E-book
12.29
drukowana A5
45.47
To ja, Aleks

Bezpłatny fragment - To ja, Aleks

Gdzie serce twoje, gdzie dom twój? Tom 3

Objętość:
250 str.
ISBN:
978-83-8221-673-8
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 45.47

Noc gdy dzień wstaje

— Zejdź ze mnie, grubasie. Jesteś ciężki, wiesz?

Aleks przetarła zaspane oczy. Bosą stopą zrzucając psa z kołdry na ziemię.

— Jestem taka brudna. Tak bardzo brudna… Wszystko brudne. Nie patrz się tak na mnie. Ty jak jesteś brudny to cię wymyję. Ja muszę wszystko sama. Najgorzej jest jak chcesz umrzeć, a zamiast tego życie funduje sprzątanie po sobie. Przecież powinno to być zmartwienie innych!

Tom wystawił język, gotowy do pomocy i wbił w nią słodkie brązowe oczy, machając zawadiacko ogonem.

— Nie możesz mnie lizać. Nie możesz mnie zjeść. Zaraz wstanę. Zaraz. Nie — potrząsnęła energicznie głową. — Już wstaję.

Naciągnęła kusą koszulkę poniżej bioder i pobiegła do łazienki. Pies poczłapał za nią i już po chwili ułożył się na zimnych kaflach. Zasłoniła żaluzje i siedziała długo w wannie, zmywając z siebie swoją kobiecość. Dla pewności spłukała się jeszcze raz prysznicem. Wilgotne ciało oblekła w bieliznę i szlafrok, zakładając na głowę kaptur.

Przeszukała dokładnie szafki. Nie znalazła zbyt wiele. Ot parę butelek, plastry, lekarstwa, wata, krem dla niej, błyszczyk do ust, różowe i zielone maszynki do golenia.

— Czemu tata używa kobiecych kosmetyków? Nie wiesz? Nie merdaj ogonem, tylko powiedz mi? Nie mówisz…

Zrobiła prowizorkę i popatrzyła się w lustro z niesmakiem.

— Chodź. Potrzebuję ciebie. Pójdę do Zosi po podpaski. Oddam też złotówkę. Pójdziesz ze mną? Pewnie, że pójdziesz — szaleńczy taniec brata nie pozostawiał wątpliwości, że cieszy go perspektywa wyjścia z domu.

Wróciła do pokoju zostawiając mokre ślady stóp na dywanie. Ściągnęła pościel i zawinęła ją w kłębek, upewniwszy się, że nie widać krwawych plam na materacu. Przewiązała pasek szlafroka, założyła kapcie i wzięła pod pachę zawiniątko. Po ciemku cichutko zeszła po schodach, nasłuchując dźwięków zdradzających najmniejsze oznaki życia. Dom huczał ciszą wlewającego się zza okien wrzątku. W kuchni na stole, pod kloszem, czekały na nią kanapki. Odłożyła pranie delikatnie na podłogę. Wyciągnęła jedną z kromek i wgryzła się w miękki chleb i liźniętego przez słońce soczystego pomidora.

„Jestem w kościele” — przeczytała na głos kartkę położoną obok talerza. Po co się mi tłumaczysz? — dodała gniewnie, przeżuwając kawałek tłuszczu.

Z pomiędzy warstw kanapki wyciągnęła szynkę i rzuciła bratu na podłogę.

— Jedz, grubasie — powiedziała, stając przy drzwiach do piwnicy. Zostaw mnie. Już nie mam humoru,

Tom powąchał wędlinę. Oblizał się. Zostawił ją nietkniętą i podreptał ze spuszczoną głową za swoją panią.

— Idź do ogrodu! — odgoniła nogą psa. — No idź już!

Tom nieposłusznie poczłapał do kuchni. Ciężko padł na ziemie, kładąc nos parę centymetrów od szynki.

Cicho otworzyła drzwi do piwnicy i zapaliła światło. Mrok ciemnego pomieszczenia rozjaśnił się ostrą poświatą. Echo dźwięku kapci obijających się o podeszwy stóp wypełniało pomieszczenie. Wrzuciła pościel do bębna. Włączyła pierwszy program i ustawiła krzesło ciesząc się widokiem na pralkę. Ściany rozbłysya czerwoną łuną pożogi. Niezgrabnie usiadła po turecku na siedzisku i przyglądała się, jak bęben obraca się powoli. Jej głowa także powoli obracała myśli, a wszystkie emocje wnikały w nie jak woda w twarde sploty tkaniny. Raz w lewo, raz w prawo. Parę razy w lewo, parę razy w prawo. Jednostajny rytm wzbudzał trans i izolował od świata.

Pamiętała wczorajszy dzień, jak sen. Niby emocje zostały, ale nie był już tak intensywne. Miała żal i pretensję do wszystkiego, i wszystkich. Zwłaszcza do siebie. Myśli uciekały zostawiając brudne strzępy wrażeń, przeplatane emocjami. Zrezygnowanie przeszło w falę gniewu i złości, gdy bęben ruszył na pełnych obrotach.

— Czemu ja mam dać im satysfakcję. Jeśli umrę to będą mieli łatwiej.

Wirująca pralka trzęsła się cała, zrzucając z siebie na ziemię rozsypany proszek.

— Niech się męczą jeszcze ze mną.

Bęben spowolnił wyciszając otoczenie. Do głowy wpadło jej zdanie, które pasowało do tej chwili:

Życie to brudna dziwka — powiedziała na głos. Ściany odbiły jej głos wbijając zwielokrotnione zdanie w jej mózg.

Życie to brudna dziwka — powiedziała cicho, rozglądając się, czy nikt tego nie słyszał.

Zegar odliczał ostatnie minuty prania. Odejmowała sekundy razem z nią. Pralka zatrzymała się na chwilę, odsączając wodę. Aleks skupiła się na rozsypanym proszku. Zeszła z krzesła i zgarnęła białą kupkę do pudełka.

— Głupia jesteś, Amundsen. Taka głupia -zganiła się.

Wyłączyła pralkę i przyjrzała się uważnie praniu. Plamy pyszniły się na mokrej bieli.

— Taka głupia — powtórzyła zirytowana.

Do szuflady wsypała proszek i dodała wybielacz. Wstawiła ponownie i włączyła światło. Usiadła na krześle, opierając łokcie na kolanach, a dłońmi objęła głowę. Wstała ponownie. Podeszła do włącznika światła i ponownie zapanowała ciemność. Czerwony poblask wyświetlacza pralki wskazywał jej drogę do mebla. Zajęła ponownie tą samą pozycję, wsłuchując się w kojące dźwięki i wpatrując się w hipnotyzujące ruchy bębna. Dłonie oplatające głowę wzmocniły energię myśli.

Mam jedno rozwiązanie, albo pozostawić to jak było. Czy to alternatywa? Z tym, że trzeba przyjąć, że przy Kocie trzeba wyłączyć mózg. A Amundsen będzie próbować trzymać się zasad, które sama ustanowiła. Może kupię lody? Jakich zasad? Debilnych! By być z Kotem. Trzeba być debilem. Wytnę sobie pół mózgu i przestanę czytać?!

Wirująca pralka nie nadążała za wirem myśli. Ulotne, zwiewne, ciężkie, twarde, radosne, smutne. Rozbijały się na frakcje, rozkładając się na obrzeżach czaszki, zostawiając w środku puste miejsce na nowe.

Nie będę! — wymierzyła sobie siarczysty policzek.

Pralka głośnym piskiem oznajmiła, że zakończyła swoją pracę.

Najwyższy czas — powiedziała do migoczącego wyświetlacza. — Zmarzłam.

Wstała z krzesła rozprostowując zdrętwiałe nogi. Wyciągnęła pranie do kosza. Wyłączyła pralkę. Po ciemku weszła po schodach, prowadzona przez snop światła przeciskającego się przez szparę w drzwiach.

Tom leżał dalej na swoim miejscu, pilnując szynki przed muchami.

W ogrodzie rozwiesiła pranie, starannie przypatrując się strukturze materiału. Gorące sierpniowe słońce szybko wyciągało wilgoć z suszącej się tkaniny. Upał stawał się przyjemny, wśród resztek odparowującej wody. Lekki wiatr unosił świeże włókna myśli.

Sukienka frotte rozpaliła jej biodra do czerwoności. Weszła na piętro i ze swojej szafy wybrała odpowiednią sukienkę do adekwatną swojego stanu. Złapała się za podbrzusze przywołana ostrym bólem. Poczuła dyskomfort i założyła spodnie dresowe. Nie zawsze się ma to co się chce — burknęła pod nosem.

Przywołała psa i wyszła do sklepu uzupełnić niezbędne na dzisiejszy dzień zapasy: podpaski, czekoladę i lody.‎


— Dlaczego nie zjadłaś? — wirujący głos babci wołającej z kuchni, oderwał Aleks od książki.

Nie odpowiedziała jej. Zagrożenie było daleko. Spokojnie obróciła kartę i wróciła do lektury. Odgłos ciężkich kroków narastał. Klamka u drzwi się poruszyła. Nastka naparła ramieniem na skrzydło, lecz te ani nie drgnęły.

— Otwórz. Otwórz, proszę! — zawołała.

Al wstała powolnie i przekręciła klucz w zamku. Wskoczyła z powrotem na łóżko i wzięła przyjaciółkę do ręki.

— Dlaczego nie zjadłaś? — babcia ponowiła pytanie. — I dlaczego zamykasz się? Posprzątaj tutaj. No, jak dziecko!

Al spojrzała się na nią spod brwi. Pośliniła palca i spokojnie przełożyła kartkę.

Nastka rozejrzała się uważniej po pokoju. Dywan usłany był papierkami po cukierkach. Obok łóżka leżała nadgryziona czekolada. Na biurku zaś resztka roztopionych lodów w rodzinnym opakowaniu obok pudełka podpasek.

— Acha. To wszystko wyjaśnia.

Poprawiła na nosie okulary i odruchowo złapała się za krzyżyk.

— A czemu się zamykałaś?

— Bo tak! — wyrzuciła z całym impetem Al, tak niespodziewanie, że Nastka cofnęła się o krok. Nie kontynuowała rozmowy. Syknęła coś pod nosem o opętaniu przez demona i wycofała się do przedpokoju. Gdy schodziła na parter, drzwi zostały za nią z trzaskiem zamknięte, a klucz przekręcony.


— Aleks! Otwórz proszę. To ja, tata — powiedział ojciec, delikatnie pukając.

Nie słyszała go jak wchodził. Nie spodziewała się go jeszcze. Spojrzała na telefon. W sumie po kolacji to już mógł przyjść do domu. Otworzyła drzwi i stanęła na progu blokując wejście do swojego pokoju..

— Jesteś cały dzień w piżamie? — zdziwił się ojciec.

— Nie cały. I nie w piżamie, tylko w kigurumi — ręką zamachała w powietrzu w geście sarkastycznego zdziwienia, kiwając z niedowierzaniem głową, jak mógł nie odróżnić kigurumi od piżamy.

— Wpuścisz mnie? — zapytał i lekko pchnął drzwi, które trzymała Al. Nie ustąpiły.

— Tak.

— To musisz puścić skrzydło, zrobić krok w tył i takie tam.

— Acha. Nie domyśliłam się.

— Co tu masz za chlewik? — zawadiacko zapytał, ogarniając wzrokiem pokój.

— Bo tak! — powtórnie wyrzuciła z siebie Aleks.

— Eee, no spokój mi tu! Siadaj — słowa wypowiedział dosadnie tonem nie znoszącym sprzeciwu. — Mów mi co się dzieje!

Jego stanowczość przestraszyła ją. Usiadła karnie na łóżku, kładąc dłonie na udach, jak grzeczna dziewczynka.

— No mów — powiedział łagodniej.

— Mam okres — wypowiedziała nie patrząc się mu w oczy.

— Nie czerwień się mała. To naturalne.

Spojrzała na niego.

— Naturalnie. Ty też.

Chcąc ukryć swoje zażenowanie, ojciec zadał inne pytanie, z którym tak na prawdę przyszedł do córki.

— Chcesz na weekend jechać do mamy?

To pytanie zostało bez odpowiedzi, gdyż Aleks wybiegła z płaczem do łazienki.

— Kobiety — westchnął filozoficznie ojciec i zszedł na dół zjeść samotną kolację.

Świnki trzy

Nastka z impetem otworzyła drzwi do pracowni.

— Posprzątałabyś tutaj — rzuciła na dzień dobry.

— To mój pokój i mogę mieć tutaj bałagan twórczy.

— Nie nie możesz — podniosła do góry palec, by tym samym podnieść swój autorytet.

— Mogę. — Al obróciła się do niej plecami, by pokazać, gdzież to ona ma jej autorytet.

— Nie zachowuj się jak dziecko, jesteś już prawie dorosła!

Odpowiedziała jej cisza przerywana powolnymi pociągnięciami pędzla.

— Zrobię pierogi — babka użyła ostatecznego argumentu.

Al posłusznie odłożyła pędzel i zabrała się za porządki.

— Tak, właśnie — kobieta powiedziała zadowolona z siebie. — A potem pójdziemy do kościoła.

— Nie przeginaj — dziewczynka rzuciła przez zęby.

— Chyba się zapominasz, dziecko! — przywołała wnuczkę do porządku i by wzmocnić siłę przekazu, zamknęła drzwi za sobą z trzaskiem.

Nastka zeszła do kuchni. Al wyszła tylko na chwilę wynieść śmieci na podwórze spełniając swoją niewypowiedzianą obietnicę. Gdy wróciła do mieszkania w głowie wykiełkowała jej myśl: Zjem i idę na miasto.

Usiadły w kuchni, i w milczeniu jadły pierogi. Al dokończyła ostatni kęs, zapijając go resztką mleka.

— Zjadłam i idę na miasto — powiedziała, podając Nastce talerz.

— Nie zgadzam się — odpowiedziała jej babcia, wkładając naczynia do zlewu.

— Nie pytam cię o zgodę.

— Nie zachowuj się jak dorosła, jesteś jeszcze prawie dzieckiem!

— To się zdecyduj!

— Ja już podjęłam decyzję. Nie zgadzam się. Nigdzie nie idziesz.

— Zdecyduj się czy jestem dorosła, czy jestem dzieckiem.

— Ja… — kobieta zaczęła, kompletnie zbita z tropu.

— Już mnie nie ma.

— Powiem tacie! — pogroziła jej chochelką.

— Wiesz, że nie. Wrócę jak będę — odpowiedziała Al, zamykając za sobą drzwi.

Skręciła na osiedle, nie zastanawiając się jaki kierunek obrała.

— Znam cię — ktoś krzyknął.

Al rozejrzała się. W jej kierunku szła wysoka dziewczyna, ubrana w białe spodnie i koszulkę z wielkim logo luksusowej marki. Odrzuciła niedopałek papierosa i poprawiła swoje blond włosy na których pyszniły się resztki fioletowej płukanki.

— Znam cię — powtórzyła będąc dwa kroki od Aleks.

— Mnie?

— Jesteś ta od tego wysokiego co nie dał ognia.

— My nie palimy.

— To trza było powiedzieć, a nie spylać. Right?

— Śpieszyliśmy się z tatusiem do domu.

— Z tatusiem? Hę? — zapytała rozbawiona, nie oczekując odpowiedzi. — Co tutaj robisz?

— Przyjechałam na wakacje.

— Do takiej dziury na wakacje? Wyglądasz na nażartą kasą.

— Nażartą?

— No, masz kasę. Right?

— Mam trochę — wyznała zaskoczona pytaniem.

— To będziesz fit in do nas. My się z byle kim nie spotykamy.

— Tak?

— Chodź poznać girlsy. Ja jestem Moja.

— To niespotykanie imię — zachwyciła się Al.

— Imię-srymię. Ksywka, bejbe. Ksywka. My nie używamy imion, to takie pospolite. A ty?

— Aleks.

— Jak chłopak. To ksywka, czy imię?

— Imię.

— Dali ci męskie imię? That’s odd.

— Nie. Aleksandra. Ale wolę jak mówią na mnie Aleks, albo Al.

— Okey, okey. Bo się pogubię. To Maja — przedstawiła dziewczynę z czerwonymi włosami siedzącą na huśtawce dla dzieci.

— To ja! — podniosła rękę i pomachała do Al.

— A to Mija — wskazała na brunetkę z zielonymi pasemkami.

Mija popatrzyła się na Al i ani nie poruszyła się, ani nie odezwała.

— Moja, Mija, Maja — powtórzyła imiona Al kłaniając się każdej z osobna. — Miło was poznać.

Dziewczyny wybuchnęły śmiechem rozbawione jej grzecznością.

— Witaj w gangu, sister.

— Jeszcze nie sis — powiedziała Mija.

— E stonuj, sis. Może poznajmy się lepiej i ona zdecyduje? Right? — Moja za plecami Al potarła palcami jakby liczyła kasę.

— No, jaha. Siadaj przy mnie — radośnie powiedziała Maja, jakby przełamała właśnie pierwsze lody.

— Jak nazywają wasz gang?

— Świnki — rzuciła Maja i od razu zasłoniła sobie usta.

— Maja. Shut up. Zawsze musisz paplać. Nie o to jej chodziło.

— No co? Przecież tak nas nazywają.

— Ona nie musi tego wiedzieć — Mija rzuciła jej karcące spojrzenie.

— Dlaczego nazywają was świnki? — pociągnęła temat Al.

— Bo przesiadujemy wieczorami na klatce schodowej — wyjaśniła Moja.

— I co ma to wspólnego ze świnkami?

— Hahaha. Głupia jesteś. Świnki robią chlew! Syf. Dirty girls! Hi five Mija!

— Nie próbowali was przegonić?

— Próbowali. Jeden złapał mnie za ramię i wezwał policję.

— I nie mieliście kłopotów? — zdziwiła się Al.

— My? — zapytały wszystkie na raz.

Moja przybliżyła się do ucha Al i szepnęła:

— Za molestowanie idzie się do paki — Sisterhood! — zaintonowała.

— Rules! — odkrzyknęły odzew.

— Co lubisz robić? — zapytała Maja przysiadając się bliżej do Al.

— Czytać — odparła dość lakonicznie.

— Nie ogarniam ludzi, którzy czytają książki. Przeczytają jedną albo dwie i wydaje im się, że są jacyś lepsi. Bo książka. Psszestaań…

— A ja nie lubię ludzi, którzy oglądają telewizję i mówią, że edukacyjna — włączyła się Moja.

— No. Słabe. Albo ci co w Internecie siedzą i blogują. O wszystkim wiedzą — dodała Maja.

— Uhm. Ale Internet to skarbnica wiedzy — Al nie do końca się zgodziła z koleżanką.

— No. Puść filmiki z kotami, Moja…

Mija włączyła się do rozmowy znudzona podrzucaniem piasku.

— Umiesz grać w nożyce i papier?

— Jasne — potwierdziła Al.

— To dawaj. Na trzy. Raz dwa trzy.

Aleks złożyła pięść pokazując kamień. Spojrzała na dłoń Miji.

— Wiertarka — Mija wystawiła środkowy palec. — Wygrałam. Słaba jesteś.

Dziewczyny wybuchnęły gromkim śmiechem.

— Wiertarka. Ha ha — dobre. — Widziałaś jej minę?

Al nie czuła się komfortowo w tej sytuacji. Wstała i otrzepała spodnie z piasku.

— No nie ciskaj się. Taki joke — Moja usadziła Al z powrotem na miejscu. — Taka sytuacja, czaisz?

— Czaję — potwierdziła.

— A ja czytam gazety — wyznała nieoczekiwanie Mija.

— Jakie? — zainteresowała się Al.

— No jakie? Będzie polewka? — ponagliła ją Maja, szukając tematu do żartu.

— O piosenkarzach i aktorach.

— Wycinasz sobie ich i wieszasz nad łóżkiem — wybuchnęła śmiechem Mija, ale szybko przestała się śmiać, gdy zorientowała się, że jest jedyną, którą bawi jej żart.

— Lubię takie kolorowe gazety opisujące ich życie — doprecyzowała Maja.

— A wiecie, że to są pisma typu: tego nie będziesz miała, tych ludzi nie spotkasz, w tych miejscach nie będziesz nigdy w życiu? — zapytała Al.

— Gupia jesteś. Jak będziemy sławne, to będziesz o nas czytać — odparła zirytowana Moja, biorąc w obronę Maję.

— Sądzicie, że sławę zdobywa się z dnia na dzień? — kontynuowała temat Al przesypując piasek z kupki na kupkę.

— No! Idziesz na casting i wygrywasz miejsce w serialu. Tak to działa Mija i Maja? Right?

— Na ten casting to przychodzi z pierdylion ludzi — zaoponowała Maja.

— Nie takich jak my!

Moja wstała by zaprezentować swoją sylwetkę.

— Z takim tyłkiem to Hollywood, bebe, nasze!

— Tyłkiem? — Al nie kryła zdziwienia.

— Jesteś brzydalem Ginger. Wykonam wyrok. Trzsy… In your face.

Moja naciągnęła środkowy palec i uderzyła nim Aleks w czoło. Al zerwała się na równe nogi.

— No co ty! Zluzuj. To tylko zabawa! — uspokajała ją Moja.

— Nie bije się!

— Ja ci rozkmniłam tylko malinę na czole, a ty dałeś focha wszech czasów! Ogarnij się sis.

Al schyliła się i zrobiła dokładnie Moji to co przed chwilą otrzymała.

Moja wstała i popchała Al.

— E… Smrodku… — Moja przybrała pozycję do walki.

Pomiędzy dziewczyny weszła Mija.

— Spokojnie sis. Nie może być tak, że ty ją bijesz, a jak ona cię bije to jest foch. Idź do kąta. Wiesz, że mam więcej malin. A ty masz czystą twarz?

— He? — zapytała Moja, nie widząc znaku liczenia pieniędzy.

— Chill out Moja. Chill out — mówiła Mija i ponownie na wysokości piersi potarła kciukiem o palec wskazujący.

— You sucks — powiedziała Moja.

— You suck — odpowiedziała Al.

— Ja? Chyba cię popie… — nie dokończyła słowa spacyfikowana przez Miję tym samym gestem.

— Nie! Nie mówi się w drugiej osobie z s na końcu.

Mija bezdźwięcznie powiedziała w stronę Moji: — Żarty oj-ciec, kaaaasa!

Moja rzuciła:

— Easy. Me calm down me know it — i odwróciła się z powrotem do Al.

— Ty chyba nie znasz slangu ulicy, bebe — stonowała Moja. — Thug life bebe. Ok. Go on.

Moja podeszła do Aleks i przytuliła ją. Al stała jak słup soli nie rozumiejąc sytuacji.

— Nie ma co się spinać. Się nie znamy. Się poznamy. Drobna spina. No fight no bad feelings. Right?

Moja podsunęła Al pod nos paczkę z papierosami: — Palisz?

— Nie.

— Może zaczniesz — powiedziała Moja, zaciągając się głęboko dymem.

— A właściwie jak macie na imiona?

— W gangu nie ma imion. Używa się ksywek — Mija pośpieszyła z wytłumaczeniem.

— Ale wy znacie moje — zaoponowała Al.

— Jak będziesz z nami, to też będziesz miała ksywę.

— Jaką?

— Na przykład…

— Musi być na M.

— Dzięki Moja. Na przykład Mariola.

— Mori. To pasuje. Albo Alina — roześmiała się. — Right dziewczyny? — zachęciła je do sztucznego śmiechu. — Prawda?!

Roześmiały się na rozkaz nieszczerze.

— E, no. Jak mamy się bawić to wszyscy razem. Czemu się nie śmiałaś?

Wzrok Miji mówił, że lepiej się nie odzywać.

Resztę dnia spędziły siedząc na drabinkach, obczajając przechodzących ludzi i jedząc słonecznik. Gdy się skończył, rozeszły się do okolicznych domów na kolację.


Aleks otworzyła drzwi i zaczęła przy wejściu wycierać buty.

— Gdzie się włóczyłaś? Możesz mi powiedzieć, dziecko moje? — zapytała Nastka kierując się z kuchni na korytarz.

— To tu, to tam. Jakbym była dorosła, to narysowałabym ci mapę…

— Ty gówniarzu — rzuciła w zapamiętaniu babka, ruszając do niej ze ścierką.

Al nie czekała na rozwój sytuacji. Wybiegła z domu trzaskając cięzkimi drzwiami. Wsiadła na rower i pełnym pędem ruszyła z góry. Wkładała w pedały tyle siły, ile tylko w sobie miała. Patrzyła tuż przed kierownicę, widząc jak asfalt ucieka jej spod kół. Podniosła głowę i szybko oceniła, że nie zdoła się zatrzymać przed stojącymi przed nią autami. Nacisnęła na pedały i dźwignię blokując z piskiem oba koła. Prawie tracąc równowagę, udało się jej ominąć o centymetry bok zaparkowanego na ulicy auta. Wyrównała tor jazdy i obróciła głowę, aby zobaczyć co za idiota zatrzymuje się na środku drogi. Tuż przed zderzeniem zdąrzyła zobaczyć niebieski kształ. Przednie koło roweru wbiło się w stojący na poboczu radiowóz. Upadła na maskę, a następnie stoczyła się na chodnik.

— Nic ci się nie stało? — zapytał policjant z troską w głosie wyciągając dłoń by ją podnieść.

Siedziała na ziemi i patrzyła w oczy najprzystojniejszego gliny jakiego kiedykolwiek widziała.

— Nic — wybąkała, rozmasowując kolano.

Podał jej dłoń i podniósł do góry.

— Będzie mandat? — zapytała ciągle przestraszona sytuacją.

— Musiałbym nałożyć też na siebie. Nie włączyłem koguta, a stanąłem na zakazie. Mogłaś mnie nie zauważyć.

— Tak?

Policjant wyciągnął portfel i podał Al dwa banknoty.

— Powinno starczyć na naprawę.

— Tak?

— Tak.

— A jaką?

— Ty się nie uderzyłaś w głowę?

— Nie — patrzyła mu prosto w oczy oczarowana magią władzy.

— Masz zniszczone przednie koło. Będziesz musiała kupić nowe.

— Tak?

— Może jednak pojedziemy na pogotowie?

— Nie — odpowiedziała przeciągle. Nie — powtórzyła krótko.

— Daleko masz do domu?

— Nie. Tam na górce — wskazała na dom za blokiem. — Poradzę sobie.

— Amundsen?

— Tak.

— Córka, czy siostra?

— Siostra? Czy wszyscy tutaj znają Amundsenów?

— To małe miasteczko. Nie wiedziałem, że ma siostrę.

— A córkę?

— A ma?

— To ja już może sobie pójdę.

— Noś kask i jeździj ostrożnie. Nie chcę by mój przyjaciel cię grzebał — poradził jej na pożegnanie.

Podniosła rower na tylne koło i prowadząc go niepewnie ruszyła pod górę. Rower schowała do garażu przykrywając przednie koło płachtą. Się naprawi. Wszakże lepsze zderzenie z radiowozem i wgniecenie na kole, niż przejechanie przez ciężarówkę i chowanie resztek przyjaciela w śmietniku.

Dwa razy to ta sama woda

Od pierwszego spojrzenia, babcia i wnuczka patrzyły na siebie wilkiem. Nastka przygotowała śniadanie pod siebie, serwując biała kiełbasę.

— Nie zjem tego — powiedziała Al, odsuwając talerz.

— Nawet nie wiesz co to jest — Nastka przysunęła jej talerz pomiędzy sztućce.

— Nie zjem tego i już.

— Aleks, spróbuj tego zanim powiesz nie.

— A co będę za to miała?

— Nowe doznania.

Al odkroiła mały kawałeczek i z obrzydzeniem włożyła do buzi.

— Nie dobre — odsunęła talerz.

— To nie jedz — powiedziała babcia, przekładając jej kiełbaskę na swój talerz. — I tak wyglądasz grubo.

Al rzuciła jej nienawistne spojrzenie.

— To moje — rzuciła zabierając kiełbaskę z talerza.

— Jednak się zdecydowałaś?

Al wstała od stołu i skierowała się do wyjścia. Teatralnym gestem wrzuciła kiełbasę do miski psa.

Tom podbiegł zaciekawiony, lecz nie ruszył jedzenia.

— Nawet psu nie smakuje.

— Idź do siebie.

— Ty też.

Al wbiegła do swojej pracowni. Wyciągnęła telefon i sprawdziła portal. Pierdylion zdjęć z wakacji. Szczęśliwych ludzi w pięknych miejscach robiących rzeczy o których mogła pomarzyć.

Jak to było? — burknęła pod nosem. — Tego nie będziesz miała, tych ludzi nie spotkasz, w tych miejscach nie będziesz nigdy w życiu. Moje życie jest do bani!

Chciała odłożyć telefon i sięgnąć po pędzle, lecz poczuła wibrację. Odczytała wiadomość:


„Wiem ze nie odbierasz ale ja czuje się taki samotny”

„A pies ci zdechl?” — odpisała natychmiast.

„Nie mam psa”

„To sobie kup. Bedzie mial ci kto morde lizac”


To skutecznie pownnobyło zakończyło rozmowę. Tak jej się wydawało. Pamiętała te wyrażenie od mamy. I do dziś pamiętała, że bolało.


„Jak wrucisz do mnie, to se kupie”


Przez chwilę ważyła w myślach, co odpisać i jak ubrać myśli w słowa, by wysłać zabójczo ciętą ripostę.


„Wal sie” — odpisała i odłożyła telefon.


Przygotowała tubki z farbami i zaczęła je nakładać na paletę. Telefon wibrował przez dłuższą chwilę.

No nie. Nie ty — fuknęła pod nosem

Po chwili wahania zdecydowała się odebrać.

— Po co dzwonisz? — spytała agresywnie.

— Mam ci coś do powiedzenia — Kot był przymilny jak zawsze, kiedy czegoś potrzebował.

— Powiedziałeś już wszystko.

— Coś innego.

— A mianowicie?

— Kocham cię? — nie było to stwierdzenie, a raczej intonacja wskazywała na pytanie.

— I już?

— Tak. A ty?

— Mam innego chłopaka — wymyśliła na poczekaniu odpowiedź, gdy przypomniała sobie słodko-groźną twarz policjanta.

— A ja inną dziewczynę — próbował się odgryźć.

Rozłączyła rozmowę. Nie było sensu dalej dyskutować. Odłożyła telefon i wróciła do przygotowywania farb. W domu rozległ się głos dzwonka. Ktoś był przy drzwiach. Zignorowała go całkowicie licząc, że babcia otworzy. Dzwonek dźwięczał natarczywie. Odłożyła paletę. Zeszła na dół wycierając po drodze ręce. Otworzyła drzwi z wyrazem irytacji na twarzy.

— O, coś nie w sosie? — zapytał Sam wchodząc bez zaproszenia.

— Bo wszyscy mnie wnerwiają! — rzuciła ścierką o ziemię.

— Ooo! Jest źle. Poprawić ci humor?

— Jak?

— Masz. Zrobi ci się weselej.

Dziewczynka popatrzyła na otwartą dłoń na której leżał woreczek z białymi podłużnymi tabletkami.

— Tik taki? — zapytała udając naiwną.

— Taaak. Taki — roześmiał się Sam. — Poprawiają nastrój.

— Nie chcę.

— Aleks, spróbuj tego zanim powiesz nie.

— A co z tego będę miała?

— Hahaha. Ja ci coś daję, a ty coś jeszcze z tego chcesz mieć?

— Przepraszam.

— Ja się nie gniewam. Buziak załatwi sprawę.

— Buziak?

— Tylko jedną na raz. Bo inaczej będziesz fruwać — zmienił temat uciekając wzrokiem w dal. — Widzisz, lubię ciebie. Dla ciebie zrobię wszystko. Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Jesteśmy?

— Taaak — Aleks starała się naśladować intonację piskliwego głosu Sama. — Tak Sam. Jesteśmy. Lubię cię.

— Masz, schowaj — zamknął jej dłoń swoimi dłońmi.

— To nie są narkotyki? — zapytała na wszelki wypadek, pamiętając pogadanki ze szkoły.

— A gdzie tam narkotyki. Tik taki. No chyba nie wygląda jak landrynki z relanium?

— Zawsze nas przestrzegają, by nie brać narkotyków.

— Ile razy mam ci powtarzać, że to tik taki — mrugnął do niej porozumiewawczo.

— Nudzę się dzisiaj.

— Aj! Źle. A może pójdziemy na górę nad ogródkami i się zrelaksujesz?

— Może nie dzisiaj. Zaraz przyjdzie babcia.

— To zadzwoń po mnie jak jej nie będzie. To mój numer. Czekaj. Zostawię sobie trochę — Sam z zawiniątka wyciągną trzy tabletki i schował do kieszonki na piersi. — No daj buzi i uciekaj.

Cmoknęła go w policzek z rozpędu opierając się na jednej nodze, gotowa do dalszej drogi. Naśladując Sama wsadziła woreczek go do kieszeni na piersi. Al chciała się odwrócić, ciągle stojąc na jednej nodze, ale Sam złapał ją za rękę i przyciągnął ponownie do siebie. Położył rękę na piersi i powiedział:

— Tutaj są bezpieczne. Dobry wybór.

Odchodząc pozostał jej na twarzy niesmak tej całej sytuacji z łapaniem za cycki. Przyjaciele tak nie robią — pomyślała. Chyba. Nie miałam przyjaciela.

Wróciła do malowania, ale szło jej opornie. Co jakiś czas z różnych numerów dostawała wiadomości:


„Czekam na cb”, „Siedzisz mi w glowie”.


Ignorowała je zupełnie, mając nadzieję, że w końcu mu się znudzi. Po paru godzinach nie wytrzymała i odpisała:


„Koty są falszywe. Zycie jest za krotkie, by otaczac sie idiotami”


Dostała natychmiast zwrotną wiadomość:


„Dlatego xxx KC”


Odpisała, ze złością stukając w telefon:


Przesłała zaraz kolejego smsa:


„#idonotcare #nolife #obojetny”


Po chwili przyszło do niej kilka kolejnych wiadomości zapewniających, że on dalej ją „kc”. Nie odpowiedziała na żadną z nich. Temat ten uznała za zakończony. Zablokowała wszystkie numery, z których korzystał.

Pejzaż wyszedł nędzny. Tak sądziła do momentu, kiedy zamiast złożenia podpisu wylała na niego rozpuszczalnik. Gdy uformowały się zacieki, odeszła na koniec pokoju i przyglądała się swojemu dziełu z rosnącym uznaniem. Niebo płakało szerokimi bruzdami. Nawet ojciec nie mógł temu zaradzić.

Wyproszenie

Z porannych pieleszy wygoniło ją ujadanie psa. Zbiegła do salonu i przystanęła za ojcem. Stał z poranną kawą przypatrując się zamieszaniu w salonie.

— Co jest? Czemu Tom szczeka? — zapytała, przecierając jeszcze oczy.

Bez słowa odsunął się na bok, aby Aleks mogła zobaczyć przyczynę zamieszania. Na fotelu siedział łysy kot, bez skrępowania czyszcząc sobie skórę. Wokół biegał Tom obszczekując go. Gdy się zbliżył za mocno do fotela, kot fukał i nastawiał groźnie łapę wyciągając pazury.

— Mamy kota? — zapytała taty. — Od kiedy?

— To nie kot. To szczur. Koty mają sierść. Zaraz się pozbędę szkodnika.

Agaton złapał kota za skórę na karku i bez pardonu wyrzucił go za drzwi do ogrodu. Tom wybiegł za kotem zapędzając go na jabłonkę.

— Późno wróciłeś — rzekła z wyrzutem do ojca.

— Czasem trzeba pracować — mówił obserwując szczekającego psa.

— Mogłeś wejść do mnie.

— Myślałem, że śpisz.

— Nie mogłam spać. Śniły mi się jakieś dziwne rzeczy.

— Cześć mamo — przywitał Agaton wchodzącą Nastkę.

— Hej, synku,

Agaton nie zwrócił uwagi, że babcia z wnuczką nie przywitały się mijając w korytarzu.

— Co będziemy robić na weekend? — Al przytuliła się przymilnie do taty?

— My? — zapytał udając zdziwienie.

— A kto?

— Wy jedziecie na wieś — powiedział między jednym a drugim łykiem kawy.

— Wy?

— Ty i Nastka.

— A ty?

— Ja sobie od was odpocznę.

— Jakbyś miał po czym.

— No chyba sobie żartujesz!

— Klaudyna przyjeżdża?

— Tak.

— Wszytko rozumiem. — Idąc do kuchni rzuciła na odchodne za siebie. — Ojciec powiedział, że mam jechać z tobą.

— Pierwsze słyszę. A po drugie mówi się: tato — sprostowała ją babka

— A jaka jest różnica?

— Ojciec jest w papierach, tata jest w sercu — wytłumaczyła najkrócej jak potrafiła.

— Ojciec powiedział, że mam jechać z tobą, bo Klaudyna przyjeżdża.

— Tata — sprostowała Nastka.

— Oj-ciec — Al podzieliła wyraz na sylaby tak dla pewności zrozumienia.

Dźwięk drugiej sylaby zgłuszył odgłos rozbijanej filiżanki. Ojciec trzymając puste ręce w powietrzu popatrzył na córkę z wyrzutem. Chciał coś jeszcze powiedzieć. Zamiast tego zrobił obrócił się na pięcie i wyszedł, chowając w rękaw wilgotne oczy.

— Zadowolona? — Nastka zapytała wnuczkę z wyrzutem.

— Tak! Mam zmarnowane przez was wakacje!

— Nie ty jedna — odpowiedziała zrezygnowanym głosem.

Aleks wiedziała, że zrobiła źle i było jej bardzo przykro. Pobiegła na podjazd złapać tatę, lecz ten już odjechał. Wbiegła na górę i schowała się w łóżku. Próbowała zadzwonić do niego, lecz miał ciągle zajęte. Sprawa została zawieszona do wieczora.

Usiadła przy biurku. Wyciągnęła swój dziennik i uzupełniła wpisy za ostatni tydzień. Zaczęła od zdania:

„Klaudyna ukradła mi ojca, jak ciotka matkę…”

Poranny aperitif

Al zakręciła się przed domem, pokazując Tomowi swoją sukienkę.

— Ładna — stwierdziła — wiem, że ci się też podoba.

Tom widząc walizki czuł, że zostanie sam. Usiadł przed panią i wielkimi oczami starał się zachęcić, by zabrała go ze sobą.

— Oj, braciszku. Ty zostajesz. Wiesz, że z chęcią bym się z tobą zamieniła. Możesz jechać z babcią ja zostanę, psinko ty moja, mordunio…

Tom demonstracyjnie odszedł w cień kładąc się na swoim kurczaku.

— Kto to? — zapytała Aleks, stojąc przed wielkim samochodem, który podjechał pod ich dom z piskiem opon.

— To Zenek — powiedziała Nastka, uśmiechając się zalotnie do kierowcy i machając mu ręką na przywitanie.

— Nie mogliśmy jak ludzie pojechać autobusem? — zapytała Al, patrząc na człowieka o ostrych rysach, wyglądającego bardziej na Bobiczachę albo Killera, niż na Zenka.

— Damy się…

— Wiem, wiem — przerwała jej Al.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 45.47