E-book
31.5
drukowana A5
70.92
Tomik II

Bezpłatny fragment - Tomik II

Kroniki_Ostrza


Objętość:
139 str.
ISBN:
978-83-8440-922-0
E-book
za 31.5
drukowana A5
za 70.92

1999–2000
Carvillian Whitemage

Stoję oto przed tobą

Cały skrępowany

Niepewny, spłoszony niczym wiatr

Zakuty w okowy silniejsze od stali

Czytaj moja miła

Zatem wielce to uważnie

***

Miłosne wyznanie

gdy wracałem

myśli, słowa zaklęte

uczucia w sercu układałem

Po szybach płynęły deszczu strugi

Wokół mnie śpiewały pieśni

Dotąd nie wiedziałem…

Do snu umysł układałem

Jednak jak okręt w ciszy

Oceanów pochwyciłem wiatru ułamek

W ospałe żagle

W jednej jednak chwili, twe oczy ujrzałem

Tembr twego głosu, wzburzył spokojne fale

Obudzony wyrwany z niebytu

Poczułem potęgę wiosennej bryzy

Poczułem że swe serce zatraciłem

Dla dziewczyny

o duszy kobiety

którą pokochałem

Carvillian Whitemage

Dla Kasi słońca mych deszczowych chwil

Czerwiec 2000/2000-07-30

Absurd

Żyjesz w świecie

A może w otchłani

Czy jesteś z tego dumny

Ach nie i nigdy nie będziesz

Bo wiesz że życie to absurd

Wspierany on jest ideałami

Czasami czynem

Lecz nawet największe

Najwspanialsze dzieła

Przemijają jak wszystko przemija

Dziś cię chwalą

Jutro kurzysz się na półkach

Wczoraj nigdy nie będzie

Dziś ani jutro

Nie może być wczoraj

Absurdem staje się wszystko

A może to Ty dążysz

do absurdu przez nicość

i w Nią

Carvillian Whitemage

1999-06-10[/666.VI.1]

„Zastanów się czy jesteś sobą

Wzgórze

Siedzę samotnie na cichej górze

Czasami myślę

Czasami się snuję

O świecie o losie minionym

Lecz jak wiesz czasami

Częściej daję się porwać

Obmyć codziennością zamknąć

Usta nieznanej przygodzie kochance nocy wspaniałej

Samotnie a jednak

Czuję że otaczają mnie

Pokrewne dusze

Wzbijam się myślą

W czas przyszły

Odkrywam karty przyszłości

To co widzę co odczytuję

Przypomina że jestem sam jeden

A wokół mnie

Pierścienie ludzkich rąk i myśli

Pośród leśnych wzgórz


Stoi potężny monolit góry

Okryta jedynie traw kobiercem

mglanym płaszczem szczyt owiany

czy mnie dojrzysz?

wśród krajów nie znanych

czy dostrzeżesz samotnika

zrozumiesz jego cichy szloch

Nie bo jedynie samotny

Pojąć może samotnika ból

Tylko on-ona po prostu zrozumie

Carvillian Whitemage

1999-06-10[31.V.1999]

Strumień

Płynie strumień

Rozbija się o ostre brzegi

Unosi z nurtem

Rzadko się zatrzymuje

Właściwie wcale

Płynie niestrudzenie

Czasami jedynie spowalnia bieg

Wtedy szumi i śpiewa

Gdy się zmęczy płynie w dal

Może kiedyś go spotkasz

może to będę Ja…

Carvillian Whitema1999-06-1

,bo gdy ktoś ci to powie

Fatum

Lecą chwile

Snują się godziny

Cofają się lata

Ilekroć myślisz

Że wiesz co będzie

Ono Cię uprzedza

Robi swoje

gdy dochodzisz

śmieje Ci się w twarz

i słyszysz śmiech

widzisz rozbawione oczy

czasem się bawisz

przesuwasz wskazówki

to w lewo to wprawo

jednak co byś nie zrobił

zawsze to samo

godziny się snują

chwile ulatują

lata niczym rak

do przodu idą

Carvillian Whitemage

1999-06-10

będzie już za późno”

Carvillian Whitemage

Do

Whireblade’

Arena Thallana

Złota tarcza mieni się promieniście

Roznieca słonecznym blaskiem

Unosi rycerz miecz potężnych

Piaszczysta arena

Pradawna widownia

Setki nieznanych

Przed jego twarzą stoi

Muskularny wojownik

Dzierży miecz dwuręczny matowy

Przewiązany setką wstęg

Lekki wiatr muska pancerz

Rycerza przenika do ciała

Ponad głowami podnoszą się głosy

Zaproszonych gości chcą walki

Elfijski gladiator zaczyna rozgrzewkę

Rycerz stara się stworzyć kontry

Mimo że dzieli ich nadal

Długość areny goście umilkli

Słychać jedynie cichy wiatr

Słońce tańczy na rozgrzanych mięśniach

Wiatr chłodzi zbroję

Owiewa twarz

Rycerz rozpoczął szarże

Elf czeka niewzruszony

Nim przyjął pozycję

Wykonał spiralne ruchy

Zwarli się z błyskiem kling

Miecz rycerza ciął silnie

Lecz elfa minęło ostrze jego

Drugi zbił a trzeci zwrócił

Przeciw rycerzowi

Co rozbawiło widownie

Niemal natychmiast Elf

Nawiązuje kontr atak

Wydaje się, że chybił

Jednak rycerz przerzuca miecz

Do ręki gdzie poprzednio

Trzymał miecz

Drugi cios niemal równie szybki

Znacznie uszkodził herb rycerski

Półobrót i zwarcie się mieczy

Rycerz jakby słabiej odpowiada

Tym dziwniejsze jest, że elf

Nie kończy walki i czeka

Stanęło powietrze

Słońce mocno grzeje

Rycerz przypuścił atak

Elf roztoczył spiralne kręgi

Pierwszy z nich był równoczesny

Rycerz się odsłonił


Lecz cios sparował

Drugi już od tyłu trafił

Go ostrzem w kark

Głośny trzask kończy walkę

Rycerz pada zdekapitowany

Elf kończy walkę

Wznosi miecz odsłania twarz

Spod maski wiatru

Uśmiecha się do widowni

I siebie, bo wie ile zarobił

Prawie wszyscy stawiali

na rycerza_wilka

zaczął wiać silny wiatr

podniósł tumany kurzu

drobinki piasku

owiewa rozgrzane ciało

chłodzi mięśnie

wzbija chmury pyłu

zaczyna padać deszcz

elf dowiązuje wstęgę

do głowni miecza

Carvillian Whitemage

1999-06-26/1999.VI.15

Astral

Opuściłem więzienie

Wzniosłem się w świat

Lekki niczym sam wiatr

Krążę i szukam

Myślom nadaję kształt

Moje nagie ciało

Teraz lśniąca zbroja skrywa

Na plecach czuję ciężar

Przedramię tarczą niczym

niebo słońcem lśni

w dłoni dębowy drąg

pokryty setkami run

poświecony magicznej potędze

zwieńczony onyksem

co światło gwiazd skradł

poprawiam szatę przenikam

wzrokiem mrok jutra

jedyne, co widzę

to widzę noc

las obmyty miesiącem srebrzystym

rzadko skraj lasu opromienia ogniska łuna

czasami słyszę legendy śpiewane

lecz wiem, że tam go nie odnajdę

zbyt wiele tam szumu

w końcu dostrzegłem skryte wśród skał

ognisko niewielkie dające jedynie światło

a przy nim samotna postać wspartą na ostrzu

zaczynam rozmowę

niechętny mi jest

lecz po chwili znaczonej eonami

wyraża zgodę pomóc

razem dusimy ogniska żar

rozpływa się po skałach niebieski dym

po chwili rozmyty prze zieleń fal

bijących niestrudzenie o skalny brzeg

buchnęła para stworzony został mglany krąg

by po chwili złączyć się z odmętami oceanu

otwieram wrota przechodzimy obaj

przez ciemniejszy kolor niż sama noc

jednocześnie jasny i ciepły jak dzień

inwokację nucę a wraz ze mną nuci ją wiatr

wypełnia mnie moc stworzenia zdolna niszczyć

słyszę pieśń, lecz to nie ja Ją śpiewam

lecz mój kompan szczękający zbroją

spoglądam na Ariela widzę walki zew

płonący w jego źrenicach niczym

zapowiedź pewnej wygranej

Odwracam wzrok widzę wrota zamku

Razem dumnie wkraczamy


Przekraczając próg

Tętniący od zła

Wiemy, że walka będzie długa

Stary rezydent zieje nienawiścią

Rzuca na pole bitwy wszelkie maszkary

Miecz i słowo

Słowo zmienia się w noc

Miecz wytycza sen

Rozbłysło słońce tysiącem barw

Spaliło złych zniszczyło ich

Pan zamku wytyczył Mi bój

Jednak nienawiść złym orężem jest

Pobity zhańbiony opada z sił

A wraz z nim i głowa jego

Rozstała się z karku ostoją

Demoniczny Pan

Nieubłagany Lord wampirzy Asmodan

Chodź pobity wciąż niebezpieczny

Lecz nadchodzi chwila

Już zbliża się czas…

Carvillian Whitemage

Quenlles

10.IV.1999\1999-04-19

Awen

Gdy cię kochałem

Powiedzieć nie umiałem

Ilekroć cię spotykałem

W ogniu uczucia się spalałem

Gdy cię nie widziałem

W lodowym kokonie zamarzałem

teraz, gdy wiem

że znikałem niczym

mgła w słońca blasku

powiem owszem “kochałem”

lecz dziś Ją poznałem

od pierwszego spotkania umiłowałem

swe serce Jej oddałem

chodź z początku o tym nie wiedziałem

gdy to dojrzałem

powiedzieć Jej musiałem

,”że się zakochałem

samą myślą o Tobie dusze

w płomieniach spalałem”

więc żegnam miła moja

“żegnaj w promieniach wschodzącego słońca…”

Carvillian Whitemage

1999-04-19

Ostatni liść

Cichy uśpiony w lamencie łez

Sunie po leśnych ostępach

Niczym mara zesłana

Na wieczne utrapienie

na wieczną banicję

za czyny które innym przyniosłyby

sławę i chwałę

jemu przyniosły łzawy deszcz

niezauważony dotknięty przez noc

niknie niczym wiatr w posuchy czas

ten co swą mocą wzniecał pożądanie

niknie jak zeschły liść

unosi go wiatr

targa nim niemiłosiernie

ciska podrzuca rozerwać chce

wznosi do gór

by cisnąć niczym zabawką

w odległą przeszłość

w odległy czas

niknie w wirze przeszłości

niknie również mocy jego szlak

w odległych czasach zapadła w wir

w podobny sposób od setek lat

koła cykl zaczyna i wraca ku początkowi

a On chodź władał wielką mocą

nie włada nią już

nie potrafi przerwać mknących

czasu kół niknących jutro

pojawiających się dziś

znikających wczoraj niczym mglany krąg

sunie samotny opuszczony

przez Świat osamotniony jak żaden z nas

burzany wojny czas zły

podąża ścieżką samotny

zapomniany porzucony niczym

liść u początku zimowego snu

z którego nie ma się już zbudzić…

Carvillian Whitemage

1999-03-22

Cienie wojen ciemności

Wschodzące słońce obmywa

Czarne zbroje kohorty śmierci

Płonące miecze ociekające krwią

Piekielne ogary rwą ciała jeńców

Ponad kohortą unosi się mag

Szepcze słowa magią tkane

„wstańcie z swojego wiecznego łoża me dzieci

powstańcie z bitewnego grobu

do armii Szatana

powstańcie żołnierze zagłady

każdego niosącego krzyż…”

Piekielni książęta ciemnością

Okryli słoneczny blask

Nadchodzi czas ostatecznej bitwy

Wrota niebios staną otworem lub runą

Przed nami i panem naszym.

Kościoły wiary słabych

Oślepionych prze kłamstwa

nieznanego proroka o świątyniach

na całym świecie.

Pędzeni jak owieczki

Pod przywództwem świętego barana

Nadchodzi czas ostatecznej bitwy

Wrota niebiańskie staną otworem

Dla piekielnej braci

Wasza święta księga mówi kłamstwami

Żąda cierpienia

wy szukacie w niej wybawienia

nie otrzymacie w zamian nic

rzygać mi się chce, gdy pomyślę

o bękarcie dziwki stolarza

o świętych słowach płynących pieniądzem

Płoną krzyże, łamane przez wiatr

Miażdżone pod kopytami konnicy

naszych demonich braci

Czas pokoju, czas ciszy wyśpiewywanej w psalmach

Nadchodzi teraz

Czytaj uważnie pomiędzy wierszami

Pierwsze anioły spadają z niebiańskich bram

Kolejne giną w płomiennych męczarniach

Bramy nieba stoją otworem

Dla Szatańskiej braci

Carvillian Whitemage

2006-03-16

Cierpienie

Ból wiruje napływa

Pulsujący rozdziera myśli

Rozdziera jestestwa nici splecione

Otwiera oczy budzi uśpione lęki

Zatrzymuje chęć tworzenia

Pulsuje i nie daje spać

A gdy się budzisz z koszmaru

co wytchnienie miał dać

czujesz się znacznie gorzej

nadchodzi myśl

może zniszczyć wierze bólu

może rozrzucić jej martwe gruzy

potem myśl czy świat dałby radę

zaistnieć bez bólu

bez tej iskry, co daje żołnierzowi nadzieję

bo tak długo jak czuje ból

wie, że żyje…

fale gorąca przelewają się

przez zranione członki

nagły powiew fala chłodu

ściana

wybuch wulkanu ognia wprost

ku skołatanemu umysłowi

skręcone nerwy nie maja już siły czuć

powoli ból znika

pojawia się strach

i ponowna myśl

czy warto się bać?

czy może lepiej nareszcie pójść spać?

oddać się w władzę

posłannikom ciszy i spokoju

po prostu zasnąć…

Carvillian Whitemage

06-03-16

Czarny Bard

Dlaczego świat mnie nienawidzi

Czemu ilekroć widzę słońce

Czuję się potrzebny

Wpadam w Czarną Hańczę

Swoich zapędów

Zasad pozbawionych umysłu

Czuję, tęsknię, potrzebuję

Jednak mówię „NIE!”

Zaraz potem ból

I delikatną ulgę

lecz ulga jest chwilowa

potem już tylko żal

nad spalonym poematem rozwiewanym

rzucanym w porywach wiatru

po tym, co straciłem

Mag wyobcowany poza

Swoim światem swym wymiarem

Dostrzegam tą jedną jedyną

Lecz o tym się dowiaduję

za późno

Zbyt szybko zalewają mnie fale

Codzienności graniczącej z snem

Zawsze tracę powietrze

Zamyka się mi

Nad głową tafla czarnego jeziora

Przepastnego i nienawistnego

Wyrywa strzępy powietrza

Dusi serce nie pokorne

Ku aksamitowi chmur różnicowych

Płyną łzy

Łzy chłopaka

Co zapomniał jak się kocha

Carvillian Whitemage

2000-07-29

Czarny wilk

Czarny sztandar Wilka

Na wietrze dumnie powiewa

Szary wilk szczerzy kły

z pomiędzy toporów i mieczy

Stoją wojowie wsparci na swej wiernej broni

Wśród nich dostrzegasz waleczne niewiasty

Jak mężczyźni one stal niosą wrogowi

Zimny wiatr targa grzywami wilków

Na czele sfory wilczej

Szary wilk

tuż przy nim

Srebrzyste wilki gotowe do ataku

Słońce nie grzeje daje wytchnienie wilkom

Rycerstwo na widok swego przeciwnika

Niepewnie cofa swe szeregi

Grom z jasnego nieba uderza w środek polany

Rycerz unosi miecz wymierza w wilczą sforę

Przeciągłe zawodzenie daje się słyszeć

Prowadzi w mglistym powiewie srebrzysty wilk

W jazgocie i charkocie się starło

rycerstwo z Wilcza Sothnią

na ustach rycerzy pieśni ku chwale Boga

jedynego prawdziwego ich powiernika

rycerze niepewni swego cichną

„to tylko wilki mówi ktoś…

nie mają szan…”

milknie wbity przez wikinga

jak kołek w ziemię zalany krwią

A oto z flanki uderzają szkoccy lordowie

Spustoszenie godne ciężkiej piechoty

Waleczność rycerzy a zapał wilka

Z jazgotem w wachlarzu stali

Wpadł czarny rycerz z swymi wojami

Nie było przebaczenia czy chwili wytchnienia

starł na proch w szaleńczym tańcu

Pole opustoszało niedobitki rycerstwa

Jeszcze walczą, lecz przewaga jest druzgocząca

Po stronie wilczej braci

Wbił czarny rycerz miecz ociekający krwią

Bitwa skończona dla wielu

Była ona ostatnią

jednak dla żadnego z wilków

Carvillian Whitemage

2000-10-17

Prawdziwa wiara

Czas powstania nadszedł

Dość rządów kościoła

Trupa zmartwychwstałego

Oślepieni głupcy przez las krzyży

Zapatrzeni w bękarciego syna

Prowadzeni od świątynnej nawy

Do kościoła nie widzą życia

Przechodzącego bokiem

Podążają ścieżką światła

Gdzie za wiarę się płaci

Cierpieniem, bólem i wyrzeczeniami

Urzędnicy namiestnicy w koloratkach

Wyzbyci z uczuć

wyzbyci z wiary

Upadłe anioły z sercem wypełnionym jadem

Kroczą pośród cieni mordując krzyżowców

Zabijając tak by cierpieli

Tak ponoć chce ich bóg

Poświecili swe dusze

Prawdziwemu BOGU

Jedynemu pośród zakłamanych skarbonek

Płonące krzyże

kruszą się od uderzeń toporów

upadają młode głowy

wznoszone na tronie z czaszek

Zapatrzeni w daleki mrok

Okryty eterycznym całunem

Wznoszą pieśni chwalebne

ku książętom lawy i płomieni

powstali z grobu swej

wiary gdyż tam jest miejsce

Boga co dawno zamienił się w proch.

Carvillian Whitemage

2000-05-08

Czym jest samotność?

Pytasz czym jest samotność…

Czym jest brak Ciebie

Twego ciepła i duszy bliskości

myśli słowem tkanych

obrazów sennych

samotnemu zakazanych

Jest tęsknotą spotkania

pragnieniem ujrzenia, usłyszenia

melodyjnie cichego głosu

rozbrzmiewającego w rozmowie kochanków

Jest pragnieniem zbliżenia

Odbicia w oczach niczym

w lustrze swego odbicia

czym jest samotność?

Dla zakochanego rozmiłowanego

w tej jednej jedynej…

jest więzieniem bez ścian o lodowym wichrze

targającym duszą a żaden z płomieni

nie jest wstanie jej ogrzać, utulić

jest pustynią bezkresną

banicją z raju

w otchłań przedwieczną

A czym jest samotność dla samotnika?

Jest tym samym czym

Dla mnie Ty jesteś moja ukochana.

Carvillian Whitemage

23.XI.2000

dla mojej ukochanej D.Anny

cichy mag końca wieku…

Daleki ląd

Jestem jak żaglowiec

Wypływający w daleki rejs

Pamięć ma gorąca

Wciąż przy twoim sercu

Teraz dalekim lecz wciąż kochającym

I bezpiecznym dla mej duszy

Im dalej w ocean wypływam

Tym większa ma tęsknota

Marzę o tym by osiąść

Na stałym lądzie

By w każdej dnia godzinie

Móc patrzeć w twe oczy błękitne

By czuć oddech ciepły

Słyszeć głos aksamitny

Muskać ramiona delikatne

Teraz otwieram oczy

Widzę bezkres oceanu

Lecz bliżej już mam do lądu

Zatem i do Ciebie

Niźli jeszcze przed chwilą

Moja ukochana

Carvillian Whitemage

Dla moje kochanej foczki

Deszczowe Myśli

Kochanie jest jak ognia powolne rozpalanie

Jak senne marzenia na wietrze rozpinane

Niczym zimna bryza w letnią pogodę

Gdy Ci źle i wszystko jest przeciw

Pomyśl kochanie, że ktoś

tam gdzieś, kiedyś

czeka właśnie

na Ciebie

senne marzenie

ulotne spojrzenie

aksamity chwil porwane

unoszone na wietrze w dal

piękną i bezkresną pełną fantomów cieni

Carvillian Whitemage

23 stycznia 2003

Do Ciebie

Słonecznym promieniem ogrzałaś

Serce skute latami lodowcem

Rześkim wietrznym powiewem

Mą duszę porwałaś w przestwór Niebieski

Niczym Nimfa piękna, lecz zimna

Otom oczarowany przybył na spotkanie

Lecz ma obecność była w drugim planie

I byłem niczym Feniks

co zerwał się do lotu

w ognistym wietrze myśli

płonąłem niczym pochodnia

na wiatr rzucona w toniczną głębię oceanu

w myślach układałem pytanie

dziś Cię zapytam lub niechaj spłonę

bo czym że jest życie bez Ciebie

dla Ciebie jak nie wieczną banicją

wiecznym osamotnieniem pośród tysięcy

z chwilą, gdy już byliśmy

sami w siebie zapatrzeni

niczym w piękne obrazy

ciszę przerwała melodyjność głosu

płynącego od Ciebie

lecz niestety nie do mnie

słowa swe skierowałaś

dostrzegłem twe zmieszanie

jednak wiele zrozumiałem

wiem, że jestem nikim wręcz:

kim że ja jestem?

Byś o mnie myślała byś dla mnie

Melodyjność głosu swego

Nutę pieśni wykorzystywała

Carvillian Whitemage

1999-01-20

„Patty”

Droga Wyborów

Stanęła ponownie na rozstaju dróg

Płonęło słońce

Milczała noc

Przyjaciele znajomi demony duchy

W milczeniu graniczącym ze smutkiem

Chcieli pomóc

Lecz jak pomoc zaofiarować tej

Co zawsze podąża półcienia strefą

doliny rozświetlonej blaskiem dnia

Dziś osłoną cienista dolina

Jutro spalone piaski pustynni

Kiedyś płaszcz paladyna mroków

Skrywał nagie ramiona

Obie drogi niby proste

Niby brak zdradzieckich zakrętów

Na pierwszej z nich stoi

Grupa milczących salamander braci sióstr

Choć płoną ich ciała szlak skuty zła lodem

Na drugiej z dróg

Obsadzonej setką drzew i krzewów

Grupa jezdnych z rozwianymi grzywami

Przez wiatr południowych stepów

Jest trzecia droga równoległa

do tych dwóch zarośnięta zapuszczona

i pełna zarówno dobrych jak i złych

uczyniła krok w przód

poczuli topniejące lody i złość

dosiadła rumaka

pomknęła z rozwianą grzywą

w szeroki szlak

do następnego rozstaju dróg

Carvillian Whitemage

99-07-13\99.07.12


Evolen

Błyszczący miecz połyskuje

W gasnącym słonecznym blasku

Niknie wesołość, cichną pieśni

Głuchy stukot, metaliczne pogłosy

Mkną, odbijając się od serc kamieni

Od stalowych oczu płonących ogniem

Nienawistnie wpatrzonych w dal

Wprost na żywych

Ci, którzy mieli uczucie w sercach

Mają teraz granit płonący ogniem

Twardy i nienawistny

Poznaczony setkami bruzd

Jak dawniej stanęli na wzgórzu

By przelewać krew

By siać zniszczenie

Jednak tym razem nie z miłości

Lecz by pomścić swą klęskę

Głuche stukoty metalicznie dźwięczące

Pogłosy uderzających obsydianowych ostrzy

Patrzy stalowym spojrzeniem

Utkwionym w dalii

Ponad czas ponad góry

Ponad armie toczące bój

Wiele widział takich bitw

Ale kiedyś chciał wrócić

Do ogniska do ciepła domu

Dziś popiół skrywa palenisko

Rozwiewany przez wiatr północy

Zimny i suchy

Nie ma, po co wracać

Rzuca się w wir ostrzonych tarcz

Carvillian Whitemage

16 lutego 1999


Gasnące światło

rozbłysło niebo girlandą błyskawic

roziskrzyło się niebo

oświetlając niczym fleszem postać

skrytą pod czarnym kapturem

Wiatr zawodził smutnie liryczną

pieśń jesiennym brukiem

uniosły się liście pośród pomników

gdzie niegdzie świece

gasnące na porywistym teraz wietrze

Małe światełka tańczące w rytm pieśni

kroczy pośród liści

ciemna postać spokojnym krokiem

za nią cisza i w pustce odbite kroki

przed nią gwar i chaos istnienia

Wspiera się na kosturze

ponownie rozbłysło się niebo

lecz nie tylko ono rozbłysło

stalowy błysk rozświetlił zlęknioną twarz kobiety

dotąd skrytą w cieniu

ciemna postać przystanęła

jakby w zadumie…”ZA WCZEŚNIE..”

ruszyła dalej swą ścieżka pośród szemrzących liści

ponownie wiatr zatrzepotał połami płaszcza nocy

kobieta wciąż patrzyła za cieniem

niknącym pośród mroków

czyniąc znak krzyża

ruszyła w przeciwną stronę

wprost księżycową drogą…

***

Płoną tysiące istnień

Jedne się rozpalają

Inne płoną gorącym płomieniem

pośród wygasłych dawno kaganków

**

Przystanęła wsparta na kosturze

przy jasno płonącym kaganku

zsunęła kaptur „TAKI MŁODY”

Kaganek dymił przez chwilę

By zgasnąć okrywając się wiecznością

Daleko się niesie trzask

Młodo skrzesanego płomienia

Carvillian Whitemage

23.XI.2000

IMPREZKA

Ona taka delikatna

On taki męski

Ona go kocha… szalenie

On taki nie… wierny

Ona z miłości szaleje

On na to leje

On się zakochał

Ona go nienawidzi

On się poniża

Ona go niszczy

On ślepy na jej względy

Ona wciąż o nim myśli

Ona ma dość tej głupiej piosenki

On znów ją dostrzega i nadal olewa

Bo tak trzeba

I tak być musi

Są takie rzeczy

że nikt nie zaprzeczy

PO CO TU SIĘ GLOWIĆ

:”)

Carvillian Whitemage

99-07-01


Jastrząb i Orzeł

Słońce płynie po nieboskłonie

Odbija się od lustrzanych szyb

Mieniąc się złota blaskiem

Na skrzydłach jastrzębia

Mknącego w nieba toń

Niczym wiatr obmywający

Krzewy trawy i drzewa

Pokrywające wzgórze

samotnych dusz nocy

targanych wiecznym wiatrem

podczas nocy sennej

środka dnia siedziało

dwoje przyjaciół

na urwiska skale

patrzących w daleki ląd

obmywała ich melodia

piękna i kojąca

niczym słodki miód

czy też barda pieśń

Wzniósł się Jastrząb

Porwał źdźbła traw zielonych

Wzbił się pętlami ku blasku słońca

Smagany wiatrem

Zatańczył z orłem tworząc krąg

Pieśni barda letni zew

Omiótł ponownie wzgórze

Tańczyły kolory śmiał się świat

Lśniły oczy milczały usta

Płynął strumień czasu

Zapatrzeni w dal

Zagubieni w czasie

Samotni pośród samotnych dusz

Zapatrzeni w przeszłości strumienie

Widzą zapomnianych, kochanych, nas…

Możliwe, że i przyjaciół

Dziś przyjaciel odszedł

Lecz strumień przyjaźni

Nadal płynąć musi

Wpadł samotny kamyczek

Stworzył kilka małych fal

Lecz strumień płynie dalej

Niepowstrzymany jak spadający głaz

Jastrząb ponownie zniżył lot

Leci strzałą ku wzgórzu

Orzeł grzeje skrzydła

Toczy koła i zniża lot


Jastrząb złącza się z strumieniem

Płynącym w dal

Orzeł przysiadł na kamieniu

Spogląda w toni kryształ

Wzbił się w niebo

Leci dalej niewzruszony w dal

Wiatr zaczął mocniej wiać

Trawy, drobiny piasku

Słońce skryło się za chmurami

Za wzgórzem obmywanym

Nurtem strumienia…

Carvillian Whitemage

1999-08-22

Dla prawdziwej przyjaciółki…

Kasi Jabłońskiej

Jezioro snów

Płonące wzgórza milenia lodu

karmazynowy świt mglany lot

szemrzące strumienie burzany chwil

Zatopione lasy pustkowia kresów

nocne kurhany skryte cieniem

rozświetlane błyskami piorunów

pomiędzy cieniami przemyka

niezauważony mały człek

Przecina ścieżki przebiega polany

Nawołuje, ale nie słucha

mknie po lasach płynie strumieniami

ludzkich pomyłek i zwycięstw

Rośnie w siłę wzbiera w potęgę

Wpływa z hukiem tysięcy fal

rozbija się o konarów grań

By ponownie wpaść

Do olbrzymiego jeziora

marszczy się jego lico

faluje dotychczas zastygła toń

Mąci się idealne lustro

tuz ponad taflą

buchają języki płomienne

ogniści bracia w głębinie

Nikną z sykiem jęcząc z zawodu

ponownie za ścianą ognia biegają

cienie słudzy ogniści

jest ich naprawdę wielu

po chwilach wieczności pożoga

Zostaje zduszona

chmury mglane przesłaniają oczy

— -poruszasz ręką ścierasz

wodne strumienie

A gdy wynurzasz się z jeziora ono

Ponownie śpiewa uśpione zapomniane baśnie — —

Carvillian Whitemage

1999.IV.25

Koncert sennych mar

Nie wiedziałem jak to jest, gdy

człowiek uchwyci swe marzenia

wtedy poznałem Ciebie

Moja jedyna o jaśniejących oczach

O tajemniczym uśmiechu

Kryjącym coś więcej niźli duszy tchnienie

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 31.5
drukowana A5
za 70.92