swoje ślady zapachowe.
Stożek zapachowy — specyficzny sposób rozchodzenia się zapachu, który tworzy kształt figury zbliżonej do stożka. Szerzej o rozchodzeniu się zapachu na końcu rozdziału.
Detekcja — wykrywanie.
Detekcja węchowa — wykrywanie przez narząd węchu określonej substancji zapachowej i sygnalizowanie tego za pomocą wyuczonego sposobu zachowania się psa.
Oznaczenie — wyuczony sposób zachowania psa przy detekcji węchowej.
Efekt Rosenthala — zwany również często efektem „mądrego Hansa”, oznacza nieświadome sugerowanie przez przewodnika poszczególnych zachowań psom.
Zabezpieczenie śladu zapachowego — fizyczne zabezpieczenie śladu zapachowego, aby mógł być podany psu do nawęszenia.
Zatarcie — początek ścieżki śladu, miejsce, w którym pozorant stał przez jakiś czas, deptał w miejscu, pozostawiając w ten sposób silniejszy, bardziej intensywny zapach.
Active indication (aktywne oznaczanie) — jeden z typów zaznaczania przez psy odnalezionego zapachu, pozoranta, zaginionego itd. Może to być oszczekiwanie lub, w przypadku próbek zapachowych, drapanie.
Passive indication (pasywne oznaczenie) — jeden z typów zaznaczania przez psy odnalezionego zapachu, pozoranta, zaginionego itd. Może to być np. warowanie, siadanie lub pozostawanie w bezruchu, oznaczanie za pomocą rolki (bringsela).
Maskowanie — ukrywanie, zasłanianie.
Maskowanie zapachu — zanik określonego wrażenia węchowego pod wpływem zadziałania innej substancji.
Ślad zwodzący — przecinający pod różnymi kątami lub prowadzący w bardzo bliskiej odległości, ślad inny niż właściwa ścieżka śladu.
Ślad pojedynczo ślepy (ang. single-blind) — przebieg ścieżki śladu zna osoba, która porusza się wraz przewodnikiem, jednak sam przewodnik nie zna.
Ślad podwójnie ślepy (ang. double-blind) — przebieg ścieżki śladu nie jest znany ani osobie, która porusza się wraz z przewodnikiem, ani przewodnikowi psa.
Gorący ślad — świeży ślad różnie klasyfikowany, ale zazwyczaj opisywany w ramach czasowych do godziny.
Zimny ślad — ślad stary, zazwyczaj opisywany w normach czasowych powyżej godziny (u niektórych ponad trzy godziny).
Odłożenie śladu — czas, jaki minął od momentu położenia ścieżki śladu.
Single blind — ślad nieznany przewodnikowi, natomiast znany osobie idącej z przewodnikiem.
Double blind — ślad nieznany przewodnikowi jak tez osobom idącym z przewodnikiem.
Adaptacja — przystosowanie organizmu do otaczającego go środowiska.
Adaptacja zapachowa — zdolność przystosowania się narządu węchu do zapachu, który oddziałuje przez dłuższy czas.
Czytelność śladów zapachowych — zdolność śladu zapachowego do wywołania reakcji węchowej u psa.
Konserwa zapachowa — ślad zapachowy pobrany na tzw. pochłaniacz zapachu, a następnie zabezpieczony w jałowym słoiku opatrzonym metryczką
Generalizacja zapachu — umiejętność wyróżniania (wyodrębniania) przez psy zapachu ludzkiego bez względu na typ czy rodzaj podłoża, środowiska, w którym zapach ten został naniesiony.
Niekorzystne warunki atmosferyczne — warunki ograniczające pracę psa, do których należy zaliczyć w szczególności:
— temperaturę powietrza przekraczającą +25°C lub niższą niż −15°C;
— silne opady atmosferyczne;
— porywisty wiatr.
Neutralizacja — zobojętnienie.
Neutralizacja zapachowa — zespół czynności technicznych zmierzających do pozbawienia przedmiotów zarówno zapachów własnych, jak i pochodzących ze środowiska.
Pamięć węchowa — zdolność do zapamiętywania określonych zapachów.
Pobranie zapachu — zespół czynności mających na celu przeniesienie zapachu na pochłaniacze.
Zanieczyszczenie śladu — naniesienie innych zapachów, mogących utrudnić lub uniemożliwić jego identyfikację.
Ślad kryminalistyczny biologiczny — pod pojęciem śladu biologicznego rozumieć należy substancje organiczne, takie jak płyny ustrojowe, fragmenty tkanek, wydaliny lub wydzieliny, które podczas oględzin (kryminalistycznych albo sądowo-lekarskich) można znaleźć na przedmiotach lub też na ciele ludzkim. Cechą śladu biologicznego jest jego związek z działaniem żywego organizmu bądź też pochodzenie z żywego organizmu.
Jak rozchodzi się zapach? Osobną kwestią jest tzw. życie śladu oraz wiek śladów, przez który rozumieć należy czas, jaki upłynął od momentu powstania do czasu jego ujawnienia i użycia na tym śladzie psa. Od chwili powstania śladu do chwili zaniku można powiedzieć, że ślad „żyje”. Znaczy to tyle, że ulega on ciągłym zmianom powstającym pod wpływem różnych czynników zewnętrznych, takich jak warunki atmosferyczne, światło oraz inne czynniki środowiskowe.
W zależności od warunków pogodowych i terenowych zapach ów może przemieszczać się w różny sposób, tworząc mniej lub bardziej nietypowe wzory zapachowe. Zapach przemieszcza się pod wpływem ruchu powietrza. Najlepiej wiedzą chyba o tym szybownicy. Doskonale ruchy powietrza, czyli termikę, wykorzystują ptaki. Stąd ponownie sięgnę po wiedzę ludzi, którzy znają się na tym najlepiej — pilotów szybowców — choć stosują ją w nieco innej dziedzinie. Termika to prądy wznoszące powietrza. W tym przypadku odnosimy się tylko do niewielkiego wycinka, który bezpośrednio dotyczy omawianego zagadnienia. Przy sprzyjających warunkach powstawanie termiki tzw. wypracowanej zależy od siły nasłonecznienia oraz rodzaju podłoża, na które pada słońce. Każdy typ podłoża inaczej się nagrzewa i inaczej kumuluje to ciepło. Piasek, skały, kamieniste powierzchnie, zboża nagrzewają się bardzo szybko, ale co za tym idzie — również bardzo szybko to ciepło oddają. Takie ogrzane powietrze sąsiadujące z powietrzem chłodniejszym, na przykład z powietrzem przy łąkach, jeziorach, lasach itp., tworzy jak gdyby bąble, które przy dostatecznie dużej różnicy temperatury odrywają się od powierzchni ziemi i zaczynają wznosić. W ten sposób powstaje strumień wznoszącego się powietrza, zwany przez szybowników kominem. Nie wspomnę tu o jego dalszym działaniu, ponieważ wykracza to poza tematykę tej książki. Nas interesuje to, co dzieje się bliżej podłoża. Okazuje się, że przy powstawaniu komina zachodzi pewna regularność. Stwierdzono, że komin podłoża jak gdyby wznawia swą działalność co 7–14 minut. Oznacza to, że po nagrzaniu się powietrza przy ziemi odrywa się i idzie ku górze, a w jego miejsce napływa chłodniejsze powietrze, które znowu po nagrzaniu odrywa się od ziemi. Pod koniec dnia kominy ustają, ponieważ brakuje energii słonecznej do ich powstawania. Wtedy zachodzi równowaga, która do końca też nie jest równowagą, ponieważ te miejsca, które nie oddawały energii, lecz ją kumulowały, dopiero w tym momencie ją oddają, czyli mokradła, las czy zbiorniki wodne itp. Tak więc widać, że ruch w powietrzu, a co za tym idzie — przemieszczanie zapachu, wciąż trwa. Wgłębiając się w temat i analizując tę zasadę, dochodzimy do następujących wniosków dotyczących ruchu powietrza na brzegach zbiorników wodnych oraz rzek. W okresie nasłonecznienia powietrze porusza się w kierunku od zbiornika, a w nocy nagrzewające się powietrze od wody zasysa z brzegu zimniejsze powietrze i unosi się w górę. Tak więc nocą z reguły powietrze porusza się w kierunku zbiornika wodnego lub lasu.
W warunkach idealnych, lecz nierealnych w terenie, gdyby powietrze było całkowicie nieruchome, zapach rozprzestrzeniałby się równomiernie, w identycznym tempie, we wszystkie strony od wydzielającego go obiektu.
Szybownicy znają jeszcze wiele innych prądów, ale nas może zainteresować tzw. prąd zboczowy, który powstaje, gdy przemieszczające się w poziomie powietrze natrafi na jakąś przeszkodę, np. górskie zbocze, i musi ją pokonać. Wiatr, opływając zbocze, również w płaszczyźnie pionowej zmienia swój kierunek. Pojawiają się składowe prędkości, między innymi pionowa, która jest prądem wznoszącym. Z lekcji fizyki w szkole podstawowej wiemy, że ta składowa będzie tym większa, im większa będzie siła wiatru oraz im bardziej jego kierunek będzie zbliżony do kąta prostego względem powierzchni zbocza.
W praktyce, w życiu codziennym nie mamy do czynienia z warunkami idealnymi, laboratoryjnymi. Zapach spotyka na swej drodze wiele przeszkód zarówno fizycznych, takich jak budowle, ukształtowanie terenu czy rodzaj podłoża, jak i atmosferycznych: wiatr, słońce, opady. Na przykład las: drzewa, krzewy to przeszkody fizyczne dla zapachu. Inaczej zapach roznosi się w lesie, gdzie każde drzewo z osobna stanowi barierę dla zapachu. W mieście budynki betonowe, rozgrzane place tworzą swoisty chaos i bałagan w rozchodzeniu się molekuł zapachowych.
Ruch zapachu „pod wiatr” pod górę powoduje powstawanie prądów wznoszących zboczowych, które szybownicy wykorzystują jesienią i zimą w górach, wykonując tzw. loty żaglowe.
Turbulencje, czyli zawirowania, powstają przy kontakcie zapachu z przeszkodą pod wpływem wiatru, powodując specyficzne rozchodzenie się zapachu i trudności dla psa. Szczególnie jest to trudne, gdy pies idzie po ścieżce zapachowej pod wiatr. Taka przeszkoda może w znacznym stopniu skomplikować pracę zwierzęciu, bowiem zapach niesiony przez wiatr może pod wpływem przeszkody zostać podniesiony i tym samym istnieje możliwość powstania tzw. próżni, czyli miejsca, w którym zapachu nie ma.
Podsumowując wcześniejsze rozważania, zapach w ciepłe dni, szczególnie na ciepłym podłożu, wędruje ku górze. Tworzy się coś w rodzaju noszenia. Polega to mniej więcej na tym, że zimniejsze powietrze ogrzewa się od gorącego podłoża i odrywa się ku górze, zabierając ze sobą molekuły zapachowe.
Z kolei w chłodne dni albo noce, a także na moczarach, zimnych łąkach powietrze osiada, przybijając molekuły zapachowe do ziemi. Tworzą się wtedy tzw. kałuże zapachowe. Są to warunki sprzyjające pracy węchowej psa. Przed wschodem słońca zapach zachowuje się podobnie jak dym ulatujący z komina. Najpierw od ciepłego źródła, czyli człowieka, unosi się ku górze, a po chwili opada na zimne podłoże.
Schodzący ku dołowi zapach może stwarzać poważne problemy w szukaniu jego źródła szczególnie w przypadku, gdy znajduje się ono na wzniesieniu. Cały bowiem zapach ze źródła opada po stokach ku dołowi i tam się osadza.