E-book
55.13
drukowana A5
64.94
Tomik I

Bezpłatny fragment - Tomik I

Mroczne Gwiazdy


Objętość:
83 str.
ISBN:
978-83-8440-910-7
E-book
za 55.13
drukowana A5
za 64.94

1997–1998

Carvillian Whitemage

„Kontinuum”

Odnalazłem Ciebie przez czasu

Wstęgę nieskończoności kres

Pragnę cię po stokroć abyś była

Tą jedyną, która powie: „Tak”

Czas znowu moim kosztem się zabawia, oddalasz się

Choć byłaś na wyciągniecie ręki Czułem oddech twój

Ciepło twoje niemalże złączyło się z ogniem serca mojego

Lecz wstęga wieczności podąża

Torem swym, chociaż ty

Odchodzisz, odpływasz

Oddalasz się w rzeczywistości

Cofasz się

Bo czasu wstęgi zawrócić się nie da

Co istniało kiedyś istnieć przestało

Jak wielu i wiele innych

Linia czasu zamyka swój bieg

By w przeszłości cykl się rozpoczął.


Carvillian Whitemage

22.07.98 00:36:54

Apokalipsa dziś

Z mglanych oparów

Wyłania się człowieka postać

Nie widać twarzy

Nie widać ciała

Snuje się mglany opar

Niknie w zawirowaniach

Zanim kolejne postacie wyłaniają się jakby z mgły

zawiał wiatr

rozproszył mglaną zasłonę widzę gnijące twarze

zielono-żółte przebarwienia skóry

szczerzą zęby jakby w głodzie zaczynają biec ku mnie

czuję, że jest ich zbyt wielu ból głowy pieczenie skóry zaczyna mnie mdlić

popromienni są już blisko

nie skryje się nie mam szans

„świeże białe mięso” krzyczą

„krew i ciemność” dobywam swojego 9mm. full-auto przeładowywuję bluzg ognia i ołowiu

ścina pierwszych dwóch

po twarzy ścieka resztka

tego, co z nich zostało

kolejna seria przerzedza szeregi

„zginiesz ścierwo” wrzeszczy jeden z konających trupów

dopadli mnie, tną nożami

jest ich wielu a kolejni wychodzą z kanałów padają kolejni widzę jedynie

krwistoczerwoną posokę przesłaniającą me oczy słońce piecze nie ubłaganie czuje swąd palonej skóry głuchy klik otrzeźwił mnie mgła ponownie skrywa

resztki z hotelowego baru

i szczątki tych, co nareszcie zaznali spokoju dopije wody i ruszam w dal

zresztą musze uzupełnić amunicję w Den

(nieznany przebudzony)

Carvillian Whitemage 14.XII.1998

Apokalipsa jutra

Walczył za sprawiedliwość walczył za wyzysk

Ścierał się w dżungli biznesu z potworami cywilizacji

Szedł w szranki do przegranych bitw, bo tak trzeba było

Żył nadzieją, że gdy wróci

Zastanie dom, lasy, łąki

Jeziora, strumienie żywe

Gdy jednak wrócił

Po ścianach spływała krew

Strumień kryły łuski zmutowanych ryb Miast lasów łąk cudnych

Ludzi goniących do pracy szukających miłości i zrozumienia

widzi spękany piach w miejscu jeziora pustynny monolit

z szkieletami blokowych ścian w ruinach cywilizacji

toczy się walka zajadła O przetrwanie o życie

Wracający żołnierze zabijają

By żyć by przetrwać

Brat jest wrogiem brata

Nie tak miało być

Korporacje miały stworzyć

Miasta-bunkry gdzie wszyscy mieli się schronić

Mieli oni przetrwać w niezmienionej formie

Jednak niewidzialny wróg

Zabijał szybciej niźli myśl

Niszczył szybciej życie niźli przewidywali

Setki stosów popromiennych szkieletów

Leżą usypane przez tych, co przetrwali

A i oni często leżą pośród nich

Wie teraz, czym jest

On jak i Wojna pani wszelkiego zniszczenia

Służka Aresa nienasyconego

Wie tez, że nie jest bohaterem jest przyczyną

Tego, co zastał

Był jednym z trybów ogólnej zagłady życia

Chce odejść w nicość

i...robi ten krok


Carvillian Whitemage 1998.XII.10.

Arcymag Białych Szat

Loki spływają kaskadą Z barków jego

Tam gdzie spojrzy widzi

To, co wydarzy się I się wydarzyło Wieki temu…

W słońca blasku

Lśni jego zbroja

Platyny poświatą

Laska rozświetla najgłębszy Mrok dziejów

Oto jest Arcymag Quenllesu

Znają jego wiecznie

Młode lico i starzy

Chylący ku grobowi twarz

I młodzi wspinający

Się na drabinie życia

Karmazynowe oczy przeszywają

Spokojem wieków

Oczy smoka

Kryształu wieńczące laski

Sklepienie błyszczą bursztynu

Poświatą złotą

Skapaną w mglistych wspomnień

Deszczowym potoku

Kirys maga znaczy setka

Runicznych znaków zarówno ochronnych

 jak i gwałtownych wulkanów mocy ognistych..

słoneczny blask nieśmiało przenika poprzez runów

zbroję by zalśnić w duszy

mroku tego, który przyniósł światu

wybawienie i zagładę dla którego

 linia życia i śmierci jest wieczna

Błysnął grom na nieboskłonie

Rozniósł magii krąg

Wytoczył życia linii sto

Rozbłysnął oczami smoka Kręgiem pośród łąk

Zniknął… jak odchodził

Przed setkami lat

Szukając ucznia

By wiedzę lat wielu Przekazać swemu następcy…

— Lecz czy odnalazł godnego swych nauk —

pytanie bez odpowiedzi pozostało i bije w surmy jak hymn

dla każdego adepta magii

pragnącego prawdziwej mocy…


Carvillian Whitemage

30.III.98(corrected IV 99)

ARIEL

Przez zwierciadło duszy

Widzę płomień piekielny

Gorejący i zawistny

Żądający i niepokorny Trawiący twą duszę

Pani ciemności okryta Płaszczem mroku

Przyciągasz me myśli

Drążysz mój umysł

Spijasz me życie z pucharów

Nicości, bawisz się i śmiejesz

Niczym Elfią panna krocząca

Pośród cieni piękna i niepokorna

zmysłowa i grzeszna

po wargach spływa Ci kropla niczym ułamek rubinu

po aksamitnej tkaninie

znacząc twe lico niczym wino muskające koronki

oplatające twą szyję twe ruchy

szybkie i płynne

niedostrzegalne i pewne

i silne gdyż drżysz moc Bogów

MOC obdarowywania życiem

Śpiewa wiatr w koronach

Drzew cicho ptactwo

Nuci smutną pieśń

Tylko stary świerk zna prawdę

Wie, co widziały te oczy

Zamglone wpatrzone w dal I wie ze nic już nie ujrzą Po za nią…

Carvillian Whitemage 1998.X.8/1998-10-11 Dla Paty

Asarhalin

Patrzę poprzez wicher targający Jedwab włosów twoich

Mieniących się słońca blaskiem Wnikam w oczu twoich

Błękit błyszczący setkami odcieni

Tysiącem gwiezdnych blasków

Rozniecających żar w oczach twoich ścigających wiatr szukających krwistego strumienia

płynącego w życia oceanie

czerń skryta pod kaskadami słońca wodospadu

widzę jak płyniesz ku mnie

jak wiatr Cię popycha włosy twe rozwiane

niczym słońca promienie

układają się na twych ramionach

dostrzegam twój uśmiech

kuszący i przyzwalający pełen żaru

pełen krwistego pragnienia wyruszamy w noc

by zgasić pragnienie

by cieszyć się miesiąca

blaskiem skrytym blaskiem

mieniącym się platyną

w włosach naszych


Carvillian Whitemage

98/10/3. — -98/10/11(korekta Iv.99.) Dla Patty

Awen

Gdy cię kochałem

Powiedzieć nie umiałem

Ilekroć cię spotykałem

W ogniu uczucia się spalałem

Gdy cię nie widziałem

W lodowym kokonie zamarzałem teraz, gdy wiem

że znikałem niczym

mgła w słońca blasku

powiem owszem “kochałem” lecz dziś Ją poznałem

od pierwszego spotkania umiłowałem swe serce Jej oddałem

chodź z początku o tym nie wiedziałem gdy to dojrzałem

powiedzieć Jej musiałem

„że się zakochałem samą myślą o Tobie dusze w płomieniach spalałem”

więc żegnam miła moja

“żegnaj w promieniach wschodzącego słońca…”


Carvillian Whitemage

1999-04-19

Biała szata

Czas najwyższy przebudzenia

Załóż srebrną pieczęć Belliala niech spowije cię mroku płaszcz Niech twą bronią będzie miecz i moc sprzymierzeńców twych A obrona w mroku tkwi

Stajesz w zwartym szeregu twa zbroja

Lśni włosy rozwiewa ciepły wiatr

Wraz z swoim wierzchowcem wzbijasz się

Ku chwale Takhsis pod nieboskłon

Łuski agatem mienią się

Twa klinga ciepła głodna krwi

Wielu posłała ku Chemoschowi

Gdzie los czeka gorszy niż zły

Słyszysz melodyjne słowa wśród

Chmur chwytasz pieczęć i miecz, lecz poznajesz

Maga, który pomoc nie zagładę niesie CI

Magus zdrajca teraz już wiesz ciska w ciebie

Ogniem setek wulkanów mrok cię uchronił

Z przerażeniem zauważasz że smoka nie

Spada on w dół ku ostatniemu spotkaniu

Z ziemią a wraz z nim ty gdyż klamra

Od siodła zacięła się spotkacie się

Razem znów

Tocząc wasz ostatni bój, lecz masz

Świadomość ze mag

Zginął też od płomieni twego wierzchowca


24-III-98 08:56:15

Carvillian Whitemage(corrected IV 99

BUNT

Oboje samotni w mroku skóry

Grający role sługi pana wojny Oto mój los

Oddzieleni, ale ciągle razem

Przypisani pustce przypisani ciału

Oto moje piekło

Skruszony buntownik

Szybujący w eterze

Taplający się w błocie

Wiem jak niska jest wartość Czegoś, co ma cenę Buntownik!!!!

Instynkt nie jest ścieżka, po której kroczy człowiek Buntownik!!!!

Wyrzeczenie nie jest boska drogą Buntownik!!!

Oddzieleni, lecz ciągle złączeni przypisani pustce przypisani ciału schwytani i torturowani

nie chce tego, chce odejść

jak można odejść, jeśli się już przybyło lot jest iluzją

nawet triumf jest gorzki

Gdy nawet bitwa jest wygraną wiem jak mało warte jest to co ma swoja cenę

BUNTOWNIK!!!!!!!! BUNTOWNIK!!!!!!!!

BUNTOWNIK!!!!!!!! BUNTOWNIK!!!!!!!!

BUNTOWNIK!!!!!!!! BUNTOWNIK!!!!!!!!

BUNTOWNIK!!!!!!!!

CARVILLIAN WHITEMAGE

21 marca 1998/26 marca 1998

Dawna apokalipsa

Z odległych mgieł sunie

Świetlany promień nicości

Nie niesie życia, lecz zniszczenie

Mknie on po pustych

Wzgórzach, dolinach

Korytarzach dawniejszych rzek

Miastach tysięcy martwych dusz

Wśród marmurowych ścian

Wśród nadziei, błysków życia

Gasnących gwiazd i myśli

Pośród cmentarnych wież

Dmie i śpiewa wieczny pieśniarz

Roznosi melodię nimf

W świetlanym pasie na skraju

Mroków i blasków

Kroczy człowiek wyznawca Balla

Mędrzec Belliala żyje setki lat

Dzierży gwiezdne ostrze

Zaciska rękawice na głowni

Srebrzonej zdobionej demonimi wizerunkami

Gargoli zamykającej rękawicy stal

Z pośród lśniących zasłon

Kryjących twarz w cieniu

Jedyną oznaką oblicza są błyski

Karmazynu bijące spod powiek

Ogarniają one martwy krajobraz

Wszędzie dym wszędzie płomienie

Nie słychać nawet już jęków

Brak szlochań brak cieni

Przy marmuru ścianach

Przeszedł przez piekielne czeluście

By dotrzeć do domu

Jednak prawda jest, że wyruszył z domu

A powrócił do zgliszczy źle wyliczony został czas powrotu może chcieli by to zobaczył

zobaczył to, co ma się wydarzyć wie, że może jeszcze wrócić nim jasność promienista powróci cykl zamykając w portalu bram zniknie

nie wie czy chce

powrócić do piekielnych otchłani

obawia się zobaczyć to samo, co pośród zgliszczy dostrzegły jego oczy

a widziały one

paniczna walkę i sromotną klęskę odwraca się od tej wizji

przekracza próg mglany cos go tknęło spojrzał

po raz ostatni i dostrzegł

ruch może zawirowanie powietrza jakiś błysk natychmiast zawrócił

portal się zamknął z cichym sykiem był pewien, że coś widział że słyszał cichy szloch jednak jedynie myślał

zbyt głęboka cisza

przecinana jedynie miarowym rytmem jego kroków tańczących na szklanych

odłamkach dawnego Manhattan


Carvillian Whitemage

7.XII.1998

Dziecięcy śmiech

Słońce świeci i płonie las

Niebo zakrył dymu płaszcz

Przerażenie budzi widok ten

Gdzieś z za lasu słychać śmiech

Obłąkany ludzki śmiech

Słonce poprzez deszczowe chmury Dotrzeć chce…

Deszcz rozpala płomień drzew

Płomienne języki trawią las

Deszcz zamiast gasić, podsyca GO

Gasnąc nie chce, wojna o czas trwa

***

zamiast bujnych gajów

okalających wzgórze, zamiast zieleni

drzew kikuty sięgające konarami gwiazd szkielety zwierząt i drzew…

w mroku cmentarz jest tam

gdzie lasu zieleń drzew życie w agonii, bólu

…budzi strumień gorzkich łez śmierci wielu chce wśród konających

gdyż nie mogą ugasić rozpaczy

i...pewnego słonecznego dnia

u podnóża Elfiego wzgórza

hen z daleka dobiega dziecięcy śmiech

niesie się poprzez czas zła i dobra czas chaosu i porządku

poprzez nasz świat

niesiony przez najszybszego z posłańców

...niesiony poprzez wiatr na skrzydłach jego…

horyzont rozjarzył się łuną drzew ktoś uniósł dymny płaszcz przykrył on las kolejny

spala go jak poprzednio niesie się

ludzki śmiech daleko w konarach drzew na skrzydłach posłańca…

na skrzydłach wiatru


Carvillian Whitemage

1998/07/26(corrected IV 99)

Elfa panna z gór krańca świata

Z chwilą, gdy cię ujrzałem

Od razu coś zrozumiałem

Poczułem to gdzieś głęboko

W sobie, niczym obsypujące się skały Jakieś zmiany…

Coś, czego nie doświadczyłem przedtem nigdy coś wspaniałego

krótko Cię znałem, lecz zapomnieć nie chciałem nie raczej… nie umiałem

nie potrafiłem

wymazać Cię z pamięci stronic

zawsze wracałaś do myśli moich ilekroć szkołę odwiedzałem…

A z chwilą, gdy odejść musiałem Gdyż demon mnie niszczył

Niestrudzenie nerwy me szarpał nerwy rwał bezlitośnie

Coś ponownie zrozumiałem

Iż nie szkoły brak mi będzie

Nie nowych przyjaźni zawartych

Lecz Ciebie

“Elfią Panno z gór dalekich” chodź może to może to dziwne

i nie dorzeczne to się w Tobie zakochałem By to pojąć zrozumieć rok musiał

Upłynąć wierszy wiele umysł wytworzył

Lecz żaden myśli o Tobie

Nie był pozbawiony

Przez cały ów czas w bezkresie błądziłem

Pozbierać się nie mogłem

Powoli pozwoliłem by wspomnień

Rzeka porwała mi Ciebie Bym już nie cierpiał bym wrócił do siebie

A tu jak grom z jasnego nieba

Wkraczasz do szkoły mojej

I wszystko podobnie się zaczyna

Lecz czy znów Cię stracę

Czy tym razem się odważę

Czy też będę niczym błędny rycerz

Szukający ukojenia, zrozumienia

Swej miłości do panny

A wiedzieć musisz Pragnę byś wiedziała że jesteś piękniejsza niźli rok temu

lecz to nie wszystko teraz będzie to, co Bard rzec chciał na wstępie

że żadna panna nie równa twej urody, bo jakież

diament porównywać do skały przyciągasz me myśli

niczym kwiat siejący zapach

niosący się na bryzie i wietrze

słońcem podgrzanym…


Carvillian Whitemage

Dla Aleksandry Marzec „Elcore”

Znany jako IOWA LO. Dobiszewski wawa

Wrzesień 98

Elfie Łzy

Po niebie przemknął złowieszczy cień

Wiatr pokłonił zieleń drzew

Polanę rozświetlił słoneczny krąg

Na twarzy Elfa błyszczą łzy

Wzrokiem wodzi złym

Niewidzącym poprzez łzy

Spalone pnie niegdyś pięknych drzew

Rozpaczy krzykiem zemsty chcą

Takiego okrucieństwa wybaczyć nie wolno

Polana nie gdyś zielona teraz umarłą jest

Omdlała kobieta leży pośród zmarłych strażników szatę jej plami krew

nad twarzą mgiełka życia unosi się Elf trochę rozpogodził się

Nie wszystkie łzy osuszyć chce

Myślami przy kapłance DAWNEJ WIARY jest

Klęczy oczy jej płoną błękitem przez mglany wzrok W młodym drzewie zabrzmiał śpiew Życie dalej toczyć musi się..

24-III-98 07:07:02(korekta IV 99) Carvillian Whitemage

Gra zwana życiem

Czasami są takie dni że nic nie jest jak być powinno

zachodzisz w głowę gdzie popełniłeś błąd

czasami po prostu wszyscy są przeciwko tobie lecz podać Ci się nie wolno

musisz po prostu być sobą

gdy poczujesz, że tracisz grunt pod nogami zamiast się kurczowo trzymać

ruń razem z lawiną pokaż, na co Cię stać musisz być ponad małostkowość świata

to, co że zobaczysz przerażenie w ich oczach ważne jest jedynie to, że odczujesz

że przez chwile byłeś na szczycie że tylko o tobie mówili

potem już tylko migające światła

niknące gdzieś na skraju świadomości

cichy syreni głos odbijający się daleko poniżej nie wiesz nawet czy wrócisz z zaświatów

ale już wiesz, że warto było Ci, co z ciebie szydzili dziś budują Ci pomniki stawiają muzea a poeci tworzą pieśni

jest jednak coś, czego nie zmienisz już

nie możesz im powiedzieć, że to był jedynie protest przeciwko bezsensowności życia w świecie wiecznych wojen wiecznych sporów

politycznych zagrywek niszczących chodź w podstawie ideologii było budowanie

…tak czasami po prostu nic nie wychodzi po prostu wiesz, co powiedzieć chcę już wiedzę, że rozumiesz

ty wiesz widzę po twych oczach

wiesz, że cokolwiek zrobisz będzie z góry założone że nie ma ucieczki od gry zwanej życiem…

wiesz już również, że rządzi się ona surowymi prawami a wygrać się nie da

gdyż ten, który spogląda

na graczy zapomniał o podstawowej zasadzie że “… gry stworzono do zabawy…”


Carvillian Whitemage

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 55.13
drukowana A5
za 64.94