E-book
20.48
drukowana A5
58.75
The ONE

Bezpłatny fragment - The ONE

Poznaj mroczną stronę sławy.


Objętość:
449 str.
ISBN:
978-83-8221-854-1
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 58.75

CZĘŚĆ I

1

Dźwięk szybkich, zdecydowanych kroków rozbrzmiewał echem po sali. Publiczność jeszcze nie zareagowała na jej obecność. Stanęła w wyznaczonym miejscu, lecz ku jej zdziwieniu oświetlenie raziło ją niewymiernie. Widziała tylko jurorów siedzących na podwyższeniu w drugim rzędzie, dwóch mężczyzn i kobieta.

Pierwszy od lewej był łowcą talentów i właścicielem wytwórni muzycznej — arogancki Damian Mervick. Obok niego siedziała super sztuczna, ale niesamowicie utalentowana Diasy Devlin, która lata swojej świetności miała już niestety za sobą. Jako ostatni był autor tekstów największych hitów ostatnich sezonów — łagodny Tobby McLouis.

Chciała się przesunąć w inne miejsce, ale operator kamery z przodu gestem ręki ją zatrzymał i dał sygnał, by jeszcze nie zaczynała. Gestem drugiej dłoni przywołał makijażystę na szybki re–touch „gwiazd”.

— Nie wygląda na zdenerwowaną — zauważyła Daisy.

— Kurwa, pewnie kolejne beztalencie. Czy oni sami siebie nie słyszą?! — Zdenerwował się Damian, odchylając w tył na swym czerwonym fotelu. — Tylko przyłażą tutaj pewni siebie, a później zdziwieni, że ich nie wybieramy. Kurwa tępaki — podsumował, przeglądając kartki z nazwiskami uczestników. Jak zwykle pojawiło się parę dobrze już mu znanych z wcześniejszych edycji.

— Tak, tak, ale to dzięki nim masz te swoje cacka — stwierdziła Daisy upijając łyk wody z kubka po pepsi, sponsorze programu. — Słyszałam, iż ostatnio kupiłeś nowy jacht? Ile kosztował? Pół miliona?

— Takich śmieci nie kupuję. Widzisz jak ona stoi? Ręka w kieszeni, drugą bawi się w telefonie — stwierdził arogancko. — Pewnie pisze status na Facebooku. Paranoja kurwa.

— To tylko poza, tak naprawdę pewnie nerwy ją zżerają.

— To, czemu nie stanie jak normalni ludzie albo niech, chociaż udaje, że się nie denerwuje. Ręce za plecami i niech się rozgląda dookoła. Nie podoba mi się — podsumował, marszcząc brwi i powrócił do czytania nazwisk.

— Mało kto ci się podoba — wtrącił się do rozmowy Tobby.

— Ty się kurwa nie interesuj, tylko pisz te swoje pioseneczki.

Makijażysta, po ekspresowych poprawkach włosów Tobby’ego oraz makijażu Daisy, przyzwyczajony do tego typu rozmowy pomiędzy jurorami, odszedł bez słowa. Za ich plecami prezenter poinformował o starcie nagrania.

Ponad sceną zapalił się napis: „Nagranie”. Światła trochę przygasły, a widownia się wyciszyła. Równo po dwóch sekundach rozległ się melodyjny głos Daisy

— Cześć złotko jak się nazywasz i skąd przyjechałaś? — zapytała uśmiechając się promiennie.

— Mam na imię Katie, a przyjechałam z Nowego Orleanu.

— Ile masz lat Katie? — wtrącił Damian świdrując ją wzrokiem.

— 30.

— 30? Trochę późno chcesz rozpoczynać karierę muzyczną — próbował ją zirytować. Nie widząc co powinna odpowiedzieć, uśmiechnęła się blado. Po chwili niezręcznej ciszy Daisy zapytała:

— Co nam zaśpiewasz?

— Whitney Huston „I will always love you”.

— Ciężka piosenka — powiedział Damian, uśmiechając się niemal tryumfalnie, wiedział, że tej piosenki nikt ot tak nie potrafi zaśpiewać, więc i jej się nie uda.

— Dam radę panie Damianie — oznajmiła stanowczo, powodując, iż uśmiech zastygł mu na twarzy, a oczy rzucały mordercze spojrzenie.

— Zobaczymy. — Jeszcze bardziej poddenerwowany juror, zrobił notkę na swoich kartkach, po czym rozsiadł się wygodniej w fotelu i ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma, czekał aż zacznie.

Kiedy padły pierwsze wersy, cała sala wzięła głębszy oddech i go wstrzymała. Wyrazy twarzy jurorów zdradzały zaskoczenie, za wyjątkiem jednego. Ten jeden wiedział, co się święci i knując już w głowie plan, wbijał wzrok w Katie.

Po spektakularnym refrenie cała sala oklaskiwała ją na stojąco. Na scenę wszedł prezenter i z typową dla siebie swobodą objął Katie ramieniem, mówiąc:

— Wiem, że to tylko formalność, ale mimo wszystko musimy to usłyszeć. Tobby?

— Piękny, czysty głos, zero fałszu… Jesteś „the one”! — wykrzyknął, uśmiechając się szczerze, po czym nacisnął złotą kulę naprzeciw niego i momentalnie zaświeciła się jedna trzecia wiszącej ponad sceną, winylowej płyty.

— Daisy?

— Katie… W tak drobnym ciele taka siła?! — powiedziała, unosząc teatralnym gestem ręce do skroni. — Jestem wręcz przerażona potęgą… Jesteś „TĄ JEDYNĄ!” — oznajmiła, kładąc obie dłonie na swojej kuli i zapaliła się druga część płyty.

— Damian? — zapytał prezenter wciąż obejmując Katie.

— Z chęcią zobaczę, co dalej dla nas przygotujesz. TAK — powiedział obojętnie, podkreślając na kartce jej imię dwukrotnie i wcisnął swój przycisk palcem wskazującym nie obdarzając Katie nawet jednym spojrzeniem.

— A więc, tak jak mówiłem! — entuzjastycznie krzyczał do mikrofonu Jack. — Czysta formalność. 3 razy TAK. Katie witamy w naszych progach. — Prezenter ukłonił się głęboko i zaczął ją odprowadzać do wyjścia. Szczęśliwa dziewczyna szybko podziękowała i uśmiechnęła się na pożegnanie.

— Ja ją kurwa urządzę. Ma być w mojej grupie, rozumiecie! — Damian warknął półgębkiem, zakrywając mikrofon. Żaden z jurorów nie odpowiedział, wiedzieli, że mimo wszystko to Damian jest tutaj gwiazdą i to on dostaje, czego tylko chce. Reszta jest dla niego tłem.

— Jack wprowadź następnego skowronka — zaszczebiotała radośnie jak zwykle Daisy.

— Już się robi — odpowiedział prowadzący, otwierając po raz setny drewniane drzwi.

***

— Halo mamo? — powiedziała do słuchawki Katie.

— Katie? I jak? Przeszłaś? — zapytała zaspana starsza kobieta.

— Tak dostałam się. Widać zostanę tutaj jeszcze przez jakiś czas.

— Wiedziałam, że dasz radę. Gratuluje — powiedziała ciepło matka.

— Dziękuję.

— Bardzo mi przykro, że nie pojechaliśmy tam z tobą.

— Mamo daj spokój, co byście robili przez tyle godzin?

— Faktycznie… Zaraz obudzę ojca i mu powiem.

— Nie, mamo. Jutro to zrobisz, teraz wróć do spania — powiedziała Katie siadając na miękkim, hotelowym łóżku. — Zadzwonię jutro to pogadamy dłużej.

— Kocham cię.

— I ja ciebie też. Pa

— Pa — pożegnała córkę starsza kobieta i odłożyła słuchawkę telefonu na blat nocnego stolika, po czym zapaliła lampkę i cała podekscytowana zdecydowanie szturchnęła śpiącego męża za ramię. Starszy mężczyzna zbudził się mocnym chrapnięciem…

2

Katie siedziała w białym fotelu przy oknie. Każdy pokój hotelowy wydawał się jej taki sam. Łóżko, nocny stolik, lampka, telefon i telewizor, a pod nim, mniejsza lub większa półka. Jakieś obrazy albo zdjęcia na ścianach, czasem większe lustro i parę kwiatów, standard. Mało, który ją zaskakiwał. Być może gdyby wynajmowała pokój w 5 gwiazdkowych hotelach, to by było coś innego, ale koniec końców i tak tylko się w nim śpi, zwłaszcza jak jest się samemu.

Mimo że światła miała już zgaszone i była przygotowana do snu, jeszcze się nie kładła. Tępo wpatrywała się w telewizor, myślami będąc mile stąd. Analizowała krok po kroku jak to się stało, że jest w tym miejscu, gdzie jest. Jedna decyzja, która tak zmieniła jej całe życie…

Jak dziś pamięta dzień, kiedy informowała swoją nauczycielkę od hiszpańskiego, że chce się przenieść do niższej grupy.


— Katie, nie możesz tego zrobić. Z testu jasno wynika, że zakwalifikowałaś się do najwyższej grupy — powiedziała niewiele od niej starsza nauczycielka. — Masz drugi w kolejności wynik.

— Wiem proszę pani. Niestety chciałabym mimo wszystko przenieść się do drugiej grupy — odparła Katie ściskając książkę do historii.

— Ehhhh… Bardzo mi się to nie podoba. No cóż… Gdzieś tu miałam grafik grupy pana McKeann’a. O, proszę — ciężko westchnęła panna Marison podając jej złożoną na pół kartkę papieru.

— Super, dziękuje.

— A czy pan McKeann wie o tym? — Nie odpuszczała nauczycielka.

— Tak, nawet już wyraził zgodę, jeśli pani nie ma nic przeciwko.

— Pewnie, że mam… Katie zastanów się jeszcze raz. Mam do zaoferowania najlepszy program. Wypady poznawcze do Hiszpanii, 3-miesięczne wymiany studentów jak również zwykłe wyjścia do kina na hiszpańskie filmy. Program nauczania jest bardzo zaawansowany, będzie ciężko, ale wiem, że dasz radę.

— Są rzeczy, których się nie przeskoczy mimo talentu czy wiedzy.

— Masz coś konkretnego na myśli? — Kobieta zaczęła się badawczo przyglądać nastolatce. Katie wzięła głębszy oddech i wyrzuciła z siebie jednym tchem:

— Niestety, moich rodziców nie stać na pani program. Wiem, że jest bardzo dobry, ale nie będzie mi wesoło, kiedy wszyscy z grupy będą latać coraz do Hiszpanii, opowiadać sobie zabawne historie, a ja będę takim odludkiem. Wolę być w niższej grupie, gdzie nie będę czuć się gorsza.

— No dobrze, jeśli taki jest powód, to się zgadzam — westchnęła nauczycielka, lżejszym już głosem wyrażając zgodę na zamianę. — Powiem tylko panu McKeann’owi, by cię trochę przycisnął — Katie zaśmiała się z ulgą i rozbawieniem…


W tamtym okresie musiała kupować książki na spółkę z koleżanką z ławki, było ciężko, ale za to teraz niczego jej nie brakuje, a wszystko dzięki tej niepozornej zamianie grup i jeden podręcznik dzielony z Margarett.

Z zamyślenia wyrwało ją światełko laptopa: „Masz wiadomość”. Wiedziała, od kogo nawet nie patrząc w pole nadawcy. Niewiele osób znało jej e-mail. Rodzice, kuzynka Ilay oraz koleżanka ze studiów Agness.

Po naciśnięciu koperty w tytule zobaczyła:


„Jestem w ciąży”.


Nic więcej. Agness zawsze taka była, lubiła tworzyć oraz podtrzymywać napięcie, dramatyzować. Często miewała zmiany nastrojów i czasem trudno było za nią nadążyć, ale Katie to odpowiadało. Ponoć przeciwieństwa się przyciągają i może właśnie, dlatego tak dobrze się dogadywały podczas studiów. Ona raczej spokojna i ułożona, a Agness czysty żywioł…


Gratulacje!!! W którym tygodniu jesteś? Byłaś już u lekarza? Co powiedział Ben? Jak zareagował? Twoja mama to pewnie nieźle się wkurzyła, jak ona to przyjęła? Powiedziałaś jej już chociaż?;p …


Jak się czujesz? Napisz mi wszystko ze szczegółami!!

Tak się cieszę! Gratulacje raz jeszcze ;) A tak poza tym, jakby cię to przypadkiem interesowało, to przeszłam dalej. Oglądaj 24.05

Buziaczki pa.


— No ładnie Agness, twoja mamuśka tak elegancko cię zabije, że aż mi ciebie trochę szkoda — pomyślała kładąc się ciężko na łóżku. Z lekkim uśmiechem na twarzy, Katie szybko zasnęła.

***

Parę dni po pierwszym przesłuchaniu, Katie stała mokra w tym samym hotelowym pokoju. Krople wody spadały z jej ciemnych włosów wprost na miękki dywan. Nic sobie z tego nie robiąc, Katie przesuwała wieszaki w szafie, próbując rozwiązać odwieczny kobiecy problem, w co powinna się ubrać.

Ostatnio miała na sobie białe spodnie z wysokim stanem, jasnoróżową bluzkę oraz żakiet. Dzisiaj taki styl nie będzie pasował do repertuaru. Musi czuć się i wyglądać wygodnie, wręcz luzacko.

Koniec końców, po niecałej godzinie przymierzania, stanęła gotowa przed lustrem. Zdecydowała się na ciemne, dopasowane spodnie i biały podkoszulek z napisami, a na wierzch zarzuciła sobie rozpięta koszulę w drobną, niebieską kratkę.

O 8:50 zadzwoniła po taksówkę i w niecałe dwadzieścia minut później była na miejscu. Po obu stronach wejścia ustawione były metalowe barierki, za którymi stały rzesze gapiów czy też fanów programu, mimo, iż był to dopiero drugi jego etap. The ONE był niezwykle popularny, co dziwiło jeszcze bardziej, gdyż był to kolejny z rzędu program muzyczny.

Za zwykłymi, plastikowymi drzwiami z naklejonym dużym logo programu, ustawiony został podłużny stół, za którym siedziała istna Barbie. — Widać w gabinecie musieli się nieźle nad nią napracować — przemknęło Katie przez myśl, kiedy spojrzała na twarz dziewczyny. Idealnie prosty, wąski nos otoczony został pełnymi kośćmi policzkowymi po bokach oraz równie napompowanymi ustami w kolorze wściekłego różu.

Dziewczyna bądź, co bądź młodsza od Katie, żując gumę w charakterystyczny sposób, zadała pytanie:

— Imię? — zapytała nawet nie odrywając wzroku od swojego złotego iPhone.

— Miranda — odpowiedziała Katie, patrząc na zwieszoną w dół głowę dziewczyny w kolorze platyny.

— Miranda jak? — kontynuowała tym samym, beznamiętnym tonem nie przerywając grania w grę.

— Jacum.

— Mmmmm… Mmmmmm… — z opóźnieniem, przeniosła wzrok na leżącą obok listę uczestników, wciąż kurczowo trzymając telefon, jakby Katie miał go zaraz chwycić i z nim uciec. — Nie widzę tu takiej — mówiąc to, w końcu spojrzała na Katie i uśmiechnęła się. — Miranda? Nie masz przypadkiem na imię Katy… Katie…? Katie…? Nie pamiętam. Ty jesteś tą, co spieniła Damiana na przesłuchaniu? — Wskazała na nią palcem wskazującym, boleśnie go przy tym wykrzywiając.

— Nie wiem, czy go spieniłam, ale sprawdź proszę nazwisko Waltson.

— Spoko, już szukam — zaszczebiotała, uśmiechając się promiennie.

W ciągu tych paru sekund Katie rozejrzała się dookoła, ale nic specjalnego nie zauważyła. Duże, puste pomieszczenie bardziej przypominało halę niż jedną z sal tak prestiżowego programu. To, że ją odmalowano na ciemnofioletowy kolor, a na podłodze położono czarne, połyskujące płytki nie czyniło pomieszczenia bardziej „światowym” — pomyślała Katie.

— Okej, już widzę. Teraz podpisz się tutaj i wyciągnij los z tego pudełka. Będziesz kolorem przydzielona do grupy. Niebieska jest pierwsza, czerwona — druga, zielona — trzecia — poinformowała z tym samym uśmiechem na twarzy. Przez moment przemknęło Katie przez myśl, iż może dziewczyna ćwiczy w ten sposób przed jakąś reklamą pasty do zębów albo czegoś podobnego, bo tak szerokiego uśmiechu to nigdy wcześniej nie widziała.

Katie jak tylko włożyła rękę, złapała za pierwszy los, jaki poczuła.

NIEBIESKI

— Tak, więc idziesz, jako pierwsza. Nagranie zaczyna się, dokładnie za 22 minuty — dodała spoglądając na godzinę w telefonie.

— Czy ktoś jest już w mojej grupie? — zapytała Katie.

— Jak na razie nikt szczególny. Grupa zielona jest już najsilniejsza. Czekamy jeszcze na osiem osób, więc wszystko się okaże. Poczekalnia jest korytarzem zaraz za mną, pierwsze drzwi na lewo. — Bezimienna blondynka wstała i podała jej swoją wizytówkę.

— Katie to dla ciebie, w razie jakbyś kiedyś mnie potrzebowała, jestem naprawdę dobra. — Mówiąc to uśmiechnęła się jeszcze szerzej, wprawiając Katie w niemały szok. — Dziewczyna zaraz będzie mieć uśmiech dookoła głowy! — Przeraziła się mówiąc po chwili otępienia

— O, okej. Dzięki, na razie.

Drzwi wejściowe otworzyły się ponownie i wszedł przez nie wysoki, pewny siebie chłopak. „Przyszła” asystentka Katie ulotniła się z jej okolic z prędkością światła i niemal teleportowała się tuż obok bosko przystojnego kolejnego uczestnika programu.

— Jak JA będę cię potrzebować? Chcesz się tylko zakręcić przy kimś, kto może wygrać albo pomóc tobie, tandeto ty mała — pomyślała Katie patrząc na małą, różową wizytówkę, na której zawiłymi literami można było przeczytać:


Amie Dolyn

Utalentowana prezenterka/ Hostessa/

Organizatorka wszelakich imprez. Dzwoń o każdej porze dnia czy nocy Buziaczki.


Na tylnej stronie widniał numer telefonu. — Jezu, czy te dzieciaki teraz nie wiedzą, czym się mają zając? Ehhhh…

Nie po raz pierwszy Katie ubolewała nad poziomem edukacyjnym oraz kulturalnym ówczesnej młodzieży. Była przekonana, iż młodzież ogląda za dużo śmieci w telewizji czy Internecie. Golizna i perwersja jest na porządku dziennym, a przeklinanie jest prawie jak drugi język narodowy. — Chyba się już starzeję… — Takie myśli krążyły jej po głowie, kiedy weszła do poczekalni.


***


8 MINUT DO NAGRANIA — głosił napis powyżej okrągłego zegara ściennego.


Rozejrzała się dookoła i widziała trzydziestu zdenerwowanych ludzi. Niektórzy powtarzali znany im już tekst, inni usiłowali się wyciszyć emocjonalnie, parę osób rozmawiało, a reszta gapiła się w telefony. Czy widziała kogoś szczególnego? Nie. Wszyscy tacy sami jak ona — ZWYKLI. Pomijając oczywiście większe i mniejsze dziwności w ubiorze czy fryzurze, ale to nie robiło jej różnicy.

Drzwi z rozmachem otworzył Jack, prezenter show. Dość wysoki i umięśniony mix indyjsko–europejski. Jasne brąz włosy, w dodatku muśnięte słońcem, kontrastowały z niemal czarnymi oczami i ciemną skórą. Przyjemnie było na niego popatrzeć, chociaż nuta fałszu tu i ówdzie wypływała na wierzch.

— Niebiescy? Zapraszam — powiedział z promiennym uśmiechem, rozglądając się po sali.

Równocześnie z Katie poderwało się jeszcze 9 innych, równie zestresowanych osób. Razem przeszli przez korytarz gdzie, obsługa otworzyła podwójne drzwi i stanęli na tej samej scenie, na której Katie miała swój pierwszy casting. Kamerzyści byli już ustawieni i śledzili każdy ich krok.

— Witamy w drugiej części programu — zaczął basowym głosem Damian. — I kogo my tu mamy… Peter Johnson? Jak się masz? — Wzrokiem odszukał młodego chłopaka.

— Całkiem nieźle proszę pana — odparł zawstydzony.

— Maggi Dussen? Gdzie jesteś?

— Tutaj, witam — brunetka zamachała ręką lekko podskakując.

— Złotowłosa Malanie Carmen?

— Taaaaak Damianie? — zapytała blondynka z wysokim kucykiem na głowie.

— Panna „ręka w kieszeni”, Katie Waltson?

— Pani „ręka w kieszeni” jak już. — Damian popatrzył się na nią, jakby miał zaraz wbiec na scenę i ją zabić, ale nie mógł nic zrobić, a tym bardziej powiedzieć jak długo trwało nagranie, więc kontynuował.

— Zakręcony James Doul? Co u ciebie?

— Hey, jo jo jo joł?! — wykrzyczał podekscytowany mężczyzna ubrany w luźne spodnie i obszerną, bordową bluzę z kapturem.

Ostatnich imion Katie nawet nie próbowała zapamiętać, bo i po co, myślała.

Wkrótce potem podszedł do niej Jack i kazał wylosować wersety, które miała zaśpiewać. Wszyscy chcieli oczywiście dostać refren piosenki, ona również, ale się nie udało.


Katy Perry ‘Last Friday Night’


— Ok, wszyscy byliście świetni! — wykrzyknęła po kilku minutach podekscytowana Daisy. — A teraz moi kochani, zanim odejdziecie z powrotem do poczekalni, mała niespodzianka. Zamiast trojga uczestników z każdej grupy, przechodzi dalej czwórka! — Po takim newsie wszyscy się wyraźnie ucieszyli. Zawsze zwiększało to ich szanse, by przejść dalej.

W poczekalni Katie usiadła na jednym z czarnych, plastikowych krzeseł pod ścianą. Wchodząc, minęła płaczącą z nerwów rudowłosą nastolatkę i usiadła krzesło dalej od całującej się pary. Ona była w jej grupie, on właśnie wychodził na przesłuchanie i życzyła mu szczęścia. Po zamknięciu drzwi w sali pozostało 20 osób, 10 już po i 10 ciągle przed castingiem.

Na ściennym telewizorze można było obejrzeć występy grupy czerwonej. Stali tak jak ona w równym szeregu i właśnie zaczęli ciągnąć losy.

Występ rozpoczęła Cindy, jej imię widniało na niebieskim, mieniącym się pasku u dołu ekranu. Przyjemnie się jej słuchało, ale nie można było powiedzieć, aby miała zadatki na większą gwiazdę, brakowało po prostu talentu.

Kolejna dziewczyna, Stefanie, chyba pomyliła branże, gdyż ubrana była wręcz tylko w bieliznę lekko zakrywającą sutki, w dodatku pozami starała się nadrobić brak głosu. — Zaraz po niej śpiewał młodziutki chłopaczek, Paul. Utalentowany to on był i to bardzo, przez co jego następca wydawał się fałszować bardziej, niż to było w rzeczywistości. Następny w kolejności śpiewał chłopak dziewczyny siedzącej obok Katie. Po jego części Katie ją zagadnęła:

— Jak tak dalej będziesz się denerwować, to skończysz bez palców — zażartowała spoglądając na obgryzione paznokcie dziewczyny,

— Yyhhhh… Tak się martwię — odpowiedziała niezwykle cicho. Katie nie pamiętała jej imienia, a tym bardziej występu, ale jak na razie się tym nie kłopotała, tylko słuchała, co do niej mówi. — Jak któreś z nas nie przejdzie, to nie wiem, co zrobimy.

— Jak to? — zapytała wyraźnie zaciekawiona Katie.

— Plan jest, że razem idziemy do finału, a później niech się dzieje, co chce i się pobieramy.

— Pobrać zawsze się i tak możecie, nawet jeśli jedno z was odpadnie już teraz.

— Teraz nie mamy pieniędzy na ślub. Oh, żeby tylko się im spodobał — smutno westchnęła przykładając kolejny palec do ust, by ponownie odgryźć kawałek paznokcia.

— Nie sądzę, aby ich wybór zależał od lubienia kogoś czy też nie. Przynajmniej jeszcze nie na tym etapie, chociażby dlatego, że jeszcze nas wcale nie znają.

— Nigdy nic nie wiadomo.

Przez resztę nagrania panowała cisza. Ostatnia, najsilniejsza grupa została poproszona o wyjście na scenę. Kiedy stanęli na deskach, nawet ich postawy mówiły, iż wiedzą czego chcą i są tu, by wygrać obiecane pół miliona. Nikt nie chciał być na ich miejscu i znaleźć się akurat w tej grupie.

— Wyjść ze słabej grupy jest zawsze łatwiej, niż przebijać się przez same talenty — pomyślała Katie, wpatrując się w telewizor.

Po około 15–20 min wszyscy uczestnicy siedzieli w poczekalni w oczekiwaniu na wyniki. Mieli godzinę na obiad, ale tylko dwie osoby zdecydowały się coś zjeść. W tym czasie jury się nieoficjalnie naradzało…

— No dobra zaczynamy. Grupa niebieska? — rozpoczął Tobby, sięgając do swoich notatek po kartkę ze swoją punktacją i faworytami, kiedy jej nie znalazł na stole, nerwowo przeszukał kieszenie spodni i już zabierał się za marynarkę, kiedy Damian wybuchnął:

— Kurwa, Tobby! Zorganizuj się jakoś! Zawsze coś gubisz albo gdzieś kładziesz i nie pamiętasz.

— Wiem, wiem — przytaknął polubownie mężczyzna przed czterdziestką i kontynuował szukanie, mówiąc do siebie pod nosem. — Pamiętam, miałem ją tutaj z pół minuty temu — nerwowo przetrząsał wnętrze eleganckiej marynarki bez rezultatów, kiedy ponownie ją zawieszał na oparciu krzesła, zobaczył na podłodze zgniecioną kulkę papieru. Odetchnął głęboko z uczuciem ulgi. Już wówczas, zanim po nią sięgnął, wiedział, iż ona jest właśnie tą, której szuka.

W międzyczasie Daisy i Damian wybrali swoich faworytów. Ich zdjęcia leżały w dwóch równoległych rzędach.

— Widzę Daisy, że się zgadzamy — oznajmił beznamiętnym tonem odkładając zdjęcia pozostałych kandydatów na bok.

— A czego się spodziewałeś — zaszczebiotała radośnie. — Wybrać cztery osoby z dziesięciu, które coś potrafią, nie jest trudne. A ty jak? — Popatrzyła na Tobby’ego, który rozwijał kulkę.

— Kurwa, jak ty możesz pisać teksty piosenek, jak wyrzucasz potrzebne notatki?! — wykrzyknął zdenerwowany Damian, nieświadomie zaciskając pięść pod stołem.

— A ty zawsze musisz zaczynać zdanie od „kurwa” — odpowiedział spokojnie Tobby.

— Tylko jak coś mi się nie podoba.

— Swoją drogą, to dość niespotykane, aby przedłużali sezon — wtrąciła Daisy. — Nie pamiętam, aby kiedykolwiek się to zdarzyło — dodała, sięgając w międzyczasie po swój telefon komórkowy. Szybko zrobiła sobie selfie i na powrót schowała go do najmodniejszej tego sezonu, torebki.

— Hehe przez tę parę marnych odcinków już pobiliśmy rekordy oglądalności. Dzieciaki mają przerwę wakacyjną i gapią się w telewizory. Poza tym są transmisje z tłumaczeniami, które idą na cały świat no i jest jeszcze YouTube do powtórek — wyjaśnił Tobby siadając w swym fotelu.

— Zwiększyli o troje liczbę uczestników, którzy mają teraz przejść dalej, czyli nasz program też się wydłuży o trzy tygodnie? — zapytała Daisy.

— Przynajmniej. To jest telewizja, nigdy nic nie wiadomo. Ciekaw jestem, ile nam dorzucą…

— A ty zawsze o pieniądzach Damianie — westchnęła Daisy odrzucając włosy za ramiona, by absolutnie nic jej nie przeszkadzało, kiedy przybędzie makijażystka na poprawę.

— Dbam o swoje interesy, „złotko” — dodał kopiując jej sposób mówienia.

Faworyci Tobby’ego leżeli już na stole, zaskoczenia nie było, gdyż wszyscy wybrali jednogłośnie, kto przechodzi.

— No dobrze, szybko poszło. Teraz grupa czerwona — powiedział Damian i jak zwykle położył swoich faworytów, jako pierwszy, na samym środku stołu. Zaraz po nim pojawiły się głosy pozostałych jurorów.

— Jak widzę i tutaj się niemalże zgadzamy — rzekła łagodnie Daisy wpatrując się w zdjęcie dziewczyny. — Jako czwartą uczestniczkę chcę wziąć Kelly. Jest młodziutka, urocza… Zrobilibyśmy z niej drugą Britney.

— Ale ona nie ma w sobie ani grama energii, jest za spokojna… Ja chcę Stefanie, seksowna, cycata, poza tym ma trochę głosu. Przyciągnie męską część widzów — tłumaczył swój wybór Damian.

— Chyba chciałeś powiedzieć „obciągnie”. Prześpij się z nią i nie wciskaj kitu, że się nadaje — wtrącił Tobby. Słysząc to, wszyscy się uśmiechnęli.

Kamery były wyłączone, więc mogli swobodnie wypowiadać się o uczestnikach. Ustawione nagranie będzie kręcone, jak już wybiorą, kto przechodzi, by oszczędzić widzowi wulgaryzmów, za które z kolei stacja często dostawała kary pieniężne. — Ja się zgadzam z Daisy. Kelly spełnia profil słodkiej nastolatki–dziewicy — przytaknął Tobby.

— Dziewicy, nie-dziewicy, ale niech wam już będzie.

— Dwie grupy za nami. Do ostatniej grupy podejdźmy praktycznie — zaproponowała Daisy. — Potrzebujemy, by ludzie głosowali, więc wybierzmy pod nich jak ostatnio. Mamy już słodkie niewiniątko oraz bożyszcze nastolatek z grupy czerwonej, starszego kawalera dla kobiet dojrzałych — kontynuowała, pokazując palcami na zdjęcia uczestników. — Zadziorną metalówę i dziewczynę do wkurzania Damiana. Zapowiada się ciekawie. Potrzebujemy jeszcze — zastanowiła się przez chwilę, po czym dodała — jakiegoś rockowca, może ponętną kusicielkę…

— Jak nie patrzeć Stefanie — zaśmiał się Damian.

— Kusicielka ma udawać, że da, a nie dawać wszystkim dookoła. — Zirytowana jego nastawieniem Daisy, zripostowała błyskawicznie. Tak ciężko było jej udawać, że jej na nim już nie zależy, że to, co kiedyś było między nimi to tylko seks i nic więcej. Minęło już grubo ponad 3 lata. Teraz prowadzą razem już czwarty sezon, od, kiedy zerwali.

Z zamyślenia wyrwał ją głos Tobby’ego:

— A może by tak, jakaś wzruszająca historyjka? Wiadomo czy, któryś z uczestników ma trudną sytuację, jest chory albo coś?

— Pomysł z historią to ja już mam, zostawcie to mnie. Potrzeba nam jeszcze inny typ. — Uśmiechnęła się tajemniczo Daisy. Kątem oka zauważyła podchodzącą do niej makijażystkę i usiadła zamykając oczy, pogrążając się w zamyśleniu.

— Chociaż raz to nie ja będę musiał się wdać w romans, by podtrzymać napięcie i plotki — odparł Damian, śmiejąc się szelmowsko.

— Jakby akurat tobie to coś przeszkadzało — zażartował Tobby.

— Ostatni akurat sporo mnie kosztował.

— Właśnie, jak go zakończyłeś? — ciągnął juror nie zwracając uwagi na tęgą minę Daisy. — W brukowcach pisano tylko, że zerwaliście i Amanda, tak? Ma depresje.

— Namówiłem ją na aborcję. Jest przecież taka utalentowana — wyjaśniał, ledwo się hamując, by nie wybuchnąć śmiechem na całą salę. — A z moją pomocą może osiągnąć wszystko, dziecko będzie jej tylko przeszkadzać.

— I ci uwierzyła? — Zaskoczona Daisy momentalnie otworzyła oczy i wlepiła w niego zdziwiony wzrok.

— MI miałaby nie uwierzyć? Przecież ją „kocham, a dzieci będziemy mieć później” — cytował swoją wcześniejszą rozmowę z dziewczyną. — Poza tym, zabrałem ją do mojego studia, nagrała dwie piosenki i weszła na iTunes, później poszło gładko — zaśmiał się sam do siebie.

— My tu gadu gadu, ale wracając do tematu — powiedział Tobby.

— Ale rymujesz złotko — zaśmiała się Daisy i odprawiła makijażystkę.

— Moje propozycje są następujące, rockowcem może być John, ma chrypkę, poza tym czuje rytm i łatwo się go przerobi wizualnie. Waszą „kusicielką” będzie Cathy, ma trochę głosu i dosyć ładnie wygląda, a pozostali to Johnny i Carl.

— Czemu akurat oni? — dopytywała się Daisy.

— Bo jest mi to obojętne. Jestem głodny i głowa mi pęka — powiedział szczerze, ciężko pocierając palcami skronie.

— To przestań tyle chlać. Co noc gdzieś wychodzisz i ledwo wracasz na czworaka.

— Nie sądziłem, iż tak ci to przeszkadza Damianie — mówiąc to przesłał mu znudzone spojrzenie i przez chwilę panowała cisza.

— Dobra, ja też chcę już iść na mojego golfa, więc jestem za. Daisy?

— Patrząc ekonomicznie, to młode gówniary będą na nich głosować bez opamiętania. Z Johnny’ego zrobimy Enrique, a drugi nie wiem, Bon Jovi? Co myślicie?

— Może być — szybko przytaknął Tobby.

— To ją idę na papierosa. Jack złotko, proszę wprowadź naszych skowronków, ja zaraz wracam — zawołała do siedzącego pod ścianą chłopaka.

— Powinnaś rzucić palenie — powiedział Tobby obracając swój fotel w jej stronę.

— I kto to mówi — odparła i przesłała mu powłóczyste spojrzenie. Widziała jak wstrzymał oddech na czas ich wzrokowego kontaktu, co tylko mile połechtało jej kobiece ego.

Będąc wciąż zwróconą w jego stronę, wstała zza stołu, eksponując swój obfity i jędrny biust. Z gracją przerzuciła do tyłu ciemne włosy i kołysząc lekko biodrami, zeszła schodami w dół do wyjścia. Wiedziała, że oboje ją obserwują. Czuła ich wzrok na sobie. Jeden mógł niegdyś mieć ją co noc, ale zakończył ich „znajomość” bardzo niespodziewanie, drugi wzdychał do niej już od drugiego wspólnego sezonu. Zaśmiała się w duchu z całej tej sytuacji. Mimo swych 38 lat nigdy nie czuła się i nie wyglądała lepiej, nawet jako dwudziestolatka. Lifting twarzy, operacja nosa oraz plastyka powiek skutecznie cofnęły czas. Do tego liposukcja, podniesienie pośladków i sztaby stylistów sprawiły, iż wyglądała bosko. W końcu było jej dobrze ze sobą.

Tamte, sceniczne lata na szczęście miała już za sobą. Teraz nikt jej nie katuje ćwiczeniami albo dietami, na które nie ma ochoty. Je co jej się podoba, a jak przytyje, to sobie odessie tu i ówdzie, bo ją stać przecież, tak sobie tłumaczyła. Nie musi już sypiać z producentami albo umawiać się z żadnymi pseudo gwiazdami, by ludzie o niej gadali. Jest wolna, naprawdę wolna! — Ah, życie jest piękne — pomyślała, odpalając na zapleczu upragnionego papierosa.


***

Ruszyło nagranie kolejnych eliminacji. Jack stał z mikrofonem na scenie, a Daisy wstała, gdyż to ona miała tym razem powiadomić o tym, kto przechodzi dalej. Pozostali jurorzy przybrali kamienne miny.

— I jak kochani? Gotowi na wyniki? — zaświergotał niemal jak po narkotykach Jack. Ustawcie się grupami w rzędach obok siebie. Rząd pierwszy, grupa niebieska, drugi czerwona i ostatni zielona. Tego, którego imię będzie wyczytane, proszę o wystąpienie do przodu — dodał, po czym dało się usłyszeć ciepły, lecz oficjalny, głos Daisy.

— Z grupy niebieskiej przechodzą:


Katie Waltson,

Deborah Kennie,

Lucas Mccaline,

Ewa Szczygiel.


— powiedziała błyskotliwie. Trwające nagranie sprawiało, iż była podwójnie urocza i czarująca. — Proszę stańcie po waszej lewej, a reszcie serdecznie dziękujemy za udział. Było mi niezmiernie przyjemnie was wszystkich poznać.

Kiedy sala trochę się „oczyściła” z ludzi, głos zabrał Tobby:

— Grupa czerwona, zapraszam. Podejdźcie bliżej. — Gestem dłoni przywołał zdenerwowanych uczestników. — Z grupy czerwonej przechodzą:

Alex Canon,

Amanda Seanon,

Marie Estebann i

Kelly Thomson.

— Zapraszam do dołączenia do wybranej czwórki, reszcie dziękujemy.

Jako ostatni był Damian.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 58.75