1999–2000
Carvillian Whitemage
Stoję oto przed tobą
Cały skrępowany
Niepewny, spłoszony niczym wiatr
Zakuty w okowy silniejsze od stali
Czytaj moja miła
Zatem wielce to uważnie
***
Miłosne wyznanie
gdy wracałem
myśli, słowa zaklęte
uczucia w sercu układałem
Po szybach płynęły deszczu strugi
Wokół mnie śpiewały pieśni
Dotąd nie wiedziałem…
Do snu umysł układałem
Jednak jak okręt w ciszy
Oceanów pochwyciłem wiatru ułamek
W ospałe żagle
W jednej jednak chwili, twe oczy ujrzałem
Tembr twego głosu, wzburzył spokojne fale
Obudzony wyrwany z niebytu
Poczułem potęgę wiosennej bryzy
Poczułem że swe serce zatraciłem
Dla dziewczyny
o duszy kobiety
którą pokochałem
Carvillian Whitemage
Dla Kasi słońca mych deszczowych chwil
Czerwiec 2000/2000-07-30
Absurd
Żyjesz w świecie
A może w otchłani
Czy jesteś z tego dumny
Ach nie i nigdy nie będziesz
Bo wiesz że życie to absurd
Wspierany on jest ideałami
Czasami czynem
Lecz nawet największe
Najwspanialsze dzieła
Przemijają jak wszystko przemija
Dziś cię chwalą
Jutro kurzysz się na półkach
Wczoraj nigdy nie będzie
Dziś ani jutro
Nie może być wczoraj
Absurdem staje się wszystko
A może to Ty dążysz
do absurdu przez nicość
i w Nią
Carvillian Whitemage
1999-06-10[/666.VI.1]
„Zastanów się czy jesteś sobą
Wzgórze
Siedzę samotnie na cichej górze
Czasami myślę
Czasami się snuję
O świecie o losie minionym
Lecz jak wiesz czasami
Częściej daję się porwać
Obmyć codziennością zamknąć
Usta nieznanej przygodzie kochance nocy wspaniałej
Samotnie a jednak
Czuję że otaczają mnie
Pokrewne dusze
Wzbijam się myślą
W czas przyszły
Odkrywam karty przyszłości
To co widzę co odczytuję
Przypomina że jestem sam jeden
A wokół mnie
Pierścienie ludzkich rąk i myśli
Pośród leśnych wzgórz
Stoi potężny monolit góry
Okryta jedynie traw kobiercem
mglanym płaszczem szczyt owiany
czy mnie dojrzysz?
wśród krajów nie znanych
czy dostrzeżesz samotnika
zrozumiesz jego cichy szloch
Nie bo jedynie samotny
Pojąć może samotnika ból
Tylko on-ona po prostu zrozumie
Carvillian Whitemage
1999-06-10[31.V.1999]
Strumień
Płynie strumień
Rozbija się o ostre brzegi
Unosi z nurtem
Rzadko się zatrzymuje
Właściwie wcale
Płynie niestrudzenie
Czasami jedynie spowalnia bieg
Wtedy szumi i śpiewa
Gdy się zmęczy płynie w dal
Może kiedyś go spotkasz
może to będę Ja…
Carvillian Whitema1999-06-1
,bo gdy ktoś ci to powie
Fatum
Lecą chwile
Snują się godziny
Cofają się lata
Ilekroć myślisz
Że wiesz co będzie
Ono Cię uprzedza
Robi swoje
gdy dochodzisz
śmieje Ci się w twarz
i słyszysz śmiech
widzisz rozbawione oczy
czasem się bawisz
przesuwasz wskazówki
to w lewo to wprawo
jednak co byś nie zrobił
zawsze to samo
godziny się snują
chwile ulatują
lata niczym rak
do przodu idą
Carvillian Whitemage
1999-06-10
będzie już za późno”
Carvillian Whitemage
Do
Whireblade’
Arena Thallana
Złota tarcza mieni się promieniście
Roznieca słonecznym blaskiem
Unosi rycerz miecz potężnych
Piaszczysta arena
Pradawna widownia
Setki nieznanych
Przed jego twarzą stoi
Muskularny wojownik
Dzierży miecz dwuręczny matowy
Przewiązany setką wstęg
Lekki wiatr muska pancerz
Rycerza przenika do ciała
Ponad głowami podnoszą się głosy
Zaproszonych gości chcą walki
Elfijski gladiator zaczyna rozgrzewkę
Rycerz stara się stworzyć kontry
Mimo że dzieli ich nadal
Długość areny goście umilkli
Słychać jedynie cichy wiatr
Słońce tańczy na rozgrzanych mięśniach
Wiatr chłodzi zbroję
Owiewa twarz
Rycerz rozpoczął szarże
Elf czeka niewzruszony
Nim przyjął pozycję
Wykonał spiralne ruchy
Zwarli się z błyskiem kling
Miecz rycerza ciął silnie
Lecz elfa minęło ostrze jego
Drugi zbił a trzeci zwrócił
Przeciw rycerzowi
Co rozbawiło widownie
Niemal natychmiast Elf
Nawiązuje kontr atak
Wydaje się, że chybił
Jednak rycerz przerzuca miecz
Do ręki gdzie poprzednio
Trzymał miecz
Drugi cios niemal równie szybki
Znacznie uszkodził herb rycerski
Półobrót i zwarcie się mieczy
Rycerz jakby słabiej odpowiada
Tym dziwniejsze jest, że elf
Nie kończy walki i czeka
Stanęło powietrze
Słońce mocno grzeje
Rycerz przypuścił atak
Elf roztoczył spiralne kręgi
Pierwszy z nich był równoczesny
Rycerz się odsłonił
Lecz cios sparował
Drugi już od tyłu trafił
Go ostrzem w kark
Głośny trzask kończy walkę
Rycerz pada zdekapitowany
Elf kończy walkę
Wznosi miecz odsłania twarz
Spod maski wiatru
Uśmiecha się do widowni
I siebie, bo wie ile zarobił
Prawie wszyscy stawiali
na rycerza_wilka
zaczął wiać silny wiatr
podniósł tumany kurzu
drobinki piasku
owiewa rozgrzane ciało
chłodzi mięśnie
wzbija chmury pyłu
zaczyna padać deszcz
elf dowiązuje wstęgę
do głowni miecza
Carvillian Whitemage
1999-06-26/1999.VI.15
Astral
Opuściłem więzienie
Wzniosłem się w świat
Lekki niczym sam wiatr
Krążę i szukam
Myślom nadaję kształt
Moje nagie ciało
Teraz lśniąca zbroja skrywa
Na plecach czuję ciężar
Przedramię tarczą niczym
niebo słońcem lśni
w dłoni dębowy drąg
pokryty setkami run
poświecony magicznej potędze
zwieńczony onyksem
co światło gwiazd skradł
poprawiam szatę przenikam
wzrokiem mrok jutra
jedyne, co widzę
to widzę noc
las obmyty miesiącem srebrzystym
rzadko skraj lasu opromienia ogniska łuna
czasami słyszę legendy śpiewane
lecz wiem, że tam go nie odnajdę
zbyt wiele tam szumu
w końcu dostrzegłem skryte wśród skał
ognisko niewielkie dające jedynie światło
a przy nim samotna postać wspartą na ostrzu
zaczynam rozmowę
niechętny mi jest
lecz po chwili znaczonej eonami
wyraża zgodę pomóc
razem dusimy ogniska żar
rozpływa się po skałach niebieski dym
po chwili rozmyty prze zieleń fal
bijących niestrudzenie o skalny brzeg
buchnęła para stworzony został mglany krąg
by po chwili złączyć się z odmętami oceanu
otwieram wrota przechodzimy obaj
przez ciemniejszy kolor niż sama noc
jednocześnie jasny i ciepły jak dzień
inwokację nucę a wraz ze mną nuci ją wiatr
wypełnia mnie moc stworzenia zdolna niszczyć
słyszę pieśń, lecz to nie ja Ją śpiewam
lecz mój kompan szczękający zbroją
spoglądam na Ariela widzę walki zew
płonący w jego źrenicach niczym
zapowiedź pewnej wygranej
Odwracam wzrok widzę wrota zamku
Razem dumnie wkraczamy
Przekraczając próg
Tętniący od zła
Wiemy, że walka będzie długa
Stary rezydent zieje nienawiścią
Rzuca na pole bitwy wszelkie maszkary
Miecz i słowo
Słowo zmienia się w noc
Miecz wytycza sen
Rozbłysło słońce tysiącem barw
Spaliło złych zniszczyło ich
Pan zamku wytyczył Mi bój
Jednak nienawiść złym orężem jest
Pobity zhańbiony opada z sił
A wraz z nim i głowa jego
Rozstała się z karku ostoją
Demoniczny Pan
Nieubłagany Lord wampirzy Asmodan
Chodź pobity wciąż niebezpieczny
Lecz nadchodzi chwila
Już zbliża się czas…
Carvillian Whitemage
Quenlles
10.IV.1999\1999-04-19
Awen
Gdy cię kochałem
Powiedzieć nie umiałem
Ilekroć cię spotykałem
W ogniu uczucia się spalałem
Gdy cię nie widziałem
W lodowym kokonie zamarzałem
teraz, gdy wiem
że znikałem niczym
mgła w słońca blasku
powiem owszem “kochałem”
lecz dziś Ją poznałem
od pierwszego spotkania umiłowałem
swe serce Jej oddałem
chodź z początku o tym nie wiedziałem
gdy to dojrzałem
powiedzieć Jej musiałem
,”że się zakochałem
samą myślą o Tobie dusze
w płomieniach spalałem”
więc żegnam miła moja
“żegnaj w promieniach wschodzącego słońca…”
Carvillian Whitemage
1999-04-19
Ostatni liść
Cichy uśpiony w lamencie łez
Sunie po leśnych ostępach
Niczym mara zesłana
Na wieczne utrapienie
na wieczną banicję
za czyny które innym przyniosłyby
sławę i chwałę
jemu przyniosły łzawy deszcz
niezauważony dotknięty przez noc
niknie niczym wiatr w posuchy czas
ten co swą mocą wzniecał pożądanie
niknie jak zeschły liść
unosi go wiatr
targa nim niemiłosiernie
ciska podrzuca rozerwać chce
wznosi do gór
by cisnąć niczym zabawką
w odległą przeszłość
w odległy czas
niknie w wirze przeszłości
niknie również mocy jego szlak
w odległych czasach zapadła w wir
w podobny sposób od setek lat
koła cykl zaczyna i wraca ku początkowi
a On chodź władał wielką mocą
nie włada nią już
nie potrafi przerwać mknących
czasu kół niknących jutro
pojawiających się dziś
znikających wczoraj niczym mglany krąg
sunie samotny opuszczony
przez Świat osamotniony jak żaden z nas
burzany wojny czas zły
podąża ścieżką samotny
zapomniany porzucony niczym
liść u początku zimowego snu
z którego nie ma się już zbudzić…
Carvillian Whitemage
1999-03-22
Cienie wojen ciemności
Wschodzące słońce obmywa
Czarne zbroje kohorty śmierci
Płonące miecze ociekające krwią
Piekielne ogary rwą ciała jeńców
Ponad kohortą unosi się mag
Szepcze słowa magią tkane
„wstańcie z swojego wiecznego łoża me dzieci
powstańcie z bitewnego grobu
do armii Szatana
powstańcie żołnierze zagłady
każdego niosącego krzyż…”
Piekielni książęta ciemnością
Okryli słoneczny blask
Nadchodzi czas ostatecznej bitwy
Wrota niebios staną otworem lub runą
Przed nami i panem naszym.
Kościoły wiary słabych
Oślepionych prze kłamstwa
nieznanego proroka o świątyniach
na całym świecie.
Pędzeni jak owieczki
Pod przywództwem świętego barana
Nadchodzi czas ostatecznej bitwy
Wrota niebiańskie staną otworem
Dla piekielnej braci
Wasza święta księga mówi kłamstwami
Żąda cierpienia
wy szukacie w niej wybawienia
nie otrzymacie w zamian nic
rzygać mi się chce, gdy pomyślę
o bękarcie dziwki stolarza
o świętych słowach płynących pieniądzem
Płoną krzyże, łamane przez wiatr
Miażdżone pod kopytami konnicy
naszych demonich braci
Czas pokoju, czas ciszy wyśpiewywanej w psalmach
Nadchodzi teraz
Czytaj uważnie pomiędzy wierszami
Pierwsze anioły spadają z niebiańskich bram
Kolejne giną w płomiennych męczarniach
Bramy nieba stoją otworem
Dla Szatańskiej braci
Carvillian Whitemage
2006-03-16
Cierpienie
Ból wiruje napływa
Pulsujący rozdziera myśli
Rozdziera jestestwa nici splecione
Otwiera oczy budzi uśpione lęki
Zatrzymuje chęć tworzenia
Pulsuje i nie daje spać
A gdy się budzisz z koszmaru
co wytchnienie miał dać
czujesz się znacznie gorzej
nadchodzi myśl
może zniszczyć wierze bólu
może rozrzucić jej martwe gruzy
potem myśl czy świat dałby radę
zaistnieć bez bólu
bez tej iskry, co daje żołnierzowi nadzieję
bo tak długo jak czuje ból
wie, że żyje…
fale gorąca przelewają się
przez zranione członki
nagły powiew fala chłodu
ściana
wybuch wulkanu ognia wprost
ku skołatanemu umysłowi
skręcone nerwy nie maja już siły czuć
powoli ból znika
pojawia się strach
i ponowna myśl
czy warto się bać?
czy może lepiej nareszcie pójść spać?
oddać się w władzę
posłannikom ciszy i spokoju
po prostu zasnąć…
Carvillian Whitemage
06-03-16
Czarny Bard
Dlaczego świat mnie nienawidzi
Czemu ilekroć widzę słońce
Czuję się potrzebny
Wpadam w Czarną Hańczę
Swoich zapędów
Zasad pozbawionych umysłu
Czuję, tęsknię, potrzebuję
Jednak mówię „NIE!”
Zaraz potem ból
I delikatną ulgę
lecz ulga jest chwilowa
potem już tylko żal
nad spalonym poematem rozwiewanym
rzucanym w porywach wiatru
po tym, co straciłem
Mag wyobcowany poza
Swoim światem swym wymiarem
Dostrzegam tą jedną jedyną
Lecz o tym się dowiaduję
za późno
Zbyt szybko zalewają mnie fale
Codzienności graniczącej z snem
Zawsze tracę powietrze
Zamyka się mi
Nad głową tafla czarnego jeziora
Przepastnego i nienawistnego
Wyrywa strzępy powietrza
Dusi serce nie pokorne
Ku aksamitowi chmur różnicowych
Płyną łzy
Łzy chłopaka
Co zapomniał jak się kocha
Carvillian Whitemage
2000-07-29
Czarny wilk
Czarny sztandar Wilka
Na wietrze dumnie powiewa
Szary wilk szczerzy kły
z pomiędzy toporów i mieczy
Stoją wojowie wsparci na swej wiernej broni
Wśród nich dostrzegasz waleczne niewiasty
Jak mężczyźni one stal niosą wrogowi
Zimny wiatr targa grzywami wilków
Na czele sfory wilczej
Szary wilk
tuż przy nim
Srebrzyste wilki gotowe do ataku
Słońce nie grzeje daje wytchnienie wilkom
Rycerstwo na widok swego przeciwnika
Niepewnie cofa swe szeregi
Grom z jasnego nieba uderza w środek polany
Rycerz unosi miecz wymierza w wilczą sforę
Przeciągłe zawodzenie daje się słyszeć
Prowadzi w mglistym powiewie srebrzysty wilk
W jazgocie i charkocie się starło
rycerstwo z Wilcza Sothnią
na ustach rycerzy pieśni ku chwale Boga
jedynego prawdziwego ich powiernika
rycerze niepewni swego cichną
„to tylko wilki mówi ktoś…
nie mają szan…”
milknie wbity przez wikinga
jak kołek w ziemię zalany krwią
A oto z flanki uderzają szkoccy lordowie
Spustoszenie godne ciężkiej piechoty
Waleczność rycerzy a zapał wilka
Z jazgotem w wachlarzu stali
Wpadł czarny rycerz z swymi wojami
Nie było przebaczenia czy chwili wytchnienia
starł na proch w szaleńczym tańcu
Pole opustoszało niedobitki rycerstwa
Jeszcze walczą, lecz przewaga jest druzgocząca
Po stronie wilczej braci
Wbił czarny rycerz miecz ociekający krwią
Bitwa skończona dla wielu
Była ona ostatnią
jednak dla żadnego z wilków
Carvillian Whitemage
2000-10-17
Prawdziwa wiara
Czas powstania nadszedł
Dość rządów kościoła
Trupa zmartwychwstałego
Oślepieni głupcy przez las krzyży
Zapatrzeni w bękarciego syna
Prowadzeni od świątynnej nawy
Do kościoła nie widzą życia
Przechodzącego bokiem
Podążają ścieżką światła
Gdzie za wiarę się płaci
Cierpieniem, bólem i wyrzeczeniami
Urzędnicy namiestnicy w koloratkach
Wyzbyci z uczuć
wyzbyci z wiary
Upadłe anioły z sercem wypełnionym jadem
Kroczą pośród cieni mordując krzyżowców
Zabijając tak by cierpieli
Tak ponoć chce ich bóg
Poświecili swe dusze
Prawdziwemu BOGU
Jedynemu pośród zakłamanych skarbonek
Płonące krzyże
kruszą się od uderzeń toporów
upadają młode głowy
wznoszone na tronie z czaszek
Zapatrzeni w daleki mrok
Okryty eterycznym całunem
Wznoszą pieśni chwalebne
ku książętom lawy i płomieni
powstali z grobu swej
wiary gdyż tam jest miejsce
Boga co dawno zamienił się w proch.
Carvillian Whitemage
2000-05-08
Czym jest samotność?
Pytasz czym jest samotność…
Czym jest brak Ciebie
Twego ciepła i duszy bliskości
myśli słowem tkanych
obrazów sennych
samotnemu zakazanych
Jest tęsknotą spotkania
pragnieniem ujrzenia, usłyszenia
melodyjnie cichego głosu
rozbrzmiewającego w rozmowie kochanków
Jest pragnieniem zbliżenia
Odbicia w oczach niczym
w lustrze swego odbicia
czym jest samotność?
Dla zakochanego rozmiłowanego
w tej jednej jedynej…
jest więzieniem bez ścian o lodowym wichrze
targającym duszą a żaden z płomieni
nie jest wstanie jej ogrzać, utulić
jest pustynią bezkresną
banicją z raju
w otchłań przedwieczną
A czym jest samotność dla samotnika?
Jest tym samym czym
Dla mnie Ty jesteś moja ukochana.
Carvillian Whitemage
23.XI.2000
dla mojej ukochanej D.Anny
cichy mag końca wieku…
Daleki ląd
Jestem jak żaglowiec
Wypływający w daleki rejs
Pamięć ma gorąca
Wciąż przy twoim sercu
Teraz dalekim lecz wciąż kochającym
I bezpiecznym dla mej duszy
Im dalej w ocean wypływam
Tym większa ma tęsknota
Marzę o tym by osiąść
Na stałym lądzie
By w każdej dnia godzinie
Móc patrzeć w twe oczy błękitne
By czuć oddech ciepły
Słyszeć głos aksamitny
Muskać ramiona delikatne
Teraz otwieram oczy
Widzę bezkres oceanu
Lecz bliżej już mam do lądu
Zatem i do Ciebie
Niźli jeszcze przed chwilą
Moja ukochana
Carvillian Whitemage
Dla moje kochanej foczki
Deszczowe Myśli
Kochanie jest jak ognia powolne rozpalanie
Jak senne marzenia na wietrze rozpinane
Niczym zimna bryza w letnią pogodę
Gdy Ci źle i wszystko jest przeciw
Pomyśl kochanie, że ktoś
tam gdzieś, kiedyś
czeka właśnie
na Ciebie
senne marzenie
ulotne spojrzenie
aksamity chwil porwane
unoszone na wietrze w dal
piękną i bezkresną pełną fantomów cieni
Carvillian Whitemage
23 stycznia 2003
Do Ciebie
Słonecznym promieniem ogrzałaś
Serce skute latami lodowcem
Rześkim wietrznym powiewem
Mą duszę porwałaś w przestwór Niebieski
Niczym Nimfa piękna, lecz zimna
Otom oczarowany przybył na spotkanie
Lecz ma obecność była w drugim planie
I byłem niczym Feniks
co zerwał się do lotu
w ognistym wietrze myśli
płonąłem niczym pochodnia
na wiatr rzucona w toniczną głębię oceanu
w myślach układałem pytanie
dziś Cię zapytam lub niechaj spłonę
bo czym że jest życie bez Ciebie
dla Ciebie jak nie wieczną banicją
wiecznym osamotnieniem pośród tysięcy
z chwilą, gdy już byliśmy
sami w siebie zapatrzeni
niczym w piękne obrazy
ciszę przerwała melodyjność głosu
płynącego od Ciebie
lecz niestety nie do mnie
słowa swe skierowałaś
dostrzegłem twe zmieszanie
jednak wiele zrozumiałem
wiem, że jestem nikim wręcz:
kim że ja jestem?
Byś o mnie myślała byś dla mnie
Melodyjność głosu swego
Nutę pieśni wykorzystywała
…
Carvillian Whitemage
1999-01-20
„Patty”
Droga Wyborów
Stanęła ponownie na rozstaju dróg
Płonęło słońce
Milczała noc
Przyjaciele znajomi demony duchy
W milczeniu graniczącym ze smutkiem
Chcieli pomóc
Lecz jak pomoc zaofiarować tej
Co zawsze podąża półcienia strefą
doliny rozświetlonej blaskiem dnia
Dziś osłoną cienista dolina
Jutro spalone piaski pustynni
Kiedyś płaszcz paladyna mroków
Skrywał nagie ramiona
Obie drogi niby proste
Niby brak zdradzieckich zakrętów
Na pierwszej z nich stoi
Grupa milczących salamander braci sióstr
Choć płoną ich ciała szlak skuty zła lodem
Na drugiej z dróg
Obsadzonej setką drzew i krzewów
Grupa jezdnych z rozwianymi grzywami
Przez wiatr południowych stepów
Jest trzecia droga równoległa
do tych dwóch zarośnięta zapuszczona
i pełna zarówno dobrych jak i złych
uczyniła krok w przód
poczuli topniejące lody i złość
dosiadła rumaka
pomknęła z rozwianą grzywą
w szeroki szlak
do następnego rozstaju dróg
…
Carvillian Whitemage
99-07-13\99.07.12
Evolen
Błyszczący miecz połyskuje
W gasnącym słonecznym blasku
Niknie wesołość, cichną pieśni
Głuchy stukot, metaliczne pogłosy
Mkną, odbijając się od serc kamieni
Od stalowych oczu płonących ogniem
Nienawistnie wpatrzonych w dal
Wprost na żywych
Ci, którzy mieli uczucie w sercach
Mają teraz granit płonący ogniem
Twardy i nienawistny
Poznaczony setkami bruzd
Jak dawniej stanęli na wzgórzu
By przelewać krew
By siać zniszczenie
Jednak tym razem nie z miłości
Lecz by pomścić swą klęskę
Głuche stukoty metalicznie dźwięczące
Pogłosy uderzających obsydianowych ostrzy
Patrzy stalowym spojrzeniem
Utkwionym w dalii
Ponad czas ponad góry
Ponad armie toczące bój
Wiele widział takich bitw
Ale kiedyś chciał wrócić
Do ogniska do ciepła domu
Dziś popiół skrywa palenisko
Rozwiewany przez wiatr północy
Zimny i suchy
Nie ma, po co wracać
Rzuca się w wir ostrzonych tarcz
Carvillian Whitemage
16 lutego 1999
Gasnące światło
rozbłysło niebo girlandą błyskawic
roziskrzyło się niebo
oświetlając niczym fleszem postać
skrytą pod czarnym kapturem
Wiatr zawodził smutnie liryczną
pieśń jesiennym brukiem
uniosły się liście pośród pomników
gdzie niegdzie świece
gasnące na porywistym teraz wietrze
Małe światełka tańczące w rytm pieśni
kroczy pośród liści
ciemna postać spokojnym krokiem
za nią cisza i w pustce odbite kroki
przed nią gwar i chaos istnienia
Wspiera się na kosturze
ponownie rozbłysło się niebo
lecz nie tylko ono rozbłysło
stalowy błysk rozświetlił zlęknioną twarz kobiety
dotąd skrytą w cieniu
ciemna postać przystanęła
jakby w zadumie…”ZA WCZEŚNIE..”
ruszyła dalej swą ścieżka pośród szemrzących liści
ponownie wiatr zatrzepotał połami płaszcza nocy
kobieta wciąż patrzyła za cieniem
niknącym pośród mroków
czyniąc znak krzyża
ruszyła w przeciwną stronę
wprost księżycową drogą…
***
Płoną tysiące istnień
Jedne się rozpalają
Inne płoną gorącym płomieniem
pośród wygasłych dawno kaganków
**
Przystanęła wsparta na kosturze
przy jasno płonącym kaganku
zsunęła kaptur „TAKI MŁODY”
Kaganek dymił przez chwilę
By zgasnąć okrywając się wiecznością
Daleko się niesie trzask
Młodo skrzesanego płomienia
Carvillian Whitemage
23.XI.2000
IMPREZKA
Ona taka delikatna
On taki męski
Ona go kocha… szalenie
On taki nie… wierny
Ona z miłości szaleje
On na to leje
On się zakochał
Ona go nienawidzi
On się poniża
Ona go niszczy
On ślepy na jej względy
Ona wciąż o nim myśli
Ona ma dość tej głupiej piosenki
On znów ją dostrzega i nadal olewa
Bo tak trzeba
I tak być musi
Są takie rzeczy
że nikt nie zaprzeczy
PO CO TU SIĘ GLOWIĆ
:”)
Carvillian Whitemage
99-07-01
Jastrząb i Orzeł
Słońce płynie po nieboskłonie
Odbija się od lustrzanych szyb
Mieniąc się złota blaskiem
Na skrzydłach jastrzębia
Mknącego w nieba toń
Niczym wiatr obmywający
Krzewy trawy i drzewa
Pokrywające wzgórze
samotnych dusz nocy
targanych wiecznym wiatrem
podczas nocy sennej
środka dnia siedziało
dwoje przyjaciół
na urwiska skale
patrzących w daleki ląd
obmywała ich melodia
piękna i kojąca
niczym słodki miód
czy też barda pieśń
Wzniósł się Jastrząb
Porwał źdźbła traw zielonych
Wzbił się pętlami ku blasku słońca
Smagany wiatrem
Zatańczył z orłem tworząc krąg
Pieśni barda letni zew
Omiótł ponownie wzgórze
Tańczyły kolory śmiał się świat
Lśniły oczy milczały usta
Płynął strumień czasu
Zapatrzeni w dal
Zagubieni w czasie
Samotni pośród samotnych dusz
Zapatrzeni w przeszłości strumienie
Widzą zapomnianych, kochanych, nas…
Możliwe, że i przyjaciół
Dziś przyjaciel odszedł
Lecz strumień przyjaźni
Nadal płynąć musi
Wpadł samotny kamyczek
Stworzył kilka małych fal
Lecz strumień płynie dalej
Niepowstrzymany jak spadający głaz
Jastrząb ponownie zniżył lot
Leci strzałą ku wzgórzu
Orzeł grzeje skrzydła
Toczy koła i zniża lot
Jastrząb złącza się z strumieniem
Płynącym w dal
Orzeł przysiadł na kamieniu
Spogląda w toni kryształ
Wzbił się w niebo
Leci dalej niewzruszony w dal
Wiatr zaczął mocniej wiać
Trawy, drobiny piasku
Słońce skryło się za chmurami
Za wzgórzem obmywanym
Nurtem strumienia…
Carvillian Whitemage
1999-08-22
Dla prawdziwej przyjaciółki…
Kasi Jabłońskiej
Jezioro snów
Płonące wzgórza milenia lodu
karmazynowy świt mglany lot
szemrzące strumienie burzany chwil
Zatopione lasy pustkowia kresów
nocne kurhany skryte cieniem
rozświetlane błyskami piorunów
pomiędzy cieniami przemyka
niezauważony mały człek
Przecina ścieżki przebiega polany
Nawołuje, ale nie słucha
mknie po lasach płynie strumieniami
ludzkich pomyłek i zwycięstw
Rośnie w siłę wzbiera w potęgę
Wpływa z hukiem tysięcy fal
rozbija się o konarów grań
By ponownie wpaść
Do olbrzymiego jeziora
marszczy się jego lico
faluje dotychczas zastygła toń
Mąci się idealne lustro
tuz ponad taflą
buchają języki płomienne
ogniści bracia w głębinie
Nikną z sykiem jęcząc z zawodu
ponownie za ścianą ognia biegają
cienie słudzy ogniści
jest ich naprawdę wielu
po chwilach wieczności pożoga
Zostaje zduszona
chmury mglane przesłaniają oczy
— -poruszasz ręką ścierasz
wodne strumienie
A gdy wynurzasz się z jeziora ono
Ponownie śpiewa uśpione zapomniane baśnie — —
Carvillian Whitemage
1999.IV.25
Koncert sennych mar
Nie wiedziałem jak to jest, gdy
człowiek uchwyci swe marzenia
wtedy poznałem Ciebie
Moja jedyna o jaśniejących oczach
O tajemniczym uśmiechu
Kryjącym coś więcej niźli duszy tchnienie