E-book
6.67
drukowana A5
19.14
To Czego Nie Widać

Bezpłatny fragment - To Czego Nie Widać


4
Objętość:
120 str.
ISBN:
978-83-8189-318-3
E-book
za 6.67
drukowana A5
za 19.14

Rodzicom

Przypadek

Przypadek

powie nie jeden.


Gdy w słońca promieniu

wiecznie błogiej, pełni…

Spocznie niczym w fotelu.


Czekając dokładnie, na nic

na nic, więc myśli wielu.


Przypadek

siedząc w fotelu.

Niechby

Niechby wszyscy przystanęli

na wieść o mym

zniknięciu.


Zniknięciu krwi w ciele

w płucach powietrza

słów w mym ja.


Niechby wszyscy zniknęli

na wieść o mym

przybyciu.


Przybyciu wiatru

w ciało me zatopionym

wód fali co trwogę niesie.


Niechby


ja


umarło

we mnie.

( mnie bez…)

Spod skóry wypełza włóczykija zapach

pcha do sytuacji ostatnich.


Gdzie piękność bez skazy

nagie ramiona rozkłada.

Piersi do ust podaje

bez jednego dźwięku.


Nie ma proszę, ni dziękuje

w ciszy tumulcie odlot planuje.


Na skrzydłach z nagich ramion wyrwanych.


One tylko zaprowadzić mnie mogą

do prawdy.


Choćby to ułudą było

nie ma odwrotu.


Odlot tylko odlot

bez myśli jednej

bez zawahania


mnie bez…

( jednia…)

Na świat spoglądaj bez oczu

bez serca.


Tam nie ma, Gdzie, Ciebie i Mnie.


Zapomnij o wszystkim i wszystkich.


W nicości, błoga wolności

jednia…

( podróż …)

O iluzjo wszystkich chwil mych.

Matko miraży sennych.

Wyrzekam się ciebie…


Znam każdy centymetr ciała twego

przeklętego

myśli twych miliony…


Zostawiam cię samą, by w podróż

udać się bez początku i końca.


Wszystkie wspomnienia spakowane.

Na jednym wdechu zasnąć.

Na wydechu odpłynąć…

Nic

Co robić mam.


Nic


W tym pięknym Nic spocznę bez lęku

poczekam na innych wizji projekcje.


Koniec wszystkiego początkiem będzie nowego…

Modlitwa poranna

Rankiem lecąc nad ziemią

zaglądam w oczy słońcu.


Ze słońcem, wierzchowcem szalonym

kłus do wieczności.


Do szaleństwa bez lęku

modlitwa poranna.


By zmysły utracić.

Myśli me zobaczyć.

Nie widzieć nic więcej.

Ze snu zbudzić się.


Przewlec przez siebie

ja na stronę lewą.


Wtedy to na słońcu, wierzchowcu szalonym

jednym będąc ze wszystkim.


Kłus do wieczności…

( myśli…)

Jeśli łowczymi jesteśmy dobrymi i myśli łowimy.

Widząc nie co niosą, a skąd się niosą.

Wystarczy to jeno, by rozpuścić je w pustce

niezrodzonej świadomości.


Lustrze.

( Gdy powracam do…)

Gdy powracam do poza świadomości

dwa czarne koty, odwracają głowę.


Na granicy, której nie ma

oddycham, powietrzem pełnym pragnień.


Do momentu, gdy napotkam czarne kocie oczy

ogrywam śmierć na kolejne dni życia.

Sen

Ostatnia przystań radości

zabijana przez dzień.


Świat poza czasem

przez czas niszczony.


Absurdalni my nie rozumiemy

bezbronnych istot spoza dnia.


Poprzez mrugnięcie powieki

tracą życie.

Cóż za ironia, to co najlepsze

najprościej jest zniszczyć.

( Ty jak ja…)

Ty jak ja.

Ja jak ty.

Nasza droga, pomiędzy nami.

Nasze uczucia, pomiędzy światami.

Nasze marzenia, to wszystko jest z nami.

( Jest tylko jedna słuszna droga…)

Jest tylko jedna słuszna droga

każda inna, to wykroczenie

nie łam schematów, bo one cię złamią.


Boli mnie głowa, dość mam pustych myśli

odwracam głowę, by nie widzieć

zakrywam uszy, by nie słyszeć.


Odgrywaj rolę klauna w więzieniu dusz.

Twoja głowa jak kamień.

Pozostaje śledzenie pęknięć w podłodze

by podnieść się z kolan brakuje już czasu.

( Ludzie nie widzą…)

Ludzie nie widzą cienia za sobą, te

sztuczne twarze, filmowe uśmiechy.


Fizyczna wojna na wyblakłe życia

odchodzę nie widzę cienia

nie widzę cienia.

( Chciałbym stanąć wysoko …)

Chciałbym stanąć wysoko nad światem

otrzeć z warg niepotrzebne słowa

pozbyć się ze skóry wszystkich pustych doznań.


Spuścić zasłonę milczenia, w teatrze pełnym gestów.


Opuścić cię, chociaż płonę, jesteś jak narkotyk.

Gdy cię próbuję nie mam odwrotu.


Słowa psują wszystko, tylko oczy

oczy pozbawią złudzeń, nawet samego Boga.

( tkaniny ostatnie…)

Zliżę z ciebie, tkaniny ostatnie.


Od paluszka twego, najmniejszego

śladem języka, poprowadzę wyprawę.


W górę, gdzie ciał naszych szczyty

odkryjemy smutki nasze i zachwyty.


Odprowadź mnie do, miejsca pierwszego

bez początku i końca

wiecznego.

( Co wiem o tobie…)

Co wiem o tobie, a wiatr taki gorący

powietrze gęstnieje od nadmiaru myśli.


Sztukmistrz podnosi ręce do góry

chcesz dotknąć nieba, gdy ptaki tak nisko.


Twoje ciało i ja, a wiatr taki gorący.

Twoje ciało i ja, gdy ptaki tak nisko.

( Śmierć idei…)

Śmierć idei.


Wirtualny pocałunek czasu.

Interaktywna miłość sączy się z ekranu.


Pustka jakiej nie było.

Cybernetyczna prawda, o nas samych.


Nocny tryb życia.

Nasze nowe oblicza.

( Zanurz się…)

Zanurz się w mojej krwi

pozbawionej czerwieni myśli.

Ciało, mięso, skosztuj zła

zatańcz z rozkoszy na grobie dnia.


Jeśli zechcesz sztukmistrz podejdzie bliżej.


Jeden szept, jedna myśl, jedna krew.


Jeśli zechcesz sztukmistrz odda ci myśli.


Gdzie na pustyni dnia

tam, dusza łączy się ze światem.

Teraz jesteś mu bratem, on dla ciebie bratem.

( W pełnym kwiatów…)

W pełnym kwiatów ogrodzie

lekko rozchylasz swe wargi.


Powoli odkrywam twe ciało

alabaster, aksamit

to chwila zaiste magiczna.


Naznaczony czas podchodzi coraz bliżej.


Wulkany ogniste, rozpoczynają swe wieczorne rozmowy

myśli poddają sobie wspomnień zasoby.

O cudowności napełniona rozkoszą.

Rozkosz napełniona wiarą.


Płatki uczuć, dłonie ich pełne

usta od myśli wilgotne, płynna istota miłości.

( Kim jesteś…)

Kim jesteś.

Akordeon wykrywa ostatnie nuty.

Kim ja.

Piano kładzie na oczy cień.

Tak…

Jak światło, ta droga przez bizantyjski raj.

Ornament bez dat, bez słowa, bez miar.

( Przeklęty dzień…)

Przeklęty dzień i gdy pełno plugastw, a

w ustach słodka śmierć, liny, byliny, krtań rozsadza

gardło pełne śliny, przez skórę widać jad

odór, smród, rozkład, wrak.


Dzióbki, dzióbeczki, co oni tam, mielą

rozdrabniają, włosy, z rosy, nosy.


Człowiek bosy, czyje losy, o nocy, w nocy.

Twój obraz, głosy, słóweczka, słowa

kłamstwa, kłam steczka, odpowiedź zawiera

dwa wieczka, prawdy i kłam steczka.

( O miłości opowiedzieć…)

O miłości opowiedzieć chciałbym.

Czym, że jest ona.

W popiele rozrzuconych zdarzeń.

Wszystkim

I wszyscy o niej będą marzyć.

( Słowa przeciekają przez usta…)

Słowa przeciekają przez usta.

Zakręćmy ten model, film grozy.


Na mnie leki, dymu oczy czerwienią przekrwione.


Jedyna prawda z dziewicy zrodzona, matka wiarołomcy.

Na kolanach przy niej klęka, gawiedź patrzy czy kona.


Dłoń lodowata powieki domyka

serce w otchłań i piekło lub to i ja konam.

Wiedza na nic, jeśli kto nie pyta.

( Czy ktoś chciałby…)

Czy ktoś chciałby pożyczyć

pod zastaw, życia skrawek

niewiele chwil kilka

lub jedną nawet.


Czy fotel bujany, mógłby obrócić

w perzynę nasze przyszłe plany

wybujać z nas, to co mamy.


Fotel bujany jak morze

my jak tratwa na nim.

( Wiara jak nożem…)

Wiara jak nożem cięty papier

układa się w połówki jednakie.


Na stopach krew zastyga.


Droga ku światłu albo i szkło zadarte

gwiazdom bruzdy w licach wycina.


I chwila co wśród chwil jedynie pyłkiem

dowolne oblicze obiera i chyłkiem znika.

( Odkroiwszy połowę świata…)

Odkroiwszy połowę świata

w uda nagie, w brzuch nagi

potu oddech, lekkość by latać.

Rosa na skórze, język spija płynne podróże.


W murze wyrywa, oko przy murze

wzrok nagości, zapach miłości.

Walizka pełna wody, spływa do ciała połowy.


Jestem łowcą, to moje łowy

szukam bólu rozkoszy, w łona kielichu.

Krzycz zanim dotknę, dotykaj mnie

w miłości nienawiść, nim on dotknie mnie.

( Pod czaszką…)

Pod czaszką sygnalizację ujemną

sen nocy rozkłada.

Mrowie sensorycznych muśnięć

opisać, dotknąć, zbadać.

( Zaszywanie ust…)

Zaszywanie ust, związywanie

zagłuszanie, porywanie

dodawanie, odbieranie

zostawianie, pożyczanie

wyrywanie, doklejanie

obcowanie, zniechęcanie

brak ruchu, brak słuchu

brak mowy, brak tchu

biegnij szybciej, coraz dalej

coraz…

( Jak ścierka zbieram…)

Jak ścierka zbieram brudy

zastygłe w ludzkich umysłach.


Wlew w głowie otwarty, a więc

do dzieła marynarzu, ster na umysły.

( Choćby usta twe…)

Choćby usta twe w milczeniu trwały

wiem co powiedzieć, powinny, chciałyby, miały

odnaleźć chwilę co w snach majaczy

odzyskać chwilę.


Czasem ocieram się, to delikatne muśnięcie

woda zalewa mi oczy

czy zdążę nim sen bramę dnia przekroczy

krzykiem tnę przypływ…

( Wirować w tańcu do śmierci…)

Wirować w tańcu do śmierci, zawirować się w tańcu

w młodości zatracić życie.


W młodości, gdzie ciało piękniejsze od duszy

bez tchu, bez reszty, incognito

lizać, smakować, niszczyć, wulgaryzować

z niewinności uciec w ohydę, ohydę, ydę, dę, ę…

( Jakże bym chciał…)

Jakże bym chciał, spijać soki twe

język zatopić w końcu świata

czas, gdy grzech rodził się z nas

oddawać cześć tylko jej

być nią, wniknąć w jej krew

o nie, nie, dość, dosyć, precz…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.67
drukowana A5
za 19.14