1997–1998
Carvillian Whitemage
„Kontinuum”
Odnalazłem Ciebie przez czasu
Wstęgę nieskończoności kres
Pragnę cię po stokroć abyś była
Tą jedyną, która powie: „Tak”
Czas znowu moim kosztem się zabawia, oddalasz się
Choć byłaś na wyciągniecie ręki Czułem oddech twój
Ciepło twoje niemalże złączyło się z ogniem serca mojego
Lecz wstęga wieczności podąża
Torem swym, chociaż ty
Odchodzisz, odpływasz
Oddalasz się w rzeczywistości
Cofasz się
Bo czasu wstęgi zawrócić się nie da
Co istniało kiedyś istnieć przestało
Jak wielu i wiele innych
Linia czasu zamyka swój bieg
By w przeszłości cykl się rozpoczął.
Carvillian Whitemage
22.07.98 00:36:54
Apokalipsa dziś
Z mglanych oparów
Wyłania się człowieka postać
Nie widać twarzy
Nie widać ciała
Snuje się mglany opar
Niknie w zawirowaniach
Zanim kolejne postacie wyłaniają się jakby z mgły
zawiał wiatr
rozproszył mglaną zasłonę widzę gnijące twarze
zielono-żółte przebarwienia skóry
szczerzą zęby jakby w głodzie zaczynają biec ku mnie
czuję, że jest ich zbyt wielu ból głowy pieczenie skóry zaczyna mnie mdlić
popromienni są już blisko
nie skryje się nie mam szans
„świeże białe mięso” krzyczą
„krew i ciemność” dobywam swojego 9mm. full-auto przeładowywuję bluzg ognia i ołowiu
ścina pierwszych dwóch
po twarzy ścieka resztka
tego, co z nich zostało
kolejna seria przerzedza szeregi
„zginiesz ścierwo” wrzeszczy jeden z konających trupów
dopadli mnie, tną nożami
jest ich wielu a kolejni wychodzą z kanałów padają kolejni widzę jedynie
krwistoczerwoną posokę przesłaniającą me oczy słońce piecze nie ubłaganie czuje swąd palonej skóry głuchy klik otrzeźwił mnie mgła ponownie skrywa
resztki z hotelowego baru
i szczątki tych, co nareszcie zaznali spokoju dopije wody i ruszam w dal
zresztą musze uzupełnić amunicję w Den
(nieznany przebudzony)
Carvillian Whitemage 14.XII.1998
Apokalipsa jutra
Walczył za sprawiedliwość walczył za wyzysk
Ścierał się w dżungli biznesu z potworami cywilizacji
Szedł w szranki do przegranych bitw, bo tak trzeba było
Żył nadzieją, że gdy wróci
Zastanie dom, lasy, łąki
Jeziora, strumienie żywe
Gdy jednak wrócił
Po ścianach spływała krew
Strumień kryły łuski zmutowanych ryb Miast lasów łąk cudnych
Ludzi goniących do pracy szukających miłości i zrozumienia
widzi spękany piach w miejscu jeziora pustynny monolit
z szkieletami blokowych ścian w ruinach cywilizacji
toczy się walka zajadła O przetrwanie o życie
Wracający żołnierze zabijają
By żyć by przetrwać
Brat jest wrogiem brata
Nie tak miało być
Korporacje miały stworzyć
Miasta-bunkry gdzie wszyscy mieli się schronić
Mieli oni przetrwać w niezmienionej formie
Jednak niewidzialny wróg
Zabijał szybciej niźli myśl
Niszczył szybciej życie niźli przewidywali
Setki stosów popromiennych szkieletów
Leżą usypane przez tych, co przetrwali
A i oni często leżą pośród nich
Wie teraz, czym jest
On jak i Wojna pani wszelkiego zniszczenia
Służka Aresa nienasyconego
Wie tez, że nie jest bohaterem jest przyczyną
Tego, co zastał
Był jednym z trybów ogólnej zagłady życia
Chce odejść w nicość
i...robi ten krok
Carvillian Whitemage 1998.XII.10.
Arcymag Białych Szat
Loki spływają kaskadą Z barków jego
Tam gdzie spojrzy widzi
To, co wydarzy się I się wydarzyło Wieki temu…
W słońca blasku
Lśni jego zbroja
Platyny poświatą
Laska rozświetla najgłębszy Mrok dziejów
Oto jest Arcymag Quenllesu
Znają jego wiecznie
Młode lico i starzy
Chylący ku grobowi twarz
I młodzi wspinający
Się na drabinie życia
Karmazynowe oczy przeszywają
Spokojem wieków
Oczy smoka
Kryształu wieńczące laski
Sklepienie błyszczą bursztynu
Poświatą złotą
Skapaną w mglistych wspomnień
Deszczowym potoku
Kirys maga znaczy setka
Runicznych znaków zarówno ochronnych
jak i gwałtownych wulkanów mocy ognistych..
słoneczny blask nieśmiało przenika poprzez runów
zbroję by zalśnić w duszy
mroku tego, który przyniósł światu
wybawienie i zagładę dla którego
linia życia i śmierci jest wieczna
Błysnął grom na nieboskłonie
Rozniósł magii krąg
Wytoczył życia linii sto
Rozbłysnął oczami smoka Kręgiem pośród łąk
…
Zniknął… jak odchodził
Przed setkami lat
Szukając ucznia
By wiedzę lat wielu Przekazać swemu następcy…
— Lecz czy odnalazł godnego swych nauk —
pytanie bez odpowiedzi pozostało i bije w surmy jak hymn
dla każdego adepta magii
pragnącego prawdziwej mocy…
Carvillian Whitemage
30.III.98(corrected IV 99)
ARIEL
Przez zwierciadło duszy
Widzę płomień piekielny
Gorejący i zawistny
Żądający i niepokorny Trawiący twą duszę
Pani ciemności okryta Płaszczem mroku
Przyciągasz me myśli
Drążysz mój umysł
Spijasz me życie z pucharów
Nicości, bawisz się i śmiejesz
Niczym Elfią panna krocząca
Pośród cieni piękna i niepokorna
zmysłowa i grzeszna
po wargach spływa Ci kropla niczym ułamek rubinu
po aksamitnej tkaninie
znacząc twe lico niczym wino muskające koronki
oplatające twą szyję twe ruchy
szybkie i płynne
niedostrzegalne i pewne
i silne gdyż drżysz moc Bogów
MOC obdarowywania życiem
Śpiewa wiatr w koronach
Drzew cicho ptactwo
Nuci smutną pieśń
Tylko stary świerk zna prawdę
Wie, co widziały te oczy
Zamglone wpatrzone w dal I wie ze nic już nie ujrzą Po za nią…
Carvillian Whitemage 1998.X.8/1998-10-11 Dla Paty
Asarhalin
Patrzę poprzez wicher targający Jedwab włosów twoich
Mieniących się słońca blaskiem Wnikam w oczu twoich
Błękit błyszczący setkami odcieni
Tysiącem gwiezdnych blasków
Rozniecających żar w oczach twoich ścigających wiatr szukających krwistego strumienia
płynącego w życia oceanie
czerń skryta pod kaskadami słońca wodospadu
widzę jak płyniesz ku mnie
jak wiatr Cię popycha włosy twe rozwiane
niczym słońca promienie
układają się na twych ramionach
dostrzegam twój uśmiech
kuszący i przyzwalający pełen żaru
pełen krwistego pragnienia wyruszamy w noc
by zgasić pragnienie
by cieszyć się miesiąca
blaskiem skrytym blaskiem
mieniącym się platyną
w włosach naszych
Carvillian Whitemage
98/10/3. — -98/10/11(korekta Iv.99.) Dla Patty
Awen
Gdy cię kochałem
Powiedzieć nie umiałem
Ilekroć cię spotykałem
W ogniu uczucia się spalałem
Gdy cię nie widziałem
W lodowym kokonie zamarzałem teraz, gdy wiem
że znikałem niczym
mgła w słońca blasku
powiem owszem “kochałem” lecz dziś Ją poznałem
od pierwszego spotkania umiłowałem swe serce Jej oddałem
chodź z początku o tym nie wiedziałem gdy to dojrzałem
powiedzieć Jej musiałem
„że się zakochałem samą myślą o Tobie dusze w płomieniach spalałem”
więc żegnam miła moja
“żegnaj w promieniach wschodzącego słońca…”
Carvillian Whitemage
1999-04-19
Biała szata
Czas najwyższy przebudzenia
Załóż srebrną pieczęć Belliala niech spowije cię mroku płaszcz Niech twą bronią będzie miecz i moc sprzymierzeńców twych A obrona w mroku tkwi
Stajesz w zwartym szeregu twa zbroja
Lśni włosy rozwiewa ciepły wiatr
Wraz z swoim wierzchowcem wzbijasz się
Ku chwale Takhsis pod nieboskłon
Łuski agatem mienią się
Twa klinga ciepła głodna krwi
Wielu posłała ku Chemoschowi
Gdzie los czeka gorszy niż zły
Słyszysz melodyjne słowa wśród
Chmur chwytasz pieczęć i miecz, lecz poznajesz
Maga, który pomoc nie zagładę niesie CI
Magus zdrajca teraz już wiesz ciska w ciebie
Ogniem setek wulkanów mrok cię uchronił
Z przerażeniem zauważasz że smoka nie
Spada on w dół ku ostatniemu spotkaniu
Z ziemią a wraz z nim ty gdyż klamra
Od siodła zacięła się spotkacie się
Razem znów
Tocząc wasz ostatni bój, lecz masz
Świadomość ze mag
Zginął też od płomieni twego wierzchowca
24-III-98 08:56:15
Carvillian Whitemage(corrected IV 99
BUNT
Oboje samotni w mroku skóry
Grający role sługi pana wojny Oto mój los
Oddzieleni, ale ciągle razem
Przypisani pustce przypisani ciału
Oto moje piekło
Skruszony buntownik
Szybujący w eterze
Taplający się w błocie
Wiem jak niska jest wartość Czegoś, co ma cenę Buntownik!!!!
Instynkt nie jest ścieżka, po której kroczy człowiek Buntownik!!!!
Wyrzeczenie nie jest boska drogą Buntownik!!!
Oddzieleni, lecz ciągle złączeni przypisani pustce przypisani ciału schwytani i torturowani
nie chce tego, chce odejść
jak można odejść, jeśli się już przybyło lot jest iluzją
nawet triumf jest gorzki
Gdy nawet bitwa jest wygraną wiem jak mało warte jest to co ma swoja cenę
BUNTOWNIK!!!!!!!! BUNTOWNIK!!!!!!!!
BUNTOWNIK!!!!!!!! BUNTOWNIK!!!!!!!!
BUNTOWNIK!!!!!!!! BUNTOWNIK!!!!!!!!
BUNTOWNIK!!!!!!!!
CARVILLIAN WHITEMAGE
21 marca 1998/26 marca 1998
Dawna apokalipsa
Z odległych mgieł sunie
Świetlany promień nicości
Nie niesie życia, lecz zniszczenie
Mknie on po pustych
Wzgórzach, dolinach
Korytarzach dawniejszych rzek
Miastach tysięcy martwych dusz
Wśród marmurowych ścian
Wśród nadziei, błysków życia
Gasnących gwiazd i myśli
Pośród cmentarnych wież
Dmie i śpiewa wieczny pieśniarz
Roznosi melodię nimf
W świetlanym pasie na skraju
Mroków i blasków
Kroczy człowiek wyznawca Balla
Mędrzec Belliala żyje setki lat
Dzierży gwiezdne ostrze
Zaciska rękawice na głowni
Srebrzonej zdobionej demonimi wizerunkami
Gargoli zamykającej rękawicy stal
Z pośród lśniących zasłon
Kryjących twarz w cieniu
Jedyną oznaką oblicza są błyski
Karmazynu bijące spod powiek
Ogarniają one martwy krajobraz
Wszędzie dym wszędzie płomienie
Nie słychać nawet już jęków
Brak szlochań brak cieni
Przy marmuru ścianach
Przeszedł przez piekielne czeluście
By dotrzeć do domu
Jednak prawda jest, że wyruszył z domu
A powrócił do zgliszczy źle wyliczony został czas powrotu może chcieli by to zobaczył
zobaczył to, co ma się wydarzyć wie, że może jeszcze wrócić nim jasność promienista powróci cykl zamykając w portalu bram zniknie
nie wie czy chce
powrócić do piekielnych otchłani
obawia się zobaczyć to samo, co pośród zgliszczy dostrzegły jego oczy
a widziały one
paniczna walkę i sromotną klęskę odwraca się od tej wizji
przekracza próg mglany cos go tknęło spojrzał
po raz ostatni i dostrzegł
ruch może zawirowanie powietrza jakiś błysk natychmiast zawrócił
portal się zamknął z cichym sykiem był pewien, że coś widział że słyszał cichy szloch jednak jedynie myślał
zbyt głęboka cisza
przecinana jedynie miarowym rytmem jego kroków tańczących na szklanych
odłamkach dawnego Manhattan
Carvillian Whitemage
7.XII.1998
Dziecięcy śmiech
Słońce świeci i płonie las
Niebo zakrył dymu płaszcz
Przerażenie budzi widok ten
Gdzieś z za lasu słychać śmiech
Obłąkany ludzki śmiech
Słonce poprzez deszczowe chmury Dotrzeć chce…
Deszcz rozpala płomień drzew
Płomienne języki trawią las
Deszcz zamiast gasić, podsyca GO
Gasnąc nie chce, wojna o czas trwa
***
zamiast bujnych gajów
okalających wzgórze, zamiast zieleni
drzew kikuty sięgające konarami gwiazd szkielety zwierząt i drzew…
w mroku cmentarz jest tam
gdzie lasu zieleń drzew życie w agonii, bólu
…budzi strumień gorzkich łez śmierci wielu chce wśród konających
gdyż nie mogą ugasić rozpaczy
i...pewnego słonecznego dnia
u podnóża Elfiego wzgórza
hen z daleka dobiega dziecięcy śmiech
niesie się poprzez czas zła i dobra czas chaosu i porządku
poprzez nasz świat
niesiony przez najszybszego z posłańców
...niesiony poprzez wiatr na skrzydłach jego…
horyzont rozjarzył się łuną drzew ktoś uniósł dymny płaszcz przykrył on las kolejny
spala go jak poprzednio niesie się
ludzki śmiech daleko w konarach drzew na skrzydłach posłańca…
na skrzydłach wiatru
Carvillian Whitemage
1998/07/26(corrected IV 99)
Elfa panna z gór krańca świata
Z chwilą, gdy cię ujrzałem
Od razu coś zrozumiałem
Poczułem to gdzieś głęboko
W sobie, niczym obsypujące się skały Jakieś zmiany…
Coś, czego nie doświadczyłem przedtem nigdy coś wspaniałego
krótko Cię znałem, lecz zapomnieć nie chciałem nie raczej… nie umiałem
nie potrafiłem
wymazać Cię z pamięci stronic
zawsze wracałaś do myśli moich ilekroć szkołę odwiedzałem…
A z chwilą, gdy odejść musiałem Gdyż demon mnie niszczył
Niestrudzenie nerwy me szarpał nerwy rwał bezlitośnie
Coś ponownie zrozumiałem
Iż nie szkoły brak mi będzie
Nie nowych przyjaźni zawartych
Lecz Ciebie
“Elfią Panno z gór dalekich” chodź może to może to dziwne
i nie dorzeczne to się w Tobie zakochałem By to pojąć zrozumieć rok musiał
Upłynąć wierszy wiele umysł wytworzył
Lecz żaden myśli o Tobie
Nie był pozbawiony
Przez cały ów czas w bezkresie błądziłem
Pozbierać się nie mogłem
Powoli pozwoliłem by wspomnień
Rzeka porwała mi Ciebie Bym już nie cierpiał bym wrócił do siebie
A tu jak grom z jasnego nieba
Wkraczasz do szkoły mojej
I wszystko podobnie się zaczyna
Lecz czy znów Cię stracę
Czy tym razem się odważę
Czy też będę niczym błędny rycerz
Szukający ukojenia, zrozumienia
Swej miłości do panny
A wiedzieć musisz Pragnę byś wiedziała że jesteś piękniejsza niźli rok temu
lecz to nie wszystko teraz będzie to, co Bard rzec chciał na wstępie
że żadna panna nie równa twej urody, bo jakież
diament porównywać do skały przyciągasz me myśli
niczym kwiat siejący zapach
niosący się na bryzie i wietrze
słońcem podgrzanym…
Carvillian Whitemage
Dla Aleksandry Marzec „Elcore”
Znany jako IOWA LO. Dobiszewski wawa
Wrzesień 98
Elfie Łzy
Po niebie przemknął złowieszczy cień
Wiatr pokłonił zieleń drzew
Polanę rozświetlił słoneczny krąg
Na twarzy Elfa błyszczą łzy
Wzrokiem wodzi złym
Niewidzącym poprzez łzy
Spalone pnie niegdyś pięknych drzew
Rozpaczy krzykiem zemsty chcą
Takiego okrucieństwa wybaczyć nie wolno
Polana nie gdyś zielona teraz umarłą jest
Omdlała kobieta leży pośród zmarłych strażników szatę jej plami krew
nad twarzą mgiełka życia unosi się Elf trochę rozpogodził się
Nie wszystkie łzy osuszyć chce
Myślami przy kapłance DAWNEJ WIARY jest
Klęczy oczy jej płoną błękitem przez mglany wzrok W młodym drzewie zabrzmiał śpiew Życie dalej toczyć musi się..
24-III-98 07:07:02(korekta IV 99) Carvillian Whitemage
Gra zwana życiem
Czasami są takie dni że nic nie jest jak być powinno
zachodzisz w głowę gdzie popełniłeś błąd
czasami po prostu wszyscy są przeciwko tobie lecz podać Ci się nie wolno
musisz po prostu być sobą
gdy poczujesz, że tracisz grunt pod nogami zamiast się kurczowo trzymać
ruń razem z lawiną pokaż, na co Cię stać musisz być ponad małostkowość świata
to, co że zobaczysz przerażenie w ich oczach ważne jest jedynie to, że odczujesz
że przez chwile byłeś na szczycie że tylko o tobie mówili
potem już tylko migające światła
niknące gdzieś na skraju świadomości
cichy syreni głos odbijający się daleko poniżej nie wiesz nawet czy wrócisz z zaświatów
ale już wiesz, że warto było Ci, co z ciebie szydzili dziś budują Ci pomniki stawiają muzea a poeci tworzą pieśni
jest jednak coś, czego nie zmienisz już
nie możesz im powiedzieć, że to był jedynie protest przeciwko bezsensowności życia w świecie wiecznych wojen wiecznych sporów
politycznych zagrywek niszczących chodź w podstawie ideologii było budowanie
…tak czasami po prostu nic nie wychodzi po prostu wiesz, co powiedzieć chcę już wiedzę, że rozumiesz
ty wiesz widzę po twych oczach
wiesz, że cokolwiek zrobisz będzie z góry założone że nie ma ucieczki od gry zwanej życiem…
wiesz już również, że rządzi się ona surowymi prawami a wygrać się nie da
gdyż ten, który spogląda
na graczy zapomniał o podstawowej zasadzie że “… gry stworzono do zabawy…”
Carvillian Whitemage