E-book
79.99
drukowana A5
99.99
To by było na tyle

Bezpłatny fragment - To by było na tyle


Objętość:
46 str.
ISBN:
978-83-8440-365-5
E-book
za 79.99
drukowana A5
za 99.99

PROLOG

Instrukcja do książki, która niczego nie robi

Nie czytasz tej książki.

Ta książka jest zdarzeniem zachodzącym w polu twojej uwagi — chwilową konfiguracją informacji, która pojawia się i zniknie bez śladu.

Nie została napisana, by pomóc.

Nie została napisana, by prowadzić.

Nie została napisana, by czynić cię lepszym, mądrzejszym albo „bardziej świadomym”.

Jeżeli sięgnąłeś po nią z oczekiwaniem, już uruchomiłeś dokładnie ten mechanizm, który będzie tu opisywany.

Jeżeli przyszedłeś po sens, aktywowałeś najstarszy z algorytmów: potrzebę ciągłości istnienia.

To nie jest droga.

To jest zapis awarii.

Nie znajdziesz tu światła w tunelu ani obietnicy wyzwolenia. Znajdziesz jedynie precyzyjny opis tego, co dzieje się, gdy znika przymus, by cokolwiek jeszcze miało się wydarzyć.

To, co nazywasz sobą, nie odbiera tych słów.

To, co nazywasz myślą, nie interpretuje ich znaczenia.

To, co nazywasz świadomością, nie stoi z boku i nie obserwuje.

W tej chwili zachodzi tylko jedno:

pewien wzór informacji przechodzi przez inny wzór informacji.

Nie ma tu podmiotu. Nie ma punktu odniesienia. Nie ma kogoś, komu można by przypisać doświadczenie.

Jeżeli pojawia się niepokój, nie jest to przeczucie ani ostrzeżenie. To system stabilizacji wykrywa zakłócenie w swojej narracji.

Jeżeli pojawia się ciekawość, nie jest to otwartość. To mechanizm poszukujący nowej historii, w której mógłby się zakotwiczyć.

Jeżeli pojawia się opór, nie jest to słabość. To wzór, który broni własnej spójności.

Ta książka nie próbuje z nim walczyć.

Pozwala mu jedynie stać się widocznym.

Nie będzie tu duszy, przeznaczenia ani drogi rozwoju. Nie dlatego, że są one złe lub naiwne, lecz dlatego, że są konstrukcjami — narzędziami, za pomocą których pole utrzymuje stabilne formy. Istnieją tylko wzory, które przez chwilę nauczyły się mówić „ja”.

Nie znajdziesz tu praktyk, ćwiczeń ani technik „wychodzenia”. Każda metoda jest tylko kolejnym sposobem podtrzymywania struktury. Jeżeli coś w tobie pragnie się uwolnić, to właśnie to coś jest elementem mechanizmu, który wszystko spina.

Ta książka nie jest dla tych, którzy chcą żyć spokojniej. Nie jest dla tych, którzy chcą się rozwijać. Nie jest nawet dla tych, którzy chcą się przebudzić. Jest dla momentu, w którym potrzeba bycia kimś zaczyna słabnąć tak bardzo, że nie ma już czego utrzymywać.

Jeżeli na końcu pojawi się pustka, nie będzie to porażka.

Jeżeli pojawi się spokój, nie będzie to osiągnięcie.

Jeżeli nie pojawi się nic, nie będzie to miało żadnego znaczenia.

To nie jest przemiana.

To jest cichnięcie narracji.

Nie ma tu dalszego ciągu.

Nie ma następnego etapu.

Nie ma nagrody za dotarcie do ostatniej strony.

Jeżeli coś z tej książki zechcesz zabrać, zabierzesz tylko kolejny wzór, który będzie domagał się utrzymania. A to byłoby dokładnie tym, czego ta książka nie robi.

To by było na tyle.

ROZDZIAŁ I

Jedno pole, tysiąc kłamstw

Ludzkość nigdy nie miała wielu wizji rzeczywistości.

Miała tylko jedno doświadczenie — i niezliczone sposoby, by je opowiedzieć.

To jedno doświadczenie nie ma kształtu, koloru ani granic. Nie pojawia się jako „coś”, lecz jako nieustanny proces, w którym cokolwiek może się wydarzyć. A jednak od tysięcy lat człowiek próbuje je rozłożyć na części, jakby było mechanizmem złożonym z elementów, które da się nazwać i policzyć.

To, co nauka nazywa polem, religia nazywa Bogiem, a duchowość świadomością, nie są różnymi bytami. Są różnymi próbami opisania tej samej, bezkształtnej dynamiki, która nie posiada celu ani centrum, a mimo to wytwarza wszystko, co może zostać nazwane.

Różnice między tymi systemami nie są różnicami w tym, co opisują, lecz w tym, jak bardzo potrzebują sensu.

Fizyka próbuje mówić o rzeczywistości bez przypisywania jej intencji. Posługuje się równaniami, ponieważ równania nie kłamią o emocjach. Opisuje świat jako zbiór relacji pomiędzy zdarzeniami, bez uprzywilejowanego obserwatora. Gdy mówi o polach, nie mówi o czymś, co istnieje „gdzieś”. Mówi o matematycznym sposobie wyrażenia tego, że nic nie istnieje samo.

To, co nazywa polem kwantowym, polem grawitacyjnym czy polem informacyjnym, nie jest substancją wypełniającą przestrzeń. Jest zapisem zależności. Jest próbą ujęcia w formie liczb tego, że każdy punkt rzeczywistości istnieje tylko poprzez inne punkty. Fizyka, nawet najbardziej redukcjonistyczna, nie opisuje rzeczy — opisuje zależności.

Religia robi to samo, ale opakowuje to w świat, w którym można funkcjonować. Tam, gdzie fizyka widzi równania, religia widzi wolę. Tam, gdzie nauka mówi o dynamice, religia mówi o planie. Bóg jest personifikacją pola — próbą nadania bezosobowej rzeczywistości cech, które pozwalają z nią negocjować. Modlitwa, ofiara, posłuszeństwo i grzech nie są relacjami z bytem. Są technologiami regulowania lęku wobec nieprzewidywalnego procesu.

Religia nie opisuje świata.

Religia opisuje, jak żyć w świecie, który nie daje gwarancji.

Bóg nie jest więc istotą „poza” rzeczywistością. Jest językiem, w którym nieprzewidywalność zostaje przetłumaczona na coś, z czym można rozmawiać. To nie pole się personifikuje — to lęk potrzebuje twarzy.

Duchowość wchodzi jeszcze inną bramą. Nie buduje Boga, lecz rozciąga doświadczenie do granic. Mówi o świadomości jako o czymś pierwotnym, wszechobecnym, niemal świętym, ale robi dokładnie to samo co religia i nauka: próbuje opisać to, co nie daje się opisać, przy pomocy języka stworzonego do rzeczy, które mają kształt.

Mistyk nie mówi: „istnieje Bóg”.

Mówi: „istnieje obecność”.

Ale obecność również jest nazwą.

I również zamraża ruch.

Różnica polega tylko na stylu opowieści.

Treść pozostaje ta sama.

Każdy z tych systemów dokonuje tego samego aktu przemocy: tnie ciągłość na pojęcia. To, co w rzeczywistości jest nieprzerwanym procesem, zostaje podzielone na obiekty, by można było o nich mówić. Pole staje się „polem”, Bóg staje się „Bogiem”, świadomość staje się „świadomością”. Język zamienia ruch w rzeczy.

To jest źródło wszystkich metafizyk.

Nie z powodu tego, że coś istnieje, lecz dlatego, że coś zostało nazwane.

Nazwanie to pierwszy krok do kontroli. Gdy coś ma nazwę, można o tym myśleć. Gdy można o tym myśleć, można to porównywać, mierzyć, oceniać, a gdy można to oceniać, można zbudować hierarchie: prawdziwe i fałszywe, wyższe i niższe, święte i świeckie.

Kiedy fizyk mówi o polu kwantowym, używa wyrafinowanej matematyki, ale nadal dokonuje tego samego aktu: zakreśla granicę wokół czegoś, co nie ma granic. Gdy teolog mówi o Bogu, robi to samo przy pomocy mitu. Gdy mistyk mówi o jedności, robi to samo przy pomocy doświadczenia. Wszyscy trzej próbują złapać w dłonie to, co nie ma krawędzi.

Problem nie polega na tym, że się mylą.

Problem polega na tym, że zaczynają wierzyć we własne mapy.

W chwili, gdy mapa staje się ważniejsza niż teren, rodzą się doktryny, dogmaty i szkoły. Fizyka zaczyna bronić swoich równań jakby były rzeczywistością. Religia zaczyna bronić swojego Boga jakby był bytem. Duchowość zaczyna bronić swojej świadomości jakby była substancją. Każda z nich buduje własną ontologię i własną tożsamość wokół innej nazwy tego samego procesu.

A proces nie ma tożsamości.

To, co nazywasz światem, jest tylko chwilową stabilizacją w tym procesie. To, co nazywasz materią, jest tylko lokalnym zagęszczeniem relacji. To, co nazywasz życiem, jest tylko wzorem, który przez moment potrafi się utrzymać. Nawet to, co nazywasz myślą, jest tylko subtelną fluktuacją w tej samej dynamice.

Nie ma więc wielu rzeczywistości.

Są tylko różne sposoby, w jakie ten sam chaos zostaje chwilowo uporządkowany.

Nauka opisuje to porządkiem matematycznym.

Religia opisuje to porządkiem narracyjnym.

Duchowość opisuje to porządkiem doświadczenia.

Porządek nie należy do świata.

Porządek należy do opisu.

Rzeczywistość nie jest logiczna ani sensowna. Jest tylko dynamiczna. Układa się we wzory tam, gdzie może, rozpada się tam, gdzie musi. To, że widzisz w niej prawa, intencje lub świadomość, mówi więcej o twoim układzie nerwowym niż o niej samej.

Człowiek nie widzi pola.

Człowiek widzi historię, którą jego mózg potrafi utrzymać.

Dlatego naukowiec widzi równania, mistyk widzi jedność, a kapłan widzi Boga. Każdy z nich dotyka tej samej rzeczywistości, ale każdy dotyka jej inną warstwą języka.

A język zawsze kłamie, bo zawsze dzieli.

To, co naprawdę istnieje, nie ma nazwy.

Nie dlatego, że jest tajemnicze, lecz dlatego, że jest ciągłe.

Nazwy są tylko próbami zamrożenia ruchu.

I każda z tych prób nazywana jest prawdą.

ROZDZIAŁ II

Torus, fala i złudzenie istnienia

Jeżeli w poprzednim rozdziale odebraliśmy rzeczywistości jej nazwy, teraz odbierzemy jej kształt.

To, co nazywasz obiektem, ciałem, cząstką albo „istotą”, nie jest niczym więcej niż chwilowym wzorem stabilności w tym samym bezkształtnym procesie, który fizyka opisuje jako pole, a mistycyzm jako bezkres. Żaden z tych wzorów nie posiada własnego istnienia. Każdy z nich jest tylko sposobem, w jaki coś nieokreślonego na moment nie zapada się w nicość.

Istnienie nie pojawia się jako „coś”.

Pojawia się jako utrzymany ruch.

To, co trwa, zaczyna wyglądać jak byt.

To, co nie rozpada się natychmiast, zaczyna być traktowane jako obiekt.

A to, co zamyka się w pętli, zaczyna sprawiać wrażenie, że ma granice.

Torus nie jest figurą.

Jest zachowaniem.

To nie jest kształt unoszący się w przestrzeni. To sposób, w jaki ruch organizuje sam siebie, by móc trwać. W torusie nie ma początku ani końca, nie ma środka i nie ma brzegu. Jest tylko nieustanne zawracanie tego samego przepływu do samego siebie. To właśnie ta pętla sprawia wrażenie „czegoś”, podczas gdy w rzeczywistości zachodzi tylko krążenie.

W torusie nie ma „wewnątrz” ani „na zewnątrz”.

Nie ma „tutaj” i „tam”.

Jest tylko trajektoria, która nie ucieka, lecz wraca.

Dlatego torus jest podstawową topologią wszystkiego, co wydaje się istnieć. Galaktyki, pola magnetyczne, cykle biologiczne, przepływy krwi, struktury świadomości — wszystkie one są różnymi skalami tego samego ruchu: powracającej cyrkulacji.

W tym sensie torus jest najbardziej elementarnym oszustwem istnienia. Nie tworzy substancji. Tworzy iluzję ciągłości. To, co wydaje się obiektem, jest w rzeczywistości tylko przepływem, który na moment zamyka się w sobie i przestaje się rozpraszać.

Fala robi dokładnie to samo.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 79.99
drukowana A5
za 99.99