E-book
15.75
drukowana A5
29.8
To bez filtra o nas film

Bezpłatny fragment - To bez filtra o nas film

PIOSENKI I WIERSZE

Objętość:
136 str.
ISBN:
978-83-8455-028-1
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 29.8

Kiedy już wszystko na temat miłości zostanie

powiedziane, zaczynajmy od początku.

Niech piosenki i wiersze o niej nigdy się

nie kończą.



WSTĘP

Drodzy Czytelnicy, oddaję w Wasze ręce tomik moich wierszy i tekstów piosenek. Powstawały sukcesywnie od 2021 roku, w którym wygrałam w konkursie na tekst piosenki do filmu pt. Koncert dla Omegi, rozpoczynając swoją przygodę z piosenkopisarstwem. Po tym niespodziewanym wyróżnieniu udało mi się stworzyć kolejne piosenki z Good Vibe Production Group, firmą założoną przez Wojtka Jabłońskiego z Kultu.

Mój tomik jest swojego rodzaju novum, ponieważ oferuję w nim teksty, które sprawdzą się jako piosenki. Dowodem są zamieszczone na wstępie: Film, Kutry, Aniołem nie jestem, Piąta, Samba czy Dziki wiatr albo Bez ciebie na podstawie których powstały utwory dostępne na kanałach streamingowych.

O czym piszę? O uczuciach, emocjach, miłości, przemijaniu. Jedną z moich ulubionych inspiracji jest przyroda i piękno natury. Bliski jest mi temat współczesnego człowieka w ciągłym szpagacie pomiędzy bytem realnym a wirtualnym, a także wpływu nowych mediów i sztucznej inteligencji.

To bez filtra o nas film — tytuł tomiku jest programem samym w sobie. Opowiadam w nim o różnych rolach, które życie, niczym na planie filmu, próbuje nam narzucać. Pokazuję świat w codziennych ujęciach, stop-klatkach, bez upiększania, kolorowania, bez filtrów i bez kropki nad „i”, pozostawiając przestrzeń na własną interpretację. Lubię, gdy czytelnicy odnajdują się w moich tekstach. Największą satysfakcję sprawiają mi komentarze typu: „To jest o mnie!”, „Podpisuję się pod tym wierszem”.

Pisząc prostym językiem, z wyczuwalnym rytmem i melodią, adresuję mój tomik do wszystkich tych, których serce gra i śpiewa. Przeważająca część tekstów jest „do wzięcia”, dlatego kieruję się również do przedstawicieli branży muzycznej, kompozytorów, muzyków, wokalistów, producentów. Jednocześnie jako autorka zastrzegam sobie wszelkie prawa do powielania moich tekstów i wierszy w jakiejkolwiek formie. Jest to możliwe jedynie za moją wyłączną zgodą.

Małgorzata Czupryniak



GOTOWE PIOSENKI



FILM

Biały dom, czarny piec,

na lodówce plan, jak biec,

żywe serca z różnych glin,

prawie cały o nas film.


Z soli, cukru, kurkumy,

z wypłowiałej, bladej dumy,

z posklejanych losu klisz —

to bez filtra o nas film.


I w sobotę nikt nie pyta,

tylko zegar tyka, tyka,

bije sercom, drżącym rękom

dziwny rytm, prosty rym.

I w niedzielę nikt nie pyta

jak wytrzymać tyle życia.


Z księżycowych, srebrnych rad,

moich piegów, słońca ran

nowy podryw, w locie szał,

tylko jeden o nas kadr.


Tylko trochę więcej sił,

żeby złapać wiatr, się wzbić,

tylko więcej małp, gdy cyrk,

zanim się dopali dym.


Czyj to pomysł był,

by o wszystkim zapomnieć,

czy to ty, naprawdę ja,

kto nam kazał tak źle grać?

Posłuchaj:

https://youtu.be/B7E9JeYD3zw?is=Sbsk_jZpNCHgJ3qi


KUTRY

Zamknij oczy, niech nas porwie wiatr,

popłyń ze mną do tych siedmiu mórz,

spakujemy całe światy dwa,

trzy sukienki, chleb i miód, i sól.


Nie myśl, jaka dzisiaj będzie mgła,

czy te blond, czy rude włosy mieć,

trzymaj mnie jak kieszeń trzyma płaszcz,

powiedz: ze mną za te wody chcesz.


Tam gdzie kończy się różowa nić,

by o gwiazdach tylko czasem śnić,

wiedzieć trochę więcej, że to nic,

gdy nie umiesz tak normalnie żyć.


Nie przestawiać samej wielkich szaf,

nie malować ścian na czarną noc,

tak zwyczajnie wdychać nosem tlen,

raz i dwa, i trzy, cztery i pięć.


Poczuć rytm szalonych w łóżkach serc,

na tych kutrach parę wioseł mieć,

morze hula, tak się łzami śmiać,

jak perłami bije grad o dach.


Zatrzymajmy się, bo widzę deszcz,

dużą falę, gdy zanosi się,

stań na moich butach, kołysz się,

raz i dwa, i trzy, cztery i pięć.

Posłuchaj:

https://youtu.be/JrrtNpez3ec?is=J8cy55At2tt_WzsD


ANIOŁEM NIE JESTEM

Jestem tchórzem, strachu stróżem,

choć aniołem ja nie jestem,

z nudy drzewa namaluję,

nie zielone, lecz niebieskie.


Żeby blady poczerwieniał,

żeby nie spał, kiedy bieda,

nie zaglądał po kieszeniach,

lepiej już na karku siedział.


Żeby kołnierz stawiał w deszcz,

żebym kołem szedł na śmierć,

nawet gdy mnie z tyłu kopnie,

lubię dziada przeokropnie.


Wpada lęk, niech go diabeł,

ćpamy tę marihuanę,

szepcze mi do ucha: siadaj,

słuchaj i już nic nie gadaj.


Nic nie umiesz, ale wariat,

czekaj, aż kostucha przyjdzie.

Nic nie umiesz, ale wariat,

tegoż gada nienawidzę!

Posłuchaj:

https://youtu.be/6Lq1nY4lpPA?is=yRyfliuAXrDEoPGM


PIĄTA

Budzę się — piąta.

Zwykle w skowronkach,

kawa, cytryna,

srebro dziewczyna.

Myśli rozsiane

w czarnym ekranie,

czytam tę mannę

obok księżyca.


Powiedz, gdzie jesteś,

w którym kosmosie,

może motylem,

emotikonem?

Sam zobacz, że ja

bez słów usycham,

motyl w kokonie

prosi o kontakt.


Kolego — piąta.

O tobie myślę

znowu lirycznie.

Stoję na mostach,

piszę ci wiersze,

jesteś mi muzą,

hemoglobiną,

tym różem w pąsach.


Piszesz doktorat,

grasz kardiologa,

śledzisz te inne

dolegliwości.

Ja jestem chora

od tej miłości,

bo moje ego

pęka z zazdrości.

Posłuchaj:

https://youtu.be/-2DgXFFAFD4?is=gQKcau_gZ0YGJ2RG


SAMBA

Usta wciąż tak samo ładne,

biodra drżą, gdy patrzysz na mnie,

kochaj mnie namiętnie dzisiaj,

kochaj mnie, kochaj jak sambę.


Spadaj na mnie kaskadami,

falą ciepłą karm mnie,

kochaj mnie tak mocno dzisiaj,

kochaj mnie, kochaj jak sambę.


Kochaj mnie pod górkę,

kochaj gdy nie z górki,

u mnie masz na obiad

po cytrynie skórki, hej!


Kochaj mnie przed burzą,

kochaj mnie po burzy,

nie wiesz, co nam wróżą

na niebie jaskółki.


Ja ożywię nasze mięśnie,

zrzucę z ramion ból,

jak na chlebie ciepłym sól

kochaj dziś, kochaj jak sambę.


W przedpokoju metr na cztery,

w pustkę, nudę i cholerę, jak tequilę,

yo te quiero kochaj dzisiaj mnie!

Posłuchaj:

https://youtu.be/ozyOcYcFd8M?is=FtQ3thnUErMazwBX


BEZ CIEBIE

Pustka wisi w powietrzu,

tylko kurz wiruje bez końca,

rozbiegane cienie ścian

ślą wiadomości słońca.

Dzień się zaczął, lecz dla innych,

mój leży bez sił na wznak,

czemu ten świat się dzisiaj zbudził,

gdy wszystko już jest nie tak.


Gdy ciebie tutaj nie będzie,

usłyszysz może jakiś szept, jakieś „my”,

gdy inny ci nieba uchyli, nie ufaj mu.


Jest mi bez ciebie bardzo źle,

już dłużej tego chyba nie zniosę,

jeśli miłość wymaga ofiar,

winę na siebie biorę.

A potem, gdy noce się wydłużą

i spadnie ostatni liść,

gdy będzie ci smutno, mam nadzieję,

że o mnie pomyślisz.


Gdy słońce latem cię zatrzyma

i rzuci cień na twoją głowę,

możesz być pewna tych paru chwil,

dla tych paru chwil z tobą,

tylko dla nich oddałbym wszystko,

ten świat się dzisiaj dla mnie obudził.

Posłuchaj:

https://youtu.be/wX8RJnCxeIk?is=kfTRMgxKH119eetZ


DZIKI WIATR

Nie lubiłeś dam perfumowanych,

długich włosów wysoko upinanych,

zboża łany szły za tobą sznurem,

chmury niebieskim mundurem.

Nie lubiłam dam perfumowanych,

nudnych dni i sukni plisowanych,

dla mnie maki zasiałeś na łące,

nie czekałeś, nie pytałeś, czy chcę.


Przyszedł wiatr, dziki wiatr,

czułam, że to ten być ma,

kiedy stał w moich drzwiach,

wiedziałam, że to ty…

Posłuchaj:

https://youtu.be/eF1AQwOJJvw?is=VFQm4B_3JvIwjlov


TY I JA



W OGIEŃ DZIKIE KONIE

Gdybyś nie wszedł na ulicę,

gdybym nie wyjrzała oknem,

gdybyś dotknął mój policzek,

poczułbyś, że zadrżał mocniej.

Gdybyś szukał tej niewinnej,

nie rozpoznałbyś po oczach,

że wybiegam za księżycem,

gdy ucieka w noc do gwiazd.


Wiem, że z tobą miałam miłość,

ty uniosłeś mnie na rękach,

życie nam się nie kończyło,

nowe odrastały serca.

Boś ty jedno ze mną zrobił,

skoczył i się nie zawahał,

nie ocalił od szaleństwa

lalalalalalalala…


I już nie zawracaj,

i już nic nie zmieniaj,

w nowe łzy na twarzy

grajmy bez sumienia.

Pełne szkło i poker,

kier w cygański uśmiech,

w ogień dzikie konie,

śmierć dogoni później.


MIŁOŚĆ TO OCZU MOWA

Nie silmy się na słowa,

gdy sił mamy coraz mniej,

miłość to oczu mowa,

gdy milcząc, wszystko się wie.

Nie trzeba się czarować,

gdy kończy się sen za snem,

wystarczy nawigować,

by z nocy budził się dzień.


Już nie potrzeba nam słów,

pustych ziaren nadziei,

raz jeszcze tak na mnie spójrz,

gdy zmierzch się pięknie dzieli.

Już nie potrzeba nam ich,

by zaróżowił się świt,

by patrzeć, jak wraca wschód,

spokój na naszej kei.


Miłość to oczu mowa,

zatrzyma się w biegu czas,

cóż mamy do stracenia

na mlecznej drodze do gwiazd.

Tam wszystko już spisane,

więc trzymaj mnie w ramionach,

wtedy miłości słowa

zasieją się w nas same.


NIE SZKODA

Schowałam cię, w perfumach mam

zaklęty w kroplę

twojej skóry smak.


Zakładam, gdy niedosyt trwa

w nadgarstkach i

na obojczykach.


Wcale nie uciszam serca,

płonę świadomie i biorę

te kropelki na atak.


Przeciwnie, na przekór, nie tak

popiołem i dymem

umysł rozkręcam.


Zapalam papierosa, dwa

i wszystkie nowe liliowe

światła dla nas.


Bo chwilowo sama, dzisiaj o nas

spokojna jak ciepły wiatr trwam

w bzach i magnoliach.


Z twoim zapachem w dłoniach

powracam do tego wiersza,

co piosenką jak rzeką płynąć

chciał i nie umiał,


nie szkoda.


ŚNIMY SIĘ SNEM NOCY LETNIEJ

Nad ranem znów mi się śniłaś,

pamiętam długie blond włosy,

gdy pierwszy raz mnie rzuciłaś,

jak rzuca się papierosy.

Pobiegłaś gorącym miastem

w białej sukience w falbanach,

a ja po rozum do głowy,

a serce dawno w kajdanach.


I odtąd wracasz, nie pytasz,

czy nie odbierasz mi życia,

czy jesteś parą na lustrach,

czy wiarą, gdy wraca pustka.

Stajesz przede mną tym ciałem,

bezsensem, żywym banałem,

dnem serca, kamieniem, cierniem,

żałuję, że zapoznałem.


Śnimy się snem nocy letniej,

gdy mleko w kawie się zetnie,

gdy dziury się robią w serze,

ktoś źle naciśnie ten replay.

Wie stary kurz na kredensie,

tęsknota gra na pianinie,

mucha się lepu dotyka,

licho zasypia w kominie.


Śnimy się snem nocy letniej,

gdy jawa dzieli bezduszna,

a noc się kiwa bezdechem,

bo nikt nie całuje tak w usta.

Z progu na rękach do łóżka

zabiera w drzwiach bez sumienia

po inne jutra w poduszkach,

a jutra są bez znaczenia.


ORYGINALNI

Nie bądźmy jacyś tacy,

nie bądźmy obojętni,

nie bądźmy byle jacy,

nie tylko chleb powszedni.


Zaproś mnie do kawiarni,

gdy sól się wgryza w morze,

wypłynę za łabędziem

w niezmąconym jeziorze.


W aromat czarnej kawy,

biały lukier na ciastkach,

spotkamy się oczami —

jak motyle na kwiatach.


Zabierz mnie do palmiarni,

przyciągaj wzrok spojrzeniem,

wyjdę tobie naprzeciw

ufna jak sarna w knieje.


Albo na późny seans

do maleńkiego kina,

jak młodzi kochankowie

grę od nowa zaczynać.


Dzień się ku nocy schyli,

czy zostanę — zapytasz,

zerwane szeptem cienie

senna pochłonie cisza.


A rano jak dwa miasta

dwudziestomilionowe

ruszymy razem z ziemią,

nie wiedząc nic o sobie.


MRR I GRR

A gdy już będę zgorzkniała

i starsza niż cały świat,

a jednak w uśmiechu grała,

dostanę od ciebie kwiat?


A gdy będę ociemniała,

nie poznam, że ty to ty,

czy wiatrem ścigany wpadniesz

jak wiosna w liliowe bzy?


A gdy w noc nie będę spała,

złowisz na wędkę księżyc,

w tę ciszę z czarnego nieba,

niech mruczy coś trzy po trzy,


Rozleje się czekoladą

i nikt już nie będzie wiedział,

czy na początek, czy z końca

świat będzie bez celu zmierzał.


Bo czegoż szukać potrzeba,

gdy duszy się tak zaiskrzy,

by skała na sercu miękła

w najczulsze i mrr, i grr.


LAMBADA

Piosenka to lalala,

na kilka minut bajka,

kot czarny i mysz biała,

i losu bałałajka.

Piosenka to nostalgia,

jeziora szum w szuwarach,

jak leśnych jagód ust smak,

zacznie się serc lambada.


Nałożą się echa dwa,

powtórzą szeptem “kocham”,

dopóki ta pieśń szarga,

nie kończy się rozmowa.

Słowik u szczytu drzewa,

dźwięk sosny giętej przez wiatr,

hit w radiu, żebyś wiedział,

każda z nich była o nas.



PATENTY NA MIŁOŚĆ

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 29.8